Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jisung. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jisung. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 sierpnia 2022

Uczuciowy zawrót głowy: Rozdział 5

 

Uczuciowy zawrót głowy

Rozdział 5



    Musiałam coś odpowiedzieć, bo napięcie rosło. Hyunbin cierpliwie czekał, a Jaeha ewidentnie też chciał wiedzieć czy się zgodzę na rozmowę, czy może nie mam na nią ochoty. W końcu miałam gdzieś z nim pójść, a Hyunbin nam się wcisnął. Mimo to, nie mogłam go już odesłać. Widziałam, jakie to było dla niego istotne. 

— Dobrze, chcę usłyszeć co takiego zamierzasz mi powiedzieć. — Byłam szczera, jak to miałam w zwyczaju. A potem zerknęłam porozumiewawczo na Jaehę, bo nie wiedziałam co w takim razie z naszym wyjściem. 

— Może chodźmy we trójkę? — Zadał takie pytanie nasz senior. — Ja pójdę, żeby po waszej rozmowie móc zająć jeszcze chwilę Hyunjoo i będę obserwował, czy nic złego się nie dzieje, ponieważ już kilka razy jej się naprzykrzałeś — zaznaczył, patrząc na Hyunbina.

Cieszyłam się, że zaakceptował moją decyzję. Nie mogłabym znieść, gdyby on także zabroniłby się odzywać do mnie Hyunbinowi. Przecież miałam prawo zgodzić się na jakieś wyjaśnienia. Dongmin nie mógł wiecznie wypowiadać się za mnie i to tak agresywnie, jak to miało miejsce jeszcze chwilę temu. Teraz i jego zaczynałam się bać. Co go tak ugryzło z tym pomaganiem mi na siłę? Przecież w tamtym momencie nic mi się nie działo? I gdyby nie on, nie byłoby wtedy aż takiej afery, jaka się rozkręciła. Musiałam po powrocie do domu podpytać Jisunga co sądził o tym wszystkim. Zapomniałam powoli, że ten go musiał bardzo dobrze znać, skoro byli ze sobą blisko w liceum.

Jaeha zabrał nas do pobliskiej restauracji, którą podobno upodobali sobie studenci naszej uczelni. Największy jednak tłok bywał tu wieczorami, jak wynikało z jego relacji, ponieważ można było się też w tym miejscu czegoś napić po ciężkim dniu pełnym stresu i nauki. Czułam, że nieraz tam wpadnę. Miejscówka zwała się Smocza Spiżarnia, co wydawało mi się dość zmyślne. Taka nazwa mogła sugerować wiele rzeczy: duże zaplecze, ogromne porcje jedzenia, pikantny styl dań, czy nawet po prostu mogłaby wyglądać na smoczą pieczarę. A może właśnie miała być taką niewiadomą po prostu? Kilka z tych opcji wykluczyłam zaraz po wejściu. Wyglądało to miejsce najzwyczajniej w świecie. Jak każda restauracja połączona z barem. 

Całą drogę do tego miejsca Hyunbin milczał, szedł jakiś ponury. Aż tak zmartwił się moim porannym stanem? A może coś jeszcze go tego dnia trapiło? W sumie to nie była już moja sprawa. Musiałam się otrząsać co jakiś czas, bo nie chciałabym, by Jaeha widział, jak przyglądałam się tamtemu badawczo. Poza tym, nasz senior dużo mówił, więc musiałam się koncentrować, żeby nie wyjść na taką, co tylko udaje, że słucha. W końcu on wyciągnął do mnie pomocną dłoń, a ja myślałam nad tym, co trapi faceta, który ostatnimi czasy mi dokuczał.

Zasiadłam do stolika z Hyunbinem, a Jaeha dwa stoliki dalej. Nie chciał podsłuchiwać, tylko widzieć, jeżeliby działo się coś nieprzyjemnego. Jednak ja wierzyłam, że będzie dobrze w tamtym momencie. Ufałam, że Hyunbin naprawdę chciał tylko pogadać, coś wyjaśnić. Mogłam się na tym przejechać, lecz nie lubiłam skreślać ludzi czasem popełniających błędy. Lubiłam dawać niektórym kolejne szanse, licząc, że inni też będą wybaczać mi jakieś potknięcia… Miałam ochotę zaśmiać się na to co pomyślałam. On w końcu nie potrafił zdzierżyć mojego potykania się o własne nogi. 

— Czy ty właśnie się sama do siebie uśmiechasz? — wyskoczył nagle do mnie gangster z udawanym szokiem na twarzy, co znaczyło, że nie tylko miałam ochotę, ale się uśmiechnęłam przez swoje myśli. — Już wiem! Cieszysz się, siedząc ze mną w restauracji. Taki przystojniak jak ja, wyglądamy jak na randce. 

    Po tych jego słowach nie potrafiłam się powstrzymać i kopnęłam go pod stołem w kostkę. Zasyczał tylko lekko z bólu i skwasił minę. Nie użyłam dużo siły, lecz zrobiłam to bardzo precyzyjnie. Zadziwiłam sama siebie. Takie rzeczy robiłam do tej pory tylko z Jisugiem… 

— Wybacz… Poniosło mnie.  — Po co ja go przepraszałam? — Lepiej przejdźmy do sedna… O czym chciałeś mówić?

— Chciałem przeprosić… — Miałam wrażenie, że z trudem przeszły mu te słowa przez gardło, jednak zaplusował u mnie. Szanowałam ludzi, którzy potrafili przeprosić. — Naprawdę nie wiem, czemu tak cię atakowałem… Nie chciałem cię ranić. 

    Zdziwiły mnie te słowa. Kilka razy wydawało mi się, że chciał naprawdę we mnie uderzyć swoimi wypowiedziami… Może się myliłam? Może zbyt oschle do wszystkiego podeszłam? A może było jeszcze coś? 

— To nie jest tak, że lubię dokuczać ludziom. Wydawało mi się, że nie uważasz na siebie, a to jakoś mnie irytowało. Wiesz, ja… — Tutaj spuścił wzrok i zamilknął na jakiś czas. — Chciałbym ci to jakoś wyjaśnić, lecz to będzie tylko głupia wymówka. W dodatku to zbyt osobiste. Przepraszam po prostu. Odkąd zobaczyłem twoje łzy, czuję się podle. 

    To znaczyło, że był bardzo ludzki. Może właśnie chciał mi powiedzieć, że ostatnie dni były z jakiegoś powodu dla niego ciężkie? Może miał jakiś ukryty powód, dla którego zachowania podobne do moich sprzed paru dni go irytowały? Kto go tam wiedział. Ważne, że zrozumiał, iż przesadził i przeprosił. Miło było usłyszeć, że jego celem nie było zranienie mnie. 

— Wybaczam. — Wraz z tymi słowami, starałam się posłać mu pokrzepiający uśmiech, bo w tamtym momencie ponownie na mnie spojrzał, tym razem z małym i szczerym zaskoczeniem. — Co ty na to, żebyśmy zaczęli z czystą kartą?

Przez chwilę pomyślałam, że może jeszcze tego pożałuję, ale przecież raz się żyje? Pragnęłam zakończyć tę szaloną wojnę, która spędzała mi sen z powiek, od moich pierwszych chwil na uczelni. A tak cieszyłam się wcześniej, że zaczynam studia. Chciałam wrócić do radowania się nimi.

— Myślę, że to dobry pomysł. — Teraz to on się uśmiechnął. Delikatnie… 

Podobał mi się jego uśmiech. Choć nie raz wcześniej się uśmiechał, to był w tym zawsze ukryty cynizm. Tym razem wydawało mi się to prawdziwe i pewnie w innych okolicznościach jeszcze bardziej zachwyciłabym się takim widokiem. 

