czwartek, 17 sierpnia 2017

Hotel godzien sześciu gwiazd: Rozdział 29

Dziwnie jest udostępniać ten rozdział mając świadomości ile jeszcze ich zostało. :D Jak myślicie? Bo ja już wiem i wam pewnie nie powiem. Chyba, że ktoś bardzo chce. :P

Hotel godzien sześciu gwiazd
Rozdział 29



*Yeori*
            Około godziny jedenastej byłam w swoim pokoju po wizycie u Kyodong. Odkąd dowiedziałam się od niej, co czuła do mojego ojca, nie potrafiłam przetrawić słowa “babcia” z myślą o niej. Chciałam iść porozmawiać z ojcem, lecz uznałam, że przełożę tę czynność na wieczór. Miałam dzień wolny od zespołu, bo była to niedziela. Powoli zbliżał się ich wyjazd. Najgorsze to, że zaczynało mnie to cieszyć. Bałam się bowiem, że im dłużej zostaną, tym będę miała większy mętlik w głowie i sercu. Chciałam się poddać. Dać sobie spokój z jakimkolwiek związkiem, nawet jeśli miało to mnie także zranić.
            Rozległo się pukanie do drzwi, więc podeszłam je otworzyć. Moi drodzy przyjaciele byli za progiem. Chanyoon, Seoyeon i Serim wtargnęli mi do pokoju. Rozsiedli się w kółeczku na ziemi i Chan poklepał miejsce koło siebie, bym ja też usiadła. Czułam w kościach, że przyszli zrobić ze mną wywiad. Nie wiedziałam, czy na pewno chce słyszeć, jaki temat zamierzali poruszyć. Uznałam, że niestety się nie wymigam, więc grzecznie wykonałam polecanie.
- Yeori, tak dłużej być nie może. Mów już tu nam co się dzieje. Dlaczego Hakyeon wyglądał w zoo, jakby był twoim facetem? Coś się między wami wydarzyło może? – Rzucała pytaniami jak katarynka Seo, a ja nie wiedziałam co jej nawet odpowiadać. Niby wszystko było jasne, a tak bardzo nie chciałam mówić tego na głos.
- Nic nie będzie między mną o Hakyeonem. On nie jest mną zainteresowany. To była tylko ta durna gra. – Powiedziałam to za bardzo rozemocjonowana. Poniosło mnie.
- Czy ty się zawiodłaś z tego powodu? – Zapytała niepewnie Serim, a ja miałam ochotę odpowiedzieć tak, lecz postanowiłam zmienić temat.
- Hongbin za to… - Wszyscy patrzyli z takim wyczekiwaniem. Krępowałam się im to wyznać, a oni wywierali jeszcze bardziej na mnie presję. – Był wczoraj u mnie w pokoju, mówił co do mnie czuje i że był zazdrosny. Nie wiem co mu na to mam niby odpowiedzieć. – Dokończyłam to na jednym tchu.
- Czujesz coś do niego? – To pytanie zawierało wiele ekscytacji w głosie Serim.
- Nie wiem. – Byłam szczera. – Niby zabiło mi mocniej serce, niby działa na mnie wyjątkowo… Boję się stwierdzić, że coś jest na rzeczy. I wolę chyba go odrzucić. Mam dość wybierania. – Tak pragnęłam zrobić, niestety wszyscy spojrzeli na mnie wrogo i wiedziałam co powiedzą.
- Nie możesz tak robić. A co jeżeli to będzie ten jedyny i przejdzie ci koło nosa? Spróbuj! Jeśli czujesz coś do niego choć trochę, to to się rozwinie, jak on się tobą zajmie. Na pewno. – Radziła mi Seo. Mnie to jakoś nie ruszało. W końcu nie raz widziałam, jak nieporadnie radziła sobie z mężczyznami. Może wyglądała na doświadczoną, a taka nie była. – I tak w ogóle. To jestem od wczorajszego wieczoru z Ravim, ale to teraz nieważne! – Wszyscy wytrzeszczyliśmy na nią oczy.
- Potem nam wszystko powiesz. – Skierowała się do niej Serim. – A teraz ja mówię. Uważam, jak Seo. Dobrze wyglądałabyś z Binem. Czuję, że moglibyście być cudowną parą. Nawet Hyuk i Ravi tak uważają. Moim zdaniem, pasujecie do siebie. Daj mu się uwieść. Ewidentnie bronisz się przed poczuciem czegokolwiek do niego. – Wyjaśniła i to bardziej do mnie przemówiło. Miała w tym dużo racji. Rzeczywiście to ja blokowałam rozwój moich uczuć i wiedziałam, że długo tak nie pociągnę, z drugiej strony może wytrzymałabym do ich wyjazdu.
- A ja jestem w innym obozie. – Powiedział dziwną przenośnią Yoon. – Tobie podobał się bardziej Hakyeon, a trochę i Hongbin. Jesteś zawiedziona, że nic nie będzie z tym pierwszym i pragniesz poddać się z tym drugim. – Czyżby on jednak najlepiej mnie znał? Zdawało mi się, że to on trafił najbardziej. Szkoda, że sama nie umiałam przeanalizować tak swojego zachowania, jak oni. To dowodziło temu, że potrzebowałam przyjaciół. - I szczerze? Moim zdaniem nie powinnaś jeszcze decydować. Nie jesteś jeszcze przekonana do końca do Bina, mimo to może coś się z tego rozwinąć. Jeśli przekreślisz go teraz, możesz tego potem żałować. Tak samo nie wykluczaj Hakyeona. On może tylko tak mówić. Nie jest pewne, czy czasem nie ukrywa uczuć do ciebie, albo nie wie sam jeszcze, że tak naprawdę coś czuje.
            Po tych jego słowach moje serce od razu zabiło mocniej. Na samą myśl, że on mógłby do mnie coś czuć, drżałam. Czy ja naprawdę się zauroczyłam? Czy tak to wyglądało? Z drugiej strony jak sami zauważyli. Hongbin też nie był mi całkiem obojętny i chyba mieli rację. Nie powinnam była uciekać. Bałam się tego, że kolejne osoby mogę zranić, lecz tym razem, może udałoby mi się z którymś z nich być szczęśliwą. Hyuk i Jaehwan widocznie mi nie byli pisani i nie mogłam się zmusić do bycia z nimi. W głowie podświadomie zablokowałam się, myśląc, że skoro dwóch odrzuciłam, to nie powinnam już nikogo akceptować, by siebie ukarać, ale czy tak być powinno? Przecież odrzucając kolejnego kandydata też go zranię, nawet jak zrobię to szybko. A jeżeli jest szansa, że może nam się udać, to czy nie lepiej z niej skorzystać dla nas obojga? Chanyoon jednak zawsze potrafił przemówić mi do rozsądku. Przez naszą kłótnie całkowicie zapomniałam, jak wielkim wsparciem był dla mnie zanim byliśmy razem.  
- Widzę, że zrozumiałaś, bo nie wypowiadasz argumentów przeciw. - Podsumował dumnie, a ja przytaknęłam mu. Dziewczyny odetchnęły z wyraźną ulgą. - W takim razie wróćmy do tematu jednego pana, z którym miałaś porozmawiać. - Wiadome było o kim mówił.
- Zrobiłam to wczoraj. - Odpowiedziałam niepewnie, bo bałam się wyznać, jak to wyglądało, a wiedziałam, że Chan będzie ciekawy.
- Nie był zapewne zadowolony. - Dziewczyny patrzyły to na niego, to na mnie zdezorientowane.
- Nie. Mimo, iż sam wiedział, co zamierzam powiedzieć. Zauważył już dawno moje unikanie go i to chyba go zraniło, że nie porozmawiałam z nim od razu. - Wyjaśniłam na jednym wydechu, by mieć to za sobą.
- Wiedziałem, że tak będzie. To twoja wina. Lecz tego ci mówić nie muszę. Zmieni pewnie do ciebie nastawienie. Niestety, nie każdego da się odrzucić pokojowo. - Westchnął głęboko.
- Czuję się, jakbyśmy były zbędne. - Wtrąciła Serim. - Rozmawiacie znowu z Yoonem na tej waszej wspólnej fali, która zawsze mnie przerażała. - Zaśmiała się i my wszyscy zawtórowaliśmy jej.
            Potem śmialiśmy się, żartowaliśmy chwilę i wyciągnęliśmy z Seo szczegóły dotyczące tego, jak to możliwe, że nagle jest z Wonsikiem. Nie spodziewałam się, że tak szybko coś między nimi się rozwinie i pozytywnie zaskoczyła nas jej opowieść. Sielanka została w pewnym momencie przerwana, bo ktoś znowu zapukał do mojego pokoju. Kiedy otworzyłam drzwi, stał za nimi Bin. Byłam bardzo zestresowana na jego widok. W końcu nie rozmawiałam z nim od jego wielkiego wyznania. Nie wiedziałam co mu powiedzieć, jak się przywitać. Krępowałam się wszystkiego.
- Widzę, że masz przyjaciół u siebie. - Rzekł zakłopotany trochę. - Bo widzisz, chciałem cię gdzieś zabrać. - Na te słowa miałam ochotę panikować, jednak jakoś stałam jeszcze opanowana.
- Spokojnie. Już skończyliśmy jej kazanie, więc możesz ją zabrać. - Oznajmił zza moich pleców Chan i wyszedł z mojego pokoju, wraz z dziewczynami, a ja patrzyłam na nich tęsknym wzrokiem. Potrzebowałam pomocy, a oni zostawili mnie sam na sam z Binem.
- To w takim razie możesz wyjść? - Spojrzałam na niego i od razu poczułam falę gorąca. W końcu jego uśmiech potrafił zwalić z nóg, a w tamtej chwili posyłał mi go. Nie mogłam nic innego zrobić, jak mu przytaknąć. - To dam ci czas na przygotowanie się. Za pół godziny widzimy się na portierni. - Wtedy zrobił coś, czego nie mogłam się spodziewać. Dał mi całus w czoło i zwiał, jakby bojąc się, iż rozmyślę się. Ja chwyciłam moje płonące policzki i przez jakiś czas jeszcze stałam bez ruchu. Zamurowało mnie totalnie, a wyglądało na to, że był to dopiero początek.

