Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astro. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 sierpnia 2022

Uczuciowy zawrót głowy: Rozdział 5

 

Uczuciowy zawrót głowy

Rozdział 5



    Musiałam coś odpowiedzieć, bo napięcie rosło. Hyunbin cierpliwie czekał, a Jaeha ewidentnie też chciał wiedzieć czy się zgodzę na rozmowę, czy może nie mam na nią ochoty. W końcu miałam gdzieś z nim pójść, a Hyunbin nam się wcisnął. Mimo to, nie mogłam go już odesłać. Widziałam, jakie to było dla niego istotne. 

— Dobrze, chcę usłyszeć co takiego zamierzasz mi powiedzieć. — Byłam szczera, jak to miałam w zwyczaju. A potem zerknęłam porozumiewawczo na Jaehę, bo nie wiedziałam co w takim razie z naszym wyjściem. 

— Może chodźmy we trójkę? — Zadał takie pytanie nasz senior. — Ja pójdę, żeby po waszej rozmowie móc zająć jeszcze chwilę Hyunjoo i będę obserwował, czy nic złego się nie dzieje, ponieważ już kilka razy jej się naprzykrzałeś — zaznaczył, patrząc na Hyunbina.

Cieszyłam się, że zaakceptował moją decyzję. Nie mogłabym znieść, gdyby on także zabroniłby się odzywać do mnie Hyunbinowi. Przecież miałam prawo zgodzić się na jakieś wyjaśnienia. Dongmin nie mógł wiecznie wypowiadać się za mnie i to tak agresywnie, jak to miało miejsce jeszcze chwilę temu. Teraz i jego zaczynałam się bać. Co go tak ugryzło z tym pomaganiem mi na siłę? Przecież w tamtym momencie nic mi się nie działo? I gdyby nie on, nie byłoby wtedy aż takiej afery, jaka się rozkręciła. Musiałam po powrocie do domu podpytać Jisunga co sądził o tym wszystkim. Zapomniałam powoli, że ten go musiał bardzo dobrze znać, skoro byli ze sobą blisko w liceum.

Jaeha zabrał nas do pobliskiej restauracji, którą podobno upodobali sobie studenci naszej uczelni. Największy jednak tłok bywał tu wieczorami, jak wynikało z jego relacji, ponieważ można było się też w tym miejscu czegoś napić po ciężkim dniu pełnym stresu i nauki. Czułam, że nieraz tam wpadnę. Miejscówka zwała się Smocza Spiżarnia, co wydawało mi się dość zmyślne. Taka nazwa mogła sugerować wiele rzeczy: duże zaplecze, ogromne porcje jedzenia, pikantny styl dań, czy nawet po prostu mogłaby wyglądać na smoczą pieczarę. A może właśnie miała być taką niewiadomą po prostu? Kilka z tych opcji wykluczyłam zaraz po wejściu. Wyglądało to miejsce najzwyczajniej w świecie. Jak każda restauracja połączona z barem. 

Całą drogę do tego miejsca Hyunbin milczał, szedł jakiś ponury. Aż tak zmartwił się moim porannym stanem? A może coś jeszcze go tego dnia trapiło? W sumie to nie była już moja sprawa. Musiałam się otrząsać co jakiś czas, bo nie chciałabym, by Jaeha widział, jak przyglądałam się tamtemu badawczo. Poza tym, nasz senior dużo mówił, więc musiałam się koncentrować, żeby nie wyjść na taką, co tylko udaje, że słucha. W końcu on wyciągnął do mnie pomocną dłoń, a ja myślałam nad tym, co trapi faceta, który ostatnimi czasy mi dokuczał.

Zasiadłam do stolika z Hyunbinem, a Jaeha dwa stoliki dalej. Nie chciał podsłuchiwać, tylko widzieć, jeżeliby działo się coś nieprzyjemnego. Jednak ja wierzyłam, że będzie dobrze w tamtym momencie. Ufałam, że Hyunbin naprawdę chciał tylko pogadać, coś wyjaśnić. Mogłam się na tym przejechać, lecz nie lubiłam skreślać ludzi czasem popełniających błędy. Lubiłam dawać niektórym kolejne szanse, licząc, że inni też będą wybaczać mi jakieś potknięcia… Miałam ochotę zaśmiać się na to co pomyślałam. On w końcu nie potrafił zdzierżyć mojego potykania się o własne nogi. 

— Czy ty właśnie się sama do siebie uśmiechasz? — wyskoczył nagle do mnie gangster z udawanym szokiem na twarzy, co znaczyło, że nie tylko miałam ochotę, ale się uśmiechnęłam przez swoje myśli. — Już wiem! Cieszysz się, siedząc ze mną w restauracji. Taki przystojniak jak ja, wyglądamy jak na randce. 

    Po tych jego słowach nie potrafiłam się powstrzymać i kopnęłam go pod stołem w kostkę. Zasyczał tylko lekko z bólu i skwasił minę. Nie użyłam dużo siły, lecz zrobiłam to bardzo precyzyjnie. Zadziwiłam sama siebie. Takie rzeczy robiłam do tej pory tylko z Jisugiem… 

— Wybacz… Poniosło mnie.  — Po co ja go przepraszałam? — Lepiej przejdźmy do sedna… O czym chciałeś mówić?

— Chciałem przeprosić… — Miałam wrażenie, że z trudem przeszły mu te słowa przez gardło, jednak zaplusował u mnie. Szanowałam ludzi, którzy potrafili przeprosić. — Naprawdę nie wiem, czemu tak cię atakowałem… Nie chciałem cię ranić. 

    Zdziwiły mnie te słowa. Kilka razy wydawało mi się, że chciał naprawdę we mnie uderzyć swoimi wypowiedziami… Może się myliłam? Może zbyt oschle do wszystkiego podeszłam? A może było jeszcze coś? 

— To nie jest tak, że lubię dokuczać ludziom. Wydawało mi się, że nie uważasz na siebie, a to jakoś mnie irytowało. Wiesz, ja… — Tutaj spuścił wzrok i zamilknął na jakiś czas. — Chciałbym ci to jakoś wyjaśnić, lecz to będzie tylko głupia wymówka. W dodatku to zbyt osobiste. Przepraszam po prostu. Odkąd zobaczyłem twoje łzy, czuję się podle. 

    To znaczyło, że był bardzo ludzki. Może właśnie chciał mi powiedzieć, że ostatnie dni były z jakiegoś powodu dla niego ciężkie? Może miał jakiś ukryty powód, dla którego zachowania podobne do moich sprzed paru dni go irytowały? Kto go tam wiedział. Ważne, że zrozumiał, iż przesadził i przeprosił. Miło było usłyszeć, że jego celem nie było zranienie mnie. 

— Wybaczam. — Wraz z tymi słowami, starałam się posłać mu pokrzepiający uśmiech, bo w tamtym momencie ponownie na mnie spojrzał, tym razem z małym i szczerym zaskoczeniem. — Co ty na to, żebyśmy zaczęli z czystą kartą?

Przez chwilę pomyślałam, że może jeszcze tego pożałuję, ale przecież raz się żyje? Pragnęłam zakończyć tę szaloną wojnę, która spędzała mi sen z powiek, od moich pierwszych chwil na uczelni. A tak cieszyłam się wcześniej, że zaczynam studia. Chciałam wrócić do radowania się nimi.

— Myślę, że to dobry pomysł. — Teraz to on się uśmiechnął. Delikatnie… 

Podobał mi się jego uśmiech. Choć nie raz wcześniej się uśmiechał, to był w tym zawsze ukryty cynizm. Tym razem wydawało mi się to prawdziwe i pewnie w innych okolicznościach jeszcze bardziej zachwyciłabym się takim widokiem. 

— W takim razie, ja już pójdę i zostawię was na tej waszej randce, której przeszkodziłem — wyskoczył z tym, podnosząc się z miejsca. Szkoda, że jego noga była za daleko tym razem. Co ci ludzie mieli do tego pomocnego seniora? 

— To nie randka! — powiedziałam to ze sztucznym oburzeniem i obserwowałam kątem oka, czy Jaeha nic nie słyszy, ale on na szczęście rozmawiał z jakąś kelnerką w tamtym momencie. 

— Tak zawsze mówicie na tych pierwszych… — skomentował i domyśliłam się, że miał na myśli nas, kobiety. Już miał mnie wymijać, ale się zatrzymał dość nagle, jakby sobie coś przypominając. — Właśnie! Siostra twojego przyjaciela… Seungwan jest moją seniorką na wydziale i dużo o tobie wie… Nawet nie masz pojęcia ile się od niej dowiedziałem. 

    Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. On mógł poznać tyle wstydliwych rzeczy z mojego życia. W końcu u Jisunga bywałam często i od lat. Jego siostra znała mnie też na wylot… Że też musiała dogadać się z nim… Swoją drogą to wiedziałam w końcu na jakim on był wydziale, czyli na wydziale fizyki. Zaskoczyło mnie to nie mało. Wydział ten posiadał bardzo ciężkie kierunki. Chodziły na niego osoby o dużym ilorazie inteligencji. Z drugiej strony nauczyłam się w życiu już wiele razy jak to pozory myliły… Po raz kolejny miałam na to dowody. 

    W międzyczasie, gdy snułam swoje przerażające myśli o tym, co mógł już wiedzieć o mnie Hyunbin, ten zdążył wyjść, a w jego miejsce usiadł Jaeha. Kompletnie odcięłam się i dopiero jego słowa sprowadziły mnie na ziemię. 

— Coś było nie tak, że jesteś tak przerażona? — Odczuwałam w jego wypowiedzi bardzo duże przejęcie. Musiałam szybko go uspokoić.

— Nie. Po prostu ostatnia wypowiedź Hyunbina bardzo mnie zaskoczyło. Poza tym wszystko w najlepszym porządku. Chyba w końcu sobie co nieco wyjaśniliśmy. — Bardzo w to wierzyłam. 

— Oh, tak? To cieszy mnie to i smuci jednocześnie. — Tym razem jego wypowiedzi nie potrafiłam pojąć. — Wiesz, dobrze, że się dogadaliście, jednak cel naszego spotkania jakby uciekł. Mieliśmy rozwiązać problem, jaki ci on sprawiał.

    Zaczęłam się w tamtym momencie wahać, czy faktycznie Jaeha chciał się ze mną spotkać, tylko po to, żeby mi pomóc. Może inni mieli rację i to nie był jedyny powód? Zmartwiło mnie to lekko, lecz ogarnęło mnie miłe uczucie, związane z tym, że ktoś mógłby tak szybko mnie zauważyć…

— Zmienię nagle temat, ale coś mnie nurtuje. Którego z nich wolisz? — Po tym pytaniu już zgłupiałam. O co mu chodziło? 

— Nie rozumiem… — Taka była szczera prawda. Nic nie zrozumiałam przecież. 

— Jak to w dramach bywa, wokół dziewczyny lata dwóch chłopaków. Ty jesteś otoczona Hyunbinem i Dongminem, prawie biją się o ciebie… — W końcu załapałam o co mu chodziło i jednocześnie nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć…

— Przecież oni nie biją się o mnie w takim sensie — wyszeptałam to wręcz, nie mając pewności, czy ta wypowiedź miała jakiś sens. 

— Tak to wygląda. — Mówiąc to zdanie posłał mi oczko, jednak szybko zmienił ton, widząc chyba, że nie był ten temat mi na rękę. — Spokojnie, żartuję… Jednak miałem w tym ukryty cel… Chciałem wyłapać, czy któryś z nich jest w twoim typie… No wiesz…

    Mrugałam oczami z niedowierzania. W końcu o co mu chodziło? Gubiłam się w tym wszystkim. Jaeha był miły, to fakt, jednak jednocześnie jakiś taki… dziwaczny? Wścibski zarazem…

— Dongmin jest przyjacielem mojego przyjaciela i teraz chyba moim też został, a Hyunbin… Miałam jeszcze chwilę temu z nim na pieńku. Więc pozwól, że nie odniosę się do twojego pytania. Na dodatek, dopiero co ich poznałam. — Uznałam, że taka wypowiedź będzie bardzo dyplomatyczna i wybroni mnie z kolejnej salwy pytań na ich temat. 

— Jesteś tajemnicza Hyunjoo. Ja tu na żarty próbuję wybadać twój typ mężczyzny, a ty podchodzisz do tego tak poważnie — mówiąc to, uśmiechał się serdecznie. Mi po raz kolejny było głupio. Faktycznie jakaś sztywna się ostatnio zrobiłam. 

— Masz rację, nie wiem co mi jest. A po co tak bardzo chcesz to wiedzieć? — Musiałam zapytać, bo zaczynał mnie tym dziwić, jak wiele próbował dociec. Coraz bardziej teoria Woori i Dahyun wydawała mi się prawdziwa. Jego zachowanie jeszcze to utwierdziło, bo w tamtym momencie się zakłopotał i zaczął drapać w tył swojej głowy. Swoją drogą był to uroczy widok. 

— Miałem nadzieję, że nie zapytasz tak wprost, ale się domyślisz — odrzekł szczerze. — Po prostu chciałbym cię bliżej poznać Hyunjoo, jest w tobie coś takiego… Że chciałem się z tobą umówić. 

    Tego dnia miałam wiele wrażeń. Najpierw rozpłakałam się przed uczelnią w reakcji na żarty Hyunbina, potem ta bezsensowna szarpanina, następnie przeprosiny, których się nie spodziewałam, a na samym końcu taka informacja. Zarzekałam się przed dziewczynami, że to nie mogłoby być prawdą. Nie chciałam tego ze względu na Seorin. A jednak to przyjemne uczucie, które było wywołane jego wyznaniem, nie dawało mi spokoju. Zaczęłam nawet myśleć, że naprawdę nie wiedziałam czy nasza seniorka coś do niego czuła… Może mogłam mu dać szansę się wykazać? Czy najpierw powinnam była wybadać grunt? 

— Myślałam, że jesteś blisko z Seorin… — Poleciałam za ciosem. A on się na te słowa delikatnie znowu uśmiechnął.

— Owszem. Jak rodzeństwo. Znamy się od dawna. Z drugiej strony, ostatnio powstał między nami dystans, bo zaczęła się z kimś umawiać, więc nie chciałem mieszać w jej życiu. Nie każdy lubił jak ich dziewczyny miały jakichś przyjaciół wśród mężczyzn.  

    Albo Jeaha czegoś nie widział, albo faktycznie sobie ubzdurałam to wszystko o uczuciach Seorin… W końcu, nie udawałaby przecież przed nim, że się z kimś umawia? I co po tym wszystkim powinnam była zrobić? Miło było usłyszeć, że spodobałam mu się, choć nie zdążył za wiele mnie poznać. Pewnie go bardzo zaciekawiłam i tyle, jednak był odważny próbując to zaciekawienie rozwinąć w coś więcej. Mogłam się zawsze okazać całkiem inna niż sobie wyobrażał. Choć w sumie… Jeżeli nie spróbowałby się ze mną spotkać, to skąd miałby cokolwiek wiedzieć? 

Kolejną zagwozdką było to, czego ja pragnęłam w tamtym momencie. Wiedziałam doskonale, jak bardzo chciałam kogoś poznać i się umawiać. Marzyłam o takiej chwili, gdy ktoś się mną zainteresuje. A gdy w końcu takowa nadeszła, ja nie miałam pojęcia co dalej. Chyba najlepszym rozwiązaniem było poznawanie się bliżej… Bo na ten moment ciężko było ocenić co z tego mogłoby wyniknąć. Nie wiedzieliśmy o sobie kompletnie nic. Do tej pory wydawało mi się, że Jeaha, to bardzo miły pomocny senior. Niestety teraz nie miałam pewności, czy nie robił wszystkiego tylko przez wzgląd na zainteresowanie moją osobą. Została mi więc tylko wiedza o tym, że był ciekawski, wścibski i w sumie to dość bezpośredni. Mało kto odważyłby się na takie kroki na początku znajomości. Trochę mi się to w nim spodobało. Lecz poza tym nie wiedziałam nic. A on nie znał mnie. 

— Widzę, że dużo rozmyślasz na temat moich wyznań. W takim razie, mam propozycję. — Czekałam cierpliwie, na to, co zamierzał powiedzieć. — Spotkajmy się w sobotę, na spokojnie. Wyjdźmy gdzieś razem. Będziesz miała chwilę czasu, żeby to wszystko przeanalizować, bo ja nie chcę cię naciskać. 

