Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 kwietnia 2022

Uczuciwy zawrót głowy: Rozdział 3

 

Uczuciowy zawrót głowy 

Rozdział III


Byłam przerażona. Czułam, że będę musiała rozdzielać bójkę. Słyszałam kpiący śmiech Hyunbina, gdy zorientował się, że Dongmin idzie na niego wściekły jak osa. Miałam ochotę uciec i zostawić ich samych, a z drugiej strony gryzłoby mnie sumienie, że coś mogłoby się stać Dongminowi. Z drugiej strony… nie prosiłam go o wtrącanie się, a radziłam sobie nawet dobrze z tym gangsterem. Swoją drogą, to już chyba była jego ksywka w mojej głowie na stałe. 

— Kogo my tu mamy? Jesteś jej ochroną? Czy jak to jest? 

— Nie twój interes. Hyunjoo, bardzo ci dokuczył? 

I co ja miałam w tamtym momencie powiedzieć? Być szczera i rozpętać piekło? Kłamać i stracić zaufanie Dongmina, w razie gdyby to wyszło na jaw, a zarazem, dać mylny sygnał Hyunbinowi, że go broniłam? W sumie to wiedziałam, że nie potrafiłam kłamać. Musiałam zrobić więc coś pomiędzy. Jakoś wymigać się od odpowiedzi. 

— Wróćmy lepiej do środka Dongmin - zasugerowałam, na co on kiwnął głową, nie spuszczając tamtego z oczu. 

Już szłam w jego stronę wymijając ławkę, na której siedziałam, ignorując jednocześnie Hyunbina i byłam z siebie dumna w duchu z takiego rozwiązania. Ale pan gangster chwycił mnie za łokieć, gwałtownie zatrzymując. 

— Czyli teraz, naiwna dziewczyno, myślisz , że po prostu uciekniesz i będziesz miała spokój? — wycedził przez zęby. 

— Puść ją! — krzyknął Dongmin z przerażeniem wypisanym na twarzy. Aż tak bał się o moją rękę? 

— Podnosisz na mnie głos? Co sobie wyobrażasz?! Kim dla niej jesteś, że tak się zachowujesz? Podoba ci się się? — Po tych słowach spojrzałam na Hyunbina, a ten miał cwaniacki uśmiech. W sumie sama byłam ciekawa co Dongmin odpowie. 

— Po prostu nienawidzę takich idiotów jak ty. Nie podoba mi się, gdy ktoś kogoś gnębi, bo uważa się za silniejszego i nie podoba mi się, gdy ktoś rani moich przyjaciół. — odpowiedział w końcu bardzo szczegółowo. Poczułam lekki zawód, ale niczego innego nie powinnam była się spodziewać po tak krótkiej znajomości. To i tak dużo, że uznał mnie za przyjaciółkę i to pewnie przez wzgląd na Jisunga. 

— To wiedz, że twoja przyjaciółka dzisiaj żyje dzięki mnie. Prawie wpadła pod samochód, potykała się przez cały dzień i za każdym razem to ja ją ratowałem. Ona za to, nie okazała mi żadnej wdzięczności, jeszcze mając do mnie pretensje, że wytykam jej zaniedbanie względem siebie i otoczenia. Mogła w końcu i innych zranić. — Poczułam się po tej wypowiedzi jak ostatnia ciamajda i na dodatek było mi przykro, że tak mnie ocenił. 

— Nie znam szczegółów waszych sprzeczek, ale wiem jedno. Jej się nie podoba jak się do niej odnosisz i mi zresztą też. Nigdy nie wiesz, czemu miała takie chwile słabości, powinieneś uszanować to, że mogła mieć gorszy dzień. — To były piękne słowa. Coraz bardziej lubiłam charakter Dongmina. Był sprawiedliwy i wyrozumiały z tego co widziałam. A na dodatek potrafił być uroczy.

— Daj spokój. Znając takie dziewczyny, to właśnie myślała o niebieskich migdałach i mogła zabić siebie i innych. Pewnie zastanawiała się jakiemu facetowi się na studiach spodoba i jaki kolor spinki do włosów będzie pasował do torebki. — Tego było za wiele. To, co powiedział przelało czarę goryczy. 

— Dosyć! — krzyknęłam, wyrywając rękę z jego uścisku i stanęłam mu na przeciw, a co za tym idzie, również obok Dongmina. — Takie dziewczyny? Jakie? Jak śmiesz mnie oceniać, kompletnie mnie nie znając? Nie jest istotne o czym wtedy myślałam. Ty jesteś draniem, który będzie mówił mi jaka jestem? Już raz ci powiedziałam. Daj mi święty spokój, poradzę sobie w życiu bez twojej pomocy. 

Hyunbin wyglądał na takiego, co nie wiedział już co powiedzieć. I dobrze. W końcu go zatkało. Dongmin uśmiechał się od ucha do ucha i znowu mrużył przy tym słodko oczka. Chwyciłam go więc za rękaw jego bluzy i zaciągnęłam w stronę sali. Trzeba było dołączyć wreszcie do reszty i olać tego idiotę. Nie chciałam, żeby zepsuł jeszcze bardziej mi humor. Postanowiłam dobrze się bawić w środku. Już byliśmy w drzwiach samej sali, gdy nagle Dongmin zatrzymał nas w przedsionku. 

— Dobrze mu wygarnęłaś — mówił to, nadal się szczerząc. — I dobrze, że znowu nie widziało tego pół uczelni. Hyunjoo, mam nadzieję, że będziemy dobrymi przyjaciółmi. — To ostatnie zdanie jakoś nie do końca mi się spodobało. 

Akcentował to tak mocno, jakby sugerował, że tylko na to mogę liczyć, choć wiedziałam, że pewnie nie to miał na myśli. Jednak mimo wszystko tak to właśnie zabrzmiało. Z drugiej strony, bycie z kimś tak przystojnym i tak nie było dla mnie, więc o czym ja myślałam? Chciałam być przeciętna i mieć przeciętnego chłopaka. 


***


    Było już późno, kilka osób już poszło spać. Męska część studentów miała inne sale przeznaczone do spania, a my dziewczyny inne. Z naszej ekipy poszła już Seorin i Dongmin. On zasypiał już na siedząco. Miałam wtedy nadzieję, że Jisung także się niedługo wybierze spać, bo ja byłam zmęczona całym dniem. Wiele się jeszcze działo jak wróciłam z Dongminem. Było bardzo wesoło i nie miałam sił jeszcze opiekować się przyjacielem, który po alkoholu był nie do zniesienia. Zawsze dziwiło mnie, czemu on pił ponad swoje możliwości. Pewnie było trochę w tym mojej winy. Zajmowałam się nim wtedy, dzięki czemu nigdy nie wydarzyło się nic, czego na drugi dzień mógłby pożałować i dlatego też pozwalał sobie na takie zachowania. Tym razem jednak było mi strasznie za niego wstyd, bo opierał się głową o ramię Dahyun i niektóre jego wypowiedzi które do niej kierował zachodziły stanowczo za daleko, a ona przecież miała chłopaka. Jedynym naszym fartem było to, że ona także była na tyle upita, iż nie robiła sobie z tego za wiele. 