*Hongbin*

            Szykując się na randkę z Yeori byłem strasznie podekscytowany. Nagle zapomniałem o tym wszystkim, co blokowało mnie przed walką o nią wcześniej. Od tej chwili, kiedy jej wszystko wyznałem zamierzałem się szybko nie poddać. Była kimś wyjątkowym. Tak samo jak kiedyś Noriko. Cieszyłem się, że mógłbym w końcu o niej zapomnieć i ułożyć sobie życie z kimś na nowo. Choć nie miałem pewności, czy zdobędę serce naszej nowej znajomej, to byłem bardzo dobrej myśli.
- A ty co taki roześmiany? Szczerzysz się od rana. Czyżbyś szedł na randkę? - Zażartował mój współlokator, a ja mu przytaknąłem zaledwie, bo nie chciało mi się dużo z nim gadać. Musiałem dobrze się przygotować. Dawno się nie umawiałem. - Czyli wybierasz się z Yeori? - Dopytał po chwili już poważniej, co mnie zmartwiło. Przecież sam kazał mi walczyć.
- Tak, a w czymś problem? - Nie patrząc na mnie pokręcił głową na boki, by temu zaprzeczyć, a ja wiedziałem co innego. - Widzę, że coś jest nie tak. Nadal jesteś zazdrosny o nią? - Zmartwiłem się, a on powtórzył wcześniejszy gest. Chyba jednak nie chodziło o to. - W takim razie co się dzieje? Powiedz mi, bo wyobrażę sobie pewnie coś gorszego niż ty masz w głowie.
- Nie ważne. Nie masz czym się przejmować. Gdzie ją zabierasz? - Zmienił pospiesznie temat. Łatwo mu było mówić. Przez niego zacząłem główkować, co nie tak robię.
- Do kilku znanych mi miejsc w sąsiednim mieście. Bywałem tam z Noriko i zapomniałem, że jest stąd tam blisko. - Wyjaśniłem z wielkim entuzjazmem, lecz jego wzrok pełen niedowierzania trochę go zgasił.
- Naprawdę? Zabierasz ją w miejsce w którym dobrze się bawiłeś z byłą? - Zirytował się chyba. Ja nie widziałem w tym nic złego. - Słuchaj. Yeori nawet tego nie możesz powiedzieć, to raz. Dwa, dobrze się kamufluj, by nikt was nie przyłapał. A i po trzecie moim zdaniem to głupi pomysł, ale to ty jesteś bardziej doświadczony w randkowaniu, więc nie musisz zwracać na mnie uwagi. - Po tych słowach, to ja się podenerwowałem lekko. Czy on nagle chciał mi zaszkodzić? Tak się czułem, jakby nie dopingował mnie tak jak kilka dni temu.
- Coś jest z tobą nie tak. Zmieniłeś do mnie nastawienie i to mnie boli.
- Przesadzasz. - Rzekł jednocześnie zaczynając się do mnie szczerzyć. - Nadal uważam, że dobrze razem wyglądacie i może to wyjść, lecz coś mnie martwi. Nie jest to nic istotnego. Nie przejmuj się.
            Nic nie pojmowałem. Czułem się dziwnie słuchając jego wypowiedzi. Wiedziałem, że będę się nad nią głowił jak wrócę, bo w tamtej chwili postanowiłem się już wczuć w moją randkę. Chciałem,  by wszystko dobrze wyszło i udało mi się oczarować Yeori.

***

            Wysiedliśmy w końcu z autobusu w którym strasznie było nam gorąco. Za duży tłok sprawił, iż się tam dusiliśmy, a ja na dodatek byłem zamaskowany ze względów na bezpieczeństwo. Nieciekawie się zaczęło to wszystko. Rozejrzałem się po okolicy, by upewnić się, że znam nadal dobrze to miejsce. Od razu skojarzyłem w którą stronę musielibyśmy się udać. Yeori trzęsła nogami na boki, co mnie rozbawiło. Pewnie chciała je rozruszać. Tak samo robiła Noriko po długiej podróży. Znowu przyłapałem się na porównaniu Yeori do niej. Musiałem przestać, tylko to się działo odruchowo.
- W którą stronę idziemy? - Zapytała promiennie uśmiechając się do mnie. Cieszyłem się jej dobrym nastrojem. Dodatkowo jej uroczy uśmiech dodawał jej wiele wdzięki. Była tego dnia ubrana niby zwyczajnie, beztrosko, a jednak jakoś wyjątkowo. Rozpuszczone włosy powiewały na wietrze, który wcale nie dodawał ochłody. A jej sukienka idealnie podkreśliła jej figurę, na którą dopiero w takich okolicznościach zwróciłem uwagę. Szkoda, że codziennie takich nie nosiła. Z drugiej strony nie byłoby wtedy takiego wrażenia,  jak już to zrobiła.
- Dokładnie tam. - Pokazałem na miejsce przed nami. - Będzie trochę chodzenia, więc mam nadzieję, iż twoje buty są wygodne. - Miała na nogach solidnie wyglądające sandały, lecz nigdy nie wiadomo jak się je nosiło.
- To najwygodniejsze buty, jakie można mieć. - Odparła od razu.
            Ruszyliśmy więc do naszego celu. Droga minęła nam szybko, przez wzgląd na nasze długie rozmowy. Wzięło nas na opowiedzenie sobie o naszym dzieciństwie i różnych przygodach z tamtego okresu. Okazało się, że Yeori jako mała dziewczynka, była przebiegła, zabawna i lubiła robić ludziom psikusy. Śmieszyło mnie to. Dowiedziałem się też o jej talencie, który ona zwała hobby. Mianowicie, podobno dobrze szedł jej śpiew. Często brała udział w konkursach i je wygrywała, a jednak nie wiązała z tym przyszłości. A szkoda. Tak oto doszliśmy do alejki pełnej kolorowo kwitnących drzew. Pierwszego punktu naszej randki.

