Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baekhyun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baekhyun. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 maja 2022

Lekcje miłości: Rozdział 17

 

Lekcje miłości

Rozdział 17

 

 

*Sehun*

 

            Nie wiedziałem co się działo z Anri od kilku dni. Mieliśmy trochę napięty grafik, więc nie mogłem do niej podejść, a ona nie odpisywałam na moje wiadomości w których pytałem jak się czuje. Zastanawiałem się, czy wpływ na to miała może wizyta Namjun przy niej. Wiele wtedy mogła źle zrozumieć… Nawet jeśli, to i tak zapewne traktowała mnie do tej pory jak przyjaciela i to nie powinno odbijać się na naszej relacji, choć ja miałem inne zamiary, a tego już nie wiedziała. Poniosło mnie niepotrzebnie widząc byłą przyjaciółkę i dziewczynę jednocześnie. Dodatkowo zrozumiałem, że nie łączyło nas tak głębokie uczucie jak myślałem. Nigdy nie czułem tego co w tamtym momencie przy Anri… Tak bardzo się myliłem.

— Wychodzę do Shinry! — zarzucił w moją stronę Baekhyun, a ja podskoczyłem na to w moim siedzeniu, bo miałem pomysł.

— Daj mi znać, czy Anri jest u siebie. Jakby była to wyślij ją jakoś tutaj może? Wydaje mi się, że ona stara się mnie unikać.

            Patrzył na mnie zaskoczonym, a może bardziej zaniepokojonym wzrokiem. Pewnie nadal się przejmował losem tej dziewczyny, bo to wiadome, że on się jej wcześniej podobał, o ile nadal tak nie było.

— Wymyślę coś. Nie martw się. — Mrugnął do mnie wraz z tymi słowami, a ja pokiwałem mu na potwierdzenie tego, iż mu ufałem. On to miał głowę do takich sytuacji. Nie to co ja.

            Jak tylko wyszedł zacząłem rozmyślać o pewnej chwili… Jej wspomnienie napłynęło do mnie, jak sobie przypomniałem o Anri. Po wyjściu Namjun przytuliła mnie od tyłu i to wywołało we mnie mnóstwo emocji. Miałem ochotę jej wtedy tak wiele powiedzieć, a bałem się ją tym obciążać. W końcu nie mogłem nawet marzyć by spojrzała na mnie w taki sposób jak ja na nią patrzyłem od jakiegoś czasu.

 

***

 

            Minęło dużo czasu od wyjścia przyjaciela i nie dawał on żadnych znaków, więc uznałem, iż zapomniał o mojej prośbie. To byłoby dziwne w jego przypadku, lecz najlepszym się zdarza. Wtedy właśnie zaskoczyła mnie dosłyszana rozmowa z przedpokoju. Wydawało mi się, że słyszę jej głos, co mnie znowu zdziwiło. Przecież miał dać znać…

            Zbiegłem po schodach, by sprawdzić, czy mój słuch się myli i ujrzałem, że rozmawiała z Luhanem w przedpokoju. On trzymał jakąś torbę, a ja czułem, że w niej był pretekst do wejścia Anri do naszego dormu. Wyglądała tego dnia prześlicznie. Jej kosmyk włosów opadł na twarz, gdy pochyliła ją na mój widok, aż chciało się go odgarnąć. Widziałem, że obraca się i próbuje wyjść. Już chciałem podbiec, jednak Luhan chwycił ją za ramię, co mnie trochę zestresowało.

— Masz zamiar tak po prostu wyjść? — zwrócił się do niej, a ona nie zareagowała. — Przecież Sehun musi z tobą porozmawiać. — To całkowicie mnie wybiło z rytmu. Myślałem, że on mnie nie widzi, skoro stał tyłem do mnie. Na szczęście on miał radary wszędzie i pewnie też z tyłu głowy.

— Tak, chcę porozmawiać, bo chyba coś jest między nami do wyjaśnienia — mówiłem podchodząc bliżej, a po jakimś czasie się dopiero zorientowałem jak źle brzmiała moja wypowiedź.

— Spieszę się — rzuciła krótko i zabrała rękę Luhanowi, ale nie pozwoliłem jej odejść i sam chwyciłem jej dłoń w porę.

            Poczułem, jak zadrżała, a mnie ten drobny gest przyprawił o ciarki. Niestety nie mogłem dać się ponieść chwilowym emocjom. Musieliśmy wiele sobie powiedzieć. Potrzebowaliśmy chyba wyjawić sobie na czym staliśmy, bo ukrywanie wszystkiego nie miało dłużej sensu. Pewnie jedynie nieporozumienia wynikałyby z tego i czułem, że w jednym właśnie tkwiliśmy.

— Nie uwierzę w twoją wymówkę — powiedziałem stanowczo i ruszyłem w stronę mojego pokoju, nadal trzymając ją.

Nie wyrywała się i nie musiałem się wysilać, bo po prostu poszła za mną. To było takie dziwne. Ta atmosfera między nami mnie strasznie zmartwiła. Byłem pewien, że za chwilę wiele się wydarzy i bałem się tego.

W moim pokoju puściłem ją, choć najchętniej zawsze chodziłbym z nią w ten sposób. Ona usiadła na moim łóżku nadal unikając mojego wzroku. Martwiła mnie tym. Wiedziałem, że szybko z niej nie wyciągnę o co jej chodziło, więc musiałem zacząć od mojego szczerego wyznania, co na pewno nie było dla mnie trudne.