— Jisuuung — wołałam go błagalnie. — Musimy w końcu iść. Jestem wykończona.

— To idź — odpowiedział z bananem na ustach. — Ja zostaję, jest tu milusio. 

    Westchnęłam głęboko. Uciążliwe było czasem posiadanie mocnej głowy i zahamowań. Z chęcią bym go posłuchała, lecz nie zasnęłabym od wyrzutów sumienia, że narobi sobie problemów pod moją nieobecność. 

— Nie poganiaj go, tu jest milusio. — Dahyun powiedziała to już wręcz bełkocząc. Jej zachowanie było podobne do zachowania Jisunga. Zaczęłam myśleć, że są jakimś  rozdzielonym przed laty rodzeństwem.

    Podskoczyłam przerażona, bo nagle z jej telefonu dobiegł dźwięk nadchodzącego połączenia. Na wyświetlaczu pokazało się zdjęcie jej i jakiegoś chłopaka o bardzo męskich rysach twarzy i podpisany był ten ktoś jako Mój Szczeniaczek, więc można się było domyślić kto dzwonił. Bałam się, co z tego wyniknie, jeżeli Jisung będzie się wygłupiał podczas takowej rozmowy, a jeszcze bardziej się przeraziłam, gdy ujrzałam ikonkę symbolizującą, że on nie tylko chce rozmawiać, ale chce wideorozmowy. 

— O, moje kochanie dzwoni — rzekła zaskoczona Dahyun i próbowała odebrać, choć trafienie poprawnie w odpowiedni przycisk sprawiało jej problem. 

    We mnie wstąpiła moc superbohatera i w mgnieniu oka pojawiłam się między nią i Jisungiem, wciskając się tak, żeby on nie opierał się o Dahyun. Ulżyło mi, gdy ujrzałam, iż odebrała ona dopiero po moim pojawieniu się. 

— O, chcesz poznać mojego chłopaka? — zwróciła się do mnie, a ja przytaknęłam tylko delikatnie, mając nadzieję, że nie  zostanie to przez nikogo dziwnie odebrane. 

— Dahyun? Kruszynko? Jak ty wyglądasz? — powiedział to bardzo grubym i lekko przestraszonym głosem chłopak wyświetlający się w telefonie. — Prosiłem, żebyś tyle nie piła, gdy mnie nie ma przy tobie. 

    Miałam wrażenie już po tych pierwszych chwilach rozmowy, że byli w bardzo bliskiej relacji. Rozumiałam, że on się o nią martwił, dlatego poczułam się odpowiedzialna, by go uspokoić. 

— Spokojnie, popilnuję jej, bo i tak mam mojego przyjaciela na głowie. Seniorzy trochę na nią naciskali, by wypiła więcej. — Uznałam, że zrozumie, choć nie było to do końca prawdą. Wiele słyszałam o tym, że na studiach tak się często dzieje, jednak nasi seniorzy tacy nie byli. 

— Dziękuję ci dobra duszo. Miałem właśnie złe przeczucia, bo Dahyun nigdy nie potrafi się zatrzymać w dobrym momencie, jednak jestem spokojny widząc, że ma u boku koleżankę, która jest stabilna o takiej porze. — Cieszyłam się, że mogłam mu dać trochę wytchnienia. 

— Jesteś fajny gość! — wyskoczył nagle Jisung, przez co chłopak Dahyun zmierzył go zdziwionym wzrokiem, że też Jisung musiał się mieścić w tym kadrze. 

— To ten przyjaciel, którego też pilnujesz? 

— Tak... — odpowiedziałam zirytowana. — Gdybym go zostawiła, pewnie jutro byłoby głośno o jego szaleństwach. Dawno temu raz go zostawiłam na jednej imprezie i przez to, co narobił, miał przez długi czas poważne problemy.

— Juhooooo! — krzyknęła dość donośnie Dahyun, przez co aż zabolało mnie ucho i poczułam, że wszyscy zaczęli na nas patrzeć. — Idź już spać i daj mi się bawić —  mówiła to z zamkniętymi oczami już.  Wyglądało to na tyle zabawnie, że nasz rozmówca prychnął delikatnie pod nosem. 

— Na ciebie też już czas kruszyno, albo tam po ciebie przyjadę. 

    Dahyun posmutniała i spuściła wzrok. Oczywiście było to udawane. Po chwili pokiwała twierdząco głową, na co trochę się ucieszyłam. Mogłam mieć nadzieję, że Jisung też niedługo się zbierze dzięki temu. 

    Potem Dahyun pożegnała się ze swoim chłopakiem czule i zabawnie, bo inaczej nie mogło to wyjść, gdy ktoś był w takim stanie jak ona i faktycznie postanowiła udać się do miejsca nocowania. Musiałam oczywiście ją tam zaprowadzić i najchętniej zostałabym z nią już na miejscu, niestety Jisung nadal się upierał na zostanie. Poprosiłam jakąś osobę siedzącą blisko mnie, by miała chwilę oko na niego, lecz ku mojemu zaskoczeniu nagle zjawiła się koło mnie Woori. 

— Ja się nim zajmę. Myślę, że to go na tyle przejmie, że nie zrobi nic głupiego. 

    Nie potrafiłam odpowiedzieć, bo mocno mnie zaskoczyła. Po pierwsze, wyglądała jakby nie piła wcale. Może wydawała się lekko odważniejsza. Musiała mieć mocną głowę, lub wiedziała na ile może sobie pozwolić. Dodatkowo, zabrzmiała tak, jakby wiedziała, że Jisung miał do niej słabość i jeszcze bardziej zdziwił mnie fakt, że zgłosiła się na ochotnika domyślając się tego. Czyżby faktycznie chciała się do niego zbliżyć? To było bardzo zastanawiające. Życzyłam im jak najlepiej, jednak miałam też pewne obawy. Ona była ładna, urocza i miała na pewno bardzo wielu adoratorów. A co jeśli narobiłaby nadziei mojemu przyjacielowi, a potem wybrałaby kogoś innego? Na tamten moment jednak musiałam odgonić taką myśl, bo miałam inne rzeczy na głowie. A raczej uwieszone na moim ramieniu. 

— To ja odprowadzę Dahyun i wrócę — wyszeptałam jeszcze, a Woori na to przytaknęła z bardzo subtelnym uśmiechem.  

    Po chwili czułam się już jakbym ciągnęła zwłoki, bo Dahyun uwiesiła się na mnie całkowicie. Ciężko było dotrzeć do wyjścia z sali gimnastycznej, ale jakoś podołałam temu i postanowiłam ją sobie jakoś poprawić. Skorzystałam też z okazji, aby zerknąć jeszcze ostatni raz przed wyjściem na Jisunga i Woori. On się o nią opierał, a ona wyglądała jakby się śmiała z czegoś co on zrobił, lub powiedział. To było nawet słodkie. Ciekawa byłam co Jisung będzie o tym myślał następnego dnia. 