*Yeori*

- Dotarliśmy tutaj. - Oznajmił radośnie Bin. Rozejrzałam się i zaniemówiłam. Byliśmy w jakimś parczku, który był pełen kolorowych kwiatów, drzew i krzewów. Wszystko to tak pięknie zakwitnięte dało obraz rodem z baśni. Z daleka też dostrzegłam jakiś strumień wody pomiędzy drzewami.
- Tam jest fontanna? - Zapytałam zachwycona, bo kochałam takie miejsca. Zawsze rozglądałam się po nich jak małe dziecko. I pomyśleć, że to wszystko było tak blisko mojego miejsca zamieszkania.
- Dokładnie. - Odparł. - I tam zmierzamy, by chwilę posiedzieć. - Dodał, wskazując ręką, bym skręciła w odpowiednią ścieżkę.
            Czułam się coraz lepiej w jego towarzystwie. Trochę te chwile były jak zaczarowane. Wydawało mi się, że nie miałam żadnych zmartwień i liczyło się tylko to, co działo się wokół w tamtym momencie. Siedząc znowu rozmawialiśmy jakiś czas. Ja wymachiwałam nogami przy tym. Czasami, jak dużo mówiłam zauważałam, jak Hongbin mi się przyglądał. Dość intensywnie i badawczo. Podobało mi się to. Jakby nie potrafił ode mnie oderwać wzroku. W końcu krępacja znikła i byłam sobą. Swobodną dziewczyną z głową w chmurach.
            Po jakimś czasie jednocześnie uznaliśmy, iż zgłodnieliśmy. Zabrał mnie więc do jakiejś restauracji z domowym jedzeniem. Cieszyłam się, że nie były tam podawane wykwintne dania, bo takie często musiałam już jadać w naszym hotelu i brakowało mi czegoś innego. Przy kolacji znowu wiele się o sobie dowiedzieliśmy. Dopiero teraz zrozumiałam jak w małym stopniu znałam Bina do tej pory. Z minuty na minutę, czułam się mu bliższa i coraz bardziej mi się podobał. Był jak książę z bajki, bardzo idealny. To trochę mnie martwiło, bo nie ma przecież ludzi idealnych i bałam się, że jak znajdę jego wadę, to będzie takowa, iż rozdzieli nas. Na tamtą chwilę nie chciałam jednak o tym myśleć.
            Na koniec udaliśmy się do baru karaoke. Uznał, że chciałby usłyszeć jak śpiewam. Pragnął też zwiedzić tyle miejsc, bo mieli mało czasu. Od następnego dnia mieli być w naszym hotelu jeszcze tylko tydzień. To strasznie mało czasu, a wiadomym było, jak kontakt się utrudni wraz z ich wyjazdem do Seulu. Ich praca była wymagająca, a ja wkrótce pewnie miałam też zacząć okres próbny w zarządzaniu hotelem. Czułam, że także nie będę miała dużo czasu dla siebie.
            Żeby dobrze zakończyć ten dzień zamówiliśmy soju do śpiewania. Procenty rzadko na mnie działały w szybkim tempie, ale tym razem poszło błyskawicznie. Możliwe, że byłam zmęczona, bo od rana byłam w ruchu do wieczora, który nastał. Śpiewałam coraz więcej fałszując, a z czasem zaczęłam gadać od rzeczy.
- Ładnie śpiewam? - Zapytałam trochę się chwiejąc po piosence "Some" od Jungigo i Soyou.
- Pięknie. - Rzekł Bin. On nie wyglądał na pijanego, lecz był jeszcze odważniejszy i otwarty. - Moja ślicznie Yeori, tak ślicznie śpiewa. - Rzekł szczerząc się do mnie.
- A może zaśpiewamy jeszcze raz to samo? Uwielbiam tą piosenkę, bo jest taka urocza! - Krzyczałam jak małe dziecko cieszące się z zabawy.
- Mówisz to piąty raz, bo tyle razy ją śpiewaliśmy. Może powinniśmy powoli wracać? - Rzekł niepewnie zerkając na godzinę w telefonie. - Jest późno i nie chcę, by twój tata źle sobie o mnie pomyślał. Wywiozłem cię, upiłem i jeszcze miałbym cię późno odstawić do domu.
- Ja nie chcę! - Powiedziałam próbując stworzyć dziubka z ust. Musiałam przy tym wyglądać zabawnie, bo Hongbin wybuchnął śmiechem. A chciałam, żeby wyszło słodko. Niestety pod wpływem procentów takie rzeczy nie wychodzą.
            Oburzona postanowiłam nalać sobie jeszcze jeden kieliszek, który uznałam, że będzie moim ostatnim. On jednak zrobił mi to, co ostatnio. Wyrwał mi go z ręki i wypił za mnie. Patrzyłam na niego naburmuszona, a on się cieszył.
- Pamiętasz co ostatnio zrobiłem? - Jak mogłam zapomnieć o tym wydarzeniu? - Powtórzmy to. Znowu chciałbym cię pocałować. - Oznajmił, a moje serce zaczęło walić jak szalone na samą myśl. On był przy tym taki... pociągający. Aż wstydziłam się o tym myśleć.
            Za chwilę poczułam jego usta na moich. Zamknęłam oczy. Pozwoliłam mu pogłębić pocałunek od razu. Kiedy jedno z nas się oderwało, drugie kontynuowało tę czynność. Chciałam by ta chwila nie kończyła się za szybko. Pewnie było to promile, bo w innym przypadku rozsądek odezwałby się i trochę przystopowałabym. Poniosło nas. Przerwał nam dźwięk telefonu Bina. Odskoczyliśmy od siebie. Zerknął na wyświetlacz równocześnie ze mną. To był Hakyeon. Nie wiedzieć czemu, poczułam się głupio myśląc o nim. Przez ten piękny dzień i alkohol zapomniałam o wielu sprawach. Przez chwilę nawet pomyślałam, co by było, gdybym spędziła ten czas z nim, a nie Hongbinem. Musiałam się pospiesznie otrząsnąć. Nie chciałam psuć tego wszystkiego.
- Musimy wracać, bo martwią się o nas. - Oznajmił zawiedzionym głosem. - Ale zanim jeszcze wyjdziemy, to chwila...

            Znowu złożył pocałunek na moich ustach, tym razem delikatniej. Moje zmartwienia troszkę się rozwiały. Poczułam też ulgę. Randka nie okazała się klapą, a wręcz przeciwnie. Strasznie zbliżyłam się na niej do Bina. Może trochę nas poniosło za wcześnie, z drugiej strony raz się żyło.





wtorek, 15 sierpnia 2017

Diagnostyka serca: Rozdział 12

Ostatnio zapominam o rozdziałach na środę i przypominam sobie o udostępnieniu ich w dziwnych momentach. Boję się, że jedną środę wgl tego nie zrobię. :O No nic. Na szczęście dziś znowu w porę sobie przypomniałam. Miłego czytania. :)


Diagnostyka serca
Rozdział 12


*Juniel*

            Byłam bardzo podekscytowana spotkaniem z Minseokiem. Pierwszy raz zostałam do niego zaproszona. Może i nie mogłam zobaczyć jego mieszkania, ale chciałam bardzo go odwiedzić. Nie wiedziałam czemu. Ostatnio takie małe rzeczy sprawiały mi radość. Na pewno była to jego zasługa. A dodatkowo byłam umówiona już na moją operację, na którą tyle czekałam.
            Poczułam nos Sunny bodający moją nogę. Pewnie czuła, że znowu zostawiam ją na jakiś czas samą. Kucnęłam i zaczęłam ją głaskać. Ona próbowała mnie polizać i przez nią upadłam na tyłek. Zaśmiałam się głośno. Pewnie ktoś by pomyślał, że jestem wariatką. Ja po prostu miałam ochotę się śmiać jak najgłośniej. Czułam ogarniające mnie szczęście. I pomyśleć, że wystarczyła jedna dobra osoba, która pojawiła się przy mnie zupełnie przypadkiem.
            Doszłam do jego bloku stukając przed sobą białą laską. Chodzenie z nią było o wiele łatwiejsze. Nie przejmowałam już się tym, czy ktokolwiek się zorientuje, iż nie widziałam. Wystarczyło mi, że zaakceptowała mnie taka jedna osoba. Wiedziałam jak dojść do jego mieszkania tylko dzięki wskazówkom babci, która jak zwykle przesiadywała pod moim. Zapomniałam spytać Minseoka o dokładną drogę, a nie sam adres. Udało mi się podejść pod klatkę. Wyczułam ręką na ścianie domofon. Liczyłam na nim guziczki, by przycisnąć odpowiedni numer. Sygnał połączenie zabrzmiał, a ja czekałam niecierpliwie, nie mając pewności, czy trafiłam.
- Słucham? – Usłyszałam i od razu rozpoznałam jego głos. Chciałam odpowiedzieć, lecz usłyszałam wtedy jeszcze kogoś.
- Hyung? Czemu nie masz papryczki chili? – Ktoś o nieznanym mi głosie krzyczał prawdopodobnie dość głośno, że słuchawka z domofonu go złapała. Przeraziłam się.
- To ja, Juniel. – Wyjąkałam.
I wtedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Pospiesznie naparłam na nie i weszłam na klatkę. Szłam powoli po schodach zestresowana. Czyj to był głos? Pewnie kogoś z zespołu Minseoka. Dlaczego był u niego, kiedy ja miałam do niego przyjść? Rozumiem, gdyby to było niezapowiedziane spotkanie.
Chciałam z zamyślenia wchodzić jeszcze wyżej. Poczułam czyjąś dłoń obejmującą moje ramię. Miałam nadzieję, że był to Minseok.
- To tutaj. – Rozpoznałam głos ponownie. Uśmiechnęłam się do siebie i ulżyło mi.
- Zamyśliłam się. – Wyjaśniłam szczerze.
            On już mnie nie puścił, tylko wprowadził do swojego mieszkania. Usłyszałam, jak zamknął za mną drzwi. Zdjęłam mój płaszczyk, a on pospiesznie go ode mnie odebrał. Czekałam na dalsze instrukcje i cały czas myślałam o tym innym głosie.
- Muszę cię uprzedzić, że moi natrętni koledzy są tutaj. Dokładnie dwóch. Mówiłem im, że będę miał gościa i prosiłem, by wyszli, a oni nie chcieli tego słuchać. – Mówił to bardzo szybko i widocznie był zakłopotany całą sytuacją.
- W porządku. Jeżeli są tak samo mili, jak ty, nie będzie mi to przeszkadzać. – Postanowiłam go uspokoić. Bardzo się stresowałam poznaniem kogoś nowego, ale nie chciałam, by on także był podenerwowany, że nie udało mu się ich wyrzucić.
- Choć wprowadzę cię więc do salonu. – Oznajmił mi i chwycił mnie za rękę. Poczułam przyjemne ciepło spowodowane jego dotykiem. Byłam zadowolona z tego, że zechciał mnie poprowadzić. Komuś innemu wyrwałabym się.
- Witaj! – Usłyszałam kogo tuż przede mną bardzo głośno. – Jestem Byun Baekhyun. – Rzekł to bardzo podekscytowanym głosem i poczułam jak łapie moją dłoń i zaczyna nią trząść jak na przywitanie. Rozbawiło mnie to i zachichotałam niekontrolowanie.
- Zachowujesz się beznadziejnie Baek. Ja jestem Luhan. – Tym razem był to bardzo przyjemny głos dla mych uszu. – Jestem z Chin. – Dodał po chwili, a ja zadrżałam na samą myśl, że za niedługo będę w jego kraju, by wyleczyć się z mojego wielkiego problemu.
            Zasiedliśmy po chwili wszyscy na kanapie. Minseok zapytał kto chciałby kawy, czy herbaty, po czym zostawił mnie samą z chłopakami. Panowała chwilowa cisza. Wydawało mi się wcześniej, że oboje byli otwarci, a w tej chwili milczeli. Zmartwiło mnie to. Pewnie krępowali się ze mną swobodnie rozmawiać.
- Gdzie pracujesz? – Zaczął Bakehyun jednak po jakiejś chwili. Szybko nauczyłam się ich barw głosu.
- Jako telefonistka. – Oznajmiłam przyciszonym głosem, bo troszeczkę mi zaschło w gardle.
- Ja bym się tam nie nadawał. Zagadywałbym tych ludzi na śmierć. – Zaśmiałam się na te słowa. Faktycznie taki się zdawał.
- Z tobą to dużo osób nie może wytrzymać. – Wtrącił ironicznie Luhan.
- Ze mną? A kto ostatnio chodzi po dromie i marudzi na wszystko? Jak jakaś baba w ciąży. – Wygarnął mu ten pierwszy, a ja powoli zaczęłam się niepokoić, czy nie dojdzie między nimi do czegoś poważnego.
- Tak? Jak baba? Sam jesteś baba. Ostatnio płakałeś w pokoju w poduszkę! – Wyjawił zadowolony z siebie Chińczyk.
- Ja tłumiłem śmiech. Nie płacz. Nie chciałem obudzić Chanyeola. Wypraszam sobie. – Oburzył się, a ja miałam ochotę z jednej strony ich wyśmiać, z drugiej strony nie miałam pojęcia na co ich stać.
- Znowu się kłócicie? – Mówił to Minseok, pewnie wchodząc do pokoju z gotowymi napojami.
- Luhan zaczął. Marudził na mnie, to się broniłem. – Jego głos brzmiał, jakby był bliski płaczu. To naprawdę była komiczna sytuacja.
- Co sobie o was Juniel myśli. Opanujcie się, albo wyjdźcie. – Zapadła po tych słowach cisza. Na początek się zdziwiłam, że Minseok był dla nich tak surowy. Potem przypomniałam sobie, że on był tym najstarszym wśród nich.
- Spokojnie. Oni nic takiego nie zrobili. – Obroniłam ich. – Przynajmniej mogłam się nasłuchać zabawnej i dziecinnej kłótni. – Zachichotałam ponownie, przez co za chwilę się zawstydziłam, bo pewnie dziwnie brzmiało, jak  na okrągło się śmiałam z byle powodu.
- Już przestaniemy hyung, litości. – Powiedział Baek.
            Jak oznajmił, tak się stało. Od tamtej chwili byli spokojniejsi. Rozmawialiśmy w czwórkę na różne tematy. Kilka razy rozbawili mnie. Poznałam wiele sekretów Minseoka, za które on pragnął ich udusić. Popołudnie minęło bardzo szybko i w dobrym humorze. Czułam, że tak będzie coraz częściej i miałam na to wielkie nadzieje. Lubiłam towarzystwo Minseoka, zaczynałam coś czuć do niego głębszego, a na dodatek, jego przyjaciele byli przemili i ciekawie, jak mogłam wnioskować.