— W takim razie, ja już pójdę i zostawię was na tej waszej randce, której przeszkodziłem — wyskoczył z tym, podnosząc się z miejsca. Szkoda, że jego noga była za daleko tym razem. Co ci ludzie mieli do tego pomocnego seniora? 

— To nie randka! — powiedziałam to ze sztucznym oburzeniem i obserwowałam kątem oka, czy Jaeha nic nie słyszy, ale on na szczęście rozmawiał z jakąś kelnerką w tamtym momencie. 

— Tak zawsze mówicie na tych pierwszych… — skomentował i domyśliłam się, że miał na myśli nas, kobiety. Już miał mnie wymijać, ale się zatrzymał dość nagle, jakby sobie coś przypominając. — Właśnie! Siostra twojego przyjaciela… Seungwan jest moją seniorką na wydziale i dużo o tobie wie… Nawet nie masz pojęcia ile się od niej dowiedziałem. 

    Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. On mógł poznać tyle wstydliwych rzeczy z mojego życia. W końcu u Jisunga bywałam często i od lat. Jego siostra znała mnie też na wylot… Że też musiała dogadać się z nim… Swoją drogą to wiedziałam w końcu na jakim on był wydziale, czyli na wydziale fizyki. Zaskoczyło mnie to nie mało. Wydział ten posiadał bardzo ciężkie kierunki. Chodziły na niego osoby o dużym ilorazie inteligencji. Z drugiej strony nauczyłam się w życiu już wiele razy jak to pozory myliły… Po raz kolejny miałam na to dowody. 

    W międzyczasie, gdy snułam swoje przerażające myśli o tym, co mógł już wiedzieć o mnie Hyunbin, ten zdążył wyjść, a w jego miejsce usiadł Jaeha. Kompletnie odcięłam się i dopiero jego słowa sprowadziły mnie na ziemię. 

— Coś było nie tak, że jesteś tak przerażona? — Odczuwałam w jego wypowiedzi bardzo duże przejęcie. Musiałam szybko go uspokoić.

— Nie. Po prostu ostatnia wypowiedź Hyunbina bardzo mnie zaskoczyło. Poza tym wszystko w najlepszym porządku. Chyba w końcu sobie co nieco wyjaśniliśmy. — Bardzo w to wierzyłam. 

— Oh, tak? To cieszy mnie to i smuci jednocześnie. — Tym razem jego wypowiedzi nie potrafiłam pojąć. — Wiesz, dobrze, że się dogadaliście, jednak cel naszego spotkania jakby uciekł. Mieliśmy rozwiązać problem, jaki ci on sprawiał.

    Zaczęłam się w tamtym momencie wahać, czy faktycznie Jaeha chciał się ze mną spotkać, tylko po to, żeby mi pomóc. Może inni mieli rację i to nie był jedyny powód? Zmartwiło mnie to lekko, lecz ogarnęło mnie miłe uczucie, związane z tym, że ktoś mógłby tak szybko mnie zauważyć…

— Zmienię nagle temat, ale coś mnie nurtuje. Którego z nich wolisz? — Po tym pytaniu już zgłupiałam. O co mu chodziło? 

— Nie rozumiem… — Taka była szczera prawda. Nic nie zrozumiałam przecież. 

— Jak to w dramach bywa, wokół dziewczyny lata dwóch chłopaków. Ty jesteś otoczona Hyunbinem i Dongminem, prawie biją się o ciebie… — W końcu załapałam o co mu chodziło i jednocześnie nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć…

— Przecież oni nie biją się o mnie w takim sensie — wyszeptałam to wręcz, nie mając pewności, czy ta wypowiedź miała jakiś sens. 

— Tak to wygląda. — Mówiąc to zdanie posłał mi oczko, jednak szybko zmienił ton, widząc chyba, że nie był ten temat mi na rękę. — Spokojnie, żartuję… Jednak miałem w tym ukryty cel… Chciałem wyłapać, czy któryś z nich jest w twoim typie… No wiesz…

    Mrugałam oczami z niedowierzania. W końcu o co mu chodziło? Gubiłam się w tym wszystkim. Jaeha był miły, to fakt, jednak jednocześnie jakiś taki… dziwaczny? Wścibski zarazem…

— Dongmin jest przyjacielem mojego przyjaciela i teraz chyba moim też został, a Hyunbin… Miałam jeszcze chwilę temu z nim na pieńku. Więc pozwól, że nie odniosę się do twojego pytania. Na dodatek, dopiero co ich poznałam. — Uznałam, że taka wypowiedź będzie bardzo dyplomatyczna i wybroni mnie z kolejnej salwy pytań na ich temat. 

— Jesteś tajemnicza Hyunjoo. Ja tu na żarty próbuję wybadać twój typ mężczyzny, a ty podchodzisz do tego tak poważnie — mówiąc to, uśmiechał się serdecznie. Mi po raz kolejny było głupio. Faktycznie jakaś sztywna się ostatnio zrobiłam. 

— Masz rację, nie wiem co mi jest. A po co tak bardzo chcesz to wiedzieć? — Musiałam zapytać, bo zaczynał mnie tym dziwić, jak wiele próbował dociec. Coraz bardziej teoria Woori i Dahyun wydawała mi się prawdziwa. Jego zachowanie jeszcze to utwierdziło, bo w tamtym momencie się zakłopotał i zaczął drapać w tył swojej głowy. Swoją drogą był to uroczy widok. 

— Miałem nadzieję, że nie zapytasz tak wprost, ale się domyślisz — odrzekł szczerze. — Po prostu chciałbym cię bliżej poznać Hyunjoo, jest w tobie coś takiego… Że chciałem się z tobą umówić. 

    Tego dnia miałam wiele wrażeń. Najpierw rozpłakałam się przed uczelnią w reakcji na żarty Hyunbina, potem ta bezsensowna szarpanina, następnie przeprosiny, których się nie spodziewałam, a na samym końcu taka informacja. Zarzekałam się przed dziewczynami, że to nie mogłoby być prawdą. Nie chciałam tego ze względu na Seorin. A jednak to przyjemne uczucie, które było wywołane jego wyznaniem, nie dawało mi spokoju. Zaczęłam nawet myśleć, że naprawdę nie wiedziałam czy nasza seniorka coś do niego czuła… Może mogłam mu dać szansę się wykazać? Czy najpierw powinnam była wybadać grunt? 

— Myślałam, że jesteś blisko z Seorin… — Poleciałam za ciosem. A on się na te słowa delikatnie znowu uśmiechnął.

— Owszem. Jak rodzeństwo. Znamy się od dawna. Z drugiej strony, ostatnio powstał między nami dystans, bo zaczęła się z kimś umawiać, więc nie chciałem mieszać w jej życiu. Nie każdy lubił jak ich dziewczyny miały jakichś przyjaciół wśród mężczyzn.  

    Albo Jeaha czegoś nie widział, albo faktycznie sobie ubzdurałam to wszystko o uczuciach Seorin… W końcu, nie udawałaby przecież przed nim, że się z kimś umawia? I co po tym wszystkim powinnam była zrobić? Miło było usłyszeć, że spodobałam mu się, choć nie zdążył za wiele mnie poznać. Pewnie go bardzo zaciekawiłam i tyle, jednak był odważny próbując to zaciekawienie rozwinąć w coś więcej. Mogłam się zawsze okazać całkiem inna niż sobie wyobrażał. Choć w sumie… Jeżeli nie spróbowałby się ze mną spotkać, to skąd miałby cokolwiek wiedzieć? 