— Unikasz mnie przez ostatnią sytuację? Wydawało mi się, że wszystko między nami potem było dobrze — zacząłem jednak od wyciągania czegoś z niej, bojąc się uderzyć od razu z otwartymi kartami.

— Tak jakby… Ciężko będzie mi to wyjaśnić, lecz w domu to wszystko przemyślałam i coś sprawiło, iż nie potrafiłam się do ciebie odezwać i bałam się z tobą zobaczyć. — Jej wypowiedź była tak zagmatwana i zdradzała mi tak mało. A może ona zorientowała się o moich uczuciach i postanowiła się wycofać z tej znajomości?

— Mów jaśniej proszę. — Mówiąc to kucnąłem przed nią i spojrzałem z dołu na jej słodką i smutną twarz, ona także zaczęła mi się przyglądać, a jej kontakt wzrokowy mnie ucieszył. Brakowało mi jeszcze uśmiechu do kompletnej Anri, którą polubiłem mocniej niż chciałem.

— To zbyt trudne. Możesz potem zerwać kontakt… — Nie rozumiałem tych słów. Cokolwiek by mi powiedziała, nie zrobiłbym tego i przecież to ona właśnie to robiła.

— Ja właśnie próbuję uniknąć takiej sytuacji, bo nie chcę stracić naszej relacji — szczerze wyznałem, a ona leciutko uniosła kąciki ust. Nie wytrzymałem dłużej… — Nie żebym chciał wiecznie się z tobą przyjaźnić. — Zauważyłem, iż znowu posmutniała, co było dobrym znakiem. — Długo tak nie wytrzymam, skoro mi się podobasz. — Na to szeroko otworzyła oczy. Gdy tak robiła, mogłem lepiej ujrzeć ich piękno. Z drugiej strony wyglądało to zabawnie, więc nie powstrzymałem cichego prychnięcia śmiechem. — Czemu to tak cię dziwi? Myślałem, że jestem łatwy do rozgryzienia. — Żartowałem w ten sposób z całej sytuacji i chciałem zrobić, by odetkać ją i dowiedzieć się w końcu co ona o tym wszystkim myślała.

— Jak to możliwe? Przecież kochasz Namjun. — Czyli ostatecznie źle zrozumiała ostatnie wydarzenia. Westchnąłem głęboko i przemyślałem sprawę przez chwilę. Przecież nie powinno jej to przeszkadzać, jeśli sama nic nie czuła… Właśnie.

— Nie. Od dawna wiem, że pomyliłem wtedy naszą bliską przyjaźń z czymś na wzór miłości. Ostatnio chciałem uratować naszą wcześniejszą relację, bo boli mnie to, że to rozpadło się przez związek. Ona dodatkowo powstrzymuje się przed powrotem do tego co było i tym bardziej drążę to, by dowiedzieć się o co jej chodzi. Choć chyba wtedy to była już ostatnia szansa, by coś wyciągnąć z niej — opowiedziałem wszystko dokładnie i bez owijania w bawełnę. — A tobie dlaczego przeszkadzałoby to, że coś do niej czułbym? Czyżbyś odwzajemniała coś? — dopytałem delikatnie, a ona zarumieniła się na swoich policzkach, co mogłem uznać chyba za dobry znak.

— Też ostatnio uświadomiłam sobie, iż zaczynam coś do ciebie czuć. Wcześniej myślałam, że i tak jest w twoim przypadku, ale to wszystko z Namjun mnie zmyliło. — Jak dobrze było mi to wszystko słyszeć.

— W takim razie wszystko wyjaśnione… Zauroczyłem się tobą Anri, więc pragnę, byśmy zostali parą. — Sam zaskoczyłem się swoją bezpośredniością. Pewnie uczucia dodały mi tej odwagi i to, że wiedziałem, iż odwzajemniała to.

— Dobrze — szepnęła nieśmiało i popatrzyła głęboko w moje oczy. Jej były zaszklone zapewne od szczęścia.

            Wtedy naszło mnie na okazanie jej czegoś więcej. Usiadłem obok niej, a ona podążyła za mną wzrokiem. Następnie złożyłem całusa na jej policzku, co pewnie ją zaskoczyło i zakłopotało. Chwyciła się dłonią w miejsce, gdzie musnąłem ją ustami. Wyciągnąłem ręce i objąłem ją delikatnie przyciskając tym samym jej twarz do mojego torsu. Dzięki temu poczułem całkowity spokój. Potrzebowałem tej bliskości, potrzebowałem Anri przy sobie.

