Pokazywanie postów oznaczonych etykietą j-hope. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą j-hope. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 stycznia 2018

Wirus miłości: Rozdział 11

Wirus miłości
Rozdział 11


*Hoseok*

            Przechadzałem się parkiem razem z Solji, ona jadła zakupioną przeze mnie watę cukrową, a ja cieszyłem się, bo dzięki temu zagościł na jej twarzy uśmiech. Chyba bardzo lubiła słodycze. Oczywiście przez to, że byliśmy w publicznym miejscu musiałem być zamaskowany i trochę się stresowałem, czy nikt nas nie widzi. Wtedy ujrzałem coś, czego się nie spodziewałem. Zauważyłem z daleka Jina, który podszedł do jednej z ławek parkowych. Siedziała na niej jakaś dziewczyna i uśmiechnęła się do niego szeroko po czym zaczęli ze sobą rozmawiać. Po chwili ona wstała i ruszyli w nieznanym mi kierunku. Wytrzeszczyłem na to oczy, co zauważyła moja towarzyszka i spojrzała w tę samą stronę. Miała zaskoczone spojrzenie, pewnie nie domyślając się o co mi chodzi.
— Znasz tamtych ludzi? Ten zamaskowany to jakiś inny idol? — dopytała mnie, a ja jej przytaknąłem niepewnie.
— To Jin — powiedziałem do niej cicho, a ją zamurowało. — Nie wiem co on tutaj robi z tą dziewczyną — dodałem po chwili.
— Może też kogoś ostatnio poznał — stwierdziła słusznie, a mnie olśniło, że zapewne dlatego był po mojej stronie, kiedy zaproponowałem przyprowadzenie Solji do naszego dormu.
            Uśmiechnąłem się do siebie w duchu, że tym razem nie byłem jedynym, który broił, bo najpierw zorientowałem się, że Jimin z kimś kręci, a teraz jeszcze Jin... Od razu poczułem się pewniej. Skoro najstarszy może zawierać znajomości z dziewczynami, to czemu nie ja?
— Czemu zacząłeś się uśmiechać sam do siebie? — Zmieszałem się na te słowa Solji. Nie byłem świadom, że szczerzyłem się rzeczywiście.
— Nic, głupie myśli mam teraz. Co chciałabyś porobić dzisiaj? — Postanowiłem w ten sposób zmienić temat, bo wolałem się nie przyznać do tego co mi chodziło po głowie.
— Chcę gdzieś móc usiąść i porozmawiać najlepiej. Chciałabym ci coś opowiedzieć. — Jej wyraz twarzy w momencie się zmienił. Jej wzrok w momencie stał się pusty. Przeraziło mnie to i wiedziałem, że muszę koniecznie ją wysłuchać, skoro miała taką potrzebę. Nie mogliśmy robić tego w takim miejscu, więc postanowiłem zrobić coś co chciałem dawno.
— Chodźmy do mojego dormu. To niedaleko, a tam w moim pokoju możesz opowiedzieć mi wszystko. Co ty na to? — Widziałem, że zastanawiała się nad odpowiedzią.
— A nie będą chłopacy się pytać kim jestem? — wtrąciła nieśmiało, a ja posłałem jej pokrzepiający uśmiech.
— Już im napomknąłem o tobie. — Moja odpowiedź była prawdziwa, jednak nie dodałem, że dyskusja na ten temat była delikatnie podzielona. Mimo to, szybko posłałem tylko wiadomość do Jungkooka, by trochę ogarnął salon, bo zaraz wparuję tam z koleżanką i nie chciałbym, by dostała zawału na widok naszego nieporządku.

***

            O dziwo najmłodszy bardzo grzecznie mnie posłuchał i kiedy weszliśmy do dormu nie było nic dziwnego na widoku. Salon, przez który trzeba przejść z przedpokoju lśnił czystością, a chłopcy, czyli Jungkook, Jimin, Taehyung, Yoongi i Namjoon, siedzieli na kanapie i oglądali coś w telewizji. Słysząc, że przechodzimy odwrócili się w naszą stronę, a Solji momentalnie schowała się za mnie. Coś czułem, że pewnie była skrępowana widokiem reszty zespołu. Miałem ochotę zaśmiać się z tego, lecz udało mi się powstrzymać.
— Gdzie ta twoja koleżanka? — zapytał z cwaniackim uśmiechem Jimin, a ja wskazałem palcem na moje plecy. — Pokaż nam się, nie bądź taka.
            Solji posłusznie pojawiła się koło mnie i ukłoniła się w ich stronę, szeptając jednocześnie ciche przywitanie. Wtedy domyśliłem się, że przecież wyznała mi wcześniej, iż podobał jej się Jimin, a ja głupi o tym zapomniałem. Pewnie bała się na niego spojrzeć, a ja poczułem ukucie zazdrości, bo jej reakcja na mnie była o wiele bardziej swobodna.
— Widzę, że zaraz zje ją stres. Lepiej nie męczmy jej bardziej i dajmy im spędzić czas w spokoju razem. — Na szczęście Namjoon zaproponował nam to i mogłem udać się z nią już do mojego pokoju. Bałem się, że któryś z nich będzie na tyle ciekawski, że zacznie zadawać Solji pytania, a ja spieszyłem się do wysłuchania jej w końcu.
            W pokoju wszelkie nerwy ją opuściły i zobaczyłem, że ulżyło jej momentalnie. Był to bardzo uroczy widok i z kolei też poczułem się lepiej na myśl, że przy mnie nie czuła jakiejś krępacji. Dzięki temu mogłem jej pomóc. Jakby wstydziła się ze mną rozmawiać, to jaki byłby ze mnie pożytek?
— Usiądź na łóżku, a ja może coś do picia przyniosę. — zaproponowałem, a ona chwyciła mnie pospiesznie za rękaw mojej bluzy.
— Na razie nie chce nic pić. Wolę teraz porozmawiać — oznajmiła to, a ja przytaknąłem jej i usiadłem razem z nią. Czekałem, aż zacznie coś mówić. Nie wiedziałem, że będzie chciała tak po prostu zacząć, jak znajdziemy się na osobności. — Ja miałam wcześniej przyjaciela — zaczęła i widziałem, że słowa przychodzą jej ciężko, ale skoro miała potrzebę, musiałem cierpliwie czekać na to co miała do powiedzenia. — Bardzo mnie wspierał, dzięki niemu jakoś się trzymałam na uczelni, w domu, bo czasem jest bardzo ciężko... Tylko pewnego dnia... Odszedł. Wyjechał do Stanów, bo okazało się, iż miał nowotwór. Rodzice chcieli zapewnić mu dobre leczenie za granicą i wtedy urwał całkowicie ze mną kontakt. Nie mam pojęcia od kilku lat, czy żyje. Jego rodzice nawet tu nie wracają... Jestem załamana tą sytuacją i jednocześnie strasznie mi go brakuje.
            Nie wierzyłem tego co usłyszałem. Jej historia przypominała mi fabułę marnego dramatu. Nie miała pojęcia co dzieje się z osobą, na której jej zapewne bardzo zależało. Ja nie wiedziałem w tamtym momencie, jak miałem na to zareagować. Nigdy nie straciłem nikogo tak mi bliskiego. Nikt nigdy ze mną nie zerwał kontaktu w ten sposób. Chciałem ją pocieszyć, że pewnie on żyje... A skąd miałem tą pewność?
— Czyli nie masz pojęcia gdzie on teraz jest i co z nim jest? — Upewniałem się, choć znałem odpowiedź. Dawałem sobie tym czas na przemyślenia.
— Dokładnie... To ciąży mi strasznie, a i tak bardziej boli mnie to, że czuję się przez niego zdradzona. Zostawił mnie tu samą i bez żadnych wieści. Chciałabym mieć chociaż z nim kontakt... Pragnę wiedzieć czy on żyje... — Po tych słowach z jej oczu zaczęły płynąć łzy. Odruchowo zareagowałem w ten sposób, że chwyciłem jej głowę i przybliżyłem do mojej klatki piersiowej na tyle, by zrozumiała, że może się we mnie wtulić. Długo nie czekałem na to, aż jej małe rączki oplotły mnie w pasie. Poczułem ulgę. Mogła mieć we mnie oparcie i musiała o tym się dowiedzieć. Wiedziałem, że nie zastąpię jej tamtego chłopaka. Nikt nie jest na tej planecie zastąpiony. Ona znała go pewnie długo. Mimo to, musiałem starać się wypełnić jej pustkę po nim.