Kolejną zagwozdką było to, czego ja pragnęłam w tamtym momencie. Wiedziałam doskonale, jak bardzo chciałam kogoś poznać i się umawiać. Marzyłam o takiej chwili, gdy ktoś się mną zainteresuje. A gdy w końcu takowa nadeszła, ja nie miałam pojęcia co dalej. Chyba najlepszym rozwiązaniem było poznawanie się bliżej… Bo na ten moment ciężko było ocenić co z tego mogłoby wyniknąć. Nie wiedzieliśmy o sobie kompletnie nic. Do tej pory wydawało mi się, że Jeaha, to bardzo miły pomocny senior. Niestety teraz nie miałam pewności, czy nie robił wszystkiego tylko przez wzgląd na zainteresowanie moją osobą. Została mi więc tylko wiedza o tym, że był ciekawski, wścibski i w sumie to dość bezpośredni. Mało kto odważyłby się na takie kroki na początku znajomości. Trochę mi się to w nim spodobało. Lecz poza tym nie wiedziałam nic. A on nie znał mnie. 

— Widzę, że dużo rozmyślasz na temat moich wyznań. W takim razie, mam propozycję. — Czekałam cierpliwie, na to, co zamierzał powiedzieć. — Spotkajmy się w sobotę, na spokojnie. Wyjdźmy gdzieś razem. Będziesz miała chwilę czasu, żeby to wszystko przeanalizować, bo ja nie chcę cię naciskać. 

Spodobało mi się to co powiedział. Był bardzo rozsądny w tamtym momencie i nie narwany, jak niektórzy potrafili być. Przytaknęłam mu na to z uśmiechem. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w tej restauracji, zajadając się przepysznym deserem. Wymieniliśmy się też numerami, by do soboty móc coś sobie napisać na Kakao. Było przyjemnie i coraz mocniej pochlebiało mi to, co on o mnie pomyślał. Może to dziwne, ale czułam, że od teraz w moim życiu nastapi wiele zmian…


***


    Gdy weszłam do domu w salonie dostrzegłam Seongho siedzącego z założonymi rękoma przed telewizorem. Nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Bałam się, że wyciągnie coś ze mnie na temat spotkania z Jaehą, albo czegokolwiek z tego dnia. Uważałam, że zasługiwałam w końcu na trochę prywatności. On zawsze musiał wszystko wiedzieć...

— Wszystko w porządku? — zwrócił się do mnie, ale nie odwrócił się nawet w stronę przedpokoju, gdzie się rozbierałam z butów i odzienia wierzchniego. Miałam ochotę zwiać do pokoju, jednak wiedziałam, że mi się nie upiecze.

    Uznałam, że może chwilę z nim pogadam, zmylę go, że nic ciekawego się nie wydarzyło i będę miała to z głowy. Ucieczka byłaby zbyt podejrzana. Podążyłam w stronę kanapy i przycupnęłam przy nim. 

— Gdzie ty tak długo byłaś? — Jego ton głosu, był trochę pretensjonalny. — Mówiłaś, że szybko wrócisz, czekałem na ciebie.

    Nie wiedziałam co powiedzieć. To fakt, tego dnia zapewniałam go, że wrócę szybko, jednak, czy nie byłam na tyle dorosła, by móc gdzieś pójść ze znajomymi? Choć byłam pewna, że nie miał mi tego za złe. Pytał, bo pewnie jak tylko wrócił miał nadzieję na jakąś rozmowę ze mną. Coś czułam, że miał kiepski dzień i chciał pocieszyć się w ten sposób, przez co był zniecierpliwiony moim powrotem. 

— Wybacz, ja… — Bałam się powiedzieć mu, że tak naprawdę spędziłam czas z osobą, której wpadłam w oko. Na dodatek ta moja scena na początku dnia, szarpanina, przeprosiny Hyunbina… Nie mógł tego wszystkiego wiedzieć. 

— Spotykasz się z kimś? — wystrzelił dość nagle i akurat w tamtym momencie musiał na mnie spojrzeć. Widziałam, jak unosił powoli kąciki ust w cwaniacki uśmiech.

— Nie. — Chciałam brzmieć wiarygodnie, jednak cała płonęłam ze wstydu. Widział to na pewno, bo uśmiech nadal nie schodził mu z buzi. To nie tak, że kłamałam. Jeszcze się z nikim nie spotykałam, tylko tego dnia spotkałam się z osobą, która chciała się ze mną spotykać…  

— Brata nie oszukasz… Kto to taki? Ktoś z wydziału? Byleby nie ten idiota, który pojawił się podczas naszej wideorozmowy. — Co ja miałam mu odpowiedzieć?  Każde wyparcie się nie miało sensu, choć w sumie jeszcze nic się nie działo. Ot co, ktoś się mną zainteresował. Wielka mi rzecz. — A może to Dongmin? 

    W tamtym momencie poczułam się bardzo dziwnie. Skąd on wiedział cokolwiek o Dongminie? Nie mówiłam o nim kompletnie nic. Jisung coś mu mówił? Bo w sumie oni czasem ze sobą pisali. Mój brat pisał do Jisunga, jak miał jakieś zmartwienie dotyczące mnie, a Jisung pisał do niego, gdy chciał się na mnie poskarżyć, albo potrzebował rady kogoś starszego. 

— Kto i co ci mówił o Dongminie? — zapytałam jąkając się niepewnie. 

— A, czyli to Dongmin? Hmm… Ktoś miał przyjaciela Dongmina.,. — Zaczął się zastanawiać… Chwila… Czyli nie wiedział o nim od Jisunga? 

— Tak. Jisung. I w sumie ja. Dongmin to stary przyjaciel Jisunga i mój nowy. Tylko przyjaciel… — Musiałam to wyjaśnić, bo to było prawdziwe, lecz nurtowało mnie, skąd on wpadł na niego? 

— A to może Jaeha? — Znowu mnie zszokował. Bałam się mojego brata w tamtym momencie, a jednocześnie nie wiedziałam jak się wykręcić z tego pytania. 

— Skąd go znasz? — wydukałam znowu, a ona kiwnął głową na coś na kanapie pomiędzy nami. 

    Leżał tam właśnie mój telefon. Wibrował wściekle, a ja tego nie poczułam. Wypadł mi z kieszeni spodni najwidoczniej jak siadałam. Na ekranie wyświetliło się, że pisali do mnie na Kakao Dongmin i Jaeha… A to cwaniak z tego Seongho. Wkurzyłam się na siebie, że nie dopilnowałam tego telefonu. Uznałam, że po prostu pójdę do pokoju bez wyjaśnień. Miałam dość spowiedzi. Chciałam też zobaczyć co oni mi napisali. Szczególnie, że nie spodziewałam się wiadomości prywatnej od Dongmina. 

    Wstałam, gwałtownym ruchem zabrałam telefon i ruszyłam w stronę schodów. 

— Czyli Jaeha! — krzyknął jeszcze za mną. — Później cię o niego wypytam. Idź sprawdź co napisał, bo pewnie umierasz z tęsknoty za nim. 

    Wkurzyły mnie te docinki, choć kochałam mojego brata. Jak ktoś taki jak on mógł być prawnikiem? Przecież zachowywał się tak dziecinnie. 

    W swoim pokoju rzuciłam się na łóżko, które nie było od rana pościelone. Błękitna narzuta prawie czołgała się po ziemi. Niestety tak zawsze wyglądało to miejsce, gdy spieszyłam się rano. Nie wychodziłam nigdy bez śniadania z domu, lubiłam dokładnie dobrać sobie strój, dużo spędzałam czasu na czesaniu gęstych włosów i higienie osobistej. Łóżko zostawiałam na szary koniec, gdy już trzeba było wybiegać z domu. 

    Weszłam pospiesznie na Kakaotalk. Jaeha napisał, że spotkanie było bardzo miłe i już nie mógł się doczekać soboty. Odpisałam, że w sumie ja miałam tak samo i nie było w tym krzty kłamstwa. Byłam ciekawa soboty, a w restauracji nasze rozmowy były bardzo przyjemne i towarzyszyło mi cały czas cudowne uczucie, że komuś się spodobałam. 