*Jongdae*

            Rozmyślałem sobie nad tym co wydarzyło się poprzedniego dnia w szpitalu. Nie wiedzieć czemu, nie polubiłem tego całego Youngtae, kimkolwiek był. Irytowało mnie to. Dlaczego tak bardzo mnie to wszystko obchodziło? Może chodziło o to, że byłem przyjacielem Chayeon, a on wydawał się takim, który mógłby ją zranić i się o nią martwiłem? Tak, to musiałby być to! Jakby na potwierdzenie, a może jednak zaprzeczanie kichnąłem głośno. Głupie katarzysko mnie nie opuszczało. Do mojego pokoju wparzył nagle Kyungsoo z przerażoną miną.
- Co się stało? – Zapytał roztrzęsiony. Ja spojrzałem na niego pytającym wzrokiem. – Myślałem, że krzyczysz. – Wyjaśnił mi swoje obawy.
- To tylko kichnięcie. Od kilku dni jest ono natarczywe, a ty dopiero dzisiaj się wystraszyłeś? – Zdziwiłem się, lecz nie chciałem się w to zagłębiać. Można by rzec, iż zadałem pytanie retoryczne
- Oglądałem horror z Kaiem i Krystal… - Zakłopotał się, a ja miałem ochotę go wyśmiać. Kyungsoo bał się horroru? Musiałem to chyba sobie zapisać w kalendarzu.
- Jak chcesz możesz tu posiedzieć i wymyślimy jakiś pretekst. Oni niech sobie to sami oglądają. Jak w ogóle czują się z tym całym ogłoszeniem związku przez SM? – Stwierdziłem, że wypadało się dowiedzieć czegoś o swoich przyjaciołach kilkuletnich, a nie myśleć jedynie o Chayeon.
- Nijak. Ona jest wściekła, boi się nienawiści psychofanek, a nasz Jongin, ma kogoś na oku i najpierw był przerażony, że jak tamta dziewczyna się dowie to go przekreśli. Okazała się chyba wyrozumiała. Bo nic nie wskazuje na to, by mu się waliło.
            Uśmiechnąłem się szeroko na te słowa. Jeden z młodszych członków znalazł sobie kogoś, nawet jak wytwórnia zeswatała go z przyjaciółką. Lubiłem ich relację. Była zawsze taka czysta i udowadniała, że jednak chłopak i dziewczyna mogą się przyjaźnić. Między Krystal i Kaiem nigdy nie było niczego więcej. Czy można było to samo powiedzieć o mnie i Chayeon? Drgnąłem, bo w chwili w której o niej pomyślałem, przyszła od niej wiadomość. Miałem telefon przed sobą, dlatego od razu zobaczyłem, że to ona. Wziąłem go do ręki, by przeczytać treść. Nie pomyślałem, że obok mnie siedzi Kyunsgoo i bezczelnie czyta ją razem ze mną.


Jak się czujesz głuptasie? Inaczej cię nazwać nie mogę. Nadal masz ten katar? Jest taki dobry napar, który zawsze robiła mi moją mama i sama się go nauczyłam. Musiałabym ci go zrobić. Niestety to pewnie niemożliwe.  

- Kto to? – Wyrwał mnie z zamyślenia Kyungsoo. – I czemu uśmiechasz się na tę treść. Czy coś to znaczy? Mam cię zaliczyć do grona szczęśliwców? Też sobie kogoś znalazłeś? – Zadawał mi pytanie za pytaniem, a ja poczułem się jak na przesłuchaniu jakimś.
- Spokojnie. Trajkoczesz właśnie jak jej brat. – Oburzyłem się, używając chyba niewłaściwego porównania na ten moment.
- Więc znasz jej rodzinę nawet? Na jakim etapie jesteście? – Zaświeciły mu się oczy z tymi słowami. Trochę mnie zamurowało.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi. – Skwitowałem szybko, ale sam nie czułem, iż brzmiałem przekonywująco.
- To napisz jej, by przyszła zaparzyć te ziółka. Jesteśmy my i Jongin z Krystal. A jeszcze Luhan zamknięty w pokoju. Może kolejny film obejrzymy razem? – Zaproponował, a ja chciałem wyściskać go za tą propozycję. Jakoś zapragnąłem napić się naparu stworzonego rączkami Chayeon. Wiedziałem, że to mi pomoże. A na dodatek coś mi mówiło, iż po kryjomu liczyła na moje pocieszenie pisząc taką wiadomość. Pospiesznie poinformowałem ją o tym, by podjechała do nas. Wtedy zauważyłem, iż Kyungsoo już nie było u mnie i trzasnęły drzwi w pokoju Lu. Czyżby on chciał z nim pogadać o wizycie mojej przyjaciółki? Miałem jedynie nadzieję, iż nic nie knuli za moimi plecami.