*Junmi*

            Byłam niemało zaskoczona, że ten chłopak, który zrujnował sklep, rzeczywiście okazał się idolem. Nawet udało mi się go znaleźć w internecie. Oniemiałam na widok tego, jak sławny był i jaką miał obecnie rzeszę fanek. Mimo to, śmieszył mnie trochę jego pseudonim. Przez niego bałam się odsłuchać jego piosenek. Widać było od razu po nim, że był liderem, przez to, że wykazał się przede mną wielką odpowiedzialnością. Kto normalny wracał się przyznać po takim czymś i proponował pokrycie kosztów? Może i miał kasę... A mimo to... Mógłby być skąpy. Tylko jeszcze jednego nie umiałam pojąć.  Dlaczego chciał gdzieś ze mną wyjść?
            Byłam z nim umówiona, że odbierze mnie tego dnia z pracy. Z jednej strony wolałabym się udać prosto do domu, do mojego ciepłego łóżka, albo raczej nie tak ciepłego jak bym chciała futonu... Z drugiej strony, chciałam poznać tutaj w końcu kogoś, bo zaraz mogłabym oszaleć z samotności jaka mnie otaczała. Nawet kota nie mogłam przygarnąć, bo właścicielka mieszkania mi zabroniła przyprowadzać zwierzęta.
            Westchnęłam głęboko, bo już zamknęłam sklep jakiś czas temu i czekałam na tym zimnie na tego całego Namjoona. A mawiają, że to kobiety są spóźnialskie. Kolejny stereotyp, który mnie nie dotyczył, a wręcz zawsze miałam na odwrót. Od kiedy pamiętam to ja czekam na tych spóźnialskich mężczyzn.
— Jestem. — Usłyszałam nagle zasapany głos obok mnie. Widocznie biegł. — Przepraszam, urwanie się z wytwórni było dla mnie ciężkim zadaniem. Długo czekasz? — Zaprzeczyłam kręceniem głowy, choć moje zamarznięte ręce mówiły co innego. Czemu mi w ogóle było tak zimno?
— Co będziemy robić? — zapytałam go, bo naprawdę mnie ciekawiło co o takiej porze on chciał wymyślić. Chodzenie po prostu nie odpowiadało mi, bo przecież było mi tak zimno. A większość miejsc zamykała się poza klubami i tym podobnymi miejscami, które budziły się właśnie do życia. Ale tam też nie miałam ochoty się wybierać.
— Szczerze, to nie wiem... — Mówiąc to, drapał się w tył głowy, a ja zastanawiałam się, co miał pod kopułą... Przecież poprosił mnie o spotkanie, a nie ma kompletnego planu? Westchnęłam, co lubiłam często robić...
— Może pójdziemy do mnie?  — Prawie mu wypadły oczy z orbit na to pytanie.
— Nie będą twoi rodzice źli, że przyprowadzasz kogoś o tej porze? — Miałam ochotę zaśmiać się na to pytanie, lecz powstrzymałam się, by go nie urazić.
— Spokojnie, mieszkam sama. — Na to znowu wytrzeszczył swoje źrenice jeszcze bardziej. Nie wiedziałam, że tak się dało. I co go tak dziwiło? A może był przerażony, że będzie ze mną sam na sam bez żadnych świadków? Nie wiedziałam jak to odebrać.
— Tak więc chodźmy. — Wraz z tą wypowiedzią wyprostował się i zaczął chrząkać. Ewidentnie było widać po nim zakłopotanie tą sytuacją. Już prawie zapomniałam, że chłopacy w Korei tacy potrafią być.