***


    To, co zastałam po powrocie na salę gimnastyczną, trochę mnie załamało. Jisung spał na podłodze obok Woori. Usiadłam obok niej już opadła z sił. Nie wyobrażałam sobie go targać do noclegowni męskiej, nawet jakby dziewczyna miała mi pomóc. Ona za to musiała się domyślić jaki był powód mojego przejęcia. 

— Trochę w tym mojej winy. Uznał, że jest dzidziusiem i że potrzebuje podrapania po główce, a ja zaczęłam to robić i zasnął. — I znowu brzmiało to tak miło, miałam coraz większe nadzieje, że coś między nimi wyniknie. Z drugiej strony może ona w ten sposób zachowywała się właśnie po alkoholu? Była odważniejsza i bardziej otwarta. 

— Nic nie szkodzi. Tylko nie wiem jak mu pomóc się dostać do miejsca jego noclegu. 

— Zaraz coś wymyślimy. Chłopcy! — krzyknęła nagle, a na dźwięk jej głosu prawie każdy męski osobnik zareagował. — Trzeba przenieść tego jegomościa do noclegowni, bo jego przyjaciółka się nim przejmuje. Czy któryś z was, najlepiej dwóch, może pomóc?

    Od razu wstało kilku chętnych, niektórzy wyglądali jakby się wręcz ślinili na widok Woori, co mnie zniesmaczyło i nieco wystraszyło. Szukałam pospiesznie wzrokiem kogoś odpowiedniego, gdy nagle koło mnie pojawił się Jaeha. 

— Myślę, że lepiej będzie jak zrobię to ja z moim przyjacielem. Niektórzy z nich nie myślą chyba po alkoholu i mogą nie być w stanie pomóc, a dodatkowo mogą być nachalni względem was — wyszeptał, by inni nie usłyszeli tego za bardzo. 

Ja automatycznie na to przytaknęłam. Może wszedł mi ten człowiek trochę za skórę, gdy się przedstawiałam, jednak pamiętałam słowa Seorin, że nie był on kimś nieprzyjemnym. Zresztą po alkoholu dość sporo go chwaliła, po czym można było wnioskować, że byli ze sobą blisko. A drugim atutem była jego trzeźwość bijąca z oczu. 

Jego kolegą był niejaki Taehyun, także był oczywiście naszym seniorem i wydawał się bardzo uprzejmy na pierwszy rzut oka. Chwycili Jisunga pod ramionami. On się wtedy przebudził i nawet zaczął z nimi iść chwiejnym krokiem, więc tak naprawdę z ich strony potrzebował być tylko utrzymanym na nogach. Mimo to, cieszyłam się, że to nie ja musiałam to robić.  

— Fajni jesteście! — krzyknął do nich Jisung, gdy już wyszliśmy z sali i zrobił to nieformalnie, przez co było mi za niego trochę wstyd. 

    Seniorzy jednak musieli przymknąć na to oko znając jego stan. Szłam po prawej stronie, obok Jaehy, natomiast obok mnie szła Woori. Miałam wrażenie, że chłopcy nie mieli sił, aby się odezwać, bo dużo ich zużywali na prowadzenie mojego przyjaciela. Ja także nie miałam już ochoty na zawiłe rozmowy i pewnie dlatego wszyscy milczeliśmy. 

    Dopiero przed wejściem do budynku docelowego odezwał się Taehyun:

— Dalej już sam dam radę go odprowadzić do odpowiedniej sali. A ty wracaj do dzieci. Ktoś musi przypilnować końcówkę, która tam została, a większość z naszego rocznika już odpadła. — Widać było po tym chłopaku przejęcie. To było bardzo miłe z ich strony, że chcieli się nami zaopiekować. Naprawdę wydawało mi się, że trafiliśmy na wspaniałych seniorów. 

— Masz rację. — Mówiąc to przytakiwał mu, po czym Taehyun zaczął ciągnąć Jisunga, który wciąż coś bełkotał pod nosem, do środka, a Jaeha zwrócił się do mnie. — Przepraszam za wcześniej. Źle zaczęliśmy swoją znajomość. — Uśmiechnęłam się na te słowa, bo zawsze ceniłam ludzi dostrzegających własne błędy. — Jestem może trochę ciekawski i czasem nie pomyślę, zanim coś palnę. Mam nadzieję, że to nie sprawi, iż będziesz mnie unikać. Jestem waszym seniorem i z chęcią wam pomogę, gdy będziecie czegoś potrzebować. Nie bójcie się do mnie przychodzić. — Te słowa brzmiały bardzo miło i dało się w nich wyczuć szczerość. 

— Dziękuję sunbae — wyszeptałam nieśmiało, bo poczułam się trochę zawstydzona tym wszystkim. Nie rozumiałam do końca czemu. 

— Nie ma za co. Idźcie się już też położyć. Dobranoc. 

Po jego słowach odpowiedziałyśmy wraz z Woori jednocześnie i także weszłyśmy do środka bundynku, aby udać się na naszą salę noclegową. Poczułam po chwili ciagnięcie mnie za rękaw przez moją towarzyszkę. 

— Myślę, że ten nasz senior miał jakiś błysk w oku, gdy do ciebie mówił. — Byłam bardzo zdziwiona jej wypowiedzią, co musiała zauważyć, więc pospieszyła z wyjaśnieniem. — Myślę, że mogłaś mu się spodobać. 

    Zamurowało mnie na jej wypowiedź i poczułam jak moje policzki zaczynają się robić coraz cieplejsze, lecz szybko się otrząsnęłam. 

— Nie ma mowy. Ja tego nie widziałam, alkohol podpowiada ci dziwne teorie — wyjaśniłam pospiesznie, na co ona zaczęła kiwać na boki głową z cwaniackim uśmieszkiem. — A po drugie on jest blisko z naszą seniorką Seorin. Jestem tego pewna. 

— Wiesz doskonale, że to może być jednostronne. Jednak masz rację, jeśli to miła dziewczyna to szkoda byłoby się między nich wtrącać… Na dodatek ty bardzo dobrze pasowałabyś do Dongmina. 

— To niemożliwe… — mówiąc to śmiałam się nerwowo, bo myśl o pasowaniu do niego także mnie krępowała, ale dobrze wiedziałam, że akcentował on naszą przyjaźń. 

— Jesteś zbyt skryta. Myślałam, że powiesz mi kto ci się podoba… Jestem ciekawa. —  Widać było zawód w jej głosie. Faktycznie alkohol ją ośmielił. 

— Nie, ja po prostu jeszcze za mało wszystkich znam. To dopiero początek… —  Było w tym dużo prawdy. Każdy już by najchętniej wszystkich łączył, a my tak naprawdę jeszcze nic o sobie nie wiedzieliśmy. 

— Przecież wiem, ale miałam na myśli takie pierwsze wrażenie. Przecież nie zadałam pytania, kogo poślubisz. — Tu miała rację. Faktycznie brałam te pytania nazbyt poważnie. 

— Na to pytanie też mi ciężko odpowiedzieć. Jeszcze się nikt taki nie pojawił. 