Spodobało mi się to co powiedział. Był bardzo rozsądny w tamtym momencie i nie narwany, jak niektórzy potrafili być. Przytaknęłam mu na to z uśmiechem. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w tej restauracji, zajadając się przepysznym deserem. Wymieniliśmy się też numerami, by do soboty móc coś sobie napisać na Kakao. Było przyjemnie i coraz mocniej pochlebiało mi to, co on o mnie pomyślał. Może to dziwne, ale czułam, że od teraz w moim życiu nastapi wiele zmian…


***


    Gdy weszłam do domu w salonie dostrzegłam Seongho siedzącego z założonymi rękoma przed telewizorem. Nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Bałam się, że wyciągnie coś ze mnie na temat spotkania z Jaehą, albo czegokolwiek z tego dnia. Uważałam, że zasługiwałam w końcu na trochę prywatności. On zawsze musiał wszystko wiedzieć...

— Wszystko w porządku? — zwrócił się do mnie, ale nie odwrócił się nawet w stronę przedpokoju, gdzie się rozbierałam z butów i odzienia wierzchniego. Miałam ochotę zwiać do pokoju, jednak wiedziałam, że mi się nie upiecze.

    Uznałam, że może chwilę z nim pogadam, zmylę go, że nic ciekawego się nie wydarzyło i będę miała to z głowy. Ucieczka byłaby zbyt podejrzana. Podążyłam w stronę kanapy i przycupnęłam przy nim. 

— Gdzie ty tak długo byłaś? — Jego ton głosu, był trochę pretensjonalny. — Mówiłaś, że szybko wrócisz, czekałem na ciebie.

    Nie wiedziałam co powiedzieć. To fakt, tego dnia zapewniałam go, że wrócę szybko, jednak, czy nie byłam na tyle dorosła, by móc gdzieś pójść ze znajomymi? Choć byłam pewna, że nie miał mi tego za złe. Pytał, bo pewnie jak tylko wrócił miał nadzieję na jakąś rozmowę ze mną. Coś czułam, że miał kiepski dzień i chciał pocieszyć się w ten sposób, przez co był zniecierpliwiony moim powrotem. 

— Wybacz, ja… — Bałam się powiedzieć mu, że tak naprawdę spędziłam czas z osobą, której wpadłam w oko. Na dodatek ta moja scena na początku dnia, szarpanina, przeprosiny Hyunbina… Nie mógł tego wszystkiego wiedzieć. 

— Spotykasz się z kimś? — wystrzelił dość nagle i akurat w tamtym momencie musiał na mnie spojrzeć. Widziałam, jak unosił powoli kąciki ust w cwaniacki uśmiech.

— Nie. — Chciałam brzmieć wiarygodnie, jednak cała płonęłam ze wstydu. Widział to na pewno, bo uśmiech nadal nie schodził mu z buzi. To nie tak, że kłamałam. Jeszcze się z nikim nie spotykałam, tylko tego dnia spotkałam się z osobą, która chciała się ze mną spotykać…  

— Brata nie oszukasz… Kto to taki? Ktoś z wydziału? Byleby nie ten idiota, który pojawił się podczas naszej wideorozmowy. — Co ja miałam mu odpowiedzieć?  Każde wyparcie się nie miało sensu, choć w sumie jeszcze nic się nie działo. Ot co, ktoś się mną zainteresował. Wielka mi rzecz. — A może to Dongmin? 

    W tamtym momencie poczułam się bardzo dziwnie. Skąd on wiedział cokolwiek o Dongminie? Nie mówiłam o nim kompletnie nic. Jisung coś mu mówił? Bo w sumie oni czasem ze sobą pisali. Mój brat pisał do Jisunga, jak miał jakieś zmartwienie dotyczące mnie, a Jisung pisał do niego, gdy chciał się na mnie poskarżyć, albo potrzebował rady kogoś starszego. 

— Kto i co ci mówił o Dongminie? — zapytałam jąkając się niepewnie. 

— A, czyli to Dongmin? Hmm… Ktoś miał przyjaciela Dongmina.,. — Zaczął się zastanawiać… Chwila… Czyli nie wiedział o nim od Jisunga? 

— Tak. Jisung. I w sumie ja. Dongmin to stary przyjaciel Jisunga i mój nowy. Tylko przyjaciel… — Musiałam to wyjaśnić, bo to było prawdziwe, lecz nurtowało mnie, skąd on wpadł na niego? 

— A to może Jaeha? — Znowu mnie zszokował. Bałam się mojego brata w tamtym momencie, a jednocześnie nie wiedziałam jak się wykręcić z tego pytania. 

— Skąd go znasz? — wydukałam znowu, a ona kiwnął głową na coś na kanapie pomiędzy nami. 

    Leżał tam właśnie mój telefon. Wibrował wściekle, a ja tego nie poczułam. Wypadł mi z kieszeni spodni najwidoczniej jak siadałam. Na ekranie wyświetliło się, że pisali do mnie na Kakao Dongmin i Jaeha… A to cwaniak z tego Seongho. Wkurzyłam się na siebie, że nie dopilnowałam tego telefonu. Uznałam, że po prostu pójdę do pokoju bez wyjaśnień. Miałam dość spowiedzi. Chciałam też zobaczyć co oni mi napisali. Szczególnie, że nie spodziewałam się wiadomości prywatnej od Dongmina. 

    Wstałam, gwałtownym ruchem zabrałam telefon i ruszyłam w stronę schodów. 

— Czyli Jaeha! — krzyknął jeszcze za mną. — Później cię o niego wypytam. Idź sprawdź co napisał, bo pewnie umierasz z tęsknoty za nim. 

    Wkurzyły mnie te docinki, choć kochałam mojego brata. Jak ktoś taki jak on mógł być prawnikiem? Przecież zachowywał się tak dziecinnie. 

    W swoim pokoju rzuciłam się na łóżko, które nie było od rana pościelone. Błękitna narzuta prawie czołgała się po ziemi. Niestety tak zawsze wyglądało to miejsce, gdy spieszyłam się rano. Nie wychodziłam nigdy bez śniadania z domu, lubiłam dokładnie dobrać sobie strój, dużo spędzałam czasu na czesaniu gęstych włosów i higienie osobistej. Łóżko zostawiałam na szary koniec, gdy już trzeba było wybiegać z domu. 

    Weszłam pospiesznie na Kakaotalk. Jaeha napisał, że spotkanie było bardzo miłe i już nie mógł się doczekać soboty. Odpisałam, że w sumie ja miałam tak samo i nie było w tym krzty kłamstwa. Byłam ciekawa soboty, a w restauracji nasze rozmowy były bardzo przyjemne i towarzyszyło mi cały czas cudowne uczucie, że komuś się spodobałam. 

    Za to zdziwiło mnie co zobaczyłam w innym czacie. 


Dongmin: Wybacz mi prosze Hyunjoo. Nie przemyślałem swojego dzisiejszego zachowania. Naprawdę nie chciałem, żeby tak głupio wyszło. Zbyt raptownie zareagowałem, czym mogłem ci narobić kłopotu. Po przemyśleniu sprawy dotarło też do mnie, że niepotrzebnie się wtrąciłem, bo przecież to ty miałaś prawo do decyzji, czy z nim chcesz rozmawiać. Mam nadzieję, że to wydarzenie nie zaważy na naszej przyjaźni. 


    Po tej wiadomosci, cały mój gniew ze mnie zszedł. Miło było, że on także mnie przeprosił. Bardzo nie podobało mi się jego wcześniejsze zachowanie, jednak ujrzał swój błąd. Napisałam mu na to co myślałam. Przyznałam, że poczułam się rozgniewana jego zachowaniem, lecz doceniłam też, iż wiedział co zrobił nie tak i w zupełności mu wybaczyłam. Dostałam w odpowiedzi jeszcze jedno zdanie…


Dongmin: Dziękuję, Hyunjoo, świetna z ciebie przyjaciółka. ^_^


Zastanawiało mnie jedno. Po co on powtarzał to słowo na okrągło? Przyjaciółka, przyjaźń. Co to miało znaczyć? Hyunjoo… Nie rób sobie nadziei z moich uprzejmości? Nawet jeśli, ja nie byłam głupia. Jak ktoś raz mi powiedział, że jestem dla niego tylko przyjaciółką, to wystarczyło. Był przystojny, miły, opiekuńczy… Ale wyglądało to tak, że on także tak o sobie myślał, skoro bał się, że się mogę nim zainteresować. Pomyślałam, że pogadam o tym z Jisungiem, lecz jakiś numer jeszcze wyświetlił mi się na Kakao i musiałam zajrzeć kto to. 