***

            Siedzieliśmy w moim pokoju i milczeliśmy. Nie mieliśmy chyba pojęcia o czym ze sobą rozmawiać. Normalnie mi się buzia nie zamykała, niestety ostatnio chyba się wyobcowałam przez moją samotność. Przyzwyczaiłam się nawet do mówienia do siebie. A on? Chyba naprawdę poprosił mnie o te spotkanie zbyt spontanicznie. Nadal nie znałam jego powodu co do tego. Dziwnie też siedziało mi się z nim z myślą, że wiele fanek chciałoby być w mojej skórze, a ja siedziałam tak obojętna względem niego.
— Słuchasz muzyki? — odezwał się po długim milczeniu.
— Oczywiście. — Nie potrafiłam rozwinąć mojej wypowiedzi. Bałam się, że jak zabrniemy w tym temacie, to powiem mu za dużo. Nie chciałam zdradzać siebie na pierwszym spotkaniu w całości.
— Ja tworzę muzykę i rapuję...
— Wiem. — Przerwałam mu, choć wiedziałam, że próbował kulawo podtrzymać temat. Mogło to wyglądać jak przechwałki, lecz dla mnie nimi nie były. Po prostu chciał coś mówić.
— A ty jaki lubisz gatunek? Domyślam się, że nie słuchasz kpopu?
— Kiedyś kilku zespołów słuchałam może... O was nie słyszałam. Żyłam długo w Ameryce i tam bardziej się zakorzeniłam — wyjaśniłam mu to krótko, a on na to przytakiwał ze zrozumieniem.
— Ja też słucham innej muzyki, tej angielskiej. Staram się też ćwiczyć mój angielski, by z każdym dniem był coraz lepszy. Mimo to, kocham Koreę i tutaj zawsze będzie mój dom. — Nie wiedziałam po co dodał mi to ostatnie zdanie, jednak stwierdziłam, że to zignoruję.
            To nie tak, że wyrzekałam się koreańskiego pochodzenia. Gdyby tak było, nie sprzeciwiłabym się mamie, by tutaj studiować i nie wyjechałabym na własną rękę. Szkoda tylko, że na miejscu okazało się, że wcale nie czekała mnie tu kolorowa przyszłość. Działałam zbyt spontanicznie.
— Ja też kocham Koreę i dlatego tu wróciłam. Na początku próbowałam innych sposobów, by się tu dostać ponownie. Aż wreszcie postawiłam wszystko na powrót tu i źle na tym wyszłam — rzekłam to jakoś dziwnie nieśmiało, bo znowu mój język był tak długi, że prawie mu powiedziałam coś, co chciałam póki co ukryć przed nim ze względu na to, kim był.
— Jakich sposobów? — No i musiał zapytać o to, co nie chciałabym, żeby zapytał... Nie mógł o coś innego?
— Chodziłam na przesłuchania wytwórni koreańskich. Pewnie wiesz, że dużo jest takich za granicą — mówiłam to bardzo niepewnie. Nie chciałam, żeby mnie dalej na ten temat wypytywał.
— Umiesz śpiewać? — wyskoczył z tym zaskoczony.
            Po chwili przerwał nam jego telefon. Cieszyłam się okropnie, że to nastąpiło. Nie chciałam dłużej z nim rozmawiać. Póki co nie dogadywaliśmy się zbytnio. Nie wiedziałam nawet czemu tak było. Mogła to być moja wina. Przestałam być ostatnio otwartą osobą i zapewne to się teraz odbijało w tej chwili. Oczywiście okazało się, że dzwonił ktoś do niego pilnie i musiał przez to wracać. Nie omieszkał na wyjściu oznajmić się, że jeszcze się zobaczymy. Zdziwiłam się, że jeszcze tego chciał. Czy on nie czuł tej niezręczności między nami? Chociaż, może z czasem przekonałabym się do niego?  Kto wie?
*Jimin*