Pierwszy raz od dawna odpowiedziałam komuś nie do końca szczerze. Pamiętałam jak zareagowałam na wygląd Dongmina i jego zachowanie. A jego uśmiech… Nie chciałam jednak potwierdzać plotek, że coś między nami jest. Nie zamierzałam psuć tej przyjaźni. 

Po tej rozmowie przeszłyśmy na inne tematy i później już szybko zasnęłyśmy. Żałowałam tylko przed samym snem, że nie zapytałam jej o to samo, czy ktoś jej się spodobał. 


***


    Rano obudziłam się jako jedna z ostatnich dziewczyn. Obok mnie spała jeszcze Dahyun, więc ją szturchnęłam, bo uznałam, że poczuję się raźniej z nią. Ona podniosła się dość gwałtownie do pozycji siedzącej po czym zaczęła ziewać i łapać się za głowę z dziwnym grymasem twarzy. Pewnie bolała ją przez kac. Dodatkowo roztrzepane włosy dodawały jej uroku. 

— Błagam... — zaczęła do mnie mówić — powiedz, że nie ośmieszyłam się i mój chłopak nie dzwonił. 

    Tak bardzo chciałam ją okłamać, ale jak zwykle nie potrafiłam. Musiałam być szczera. Taka już była moja natura. 

— Dzwonił, ale poszło w miarę dobrze, bo go zapewniłam, że się tobą opiekuję. A co do wygłupienia się to w sumie Jisung cię całkowicie zaćmił. — Postanowiłam jej to dokładnie wyjaśnić, żeby była spokojna. 

—  Yah! Jaka pamięć. Gdzie ty uczyłaś się pić? — mówiła to z widoczną zazdrością. 

— To u mnie rodzinne. Jedynie brat jakoś wyjątkowo się popsuł i on nie zna umiaru. Choć nie ma bardzo słabej głowy, to w końcu upija się do nieprzytomności. 

    Taka była prawda. Mój brat zawsze wracał z imprez przyprowadzany przez kogoś. Ostatnio się jednak trochę poprawił, bo miał poważną pracę prawnika i nie chciał robić sobie problemów, dlatego starał się pić tylko do momentu kiedy się jeszcze kontroluje. Za to ja i moja siostra, jak nasi rodzice, miałyśmy mocne głowy. Seungho nam tego zazdrościł i zawsze dokuczał mi, że mam nie pić, bo się rzekomo o mnie martwił, a tak naprawdę wiedział, że nie miał o co, bo sobie radzę, jednak nie chciał patrzeć na to jaka byłam w tym dobra. 

—  Chciałabym nie mieć dzisiaj kaca —  marudziła pod nosem Dahyun.

—  Spokojnie, w końcu przejdzie. 

Nagle sobie przypomniałam, że miałam coś w plecaku, co mogło jej się przydać. Zaczęłam w nim szperać i wyciągnęłam witaminki na kaca. Miałam kilka saszetek, bo domyślałam się, iż inni będą tego potrzebować. W tym myślałam też o Jisungu. Wyciągnęłam więc w jej stronę to, co wyjęłam. 

—  Weź, może ci przejdzie szybciej. —  Dodałam do tego delikatny uśmiech, a jej oczy się wręcz zaświeciły. 

—  Jesteś taka kochana! —  skomentowała zachwycona. —  Dziękuję ci. Jak się cieszę, że to z tobą zaczęłam się trzymać. Widzę, że zawsze masz ważne rzeczy ze sobą. 

    To była racja. Starałam się mieć przy sobie wiele rzeczy przydatnych dla siebie i dla innych. Lubiłam być przygotowana na każdą ewentualność i kochałam pomagać innym. 

    Nagle koło nas pojawiła się Seorin. Ucieszyłam się, bo ją też zdążyłam polubić, a jednak mili seniorzy mogli być bardzo pomocni na uczelni podczas pierwszego roku. 

—  Widzę, że dobrze się trzymasz. —  Skierowała to zdanie oczywiście do mnie. —  Wiem, że jesteś przyjaciółką Jisunga. Podobno Seungkwan to jego siostra. Wszyscy o tym teraz mówią. Ona jest bardzo popularna tu na uczelni. — Zdziwiłam się, że tak szybko to wyszło na jaw, iż są rodzeństwem, bo nie byli nigdy podobni. 

— Racja, to jego siostra. Nie do końca się dogadują, bo czasami się go trochę wstydzi. Nie wiedziałam, że jest popularna —  wyznałam. 

— Jest znana i przez chłopaków i przez dziewczyny. Może wstydzi się go dlatego, bo boi się, że zepsuje jej reputację. Mimo to, już każdy chyba wie. Nie wiem kto pierwszy to powiedział, ale uznałam, że upewnię się u ciebie, bo ciężko w to uwierzyć — wyjaśniła nam powód swojej ciekawości. —  Mam nadzieję, że nie będą się od teraz dużo kłócić. —  Zachichotała po tym, a ja także. Choć z drugiej strony czułam, że mogłoby się zrobić przez to komicznie. 

    Niestety wolałabym, żeby chociaż przez jakiś czas nikt się nie dowiedział o ich pokrewieństwie. Nie przepadałam za siostrą Jisunga, była bardzo sztuczna względem swoich znajomych, a mogłaby być fajną dziewczyną, gdyby okazała im siebie. Dodatkowo zawsze odtrącała Jisunga i starała się go unikać w miejscach publicznych. Wiedziałam doskonale, jaki on był, mimo to, nie wyobrażałam sobie, by tak być nastawiona do kogoś z mojej rodziny. 


***


    Rano już prawie każdy się zbierał do domu po ogarnięciu się i obgadaniu poprzedniego dnia ze swoimi nowymi znajomymi. Ludzie już  zaczynali się dobierać ze sobą wzajemnie. Jedyna osoba, która zdawała się nie być tym zadowolona, to Woori. Znowu była ewidentnie męczona przez niewygodne dla niej osoby. Chciałam jej wtedy jakoś pomóc, ale nie wiedziałam jak. Czułam, że jak wejdę między nią i te dziewczyny to zostanę pożarta przez nie żywcem. Postanowiłam więc razem z Dahyun, że zbierzemy się do wyjścia. Do mnie zresztą wypisywał Jisung, że mnie potrzebuje, a do Dahyun pisał jej chłopak, że chciałby się  nią zająć. To było miłe z jego strony, moim zdaniem, ale ona uważała, że miał w tym na pewno ukryty cel. Na przykład zrobienie jej wykładu na temat picia bez niego. I tak wydawało mi się, że była to zwyczajna troska o nią. 

    Jak tylko wyszłam na podwórko przed budynkiem w którym spaliśmy, ujrzałam stojącego tam Jisunga i Dongmina. Oboje wyglądali marnie. Kac ich pewnie wykańczał. Zaczęłam więc grzebać w moim plecaku, żeby podać im witaminki. Gdy stanęłam im naprzeciw już miałam je w ręce. Podałam jedną saszetkę Jisungowi. On zaczął się szczerzyć i coś tam radośnie mruczeć, drugą wyciągnęłam w stronę Dongmina, na co on spojrzał zaskoczony z rozszerzonymi swoimi pięknymi oczami. 

