piątek, 6 maja 2016

Utracone wspomnienia: Rozdział 8

Dziękuję osobom, które mnie czytają, choć ostatnio jest ich zdecydowanie mniej. Pewnie dlatego, że zakończyłam mój ff o Exo. ;-; Zapraszam do komentarzy, bo są bardzo motywujące w dalszym pisaniu. A i jeszcze chciałabym przeprosić fanów Taeyeon za użycie jej w tym rozdziale. Ja do niej nic nie mam. Po prostu ona ze względu na swoją pozycje w zespole pasowała mi do tej roli. Nie chciałam jej w żaden sposób urazić. ^^"



Utracone wspomnienia
Rozdział 8
           Myślałam bardzo długo nad wszystkim co dowiedziałam się dzień wcześniej. Byłam zła na siebie, że nie wysłuchałam Henryego. Kocham go… Tak myślę. Musiałam go porządnie przeprosić. Tak wiele zrobił dla mnie. Choć uważam, że nie powinien ze mną zrywać w taki sposób wtedy, jestem w stanie mu to wybaczyć. Moja utrata pamięci na pewno nie jest jego winą.
           Kolejnym moim problemem był powrót do SM. Zdecydowałam się na niego. Donghae dał mi bezpośredni numer do moich przełożonych, żebym zadzwoniła najpierw i wszystkiego się upewniła. Trzymałam karteczkę z nim i patrzyłam na nią z kilka razy. Stresowałam się rozmową z nimi, bo ich nawet nie pamiętałam. Stwierdziłam, że muszę to zrobić.
           Już dotykałam ekranu w celu kliknięcia zielonej słuchawki, ale ktoś zadzwonił do drzwi. Że też w takim momencie. Podeszłam więc sprawdzić, kto to. Nie zerkając przez oczko, otworzyłam je. Zobaczyłam przed sobą Chaerin i Woohyuna. Czego oni tu chcieli? I czemu przyszli razem?
- Co wy tu robicie?
- Już mnie nie lubisz? Spotkałam Woohyuna i powiedział mi, że idzie do ciebie. Chciałam się z nim zabrać, bo nie wiem gdzie znajduje się to mieszkania, a bardzo chcę z tobą porozmawiać.
- No dobrze. A ty po co tu?
- Miło nas witasz. Z drugiej strony co ja tam wiem? Jestem tylko twoją zabawką.
- Przestań tak mówić. Nie podoba mi się twoje zachowanie.
- A to wy nie wróciliście do siebie?
- Słucham? – Popatrzyłam zdziwiona na Chaerin.
- No przecież byliście wspaniali razem. On zawsze cię wspierał. Nawet po zerwaniu Henryego.
- Jego zerwanie to przeszłość. Nie chcę o tym gadać. Jeżeli przyszliście mi nawijać takie głupoty, to idźcie sobie.
- Nagle nie chcesz mówić z nami o przeszłości? A tak bardzo chciałaś ją znać. Co się zmieniło?
- Już wszystko co powinnam wiedzieć wiem.
- Proszę wpuść nas. – Błagała mnie była przyjaciółka.
- Dobrze. Choć nadal nie znam celu.
           Weszli do środka i zasiedli na mojej kanapie. A raczej nie do końca mojej. Podeszłam i nie usiadłam obok nich. Wolałam mieć z nimi dystans, więc przysiadłam na fotelu.
- Czemu chcesz zapomnieć, o tym, że Henry zerwał z tobą? – Widziałam jak mówił to ze złością w oczach.
- Prawie tego nie pamiętam, więc żaden problem. Chcę dać mu kolejną szansę.
- Popełniasz błąd. Ja i Chaerin wiemy jako jedyni, jak wiele wtedy cierpiałaś.
- Będąc z nim?
- Po części. A jeszcze bardziej jak rzucił cię.
- A znasz powód? Bo ja tak.
- Kto ci go powiedział?
- Dongahe i Eunhyuk.
- To jego kumple. Mogą dla niego kłamać.
- Ja im ufam.
- A nam już nie? – Odezwała się znowu dziewczyna.
- Posłuchajcie. Chcecie mi zrobić mętlik w głowie? Mam tego dość. Nie chcę was słuchać. Właśnie miałam zadzwonić do SM. Wracam do wytwórni i do Henryego. Cokolwiek się ma wydarzyć.
- Uważasz, że jestem ci już niepotrzebny?