 

*Eunmi*

 

            Siedziałam z Kyungsoo i niby rozmawialiśmy o przyziemnych sprawach, a czułam się tak cudownie. W pewnym momencie zaśmiałam się z czegoś co powiedział i upadł mi trzymany przeze mnie długopis. Gwałtownie schyliłam się, by go podnieść z podłogi, a on zrobił to samo. Przez ten gest nasze twarze były tak blisko, że moje serce zabiło mocniej. Jego oczy wpatrzone we mnie działały niesamowicie na mnie. Przygryzłam mimowolnie wargę i wiedziałam co za chwilę się stanie. On chwycił dłonią mój kark, i przybliżył nas do siebie w ten sposób. Następnie wtopił się w moje usta, a ja pospiesznie je rozchyliłam, bo pragnęłam pogłębionego i namiętnego pocałunku w tamtej chwili. Nie mogłam ukryć tego, jak bardzo byłam podekscytowana. Z jednej strony czułam się z tym dziwnie. Dopiero co zostaliśmy parą, a ja miałam ochotę na tak wiele. Nikt nigdy pewnie nie podejrzewałby widząc mnie na co dzień o takie rzeczy. Ja sama byłam w szoku, że byłam taka napalona. On chciał odsunąć się ode mnie, a ja go powstrzymałam wplątując dłoń w jego włosy i przyciągając go w ten sposób ponownie do siebie. Zaczęłam powoli pochylać się w tył, tak by położyć się na kanapie, a on podążał za mną, dopóki nie zawisnął nade mną. Oderwał się ode mnie jak poparzony co mnie zasmuciło.

— To za wiele na razie. — Mówiąc to przybrał wystraszone spojrzenie. Oh tak… Miał rację. Za bardzo mi się spieszyło. Nie wiedziałam czemu. Może tak reagowałam, gdy byłam zakochana? Bo innego wyjaśnienia nie widziałam. Nie znałam takiej mnie.

— Przepraszam — szepnęłam czując zażenowanie własną osobą.

On pogłaskał mnie delikatnie po policzku i uśmiechnął się pokrzepiająco. Potem zsunął dłoń na mój podbródek i złożył jeszcze delikatnego całusa na ustach, a następnie usiadł we wcześniejszej pozycji. Widziałam, że zawstydził się tym co zrobił, co sprawiło we mnie napływ zachwytu. Już rozumiałam czemu mężczyźni lubili nieśmiałe dziewczyny.

Drzwi do domu się otworzyły, a w nich stanęła moja matka. Byłam zaskoczona jej przybyciem. Zapowiedziała wyjazd na weekend z Yeonseo, więc jej uwierzyłam i postanowiłam zaprosić dlatego Kyungsoo. A ona najwidoczniej coś odwołała.

Podeszłam ją przywitać trochę zmieszana i wtedy zauważyłam, że coś było nie tak. Płakała wcześniej, co poznałam po rozmazanym tuszu, miała też sine miejsce pod okiem i to mnie przeraziło. Jeżeli ten drań ją tknął…

— Miałaś rację… — powiedziała łamiącym się głosem, a ja poczułam, iż koło mnie stanął Kyungsoo. Pewnie chciał zobaczyć, czemu miałam taką straszną minę patrząc na matkę.

— On pobił panią? — wyskoczył oburzony, a ja byłam zaskoczona jego zaangażowaniem.

— Tak, ten drań chciał ode mnie twoich pieniędzy, więc mu odmówiłam, a następnie wszczął kłótnie i oberwało mi się. Spokojnie, ja tego tak nie zostawię. Wszystko poszłam od razu zgłosić na policję — mówiła to mi to ze szczerością i zdenerwowaniem.

— O jakich moich pieniądzach mówisz? — zdziwiłam się, choć nie to powinno mnie zaciekawić w jej wypowiedzi.

— Mam odłożone oszczędności na koncie na wypadek mojej śmierci, czy twojego ślubu, dostaniesz je. Widział je, bo poznałam go, wpłacając kolejną kwotę na to konto i pewnie spodobała mu się sumka. — Po tych słowach delikatnie prychnęła, a ja byłam w szoku. Nie wiedziałam co bardziej go powodowało.

— Wykorzystywanie pozycji bankiera dla zaspokajania swoich potrzeb to poważna sprawa i oby go za to ukarali — rzekł Kyungsoo, a ja przytaknęłam na to.

— Zrobię wam kolację, bo pewnie Eunmi cię tu głoduje. — Zmieniła nagle temat, a ja znowu nie wiedziałam co się dzieje. Ona była dla niego miła? Właśnie. Nadal nie wiedziałam, czemu traktowała mnie tak, a nie inaczej ostatnio, lecz odpowiedź przyszła sama. —W końcu jakoś muszę się wkupić w wasze łaski, bo ostatnio byłam wiedźmą. On nastawiał mnie przeciwko tobie, mojej córce. Nie powinnam była mu na to pozwolić, choć on był zbyt dobrym manipulatorem.

            I wszystko było jasne. Mama nie mogła mnie nienawidzić bez powodu. To wszystko co podawała za powody było przesadzone i ulżyło mi, iż nie wszystkie winy były po mojej stronie. Nie chciałam wiedzieć, co ten człowiek mówił na mnie. Ważne, że pozbywaliśmy się go z naszego życia, mama jednak mnie kochała i byłam w pełni szczęśliwa dzięki Kyungsoo.

 

*Shinra*

 

            Siedziałem z Shinrą i od początku czułem, że coś było z nią nie tak. Nie umiała się skupić na rozmowach ze mną. Nawet moje żarty ją nie bawiły. Jakby była w innym świecie. Nie podobało mi się to. Czekałem, aż to się wyjaśni, a jak na złość nie działo się to. W pewnym momencie nie wytrzymałem i postanowiłem to z niej jakoś wyciągnąć.

— Widzę, że coś cię gryzie — zacząłem, na co ona zadrżała.