— Mówiłem ci, Dongmin — wtrącił Jisung — ona zawsze ma zapas dla potrzebujących. — Rozbawiło mnie to określenie. 

    Dongmin już sięgał po mój podarunek dla niego, lecz nagle ktoś pojawił się z mojej lewej strony i to zabrał mi gwałtownie. Oczywiście coś takiego mógł zrobić tylko Hyunbin. Zaczął czytać co było napisane na opakowaniu, by pewnie sprawdzić co to jest. 

— O, jak fajnie, że o mnie pomyślałaś. Dzięki — wypalił nagle i poszedł sobie po prostu. 

    Wszyscy byliśmy w takim szoku, że żadne z nas nie wydało z siebie ani jednego słowa przez moment. Pierwszy ocknął się Dongmin. 

— Yah! Czemu on musiał się tak uczepić? — Był ewidentnie oburzony i zawiedziony. 

    Pogrzebałam jeszcze chwilę w plecaku i na szczęście znalazłam witaminki, tylko w fiolce. Szybko je mu włożyłam w dłoń i równie pospiesznie ją puściłam, żeby przypadkiem nie zdążyć się zawstydzić tym, iż dotknęłam go tak po prostu.

— Nie przejmuj się nim, kiedyś się znudzi, a ja na szczęście jeszcze coś wygrzebałam dla ciebie.

— Ej! To chyba specjalnie tak wyszło? —  wyskoczył Jisung. — Dałaś mu te lepsze i droższe? Czy on ma jakieś przywileje? — On naprawdę był zazdrosny o lepsze witaminy, choć przecież było widać sytuację jasno. Dałam je, bo nie miałam już tych tańszych. Aż tak dobra nie byłam, żeby wydawać tyle kasy na witaminy dla innych. 

—  Daj spokój Jisung, przecież widziałeś, że na początku dostał te same co ty —  odezwała się w mojej obronie Dahyun. 

— Jakbyś nie zjadł swoich tak zachłannie, to zamieniłbym się z tobą, skoro masz z tym taki problem —  wymamrotał jeszcze Dongmin i chyba w końcu Jisung się opanował. Na kacu był bardzo marudny. 

    Ja natomiast delikatnie zaczęłam się martwić. Co jeżeli Hyunbin zamierzał mnie jeszcze długo tak dręczyć? Jak ja miałam to znosić? Nie chciałam też być powodem bójek i afer. Chciałam spokojnie przejść przez studia i bawić się dobrze z nowymi znajomymi, a nie przejmować się, że jakiś gangsterowaty koleś będzie mnie prześladował, robił mi na złość i jeszcze psuł mi opinię. Musiałam się jakoś pozbyć jego zainteresowania. Uważałam, że mógłby dać mi spokój, jakbym okazała się dla niego nudna. Nie mogłam już się z nim kłócić i dawać mu punktów zaczepienia. Niestety łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. 




Jak widzicie, mamy kolejny rozdział... I co uważacie o dalszym ciągu "bójki"? :D Mam nadzieję, że spodobało się tam też zakończenie całej imprezki. :D


Każdy wasz komentarz, to motywacja dla mnie. ;)







wtorek, 29 marca 2022

Lekcje miłości: Rozdział 14

 

Lekcje miłości

Rozdział 14


 

*Shinra*

 

                Zdeterminowana ruszyłam w stronę siedziby uczelnianego radia. Nie zastanawiałam się, czy dobrze robię. Pragnęłam go upokorzyć przed całą szkołą, zemścić się. Czułam wzrok każdego na sobie, gdy snułam się korytarzem. To na pewno on im już powiedział jakieś kłamstwa na mnie. Nikt mnie nie lubił w tym miejscu i wcale nie zależało mi na tym, by to się zmieniło. Chciałam po prostu zmieszać z błotem tego człowieka. To było moim jedynym celem. Przez chwilę tylko pomyślałam, czy Baekhyun pochwali moje zachowanie, albo uzna je za dziecinne? To najbardziej mnie zmartwiło, bo nie chciałam stracić w jego oczach. Z drugiej strony to była jedyna taka okazja. Miałam materiał, który na pewno pokaże prawdziwą twarz tego człowieka.

                W środku był ten sam student co witał nas każdego dnia swoim głosem, Sancheon. Kiedyś podobałam się mu, jak wielu chłopakom przed Jaeminem. Nie zwracałam na nich uwagi, a szkoda. Może uniknęłabym takich upokorzeń. Kiedy weszłam do środka on zapowiedział puszczenie spokojnej piosenki, by ukoić stres panujący na uczelni z powodu licznych egzaminów w ostatnich dniach. Potem widziałam, jak przycisnął przycisk, który oznaczał wyciszenie jego mikrofonu i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.

— Mam bardzo ciekawy materiał — powiedziałam to pociągając mój głos tak, by go zainteresować bardziej.

— Jaki? Jakaś sensacja? — Zdziwił się i jąkał delikatnie. Widocznie jego słabość do mnie nie minęła całkowicie.

— Chciałabym tym kogoś pogrążyć. Pewnie domyślasz się kogo. — Stwierdziłam, że nie będę owijać w bawełnę.

— Ależ oczywiście. Może chodzić o jedną osobę i powiem ci, że jestem zadowolony z takiej propozycji. Od zawsze chciałem udowodnić światu, że ta osoba jest draniem. — Było miło słyszeć te słowa z innych ust. Czułam dzięki temu, że nie byłam z tym sama na tej uczelni.

— W takim razie zapowiedz wszystko i puść to nagranie. — Wraz z tymi słowami dałam mu swój telefon.

                Zanim go podłączył do konsoli zaczął wsłuchiwać się w to, co na nim było. Uśmiechał się delikatnie na każde okrutne słowo Jaemina. Może nie było to do końca miłe, bo w końcu te słowa były kierowane względem mnie, z drugiej strony, ja też się cieszyłam, że miałam je udokumentowane. W końcu każda dziewczyna, jaka usłyszy takie słowa, powinna go unikać, a większość chłopaków powinno stracić ten cały podziw względem niego. 

                Po chwili chłopak zaczął się ekscytować podłączając mój smartfon. W tym czasie muzyka ucichła i włączył mikrofon. Czekałam na jego pierwsze słowa zniecierpliwiona.

— Wszyscy dobrze znamy Jaemina — zaczął delikatnie, wiedziałam, że swoją przemową zachęci każdego do zwrócenia uwagi na to przesłanie. — Gwiazdę naszej uczelni. Był zawsze bardzo wpływowy. Dzięki swojej charyzmie nie odgania się od kobiet, a dzięki intelektowi i pieniądzom ma poparcie wśród męskiej części tego miejsca. A co jeśli ten człowiek okazuje się fałszywym tyranem, który lubi wykorzystywać innych ludzi, a do tego wszystkiego jest agresywny? Oto dowody na to wszystko. Wszyscy dobrze się zastanówcie, czy znacie go na tyle dobrze i czy na pewno jest to odpowiednia osoba z którą powinniście się zadawać. — Po tych słowach odpalił moje nagranie, wyłączył znowu mikrofon i w całym budynku rozbrzmiewała nasza kłótnia, która wyciągała na wierzch prawdziwą stronę Jaemina. Tę, którą ukrywał przed każdym wokół. — I jak? — zapytał mnie Sancheon.