    Za to zdziwiło mnie co zobaczyłam w innym czacie. 


Dongmin: Wybacz mi prosze Hyunjoo. Nie przemyślałem swojego dzisiejszego zachowania. Naprawdę nie chciałem, żeby tak głupio wyszło. Zbyt raptownie zareagowałem, czym mogłem ci narobić kłopotu. Po przemyśleniu sprawy dotarło też do mnie, że niepotrzebnie się wtrąciłem, bo przecież to ty miałaś prawo do decyzji, czy z nim chcesz rozmawiać. Mam nadzieję, że to wydarzenie nie zaważy na naszej przyjaźni. 


    Po tej wiadomosci, cały mój gniew ze mnie zszedł. Miło było, że on także mnie przeprosił. Bardzo nie podobało mi się jego wcześniejsze zachowanie, jednak ujrzał swój błąd. Napisałam mu na to co myślałam. Przyznałam, że poczułam się rozgniewana jego zachowaniem, lecz doceniłam też, iż wiedział co zrobił nie tak i w zupełności mu wybaczyłam. Dostałam w odpowiedzi jeszcze jedno zdanie…


Dongmin: Dziękuję, Hyunjoo, świetna z ciebie przyjaciółka. ^_^


Zastanawiało mnie jedno. Po co on powtarzał to słowo na okrągło? Przyjaciółka, przyjaźń. Co to miało znaczyć? Hyunjoo… Nie rób sobie nadziei z moich uprzejmości? Nawet jeśli, ja nie byłam głupia. Jak ktoś raz mi powiedział, że jestem dla niego tylko przyjaciółką, to wystarczyło. Był przystojny, miły, opiekuńczy… Ale wyglądało to tak, że on także tak o sobie myślał, skoro bał się, że się mogę nim zainteresować. Pomyślałam, że pogadam o tym z Jisungiem, lecz jakiś numer jeszcze wyświetlił mi się na Kakao i musiałam zajrzeć kto to. 

Wrażenie sprawiło na mnie ogromne to, co zobaczyłam na ekranie telefonu… Pisał do mnie Hyunbin. Skąd on miał mój numer?! Miałam już dość wrażeń na ten dzień. Chciałabym móc wykasować z pamięci tę chwilę, jak zerknęłam na jego wiadomość, aby odpocząć już od emocji… Chciałam skupić się na czymś ważnym, jak przygotowanie się do zajęć, które miały się odbyć kolejnego dnia, czy zjedzeniu czegoś pożywnego. Ale nie mogłam tego zapomnieć i korciło mnie doczytać co dokładnie napisał. Wpisałam jego numer do kontaktów i przeczytałam raz jeszcze… 


Hyunbin: Hejka! Dorwałem twój numer, pewnie się ucieszysz. ;)


    Czy cieszyłam się? Nie do końca… Po co mi to było? Choć z drugiej strony… Teraz miało być inaczej. Miał mi przestać dokuczać. Miło mnie przeprosił. Ale… Nie wiedziałam ile o mnie opowiedziała mu siostrzyczka Jisunga. To mnie trochę martwiło. Napisałam mu pytanie skąd ma mój kontakt i oczywiście, że dowiedziałam się, iż od niej. Postanowiłam jej trochę nagadać i również do niej nie omieszkałam napisać. Poprosiłam, by nie rozpowiadała o mnie za wiele i nie podawała mojego numeru byle komu. Szybko odpisała ta diablica, bo tak ją kiedyś nazwałam na Kakao.


Diablica: O co te pretensje? Ten chłopak bardzo jest tobą zainteresowany… To dobrze wróży. Jeszcze mi podziękujesz, za to, że nie będziesz starą panną. 


    Po raz kolejny tego dnia mnie zatkało. Następna swatka się znalazła. Ja i Hyunbin… Hahaha… Ona nie wiedziała o czym pisała. Co oni wszyscy mnie tak z kimś łączyli, wypytywali… Czy ja wyglądałam na jakąś fajtłapę, która sama nie potrafiła znaleźć sobie faceta? Przecież Jaeha sam się mną zainteresował. Pomyślałam, że może w końcu się wszyscy uspokoją, jak się kilka z nim razy umówię, bo póki co, to już zaczynali mi działać na nerwach. Ileż można? Innych jakoś tak nie łączono. Nawet Woori… Ciekawie zaczęłam studia… Bardzo. 


***


    Kolejny poranek musiałam przegadać z Jisungiem w drodze na uczelnię. Obiecałam mu to, ponieważ miał mi coś za złe. Wiadomość o mniej więcej takim właśnie znaczeniu dostałam od niego tuż przed pójściem spać… Ja zaś chciałam obgadać z nim trochę Dongmina, bo przecież tyle razy  miałam wcześniej o niego zapytać, a nie wiadomo czemu tego nie zrobiłam. 

    Byłam bardzo zadowolona, że czekał już na mnie pod domem, bo ja nie musiałam czekać na niego. Nie lubiłam, gdy ktoś wpływał na mój czas dotarcia do jakiegokolwiek celu. Nawet jeżeli była to godzina, o której chciałam iść do centrum handlowego na zakupy. A Jisung doskonale wiedział, że nie potrafiłam czekać. 

— Jak to jest? Moja siostra wie, że Hyunbin cię przeprosił, wie że spotkałaś się wczoraj z jakimś seniorem… Myślałem, że sobie wszystko mówimy? — Zdziwiła mnie jego wypowiedź pełna pretensji. I nie chodziło mi o to, że je miał, bo go rozumiałam. Chodziło o to, skąd jego siostra wiedziała o spotkaniu z Jaehą? 

— Już ci wyjaśniam. To wszystko stało się nagle… — W sumie miałam problem od czego zacząć opowieść. Postanowiłam, że polecę chronologiczne i opisałam cały poprzedni dzień z najważniejszymi jego elementami. Na końcu pożaliłam się na jego siostrę i jej długi język. 

— Naprawdę ona ci tak napisała? I jeszcze rozpowiada wszystko o tobie? A on w sumie jej… Bo to ona na pewno od niego wie o tej randce, która nie miała być randką. Mam wrażenie, że ona ma w tym jakąś korzyść i ja to z niej wyciągnę — oznajmił tonem pełnym determinacji, który mi się bardzo spodobał. 

— Boję się, ile Hyunbin o mnie wie… — rzekłam zgodnie z prawdą.

— Może niewiele. Może cię tylko straszyli dla żartu? Wydaje mi się, że to realne.  

Patrząc na to chłodnym okiem, on mógł mieć rację. Ale musiałam się nastawić też na ten drugi scenariusz, czyli, że znał kilka moich tajemnic, które nie chciałabym, aby były wyjęte na wierzch przed kimś, kto nie był mi bliski. Chwilę jeszcze o tym dyskutowaliśmy i Jisung trochę mnie uspokoił. Nie miałam co martwić się na zapas, bo przecież mimo tego wszystkiego zawarłam rozejm z Hyunbinem. Cieszyłam się tym, bo coś mi podpowiadało, iż niepotrzebnie się go bałam. Trzeba było tylko przestrzec Dongmina i tu także mój najlepszy przyjaciel uznał, że on to zrobi najlepiej. 

Później jeszcze chwilę rozmawialiśmy o moim spotkaniu w restauracji, a dokładniej o osobie, która mi w niej towarzyszyła. Jisunga strasznie zaciekawiła moja relacja z Jaehą. Nic dziwnego, na jego miejscu także bym o to wypytywała. 

— Właśnie! — wyskoczyłam nagle zatrzymując się, ponieważ byliśmy już prawie na uczelni, a nie chciałam o tym mówić za blisko niej. — Dlaczego Dongmin tak dziwnie mnie traktuje? Dlaczego tak atakuje Hyunbina na każdym roku? — Ponownie o mały włos, a zapomniałabym zapytać. 