            By dodać jej otuchy i żeby powiedziała mi wszystko, zacząłem głaskać jej dłoń. Ona spuściła swoją twarz i widziałem, że zmuszała się do powiedzenia mi czegoś, więc starałem się być cierpliwy.

— Wycofuję oskarżenia — wypowiedziała to bardzo szybko, a ja nie wierzyłem temu co słyszałem. W pierwszym momencie zastanawiałem się też czy myślimy o tych samych oskarżeniach, lecz z tego co mi wiadomo, nikogo innego nie oskarżała ostatnio.

— Z jakiego powodu? On zasłużył na karę. — Byłem bardzo oburzony. Przecież on ją skrzywdził… Nie mogła mu tego odpuścić.

— I tak został ukarany wystarczająco. Nie chcę mu niszczyć całkiem życia. Przeze mnie ma teraz popsutą opinię na uczelni, więc pewnie na nią nie wróci. Nawet możliwe, że nie dostanie pozwolenia. Rodzice się od niego odwrócili. Jest upokorzony i skruszony. Na przesłuchaniu odwiedziłam go i nie wyglądał dobrze. Jak wrak człowieka. Widzę, że dotarło do niego wiele rzeczy. Ja nie chcę być aż tak mściwa — mówiła to delikatnie, a we mnie zaczynało wrzeć.

— Tu nie chodzi o zemstę, tylko należytą karę. — Nie chciałem dać za wygraną. Ile zamierzała wybaczyć swojemu byłemu? Może i trochę zazdrość przeze mnie przemawiała, jednocześnie nie potrafiłem pojąć jej zachowania.

— Zrozum, Baekhyun… Dla mnie on już jest ukarany i weźmie to wszystko jako nauczkę.

— A może ty coś do niego nadal czujesz? — Wyskoczyłem, przerywając jej wypowiedź tym samym. Ona rozszerzyła usta ze zdziwienia.

— To nie tak. Po prostu jestem taka, że nawet najgorszemu człowiekowi potrafię wybaczyć i współczuć. — Widziałem w tym wszystkim jak bardzo ciężko było jej o tym mówić. Wierzyłem niby w to, bo tacy ludzie chodzili po świecie. Shinra na taką wyglądała mi od początku. Nie mogła jednak pobłażać każdemu.

— Nie podoba mi się ten pomysł kompletnie. On musi ponieść sprawiedliwe konsekwencje. Myślisz, że każdy kryminalista zasługuje na wybaczenie? — Zaczęła kręcić głową na boki w celu zaprzeczenia.

— On nie jest kryminalistą. Ten człowiek pogubił się, przesadził, ale wiem, że poprawi się. Ja go znam długo. Wiem, że ostatnio mnie zmylił, bo zaślepiłam się…. Teraz jestem pewna, że on się do mnie nie zbliży. — Tłumaczyła go w ten sposób, jakby ufała mu bezgranicznie. To znowu mnie ugodziło. Nie czułem się w tamtym momencie jako jej chłopak… Wcale nie brała pod uwagę tego jak się czułem w tamtym momencie.

— Rób co chcesz. Mnie w to nie mieszaj. Skoro nie zrobisz tego co powinnaś, to ja nie zmienię nic. Przykro mi, ale nie potrafię zaakceptować tego co robisz. Przemyśl wszystko dobrze, a ja wyjdę. — Po tej wypowiedzi wyszedłem.

            Nie zatrzymała mnie, nie krzyknęła za mną. Fakt, nie miało to sensu. Ja byłem bardzo zły. Musiałem trochę po tym wszystkim ochłonąć. Może trochę przesadzałem i wyglądało to trochę jakbym zerwał z nią z tego powodu. To nie tak. Ja byłem bardzo zdenerwowany i wiedziałem, że wkrótce sobie z nią to wyjaśnię. Potrzebowałem czasu, by przyjąć do wiadomości to wszystko. Wtedy coś mnie uderzyło. Kiedyś ktoś wcześniej mnie tak zirytował wybaczając komuś bardzo złą rzecz… Amelia oczywiście. Czy ja zawsze trafiałem na takie dziewczyny? Zaśmiałem się w duchu na tę myśl.



Wiecie, że koniec jest już baaaardzo bliski? Oj kurcze, teraz zaczyna mi się łezka w oku kręcić, że po przerwie zakańczam coś wreszcie. Dziękuję, że ktokolwiek z was postanowił to w ogóle czytać po przerwie. 

Wiem, że trochę pospieszyłam się z wyznaniami Sehuna i Anri. Jednak pisałam to jakiś czas temu (wiem, ciągle się tym tłumaczę i mogłam to poprawić, ale jestem zdania, że to opowiadanie zostawię takim jakie miało być wtedy. Jeżeli mam coś zmieniać, to musiałabym od początku tego opowiadania). Mimo to, mam nadzieję, że choć trochę podobał się wam ich wątek. 

Mama Eunmi już ogarnięta. Czy ktoś się domyślał, że Yeonseo jej nie będzie potrafił oszukać? Nie była to głupia kobieta. :D 

A co sądzicie o Shinrze? Ja pewnie zachowałabym się tak na jej miejscu. A co uważacie o reakcji Baeka? 


Iiii wybaczcie proszę, że dodanie tego rozdziału tyle trwało, ale kryzys wielki mam teraz prywatnie, więc wiele spraw na głowie do ogarnięcia. 