- Twierdzę, że gdybyś był troszkę inny, moglibyśmy się przyjaźnić. Niestety ciężko może to wyglądać, skoro tak bardzo nie popierasz mojego wyboru.
- Tak więc nic tu po mnie. Zobaczymy za ile przyjdziesz się wypłakać.
- Masz rację. Nie powinno cię tu być.
           Po tych słowach wyszedł trzaskając drzwiami wyjściowymi. Nie poruszyło mnie to wcale. Nie byłam moim zdaniem okrutna. Po prostu ten człowiek według mnie miał nierówno pod sufitem. Chaerin patrzyła na mnie zaszklonymi oczami. Nie umiałam już jej ufać. Nie chciało mi się nawet z nią rozmawiać.
- Słuchaj. – Zaczęła. – Zraniłaś go. On tak bardzo ci się wtedy starał pomóc.
- To nie on pomógł mi wyrwać się od rodziców, nie on był przy mnie, gdy najbardziej byłam zagubiona i przypominał mi wszystko. To wszystko robił Henry.
- Ty go bardzo kochasz?
- Oczywiście.
- Życzę wam szczęścia. I lepiej pójdę, bo widocznie nasza przyjaźń umarła dawno temu.
- Nie chcę cię zasmucać. Jednak nie oszukujmy się, ona umarła.
- Żegnaj. – Powiedziała wylewając łzy, a ja tylko czekałam aż wyjdzie.
           Kiedy drzwi za nią się zamknęły wzięłam ponownie telefon do ręki. Postanowiłam, że zaraz po telefonie do wytwórni, zadzwonię do Henryego. Chciałam tak bardzo usłyszeć jego głos.
           Pierwsza rozmowa była udana. Dogadałam się, że przyjadą po mnie na drugi dzień pod wieczór. Do tego czasu miałam spakować potrzebne rzeczy, bo podobno nawet większość moich ciuchów jest nadal w dormie. Rodzice nie mogli przekonać wytwórni do zerwania kontraktu. Przedłużali tylko moją przerwę. Na szczęście dzięki temu mam łatwiejszy powrót. Nie muszę nic nowego podpisywać. Resztę szczegółów miałam omówić w biurze za dwa dni.
           Potem trochę już bardziej rozpromieniona zadzwoniłam do niego. Czekałam dość długo aż odbierze, a kiedy myślałam, że wreszcie to zrobił usłyszałam kobiecy głos po drugiej stronie.
- Słucham?
- Przepraszam. To telefon Henryego?
- Seolyun. Nie poznajesz mojego głosu?
           W mojej głowie pojawiały się jakieś przebłyski. Słyszałam go gdzieś, tylko nie mogłam powiązać go z twarzą i jakąkolwiek sytuacją.
- Przykro mi, ale nie.
- To smutne. Bo bardzo dobrze się znałyśmy.
- Ja chciałam porozmawiać z Henrym.
- Hmm… Pogodziliście się?
- Nie twój interes.
- Ostatni raz jak pamiętam, nie chciał z tobą rozmawiać.
- Teraz chce. Proszę cię.
- Szwenda się gdzieś z Amber. Zapomniał telefonu zabrać, jak mnie zostawił tu samą.
- Co masz na myśli przez tu?
           Nie podobał mi się ton tej dziewczyny. Wyglądało jakby się ze mną bawiła.
- W mojej i jego skrytce?
- Nie rozumiem.
           Potem usłyszałam jakiś szum. I do moich uszu przemówił ten upragniony bardzo głos.
- Seolyun? Co ona ci nagadała?
- Nic ważnego. Chciałam bardzo z tobą porozmawiać.
- Cieszy mnie to ogromnie. – Jego ton głosu zmienił się na bardziej promienny.
– Nigdy więcej nie każ opiekować się mną Woohyunowi. To po pierwsze.
- Jak to? Myślałem, że jesteście bliskimi przyjaciółmi? W końcu pomagał ci jak mnie nie było przy tobie…
- Henry… Jutro wieczorem będę w wytwórni. Będziemy mogli porozmawiać?
- Jasne. O 19 już będziesz?
- Na pewno.
- To 19 przy wejściu.
- Dobrze.


***
           Następnego dnia wyjaśniłam mojej szefowej, że już więcej nie przyjdę do pracy. Na szczęście miała telefon do jakiejś dziewczyny, która pytała zaraz po mnie o miejsce, więc może ona teraz będzie w tym sklepie pracować. Przeprosiłam, że tak nagle, lecz zrozumiała mnie i nie miała do mnie żalu.