— Widzisz, on ma nadwrażliwość na takie sytuacje. Kiedyś znęcano się nad kimś, kto był mu bliski, dlatego też pomógł mi w liceum, a teraz tak agresywnie reagował, jak widział, że tamten typ czepia się ciebie o byle co, a ty bardzo źle się z tym czułaś i on też to zauważył. Jest na to wyczulony….

    Zrozumiałam… Czyli to była kwestia bronienia uciśnionych, tak jak wcześniej myślałam. Cieszyłam się, że w końcu poznałam tego chłopaka, bo widać było, iż był bardzo dobrym człowiekiem. Żal mi było go przez to, co powiedział mi Jisung… Postanowiłam dłużej nie oceniać jego zachowań. Wybaczyłam mu w tamtym momencie każdy ruch.

— Pięknie mnie obgadujecie… — wtrącił ktoś za naszymi plecami. 

Gdy się odwróciliśmy oczywiście ujrzeliśmy Dongmina. Wyglądał bardzo poważnie, lecz już po chwili jego usta utworzyły szeroki banan.

— Szkoda, że nie widzieliście swoich przestraszonych min. Jakbym naprawdę was na tym przyłapał.

    Jisung zaśmiał się sztucznie, a ja speszyłam się niesamowicie. Zastanawiałam się, czy naprawdę nic nie słyszał, bo mógł teraz udawać… Z drugiej strony było mi strasznie głupio, że przed chwilą o nim rozmawialiśmy, chociaż nie mówiliśmy o nim nic złego. Wiedziałam, że Jisungowi także nie było do śmiechu, jednak on szybko się wyluzował, a ja szłam w stronę uczelni bardzo sztywno. 

    Poczułam, jak ktoś mnie obejmuje ramieniem z boku, gdy już byliśmy na parkingu. Jednocześnie Dongmin ponownie spoważniał, więc od razu domyśliłam się, kto to zrobił. Spojrzałam na Hyunbina niepewnie, ponieważ zawstydził mnie jego gest, a przez niego jeszcze byliśmy zdecydowanie za blisko siebie. 

— Witaj koleżanko, jak się dzisiaj miewasz? I opowiadaj, jak poszła randka, która nią nie była? 

    Zatkało mnie. Naprawdę zamierzał o to pytać tak po prostu?  Po co mu była ta wiedza? Może żartował tym pytaniem? Chyba, że chciał się do mnie teraz zbliżyć i faktycznie ciekawiła go odpowiedź? Nie chciałam się zbłaźnić odpowiadając mu. Nie chciałam też być wredna, bo w końcu rozejm tak nie wyglądał.

— Wyszło tak, że to jednak była randka — odpowiedział mu w końcu Jisung… 

    Chyba Jisung chciał tak poluzować atmosferę, bo Dongmin już się gotował. Myślał może, że Hyunbin nadal chciał mi dokuczać. A ja nie umiałam się odezwać, bo nie miałam pojęcia co powiedzieć, by źle nie wyszło. 

— Mówiłem, że kobiety zawsze uważają pierwsze randki za nie randki…

    Dziwnie się czułam z Hyunbinem, który nagle był moim nowym znajomym. Zamierzał dołączyć od tamtego momentu do mojej ekipy? Trochę mnie to przeraziło. On i Dongmin mieli przebywać blisko siebie? Czułam jakie napięcie było skierowanie w stronę gangstera. Na szczęście Hyunbin chyba przystopował… Właśnie wtedy moje myśli przerwał on, bo zabrał rękę ze mnie i podszedł do Dongmina. Wszyscy staliśmy, patrzyliśmy co się wydarzy… Hyunbin wyciągnął swoją dłoń, w stronę mojego nowego przyjaciela.

— Musimy się pogodzić. Będę teraz kolegą Hyunjoo, a mieliśmy trochę na pieńku. Miły z ciebie chłopak, że ją broniłeś… — Jego wypowiedź była bardzo poważna i szczera. Niestety reakcja Dongmina nie wyglądała najlepiej. Cały czas miał niezadowolony wyraz twarzy. 

— Możesz być kolegą Hyunjoo, ale nie moim. Nie uścisnę twojej dłoni. 

 Po tych słowach wyminął go i poszedł… A ja już miałam takie nadzieje, że przestaną się gryźć. Teraz ponownie nie umiałam zrozumieć reakcji Dongmina… Bałam się co nastąpi dalej… Hyunbin był trochę zdziwiony, a ja za to byłam przejęta. Tylko Jisung jakoś wyluzował i rzucił do nas krótkie: Przejdzie mu. Cokolwiek to miało oznaczać.

Pomyślałam, że może niepotrzebnie się przejmowałam i Jisung miał rację. Hyunbin wyglądał na bardzo spokojnego w tamtym momencie, więc może faktycznie zależało mu na naszej znajomości i nie chciał już robić awantur. Zaimponował mi trochę w tamtym momencie. Za to Dongmin wręcz przeciwnie… Dopiero co przepraszał za nerwową atmosferę, a ponownie ją stworzył…






 

 

Tak, szok. Dodałam rozdział. :D Przepraszam za zwłokę... I w sumie, to nie ma co się jeszcze cieszyć… Ten rozdział napisałam niedługo po tym poprzednim, tylko jakoś przez brak czasu nawet go nie dodawałam, bo chciałam sobie najpierw coś napisać dalej. W końcu jednak uznałam, że skoro to jest napisane i sprawdzone, to to dodam… A może zainspiruję się, by wynaleźć trochę czasu na napisanie czegoś do przodu. :D 

Oczywiście jestem ciekawa jak podoba się wam ten rozdział. :D Kto w tym rozdziale wam bardziej zaimponował? :D

środa, 23 marca 2022

Uczuciowy zawrót głowy: Rozdział 1


Uczuciowy zawrót głowy
Rozdział 1

    Wybiegłam ze swojego pokoju pospiesznie. Chciałam być jak najprędzej na uczelni, żeby nie przegapić niczego pierwszego dnia. Nie miałam zamiaru odstawać od grupy. Zawsze uwielbiałam poznawać ludzi i wiedziałam, że tym razem poznam ich dużo. Miałam także delikatne nadzieje na jakiś romans. Wiedziałam, że nie byłam brzydka, lecz moje wcześniejsze starania kończyły się tylko na kilku randkach. Dużo chłopaków w moim otoczeniu nie miało śmiałości się do mnie zbliżać, bo pewnie myśleli, że już kogoś mam. Na dodatek byłam z natury bardzo miła i dawałam szansę wykazać się osobom, które zniechęcały mnie do siebie po pierwszym spotkaniu . Niektórzy zaczęli wtedy myśleć, że jestem wybredna.

    Zależało mi na pokazaniu się z jak najlepszej strony, dlatego zerknęłam jeszcze w lustro przed samym wyjściem z domu. Poprawiłam kilka razy moją ulubioną błękitną koszulę z gumką ściągającą na jej dole. Czułam, że przyniesie mi ona szczęście i cicho na to liczyłam. Moje włosy delikatnie pofalowałam, bo uważałam, że tak wyglądały najlepiej. Nigdy za to nie lubiłam się malować, więc użyłam tylko błyszczyku do ust.

— Jest przecież idealnie — wtrącił, uśmiechając się do mnie mój starszy brat Seungho, który stał zaraz za mną. - Ja wiem, że studia to ważny czas dla życia towarzyskiego, ale poradzisz sobie na pewno. To nieistotne co będziesz miała na sobie. - Jemu było łatwo mówić... był tak przystojny, że cokolwiek by nie zrobił wyglądał zabójczo.

— Będzie idealnie, jak zacznę w końcu się z kimś umawiać, a nie tylko przyjaźnić — powiedziałam z delikatnym przekąsem.