*Jiwon*

            Wstałam z wielkim bólem głowy i miałam ochotę spać tak cały dzień. Dobrze, że tego dnia wzięłam wolne, bo nie widziałam siebie w pracy w takim stanie. Co mi odbiło, by się tak bardzo upić?  Zazwyczaj tego nie robiłam, bo obawiałam się konsekwencji i nie ufałam, czy moi znajomi pomogą mi wrócić do domu. Byli trochę za bardzo pokręceni. Może chciałam się trochę rozluźnić, ale przegięłam w końcu. Westchnęłam głęboko widząc, że wcale nie było tak wcześnie. Powinnam była wyjść z łóżka i zrobić coś ze sobą.
            Jak na zawołanie w drzwiach do pokoju zjawiła się moja kochana siostra. Jakoś przeraził mnie jej wyraz twarzy. Był groźny. Czasem zastanawiałam się, czy to ona nie była moją starszą siostrą. Może zaszła jakaś pomyłka i miałyśmy się urodzić na odwrót?
- Wstawaj! Masz zupę na kaca gotową! – Krzyczała, co źle oddziaływało na moją głowę, więc szybko zakryłam uszy poduszką. – Będę specjalnie unosić głos. To twoje katusze za wczorajsze zachowanie! – Torturowała mnie, a ja nie wiedziałam, co takiego zrobiłam. Pamiętałam tylko, że odpłynęłam w taksówce. Właśnie! Jak ja weszłam do domu? Oby on… Nie no, nie byłby chyba tak głupi, żeby zdemaskować się przed moją siostrą?
            Wygramoliłam się po kilkunastu minutach z łóżka i udałam do kuchni. Zapach unosił się już po korytarzu. Podążałam za nim szczęśliwa, bo głód mi powoli doskwierał. Usiadłam grzecznie na krzesełku jadalni. Ona położyła przede mną napełnioną miskę. Patrzyła też nadal zabójczym wzrokiem i spoczęła mi naprzeciw.
- Wyjaśnij mi. Dlaczego nie powiedziałaś, że znasz Kim Jongina osobiście? Jeszcze udawałaś głupią, jak ostatnio odkryłam, że piszesz z kimś o takim imieniu? To z nim się ostatnio spoufalałaś, jak was nakryłam? – Zadawała te pytania pełne pretensji, a ja byłam w szoku. Bałam się też, co ona zamierzała z tym zrobić. Czyli jednak Kai nie pomyślał o konsekwencjach poznania mojej siostry?
- Po pierwsze. Wiedziałam jak wielką jego fanką byłaś. Nie chciałam cię zawieść…
- Co ty gadasz? – Oburzyła się nie na żarty. – Myślisz, że w takiej sytuacji jest istotne, że jestem jego fanką? Przecież to jest człowiek. Ma prawo kogoś poznać. Jak mówiłam o nim i Krystal, to sobie żartowałam. Jak mogłaś wrzucić mnie do worka psycholek, które nie chcą by ich idol z kimś był? Powinnaś mnie znać jako moja siostra. Wiele też razem przeszłyśmy, więc powinnyśmy sobie wszystko mówić. Nawet jakbym była tak szalona jak one, to przecież nie byłabym zła na ciebie za takie coś. Wręcz przeciwnie. Jesteś stara i ucieszę się, jak kogoś sobie znajdziesz. – Ostatnie zdanie mówiła żartobliwie. Mimo to, nie rozluźniła sytuacji. Czułam się podle, że nie mówiłam jej o niczym wcześniej. To prawda. Była moją jedyną rodziną, a ja zachowałam się jakbyśmy nawet się nie przyjaźniły.
- Przepraszam Jiyoon. – Wyszeptałam. – Nie powinnam była tego ukrywać. Nie wiem, czemu w ciebie zwątpiłam. Może też bałam się krytyki? Przerażała mnie trochę myśl, że mogłabyś być zła na mnie, iż pozwalam się uwodzić takiemu małolacie. – Mówiłam cały czas ze spuszczoną głową, czując się winna tej sytuacji.

- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. I jedz tą zupę, bo stygnie. Wybaczę ci tym razem, pod warunkiem, że będziesz mi wszystko relacjonować. A teraz powiedz mi na jakim etapie jesteście? Wczoraj jak pocałował cię w czoło odchodząc od ciebie, to myślałam, że się rozpłynę  przez moment, dopóki nie wyczaiłam, że to on i mi się ciśnienie podniosło. – Wyjaśniła mówiąc to bardzo szybko. A do mnie powoli docierały te słowa. Naprawdę zrobił taki gest w moją stronę? To było urocze i jakoś mi nie pasowało do jego sposobu podrywu jaki na mnie stosował. Czyżby naprawdę był dojrzalszy dużo bardziej niż mogłam podejrzewać? Zgrywał się tylko ze mną, czy coś? Tyle miałam pytań, póki co, musiałam na dużo ich odpowiedzieć mojej siostrze. Nie chciałam już nic przed nią zatajać.


czwartek, 10 sierpnia 2017

Hotel godzien sześciu gwiazd: Rozdział 28

Witajcie. Pod rozdziałem jak zobaczycie jest jeszcze specjal. Czuję, że zepsułam tą historię, ale sami ją ocenicie. To ostatni specjal. Reszta będzie wplątana w fabułę tego tematu, bo skoro  i tak wszyscy go przeczytali, to nie ma chyba problemu tak zrobić. :D

A co do rozdziału, beta znowu się na mnie zdenerwowała ;-; Nie dziwię się. Mam nadzieję, że wy jakoś go zaakceptujecie. :D Miłego czytania :D