            Czułem się dziwnie ignorując Yeondonga. Jakoś krępowało mnie jego zachowanie, ale przecież chłopak chciał po prostu zaprzyjaźnić się ze mną. Mogłem mu po prostu powiedzieć, że jako idol nie mam na to czasu, a nie potrafiłem i tego zrobić. Chciałem mu dać szansę na poznanie mnie. Nie wiedziałem po co.
            Tego dnia się przełamałem. Zaproponowałem sam, czy nie chce gdzieś wyjść. Od razu odpowiedział, że chciałby pójść na kręgle i zapytał, czy nie ma możliwości, bym wziął ze sobą Yoongiego. Początkowo miałem mu odpowiedzieć, że nie ma takiej opcji, lecz zastanowiłem się i uznałem, że co mi szkodzi? Choć miałem podejrzenia, iż mogę tego pożałować.
            Na szczęście Yoongi nie miał żadnych planów na ten wieczór i zgodził się udać ze mną. Nawet nie pytał dlaczego zamierzam wyjść gdzieś z Yeondongiem. Zdziwiło mnie takie zachowanie z jego strony. Nie był zazwyczaj skory do poznawania nowych osób. Może miał nadzieję, że dzięki temu pozna Inhę, o której opowiedział mu jej brat na fameetingu? Oh, żeby się nie przeliczył. Ta dziewczyna miała w sobie wiele zła.
            Dostałem adres kręgielni od Yeondonga, więc udaliśmy się tam bezpośrednio. Na miejscu był i sam zainteresowany i niestety jego siostra, a co mnie zaskoczyło z nimi rozmawiały jakieś dwie dziewczyny. W mojej głowie włączyło się czerwone światło. A co jeśli one mogą nas zdradzić? Potem będzie krążył nagłówek "Suga i Jimin przyłapani w kręgielni z dziewczynami". Wolałbym uniknąć tej sytuacji. Wtedy zauważył też nas Yeondong i ruszył w naszą stronę.
— Nie krępujcie się. To pracownice z tego miejsca. Znamy je dobrze i możecie im zaufać. Wiele gwiazd do nich przychodzi na kręgle i one niczego nikomu jeszcze nie zdradziły. — Niby zapewniał mnie, że powinienem im zaufać, tylko, że był jeszcze mały niuans. Ja do końca nie ufałem jeszcze Yeodongowi, a co dopiero tym obcym dla mnie dziewczynom.
— Nie jestem do końca przekonany — wyszeptałem to, a po chwili Yoongi po prostu ruszył przed siebie jak gdyby nigdy nic.
— No co się tak gapisz? Chodź Jimin, bo stracimy dobrą zabawę przez twój lęk. — Nie rozumiałem nic z tego co do mnie powiedział mój kolega... Przecież powinniśmy uważać. Media czyhały na taką sensację na każdym kroku...
— Ja rozumiem twój strach — wtrącił znowu Yeondong. — Zaufaj mi, a będzie fajnie — dodał to z szerokim uśmiechem, więc uznałem, że muszę w końcu wyluzować i podążyłem wraz z nim do reszty. — A i jeszcze jedno. Tamta dziewczyna. — Wraz z tymi słowami wskazał mi jedną z pracownic, która miała pofarbowane końcówki na fioletowo. Wyglądało to nawet ładnie. — Ona mi się podoba... Więc jakbyś mógł uważać, by jej nie uwieść mi przypadkiem...
            Zatkało mnie w tamtym momencie. Nie ogarniałem co się wokół mnie dzieje, a on jeszcze zaprosił nas do miejsca, gdzie była dziewczyna, która mu się podobała. Czy on nie był świadom tego, że ja nie musiałem nic robić i dziewczyny już pożerały mnie wzrokiem? To nie tak, że miałem o sobie wysokie mniemanie. Po prostu... tak było.
            Kiedy zjawiłem się w tłumie, to przedstawiono mi owe dziewczyny. Jednak z nich zwała się Miseon i wyglądała uroczo, a zarazem uśmiechała się uprzejmie w naszą stronę. Druga, ta od fioletowych końcówek zwała się Riseun i mierzyła mnie uwodzicielskim spojrzeniem. Miałem ochotę wyśmiać los... Naprawdę musiała to być akurat ona? Za to Inha zabijała ją swoim wzrokiem. Zdziwiło mnie to ogromnie i jak dziewczyny odeszły, a Yeondong oznajmił, że musi skorzystać z toalety przed grą postanowiłem się czegoś wywiedzieć.
— Nie lubisz tej dziewczyny? — zapytałem ciekawsko, a ona bez wahania mi przytaknęła.
— Dzięki niej, nie przepadam też za tobą. Przez nią mój brat chce być jak ty... To wszystko jest bez sensu. To bardzo miły, kochany i uczciwy chłopak, a ona bawi się jego uczuciami. Kiedyś powiedziała. że będzie z nim dopiero jak zamieni się w ciebie, a wiesz co on zrobił? Powiedział, że może kiedyś mu się uda mu do ciebie upodobnić i wtedy jeszcze raz wyzna jej uczucia. Teraz wiesz skąd ten cały podziw tobą? — Wszystko to wypowiadała z takimi pretensjami do mnie, a ja pierwszy raz nie czułem się przez nią urażony. Wręcz przeciwnie. Zrobiło mi się strasznie głupio w związku z tą sytuacją. Nie chciałem by Yeondong był taki jak ja. On naprawdę wydawał się taki, jak opisała go jego siostra, chociaż momentami bałem się, że to tylko maska, a tak naprawdę to jakiś psychopata. Nie wiedziałem, skąd miałem takie myśli. Pomijając to... On nie mógł być mną. A będąc sobą był o wiele ciekawszy.
— Może zniszczę jej idealną opinię o mnie dzisiaj? — wypowiedziałem to niepotrzebnie na głos.
— Myślę, że to zły pomysł. Znajdzie sobie innego idola do tego — stwierdził Yoongi, o którego obecności praktycznie zapomniałem.
            Musieliśmy też przerwać tę dyskusję, bo wrócił do nas Yeondong. Ucichliśmy w momencie, a ja uznałem, że wdrożę mój plan... Nawet jeśli dziewczyna zmieni swoje zainteresowanie mną na innego idola, to nie byłbym to ja i nie musiałbym mieć wyrzutów sumienia, że chłopak przeze mnie ma pod górkę.  A jak najlepiej zepsuć sobie opinię u dziewczyny? Zauważać bardziej jej przyjaciółkę, niż ją. I to było to. Miseon stała się w tamtym momencie moim celem.
            Jak przynosiła nam coś, zgadywałem ją, prawiłem tandetne komplementy. Widziałem, że Yoongi się mną załamywał i kręcił głową na ten widok, ale to było normalne. On zawsze krytykował moje zachowania i uważał za dziecinne. Może i takie było, jednak mało mnie to obchodziło.
            Gra za to przebiegała dość gładko. Ja byłem w drużynie z Yeondongiem, a Yoongi z Inhą, której najgorzej z naszej czwórki szło. Czasami śmiałem się z niej, bo pokracznie wyglądała, jak rzucała kulami. Yoongi w pewnym momencie stracił do niej cierpliwość. Nie chciał zapewne z nami przegrać, więc podszedł do niej i chwycił jej dłoń, pociągnął ją za sobą, by podeszła do kuli, a ja ujrzałem na jej policzkach rumieńce. Ona się zawstydziła jego gestu! Następnie zaczął jej tłumaczyć wszystko i pokazywać, jak powinna rzucać. Ona mu jedynie przytakiwała jak zaczarowana.  Nie podobało mi się to, a nie wiedziałem nawet czemu.
— Czyżby moja siostra miała tyle szczęścia, że Yoongi ją podrywa? — zapytał mnie nagle Yeondong z cwaniackim uśmiechem, a we mnie coś zawrzało, lecz przemyślałem to szybko.
— Coś ty! On się nie zna na podrywaniu dziewczyn. — Do tego zaśmiałem się nerwowo. Nie byłem sam przekonany do tego co powiedziałem i nie wiedziałem, dlaczego to zrobiłem.
— Chyba nie jesteś o nią zazdrosny? — Zaśmiał się mówiąc to, a nie potrafiłem nic odpowiedzieć, tylko po prostu wstałem.
            Podszedłem do Inhy i uznałem, że to ja nauczę ją jak się to robi. Zrobiłem bardzo głupią rzecz. Rzeczywiście szybko załapała moje rady... Tym sposobem ona i Yonngi z nami wygrali, a na mnie Yeondong udawał, że się obraził. Jedynym plusem było to, że dowiedziałem się, iż od teraz Riseun już nie spojrzy na mnie tak samo. Uznała, że podrywałem jej przyjaciółkę i Inhę jednocześnie, więc w jej oczach zostałem kobieciarzem.
            Mimo to, wynikło z tego wszystkiego więcej problemów. Inha powiedziała, że jestem dziwny na koniec, jak mnie żegnała, Yeondong się do mnie nie odzywał, a Yoongi dopytywał co we mnie wstąpiło, że pod koniec nagle odbiłem mu Inhę. Dobił mnie jeszcze jak uznał, że pewnie ona mi się podoba i nie mam się co przejmować, bo jego zainteresowała inną osobą. Mi wcale nie podobała się Inha... Po prostu nie chciałem, by... No właśnie... Sam nie wiedziałem czego ja chciałem. Ten dzień należał do najdziwniejszych w moim krótkim i marnym żywocie.