— Dziękuję, to wiele dla mnie znaczy — wyszeptałam w jego stronę nieśmiało.

— Nie ma spraw... — Przerwał mu trzask drzwi.

                Oczywiście w środku pojawił się sam zainteresowany, Jaemin. Miał furię w oczach, gdy odwróciłam się, by na niego spojrzeć. Podszedł do mnie szybkim krokiem i chwycił mój nadgarstek na tyle mocno, że poczułam ból.

— Puść ją! — krzyknął od razu podnosząc się z miejsca mój pomocnik w zbrodni, ale to nie docierało do Jaemina.

— Odwołaj to! Powiedz, że to jakieś nieporozumienie, że nagranie jest okantowane. W tej chwili! — wydzierał się prosto w moją twarz, a moja ręka już piekła mnie od jego uścisku. Przymrużyłam oczy ze strachu nie potrafiąc w żaden sposób zareagować. — Odpowiadaj jak do ciebie mówię! — Poczułam łzy spływające po moich policzkach... To było takie straszne, tak bolało. 

— Jaemin opanuj się, patrz co jej robisz, krzywdzisz ją — mówił to delikatnie Sancheon, jakby wierząc, że to cokolwiek pomoże.

— Nie wtrącaj się idioto. — Poczułam, że popchnął go, więc otworzyłam oczy, by sprawdzić, czy nic mu nie jest. Na szczęście opadł na swoje krzesło jedynie, ale za to ja zostałam znowu szarpana przez Jaemina i dopiero w pewnym momencie udało mi się mu wyrwać, bo poluzował moją dłoń, gdy chłopak z radia próbował go zaatakować tym razem, zrobiłam gwałtowny krok w tył nieprzemyślanie i o coś się potykając opadłam do tyłu. Potem poczułam straszny ból głowy. Świat się przede mną zamazał, a krzyki chłopaków były takie niewyraźne, aż w końcu wszystko pokrył mrok i mój film urwał się w tamtym momencie.

 

*Eunmi*

 

                Postanowiłam podejść do domu tego całego Yeonseo. Wiedziałam, że nie powinnam udawać się tam sama, a mimo to, zrobiłam to. Kyungsoo nie poparłby mojego postępowania, a ja jak tylko dostałam jego adres pomyślałam, że może gdy nastraszę go policją i tym, że coś wiem, to da mojej mamie spokój.

                Nie posiadał żadnego dzwonka w swoim mieszkaniu, więc stukałam w jego drzwi zawzięcie, aż nie zostały mi otwarte. Oczywiście przede mną stał ten mężczyzna, którego oczekiwałam zobaczyć, lecz w nieoczekiwanej sytuacji. Był półnagi. Umięśniona klatka piersiowa była wyeksponowana i kapały na nią krople wody z jego mokrych włosów. Wokół jego bioder był jedynie owinięty ręcznik, co sprawiło iż momentalnie zakryłam swoje oczy dłońmi.

— Taką niewinną dziewczynką jesteś?  — Mówiąc to, zaśmiał się delikatnie, a ja poczułam się strasznie upokorzona przez niego. Musiałam to jakoś zdzierżyć, bo nie przyszłam do niego, by użalać się nad sobą, miałam ważniejsze priorytety.

— Przyszłam powiedzieć ci kilka słów, które powinny cię zainteresować. — Starałam się brzmieć stanowczo. Jednocześnie wyprostowałam się i patrzyłam prosto w jego oczy, by pokazać moją odwagę, którą chwilowo zachwiałam.   

— Czyżbyś zastanowiła się nad moją ostatnią propozycją? — znowu prychnął rozbawiony moją osobą. We mnie powoli kipiało, jednak tłumiłam to wszystko w sobie, by nie zbił mnie z tematu, który musiałam poruszyć.

— Nie. Wiem o tobie wiele. Poznałam twoją wcześniejszą ofiarę. Mam dla ciebie dwie propozycję. Pójdę ze wszystkim na policję, wcześniej opowiadając szczegóły twojego poprzedniego związku, albo to ty powiesz mamie, że to koniec, dasz nam spokój i puścimy to w niepamięć. — Myślałam, że choć trochę go zaskoczy to co powiedziałam, albo przerazi. Niestety... Byłam w wielkim błędzie.

— Proszę cię... Przygotowałem się na taką ewentualność. Twoja mama zna historię o mojej byłej, która może się na mnie mścić za to, że z nią zerwałem... Spokojnie, nie uwierzy ci. Jeżeli zgłosisz mnie na policję, będziesz potrzebowała solidnych dowodów, a znając poprzedniczkę twojej mamy i jej córkę, żadna z nich nie będzie zeznawać. Boją się o tym mówić publicznie, a taka sprawa na pewno zostałaby nagłośniona. Tak więc mam dla ciebie cudowną propozycję. Nie wtrącaj się, bo inaczej także mnie popamiętasz. Do Kyungsoo? To twój chłopak? Zdjęcia wam wykonane są znaczące. Jesteście często razem w wielu miejscach. Jak dobrze, że wynająłem detektywa, by cię śledził i coś na ciebie miał. Słusznie przypuszczałem, że możesz namieszać, dlatego ja mam też asa w rękawie. Ty mówisz policji o mnie, ja wydaję twoje zdjęcia z kochasiem gazetom.

                Byłam w niemałym szoku i bałam się cokolwiek na to odpowiedzieć, a on bezczelnie i bez pożegnania wrócił do swojego mieszkania, zatrzaskując mi drzwi przed nosem. Stałam chwilę w nie wpatrzona. To co przed chwilą się stało nie było dla mnie zrozumiałe. To ja chciałam go pogrążyć i odstraszyć, a to on narobił mi problemów. Co miałam począć? Nie wyobrażałam sobie, co się stanie, jak moje zdjęcia Kyungsoo ujrzałby gazety. Był idealnym manipulatorem i strategiem. Widocznie przygotowywał się na wszystko. Jedyne co przyszło mi do głowy, co mogłam zrobić po tym wszystkim to zadzwonić do mojego nowego chłopaka. Na samą myśl, że zostałam dzień wcześniej jego dziewczyną moje serce zabiło szybciej, a kąciki ust same się uniosły. Ten chłopak strasznie zawrócił mi w głowie...