Hotel godzien sześciu gwiazd
Rozdział 28




*Hyuk*
Kilka godzin wcześniej
            Sam wymyśliłem to całe manito, by było wesoło, a tu proszę. Wkopałem się w bagno. Musiałem być nim dla Serim. Że też ona musiała mi się trafić. Nie chciałem za nią latać, by nie dawać jej nadziei na nic. Wiedziała, iż podobała mi się wcześniej Yeori. Mimo to nadal czułem się przez nią podrywany. To nie tak, że coś do niej miałem. Chyba nie była w moim typie. Nie do końca wiedziałem też jak grać przez to. Obserwowałem uważnie innych. Hakyeon mnie martwił, to jak traktował Yeori wykraczało po za grę i nie podobało mi się. Bin za to był spokojny, jakby go to nie obchodziło.
            Coś mnie ścisnęło jak Serim uwiesiła mu się na ramieniu. To też było za dużo jak na grę! Nie chciałem, by ktoś pomyślał, iż teraz coś między nimi zakwitnie. Po moim trupie. Chwyciłem dłoń Serim i trochę niepewnie pociągnąłem na bok, by przemówić do niej.
- Co ty wyprawiasz?! – Wygarnąłem jej, a ona spojrzała na mnie wystraszona.
- Tylko gram, więc jestem miła dla ludzi, by zmylić wszystkich czyim jestem manito. – Jąkała się delikatnie mówiąc to. Naprawdę ją tak przeraziłem?
- Daj spokój Binowi. Wiem, że to jego wylosowałaś. Denerwuje mnie to, bo wspieram go teraz, by udało mu się z Yeori. Ty wszystko psujesz. – Czemu jej oczy się zaszkliły? Ona chciała płakać? Co się działo? Byłem zmieszany.
- Ja przez chwilę miałam nadzieję, że jesteś zazdrosny. I mylisz się. Nie jego jestem manito. Jestem twoim manito i daję ci wolne od siebie, bo to jest dla ciebie pewnie przyjemniejsze. Miałam rację. Masz mnie dość i najlepiej jakbym dała ci święty spokój. – Poczułem się winny jej stanu. Aż tak okrutnie to wyglądało? Aż tak mocno ją to bolało? Łzy ciekły już po jej policzku. Odruchowo chciałem je zetrzeć, lecz strąciła moją rękę. – Lepiej nie rób tego, bo znowu coś sobie wyobrażę. – Stwierdziła i odeszła wycierając oczy w rękaw. Po chwili skakała wokół znajomych z uśmiechem na ustach. Dopiero w tamtym momencie coś zrozumiałem. On często tak wyglądał. Nieszczerze. Sztucznie. Wydawała mi się tak beztroska, że aż nierealna do tej pory, a ta sytuacja mnie olśniła. To nie była jej prawdziwa twarz. Zapragnąłem odkryć jaka była naprawdę. Przypomniało mi to, jak na początku ja zachowywałem się względem Yeori. Jak dziecko. Nadal byłem nim pod wieloma względami. Mimo to… Nie wytrzymałem. Podszedłem do towarzystwa w które się wbiła. Stała między Seo i Jaehwanem i coś majaczyła im.
- Zrozumcie. Ja pragnę iść do insektarium, a nikt nie chce ze mną. – Mówiła ciągnąc swoją przyjaciółkę za rękaw swetra.
- Bo będziesz piszczeć jak ostatnio. – Oburzyła się ta druga.
- Ja pójdę z tobą. – Wystrzeliłem bez zastanowienia. Spojrzała na mnie z niedowierzaniem na buzi.
- Nie chcę z tobą. – Dodała po chwili, czym mnie zagięła. Naprawdę chciała mnie unikać od tamtej pory?
- To moje życzenie, skoro wiem, że jesteś moim manito. – Wykorzystałem zasadę gry, którą ustaliliśmy. Byłem taki sprytny. Ona zastygła i stała naprzeciw mnie nadal, mimo iż inni sobie od nas poszli.
            Nie wiedzieć czemu, chwyciłem jej dłoń i pociągnąłem za sobą. Ona jak zahipnotyzowana podążyła za mną. Po chwili czułem, że trzęsła się delikatnie. Bała się? Przecież to tylko zwykłe robaczki miały być. Chyba, że bała się mnie. Co ja jakiś potwór? Stanąłem gwałtownie i odwróciłem do niej przodem, przez to była blisko mnie, bo nie zdążyła pewnie wcześniej się zatrzymać. Patrzyła na mnie tak smutnym wzrokiem. Gdzie była Serim, która niedawno poznałem? Ktoś ją porwał i podmienił, czy jak?
- Co się dzieje? – Zapytałem cicho, bo bałem się, że jak zrobię to głośniej, ona się przerazi.
- Jesteś dziś dziwny. Zaczynam się ciebie bać. – Oznajmiła szeptem.
- Dlaczego? Bo właśnie staram się być miły dla ciebie? – Byłem delikatnie poirytowany tę całą sytuacją.
- Krzyczałeś na mnie na początku. Nie lubię, jak ktoś na mnie podnosi głos. – Tłumaczyła mi, a ja miałem ochotę ją przytulić. Powstrzymałem się, bo uznałem, że to nieodpowiednie miejsce.
- Przepraszam. Już nie będę taki. Chodźmy tam. – Na koniec uśmiechnąłem się do niej, by zrozumiała, iż nie miałem złych intencji względem niej. Ona także uniosła kąciki swoich ust, co mnie pocieszyło.
            Ruszyliśmy w stronę tego pomieszczenia wypełnionego robalami. Nie wiedziałem, czemu tak bardzo tam chciała wejść. W środku od razu wtuliła się w moje ramię. Była przerażona. Po co jej to było. Panika nadeszła, gdy światła mignęły. Nie wiedziałem, czy była to awaria, czy coś zaplanowanego, ale ona głośno pisnęła. Ja odruchowo ją przytuliłem do siebie. Tym razem uznałem, że potrzebowała tego do uspokojenia się.
- Czemu chciałaś tu przyjść? – Zaciekawiło mnie to naprawdę. Ona wydawała się mi nagle taka krucha i delikatna. Nie spodziewałem się, że tak o niej kiedyś pomyślę. Miałem ochotę na tamtą chwilę chronić ją swoim ramieniem.
- Bo lubię się bać. – Oznajmiła drżącym głosem.
- Nie rozumiem. – Powiedziałem to szczerze. Chociaż chyba z tego samego powodu ludzie lubili horrory.
- Zapominam wtedy jak ten świat i ludzie są straszni. – Wyjaśniła odsuwając się ode mnie. – Lepiej wychodźmy stąd. Dłużej jednak nie wytrzymam w tym miejscu. Czuję, jakby cały czas coś po mnie pełzało. – Po jej słowach przeszły mnie dreszcze. Jakaś mroczna aura pojawiła się wokół niej. Ta smutna i przerażona otoczenia Serim to była ta prawdziwa? Chciałem to rozgryźć jak najszybciej.
            Do końca pobytu w zoo nie uśmiechnęła się ani razu. Bałem się, iż to moja wina. Postanowiłem jakoś umilić jej czas i kupiłem watę cukrową na mijanym przez nas stoisku. Podarowałem jej ją. Wtedy zobaczyłem go. Promienny i pełen wdzięczności uśmiech. W końcu. Chociaż wychodząc była radosna. Nikt chyba już nie zwrócił uwagi na nas.
            Pod hotelem zatrzymała mnie na chwilę. Spojrzała w moje oczy. Poczułem, jak próbuje coś w nich dojrzeć. Chciała mi coś powiedzieć i się nad tym wahała.
- Hyuk, jesteś moim manito, prawda? Tylko dlatego byłeś miły? – Zapytała, a mnie to dotknęło. Naprawdę pomyślała, że byłem względem niej nieszczery tego dnia? Tak, wylosowałem ją w tej głupiej grze, która okazała się niewypałem, bo wszystko było nie tak jak miało, ale starałem się, bo coś we mnie pękło, gdy odkryła swoją prawdziwą twarz. Pragnąłem na to zaprzeczyć. – Mogę wypowiedzieć jedno życzenie, skoro zgadłam? – Dodała, co mnie trochę wyprowadziło z równowagi i udało mi się jedynie przytaknąć. – Przytul mnie mocno proszę. – Mówiąc to w jej oczach zebrały się łzy. Moje serce od tego widoku się krajało. Co się z nią działo? Przejąłem się nie na żarty. Pospiesznie ją ująłem w swoje objęcia. Ona zaczęła mocno szlochać. Byłem zdruzgotany. Zacząłem dłonią głaskać jej plecy, by jakoś ją uspokoić. Obwiniałem się strasznie. Mogłem do tego doprowadzić.
- Serim, nie chcę byś płakała. Proszę, nie rób tego. – Wraz z tymi słowami ona ucichła. Nadal jej nie puszczałem. Bałem się, że jak to zrobię, to znowu ją zranię.
- Ja przepraszam ciebie, że dzisiaj taka jestem. Jutro już będzie dobrze, jak się prześpię i…
- Ja nie chcę byś znowu udawała kogoś innego. – Powiedziałem pospiesznie przerywając jej. – Czuję się jakoś inaczej, gdy jesteś taka prawdziwa. Proszę bądź sobą.
- Dlaczego? Czemu o to prosisz? To dla mnie trudne. Świat mnie nie akceptuje taką jaka jestem.
- Ja cię zaakceptuję. – Po tych słowach odsunąłem ją od siebie. Spojrzałem w jej oczy. – Będę cię wspierał w wyrażaniu siebie. Czemu jesteś taka? – Próbowałem ją jakoś zrozumieć. Czy dziewczyny o niczym nie wiedziały? Przecież to było proste dla mnie do odkrycia, a one były z nią bliżej.
- To przez moją przeszłość. Przed dziewczynami nie miałam nikogo. One wyciągnęły do mnie dłoń, gdy zobaczyły jak inni mnie traktują. W domu też nie było łatwo. Dzięki nim oderwałam się od dna społeczeństwa. Nauczyły mnie jak być optymistką i nie bać się. Z drugiej strony przybrałam tylko skorupę obronną w ten sposób. W środku panikuję na każdym kroku. Gdy ktoś mnie skrytykuje odpysknę, ale potem podkulam ogon i płaczę w zaciszu. Nie zwykłam pokazywać moich problemów ludziom. Starałam się do tej pory ukrywać smutki. Nawet przed dziewczynami, jak ojciec mnie zdenerwował udawałam, iż było wszystko w porządku. One zazwyczaj wszystko wiedziały i pocieszały mnie od razu nie pytając o przyczynę. Nadal tak jest. Dziś jestem wyjątkowo rozdrażniona. Dzwonił tata, że będę miała przechlapane, jak wkrótce nie wrócę do domu. Ja nie chcę. Tam jest mi źle. – Spanikowałem. Nie byłem gotowy na takie wyznanie. Powiedziała wszyściutko mi. Jak ja miałem z nią w takiej chwili postąpić? Pragnąłem ją chronić, być przy niej. Moje serce zaczęło bić tak szybko.