I co uważacie o tym rozdziale? Trochę pisałam na szybko, ale weny nie brakowało, więc powinno być dobrze. Nie wiem tylko, czy na końcu troszkę nie przesadziłam. Ale co najważniejsze, co sądzicie o tym co wydarzyło się w waszym ulubionym wątku? Poznaliście też bliżej Junmi.. Co o niej powiecie? I czy reakcja Jimina was zaskoczyła? Czy była do przewidzenia?

czwartek, 18 stycznia 2018

Wirus miłości: Rozdział 10

Wirus miłości
Rozdział 10


*Jungkook*

            Byłem bardzo zaskoczony tą nagłą wizytą Jinah. Nie spodziewałem się jej o takiej porze. Wyglądała na przybitą i miałem ochotę odebrać od niej ten cały smutek, który czuła. Bałem się, czemu taka mi się wydawała. Na dodatek byłem świeżo po rozmowie z Jinem o niej i czułem, że jak zrobi się niezręcznie, to tym razem nie wytrzymam i zrobię coś głupiego. Póki co, stanąłem naprzeciw niej i czekałem, aż zacznie mówić, bo zbierała się do tego długo. Widocznie temat, który chciała poruszyć był bardzo ciężki. To wcale nie pocieszało mnie. Wręcz przeciwnie. Moje serce uderzało coraz mocniej i szybciej.
— Ja oszukuję siebie i wszystkich wokół — powiedziała niespodziewanie, a ja nie miałem bladego pojęcia o co jej mogło chodzić.
— W czym? — dopytałem niepewnie, a ona spojrzała na mnie i widziałem przerażenie w jej oczach. Dlaczego tak bardzo się mnie bała? Nigdy jej takiej nie widziałem. Przecież zawsze mogła mi wszystko powiedzieć.
— W uczuciach. Ja nie jestem zauroczona w Tae. To mi się wydaje. — Ulżyło mi na te słowa, choć bałem się jeszcze bardziej, bo to ewidentnie nie było koniec tego co chciała przekazać, a skoro weszła na taki temat to mogłoby być gorzej. — Ja jestem zakochana w kimś i boję się do tego przyznać nawet przed samą sobą — wyjaśniła, a ja zgłupiałem. Kogo ona mogła mieć na myśli? Nie zadawała się z nikim ostatnio poza mną i Tae. A ktoś nowo poznany odpadał, bo brzmiała, jakby znała długo tę osobę... Przecież to niemożliwe, żebym to był ja.
— Kogo masz na myśli? — Wystrzeliłem prosto z mostu pytanie, które przyszło mi do głowy, a nie powinienem był go wypowiadać. Wiedziałem, że nie uzyskam na nie odpowiedzi.
— Uważasz, że powinnam wyznać uczucia, nawet jeśli to nie ma przyszłości? Mam dość ukrywania tego, a jednocześnie wiem, że mogę stracić ważną osobę i bardzo się boję...
            Tym razem nie potrafiłem pozbyć się myśli, że to ja. Przecież z nikim nie była bliżej niż ze mną. Jednak co miałem zrobić, jak okaże się to prawdą? Odwzajemniałem to co czuła, tylko nie wiedziałem jak się zachować. Mieliśmy prawo zostać w ogóle parą? Wcześniej byłem okropnie zazdrosny o Taehyunga i chciałem, by to na mnie spojrzała w ten sposób, a jak miało się okazać, że już dawno tak na mnie mogła patrzeć, to ja zacząłem się bać o to co z tym zrobić. Taki dziwny ze mnie człowiek.
            Wtedy stało coś czego nie oczekiwałem. Ona wstała, podeszła blisko mnie i patrzyła na moją twarz dość intensywnie. Musiała być skierowana w górę, bo byłem od  niej sporo wyższy. Lubiłem to. Niestety zacząłem się niepokoić, bo jej spojrzenie krępowało mnie niesamowicie. Kiedy szepnęła mi ciche przepraszam nawet nie zdążyłem pomyśleć za co, bo chwilę później uniosła się na palcach i chwytając za moją szyję przybliżyła nasze twarze, dzięki czemu mogła złożyć na moich ustach delikatny pocałunek. Nie zawahałem się i od razu zamieniłem to w coś bardziej intensywnego. W tamtym momencie liczyła się jedynie ona i nasza wspólna chwila. Ona oderwała się ode mnie gwałtownie i zmierzyła mnie poszerzonymi oczami od przerażenia. Pewnie oboje nie wiedzieliśmy co się właśnie działo z nami.
— Jeszcze raz przepraszam. — Po tym zdaniu chciałem coś dodać, ale ona po prostu wybiegła z pokoju. Nie mogłem jej pozwolić na to. Musieliśmy koniecznie porozmawiać.
            Przemierzyłem korytarz w pogoni za nią. Czułem na sobie wzrok reszty chłopaków, kiedy mijałem salon, co w tamtym momencie mało mnie obchodziło. Ona na szczęście musiała ubierać buty w przedpokoju i mogłem ją tam zagadać.
— I tak po prostu teraz zamierzasz pójść? — rzekłem oburzony, a ona nawet nie drgnęła na moje słowa. — Muszę ci w tym miejscu powiedzieć to, że także coś czuję, byś się zatrzymała? — Wiedziałem, że w końcu wybuchnę. Ona zaś zastygła w miejscu i czułem, że jednocześnie bała się odwrócić w moją stronę. — Odpowiedz mi coś.
— Porozmawiajmy w inny dzień o tym. Szczerze to przyszłam tylko to powiedzieć. Nie wiedziałam, że ty też będziesz miał coś do powiedzenia, a obiecałam, że zaraz będę w domu. Zadzwonię do ciebie, by się umówić na rozmowę. Dobrze? — Nadal nie raczyła na mnie zerknąć. Bolało mnie to, czułem, że wcale do mnie nie zadzwoni, bałem się, że zniknie… Nie mogłem nic więcej zrobić i pozwoliłem jej po prostu wyjść. Byliśmy tak beznadziejni w tej sferze, że ktoś inny pewnie by nas wyśmiał.