— Ja uważam, że już kogoś masz. Jisung jest wiecznie obok ciebie.

    Na te słowa kopnęłam go w kostkę, a że miałam pantofelki musiało go to zaboleć, bo zaczął podskakiwać i trzymać się za stopę z krzywą miną. Wiedziałam, że żartował sobie ze mnie. Jisung mieszkał w naszym sąsiedztwie i znaliśmy się aż za dobrze. Randkowanie z nim nie wchodziło w grę. Odrzucała mnie sama myśl o tym. Przyjacielem był świetnym, ale nie pasowaliśmy do siebie w ten sposób. Mój brat też to wiedział, a mimo to często się ze mną tak droczył.

***

    Zdziwiłam się okropnie, że nie było pod moimi drzwiami Jisunga. Nie umawialiśmy się konkretnie o której wychodzimy, bo doskonale wiedzieliśmy ile wcześniej zawsze chcemy być na miejscu. Po prostu znaliśmy się na wylot. Założyłam więc, że może na pierwszy dzień wolał się zjawić oddzielnie, żeby ludzie nie pomyśleli o nas nic specjalnego. Choć z drugiej strony pewnie by mnie uprzedził, gdyby tak chciał zrobić. Mimo tej niepewności nie chciało mi się do niego zadzwonić. Bałam się, że jak to zrobię, to jeszcze się okaże, że nie umiał się wyrobić i musiałabym na niego czekać, dlatego ruszyłam przed siebie nie siląc się na jakiekolwiek wyjaśnienia.

    W głowie układałam sobie różne odpowiedzi na prawdopodobne pytania jakie mogliby zadać studenci z mojego wydziału. Myślałam czy dobrze od razu się tłumaczyć, że poszłam na matematykę, by nauczać w szkole, ale nie byłam pewna, że to właśnie to będę robić po studiach, czy może jakoś inaczej to przedstawić. Z drugiej strony nie chciałam nikogo udawać. Zawsze byłam szczera, a to czasami wiele psuło. Było kilka znajomości, które zachowałabym, gdybym tylko naciągnęła trochę prawdę.

    Próbowałam przejść przez ulicę już niedaleko uczelni, lecz nie rozglądnęłam się tak jak powinnam. Niestety na moje nieszczęście jezdnia nie była całkiem pusta i usłyszałam pisk opon samochodu, który musiał nagle przeze mnie hamować. Jednocześnie poczułam czyjąś rękę w okolicach mojego łokcia, która pociągnęła mnie ponownie na chodnik. To wszystko wydarzyło się tak nagle, że nie zdążyłam sama zareagować. Po chwili moje serce zaczęło walić jak szalone choć już byłam bezpieczna. Mężczyzna z samochodu obtrąbił mnie, a ja bałam się spojrzeć na osobę, która próbowała mi pomóc. Nic by mi się nie stało, bo auto w porę się zatrzymało, jednak nigdy nie wiadomo... To mogło mnie uratować w innej sytuacji.

— Postradałaś zmysły? Chciałaś zginąć? — zadawał mi te pytania dość gruby i męski głos.

— Przepraszam — wyszeptałam i uniosłam w końcu wzrok.

    Zrobiło mi się jeszcze głupiej. Ujrzałam bowiem przed sobą bardzo przystojnego, wysokiego chłopaka. Był ubrany trochę jak gangster na moje oko. Skórzana kurtka, groźnie wyglądające buty, którym miałam okazję dobrze się przyjrzeć, gdy jeszcze pochylałam głowę... Miał nawet kolczyki w uszach. Typowy bad boy. Wiele dałabym, żeby pomogła mi jakaś dziewczyna, a ja zbłaźniłam się przed kimś takim.

— Yah! Nadal bujasz w obłokach? Nawet po tym co się wydarzyło?

    Musiał po mnie widzieć, że się zamyśliłam, ale nie była to już moja wina, tylko jego wyglądu przecież.

— Przepraszam, że sprawiłam ci kłopot. Będę już na siebie uważać. — Mój głos był bardzo cichy przez te emocje.

— Tu nie chodzi tylko o ciebie. Mogłaś spowodować też kolizję. Co, jeżeli za tym samochodem ktoś jeszcze by jechał i nie zdążył się zatrzymać? Albo kierowca chcąc cię ochronić, skręciłby w bok i uderzył w coś lub kogoś?

    Poczułam się skołowana jego słowami. Nie myślałam o tym w ten sposób, bo dopiero co się to wydarzyło i jeszcze po tym nie ochłonęłam. Wiedziałam jednak, że prędzej czy później też miałabym podobne wnioski i czułabym się strasznie. On tylko przyspieszył nadchodzące wyrzuty sumienia.

— Masz dużo racji. Zazwyczaj jestem skupiona. To mój pierwszy dzień na uczelni. Wybacz mi to roztargnienie. — Po tych słowach musiałam już opuścić ponownie głowę, by nie patrzeć na jego twarz pełną wyrzutów.

— Hyunjoo! — usłyszałam nagle i doskonale wiedziałam, co zobaczę. gdy spojrzę w stronę tego głosu. Jisung biegł właśnie do mnie machając.

    Postanowiłam podziękować chłopakowi, który mnie wyciągnął z ulicy, zanim mój przyjaciel do nas dojdzie, ale gdy wróciłam wzrokiem w miejsce w którym przed chwilą stał, jego już tam nie było. Spojrzałam przez ulicę, a on zmierzał w stronę uczelni. Nie wiedziałam kim był, lecz coś czułam, że jeszcze go spotkam.

— Kto to był? — Zaczął dopytywać Jisung, gdy tylko pojawił się obok mnie.

— Chciałabym wiedzieć... - oznajmiłam tajemniczo. Wiedziałam, że on nie odpuści mi szczegółów, wolałam jednak o coś najpierw zapytać. — Czemu dopiero teraz tu jesteś? Myślałam, że nie idziemy dzisiaj razem. - Starałam się brzmieć jak delikatnie oburzona.

— Wybacz, trochę się ociągnąłem i potem na ciebie chwilę czekałem zanim twój brat nie wyszedł mi powiedzieć, że już cię nie ma. To ja powinienem mieć pretensje, że nie wysłałaś mi żadnej wiadomości, iż już poszłaś. I nie zmieniaj tematu. Kto to był? — Przy tym ponownym pytaniu zrobił swoje słodkie szczenięce oczka.

— Już ci wszystko mówię, tylko chodźmy już na uczelnię.

    Opowiedziałam mu wszystko szczegółowo. Nie było za wiele w sumie do mówienia, ale on i tak zadawał mi mnóstwo pytań, na które nie mogłam znać odpowiedzi po tak krótkim wydarzeniu. Zaczęło mnie to irytować, bo sama chciałabym wiedzieć o niektórych szczegółach. Dlatego, jaka była moja radość, gdy weszliśmy na wjazd do uczelni, a z drugiej strony nadeszła bardzo ładna dziewczyna! Uśmiechnęła się do nas, a Jisung złapał mnie dość nagle za łokieć i zaczął szarpać go porozumiewawczo. Jego wzrok patrzył na dziewczynę z ekscytacją. Już wiedziałam co o niej myślał.

— To Jo Woori — wyszeptał, a ja zaskoczyłam się jego wiedzą. — Będzie z nami zaczynać naukę na wydziale. Wczoraj dużo wypowiadała się na forum i podała tam link do swoich portali społecznościowych, jak niektóre osoby. — Po tym wszystko już było klarowne. — Piękna, prawda?

    Przytaknęłam tylko, bo uznałam, że jesteśmy za blisko niej i lepiej nie mówić za wiele już na głos. Szliśmy tuż za nią bo, tak jak my, zmierzała na miejsce zbiórki naszego wydziału.