           Wieczorem czekałam z walizką przed mieszkaniem. Byłam strasznie niecierpliwa. Podjechał wkrótce samochód. Szofer wyszedł i pomógł mi schować mój bagaż. Po czym wsiadłam do środka. Zdziwiłam się, gdy na tylnym siedzeniu zobaczyłam Woohyuna. Nie wiedziałam, co on tu robi. Znowu zepsuł mi humor. Nie odezwałam się słowem.
- Kazali mi po ciebie jechać. Chyba, będziemy musieli nadal udawać parę.
- Dlaczego? Przecież to najmniejszego sensu nie ma?
- Będzie miało, jeżeli nie przyłapią cię już z Henrym.
- Równie dobrze, mogę nie być z nikim…
- Nie wiem jeszcze co zadecydowali. Ja tylko tak wywnioskowałem.
- Mam nadzieję, że się mylisz.
           Resztę drogi milczeliśmy. Patrzyłam tylko na to co działo się za oknem. Musiałam się wyciszyć. Nie minęło wiele czasu i byliśmy na miejscu. Wyskoczyłam z samochodu i czekałam na walizkę. Gdy już ją dostałam, nie czekając nawet na Woohyuna weszłam do budynku. W portierni zobaczyłam uśmiechniętą kobietę.
- Witaj Seolyun.
- Witam.
- Dziewczyny czekają na ciebie w sali 30.          
           Nie miałam pojęcia, gdzie jest ta sala. Widocznie dało się to wyczytać ze mnie, bo potem dodała.
- Zaprowadzić cię?
- Ja to zrobię. – Odezwał się rzep, który się do mnie przyczepił.
           Złapał mnie pod rękę i prowadził przed siebie. Nie dał mi nawet czasu na zbuntowanie się. Kiedy stanęliśmy pod tą salą zrobiło mi się niedobrze. Znowu poczułam piorunujący ból. Kolejne wspomnienie.
- Seolyun kochana nasza.  – Odezwała się moją stronę farbowana na rudy kolor dziewczyna. Nazywała się Miki.  – Skąd wiedziałaś, że zgłodniałyśmy?
           Wszystkie, czyli 4 dziewczyny zgromadzone w tym pomieszczeniu, wyciągnęły ręce w stronę bułeczek, które trzymałam w ręce.
- Kochamy cię, wiesz? – Dodała nasza maknae Minhee. – Zawsze się o nas troszczysz.
- Skoro mam być waszą liderką, to się staram już od początku.
           Wtedy każda z nich podeszła i zaczęły mnie tulić.
- Myślicie, że zawsze będziemy się tak dobrze dogadywać? – Zapytała Miki.
- Sądzę, że tak. Wiele już razem przeszłyśmy, a jeszcze dużo przed nami. Musimy się dogadywać i wspierać wzajemnie, inaczej zginiemy tutaj.
Byłam tak z nimi zżyta? Zapytałam siebie w duchu. Jeżeli rzeczywiście to prawda, to nie mogę się doczekać ich reakcji na mój powrót.
- Coś się stało? – Zapytał Woohyun, o którego istnieniu zapomniałam na moment.
- Nie, nic. – Odparłam mało przekonująco.
- Jak to?  Stanęłaś i złapałaś się za głowę jakby cię zabolała.
- Po prostu… Przypomniałam sobie dziewczyny.
- O to świetnie.
- Jakbyś mógł już pójść. Chcę z nimi widzieć się sama.
- Jasne. – Prychnął i poszedł.
           Znowu się wściekł? Ale on miał zmienny humor. Jak jakaś kobieta w ciąży. Nacisnęłam klamkę. Za drzwiami zobaczyłam trójkę dziewczyn patrzących z zaciekawieniem. Rzuciły się na mnie jak tylko weszłam i zaczęły tulić.
- Wróciłaś. – Powiedziała z rozpaczą w głosie Minhee.
- Tak.
           Najwyższa z nich, której imienia nie pamiętałam zaczęła mi się uważnie przyglądać.
- Nawet blizny nie masz po tym kamieniu? Szczęściara.
- Dzięki. Gorzej z pamięcią, nie obraź się.. Możesz przypomnieć mi imię? Pamiętam Miki i Minhee…
- Gayeon. – Mówiąc uśmiechnęła się serdecznie. – Teraz ja mam być liderką.
- No to cudownie.
- Nie wiem. Głupio mi z tym.