Do następnego. :D 

poniedziałek, 18 kwietnia 2022

Lekcje miłości: Rodział 16

 

 

Lekcje miłości

Rozdział 16

 

*Anri*

 

Spotkałam się tego dnia z Sehunem w dormie. Siedzieliśmy w jego pokoju i rozmawialiśmy na wiele tematów. Przyłapywałam siebie na tym, że czasem patrzyłam się na niego zbyt intensywnie. Jego ostre rysy twarzy tak mi się podobały ostatnio… On tak dużo uśmiechał się tego dnia, przez co wyglądał jeszcze lepiej. Kilka razy przybliżył się do mnie, wtedy czułam się trochę niezręcznie i trochę szybciej biło mi serce. Coraz bardziej byłam przekonana, że chciałabym, by naprawdę Sehun patrzył na mnie jak na kobietę. Miałam wielką nadzieję, że choć trochę się mu podobam. Z drugiej strony martwiłam się, że znowu zamiast skupić się na przyjaźni, ja zadurzałam się w chłopaku.

Naszą wspólną chwilę musiało coś zburzyć, bo inaczej nie byłoby to normalne. Do pomieszczenia weszła jakaś dziewczyna. Była wręcz chuda, wysoka, bardzo ładna i miała bardzo wściekły wyraz twarzy. W ręce trzymała jakiś kartonik.

— Namjun? — zaintrygowało mnie, jak Sehun się do niej zwrócił. Chyba ktoś mi coś o niej mówił, lecz oczywiście ja zapomniałam co.

            On był przerażony, a ona jakaś zdenerwowana. Patrząc na mnie trochę się chyba zaskoczyła. Po chwili jednak zignorowała mnie i patrzyła już jedynie na niego.

— Przyszłam zwrócić ci wszystko przy okazji, bo musiałam się tu wybrać, gdyż moja bluza jest jeszcze u ciebie. Wiesz zostawiłam ją w ten dzień co było mi za gorąco i zapomniałam, że tu była — mówiła to bardzo opryskliwym głosem, a ja zastanawiałam się do czego doszło, że zerwali i czemu ona była dla niego tak niemiła. Pewna byłam, że to jego była i poczułam się przy niej jakaś mała.

— Spokojnie, zaraz ją ci oddaję.

Wraz z tymi słowami podszedł do szafki i kiedy on był zajęty wyjmowaniem jej ubrania po które przyszła, ja zauważyłam, iż jej wyraz twarzy zmienił się na jakiś smutny i obserwowała go nim dość intensywnie. Ocknęła się dopiero, jak on ponownie odwrócił się w jej stronę. Czułam, że wolałaby zastać go samego i z nim porozmawiać.

— Powinnaś była napisać, to bym ci ją przywiózł. Nie musiałaś się trudzić… Choć jak dla mnie przesadzasz. Wolałbym, żebyś nie zrywała ze mną też przyjaźni. Czemu się tak zachowujesz? — Te słowa zwrócone w jej stronę mnie dotknęły. On chyba nadal do niej wiele czuł… A ja naprawdę wierzyłam, że mogłoby mu zależeć na mnie? Byłam taka głupia…

— Ja naprawdę nie chcę o tym rozmawiać. Zamykam ten rozdział i ty też możesz to zrobić. Zapomnij o mnie na zawsze. — Była w tym wszystkim stanowcza, a ja czułam, że wcale nie chciała tego mówić. Nie mogłam się wtrącić, bo to nie była moja sprawa, a jednocześnie nie chciałam też wyjść i zostawić ich samych, bo byłam ciekawa jak to się potoczy.

— Ja wcale ciebie nie rozumiem. Uważasz, że da się tak po prostu zapomnieć o człowieku, który wiele dla ciebie znaczył? Myślałem, że byłem także dla ciebie ważny. — Jego słowa w nią uderzyły, ale pewnie tylko ja to widziałam. Dobrze, że byłam tego świadkiem i mogłam być świadoma, że tak naprawdę przy niej to ja byłam nikim.

— Właśnie, za dużo sobie wyobraziłeś. Oboje się pomyliliśmy. I co do naszej wcześniejszej przyjaźni i co do związku, nigdy nie powinniśmy tego zaczynać.

            Jak ja miałam ochotę w tamtej chwili jakoś obronić Sehuna. To wszystko wyglądało jak jakaś szopka  z mojej perspektywy, a on na pewno to przeżywał wewnętrznie. Nagle zobaczyłam na jego twarzy kpiący uśmieszek. Takiego jeszcze nigdy nie ukazywał przy mnie. Czułam, że to źle się skończy.

— Masz rację. Znajomość z tobą i wszystko co z nią związane było wielkim błędem. Wierzenie w ciebie było błędem, pomyłką. Tyle się razy dla ciebie narażałem… Jesteś zakłamana. Lepiej, żebym cię nigdy nie widział więcej. — Nie powinien był tego mówić.

            W jej oczach pojawiły się łzy, uciekła z jego pokoju. Gdyby to był film romantyczny, on zorientowałby się, że coś było nie tak i pobiegł za nią, a Sehun zatrzasnął drzwi jeszcze. Naprawdę nie widział nic?

