czwartek, 3 sierpnia 2017

Rok pełen zmian 2: Rozdział 12



Rok pełen zmian 2
Rozdział 12

Styczeń




        Kiedy wreszcie udało nam się otworzyć szampana było już dawno po północy. Śmialiśmy się z naszego spóźnienia. Ciekawe, ilu ludziom się to zdarzało przez przypadek. Zaczęły się toasty. Najpierw za naszą przyjaźń, potem za miłość, karierę, a następnie wznosiłem je już innym alkoholem razem z Jisoo. Dziewczyny wolały przystać na szampanie. Tym bardziej, że Ganeul nie przepadała za alkoholem.
        Wspominaliśmy stare czasy. Chanmi słuchała nas z zaciekawieniem i marudziła, że nas wtedy nie mogła znać. Twierdziła, że byłoby jeszcze ciekawiej. Całkiem było to możliwe. Śmialiśmy się dużo, dziękowaliśmy sobie z głupich powodów, przepraszaliśmy się. Jak to bywało, gdy dwóch idiotów się upiło.
        Po czasie zorientowaliśmy się, że wcale nie poszliśmy strzelać fajerwerkami. Takie gafy jakie popełnialiśmy tego wieczoru mogły się zdarzyć tylko nam. Wyszliśmy na dwór około drugiej w nocy, roześmiani. Nie przeszkadzało nikomu zimno. Patrzyłem w niebo, kiedy Ganeul wystrzeliła jedną z fajerwerków. Dziewczyny bowiem przejęły pałeczkę, byśmy pijani nie zrobili sobie krzywdy. Kiedy stanęła koło mnie, bo była kolej na Chanmi chwyciłem jej rękę w rękawiczce i pociągnąłem, by stanęła bliżej. Spojrzała na mnie zaskoczona.
- Takie odległości są niedozwolone dla par. – Wyjaśniłem głupio.
        Ona tylko się na to uśmiechnęła. Jej oczy mieniły się od tych świateł rozjaśniających niebo. Miałem ochotę zbliżyć się i pocałować ją. Nie mogłem jednak. Nie chciałem stworzyć niezręcznej atmosfery między nami i pozostałą dwójką. Otrząsnąłem się pospiesznie. Stwierdziłem lepiej, że czas będzie iść spać, jak wrócimy do środka, by nie przychodziły już nam do głowy głupie rzeczy.
        Kiedy wróciliśmy do domu wszyscy poparli pomysł z pójściem spać. Byliśmy wykończeni. Miałem zamiar spać w salonie. Ale stwierdziłem, że poczekam, aż Ganeul zaśnie u siebie. Chciałem się jej poprzyglądać, jak będzie zasypiała.
        Udaliśmy się do jej pokoju. Ona ułożyła się na łóżku, a ja usiadłem na jego brzegu. Spojrzała na mnie zaskoczona. Posłałem więc jej pytające spojrzenie. Czasem już nie potrzebowaliśmy słów.
- Czemu się nie położysz? – Zapytała.
- Pójdę do salonu jak zaśniesz. – Oznajmiłem jej.
- Po co? – Zaskoczyła mnie taką reakcją. Nie chodziło oto, że nie chciałem z nią spać, tylko.. myślałem, że ona nie będzie chciała. W końcu Jisoo i Chanmi pomyśleć mogli o tym jednoznacznie. Na dodatek jechało pewnie ode mnie alkoholem.
- Jeśli chodzi ci o alkohol… - Zaczęła a ja zaśmiałem się w duchu, że chyba czytała mi w myślach. – Już kiedyś pocałowałam cię, jak byłeś pijany. – Wytrzeszczyłem na nią oczy po tym zdaniu.
- Jak to? Kiedy? – Dotarło do mnie. Tamten wieczór jak jeszcze byliśmy na studiach. Przyszedłem do niej upity. Nie pamiętałem nic i tylko wtedy mogło się to stać, tylko że…