— A i jeszcze jedno — rzekł Jisung nagle i spoważniał. — Każdemu musimy dawać do zrozumienia, że nic nas nie łączy. Chcę się umawiać z dziewczynami i nie chcę, żebyś jakieś mi odstraszyła.

— Nie przejmuj się. Ja chcę tego samego — odrzekłam krótko i ruszyliśmy przed siebie ponownie.

***

    Podeszliśmy do miejsca zbiórki tuż za piękną Woori. Ona orientując się, że też tam dotarliśmy dość gwałtownie się do nas odwróciła i wyciągnęła do mnie swoją dłoń.

— Jo Woori. Widzę, że będziemy razem na wydziale — oznajmiając to, uśmiechała się bardzo przyjaźnie.

    Chwyciłam jej dłoń i także się przedstawiłam. Jednak śmiałam się w duchu, gdy zobaczyłam reakcję Jisunga. On miał minę zszokowaną, a jednocześnie podekscytowaną, co wyglądało przezabawnie. Może Woori, z takim wyglądem, była przyzwyczajona do takich zachowań, ale jej kąciki i tak się delikatnie uniosły, jakby powstrzymywała się ledwo od śmiechu. W trójkę już podeszliśmy do stolików, przy których siedziały starsze od nas osoby z naszego wydziału. Po usłyszeniu naszych nazwisk dostaliśmy parę potrzebnych rzeczy, w tym identyfikatory, mapki uczelni i tym podobne.

    Następnie odwróciliśmy się do nich tyłem i ujrzeliśmy grupę osób zbitą razem pod transparentem z napisem Wydział Matematyki. Kroczyliśmy w tamtą stronę, a ktoś zaczął do nas machać. To był chłopak o anielskiej wręcz twarzy i dość wysoki. Przez chwilę wydawało się, że właśnie do mnie machał. Miał taki piękny uśmiech... Jego oczy mrużyły się uroczo. Wskazałam na siebie palcem niemo pytając, czy chodzi mu o mnie. On widząc to zakłopotał się ewidentnie i obniżył swoją rękę. Zerknęłam więc za siebie, by sprawdzić kto szedł za mną. To był Jisung, który również do niego machał... Wyszło najwidoczniej na to, że zbłaźniłam się przed przyjacielem Jisunga z liceum. Nie chodziliśmy do tego samego i podobno Jisung się z kimś tam kumplował i ten ktoś miał z nami być na wydziale. Nie wiedzieć czemu nigdy nie poznałam tego chłopaka i w tamtym momencie okropnie tego pożałowałam. Wydawał się sympatyczny, a na dodatek był bardzo przystojny.

    Myślałam, że już dołączymy do reszty ludzi z wydziału i będę mogła unikać spotkania się mojego spojrzenia ze spojrzeniem przyjaciela Jisunga, ale ten idący za mną nagle mnie złapał za łokieć i tym samym zatrzymał w miejscu, po czym zobaczyłam, że machnął w stronę swojego znajomego, by do nas podszedł. Pewnie chciał nas poznać ze sobą, czym od razu mnie zestresował. Na dodatek nie zauważył chyba nawet, że obok nas stanęła też Woori. Coś czułam, że się zaraz skompromituję przed chyba najładniejszymi osobami na naszym wydziale.

    Chłopak o anielskiej twarzy podszedł do nas, a ja zaczęłam skupiać się na moich stopach. Uznałam, że to jedyne wyjście, by nikt nie widział rumieńców, które pojawiły się z zakłopotania na moich policzkach.

— Dawno miałem to zrobić. I powinienem jeszcze przed naszym pierwszym dniem na uczelni, bo pewnie będziemy super paczką. Hyunjoo, poznaj Dongmina — oznajmił triumfalnie Jisung. Ja chcąc nie chcąc uniosłam wzrok i spojrzałam we wskazane przez niego miejsce, bo mogłoby to być niegrzeczne, gdybym tego nie zrobiła.

    Dongmin chyba aż tak źle nie odebrał mojej pomyłki, ponieważ właśnie w tamtym momencie kierował do mnie uroczy uśmiech... Chyba, że właśnie w duchu się ze mnie śmiał, a to był tylko kamuflaż.

— W końcu mogę cię poznać Hyunjoo. Wiele o tobie słyszałem. — Te słowa mnie trochę zaskoczyły. Mi mówił mało o nim. Nawet nie pamiętałam jego imienia.

— Ja o tobie niewiele — rzekłam szpetem, trochę mając to za złe Jisungowi.

— Jak to? To trochę niesprawiedliwe. — Czułam po tonie jego wypowiedzi, że także się zawiódł.

— Bo chciałem was zapoznać, a ty Hyunjoo zawsze się wymigiwałaś. — Jisung wycedził to przez zęby.

    Gdy tak sobie przypomniałam parę sytuacji, kiedy to Jisung planował wypad naszej trójki, to faktycznie nie miałam nigdy na to czasu. Niestety w liceum średnio mi szła nauka z kilku przedmiotów i musiałam się do nich przyłożyć, by dostać się na studia. Dopiero w tamtym momencie zrozumiałam, że ucierpiało na tym moje życie towarzyskie.

— A mnie możesz też przedstawić koledze? — wtrąciła Woori.

Jisung podskoczył na jej głos. On naprawdę jej nie widział obok siebie? A tak się nią zachwycał i mimo to spuścił z niej wzrok. Cały ciapowaty Jisung.

— Oczywiście. Tylko nie zakochujcie się w sobie piękności. — Byłam w szoku, że tak wprost to powiedział. Jak on to zrobił, nie zawstydzając się przy niej? Jej uroda chyba była tak widoczna, że uznał to pewnie za stwierdzenie faktu, a nie wypowiadanie komplementu.

— Spokojnie. Dla mnie się liczy przede wszystkim charakter — wyznała dziewczyna z delikatnym uśmiechem. Ciekawa byłam, czy ta wypowiedź była szczera. Dużo dziewczyn tak mówiło, a wychodziło potem inaczej.

— Uuuu — zawył z zachwytu Jisung. — To pamiętaj, że mam wspaniały charakter. A to jest Lee Dongmin. Mój przyjaciel z liceum. — Na te słowa widziałam, że Dongmin się znowu uśmiechnął. — A no tak. A to przepiękna Jo Woori. — Zwrócił się jeszcze do Dongmina.

    W tamtym momencie spojrzeli się na siebie, ona wyglądała na zawstydzoną spojrzeniem Dongmina. Cóż, nic dziwnego, jednak chyba zaprzeczało to jej wcześniejszemu stwierdzeniu. Zakłuło mnie coś lekko. Pierwszy chłopak na którego zwróciłam uwagę na uczelni i miałam duże szanse u niego, bo przyjaźnił się z Jisungiem, a już chyba spotkał kogoś bardziej pasującego. Wyglądaliby idealnie razem... Mimo to, nie chciałabym tego. Mogłoby to zranić Jisunga.

— Dobra, chodźmy lepiej do reszty. Bo zostaniemy jeszcze wyrzutkami jakimiś.Czułam w tej wypowiedzi Jisunga, że myślał o tym co ja. Był zazdrosny. Pewnie to widziałam tylko ja, bo znałam go na wylot.

    Już ruszyliśmy ponownie do grupki złożonej z naszego wydziału, ale znowu ktoś mnie zatrzymał. Tym razem Woori, co mnie bardzo zdziwiło.

— Jisung jest twoim przyjacielem? — zapytała szeptem.

— Tak. Od dziecka praktycznie. — Wypowiedź zakończyłam delikatnym uśmiechem.

— To musi być wspaniałe, gdy zna się kogoś tak długo. — I znowu mnie zaskoczyła tymi słowami. Sugerowała chyba, że nie przyjaźniła się z nikim tak blisko. — Nigdy między wami nic nie iskrzyło? - dodała nagle. Zaczęłam myśleć, że źle ją oceniłam. Czyżby zainteresował ją Jisung? Jeżeli tak by było, wiedziałam, że będę się cieszyć jego szczęściem.