- Spokojnie. Dziwnie byłoby, gdyby osoba, która ledwo cokolwiek pamięta miała dowodzić.
- Lecz przy tobie nie wyrzucili by Eunhye.
- Czemu ją wyrzucili?
- Nie radziła sobie emocjonalnie. Była załamana, że znowu wycofali nasz debiut po twoim zniknięciu. Bała się, że ogólnie to koniec. Straciła motywacje. Ja nie potrafiłam nic z tym zrobić.
- Nie obwiniaj się. – Zaczęła Miki. – My też powinnyśmy jakoś pomóc. Jednak wszyscy byliśmy bezsilni.
           Znowu wszystkie się przytuliłyśmy.
- A tak z innej beczki. – Wtrąciła Minhee. – Czyżbyś pogodziła się z Henrym? Bo był tutaj i uspokoił nas opowiadając co u ciebie.
- Naprawdę?
- Tak, tak. Ale nie chciał zdradzić, jak wam się układa.
- Cóż… Wróciliśmy do siebie. Niestety chwilowo jesteśmy pokłóceni tak jakby. Dzisiaj wszystko jeszcze naprawię. Mogłabym wiedzieć, która godzina?
- 18:30.
- Oj to za pół godziny jestem z nim umówiona przy wejściu. Będziemy tu jeszcze tyle?
- Jasne. Poczekamy tu na ciebie, jak do niego pójdziesz. Chyba, że nie zamierzasz na noc wrócić do dormu. To weźmiemy twoja rzeczy i…
- Nie wracałam czasami na noc do dormu? – Przerwałam wypowiedź Miki.
- Dość często. – Rzekła drapiąc się nerwowo w tył głowy.
- Czyli, że ja.. I on…
- Nie mówiłaś nic nam na ten temat. Choć można podejrzewać, że tak…
           Czułam się dziwnie. Mogłam mieć za sobą swój pierwszy raz i nic nie pamiętałam?
- Czyli nic nie pamiętasz?
- Mało co pamiętam. Nawet nie wiecie, jak okropnie się z tym czuję.
- Nie przejmuj się. Jesteś silna. Dasz radę rozpocząć wszystko na nowo.
- Postaram się. – Podsumowałam z uśmiechem.
           Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę i musiałam zbierać się do Henryego. Postanowiłam podejść troszkę wcześniej w umówione miejsce, choć dziewczyny uważały, że i tak wcześniej nie skończy treningu. Na miejscu zobaczyłam jakąś ładną dziewczynę. Pomyślałam, że też na kogoś czeka. Ta jednak podeszła do mnie.
- Seolyun. Znowu się widzimy.
- Witaj. Przykro mi, ale nie pamiętam cię.
           Widać było, że nie spodobało jej się to.
- Posłuchaj mała. A przypominasz sobie co to za zespół Girls Generation?
- Ah tak. – Wtedy skojarzyłam. To była Teayeon, liderka.
- Czyli coś ci świta.
- Już wiem kim jesteś.
- Dobrze. Tak więc… Musisz zapamiętać sobie jedną rzecz. Lepiej nie myśl, że staniesz się kimś lepszym niż ja i mój zespół. Jesteście tylko małymi ziarnkami grochu przy nas. I jeszcze jedno. Przestań się spotykać z Henrym, bo gorzko tego pożałujesz. To nie partia dla ciebie.
- Niby czemu? Podoba się też tobie?
- Nie moja droga. Po prostu nie znoszę patrzenia na wasze szczęście.
- Przykro mi, lecz mogę cię nie posłuchać.
- Pożałujesz tego. Zobaczysz.

           Mówiąc to odeszła szturchając mnie ramieniem. Zostawiła mnie z mętlikiem w głowie. Co jeśli to ona właśnie dawała zdjęcia do gazet? Widać, że mnie za coś nienawidzi. Nie miałam pojęcia co jej zrobiłam. Może gdybym więcej pamiętała mogłabym coś wywnioskować. Niestety moja pamięć nadal mnie zawodziła.



środa, 4 maja 2016

Kiedy dorosnę?: Rozdział 2


Oto i jest drugi rozdział. Czekam na wszelkie opinie. ^^

Kiedy dorosnę?