Wrażenie sprawiło na mnie ogromne to, co zobaczyłam na ekranie telefonu… Pisał do mnie Hyunbin. Skąd on miał mój numer?! Miałam już dość wrażeń na ten dzień. Chciałabym móc wykasować z pamięci tę chwilę, jak zerknęłam na jego wiadomość, aby odpocząć już od emocji… Chciałam skupić się na czymś ważnym, jak przygotowanie się do zajęć, które miały się odbyć kolejnego dnia, czy zjedzeniu czegoś pożywnego. Ale nie mogłam tego zapomnieć i korciło mnie doczytać co dokładnie napisał. Wpisałam jego numer do kontaktów i przeczytałam raz jeszcze… 


Hyunbin: Hejka! Dorwałem twój numer, pewnie się ucieszysz. ;)


    Czy cieszyłam się? Nie do końca… Po co mi to było? Choć z drugiej strony… Teraz miało być inaczej. Miał mi przestać dokuczać. Miło mnie przeprosił. Ale… Nie wiedziałam ile o mnie opowiedziała mu siostrzyczka Jisunga. To mnie trochę martwiło. Napisałam mu pytanie skąd ma mój kontakt i oczywiście, że dowiedziałam się, iż od niej. Postanowiłam jej trochę nagadać i również do niej nie omieszkałam napisać. Poprosiłam, by nie rozpowiadała o mnie za wiele i nie podawała mojego numeru byle komu. Szybko odpisała ta diablica, bo tak ją kiedyś nazwałam na Kakao.


Diablica: O co te pretensje? Ten chłopak bardzo jest tobą zainteresowany… To dobrze wróży. Jeszcze mi podziękujesz, za to, że nie będziesz starą panną. 


    Po raz kolejny tego dnia mnie zatkało. Następna swatka się znalazła. Ja i Hyunbin… Hahaha… Ona nie wiedziała o czym pisała. Co oni wszyscy mnie tak z kimś łączyli, wypytywali… Czy ja wyglądałam na jakąś fajtłapę, która sama nie potrafiła znaleźć sobie faceta? Przecież Jaeha sam się mną zainteresował. Pomyślałam, że może w końcu się wszyscy uspokoją, jak się kilka z nim razy umówię, bo póki co, to już zaczynali mi działać na nerwach. Ileż można? Innych jakoś tak nie łączono. Nawet Woori… Ciekawie zaczęłam studia… Bardzo. 


***


    Kolejny poranek musiałam przegadać z Jisungiem w drodze na uczelnię. Obiecałam mu to, ponieważ miał mi coś za złe. Wiadomość o mniej więcej takim właśnie znaczeniu dostałam od niego tuż przed pójściem spać… Ja zaś chciałam obgadać z nim trochę Dongmina, bo przecież tyle razy  miałam wcześniej o niego zapytać, a nie wiadomo czemu tego nie zrobiłam. 

    Byłam bardzo zadowolona, że czekał już na mnie pod domem, bo ja nie musiałam czekać na niego. Nie lubiłam, gdy ktoś wpływał na mój czas dotarcia do jakiegokolwiek celu. Nawet jeżeli była to godzina, o której chciałam iść do centrum handlowego na zakupy. A Jisung doskonale wiedział, że nie potrafiłam czekać. 

— Jak to jest? Moja siostra wie, że Hyunbin cię przeprosił, wie że spotkałaś się wczoraj z jakimś seniorem… Myślałem, że sobie wszystko mówimy? — Zdziwiła mnie jego wypowiedź pełna pretensji. I nie chodziło mi o to, że je miał, bo go rozumiałam. Chodziło o to, skąd jego siostra wiedziała o spotkaniu z Jaehą? 

— Już ci wyjaśniam. To wszystko stało się nagle… — W sumie miałam problem od czego zacząć opowieść. Postanowiłam, że polecę chronologiczne i opisałam cały poprzedni dzień z najważniejszymi jego elementami. Na końcu pożaliłam się na jego siostrę i jej długi język. 

— Naprawdę ona ci tak napisała? I jeszcze rozpowiada wszystko o tobie? A on w sumie jej… Bo to ona na pewno od niego wie o tej randce, która nie miała być randką. Mam wrażenie, że ona ma w tym jakąś korzyść i ja to z niej wyciągnę — oznajmił tonem pełnym determinacji, który mi się bardzo spodobał. 

— Boję się, ile Hyunbin o mnie wie… — rzekłam zgodnie z prawdą.

— Może niewiele. Może cię tylko straszyli dla żartu? Wydaje mi się, że to realne.  

Patrząc na to chłodnym okiem, on mógł mieć rację. Ale musiałam się nastawić też na ten drugi scenariusz, czyli, że znał kilka moich tajemnic, które nie chciałabym, aby były wyjęte na wierzch przed kimś, kto nie był mi bliski. Chwilę jeszcze o tym dyskutowaliśmy i Jisung trochę mnie uspokoił. Nie miałam co martwić się na zapas, bo przecież mimo tego wszystkiego zawarłam rozejm z Hyunbinem. Cieszyłam się tym, bo coś mi podpowiadało, iż niepotrzebnie się go bałam. Trzeba było tylko przestrzec Dongmina i tu także mój najlepszy przyjaciel uznał, że on to zrobi najlepiej. 

Później jeszcze chwilę rozmawialiśmy o moim spotkaniu w restauracji, a dokładniej o osobie, która mi w niej towarzyszyła. Jisunga strasznie zaciekawiła moja relacja z Jaehą. Nic dziwnego, na jego miejscu także bym o to wypytywała. 

— Właśnie! — wyskoczyłam nagle zatrzymując się, ponieważ byliśmy już prawie na uczelni, a nie chciałam o tym mówić za blisko niej. — Dlaczego Dongmin tak dziwnie mnie traktuje? Dlaczego tak atakuje Hyunbina na każdym roku? — Ponownie o mały włos, a zapomniałabym zapytać. 

— Widzisz, on ma nadwrażliwość na takie sytuacje. Kiedyś znęcano się nad kimś, kto był mu bliski, dlatego też pomógł mi w liceum, a teraz tak agresywnie reagował, jak widział, że tamten typ czepia się ciebie o byle co, a ty bardzo źle się z tym czułaś i on też to zauważył. Jest na to wyczulony….

    Zrozumiałam… Czyli to była kwestia bronienia uciśnionych, tak jak wcześniej myślałam. Cieszyłam się, że w końcu poznałam tego chłopaka, bo widać było, iż był bardzo dobrym człowiekiem. Żal mi było go przez to, co powiedział mi Jisung… Postanowiłam dłużej nie oceniać jego zachowań. Wybaczyłam mu w tamtym momencie każdy ruch.

— Pięknie mnie obgadujecie… — wtrącił ktoś za naszymi plecami. 

Gdy się odwróciliśmy oczywiście ujrzeliśmy Dongmina. Wyglądał bardzo poważnie, lecz już po chwili jego usta utworzyły szeroki banan.

— Szkoda, że nie widzieliście swoich przestraszonych min. Jakbym naprawdę was na tym przyłapał.

    Jisung zaśmiał się sztucznie, a ja speszyłam się niesamowicie. Zastanawiałam się, czy naprawdę nic nie słyszał, bo mógł teraz udawać… Z drugiej strony było mi strasznie głupio, że przed chwilą o nim rozmawialiśmy, chociaż nie mówiliśmy o nim nic złego. Wiedziałam, że Jisungowi także nie było do śmiechu, jednak on szybko się wyluzował, a ja szłam w stronę uczelni bardzo sztywno. 

    Poczułam, jak ktoś mnie obejmuje ramieniem z boku, gdy już byliśmy na parkingu. Jednocześnie Dongmin ponownie spoważniał, więc od razu domyśliłam się, kto to zrobił. Spojrzałam na Hyunbina niepewnie, ponieważ zawstydził mnie jego gest, a przez niego jeszcze byliśmy zdecydowanie za blisko siebie. 

— Witaj koleżanko, jak się dzisiaj miewasz? I opowiadaj, jak poszła randka, która nią nie była? 

    Zatkało mnie. Naprawdę zamierzał o to pytać tak po prostu?  Po co mu była ta wiedza? Może żartował tym pytaniem? Chyba, że chciał się do mnie teraz zbliżyć i faktycznie ciekawiła go odpowiedź? Nie chciałam się zbłaźnić odpowiadając mu. Nie chciałam też być wredna, bo w końcu rozejm tak nie wyglądał.

— Wyszło tak, że to jednak była randka — odpowiedział mu w końcu Jisung… 

    Chyba Jisung chciał tak poluzować atmosferę, bo Dongmin już się gotował. Myślał może, że Hyunbin nadal chciał mi dokuczać. A ja nie umiałam się odezwać, bo nie miałam pojęcia co powiedzieć, by źle nie wyszło. 