- Chciałam się upewnić czy coś do ciebie czuję. To ja to zainicjowałam. – Po tych słowach schowała swoją twarz pod kołdrę. Zawstydziła się. Ja jednak byłem w zbyt wielkim szoku, by w tamtej chwili się tym zachwycić.
- Czyli to wtedy był nasz pierwszy pocałunek? – Wydukałem.
- Tak. Przepraszam, ale po części zamierzałam skorzystać z tego, że mógłbyś tego nie pamiętać. – A to cwana z niej była dziewczyna. Nie miałem jej tego za złe. Rozumiałem o co jej chodziło. Bała się bym odczytał jej uczucia. Szkoda, że jednak tego nie zapamiętałem.
- Nie wiem czy ci wybaczę. Nie pamiętam teraz pierwszego pocałunku. – Zażartowałem sobie. Lubiłem jej to robić.
        Ona podniosła się, wyszła spod kołdry i podeszła na czworakach do mnie. Wyglądała przy tym tak… uwodzicielsko. Miała zamiast pidżamy tylko bardzo długą koszulkę. To dodawało jej uroku. Rozpuszczone dziko włosy… O czym ja myślałem w tamtym momencie. Usiadła bardzo blisko mnie, położyła swoją dłoń na mojej.
- Tak to zaczęłam, a ty kontynuowałeś. – Powiedziała z lekka zawstydzona i musnęła moje usta swoimi.
        Postąpiłem według jej instrukcji. Nasz pocałunek stał się namiętny. Poczułem jej drugą dłoń na moim karku. Przysunęła mnie za niego bardziej w swoją stronę, więc musiałem się nachylić delikatnie. Kiedy rozchyliła szerzej usta, nasze języki zaczęły taniec. Byliśmy przepełnieni pożądaniem. Alkohol mnożył we mnie te uczucia.
        Zjechała najpierw jedną ręką na mój tors, potem kiedy uniosła tam drugą, zaczęła rozpinać mi koszulę. Podobało mi się to, choć byłem nie lada zaskoczony jej śmiałością. Za chwilę byłem już do połowy rozebrany. Nie odrywaliśmy się od siebie. Ona swoimi rękami pieściła moje ciało. W końcu została nimi na moich plecach. Ja zmieniłem obiekt pocałunków na okolice jej ucha. Cicho jęknęła. Czyli znalazłem kolejne z jej słabych miejsc. Byłem z siebie dumny. Tym razem to ja wziąłem się za rozbieranie jej bluzki. Wjechałem pod nią głaszcząc jej uda. Drżała z nadmiaru emocji. Uniosłem materiał do góry i musieliśmy się na chwilę odsunąć, jednak jak rzuciłem ją gdzieś w kąt ponownie się na siebie rzuciliśmy. Ona usiadła nagle mi na kolanach i oplotła z tyłu mnie nogami. Ta pozycja była bardzo niebezpieczna. Kiedy postanowiłem muskać jej szyję zaczęła cicho pojękiwać i już ciężko oddychała. A jak ją przygryzłem wbiła swoje paznokcie w moje plecy, co mnie z kolei jeszcze bardziej napędziło.
        Tym sposobem znowu podążyliśmy za namiętnością i pożądaniem, które tamtego wieczoru nas owładnęły. Nie wiedziałem ile to trwało. Poniosło nas na całego, ale ja na pewno tego nie żałowałem. W takich momentach uświadamiałem sobie, jak bardzo ją kochałem, potrzebowałem, pragnąłem. Nie było żadnej innej dziewczyny dla mnie na tej planecie. Wierzyłem w przeznaczenie i że to Ganeul była nim dla mnie.