Rozdział 2


           Stanęłam przed budynkiem na którym widniał ogromny szyld Arirang.tv. Co ja tutaj robię? Pomyślałam. Znowu się wahałam. Jak zwykle przed wielką zmianą. Byłam dużo wcześniej nić powinnam, bo bałam się, że nie trafię. Nie wiedziałam, czy mogę tak wcześnie być. Raz kozie śmierć. Wkroczyłam do środka. W portierni stała jakaś miła pani z uśmiechem na ustach. Podeszłam więc, obserwując jednocześnie dwóch goryli przechadzających się po korytarzu, czy czasem nie idą mnie wyrzucić.
- Dzień dobry.
- Witaj dziewczynko. W czym mogę ci pomóc?
- Nazywam się Lee Bora i…
- A to ty jesteś nową stylistką? – Przerwała mi.
- Tak jakby. – Odrzekłam niepewnie.
- W takim razie zaczekaj chwilkę. Na miejscu jest chyba tylko Kevin, zadzwonię po niego, żeby cię zaprowadził. Reszta dziewczyn przyjdzie za jakiś czas. Jesteś bardzo wcześnie.
- Tak wiem.
- Usiądź na tym krzesełku tam. – Wskazała jedno pod ścianą naprzeciwko.
           Posłusznie wykonałam polecenie. Usiadłam i czekałam. Spuściłam głowę i oglądałam swoje stopy. Lubiłam to robić, kiedy się stresowałam. Zaczęłam także nimi wymachiwać na wszystkie strony. Nie wiem czemu. Może z nudów.
- Wyglądasz, jak mała dziewczynka. – Usłyszałam znany głos z telewizji.
Kevin Woo stał przede mną. Szybko uspokoiłam moje odnóża i wstałam na baczność, tak jakbym była w jakimś wojsku naprzeciwko oficera. On na ten widok się zaśmiał. Nie wątpię. Musiałam wyglądać komicznie.
- Przepraszam.
- Za co?
- Sama nie wiem. – Zaczęłam się drapać z tyłu głowy, ze zdenerwowania.
- Ty jesteś Lee Bora, tak?
- Dokładnie. – Uśmiechnęłam się z leksza głupkowato.
- To świetnie. Chodź za mną.
           Odwrócił się i ruszył przed siebie. Ja małymi kroczkami za nim, lecz nagle się zatrzymał i z powrotem stanął przodem do mnie.
- Byłbym zapomniał. Wiesz kim jestem? Chodzi mi o to, czy nie powinienem się przedstawić.
- Jakże mogłabym nie wiedzieć. Kevin Woo. Wspaniały prezenter i członek U-kiss, o nieziemskim wokalu. – Sama nie wierzyłam, że powiedziałam to tak po prostu.
           Na jego twarzy pojawił się duży banan.
- Miło, że masz o mnie takie zdanie. Aż cieplutko na serduszku się robi.
- Po prostu powiedziałam co myślę. – Podsumowałam.
- Dobra chodźmy. I jakbyś mogła chodź ze mną na równi. Przecież nie jestem jakimś oficerem, że stajesz na baczność przede mną i nie możesz zrównać kroku ze mną.
           Czy on czytał mi w myślach? Po prostu troszkę się go wstydziłam. Był taki sławny, a ja stałam dwa kroki od niego. Mimo to, musiałam wziąć się rzeczywiście w garść. W końcu szefowa wierzyła, że potrafię się opanować widząc takich ludzi.
- Oczywiście już wyrównuję.
           Szłam obok niego. On pokazywał mi różne sale i tłumaczył co się w nich znajduje. Wyjaśnił też, że najprawdopodobniej będę zajmować się stylizacją fryzur i możliwe, że nie tylko przed występami w takich programach, jak After School Club, czy Simply Kpop, bo to robiła moja poprzedniczka. Do tych programów przychodzą często całe zespoły, więc jest trochę przy tym roboty, a oprócz mnie są tylko jeszcze dwie dziewczyny. Ostrzegł mnie, żebym się przy nich nie wychylała. One bardzo skupiają się na pracy i nie są za rozmowne. Podobno dziewczyna, która pracowała z nimi przede mną wyleciała właśnie z ich powodu. Stwierdziłam więc, że będę starała się nie podpadać przy nich i to wszystko.


***


2  tygodnie później…


           Weszłam w wir pracy. Było cudownie. Spotykanie gwiazd z czasem stało się dla mnie normalnością. Dziewczynami się nie przejmowałam. One miały mnie gdzieś. Nie przeszkadzałam im i to chyba było najważniejsze. Kevin Woo bardzo mnie polubił i często przychodził porozmawiać, jak jakiś przyjaciel. Wymieniliśmy się nawet numerami telefonów. Gdy spotykałam się z Yurin i opowiadałam o tym, ona wymyślała historie miłosne nie z tej ziemi, które według niej mogą mi się w tej pracy przytrafić. Ja tylko się z niej śmiałam.