— Mówiłem, że kobiety zawsze uważają pierwsze randki za nie randki…

    Dziwnie się czułam z Hyunbinem, który nagle był moim nowym znajomym. Zamierzał dołączyć od tamtego momentu do mojej ekipy? Trochę mnie to przeraziło. On i Dongmin mieli przebywać blisko siebie? Czułam jakie napięcie było skierowanie w stronę gangstera. Na szczęście Hyunbin chyba przystopował… Właśnie wtedy moje myśli przerwał on, bo zabrał rękę ze mnie i podszedł do Dongmina. Wszyscy staliśmy, patrzyliśmy co się wydarzy… Hyunbin wyciągnął swoją dłoń, w stronę mojego nowego przyjaciela.

— Musimy się pogodzić. Będę teraz kolegą Hyunjoo, a mieliśmy trochę na pieńku. Miły z ciebie chłopak, że ją broniłeś… — Jego wypowiedź była bardzo poważna i szczera. Niestety reakcja Dongmina nie wyglądała najlepiej. Cały czas miał niezadowolony wyraz twarzy. 

— Możesz być kolegą Hyunjoo, ale nie moim. Nie uścisnę twojej dłoni. 

 Po tych słowach wyminął go i poszedł… A ja już miałam takie nadzieje, że przestaną się gryźć. Teraz ponownie nie umiałam zrozumieć reakcji Dongmina… Bałam się co nastąpi dalej… Hyunbin był trochę zdziwiony, a ja za to byłam przejęta. Tylko Jisung jakoś wyluzował i rzucił do nas krótkie: Przejdzie mu. Cokolwiek to miało oznaczać.

Pomyślałam, że może niepotrzebnie się przejmowałam i Jisung miał rację. Hyunbin wyglądał na bardzo spokojnego w tamtym momencie, więc może faktycznie zależało mu na naszej znajomości i nie chciał już robić awantur. Zaimponował mi trochę w tamtym momencie. Za to Dongmin wręcz przeciwnie… Dopiero co przepraszał za nerwową atmosferę, a ponownie ją stworzył…






 

 

Tak, szok. Dodałam rozdział. :D Przepraszam za zwłokę... I w sumie, to nie ma co się jeszcze cieszyć… Ten rozdział napisałam niedługo po tym poprzednim, tylko jakoś przez brak czasu nawet go nie dodawałam, bo chciałam sobie najpierw coś napisać dalej. W końcu jednak uznałam, że skoro to jest napisane i sprawdzone, to to dodam… A może zainspiruję się, by wynaleźć trochę czasu na napisanie czegoś do przodu. :D 

Oczywiście jestem ciekawa jak podoba się wam ten rozdział. :D Kto w tym rozdziale wam bardziej zaimponował? :D

niedziela, 10 kwietnia 2022

Uczuciwy zawrót głowy: Rozdział 3

 

Uczuciowy zawrót głowy 

Rozdział III


Byłam przerażona. Czułam, że będę musiała rozdzielać bójkę. Słyszałam kpiący śmiech Hyunbina, gdy zorientował się, że Dongmin idzie na niego wściekły jak osa. Miałam ochotę uciec i zostawić ich samych, a z drugiej strony gryzłoby mnie sumienie, że coś mogłoby się stać Dongminowi. Z drugiej strony… nie prosiłam go o wtrącanie się, a radziłam sobie nawet dobrze z tym gangsterem. Swoją drogą, to już chyba była jego ksywka w mojej głowie na stałe. 

— Kogo my tu mamy? Jesteś jej ochroną? Czy jak to jest? 

— Nie twój interes. Hyunjoo, bardzo ci dokuczył? 

I co ja miałam w tamtym momencie powiedzieć? Być szczera i rozpętać piekło? Kłamać i stracić zaufanie Dongmina, w razie gdyby to wyszło na jaw, a zarazem, dać mylny sygnał Hyunbinowi, że go broniłam? W sumie to wiedziałam, że nie potrafiłam kłamać. Musiałam zrobić więc coś pomiędzy. Jakoś wymigać się od odpowiedzi. 

— Wróćmy lepiej do środka Dongmin - zasugerowałam, na co on kiwnął głową, nie spuszczając tamtego z oczu. 

Już szłam w jego stronę wymijając ławkę, na której siedziałam, ignorując jednocześnie Hyunbina i byłam z siebie dumna w duchu z takiego rozwiązania. Ale pan gangster chwycił mnie za łokieć, gwałtownie zatrzymując. 

— Czyli teraz, naiwna dziewczyno, myślisz , że po prostu uciekniesz i będziesz miała spokój? — wycedził przez zęby. 

— Puść ją! — krzyknął Dongmin z przerażeniem wypisanym na twarzy. Aż tak bał się o moją rękę? 

— Podnosisz na mnie głos? Co sobie wyobrażasz?! Kim dla niej jesteś, że tak się zachowujesz? Podoba ci się się? — Po tych słowach spojrzałam na Hyunbina, a ten miał cwaniacki uśmiech. W sumie sama byłam ciekawa co Dongmin odpowie. 

— Po prostu nienawidzę takich idiotów jak ty. Nie podoba mi się, gdy ktoś kogoś gnębi, bo uważa się za silniejszego i nie podoba mi się, gdy ktoś rani moich przyjaciół. — odpowiedział w końcu bardzo szczegółowo. Poczułam lekki zawód, ale niczego innego nie powinnam była się spodziewać po tak krótkiej znajomości. To i tak dużo, że uznał mnie za przyjaciółkę i to pewnie przez wzgląd na Jisunga. 

— To wiedz, że twoja przyjaciółka dzisiaj żyje dzięki mnie. Prawie wpadła pod samochód, potykała się przez cały dzień i za każdym razem to ja ją ratowałem. Ona za to, nie okazała mi żadnej wdzięczności, jeszcze mając do mnie pretensje, że wytykam jej zaniedbanie względem siebie i otoczenia. Mogła w końcu i innych zranić. — Poczułam się po tej wypowiedzi jak ostatnia ciamajda i na dodatek było mi przykro, że tak mnie ocenił. 

— Nie znam szczegółów waszych sprzeczek, ale wiem jedno. Jej się nie podoba jak się do niej odnosisz i mi zresztą też. Nigdy nie wiesz, czemu miała takie chwile słabości, powinieneś uszanować to, że mogła mieć gorszy dzień. — To były piękne słowa. Coraz bardziej lubiłam charakter Dongmina. Był sprawiedliwy i wyrozumiały z tego co widziałam. A na dodatek potrafił być uroczy.

— Daj spokój. Znając takie dziewczyny, to właśnie myślała o niebieskich migdałach i mogła zabić siebie i innych. Pewnie zastanawiała się jakiemu facetowi się na studiach spodoba i jaki kolor spinki do włosów będzie pasował do torebki. — Tego było za wiele. To, co powiedział przelało czarę goryczy. 

— Dosyć! — krzyknęłam, wyrywając rękę z jego uścisku i stanęłam mu na przeciw, a co za tym idzie, również obok Dongmina. — Takie dziewczyny? Jakie? Jak śmiesz mnie oceniać, kompletnie mnie nie znając? Nie jest istotne o czym wtedy myślałam. Ty jesteś draniem, który będzie mówił mi jaka jestem? Już raz ci powiedziałam. Daj mi święty spokój, poradzę sobie w życiu bez twojej pomocy. 

Hyunbin wyglądał na takiego, co nie wiedział już co powiedzieć. I dobrze. W końcu go zatkało. Dongmin uśmiechał się od ucha do ucha i znowu mrużył przy tym słodko oczka. Chwyciłam go więc za rękaw jego bluzy i zaciągnęłam w stronę sali. Trzeba było dołączyć wreszcie do reszty i olać tego idiotę. Nie chciałam, żeby zepsuł jeszcze bardziej mi humor. Postanowiłam dobrze się bawić w środku. Już byliśmy w drzwiach samej sali, gdy nagle Dongmin zatrzymał nas w przedsionku. 

— Dobrze mu wygarnęłaś — mówił to, nadal się szczerząc. — I dobrze, że znowu nie widziało tego pół uczelni. Hyunjoo, mam nadzieję, że będziemy dobrymi przyjaciółmi. — To ostatnie zdanie jakoś nie do końca mi się spodobało. 

Akcentował to tak mocno, jakby sugerował, że tylko na to mogę liczyć, choć wiedziałam, że pewnie nie to miał na myśli. Jednak mimo wszystko tak to właśnie zabrzmiało. Z drugiej strony, bycie z kimś tak przystojnym i tak nie było dla mnie, więc o czym ja myślałam? Chciałam być przeciętna i mieć przeciętnego chłopaka. 