***


        Wstałam chyba pierwsza po naszej imprezie sylwestrowej. Byłam wyspana mimo wczesnej pory. Często tak miałam. Mało czasu potrzebowałam na sen. Jeszcze na dodatek po tym co wydarzyło się między mną, a Kangjoonem spało mi się błogo. Miłość pomieszana z pożądaniem to coś, czego nie dało się opisać. Noc, kiedy prawie oddałam się Jisoo była niczym przy tym.
        Robiłam sobie kawę, kiedy odwróciłam się tyłem do blatu ujrzałam w drzwiach pomieszczenia Jisoo. Lekko się zawstydziłam, bo nie ubrałam się jeszcze w normalny strój. Żałowałam tego, że przypuszczałam, iż inni będą jeszcze długo spać. On za to uśmiechnął się do mnie tym swoim cwaniackim uśmieszkiem.
- Nie przejmuj się mną. Mam teraz tak ładną dziewczynę, że nawet się do niej nie umywasz. – Oznajmił żartobliwie, a ja uniosłam na to lekko kąciki ust.
        Cieszyłam się, że zeszli się z Chanmi. Mimo to, jeszcze się o nią martwiłam. Tyle czasu Jisoo uważał, że nie mógł mnie wyrzucić ze swojego serca, a tu tak nagle są razem i już widzi tylko ją? Miałam nadzieję, że to było choć po części prawdą, albo że stopniowo się nią stawało. Nie zniosłabym tego, że Jisoo mógłby się poddać i zostawić potem moją przyjaciółkę, która pewnie załamałaby się, choć uważała, że jest silna.
- Co się tak zamyśliłaś? – Zwrócił się do mnie. – Zastanawiasz się, jak mnie odzyskać pewnie co? Zazdrosna jesteś? – Te żarty już mnie nie śmieszyły. Spiorunowałam go wzrokiem. - No dobra, przesadziłem troszeczkę. Nie zabijaj mnie proszę.
        Zaśmiałam się i postanowiłam pójść się ubrać do swojego pokoju. Chciałam już poprosić go wychodząc, by nie wypił mojej kawy, bo czasem mi to robił. Ale on zatrzymał mnie stając przede mną zanim zrobiłam jakikolwiek krok.
- Ja naprawdę nie skrzywdzę jej. Podjąłem się tego, bo zaczyna mi się ona podobać. Wiesz dobrze, że odrzucałem wiele dziewczyn. – Tłumaczył mi się, a ja to doceniałam. – Nie przejmuj się już tak. Dobrze? Wiem, że ona też ma uczucia. – Po tych słowach poczochrał moje włosy i miałam nadzieję, że mnie już puści, a to nie był koniec. – A zmieniając temat. Kangjoon był z tobą w pokoju… Czy wy… - Nie dokończył tylko spojrzał na mnie wymowną miną.


Chyba nie myślisz, że ci wyjawię co robiliśmy? Może jeszcze pikantne szczególiki?


- Tak, spaliśmy w jednym łóżku. – Odpowiedziałam zachwycona swoją wymijającą odpowiedzią.
- Ej nie bądź taka. Chciałem wiedzieć na jakim etapie związku jesteście. – Powiedział to smutnym głosikiem. – Jednak mi w pewnym sensie odpowiedziałaś. Bo gdybysćie nie robili tego, pewnie byś się oburzyła, że o takie coś pytam i zaprzeczyła, a ty wolisz nie odpowiadać. – Zaśmiał się i poszedł po prostu, a we mnie zawrzało. To nie był jego interes!
        Tak zdenerwowana ruszyłam z powrotem do siebie. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy zobaczyłam wychodzącą z pokoju Jisoo zaspaną Chanmi.
A więc to tak? Ze mnie tu wyciąga takie rzeczy, a sam pewnie nie był tej nocy święty.
        Ona nawet nie zwróciła na mnie uwagi, tylko wyminęła mnie szurając nogami. Za chwilę jednak wyszedł z tego samego pomieszczenia mój drogi przyjaciel, więc posłałam mu cwaniacki uśmiech i pokiwałam na niego palcem, jakby grożąc mu. A on miał lekko spanikowany wzrok. Ups… Chyba go rozgryzłam. Po tym weszłam do swojego pokoju.
        Kangjoon jeszcze spał. Podeszłam więc sobie do łóżka i przy nim uklęknęłam. Patrzyłam na jego twarz. Kochałam w niej każdy detal. Delikatnie położyłam dłoń na jego policzku. On się zaczął w tym momencie przebudzać. Kiedy już miał otwarte oczy nachyliłam się i złożyłam mu całusa na ustach.
- Dzień dobry. – Zaśmiałam się, a on spojrzał na mnie bardzo zaskoczony. Nic dziwnego, nie bywałam aż tak wylewna na co dzień, a tu najpierw zaatakowałam go w nocy, a teraz takie powitanie. Cóż.. Ludzie się zmieniają i ja dzięki niemu robiłam postępy.  