                Gdy tylko odebrał i okazało się, iż miał chwilę czasu na rozmowę, opowiedziałam mu o moich odwiedzinach u Yeonseo. Jak przypuszczałam, był zły, że tam poszłam. Uważał, że powinnam od razu udać się do matki i to jej o wszystkim powiedzieć. Wtedy powiedziałam mu o zdjęciach. On wcale się nie zaskoczył. Powiedział mi, że według niego może ten Yeonseo coś wiedział, ale nie miał zdjęć. Kyungsoo uznał, że tamten chciał mnie zaledwie nastraszyć i spokojnie mogłam porozmawiać z matką. Chwilę się zastanawiałam po rozłączeniu połączenia nad tym wszystkim. Może miał rację. Spanikowałam, bo Yeonseo wiedział, jak powiedzieć to tak, bym mu uwierzyła i przestraszyć mnie na tyle, bym niczego nie zrobiła. Na szczęście to Kyungsoo był tym, który pomógł mi podejść racjonalnie do sprawy.   

 

*Anri*

 

                Tego dnia wszystkich przeraziło to co wydarzyło się na uczelni Shinry. Ja właśnie wtedy siedziałam w jej sali w miarę spokojna, bo wiedziałam, że podobno nic już jej nie zagrażało. Nie miałam pojęcia, co dokładnie doprowadziło do tego, że moja siostra uderzyła się w głowę i miała wstrząśnienie mózgu, wskutek którego straciła przytomność. Nie mówiła mi tego. Jakby bojąc się przyznać do sytuacji, a obok mnie siedział Bakehyun. Był przerażony wcześniej i blady jak trup, a w tamtej chwili głaskał dłoń mojej siostry, która smutno miała opuszczoną głowę w dół i nie odzywała się do nas. Miałam tego dość, bo czułam, że nie chciała przy mnie o wszystkim mówić.

                Po mojej drugiej stronie siedział Sehun. Byłam mu wdzięczna, że on także przyszedł mnie pocieszyć i uspokoić, bo gdy dowiedziałam się o przewiezieniu mojej nieprzytomnej siostry do szpitala, zaczęłam panikować. Zadzwoniłam do niego, a on zjawił się, by mnie wesprzeć, a wraz z nim Baek pewnie zmartwiony stanem Shinry.

                Nagle do środka wparował nasz tata. Spojrzał skruszoną miną na łóżko w którym leżała Shinra. Pewnie także się przestraszył skoro nawet opuścił firmę, by dowiedzieć się co z nią. Cieszyłam się, bo ostatnio ich relacje wydawały mi się lepsze. Z drugiej strony, nie wiedziałam co to powodowało. Ona nie opowiadała mi o niczym, a czułam, że działo się coś ważnego i może nawet martwiącego. Miałam przeczucie, że palce w tym maczał ten cały Jaemin,  chociaż ja oczywiście nie byłam wtajemniczona w nic, więc jedynie spekulowałam.

                Wtedy wydarzyło się coś mało zrozumiałego dla mnie. Shinra coś wyszeptała do Baekhyuna na ucho, a ten po chwili coś przekazał Sehunowi, na co tamten mu przytakiwał. Potem najmłodszy z nich spojrzał na mnie z delikatnym uśmiechem.

— Wyjdźmy na chwilę, bo robi się tu trochę tłoczno. Skoro z twoją siostrą wszystko w porządku, to nie musisz przy niej czuwać — wyszeptał to delikatnie, a ja zrozumiałam aluzję. Shinra pewnie chciała wszystko opowiedzieć, a ja byłam zbyteczna w tamtym momencie. To wyglądało tak oczywiście. Nie buntowałam się jednak. Taka była jej wola, a ja ją uszanowałam wychodząc z Sehunem z sali.

— Przepraszam, że was tu ściągnęłam. — Zaczęłam się tłumaczyć na zewnątrz.

— Przecież to nic takiego. Rozumiem twoje przerażenie. Też bym dzwonił do kogoś, kto wsparłby mnie w takiej chwili. — On tak doskonale wszystko pojmował. Był wyrozumiały zawsze. Nawet jak poproszono go o wyprowadzenie mnie z sali. Lubiłam to w nim. — Poza tym to cieszę się, że dzwonisz w takiej chwili do mnie — dodał nieśmiało odwracając wzrok, a ja poczułam coś dziwnego. Znowu przez chwilę pomyślałam, że może jednak podobałam mu się?

— Nie mam obecnie bliższej osoby niż ty. — Nie wiedziałam po co mu to powiedziałam. Może i było to po części prawdą, lecz chęć uświadomienia go o tym pojawiła się we mnie jak jakiś impuls. Nie miałam pojęcia, co sama powinnam była o tym myśleć.

 

*Bakehyun*

 

                Byłem taki przestraszony, gdy usłyszałem o tym, że Shinra była w szpitalu. Nie myślałem o niczym innym, niż tym, że powinienem się tam jak najszybciej znaleźć obok niej. Na szczęście na miejscu okazało się, że nic wielkiego jej się nie stało. Dostała jedynie chwilowego wstrząśnienia mózgu, wskutek jakiegoś uderzenia w głowę. Lekarze powiedzieli, że na drugi dzień wypuszczą ją, jak będą pewni, że nie ma żadnych powikłań tego zdarzenia. Ulżyło mi okropnie.

                Martwiło mnie jednak jeszcze coś. Relacja sióstr nadal nie wyglądała najlepiej. Anri nie wiedziała kompletnie co się dzieje, a Shinra nie chciała o tym mówić przy niej. Z jednej strony, jej argument, że nie chciała martwić młodszej był zrozumiały, a z drugiej nie popierałem tego do końca. Dlatego obie były ze sobą daleko, bo żadna z nich nie przyznawała się do uczuć względem drugiej, żadna z nich nie zwierzała się i obie wydawały się sobie obce. Chciałem to jakoś zmienić i zmusić Shinrę do mówienia przy Anri, niestety pojawienie się ich ojca wybiło mnie z rytmu. Przystałem na prośbę starszej, by poprosić Sehuna o przysługę w ramach której miał zająć się jej siostrą przez resztę dnia. Mężczyzna obserwował zaś nas podejrzliwie i odprowadził takim wzrokiem znikającą dwójkę za drzwiami.

— Kim oni są? — zwrócił się z tym pytaniem do Shinry.

— To nasi przyjaciele. — To określenie mnie trochę zabolało i pewnie zabolałoby też Sehuna. Mimo to, nie mogłem przecież oczekiwać innego, bo faktycznie póki co, to byłem dla niej jedynie tym. Pewnie wiedziała, że czułem coś więcej po naszym ostatnim pocałunku, lecz bała się to zaakceptować na razie.

— Rozumiem... — burknął od niechcenia nie przestając mnie mierzyć podejrzliwie. — A co się stało kochanie?

— Jaemin mnie popchnął na uczelni.