*Jin*

Siedziała i czekała na mnie na ławce, a ja nie wiedziałem, czy chciałem do niej podejść. Niby pewnie wybiegłem na spotkanie z nią, a byłem przerażony tym, co miała mi do powiedzenia. Zastanawiałem się, czy nasza przyjaźń właśnie się skończy na tym etapie. Czułem w kościach, że ta rozmowa nie będzie należała do miłych. Mimo to, przyuważyłem, iż Dasum znowu machała nogami. Może to był dobry znak? Zawsze jak tak robiła miała dobry humor.
— Jestem — oznajmiłem jej radośnie, a raczej starałem się tak brzmieć. Ona zaś uniosła głowę, by na mnie spojrzeć i posłała w moją stronę ciepły uśmiech, co mnie zaskoczyło pozytywnie. Coraz bardziej odczuwałem ulgę i zaczynałem myśleć, że niepotrzebnie się bałem.
— Siadaj, bo chcę ci wiele powiedzieć. — Od razu jej posłuchałem i zasiadłem po jej prawej stronie. Byłem bardzo ciekaw jej wypowiedzi. — W domu, kiedy zdemaskowałeś się przede mną zareagowałam gwałtownie. Pierwsze co przyszło mi na myśl… Nasza przyjaźń nie może mieć miejsca.
— Myślisz, że my idole nie możemy mieć takowych? — wtrąciłem delikatnie oburzony, choć wiedziałem, że powinienem słuchać do końca.
— Nie przerywaj. To była pierwsza myśl… Potem wydarzyło się wszystko za szybko i nie miałam ochoty z tobą rozmawiać. Mama była ważniejsza. — Pokiwałem na to głową, bo przecież miałem milczeć, a zgadzałem się z nią. W tamtym momencie to ona była priorytetem. — Potem na spokojnie przemyślałam sytuację. Porozmawiałam nawet o tym z mamą. I sama nie wiem, czemu na początku tak źle zareagowałam. Przepraszam, że cię przestraszyłam. Chciałabym nadal kontynuować naszą znajomość, jeżeli to możliwe, bo szczerze przyzwyczaiłam się do ciebie. Nie obchodzi mnie co robisz na co dzień. Ważne jest to, że w środku wydajesz mi się godnym uwagi człowiekiem. Może i masz rzeszę fanek i każda z nich zabiłaby mnie, by być tu teraz z tobą, jednak nie boję się. Tylko obiecaj mi jedno. Potraktujesz naszą znajomość poważnie? Nie zostawisz mnie nagle? Nie lubię tracić bliskich osób. — Byłem tak zmieszany całą tą jej wypowiedzią. W środku rozrywało mnie ze szczęścia.
            Tak bardzo obawiałem się o to, że ona mnie opuści. Najwidoczniej sam przywiązałem się także mocno. Potrzebowałem kogoś takiego, choć miałem przyjaciół wśród chłopaków w zespole. Na szczęście nie chciała sama tracić ze mną kontaktu i pragnęła bym zadeklarował jej, że nie zniknę nagle z jej życia. Najlepiej, jakbym od razu jej to obiecał, lecz czy mogłem? Co jeśli pewnego dnia wydarzy się coś złego? Zawsze może nas ktoś nakryć. Wtedy zapewne oznaczałoby to duże utrudnienia dla naszej przyjaźni. Mimo to, ona na pewno o tym też myślała, a chciała bym jej nie opuszczał. Nie mogłem stchórzyć i nie potrafiłbym. Na ten dzień nie pragnąłem niczego bardziej, niż powiedzieć jej, że także jest dla mnie bardzo ważna.
— Nawet nie wiesz, jak byłem przerażony, po tym jak odesłałaś mnie do domu. — Postanowiłem zacząć od tego wypowiedź. — Bałem się, że już więcej nie będziesz chciała ze mną rozmawiać. Nie mógłbym teraz zrezygnować, skoro jednak chcesz to kontynuować. Jestem ci niezmiernie wdzięczny, że podchodzisz do mnie, jak do normalnego człowieka.
Ona zachichotała na te słowa i choć nie do końca zrozumiałem dlaczego, uśmiechnąłem się do niej. Po chwili zorientowałem się, że przecież ona tego nie widzi z powodu mojego kamuflażu. Posmutniałem…
— Jeszcze jedno. — Wyskoczyła nagle. — Chciałabym cię spotykać twarzą w twarz. Nie przez maski i inne ochronne rzeczy. Możesz przychodzić do mnie do domu? — To ostatnie pytanie wymówiła dość nieśmiało. Nie dziwiłem jej się. W końcu pewnie nie miała zbyt często okazji zapraszać innych chłopaków do siebie.
— Jeżeli to nie problem dla twoich rodziców… Właśnie, co z twoją mamą? — zapytałem, bo ten temat odszedł na bok, a także mnie ciekawił.
— Przyjechała, bo nie umie dłużej wytrzymać z tęsknoty. Nie tylko za mną. Kochała ojca zawsze i będzie kochać, nie ważne co on zrobi. Musiała jedynie od niego odpocząć, bo zrobił się okropny po śmierci wujka. Domyślamy się, że go także ona dotknęła. Mimo to, nie powinien się tak zachowywać względem nas. Ranił nas, nie myśląc o tym jak my się czujemy. Mama ma nadzieję, że teraz gdy odpoczęła, będzie miała więcej siły na ogarnięcie go. Ja myślę, że to się uda. Skoro wróciła to tata prędzej czy później zrozumie, że ona go kocha i wyolbrzymiał sytuację, jedynie przez jego upartość, trochę to potrwa. Będzie bał się przyznać do błędów, albo będzie udawał, że to nie on je popełnił. — Jej wyjaśnienia nie uspokoiły mnie. Nadal się martwiłem o to, co ją teraz czekało. Nie miała pojęcia, czy rzeczywiście jej rodzic się opamięta i czy jej matka naprawdę to wszystko zniesie tym razem. Po prostu przyjęła optymistyczne rozwiązanie. To było dla niej dobre, ale ja postanowiłem być czujny, by móc ją wspierać, jak coś pójdzie nie tak. W końcu na tym polegała przyjaźń, na wzajemnym wsparciu.