— Pobiegnij za nią. Ona coś ukrywa…

— Wiem. — Zmroziło mnie, gdy przerwał mi tym jednym słowem. —  Skoro nie jest w stanie mi powiedzieć prawdziwych powodów to znaczy, że mi nie ufa. I nie mów mi, że prawda bardziej mogłaby w tym momencie boleć… Ona dobrze wiedziała, że ja wiele znoszę, a takim zachowaniem bardziej mnie rani, bo udowadnia mi, że to ona zawsze była dla mnie ważniejsza niż ja dla niej.

            Mówił wszystko oschle i nie patrząc nawet na mnie. Jego ból był tak mocno odczuwalny, że nie wytrzymałam tego dłużej. Kiedy był odwrócony do mnie tyłem i wzdychał przed szafką z której niedawno wyciągnął bluzę, ja podeszłam i wtuliłam się w jego plecy. Poczułam jak zadrżał, bo pewnie nie spodziewał się takiego gestu. Zaczął głaskać moje dłonie obejmujące go w pasie.

— Nie przejmuj się. Czasami nie mamy wpływu na działania innych i musimy się po prostu dostosować. Jutro będzie lepiej. W końcu przestanie cię to boleć.

— Wiem. Najgorsze już minęło i jest dobrze… Muszę komuś za to podziękować. Pewnie bardziej bym to wszystko przeżył gdyby nie pewna osoba.

Byłam ciekawa kogo miał na myśli, a zarazem bałam się to usłyszeć. Czułabym zazdrość, gdyby nie miał mnie na myśli. Z drugiej strony, co mógł mi zawdzięczać? Ja tylko sprawiałam mu właśnie problem. To on mnie mocno wsparł ostatnimi czasy i musiałam mu się odwdzięczyć. Nie ważne kim dla niego byłam. Miałam ochotę wiele dla niego zrobić.


 

*Shinra*

 

Ojciec siedział ze mną w salonie i czułam, iż chciał o czymś porozmawiać, a nie wiedział jak zacząć temat. Ja też nie miałam pojęcia, jak go zachęcić do mówienia, więc jedynie zastanawiałam się co to mogłoby być.

— Wszystko jest już zgłoszone na policji — powiedział to nagle, a ja przytaknęłam, bo przecież to wiedziałam, skoro sama musiałam zeznawać. — Jego rodzice powiedzieli, że nie będą go wspierać w tej sprawie. Chcą by dostał sprawiedliwy wyrok, bo przesadził całkowicie.

            Niby mnie to nie zaskoczyło, bo oni także mieli dość jego występków, a coś sprawiło, że delikatnie uznałam to za zbyt wiele dla niego… Po tym wszystkim jeszcze miałam wątpliwości, czy na pewno to było dobre rozwiązanie. Niby mnie skrzywdził i narobił zamieszania, a ja zaczynałam go powoli żałować… Byłam pewnie dziwna i wiedziałam, iż Baekhyun nie poparłby moich myśli. Tak samo i ojciec.

— A możesz mi powiedzieć, co łączy cię z tym młodzieńcem, który był w szpitalu w twojej sali przy mnie nawet? Nie wyglądaliście jak tylko przyjaciele. — Widziałam, jak bardzo chciał po prostu wiedzieć. Było mi głupio, że tak szybko wplątałam się w nowy związek, a na dodatek bałam się, że tata spyta kim był,  lub zamierzał zostać i wtedy nie zadowoli go moja odpowiedź.

— Poznaliśmy go i jego przyjaciela na tajskim. Nasza nauczycielka miała problem, bo dostała ich grupę na doczepkę i zgodziliśmy, by nasze dwie połączyła… — zaczęłam niepewna reakcji taty. On nie odezwał się na to, więc chyba uznał to za nic takiego, dlatego kontynuowałam. — Potem Baekhyun bardzo mnie wspierał, gdy Jaemin mnie prześladował i zbliżył się do mnie, zauroczył mną, a ja z czasem i nim… Zostałam kilka dni temu jego dziewczyną po wyjściu ze szpitala. Wcześniej raz mu odmówiłam, bo uważałam, że to za wcześnie na kolejny związek. — Ominęłam to, że bałam się także o uczucia Anri i to, że sama kazała mi być z Baekhyunem dużo zmieniło.  

— Skoro rzeczywiście się tobą opiekował, to jestem mu wdzięczny… A co on robi? Zdaję się, że widziałem kiedyś go gdzieś w telewizji, lub na jakiś plakatach nie raz. Pewnie ma sobowtóra wśród gwiazd. — Zaśmiał się przy tej wypowiedzi nerwowo. Pewnie nie chciał, żeby takową był. To mnie trochę zestresowała, lecz nie mogłam tego przemilczeć.

— Nie tatku... On jest idolem, bardzo sławnym.

            Wytrzeszczył na mnie szeroko oczy, a ja nie wiedziałam co myślał w tamtej chwili. Chciałam go jakoś uspokoić, powiedzieć mu coś więcej, jednak nie wiedziałam, co było stosowne.

— W takim razie, to nieźle ci się trafiło. — Wybuchłam śmiechem na tą wypowiedź. Poczułam, jak tata był w tym niezręczny. Nie chciał źle tego skomentować pewnie, a potem nie rozumiał czemu zaczęłam się śmiać.

— Spokojnie, ja będę uważać, by nikt nas nie nakrył i abyśmy nie mieli problemów. Nie jesteśmy pierwszą parą w tym zespole i większość z nich nie została wykryta, dlatego jestem dobrej myśli. — Ewidentnie go tym uspokoiłam i tak zakończyliśmy naszą rozmowę.