***


    Było już późno, kilka osób już poszło spać. Męska część studentów miała inne sale przeznaczone do spania, a my dziewczyny inne. Z naszej ekipy poszła już Seorin i Dongmin. On zasypiał już na siedząco. Miałam wtedy nadzieję, że Jisung także się niedługo wybierze spać, bo ja byłam zmęczona całym dniem. Wiele się jeszcze działo jak wróciłam z Dongminem. Było bardzo wesoło i nie miałam sił jeszcze opiekować się przyjacielem, który po alkoholu był nie do zniesienia. Zawsze dziwiło mnie, czemu on pił ponad swoje możliwości. Pewnie było trochę w tym mojej winy. Zajmowałam się nim wtedy, dzięki czemu nigdy nie wydarzyło się nic, czego na drugi dzień mógłby pożałować i dlatego też pozwalał sobie na takie zachowania. Tym razem jednak było mi strasznie za niego wstyd, bo opierał się głową o ramię Dahyun i niektóre jego wypowiedzi które do niej kierował zachodziły stanowczo za daleko, a ona przecież miała chłopaka. Jedynym naszym fartem było to, że ona także była na tyle upita, iż nie robiła sobie z tego za wiele. 

— Jisuuung — wołałam go błagalnie. — Musimy w końcu iść. Jestem wykończona.

— To idź — odpowiedział z bananem na ustach. — Ja zostaję, jest tu milusio. 

    Westchnęłam głęboko. Uciążliwe było czasem posiadanie mocnej głowy i zahamowań. Z chęcią bym go posłuchała, lecz nie zasnęłabym od wyrzutów sumienia, że narobi sobie problemów pod moją nieobecność. 

— Nie poganiaj go, tu jest milusio. — Dahyun powiedziała to już wręcz bełkocząc. Jej zachowanie było podobne do zachowania Jisunga. Zaczęłam myśleć, że są jakimś  rozdzielonym przed laty rodzeństwem.

    Podskoczyłam przerażona, bo nagle z jej telefonu dobiegł dźwięk nadchodzącego połączenia. Na wyświetlaczu pokazało się zdjęcie jej i jakiegoś chłopaka o bardzo męskich rysach twarzy i podpisany był ten ktoś jako Mój Szczeniaczek, więc można się było domyślić kto dzwonił. Bałam się, co z tego wyniknie, jeżeli Jisung będzie się wygłupiał podczas takowej rozmowy, a jeszcze bardziej się przeraziłam, gdy ujrzałam ikonkę symbolizującą, że on nie tylko chce rozmawiać, ale chce wideorozmowy. 

— O, moje kochanie dzwoni — rzekła zaskoczona Dahyun i próbowała odebrać, choć trafienie poprawnie w odpowiedni przycisk sprawiało jej problem. 

    We mnie wstąpiła moc superbohatera i w mgnieniu oka pojawiłam się między nią i Jisungiem, wciskając się tak, żeby on nie opierał się o Dahyun. Ulżyło mi, gdy ujrzałam, iż odebrała ona dopiero po moim pojawieniu się. 

— O, chcesz poznać mojego chłopaka? — zwróciła się do mnie, a ja przytaknęłam tylko delikatnie, mając nadzieję, że nie  zostanie to przez nikogo dziwnie odebrane. 

— Dahyun? Kruszynko? Jak ty wyglądasz? — powiedział to bardzo grubym i lekko przestraszonym głosem chłopak wyświetlający się w telefonie. — Prosiłem, żebyś tyle nie piła, gdy mnie nie ma przy tobie. 

    Miałam wrażenie już po tych pierwszych chwilach rozmowy, że byli w bardzo bliskiej relacji. Rozumiałam, że on się o nią martwił, dlatego poczułam się odpowiedzialna, by go uspokoić. 

— Spokojnie, popilnuję jej, bo i tak mam mojego przyjaciela na głowie. Seniorzy trochę na nią naciskali, by wypiła więcej. — Uznałam, że zrozumie, choć nie było to do końca prawdą. Wiele słyszałam o tym, że na studiach tak się często dzieje, jednak nasi seniorzy tacy nie byli. 

— Dziękuję ci dobra duszo. Miałem właśnie złe przeczucia, bo Dahyun nigdy nie potrafi się zatrzymać w dobrym momencie, jednak jestem spokojny widząc, że ma u boku koleżankę, która jest stabilna o takiej porze. — Cieszyłam się, że mogłam mu dać trochę wytchnienia. 

— Jesteś fajny gość! — wyskoczył nagle Jisung, przez co chłopak Dahyun zmierzył go zdziwionym wzrokiem, że też Jisung musiał się mieścić w tym kadrze. 

— To ten przyjaciel, którego też pilnujesz? 

— Tak... — odpowiedziałam zirytowana. — Gdybym go zostawiła, pewnie jutro byłoby głośno o jego szaleństwach. Dawno temu raz go zostawiłam na jednej imprezie i przez to, co narobił, miał przez długi czas poważne problemy.

— Juhooooo! — krzyknęła dość donośnie Dahyun, przez co aż zabolało mnie ucho i poczułam, że wszyscy zaczęli na nas patrzeć. — Idź już spać i daj mi się bawić —  mówiła to z zamkniętymi oczami już.  Wyglądało to na tyle zabawnie, że nasz rozmówca prychnął delikatnie pod nosem. 

— Na ciebie też już czas kruszyno, albo tam po ciebie przyjadę. 

    Dahyun posmutniała i spuściła wzrok. Oczywiście było to udawane. Po chwili pokiwała twierdząco głową, na co trochę się ucieszyłam. Mogłam mieć nadzieję, że Jisung też niedługo się zbierze dzięki temu. 

    Potem Dahyun pożegnała się ze swoim chłopakiem czule i zabawnie, bo inaczej nie mogło to wyjść, gdy ktoś był w takim stanie jak ona i faktycznie postanowiła udać się do miejsca nocowania. Musiałam oczywiście ją tam zaprowadzić i najchętniej zostałabym z nią już na miejscu, niestety Jisung nadal się upierał na zostanie. Poprosiłam jakąś osobę siedzącą blisko mnie, by miała chwilę oko na niego, lecz ku mojemu zaskoczeniu nagle zjawiła się koło mnie Woori. 

— Ja się nim zajmę. Myślę, że to go na tyle przejmie, że nie zrobi nic głupiego. 

    Nie potrafiłam odpowiedzieć, bo mocno mnie zaskoczyła. Po pierwsze, wyglądała jakby nie piła wcale. Może wydawała się lekko odważniejsza. Musiała mieć mocną głowę, lub wiedziała na ile może sobie pozwolić. Dodatkowo, zabrzmiała tak, jakby wiedziała, że Jisung miał do niej słabość i jeszcze bardziej zdziwił mnie fakt, że zgłosiła się na ochotnika domyślając się tego. Czyżby faktycznie chciała się do niego zbliżyć? To było bardzo zastanawiające. Życzyłam im jak najlepiej, jednak miałam też pewne obawy. Ona była ładna, urocza i miała na pewno bardzo wielu adoratorów. A co jeśli narobiłaby nadziei mojemu przyjacielowi, a potem wybrałaby kogoś innego? Na tamten moment jednak musiałam odgonić taką myśl, bo miałam inne rzeczy na głowie. A raczej uwieszone na moim ramieniu. 

— To ja odprowadzę Dahyun i wrócę — wyszeptałam jeszcze, a Woori na to przytaknęła z bardzo subtelnym uśmiechem.  

    Po chwili czułam się już jakbym ciągnęła zwłoki, bo Dahyun uwiesiła się na mnie całkowicie. Ciężko było dotrzeć do wyjścia z sali gimnastycznej, ale jakoś podołałam temu i postanowiłam ją sobie jakoś poprawić. Skorzystałam też z okazji, aby zerknąć jeszcze ostatni raz przed wyjściem na Jisunga i Woori. On się o nią opierał, a ona wyglądała jakby się śmiała z czegoś co on zrobił, lub powiedział. To było nawet słodkie. Ciekawa byłam co Jisung będzie o tym myślał następnego dnia. 


***


    To, co zastałam po powrocie na salę gimnastyczną, trochę mnie załamało. Jisung spał na podłodze obok Woori. Usiadłam obok niej już opadła z sił. Nie wyobrażałam sobie go targać do noclegowni męskiej, nawet jakby dziewczyna miała mi pomóc. Ona za to musiała się domyślić jaki był powód mojego przejęcia. 