***


        Tego poranka było strasznie zimno w naszym mieszkaniu. Chodziłam ubrana w bardzo ciepłe bluzy. Na dodatek był to dzień kiedy Kangjoon miał przyprowadzić swoją siostrę z dziećmi. Strasznie mnie polubił ten starszy maluch i tęsknił za mną podobno. No tak… Potrafiłam się dogadać z brzdącami. Tak samo jak z moim braciszkiem, którego niestety rzadko miałam okazję widzieć, a on rósł i zmieniał się z dnia na dzień. Bałam się, że kiedyś go nie rozpoznam.
        Zaskoczyłam się, kiedy w kuchni Chanmi stała z obcym mi mężczyzną, a przy blacie siedział Jisoo i patrzył na nich jak gdyby nigdy nic. Co to miało znaczyć?
- Dobrze, że jesteś już Ganeul. To mój starszy brat. Daeyoung*. – Oznajmiła mi i wszystko już było dla mnie jasne. Swoją drogą nigdy mi nie opowiadała, że miała rodzeństwo, ale może nie było ku temu okazji.
- Czemu Chanmi nie wspomniałaś mi, że masz takie ładne koleżanki tutaj? – Wytrzeszczyłam na niego oczy z niedowierzaniem, a on się tylko uśmiechał głupkowato. Niby było widać, że żartuje a jednak poczułam się dziwnie.
- Yah! Dae! Wstyd mi przynosisz. Zabierz się za takie w twoim wieku, a nie. Moja przyjaciółka jest zajęta już od dawna. – Wyjaśniła mu uderzając go szmatką, co mnie rozbawiło.
- Spokojnie. Przecież nie myślałaś, że przyszedłem tu podrywać dziewczyny. I znam swój wiek, jednak on nie gra roli w miłości. – Wygarnął jej i zaczęli się piorunować wzrokiem. Wiadome już było jakim rodzajem rodzeństwa byli. Dokuczali sobie, ale się kochali na pewno.
        Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Podbiegłam otworzyć i zobaczyłam tylko Jayoung za progiem. Zaskoczyło mnie to.
- Kangjoon zaraz dojdzie. Wziął dzieciaki jeszcze na spacer. Uparł się coś. – Zaśmiała się.
        Lubił to robić. Te dzieci nie tylko mnie, ale i jego uwielbiały. Nawet to maleństwo, które jeszcze ledwo co rozumiało uśmiechało się wiecznie na jego widok.
        Do przedpokoju wparzyła reszta towarzystwa i wtedy coś zauważyłam. Uśmiech Dae na widok Jayoung był tak wyrazisty. Czyżby wpadła mu na pierwszy rzut oka. Widziałam też zadowolenie w oczach Chanmi… Ja chyba o czymś nie wiedziałam. No tak… Ta nagła wizyta jej brata, spacer Kangjoona.. Oni próbowali ich złączyć? Czemu mi nic nie powiedzieli wcześniej?
- Witam, jestem Jayoung. – Przedstawiła się, bo tak naprawdę widział ich wszystkich pierwszy raz.
- Cóż za zbieg okoliczności. – Wtrącił braciszek mojej przyjaciółki. – Ja jestem Daeyoung. Mamy te same drugie imiona. – Zaśmiał się, a po niej widać było, że delikatnie się zawstydziła.
- Chodźmy do salonu. – Oznajmiła Chanmi popychając tę dwójkę w tamtą stronę, a mnie i Jisoo pociągnęła szybko do kuchni za ręce. – Myślicie, że coś z tego będzie? – Wyszeptała do nas, a my oboje patrzyliśmy na nią zdezorientowani.
- Czemu nas nie wtajemniczyliście?  - Oburzył się Jisoo. – Chciałem mu stłuc buźkę, kiedy pojawił się w drzwiach i oznajmił, że przyszedł do takiej ślicznej Chanmi. – Miło mi było, że sama nie byłam niepoinformowana.
- A ja nadal nie rozumiem nic. Chcecie ich zeswatać? – Zapytałam pospiesznie, na co ona przytaknęła. – A myślisz, że nie będzie mu przeszkadzać wdowa z dwójką dzieci? – Zdziwiłam się. – I dodatkowo… Czy ona kogokolwiek chce?
        Chanmi zaczęła kiwać głową na boki. Nie przemyśleli pewnie tej akcji? Chyba nic się nie stanie z takiego spotkania. Mimo to powinni bardziej uważać.
- Ona kogoś pragnie z tego co mówił Kangjoon. Chciałaby mieć w kimś oparcie i tym podobne. A mój brat.. Nie oszukujmy się. Ma swój wiek i lubi dzieci, więc raczej nie będzie wybrzydzał jeżeli mu się spodoba jakaś osoba. – Stwierdziła stanowczo. Cóż mogłam na to powiedzieć? To oni znali lepiej swoje rodzeństwo. Jedynie zostało mi trzymać za nich kciuki. Za chwilę znowu poszłam w stronę przedpokoju, bo usłyszałam jak wchodził Kangjoon do środka.