 

*Eunmi*

 

            Oczywiście w końcu nadszedł ten dzień, gdy mama wyszła ze szpitala. Było po wszystkim, a ja bałam się jej powrotu. Odkładałam rozmowę z nią na temat Yeonseo, a skoro miałam się widzieć z nią, przydałoby się ten temat poruszyć. To był najgorszy dzień, a Kyungsoo był zajęty, ale obiecał, że jak pokłócę się z mamą to może zjawić się późnym wieczorem nawet u mnie. Wiedziałam, że bardzo chciał mnie wspierać i byłam mu za to wdzięczna.

            Drzwi się otwarły, a w przedpokoju zjawiła się mama i nie była sama. On niósł jej rzeczy i powiedział do niej coś, że zostawi to w jej sypialni i uda się do toalety. Dobrze, więc uznałam, iż w tym czasie zaatakuję. Nie mogłam zwlekać, aż on wyjdzie. Co jak już namówił na coś ją? Nie byłam pewna, co byłaby dla niego w stanie zrobić.

— Witaj, wiedziałam, że zastanę tu taki nieporządek. Pięknie sobie pobalowałaś, jak leżałam w szpitalu. — Uzyskałam miłe powitanie, co tam, że wysprzątałam wszystko na błysk tego dnia. Ja nie chciałam mimo wszystko wszczynać kłótni z tego powodu, więc przyjęłam to z zimną krwią i udałam się w ciszy za nią do kuchni, gdzie pewnie chciała przygotować jakiś napój dla gościa.

— Ja muszę ci coś powiedzieć zanim on wróci — szybko wystrzeliłam, by nie zbić się z chęci wyjawienia wszystkiego.

— Słucham… Choć nie sądzę, by było to coś mądrego. — Olałam kolejny złośliwy komentarz.

— To oszust, jedna kobieta prawie wzięła na niego pożyczkę, bo udawał, iż ma chorą matkę, a potem zdradził ją z jej córką. — Nie wiedziałam, czy opisałam to wystarczająco, chciałam się jak najkrócej streścić.

— A jaki masz na to dowód? — wyskoczyła z tym pytaniem, a ja byłam zaskoczona. Nie miałam żadnego…

— Mamo, gdybyś ją słyszała… A on także dawał mi dziwne propozycje…

— Pewnie źle coś zrozumiałaś — przerwała mi. — Yeonseo opowiedział mi o tej kobiecie. Ona go zdradziła i potem żałowała tego, a teraz wymyśla na niego rzeczy, bo chce go odzyskać. Daj spokój mu i zajmij się swoim życiem. Słyszałam, że chodzisz z jakimś idolem. Naprawdę tak nisko spadłaś? To jeden z tych co oddałam ci lekcje z nimi? — Mówiła to z takim obrzydzeniem, jakby idol równał się mordercy. Musiałam go obronić.

— Co masz do tego? Ja chcę cię chronić przed tym idiotą, a ty uderzasz w mój związek, który jest jedyną dobrą rzeczą, jaka mnie spotyka ostatnio. — Wiedziałam, że to nie koniec dyskusji.

— Ja też myślę o uchronieniu ciebie przed życiowym błędem. Idole mogą mieć wiele dziewczyn. Wierzysz, że utrzymasz go przy sobie? Jaką widzisz z nim przyszłość? Teraz on jest w szczycie kariery, więc nie może się ożenić, mieć dzieci, zająć się tobą jak należy. Potem będzie na to wszystko za stary, albo wykopią go z showbiznesu za aferę jakąś i będziesz musiała go utrzymywać jeszcze może, bo taki człowiek nie znajdzie sobie zwyczajnej pracy. — Wszystko co mówiła było jak historia wyssana z palca. Nie miała pojęcia jak to działało. Nie wierzyłam, że tak musiało się to wszystko potoczyć. Ona po prostu była uprzedzona.

— Tak samo pomyślałaś niszcząc tacie marzenia? — Zszokowała się na to pytanie, więc wiedziałam, iż uderzyłam w czuły punkt. — A potem i tak go zostawiłaś w kryzysowym momencie, zrzucając winę na niego. Na pewno miał ciężkie życie przez ciebie.

            Czekałam na jej odpowiedź. Widziałam, że zdenerwowała ją moja wypowiedź. Przytkało ją trochę i ja byłam z siebie dumna. Naprawdę nie rozumiałam jej kompletnie. Żałowałam, że to ona zabrała mnie od ojca, a nie porzuciła z nim w tamtym momencie.

— Tak, masz rację, to ja zniszczyłam jego życie. Dlatego odeszłam od niego, by więcej mu nie przysparzać problemów — wyjaśniła, a ja już rozumiałam niby o co chodziło, mimo to, nie popierałam jej zachowania. Odebrała mu wiele i odejście w takim momencie jak upadał było najgorszym rozwiązaniem. Nie odezwałam się więcej, by nie dobijać jej bardziej, a uwierzyć i tak mi nie zamierzała. Odeszłam od niej i udałam do siebie w korytarzu między pokojami mijając Yeonseo… Czułam, że nas podsłuchał.

— Jeden zero dla mnie. Mówiłem, że ci nie uwierzy, a ty głupia próbujesz… Widzę, że jesteś uparta. Powiedziałem twojej mamie o związku, a mogę pójść dalej, więc lepiej siedź na tyłku i nie wtrącaj się w nic.