— Trochę w tym mojej winy. Uznał, że jest dzidziusiem i że potrzebuje podrapania po główce, a ja zaczęłam to robić i zasnął. — I znowu brzmiało to tak miło, miałam coraz większe nadzieje, że coś między nimi wyniknie. Z drugiej strony może ona w ten sposób zachowywała się właśnie po alkoholu? Była odważniejsza i bardziej otwarta. 

— Nic nie szkodzi. Tylko nie wiem jak mu pomóc się dostać do miejsca jego noclegu. 

— Zaraz coś wymyślimy. Chłopcy! — krzyknęła nagle, a na dźwięk jej głosu prawie każdy męski osobnik zareagował. — Trzeba przenieść tego jegomościa do noclegowni, bo jego przyjaciółka się nim przejmuje. Czy któryś z was, najlepiej dwóch, może pomóc?

    Od razu wstało kilku chętnych, niektórzy wyglądali jakby się wręcz ślinili na widok Woori, co mnie zniesmaczyło i nieco wystraszyło. Szukałam pospiesznie wzrokiem kogoś odpowiedniego, gdy nagle koło mnie pojawił się Jaeha. 

— Myślę, że lepiej będzie jak zrobię to ja z moim przyjacielem. Niektórzy z nich nie myślą chyba po alkoholu i mogą nie być w stanie pomóc, a dodatkowo mogą być nachalni względem was — wyszeptał, by inni nie usłyszeli tego za bardzo. 

Ja automatycznie na to przytaknęłam. Może wszedł mi ten człowiek trochę za skórę, gdy się przedstawiałam, jednak pamiętałam słowa Seorin, że nie był on kimś nieprzyjemnym. Zresztą po alkoholu dość sporo go chwaliła, po czym można było wnioskować, że byli ze sobą blisko. A drugim atutem była jego trzeźwość bijąca z oczu. 

Jego kolegą był niejaki Taehyun, także był oczywiście naszym seniorem i wydawał się bardzo uprzejmy na pierwszy rzut oka. Chwycili Jisunga pod ramionami. On się wtedy przebudził i nawet zaczął z nimi iść chwiejnym krokiem, więc tak naprawdę z ich strony potrzebował być tylko utrzymanym na nogach. Mimo to, cieszyłam się, że to nie ja musiałam to robić.  

— Fajni jesteście! — krzyknął do nich Jisung, gdy już wyszliśmy z sali i zrobił to nieformalnie, przez co było mi za niego trochę wstyd. 

    Seniorzy jednak musieli przymknąć na to oko znając jego stan. Szłam po prawej stronie, obok Jaehy, natomiast obok mnie szła Woori. Miałam wrażenie, że chłopcy nie mieli sił, aby się odezwać, bo dużo ich zużywali na prowadzenie mojego przyjaciela. Ja także nie miałam już ochoty na zawiłe rozmowy i pewnie dlatego wszyscy milczeliśmy. 

    Dopiero przed wejściem do budynku docelowego odezwał się Taehyun:

— Dalej już sam dam radę go odprowadzić do odpowiedniej sali. A ty wracaj do dzieci. Ktoś musi przypilnować końcówkę, która tam została, a większość z naszego rocznika już odpadła. — Widać było po tym chłopaku przejęcie. To było bardzo miłe z ich strony, że chcieli się nami zaopiekować. Naprawdę wydawało mi się, że trafiliśmy na wspaniałych seniorów. 

— Masz rację. — Mówiąc to przytakiwał mu, po czym Taehyun zaczął ciągnąć Jisunga, który wciąż coś bełkotał pod nosem, do środka, a Jaeha zwrócił się do mnie. — Przepraszam za wcześniej. Źle zaczęliśmy swoją znajomość. — Uśmiechnęłam się na te słowa, bo zawsze ceniłam ludzi dostrzegających własne błędy. — Jestem może trochę ciekawski i czasem nie pomyślę, zanim coś palnę. Mam nadzieję, że to nie sprawi, iż będziesz mnie unikać. Jestem waszym seniorem i z chęcią wam pomogę, gdy będziecie czegoś potrzebować. Nie bójcie się do mnie przychodzić. — Te słowa brzmiały bardzo miło i dało się w nich wyczuć szczerość. 

— Dziękuję sunbae — wyszeptałam nieśmiało, bo poczułam się trochę zawstydzona tym wszystkim. Nie rozumiałam do końca czemu. 

— Nie ma za co. Idźcie się już też położyć. Dobranoc. 

Po jego słowach odpowiedziałyśmy wraz z Woori jednocześnie i także weszłyśmy do środka bundynku, aby udać się na naszą salę noclegową. Poczułam po chwili ciagnięcie mnie za rękaw przez moją towarzyszkę. 

— Myślę, że ten nasz senior miał jakiś błysk w oku, gdy do ciebie mówił. — Byłam bardzo zdziwiona jej wypowiedzią, co musiała zauważyć, więc pospieszyła z wyjaśnieniem. — Myślę, że mogłaś mu się spodobać. 

    Zamurowało mnie na jej wypowiedź i poczułam jak moje policzki zaczynają się robić coraz cieplejsze, lecz szybko się otrząsnęłam. 

— Nie ma mowy. Ja tego nie widziałam, alkohol podpowiada ci dziwne teorie — wyjaśniłam pospiesznie, na co ona zaczęła kiwać na boki głową z cwaniackim uśmieszkiem. — A po drugie on jest blisko z naszą seniorką Seorin. Jestem tego pewna. 

— Wiesz doskonale, że to może być jednostronne. Jednak masz rację, jeśli to miła dziewczyna to szkoda byłoby się między nich wtrącać… Na dodatek ty bardzo dobrze pasowałabyś do Dongmina. 

— To niemożliwe… — mówiąc to śmiałam się nerwowo, bo myśl o pasowaniu do niego także mnie krępowała, ale dobrze wiedziałam, że akcentował on naszą przyjaźń. 

— Jesteś zbyt skryta. Myślałam, że powiesz mi kto ci się podoba… Jestem ciekawa. —  Widać było zawód w jej głosie. Faktycznie alkohol ją ośmielił. 

— Nie, ja po prostu jeszcze za mało wszystkich znam. To dopiero początek… —  Było w tym dużo prawdy. Każdy już by najchętniej wszystkich łączył, a my tak naprawdę jeszcze nic o sobie nie wiedzieliśmy. 

— Przecież wiem, ale miałam na myśli takie pierwsze wrażenie. Przecież nie zadałam pytania, kogo poślubisz. — Tu miała rację. Faktycznie brałam te pytania nazbyt poważnie. 

— Na to pytanie też mi ciężko odpowiedzieć. Jeszcze się nikt taki nie pojawił. 

Pierwszy raz od dawna odpowiedziałam komuś nie do końca szczerze. Pamiętałam jak zareagowałam na wygląd Dongmina i jego zachowanie. A jego uśmiech… Nie chciałam jednak potwierdzać plotek, że coś między nami jest. Nie zamierzałam psuć tej przyjaźni. 

Po tej rozmowie przeszłyśmy na inne tematy i później już szybko zasnęłyśmy. Żałowałam tylko przed samym snem, że nie zapytałam jej o to samo, czy ktoś jej się spodobał. 


***


    Rano obudziłam się jako jedna z ostatnich dziewczyn. Obok mnie spała jeszcze Dahyun, więc ją szturchnęłam, bo uznałam, że poczuję się raźniej z nią. Ona podniosła się dość gwałtownie do pozycji siedzącej po czym zaczęła ziewać i łapać się za głowę z dziwnym grymasem twarzy. Pewnie bolała ją przez kac. Dodatkowo roztrzepane włosy dodawały jej uroku. 

— Błagam... — zaczęła do mnie mówić — powiedz, że nie ośmieszyłam się i mój chłopak nie dzwonił. 

    Tak bardzo chciałam ją okłamać, ale jak zwykle nie potrafiłam. Musiałam być szczera. Taka już była moja natura. 

— Dzwonił, ale poszło w miarę dobrze, bo go zapewniłam, że się tobą opiekuję. A co do wygłupienia się to w sumie Jisung cię całkowicie zaćmił. — Postanowiłam jej to dokładnie wyjaśnić, żeby była spokojna. 

—  Yah! Jaka pamięć. Gdzie ty uczyłaś się pić? — mówiła to z widoczną zazdrością. 