- Gdzie normalnie mieszkasz? – Zadałem bardzo odpowiednie pytanie, jak na tamtą chwile.
- W centrum Seulu, blisko Seo. – Oznajmiła bardzo zdziwiona. No cóż. Ona opowiedziała o swoich problemach, a ja wystrzeliłem z miejscem zamieszkania. Z drugiej strony to mi coś rozjaśniło.
- Czyli będziesz blisko mnie, jak wrócimy do siebie. – Powiedziałem to bardziej jako stwierdzenie dla samego siebie. – W takim razie łatwiej będzie mi się tobą zaopiekować. – Wysłałem do niej pokrzepiający uśmiech. Ona poszerzyła oczy. Pewnie nie spodziewała się takiej reakcji po mnie. Nie znała mnie z tej strony. Ja siebie też, lecz tego pragnąłem na tamten moment. Coś mi mówiło, że postępuję słusznie. Pociągnięty impulsem odgarnąłem z jej czoła grzywkę i złożyłem na nim całusa. Jej policzki zrobiły się różowe. Była w tym momencie taka niewinna. – Chodźmy już. – Wciągnąłem ją po tym do budynku. Tam szybko się rozstaliśmy w drodze do swoich pokoi. Milczeliśmy, jednak wewnętrznie miałem ochotę śpiewać. Czułem się… szczęśliwy?
***
            Przed spaniem nie dawało mi coś spokoju. Hongbin był podenerwowany. Nie mógł nic znaleźć. Oskarżał mnie o chowanie jego rzeczy. Po jakimś czasie zrozumiałem wszystko. Zazdrość po dzisiejszym dniu zżerała go od środka. Nie wytrzymałem. Musiałem coś z tym zrobić, a wiedziałem, że on się wszystkiego wyprze. Wyszedłem więc bez słowa, sam jeden wiedząc jaki miałem cel. Pokój Hakyeona.
            Zapukałem do niego. Od razu pojawił się w drzwiach. Wytrzeszczył na mnie oczy. Nie spodziewał się chyba mnie o takiej porze. Wparowałem do środka. Słyszałem szum wody z łazienki, więc domyśliłem się, że Leo się kąpał. Idealna okazja do rozmowy. On patrzył na mnie wyczekująco.
- Podoba ci się Yeori, czy nie? – Zacząłem od sedna sprawy, bo nie chciało mi się owijać w bawełnę.
- Nie. – Zaprzeczył, a ja znowu nie słyszałem szczerości w jego wypowiedzi. Denerwował mnie powoli tym, że bał się do tego przyznać. Przecież to widziałem gołym okiem.
- W takim razie napiszesz jej, że dzisiejsze zachowanie ma związek tylko z tym, iż byłeś jej manito? – Podchwytliwie mu zaproponowałem.
- Akurat miałem to zrobić, bo jest północ. Jak chcesz być świadkiem to proszę.
            Byłem w szoku widząc, jak brał telefon do ręki. Naprawdę tak bardzo poświęcał się? On nie chciał z nią być dla Bina, czy po prostu tak był głupi, iż sam nie widział co czuje? To chyba było zbyt oczywiste, by się mógł tego wypierać nawet przed sobą. Zaakceptowałbym, gdyby przyznał się do uczuć i oboje postarali się o jej względy. Ja wiedziałem, że i tak nas za dużo zainteresowało się nią, ale jego postawa była dla mnie nie do zaakceptowania. Bolało mnie to.
- Wysłałem. Chcesz sprawdzić? – Powiedział z czystą powagą. Byłem zaskoczony.
- Nie. Dzięki. – Po tych słowach wyszedłem bez słowa. Nie miałem pojęcia co powinienem był zrobić. Ta sytuacja namieszała mi w głowie. Byłem pod wrażaniem tego, jaki był nasz lider.
            Nie miałem serce powiedzieć prawdy Binowi. Skłamałem mu też, że to było tylko manito. On wtedy poszedł do niej pospiesznie. Nie mogłem nawet przypuszczać co zrobi. Podejrzewałem, iż jej wszystko wyzna, bo był nabuzowany. Mimo to przestałem się cieszyć jego szczęściem na myśl o naszym Hakyeonie.
*Yeori*
            Kiedy już się od niego odsunęłam, byłam w szoku. Czułam też przerażenie. Miałam totalną pustkę w głowie. Żadne słowa nie wydawały mi się odpowiednie na odpowiedź dla niego. Poruszył mną, jednak czy to w końcu było to? Zdawało mi się, iż bardziej zbliżyłam się ostatnio do Hakyeona. W końcu to co dzisiaj się stało prawie mi to udowodniło. Z drugiej strony… Sama nic nie wiedziałam. Mętlik jaki miałam w tamtym momencie w moim sercu, był nie do ogarnięcia.
- Ja widziałem, jak patrzyłaś na niego. – Odezwał się znowu. – Boję się, że podoba ci się nasz lider, że przegrywam z nim. – Czyli nie tylko ja tak myślałam? Ludzie też to zauważali?
- Ja nie wiem nic. – Powiedziałam szczerze. – Nawet nie potrafię powiedzieć Jaehwanowi, iż nic z tego nie będzie. Jestem taka beznadziejna w strefie uczuciowej.
- Nie każdy wie, jak postępować w takich sytuacjach. – Posłał mi pokrzepiający uśmiech, który był bardzo piękny przy okazji. – Tym bardziej masz teraz problem, gdy tylu nas jest. Najlepiej będzie, jak najpierw porozmawiasz z Kenem, potem dasz mi odpowiedź. Nie chcę cię zniechęcać, ale Hakyeon mówił, iż nie czuje nic do ciebie. Pytałem go o to, by nie było już żadnych nieporozumień. – Zabolało mnie znowu to zdanie. Nie rozumiałam, jak mogłam być taką egoistką. Przecież wiadomym było, że trzech, którym się podobałam to i tak dużo. – Dlatego weź to pod uwagę, że nawet jeżeli zrodziło się coś w twoim sercu, pewnie musisz o nim zapomnieć. Ja mogę jeszcze poczekać, aż wszystko przemyślisz. – Bardzo podobało mi się to w jaki sposób mi to mówił.
- Masz rację. Jutro pogadam z Kenem i będę myśleć nad tym co mi dzisiaj powiedziałeś. Będę starała się wszystko to poukładać w głowie i sercu. – Odpowiedziałam mu.
- Śpij dobrze. – Wraz z tymi słowami ruszył do wyjścia.
            Ulżyło, kiedy był na zewnątrz. Bałam się następnego dnia. Musiałam wreszcie porozmawiać z Jaehwanem i skupić się na sobie. Nie mogłam dłużej zwlekać. Postanowiłam rano do niego zadzwonić, by do mnie podszedł zanim ktokolwiek inny zdążyłby do niego zagadać, czy też do mnie. Noc jednak miałam strasznie ciężką. Układałam wiele przemów w głowie. Chciałam powiedzieć to łagodniej niż tak jak w przypadku Hyuka, bo uważałam, że troszkę wtedy przesadziłam.
***
            Musiałam jednak jakoś zasnąć, bo przebudziłam się dopiero o ósmej nad ranem. Chwilę się zastanawiałam, czy czasem wtargnięcie Bina nie przyśniło mi się, albo sms od Hakyeona. Niestety na to drugie miałam dowód w telefonie. Wstałam więc, by się ogarnąć. Po jakimś czasie wyszłam z łazienki, usiadłam na łóżku, wzięłam głęboki wdech i wydech. Odważyłam się w końcu wykręcić numer do pokoju Jaehwana. Odebrał od razu.
- Nie obudziłam cię? – Zaczęłam tym pytaniem.
- Nie. – Odparł krótko. – Coś się stało? – Czułam jakby mówił to jakoś zbyt poważnie, jak na niego.
- Chciałabym porozmawiać. – Wydukałam. Zapadła chwilowa cisza.
- Zaraz u ciebie będę. – Po tych słowach odłożył słuchawkę.
            Czekałam niecierpliwie machając nogami w przód i w tył. Nie mogłam za nic się zabrać, bo stres odebrał mi chęć do robienia czegokolwiek. Starałam się zając czymś innym myśli. Niestety to nie było za łatwe. Podskoczyłam na dźwięk pukania do drzwi. Podbiegłam potem do nich i je otworzyłam.
- Jesteś już. – Rzekłam z wymuszonym uśmiechem w stronę Jaehwana. On nie odwzajemnił go, tylko po prostu wszedł. Czy on był na mnie zły? Miał prawo. Byłam dla niego okrutna.
- O czym chciałaś pogadać? – Zapytał. – O odrzuceniu mnie w końcu? – Zamurował mnie tym pytaniem. – Podejrzewałem, że to zrobisz wkrótce. Nie spodziewałem się jednak, że będziesz najpierw mnie unikała i raniła. – Dodał to z lekkim oburzeniem. Poczułam się strasznie. Zasłużyłam sobie na to.
- Przepraszam. – Szepnęłam. – Nie chciałam cię krzywdzić. Po prostu, nie potrafię ułożyć swoich uczuć. – Wiedziałam, że to mnie nie tłumaczy. Mimo to, chciałam z nim się dogadać. Zależało mi na jego przyjaźni.
- Wiem, a i tak jakoś nie potrafię cię zrozumieć. Na szczęście nie robiłem sobie nadziei od jakiegoś czasu i po prostu czekałem na tę chwilę. Proszę cię. Nie rań nikogo więcej i zdecyduj się czego chcesz. – Spojrzałam na niego pytająco. O czym on do mnie mówił?
- Co masz na myśli?
- Hakyeona i Hongbina. Widać, że oni także są tobą zainteresowani.
            Nie rozumiałam już nic. Wszyscy mówili mi ostatnio o Hakyeonie, a on się wypierał czegokolwiek przed każdym. Dlaczego Jaehwan także musiał poruszyć jego temat? Bolało mnie to coraz bardziej, bo dostawałam paranoi. On twierdził, że nic z tego nie będzie, a ludzie wmawiali mi coś innego.
- Mylisz się. Ten pierwszy mnie nie chce. Powiedział mi to wprost i Hongbinowi również.
            Po tych słowach to on poszerzył oczy na mnie. Tak bardzo dziwiło go to? Może wszystkim się tak wydawało, bo jako lider był opiekuńczy i ostatnio przelał to także na mnie? Albo poczuła jakąś braterską więź między nami. W głębi duszy czułam, iż chciałabym, by okazało się, że mu się podobam. Z drugiej strony nie chciałam kolejny raz wybierać. W takiej sytuacji został mi tylko Hongbin. Do którego też wydawało mi się, że zaczynam coś czuć. Tak było dobrze i musiało zostać.
- Czyli twoim wyborem jest Bin? – Drążył dalej temat.
- Chyba tak. Muszę się jeszcze upewnić, że mam rację. – Podsumowałam.
- Życzę wam więc szczęścia. – Odparł oschle i po prostu wyszedł z mojego pokoju.