            Nie ruszyły mnie wcale jego słowa. Nie przejęłam się. Postanowiłam też, że nie będę prosić Kyungsoo o przyjście. Lepiej, by tego dnia nie narażał się na spotkanie mojej rodzicielki, a ja wiedziałam, że dam radę wytrzymać to wszystko. Stwierdziłam, że  rzeczywiście nie ma po co interesować się tą sytuacją. Mama była dorosła i sama powinna wziąć odpowiedzialność, jak coś pójdzie nie tak. Nie chciałam więcej marnować czasu i nerwów na pomoc jej.

 

*Baekhyun*

 

            Wparowałem do pokoju Yixinga jak poparzony. Na szczęście był wtedy sam, bo nie chciałem go nachodzić, jakby był zajęty Amelia, ani też nie potrzebowałem towarzystwa kogoś z chłopaków w tej rozmowie, którą chciałem z nim przeprowadzić. On był taki zaskoczony widząc mnie, bo dawno nie rozmawialiśmy na osobności. Unikałem tego jak ognia, odkąd on wygrał serce Amelii. Nawet jak nic nie czułem do niej, było mi głupio z nim rozmawiać.

— Co cię sprowadza Baekhyun?  — zapytał mnie niepewnie, a ja wysłałem mu pokrzepiający uśmiech, by go uspokoić, iż byłem w pokojowych zamiarach.

— Potrzebuję rad… Jesteś długo z Amelią, więc na pewno wiele wiesz na ten temat — zacząłem, a on ewidentnie czuł się niezręcznie z powodu tematu, jaki poruszałem.

— Kris jest dużo dłużej z Sumin — odpowiedział wymijająco, a ja poczułem się urażony, iż nie chciał mi pomóc.

— Nie podoba mi się ich relacja. — To było szczere. Ja wiedziałem, że byli szczęśliwi razem, ale Kris za wiele nie robił. Czasami zdawało się, iż po prostu z nią był i tyle. — I spokojnie. Skończmy się zachowywać, jakbyśmy jeszcze wczoraj walczyli o dziewczynę. Nie mam ci za złe, że jesteś z Amelią. Jest teraz dobrze. Ty na nią bardziej zasłużyłeś i widzę, że jesteś dobry dla niej i to dlatego przychodzę do ciebie po radę. Wiesz dobrze, że w związku z Luną też radziłem sobie jak pokraka, a teraz nie chcę nawalić.

            Tym razem on się delikatnie do mnie uśmiechnął i to mnie uspokoiło. Postanowiłem w ten sposób naprawić nasze relacje. W końcu minęło sporo czasu.

— To co chcesz wiedzieć? Od razu mówię, że ja nie jestem jakimś idealnym facetem i popełniam też wiele błędów. Wiesz jakim jestem fajtłapą. — Zaśmiałem się na te słowa i przeszliśmy dalej.

            Powoli znikała krępacja między nami, ja zrozumiałem moje najczęstsze błędy w związku. Tym razem naprawdę nie mogłem niczego popsuć. Zależało mi na Shinrze, jak na nikim innym i liczyłem w końcu na szczęście dla niej i dla mnie.

            Naszą intensywną lekcję przerwało wejście do środka Amelii. Nie dało się ukryć zaskoczenia, gdy zobaczyła mnie w pokoju swojego chłopaka. Miałem ochotę zaśmiać się z tego, lecz nie chciałem jej dezorientować bardziej, więc po prostu wyszedłem, mówiąc do Lay’a, że dokończymy kiedy indziej. Stanąłem jednak chwilę za drzwiami, by usłyszeć czy coś skomentuje.

— Bakehyun do mnie przyszedł po radę, a mówię ci to, bo widzę jak nie ogarniasz tego, co miało przed chwilą miejsce. Prawdopodobnie będziemy w lepszej relacji teraz, wiesz on chyba został chłopakiem tej Shinry. — Zdziwiło mnie, że nie był tego pewien, myślałem, że to było oczywiste, iż nim zostałem. Ah tak, zdążyłem zapomnieć, że on czasem załapywał rzeczy później.

— To mnie ogromnie cieszy, wiesz, że ja zawsze się o niego martwię, iż sobie nie radzi.

            To ostatnie zdanie trochę mnie oburzyło, mimo to, zignorowałem to i poszedłem sobie. Ja doskonale sobie radziłem… No dobra, może długo byłem jak dziecko, któremu zabrano cukierek, może zepsułem wszystko w poprzednim związku, a potem byłem wredny i nie do zniesienia dla niektórych osób… W tym dla Kyungsoo… Dobra, nie radziłem sobie. Na szczęście miałem Shinrę i to się liczyło. Rozpoczynałem kolejny przyjemny rozdział w życiu.  

 

 


Ojej jesteśmy tak blisko końca. Wiem, że kochacie, jak wam to przypominam. :D

Co sądzicie o scenie z Anri, Sehunem i Namjun? Kto się zdenerwował jej pojawieniem? I jak to wszystko odbieracie?

 Mama nie wierzy Eunmi, myślicie, że Yeonseo ją skrzywdzi? A może Eunmi naprawdę się myli co do niego?

I Baekhyun się stara jak może. Wszystko idzie pięknie i przejrzyście. :D