— To u mnie rodzinne. Jedynie brat jakoś wyjątkowo się popsuł i on nie zna umiaru. Choć nie ma bardzo słabej głowy, to w końcu upija się do nieprzytomności. 

    Taka była prawda. Mój brat zawsze wracał z imprez przyprowadzany przez kogoś. Ostatnio się jednak trochę poprawił, bo miał poważną pracę prawnika i nie chciał robić sobie problemów, dlatego starał się pić tylko do momentu kiedy się jeszcze kontroluje. Za to ja i moja siostra, jak nasi rodzice, miałyśmy mocne głowy. Seungho nam tego zazdrościł i zawsze dokuczał mi, że mam nie pić, bo się rzekomo o mnie martwił, a tak naprawdę wiedział, że nie miał o co, bo sobie radzę, jednak nie chciał patrzeć na to jaka byłam w tym dobra. 

—  Chciałabym nie mieć dzisiaj kaca —  marudziła pod nosem Dahyun.

—  Spokojnie, w końcu przejdzie. 

Nagle sobie przypomniałam, że miałam coś w plecaku, co mogło jej się przydać. Zaczęłam w nim szperać i wyciągnęłam witaminki na kaca. Miałam kilka saszetek, bo domyślałam się, iż inni będą tego potrzebować. W tym myślałam też o Jisungu. Wyciągnęłam więc w jej stronę to, co wyjęłam. 

—  Weź, może ci przejdzie szybciej. —  Dodałam do tego delikatny uśmiech, a jej oczy się wręcz zaświeciły. 

—  Jesteś taka kochana! —  skomentowała zachwycona. —  Dziękuję ci. Jak się cieszę, że to z tobą zaczęłam się trzymać. Widzę, że zawsze masz ważne rzeczy ze sobą. 

    To była racja. Starałam się mieć przy sobie wiele rzeczy przydatnych dla siebie i dla innych. Lubiłam być przygotowana na każdą ewentualność i kochałam pomagać innym. 

    Nagle koło nas pojawiła się Seorin. Ucieszyłam się, bo ją też zdążyłam polubić, a jednak mili seniorzy mogli być bardzo pomocni na uczelni podczas pierwszego roku. 

—  Widzę, że dobrze się trzymasz. —  Skierowała to zdanie oczywiście do mnie. —  Wiem, że jesteś przyjaciółką Jisunga. Podobno Seungkwan to jego siostra. Wszyscy o tym teraz mówią. Ona jest bardzo popularna tu na uczelni. — Zdziwiłam się, że tak szybko to wyszło na jaw, iż są rodzeństwem, bo nie byli nigdy podobni. 

— Racja, to jego siostra. Nie do końca się dogadują, bo czasami się go trochę wstydzi. Nie wiedziałam, że jest popularna —  wyznałam. 

— Jest znana i przez chłopaków i przez dziewczyny. Może wstydzi się go dlatego, bo boi się, że zepsuje jej reputację. Mimo to, już każdy chyba wie. Nie wiem kto pierwszy to powiedział, ale uznałam, że upewnię się u ciebie, bo ciężko w to uwierzyć — wyjaśniła nam powód swojej ciekawości. —  Mam nadzieję, że nie będą się od teraz dużo kłócić. —  Zachichotała po tym, a ja także. Choć z drugiej strony czułam, że mogłoby się zrobić przez to komicznie. 

    Niestety wolałabym, żeby chociaż przez jakiś czas nikt się nie dowiedział o ich pokrewieństwie. Nie przepadałam za siostrą Jisunga, była bardzo sztuczna względem swoich znajomych, a mogłaby być fajną dziewczyną, gdyby okazała im siebie. Dodatkowo zawsze odtrącała Jisunga i starała się go unikać w miejscach publicznych. Wiedziałam doskonale, jaki on był, mimo to, nie wyobrażałam sobie, by tak być nastawiona do kogoś z mojej rodziny. 


***


    Rano już prawie każdy się zbierał do domu po ogarnięciu się i obgadaniu poprzedniego dnia ze swoimi nowymi znajomymi. Ludzie już  zaczynali się dobierać ze sobą wzajemnie. Jedyna osoba, która zdawała się nie być tym zadowolona, to Woori. Znowu była ewidentnie męczona przez niewygodne dla niej osoby. Chciałam jej wtedy jakoś pomóc, ale nie wiedziałam jak. Czułam, że jak wejdę między nią i te dziewczyny to zostanę pożarta przez nie żywcem. Postanowiłam więc razem z Dahyun, że zbierzemy się do wyjścia. Do mnie zresztą wypisywał Jisung, że mnie potrzebuje, a do Dahyun pisał jej chłopak, że chciałby się  nią zająć. To było miłe z jego strony, moim zdaniem, ale ona uważała, że miał w tym na pewno ukryty cel. Na przykład zrobienie jej wykładu na temat picia bez niego. I tak wydawało mi się, że była to zwyczajna troska o nią. 

    Jak tylko wyszłam na podwórko przed budynkiem w którym spaliśmy, ujrzałam stojącego tam Jisunga i Dongmina. Oboje wyglądali marnie. Kac ich pewnie wykańczał. Zaczęłam więc grzebać w moim plecaku, żeby podać im witaminki. Gdy stanęłam im naprzeciw już miałam je w ręce. Podałam jedną saszetkę Jisungowi. On zaczął się szczerzyć i coś tam radośnie mruczeć, drugą wyciągnęłam w stronę Dongmina, na co on spojrzał zaskoczony z rozszerzonymi swoimi pięknymi oczami. 

— Mówiłem ci, Dongmin — wtrącił Jisung — ona zawsze ma zapas dla potrzebujących. — Rozbawiło mnie to określenie. 

    Dongmin już sięgał po mój podarunek dla niego, lecz nagle ktoś pojawił się z mojej lewej strony i to zabrał mi gwałtownie. Oczywiście coś takiego mógł zrobić tylko Hyunbin. Zaczął czytać co było napisane na opakowaniu, by pewnie sprawdzić co to jest. 

— O, jak fajnie, że o mnie pomyślałaś. Dzięki — wypalił nagle i poszedł sobie po prostu. 

    Wszyscy byliśmy w takim szoku, że żadne z nas nie wydało z siebie ani jednego słowa przez moment. Pierwszy ocknął się Dongmin. 

— Yah! Czemu on musiał się tak uczepić? — Był ewidentnie oburzony i zawiedziony. 

    Pogrzebałam jeszcze chwilę w plecaku i na szczęście znalazłam witaminki, tylko w fiolce. Szybko je mu włożyłam w dłoń i równie pospiesznie ją puściłam, żeby przypadkiem nie zdążyć się zawstydzić tym, iż dotknęłam go tak po prostu.

— Nie przejmuj się nim, kiedyś się znudzi, a ja na szczęście jeszcze coś wygrzebałam dla ciebie.

— Ej! To chyba specjalnie tak wyszło? —  wyskoczył Jisung. — Dałaś mu te lepsze i droższe? Czy on ma jakieś przywileje? — On naprawdę był zazdrosny o lepsze witaminy, choć przecież było widać sytuację jasno. Dałam je, bo nie miałam już tych tańszych. Aż tak dobra nie byłam, żeby wydawać tyle kasy na witaminy dla innych. 

—  Daj spokój Jisung, przecież widziałeś, że na początku dostał te same co ty —  odezwała się w mojej obronie Dahyun. 

— Jakbyś nie zjadł swoich tak zachłannie, to zamieniłbym się z tobą, skoro masz z tym taki problem —  wymamrotał jeszcze Dongmin i chyba w końcu Jisung się opanował. Na kacu był bardzo marudny. 

    Ja natomiast delikatnie zaczęłam się martwić. Co jeżeli Hyunbin zamierzał mnie jeszcze długo tak dręczyć? Jak ja miałam to znosić? Nie chciałam też być powodem bójek i afer. Chciałam spokojnie przejść przez studia i bawić się dobrze z nowymi znajomymi, a nie przejmować się, że jakiś gangsterowaty koleś będzie mnie prześladował, robił mi na złość i jeszcze psuł mi opinię. Musiałam się jakoś pozbyć jego zainteresowania. Uważałam, że mógłby dać mi spokój, jakbym okazała się dla niego nudna. Nie mogłam już się z nim kłócić i dawać mu punktów zaczepienia. Niestety łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. 




Jak widzicie, mamy kolejny rozdział... I co uważacie o dalszym ciągu "bójki"? :D Mam nadzieję, że spodobało się tam też zakończenie całej imprezki. :D


Każdy wasz komentarz, to motywacja dla mnie. ;)