— W podstawówce raz uznaliśmy, że możemy wziąć ślub, jeśli nie znajdziemy lepszej drugiej połówki. - Zaśmiałam się mówiąc to. — Jednak szybko zmieniliśmy zdanie i to odwołaliśmy. Nie pasujemy kompletnie do siebie jako para. - Moja wypowiedź była szczera i miałam nadzieję, że Woori to dostrzegła.

— Jakby co, to byłam po prostu ciekawa. Niektórzy uważają, że przyjaźń damsko męska nie istnieje. — Miałam wrażenie, że tylko się tłumaczyła. Urocze to było.

— Mogą mieć rację, ale my w takim wypadku jesteśmy wyjątkiem. — Podsumowałam to i po tych słowach już naprawdę doszliśmy do reszty.

    Wtedy dopiero się zaczęło. Gwizdy, wzdychanie, okrzyki zachwytu. Nikt nie krył się chyba z tym, jakie wrażenie wywarła na nich Woori. Dziewczyny i chłopcy, wszyscy się jej przyglądali. Pewnie każda z dziewczyn chciała się z nią przyjaźnić. Po tej myśli coś do mnie dotarło. Może właśnie dlatego nie miała nikogo tak bliskiego? Każdy przyklejał się pewnie do niej ze względu na wygląd, a taka przyjaźń mogłaby być nieszczera. Jeżeli tak było faktycznie, to byłoby mi jej szkoda. Chciałam się tego dowiedzieć, lecz wiedziałam, że nie zapytam nigdy o to wprost.

    Żadnego imienia nie potrafiłam zapamiętać, każdy przekrzykiwał każdego, czułam, że nasz wydział był pełen żywych ludzi. Czułam też, że Jisung się tam wpasuje doskonale. Widziałam, że dziewczyny próbowały zagadać Woori, a ona rozmawiała bardzo niepewnie z nimi. A niektóre z nich zerkały co chwilę ukradkiem na Dongmina. Ten zaś trochę wyglądał na zagubionego. Jego też każdy chciał poznać i on najwidoczniej za tym nie nadążał.

    Usłyszeliśmy dźwięk pędzących nóg gdzieś za mną i wszyscy spojrzeli, kto to biegnie. Była to dość ładna, ale ewidentnie roztrzepana dziewczyna. Ubrana bardziej w luźnym stylu z rozczochranymi włosami. Co nie było dziwne, jeśli biegła już jakiś czas.

— Wybaczcie spóźnienie. — Wraz z tymi słowami stanęła obok i się oparła o mnie. — Mój chłopak uparł się, że mnie podrzuci i prawie spowodował wypadek. Musiałam ogarnąć sytuację między nim i kierowcą drugiego samochodu. - Mówiła bardzo szybko, a każdy patrzył na nią z zaskoczeniem wypisanym na twarzy.

    Pewnie nie każdy odważyłby się to wszystko powiedzieć na pierwszym spotkaniu z ludźmi, z którymi miało się od tamtego momentu spędzić dużo czasu przez kilka lat. Podziwiałam jej odwagę i bezpośredniość. Z drugiej strony znałam podobną osobę. Zachowała się jak damska wersja Jisunga i ta myśl bardzo mnie rozbawiła. Po chwili przedstawiła się jako Dahyun.

    Widać było, że rozbawiła niektórych ta sytuacja, jednak jedna osoba, na którą wcześniej nie zwracałam uwagi jakoś zmierzyła ją nieprzyjemnym wzrokiem. Chyba ktoś przedstawił ją jako Nara wcześniej. Miała bardzo zimne spojrzenie i już czułam wtedy, że jej nie polubię.

***

    Potem ruszyliśmy na spotkanie organizacyjne dla wszystkich nowych studentów, gdzie zapowiedziano nam kiedy i gdzie możemy przyjść na integrację naszych wydziałów. Nasza, miała mieć miejsce następnego dnia i zaczynać się na sali gimnastycznej. Trochę ekscytowało mnie to, że coś takiego organizowano. Mówiono też co najlepiej ze sobą przynieść oraz dostaliśmy ciepłe powitalne słowa jak i przekazano nam kilka ważnych informacji. Co potrzebowałam to zapisywałam. Wiedziałam, że będzie też z tego korzystał Jisung. Zawsze był zbyt leniwy, by coś zapisać i liczył, że o wszystkim ja mu przypomnę.

    Gdy zbieraliśmy się do wyjścia, wychodziłam z sali z Jisungiem, Dahyun i Dongminem. Ja i Dongmin milczeliśmy, a tamta dwójka nawijała na temat spotkania integracyjnego z dużą ekscytacją. Normalnie pewnie bym dołączyła do tej rozmowy, ale rozmowa przy Dongminie mnie krępowała. Dodatkowo widziałam jak inne dziewczyny oblegały Woori i jakoś z tyłu głowy się nią zamartwiałam, bo wyglądała przez to na zmęczoną. Nie wiedzieć czemu przejmowałam się nią. To zamyślenie sprawiło, iż nie wiedziałam nawet o tym, że rozwiązała się sznurówka w moich pantofelkach i ją nadepnęłam, a co za tym szło... Prawie się przewróciłam. Prawie, bo ktoś mnie złapał za ramiona od tyłu. Nie był to nikt z naszej paczki, co mnie zmartwiło. Znowu się wygłupiłam? Gdy ten ktoś mnie gwałtownie puścił, wcześniej doprowadzając mnie do pionu, pospiesznie postanowiłam spojrzeć kto to. Jakie było moje zaskoczenie, że to ponownie był ten chłopak wyglądający na chuligana.

— Czemu znowu się zamyśliłaś? — brzmiał jak oburzony. — Mówiłaś, że nie zdarza ci się to normalnie, a to drugi raz dzisiaj, gdzie nie mamy jeszcze południa.

    Zdenerwowało mnie to już. Miał prawo mieć do mnie pretensje, że trochę nie uważam, jednak mógł być milszy. Czuł się lepszy od innych czy jak?

— Mam prawo do pomyłek i błędów. Trzeba było mnie nie łapać. Skoro tak przeszkadza ci moje roztargnienie, to po co mnie łapiesz? — Miałam ochotę wygarnąć mu jeszcze więcej. Czułam na sobie wzrok każdego w najbliższym otoczeniu, jednak nie chciałam się tym przejmować. On zaś był zdziwiony moim wybuchem. Widocznie nikt jeszcze mu nosa nie utarł odpowiednio.

— Zero wdzięczności - wymamrotał. — Dobrze, następnym razem będę się przyglądał jak zrobisz sobie krzywdę i będę się tym chełpił. — Po tych słowach chyba chciał odejść i już mnie wymijał, ale ponownie się zatrzymał.

    Spojrzałam za siebie, by ujrzeć co go zatrzymało. Tym powodem jednak był ktoś, po kim bym się tego nie spodziewała. Stał przed nim właśnie Dongmin z poważną miną. Można było się nawet jej przestraszyć. Nie wiedziałam, że ktoś z tak delikatnymi rysami twarzy może wyglądać tak groźnie.

— Mógłbyś być bardziej uprzejmy? — wycedził przez zęby, a ja nie rozumiałam wcale tej sytuacji.

— Będę miły dla kogo zechcę. Nie rozkazuj mi proszę.

    Spojrzałam na Jisunga i Dahyun. Oglądali scenę z otwartymi buziami. Byli w szoku jak i ja. Chłopcy zaś mierzyli się zabójczym spojrzeniem i bałam się co miało z tego wyniknąć.

CDN

Proszę nie zabijać mnie za takie zakończenie