Tego dnia trwały przygotowania do kolejnego odcinka Simply Kpop. Pierwsi na scenę mieli wyjść B.A.P. Kochałam ich piosenki, jednak obiecałam sobie, że nie będę za bardzo zwracać na siebie uwagę. Powierzono mi Zelo. No idealnie. Najmłodszy. Byłam przerażona. Do tej pory trafiali mi się starsi i mniej znani. Musiałam się skupić, żeby nie popełnić gafy.
Usiadł grzecznie na krześle z telefonem w ręce. Zaczęłam przygotowywać się do układania. On machnął mi ręką, żeby zatrzymać mnie.
- Coś nie tak? – Zapytałam zaskoczona.
- Mogę zdjęcie przed i po sobie zrobić?
- Jasne. – Odrzekłam, nie widząc w tym nic złego.
- Dziękuję. Jakbyś mogła się nachylić do mnie.
- Co? Ja? Po co?
- Chciałbym z moją stylistką.
- Nie wiem czy powinnam.
- Spokojnie. Ja tak często robię. Nikt nie miał nic przeciwko. – I uśmiechnął się do mnie tak słodko, że zapomniałam jak się powinno odmawiać.
- No dobrze.
           Zrobiłam tak, jak prosił. Nie wiedziałam sama czemu. Może dlatego, że nie mogłam mu się oprzeć? Jednak gdy się tak nachyliłam w ekranie telefonu ujrzałam nad nami rogi zrobione z czyiś palców. Odwróciliśmy się by zobaczyć kto to. To był Youngjae.
- Czemu psujesz mi zdjęcie?
- Jak to psuje? Nadaje mu odpowiedniego humoru. Po co ci milionowe zwyczajne zdjęcie twarzy?
- Nie jest na pewno milionowe i chodziło mi raczej, by zrobić coś, żeby ta dziewczyna zgodziła się na zdjęcie ze mną. A ty zepsułeś.
           Zatkało mnie. Po co mu zdjęcie ze mną? Dlaczego mi to robił? Zauważył mój stres? I tak w ogóle nie zorientował się, że go słucham, czy jest na tyle głupi, by się tak łatwo wygadać.
- Spokojnie takie dziewczyny, jak ta pani nie zwracają uwagi na dzieciaczki.
          Odezwał się. Sam był w końcu też troszkę młodszy ode mnie. Miałam ochotę zrobić mu na złość.
- Przesadzacie. Ja z chęcią sobie zrobię zdjęcie. Wcześniej nie chciałam się zgodzić, bo byłam zakłopotana tą sytuacją. – Odparłam obserwując reakcję starszego.
- A ja też będę mógł zdjęcie?
- Wiecie co, jestem w pracy. Więc raczej trochę powinnam się ogarnąć.
- Podejdziemy do ciebie po programie po zdjęcie.
- Ja też chcę. – Dodał nagle Daehyun, który siedział na krześle po prawej stronie Zelo.
           Ja natomiast modliłam się, żeby dożyć tego momentu. I opanować się na tyle, żeby nadgonić stracone minuty na rozmowie z nimi. Jeżeli będzie więcej takich akcji to wyleją mnie. Jednak praca z gwiazdami nie była taka prosta. Po jakimś czasie poczułam czyjś piorunujący wzrok na mnie. Bałam się, że któraś z dziewczyn była wściekła. Lecz okazało się, że zabijał mnie swoimi oczami Youngguk siedzący w końcu sali. Albo po prostu się zawiesił w jednym punkcie, albo nie podobało mu się to, że chłopcy zrobili zamieszanie wokół jakiejś dziewczyny. Przez niego ręce lekko mi się trzęsły, mimo to poradziłam sobie z dalszymi stylizacjami.  
           Nie miałam pojęcia dlaczego, ale gdy program dobiegł końca byłam już wykończona. Padłam na krzesło i doiłam butelkę wody. Ktoś pojawił się przede mną. Zerknęłam pospiesznie. Był to Himchan.
- Słyszałem, że chcesz z nami zdjęcia. Ja zgłaszam się jako pierwszy. – Uśmiechnął się.
- Chcę zdjęcia?  To Zelo chciał ze mną selfie. Potem Youngjae i Daehyun także zachcieli.