*Namjoon*

            Stanąłem przed sklepem, w którym wieczór wcześniej narobiłem problemów. Tamtego wieczoru byłem tak zmęczony, że przyjąłem propozycję tej dziewczyny. Nie pomyślałem, że przecież poniesie ona wielkie konsekwencje za to jak zdemolowałem to miejsce. Byłem pewien, że jej szefostwo było gotowe ją zwolnić, albo obciąć jej pensję. Nie mogłem na takie coś pozwolić, bo zjadłyby mnie wyrzuty sumienia. Dlatego też przybyłem w to miejsce wcześniej niż poprzedniego dnia.
            Za drzwiami zobaczyłem kobietę z surowym wzrokiem, która stała jakby na środku sklepu. Miała też jakąś plakietkę. Domyśliłem się, że należała do personelu, więc podszedłem do niej. Ona początkowo nie uraczyła mnie spojrzeniem i wyglądała na zamyślona, więc odchrząknąłem i wtedy na mnie zerknęła niepewnie. Jej wyczekujące spojrzenie nie podobało mi się wcale. Czy nie powinna być milsza dla klientów?
— Czy pani nie jest czasem kierownikiem tego sklepu? — zapytałem ją uprzejmie.
— Owszem jestem. A czemu pan pyta? — Powinienem był się był cieszyć, iż trafiłem na odpowiednią osobę, lecz nie potrafiłem, bo mnie przerażała jej osobowość.
— Nazywam się Kim Namjoon. Byłem w tym sklepie wczorajszego wieczoru i narobiłem kłopotów. Potrzaskałem kilka luster… — rzekłem to trochę przyciszonym głosem, bo nie wiedziałem, jak ona zareaguje. — Chciałem przeprosić za to i pokryć szkody.
            W tym momencie kobieta wytrzeszczyła na mnie szeroko oczy. Zapewne tamta dziewczyna wzięła wszystko na siebie, a ja tu właśnie wprowadziłem ją w inną wersję historii. Miałem nadzieję, że to mi uwierzy, bo czemu miałbym kłamać przyznając się do tego wszystkiego? Choć faktycznie to różnie bywało na tym świecie.
— Junmi! Wyjdź tu natychmiast! — Na te słowa, czy raczej okrzyki, z drzwi prawdopodobnie prowadzących na zaplecze, wyskoczyła dziewczyna, która obsługiwała mnie poprzedniego wieczoru. Uśmiechnąłem się odruchowo i spuściłem na dół swoją maskę. Ona zauważając kim jestem przybrała zaskoczony wyraz twarzy.
— Co ty tu robisz?  — Naskoczyła na mnie, a ja nie zamierzałem jej się tłumaczyć, bo wiedziałem, że najpierw kierowniczka wolałaby sobie to z nią wyjaśnić.
— Ten człowiek uważa, że to nie ty potrzaskałaś lustra, tylko on. Wyjaśnij mi, dlaczego mnie okłamałaś? — Kobieta była bardzo oburzona. Z jednej strony jej się nie dziwiłem.
— A uwierzyłaby mi pani, jakbym opowiedziała, że zrobił to ktoś inny? Zresztą, jak widziałam jego przerażenie i zmęczenie to nie miałam ochoty stawiać go przed panią. Uznałam, że wezmę to na siebie dla spokoju — powiedziała to całkowicie spokojnie. Po pierwsze zaskakiwała mnie, bo tak swobodnie przyznała się do wszystkiego, po drugie zastanawiałem się, czy nie zależało jej na niczym, że tak się poświęcała?
— Z tobą chyba osiwieję! Uwierzyłabym ci, albo ewentualnie sprawdziła zapis z kamer. Czy ty rozumiesz, że o mały włos, to byłby ostatni dzień w twojej pracy? — Wyjaśniła jej to, a ja obserwowałem całą tą scenę z zaciekawieniem. To ja tu byłem najbardziej winny, a nikt na mnie nie krzyczał.
— Przepraszam, że panią zawodzę. — Mówiąc to ukłoniła się głęboko, a ja wyczułem w tym wszystkim mnóstwo sarkazmu. Co ta dziewczyna miała w głowie? Tak mnie to zastanawiało. Na dodatek jej koreański nie był za czysty. Miała w nim jakiś zagraniczny akcent. Może o to chodziło? Była z innego kraju i całkiem inaczej podchodziła do wszystkiego niż my Koreańczycy?
— Idę podliczyć ile jest mi pan winien. Proszę chwilę zaczekać, bo muszę wejść na zaplecze — oznajmiła oschle w moją stronę, a mnie to ucieszyło. Mogłem ponieść konsekwencje sprawiedliwie.
— Dlaczego to zrobiłeś? — zwróciła się do mnie Junmi, gdy kobieta zostawiła nas samych.
— Ponieważ mnie na to stać, to po pierwsze, a po drugie nie mógłbym znieść myśli, że przeze mnie wylecisz — wyjaśniłem jej to pospiesznie. Ona po tym pokręciła na boki głową i zacmokała. Rozbawił mnie delikatnie ten widok, lecz starałem się tego nie okazać.
— Jesteś niemożliwy. Coś ty z jakiejś mafii? Rozrzucasz pieniędzmi na prawo i lewo? — Nie wiedziałem co do tego miała mafia, ale spodobało mi się jej poczucie humoru.
— Nie. Możesz mi wierzyć lub nie, jestem idolem z dość sławnego zespołu. Dzięki temu mogę to spłacić nie robiąc sobie problemów. To by było bardzo okrutne, jakby ktoś taki jak ja pozwolił ci za to ponosić konsekwencje. — Byłem dumny z mojej przemowy.
— Wydawałeś mi się idolem wczoraj, dlatego ci uwierzę, choć ja szybko nie ufam obcym. Niestety nie podoba mi się twoje stwierdzenie… ktoś taki jak ja? Za kogo się uważasz? Hm? — Wyprowadziła mnie z rytmu tymi pytaniami, a po chwili wybuchła śmiechem i całkowicie przestałem ją rozumieć… Była na mnie zła, czy bawiłem ją? — Żartuję człowieku. Dziękuję, że przyszedłeś się przyznać. Gdyby ktoś mi powiedział, że idol w tym kraju potrafi się tak zachować nie uwierzyłabym. Jesteście jednak ludźmi, więc czemu niektórzy z was nie mogą mieć sumienia? — Mimo, iż nie chciała mnie tym obrazić, to mnie zabolały te słowa. Według niej część z nas nie miała sumień? To było dziwne stwierdzenie.
— Nie podoba mi się to co powiedziałaś. — Ona zmieniła swoje spojrzenie na pytające, a ja wpadłem na bardzo szalony pomysł. — Dzisiaj będę musiał wrócić po opłaceniu szkód, a co robisz jutro po pracy?
— W sumie powinnam iść spać do domu, choć jutro kończę wcześniej, bo o dwudziestej. — Odpowiedziała mi jak gdyby nigdy nic, a ja już wiedziałem, że mam farta.
— W takim razie przyjdę po ciebie. — Ona ewidentnie była zaskoczona, a i tak nie odezwała się więcej, gdyż jej szefowa weszła z powrotem do pomieszczenia z naliczonym dla mnie rachunkiem.
            Nie wiedzieć czemu, zapragnąłem pokazać się z jak najlepszej strony tej dziewczynie. Chciałem jej zobrazować jacy my naprawdę byliśmy. Coś czułem, że nie tylko o nas, jako idolach miała złe zdanie, a także o mieszkańcach tego kraju. Sama pewnie stąd pochodziła, choć mieszkała jakiś czas za granicą sądząc po akcencie i tym jak wyrażała się do swojej kierowniczki. Miałem nadzieję, że choć trochę zmienię jej zdanie, choć wiedziałem, że nie będzie łatwo mi się z nią spotykać.