                Wszystko się stało jasne. Opowiedziała ze szczegółami całą sytuację, dlaczego to zrobił i dlaczego ona postąpiła tak, a nie inaczej przed całym zdarzeniem. Jej ojciec wpadł w furię. Powiedział, że tego mu nie daruje, że zgłosi to na policję, a chłopaka z radia chciał wziąć na świadka. Ja widziałem, że Shinra niechętnie na to wszystko przystawała, a moim zdaniem on miał rację. Nie mogło ujść temu człowiekowi nic na sucho. Skoro, jak wywnioskowałem z rozmowy, wyjawienie wszystkiego jego rodzicom nic nie dało, to jedynym wyjściem była policja i cieszyłem się, że jej tata też nie bał się zaryzykować takim zgłoszeniem. Widziałem, że ich relacje były inne niż te, jakie Shinra miała przed wyjawieniem mu prawdy. W końcu mężczyzna przejął się losem starszej córki i pragnął jej pomóc, co mnie zadowalało. Już nie tylko ja czuwałem nad nią.

 

*Chayeon*

 

                Mojej mamie zachciało się remontować pokój i co za tym idzie wciągnęła w to każdego kogo się dało. Nawet Jongdae. Nie wiedziałam, jak go do tego przekonała, bo chłopak kwapił się jakoś za bardzo ochoczo do roboty. Pomagał we wszystkim, a ja nie umiałam niczego pojąć. Tłumaczył mi, że dzięki temu mógł spędzać ze mną czas. Dodatkowo nie rozumiałam mojej mamy. Zazwyczaj w takich chwilach wynajmowali firmę remontową z ojcem, a nagle zachciało im się żyć oszczędnie i uznali, że sami dadzą radę.

— Aua! — ten okrzyk z ust mojego chłopaka sprowadził mnie momentalnie na ziemię. Wiedziałam, że stało się coś niedobrego i szybko namierzyłam go wzrokiem. Chłopak zaczął dmuchać swój palec, jak małe dziecko, które się w niego skaleczyło.

— Co się stało?  — spytałam stojąc obok niego.

— Drzazga mi się wbiła, mam tutaj. — Mówiąc to pokazał mi miejsce bólu, a ja rzeczywiście dojrzałam skrawek drewna wbity w nie. Zachciało się matce drewnianych półeczek.

— Spokojnie, zaraz pozbędziemy się tego i ci to zdezynfekuję. Idź do mojego pokoju, a ja tam przyjdę z apteczką — powiedziałam ze stoickim spokojem. Przecież to było nic w porównaniu do tego z czym miałam do czynienia pracując jako pielęgniarka.

— Jak to tak po prostu to wyjmiesz? Przecież to będzie bolało. — Cały Jongdae, na co dzień nieustraszony, nie waha się przed niczym, a czasami przy błahych sprawach strasznie panikował.

— A chcesz z tym chodzić do końca życia? — Po tym nie wiedział chyba co powiedzieć, bo udał się ze mną w stronę wyjścia z pokoju.

                Ja skierowałam się do łazienki, by stamtąd zabrać apteczkę. Następnie znalazłam się szybko w moim pokoju, gdzie już na łóżku siedział przerażony Chen. Podeszłam stanowczo do niego i chwyciłam jego skaleczoną rękę. Przyjrzałam się uważnie i zrozumiałam, że kawałek był dość spory, więc mogłam spokojnie go wyciągnąć. Po co miałam się z tym patyczkować. Zanim cokolwiek zrobiłam ten znowu krzyknął te swoje "Aua".

— Przecież jeszcze nie dotknęłam nawet — rzekłam trochę oburzona jego zachowaniem.

— Ale ja telepatycznie poczułem jak to boli — burknął unikając spojrzenia na mnie. Jak tak dalej by było, to poczułabym się jak jego niania, a nie dziewczyna.

                Szybko zrobiłam to co miałam. Drewienko wyszło bez problemu, a on nawet nie zauważył tego, że to załatwiłam. Potem przemywałam mu ranę i wtedy dopiero dotarło do niego, iż jest po wszystkim.

— I tyle? — zapytał mnie zaskoczony, a ja pokręciłam głową z niedowierzania.

— Tak tyle. — Zaśmiałam się wraz z tymi słowami, a on nagle pociągnął mnie za dłoń tak, że usiadłam na jego kolanach okrakiem.

— W takim razie muszę cię nagrodzić za pomoc — wymruczał to do mojego ucha, a mnie przeszły ciarki podniecenia.

                Wiedziałam, że nie dlatego to robił. Sam przede wszystkim zapewne miał na to ochotę, a po drugie chciał odwrócić moje myśli od incydentu sprzed chwili, bym go nie wyśmiała za jego panikę. Normalnie pewnie wykorzystałabym okazję do nabijania się z niego, lecz jedno spojrzenie w jego oczy pełne pożądania sprawiło, że zapragnęłam na tamtą chwilę tylko jego namiętnych pocałunków, zbliżenia się naszych ciał... Wpił się w moje usta tak gwałtownie, że cicho jęknęłam z zachwytu. Liczyłam, że za chwilę będę mogła poczuć także jego ciepłe dłonie na moich plecach, bo jedną ręką podnosił moją koszulkę, gdy nagle moje drzwi zaskrzypiały i jedyne co zdążyłam zrobić to odkleić się od przyssanego do mnie chłopaka. Spojrzałam na wejście do pokoju... Któżby inny wchodził do niego bez pukania, jak nie mój kochany brat, Yulchan...

— Mama narzeka, że jedna półka jest krzywo — mówił jak gdyby nigdy nic. On już się nawet nie przejmował tym, jak nas nakrywał.

— Yul! Masz pukać w te drzwi! One od tego są! Ja też będę ci wchodzić do pokoju, jak twoja dziewczyna będzie w nim z tobą. Zobaczymy co wtedy zrobisz. — Każde moje słowo było przepełnione furią.

— Spokojnie. Takie coś nie nastąpi, bo postanowiłem zostać singlem na zawsze. — Po tych słowach pokazał mi język i po prostu zamknął za sobą drzwi. Ja byłam zdruzgotana. Kolejna piękna chwila przerwana przez niego.

— Nie stresuj się kochanie. Zamknij lepiej drzwi na klucz i dokończmy swoje. — Znowu próbował być mój chłopak uwodzicielski. Pech chciał, że pojawienie się Yulchana wybiło mnie z rytmu i właśnie postanowiłam wyżyć się na nim.

— Nie będę całować się z jakimś mazgajem dzisiaj. — Podsumowałam go i wyszłam z pokoju, a on zapewne miał zszokowaną minę, o ile nie przywykł do tego, iż czasem mi odbijało po pokłóceniu się z Yulchanem.

 

 

I jak podoba wam się kolejny rozdział? Jestem ciekawa co sądzicie o poczynaniach Shinry i konsekwencjach jakie z tego wynikły. I wiem, że przegięłam chyba z tym Jaeminem, ale to pisałam dawno temu. Wybaczcie.

I czy według was Kyungsoo ma rację i Eunmi nie powinna się przejmować groźbą chłopaka?

Zaś scena z Jongdae miała być urocza i zabawna, ale nie wiem czy mi wyszło to. Za to pojawił się Yulchan. Przyznać się kto go pamiętał i tęsknił? Miałam kiedyś jakiś plan co do niego. Miał chyba się zjawić w jakimś innym opku o EXO. Jednak nie pamiętam tego planu już kompletnie, a nie zapisałam sobie nic.