- Oh. No cóż. W takim razie, ja też z chęcią sobie zrobię.
- Po co wam to?
- Myślę, że to dlatego, iż słodko wyglądasz.
- Ja? Ja wcale nie wyglądam słodko.
Spojrzałam ukradkiem w stronę luster. Miałam luźno zapiętą kitkę na czubku głowy, z której większość włosów mi wyleciała. Tak więc miałam nieźle rozwaloną fryzurę. Czy to według nich było słodkie?
- Jestem nie uczesana. Prędzej, jak wiedźma wyglądam.
- Właśnie nie. Dodaje ci to uroku.
           Pojawiła się za nim reszta paczki.
- Ja byłem pierwszy. – Mówił przeciskając się do przodu Zelo.
- Mogę wiedzieć, czy z wszystkimi stylistkami chcecie robić sobie zdjęcia?
- Nie. Tylko z tymi wyjątkowymi. – Zaczął maknae. - A oni chcą mi pewnie zrobić na złość.
           Zaśmiałam się delikatnie.
- Dobrze. Po jednym zdjęciu i zmykam. Bo jestem wykończona.
- Tylko po jednym? – Oburzył się Daehyun. – A co jak nie wyjdzie?
- To już wasz problem. – Odparłam złośliwie. – A i rzeczywiście on był pierwszy. Więc przykro mi, lecz sprawiedliwość musi być. – Tak faworyzowałam Zelo, a co poradzę na to, że jego urok mnie powalał.
           Dumny z siebie raper stanął obok mnie. Postarałam się zrobić najlepszą minę jaką potrafiłam, żeby wyjść dobrze. Efekt był znośny. Później podchodzili po kolei. W ostateczności musiałam zrobić też zdjęcie z liderem i Jongupem. Po całej sesji podeszłam jeszcze do Zelo.
- Możesz mi przesłać zdjęcie?
- Jasne. – Odparł zadowolony.
- Ja też mogę. – Dodał Youngjae.
- Ciebie o to nie prosiłam. – Chciałam także zrobić mu na złość, tak jak on starał się zrobić to młodszemu, jednak kiedy zauważyłam jego zawiedzioną minę i zrobiło mi się go żal. Byłam za miękka. – Żartuje, prześlij także.
           Od razu bez zastanowienia wyjął telefon z kieszeni z uśmiechem na ustach. Chwilę jeszcze z nimi porozmawiałam. Pytałam się, jak podobało im się dziś w programie i takie głupoty. Bardzo chętnie opowiadali o tym. Chciałam skorzystać z krótkiej chwili z nimi, bo nie często pewnie już ich będę mogła spotkać. Chociaż w tej telewizji nigdy nie wiadomo.
***


           Kolejny dzień zapowiadał się ciekawie. After School Club z udziałem dzieciaczków Astro. Kevin miał więcej okazji do porozmawiania przyszedł z tego powodu wcześniej. W pewnym momencie do naszego pomieszczenia weszła zdyszana Lena – taką ksywkę miała jedna z tych moich współpracownic.
- Jesteśmy dzisiaj same, bo nasza koleżaneczka zachorowała. Ja także co chwilę latam do kibla. Jakaś jelitówka chyba panuje. – Oznajmiła na wejściu.
- Dobrze. Ja zaczęłam wcześniej z Kevinem, więc może damy radę. – Powiedziałam mobilizująco.
Wtedy do środka weszli główni bohaterowie dzisiejszego programu. Byli ubrani na żółto biało. Nie kojarzyłam ich jeszcze za dobrze, bo niedawno debiutowali. Jeden z opaską na głowie podszedł do mnie w podskokach i z bananem na twarzy.
- Dzień doberek. Piękny mamy dzień co nie?
- Witam. Mój nie za dobrze się zaczął. Skoro już jesteś tu to siadaj i biorę się za ciebie.
- Bierzesz się za mnie? – Zaśmiał się. – Tak tu przy ludziach?
           Zrobiłam się czerwona. Nie wiem, czy bardziej z zawstydzenia, czy wściekłości, że tak to skojarzył.
- Siadaj lepiej i nie gadaj. – Rzekłam oburzona.
- Nie bądź taka nie miła. Jak możesz traktować tak, kogoś za kogo chcesz się brać?
- Będziesz się czepiał cały czas tego tekstu?
- Coś taka sztywna?
- Człowieku nie mam czasu na przekomarzanie się z tobą. Idziesz do tamtej dziewczyny.