*Solji*

            Na korytarzach mojej uczelni przemykałam tego dnia spokojnie, jak cień. Nie chciałam, by ktokolwiek zwrócił na mnie uwagę. Czułam się lepiej, bo wyzdrowiałam do końca i to mnie cieszyło jako jedyne. Mogłam wrócić normalnie do zajęć i nie straciłam za wiele jak się okazało. Musiałam trochę bardziej się sprężyć, by wszystko nadrobić, a to była dla mnie pestka.
            Niestety moje plany na ten dzień legły w gruzach, gdy przede mną ukazała się nasza kochana Nambyul. Czułam w kościach, że nie bez powodu zagrodziła mi drogę. Coś chciała ode mnie i to można było dojrzeć w jej ostrym spojrzeniu. Poczułam, że trzęsę się ze strachu. Błagałam w duchu, by tym razem nie zrobiła mi zbyt dużej krzywdy.
— Ty naprawdę nie rozumiesz co się do ciebie mówi?! — Wybuchła na mnie, a ja próbowałam zgadnąć o co znowu jej chodziło.
— Nie wiem o czym mówisz — wyszeptałam przerażona, a ona chwyciła silnie moje ramię. Próbowałam udawać, że to mnie nie boli i nie skwasić miny.
— Myślałaś, że się nie dowiem? Sumyeong był u ciebie, gdy nie chodziłaś na uczelnie. Masz się od niego z daleka trzymać. — Trzęsła mną przy tym, a ja nie wiedziałam co jej odpowiedzieć. To była prawda, nachodził mnie, lecz wiedziałam, że ona nie uwierzy w moją wersję. Pewnie już sobie wmówiła, iż próbowałam go wyrwać, bo ona uważała w końcu mnie za złodziejkę i nic nie wartą osobę. — Czemu się nie tłumaczysz idiotko? Odebrało ci mowę?
— Zostawisz ją?! — Usłyszałam dochodzący za mną głos chłopaka, o którego uwodzenie byłam oskarżana. Miałam dość tej szopki. W tym momencie nienawidziłam też jego bardzo mocno. Gdyby nie przyczepił się do mnie ostatnio, to może Nambyul znudziłaby się dręczeniem mnie, a on nagle zaczął się bawić w super bohatera. Jakoś, jak był jej chłopakiem, to traktował mnie także okrutnie. Chyba zapomniał kilku sytuacji.
— Proszę, twój książę na białym rumaku, przybywa cię uratować — wycedziła to przez zęby, a jednocześnie puściła mnie i spojrzała na Sumyeonga. — Co ona ci zrobiła, że tak ją bronisz?
— Ona nic. Jest po prostu niewinną ofiara twojej głupiej zabawy. Skoro potrzebujesz się czuć lepsza od kogoś, to drwij ze mnie. Ja to zniosę. Zostaw ją, bo to słaba dziewczyna i ma zapewne większe problemy niż ty. Daj jej w końcu spokój — mówił to pełen oburzenia i frustracji, a ja mimo wszystko chciałam, żeby zniknął w tym momencie. Swoją obroną pogarszał moją sytuację.
— Mam dwa warunki. Przyznaj, że ona ci się nie podoba i wróć do mnie. Wtedy dam jej spokój. — Byłam w szoku na te słowa i obawiałam się jego reakcji.
— Nie mogę zrobić, ani jednego, ani drugiego. — Czułam, jak moje nogi zamieniają się w watę ze strachu jaki mnie ogarnął. Ten chłopak wiedział, na co mnie skazywał tymi słowami?  — Całkiem możliwe, że podoba mi się ona i nic ci do tego. Nigdy więcej nie spojrzę na ciebie jak na dziewczynę z którą mógłbym być. Ty nie masz serca. — To co powiedział tak we mnie uderzyło, że nawet zrobiło mi się jej żal przez moment. Ujrzałam w jej oczach zbierające się łzy, które powstrzymywała. Ostatniego zdania, nawet najgorsza osoba zapewne nie chciałaby usłyszeć.
— Nienawidzę cię! — krzyknęłam w jego stronę, zaskakując i ich i siebie. — Wszystko psujesz. Ja nie chcę byś się do mnie zbliżał. Proszę, to ty daj mi spokój. To co powiedziałeś… Czy ty myślisz o tym… — Nie umiałam więcej powiedzieć, bo wiedziałam, że zaraz zacznę płakać.
Nie chciałam przy nich tego robić. Nie wytrzymałam. Musiałam wybiec stamtąd. Zrobiłam to, choć słyszałam za mną jego nawoływanie. Byłam szczęśliwa, gdy dotarłam do wyjścia z uczelni, lecz na zewnątrz nawet nie wiedziałam co ze sobą zrobić i zaczęłam pozwalać łzom płynąć. Normalnie przeszłabym się na przechadzkę po mieście, która doprowadziłaby mnie znowu do czarnych myśli. Kiedyś tak nie robiłam… Kiedyś był przy mnie on. Mój jeden najlepszy przyjaciel. Tylko, że on mnie zostawił na tym okrutnym świecie i wtedy wszystko straciło sens…
Olśniło mnie. Była pewna osoba, która ostatnio sprawiała, że czułam się jak wtedy, kiedy miałam wsparcie. Bałam się, że nie będę mogła na nim długo polegać. Mimo to, brnęłam w tę znajomość, bo zaczynałam się od niego uzależniać. Musiałam wykonać jeden telefon. Nie wahałam się i wybrałam numer Hoseoka. Odebrał po dwóch sygnałach bez problemu i przywitał się trochę zmartwionym głosem, co nawet mi schlebiało. Czułam, że zależało mu na mnie od pierwszej chwili poznania.
— Potrzebuję spotkania — rzekłam krótko i szczerze. Nie chciałam już przed nim się blokować, bo jak tak dalej miałabym robić, to skończyłoby się to dla mnie źle. On wyciągał pomocną dłoń, a ja powinnam ją chwycić.  
— Uda mi się wyrwać za dwie godziny. Dasz radę tyle zaczekać? — dopytał niepewnie, a ja i tak byłam mu wdzięczna, że tak bardzo się starał.
— Do tego czasu spacerkiem dotrę do twojej wytwórni. — Stwierdziłam, a on potem pożegnał się ze mną pospiesznie, bo zapewne musiał wrócić do treningu. Na samą myśl, iż miałam za chwilę go zobaczyć moje serce zabiło mocniej i poczułam dreszcze ekscytacji. On naprawdę był moją nową nadzieją.


Omo kocham ten rozdział! Tak wiem, skromna jestem. :D

Po prostu doszłam w jednym wątku do ważnego momentu, odpowiedziałam wam w końcu co postanowiła Dasum, postarałam się kontynuować wprowadzenie nowej postaci i na koniec znowu sceny z wątku, który jest waszym ulubionym i tam też trochę się podziało.  Można się domyślić, że spotkanie Hoseoka i Solji przeczytacie w następnym rozdziale. Ale co będzie tam więcej? Zobaczymy... :D