            Nie podobało mu się to? Nie mogłam być z nim? O co chodziło? Może jeszcze nie pogodził się do końca z tym, że go nie chciałam. Pragnęłam usiąść i płakać cały dzień. Tak czułam się podle względem chłopaków. Lepiej byłoby, jakby żaden z nich nie zwrócił na mnie uwagi. Wtedy mnie olśniło. Może nie powinnam być z nikim? Nawet jeśli jakiś zalążek uczuć względem Bina się pojawiał w moim sercu, to raczej na niego nie zasługiwałam. Wiedziałam już chyba co zamierzam zrobić.




Specjal cz. 2
*Kyodong*

            Męczyła mnie pewna myśl od jakiegoś czasu. Wydawało mi się, że ostatnio zadzwonił do mnie pan Im i rozłączył się, po tym jak pobiegłam do mojej córki. Wmawiałam sobie, że to nie mógł być on. A co jeśli? Chciał złożyć mi życzenia przed wybiciem północy? Chciałabym, by nadal o mnie myślał i dał mi o tym znać. Z drugiej strony uważałam to za nierealne. Po tylu latach miałby tak po prostu się odezwać?
            Dzwonek do drzwi mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się nikogo. A  już na pewno nie Yeori, którą ujrzałam przez oczko. Przeraziłam się, lecz nie mogłam udawać, że mnie nie ma. Nie miała za blisko do mnie i szkoda było jej drogi. Bałam się jej reakcji na Hyo, ale może to właśnie był znak, iż powinnam była dawno jej o niej powiedzieć.
            Otworzyłam w końcu i uśmiechnęłam się szeroko do Yeori, by ukryć mój stres, jaki w tamtym momencie mnie opanował. Za chwilę poczułam pociągnięcie za nogawkę spodni po mojej lewej stronie. Oczywiście mała słysząc gościa, podbiegła na ciekawość.
- Kto to, mamo? - Wyszeptała, jednak na tyle głośno, że Yeori wytrzeszczyła na nią oczy i patrzyła raz ku niej, raz ku mnie. Nic dziwnego. Nie miała pojęcia tyle lat o małej Hyo.
- Mamo? - Wydusiła Yeori. - To twoja prawdziwa córka? - Zapytała ledwo słyszalnie i widziałam w jej oczach łzy. Miałam ochotę się zapaść pod ziemię. Tak mocno mi ufała zawsze, a ja ukrywałam przed nią Hyo. Robiłam to, bo bałam się podejrzeń z jej strony, a przecież nie miałam po co.
- Możemy porozmawiać o tym w środku? - Zaproponowałam, by móc wszystko wyjaśnić.
- Oczywiście.
            Po tych słowach weszła do mojego mieszkania. Zasiadła przy stole, a tuż obok niej ja. Hyo cały czas nie puszczała mojej nogi, więc jak tylko miała taką możliwość wskoczyła mi na kolana. Nie mogłam przy niej o tym wszystkim rozmawiać, bo choć była inteligentnym dzieckiem, to była za mała na to wszystko.
- Pójdziesz się pobawić do siebie? - Poprosiłam ją, a ona na to przytaknęła i już pobiegła do pokoju. Całe szczęście. Mogłam wszystko swobodnie opowiedzieć Yeori.
- To moja siostra? - Wystrzeliła nagle Yeori cała roztrzęsiona, a ja miałam ochotę wybuchnąć śmiechem na taką reakcję. Biedna jednak pomyślała o tym, o co się obawiałam.
- Nie. - Odparłam szybko, by rozwiać jej wątpliwości. - Nawet nie jest moją córką. I nie wiem skąd przypuszczasz, że mogłabym mieć dziecko z twoim ojcem Yeori. - Zobaczyłam ulgę na jej twarzy.  Ja także poczułam się lepiej, że najważniejsze wiedziała. - Znalazłam Hyori jako niemowlę. Tuż po tym jak się od was wyprowadziłam. Ktoś zostawił ją w czepku na ławeczce i z listem. Tak na pastwę losu. Kobieta ta nie mogła być stabilna psychicznie, że zrobiła to w ten sposób. W liście było coś napisane o tym, jak jej było ciężko z nieślubnym dzieckiem, a wszystko napisane tak chaotycznie, że nie mogłam tego czytać. Skojarzyła mi się z tobą, bo ciebie także porzuciła matka. Nie potrafię pojąć takich kobiet kompletnie. Własne dziecko zostawić? Musiałam się nią zająć. Uznałam, że nie trudno będzie udać, iż to dziecko jest moje. Udało mi się. Wszystkie formalności załatwiłam. Ludzie początkowo zastanawiali się kiedy to ja byłam niby w ciąży, ale nikt nie pytał i wszyscy uważają, że to moja córka. - Odetchnęłam z ulgą na koniec tej wypowiedzi, bo wreszcie opowiedziałam wszystko jak należy.
- A Hyo wie cokolwiek?
- Wie, że nie jestem jej matką prawdziwą. Ma dopiero kilka lat, a i tak to pojmuje. Stwierdziłam, że lepiej jej nie okłamywać. - Wyjaśniłam pospiesznie.
            Milczałyśmy chwilę. Zapewne Yeori analizowała całą sytuację. Nic dziwnego. Ukrywałam to dziecko przez tyle lat. Pewnie zastanawiała się, czy opowiedziałam jej prawdziwą historię.
- Skoro już jesteś ze mną szczera, to powiedz. Czy ty kochałaś mojego ojca? Przestań się od tego wymigiwać. - Zatkało mnie, że o to zapytała.  Nie chciałam na to odpowiadać. Może powinnam?
- Coś do niego czułam. - Zaczęłam niepewnie, a ona spojrzała na mnie wyczekująco. Oczywistym było, że chciała, bym to kontynuowała. - Dobra, podkochiwałam się w twoim ojcu! - Wybuchłam, może trochę za głośno. - Wystarczy? - Dodałam już łagodniej.
- On o tym wiedział? - Dopytywała z powagą w głosie, czy to znaczyło, że jej to nie przeszkadzało, albo dopiero miała mi wygarnąć?
- W dzień przed moim wyjazdem się dowiedział. - Odpowiedziałam szybko. Nie zamierzałam jej nic więcej opowiedzieć. Nie wypadało.
- I jak zareagował?  Czemu muszę wszystko z ciebie wyciągać, a nie opowiesz mi tego? - Zaczynała się lekko irytować, a ja nie wiedziałam, jak miałam to odebrać.
- Uważam to za sprawę między mną i twoim ojcem, Yeori. Dlatego wolałabym pozostawić w sekrecie co się potem wydarzyło. Dla niego byłam tylko kimś, kto zatroszczył się przez jakiś czas o jego rodzinę. Pewnie nic więcej nie znaczyłam. - Tak powiedziałam jej, a w duchu wiele razy żywiłam nadzieję, że może ostatnia noc coś znaczyła. Może uświadomił sobie jakieś uczucia, a bał się ze mną być? Nie mogłam jednak tymi przypuszczeniami żyć. On nigdy mi tego nie potwierdził. Nie odezwał się do mnie po wszystkim.
- Ciężka sprawa. - Nagle w jej oczach dostrzegłam zmartwienie. - Może powinniście porozmawiać? - Spojrzałam na nią z niedowierzaniem. - Nie wiem, co się wydarzyło między wami, ale czuję, że to nie tak miało się skończyć. - Mówiła tak dojrzale, że mnie zamurowało. Wyrosła naprawdę, a na dodatek jej słowa jakoś obudziły we mnie na nowo chęć porozmawiania z jej ojcem. Nie liczyłam, że to coś zmieniłoby. Mimo to, pragnęłam tego.
- Masz tu jego wizytówkę. Na pewno się przyda. - Po tych słowach skończyłyśmy temat. Starałyśmy się rozmawiać bez krępacji, lecz nam to nie wychodziło. Yeori pewnie dziwnie się czuła z myślą, że mogłabym kiedyś zostać jej macochą, a nie wyjechać w to miejsce. Ja za to stwierdziłam, że dobrze się stało. Co by w końcu mogło się przytrafić Hyo, gdyby nie ja?

***

            Czekałam, aż sygnał oczekiwania na połączenie minie. Zdecydowałam się zadzwonić pod wpływem impulsu i wahałam się, czy nie zmienić zdania. Mogłam się jeszcze wycofać, bo jak w końcu odbierze, to nie wypadałoby. Dźwięk podniesionej słuchawki sprowadził mnie na równe nogi.
- Pan Im Beomjo? - Zapytałam niepewnie, a cisza nie została przerwana jeszcze jakiś czas.
- Kyodong? - Drgnęłam na ten dźwięk. Po pierwsze, od razu rozpoznał, iż ja dzwoniłam, a po drugie, poznałam jego głos. Tyle lat minęło, że ostatnio nie zorientowałam się, że to on dzwonił do mnie przed północą w moje urodziny. Czyżby on pierwszy zrobił ruch? Ja zapomniałam od razu o jego telefonie, bo zajęłam się Hyo. Gdybym wtedy oddzwoniła...
- To ty dzwoniłeś do mnie? - Powiedziałam już porzucając wszelkie formy grzecznościowe. Nie chciałam mówić do niego nadal jak do pracodawcy. Był starszy, lecz ja tak dobrze go znałam i był bliski mojemu sercu.
- Chciałem ci złożyć życzenia, jednak rozłączyłem się, jak słyszałem, że zajmujesz się dzieckiem. Nie chciałem przeszkadzać. - Wyjaśnił, ale wyczułam, że ewidentnie nie o to chodziło. Nie potrafił kłamać.
- Rozumiem. Wiesz, przygarnęłam kiedyś jedną dziewczynkę i się nią zajmuję, jakbym była jej matką. Do niej pobiegłam ostatnio. - Wyjaśniłam, by nie pomyślał nawet przez chwilę, iż było to jego dziecko. Mógł tak przypuszczać. Ja za to wolałam, by wszystko było jasne.
- A to tak? Czyli nie założyłaś żadnej rodziny? Nie masz męża, narzeczonego? - Nie wiedziałam, czy pytał z przejęcia, iż zostawiając go żyłam w samotności, czy może z ciekawości, czy jestem nadal wolna.
- Nikogo więcej nie było w moim życiu. - Oznajmiłam szczerze, choć poczułam żal, że wszystko opowiadaliśmy sobie przez telefon.
- Możemy się spotkać? - Wystrzelił nagle z taką propozycją, a ja chwilowo wstrzymałam oddech. Nie wierzyłam, że to dzieje się naprawdę.
- Oczywiście. Powiedz tylko gdzie i kiedy. Najlepiej tak, bym mogła wziąć ze sobą Hyo. Polubisz ją. - Powiedziałam to pewnie ze zbyt wielkim entuzjazmem, lecz nie potrafiłam ukryć, jak długo czekałam na propozycje taką jak ta. Nie wiązałam z tym jakiś wielkich rezultatów, chciałam po prostu go spotkać i porozmawiać z nim. Jedynie tyle mi było trzeba.