           Po tych słowach chwyciłam jakiegoś szatyna za rękę, zaciągłam  przed krzesło i posadziłam go. Uświadomiłam sobie w tym momencie jaki był słodki. Jednak musiałam się szybko opanować. Jego przerażony wyraz twarzy nie pomagał.
- Wybacz, mamy mały problem, bo jedna z dziewczyn zachorowała i musimy się pośpieszyć.
           Zmienił wyraz twarzy momentalnie. Uśmiechnął się tak, że miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
- Spokojnie. Nic nie szkodzi. Jak się nazywasz? – Zapytał wypatrując mojej reakcji w lustrze.
- Lee Bora. A ty? Wybacz, że jeszcze was nie kojarzę.
- Nie jesteśmy na tyle sławni na razie, by każdy nas rozpoznawał. Ja jestem Lee Dongmin, w zespole nazywam się Cha Eunwoo.
- Rozumiem. – Uniosłam lekko kąciki ust.
- Dacie sobie z nami radę?
- Jasne. Musimy. Bo kto inny was przygotuje? – Zaśmiałam się.
- Dobrze. Chciałbym zapytać o coś, ale to głupie. – Mówiąc to bawił się swoimi palcami. Czyżby się czymś stresował?
- Słucham.
           W tym momencie pojawił się koło nas śmieszek.
- Długo jeszcze mam czekać?
- Mówiłam ci, że masz iść do tamtej dziewczyny.
- No cóż. Tylko, że ona poszła chyba wymiotować. I wskazała mi palcem w twoją stronę.
- Że jak?! – Przerażona spojrzałam na miejsce w którym powinna stać Lena.
- Tak być nie może. Nie dasz sama rady. – Zasmucił się Dongmin. Widziałam po nim, że gdyby mógł pomógłby.
- Muszę. – Odrzekłam pośpiesznie.
           Postarałam się szybko dokończyć Eunwoo. Doszło do tego, że Eric Nam i Jimin stwierdzili iż sami sobie jakoś poradzą, bo nie takie rzeczy tu się działy. JinJin i Sanha, bo tak nazywali się inni dwaj członkowie zespołu byli już skończeni przez Lenę w przerwach między wizytami w toalecie. Ja zrobiłam więc Bina i MJ’a tak prędko jak potrafiłam.
           Efekt końcowy nie był porażką. Byłam szczęśliwa, że jednak jakoś się z tym uporałam. Nie była to może sytuacja ekstremalna. Niestety trochę czasu straciłam wcześniej.
           W trakcie programu jeden z ochroniarzy podszedł do mnie i oznajmił bym udała się do biura szefa. Zdziwiło mnie to. Nie domyślałam się nawet powodu. W środku siedział on z bardzo poważną miną spoglądając w jakieś kartki papieru. Nawet na mnie nie raczył spojrzeć.
- Nawet nie siadaj. – Rzekł.
- Dobrze. – Odpowiedziałam przerażona.
- Proszę cię, abyś więcej tutaj nie przychodziła.
- Słucham? Odwaliłam większą robotę dzisiaj i pan mnie zwalnia?
- Nie będę powtarzał. Twoje zachowanie podobno było karygodne. Jedna dziewczyna nie przychodzi, druga jest chora, a ty flirtujesz z gwiazdami sobie w najlepsze?
- Nie flirtowałam…
- Cicho. – Nie dał mi się wytłumaczyć. - Wczoraj podobno było tak samo. Robiłaś sobie jakieś zdjęcia z B.A.P. A mówiono mi, że masz dobre rekomendacje.  Chyba bardzo się ktoś pomylił co do ciebie.
- To nie tak. Wczoraj, to oni mnie na to namawiali. Miałam być względem nich oschła? A dzisiaj te dzieciaki. Ich nie dało się ogarnąć. Co chwile się wygłupiali….
- Dość! – Podniósł głos. – Proszę wziąć swoje rzeczy i po dobroci wyjść, chyba, że woli pani być wyprowadzona przez ochronę.
- Poradzę sobie. – Dodałam oburzona.
           Nie pożegnałam się nawet. Byłam taka wściekła. Wiedziałam, kto nagadał na mnie te rzeczy. Czułam, że podwinie mi się tu noga, lecz nie że tak szybko. Chciałam płakać. Wolałam jednak powstrzymać się zanim stąd nie wyjdę, bo w garderobie, gdzie miałam rzeczy nie chciałam, by ktoś zobaczył mnie ze łzami.