THE END


*Daeyoung - Tak, to do niego użyłam wizerunek aktora Jo Jongsuka


****


Podoba wam się koniec tej opowieści?  No cóż, teoretycznie będzie jeszcze epilog, który mam nadzieję, że wszystko wam podsumuję. Będzie za tydzień. :) Nie przyśpieszam go, bo nie wiem na kiedy będę miał gotowe Kiedy dorosnę 2 :D Chcę żeby to opowiadanie przejęło po tym niedziele. Ale coś czuję, że będzie musieli na nie trochę poczekać. Zobaczymy. ^^ Większość zależy od mojej bety i osobistego grafika zarazem.




Diagnostyka serca: Rozdział 10

Tadam. Rozdział dziesiąty, niby okrągły, a krótszy niż zwykle ;-; Miałam problem z weną. I musiałam zrobić kilka przejściowych scen, a nie przepadam czasem za takimi. Obiecuję, że następny już będzie w normie. ^^


Diagnostyka serca
Rozdział 10




*Juniel*


            Byłam szczęśliwa na myśl, że pójdę na pierwszą randkę od bardzo dawna. Minseok mnie zaprosił, a ja nie mogłam mu odmówić. Tak bardzo ostatnimi dniami mnie wspierał i okazał się cudownym chłopakiem. Byłam nim totalnie już zauroczona. Nie przeszkadzało mu jaka byłam. Nie bał się ze mną wychodzić, mimo iż był sławny. Od chwili naszego pocałunku, moje myśli były przy nim. Czy tak smakowało szczęście? Tak czują się zakochane osoby? Zadawałam sobie wiele pytań takich i im podobnych. Nie znałam jeszcze na nie odpowiedzi.
            Zaczęłam szukać i macać moje szafki. Chciałam znaleźć przyrząd który powinnam używać zawsze, lecz głupio się z nim czułam. Domyślałam się, że wtedy kiedy będę chodziła z białą laską, to wszystkie oczy na ulicach będą zwrócone ku mnie. Dlatego uczyłam się chodzenia z pamięci. Odrzuciłam szybko ten patyk, który powinien mi pomagać w poruszaniu się. Tym razem postanowiłam się przełamać i do niego wrócić. Gdy go w końcu znalazłam, zaczęłam mocno ściskać go w dłoniach. Troszkę się stresowałam z nim wyjść, ale przecież i tak nie zobaczyłabym, kto na mnie patrzy.
            Usłyszałam pukanie do drzwi. Ucieszona podbiegłam je otworzyć, myśląc, że to Minseok. Uśmiechałam się szeroko, by wiedział, jak cieszy mnie jego widok.
- Przyszedłeś? Już taka godzina? – Zapytałam niepewnie, bo straciłam rachubę czasu szykując się na nasze spotkanie.
- Czekasz na kogoś? – Po usłyszeniu tego pytania posmutniałam. To była moja mama, a nie on. Momentalnie zepsuła mi humor swoim pojawieniem się.
- Nie twoja sprawa. – Odpowiedziałam oschle, choć nigdy taka dla niej nie byłam. Po prostu miałam  dość ich podejścia do mnie. – Po co przyszłaś?
- Sprawdzić jak u ciebie. Byliśmy może troszkę za ostrzy względem ciebie. – Czułam skruchę w jej wypowiedzi. Mimo to, nie chciałam jej wpuszczać do środka. Pragnęłam by poszła sobie i zjawił się w końcu Minseok.
- Wszystko w porządku jak widzisz. Niestety nie mam dla ciebie czasu. – Dodałam szybko z nadzieją, że mnie wysłucha i pójdzie.
- Córeczko. Mam nadzieję, że nie jesteś zbyt ufna dla obcych. Wiesz, że lubią oszukiwać niewidomych… - Miałam tego dość.
- Przestań! Ufam Minseokowi, bo udowadnia mi to, że mu na mnie zależy. Bez względu na to, czy będę widzieć, czy też nie. A na dodatek chce mi pomóc w odzyskaniu wzroku. On mnie rozumie. A wy nie. Boli mnie to, iż moi rodzice każą mi się poddawać. – Wybuchłam i nie żałowałam tego. Musiałam to z siebie wyrzucić.
- Zrozum nas Juniel. Jesteś naszym jedynym dzieckiem. Boimy się na myśl o tym, iż wyjedziesz do obcego kraju i będziesz tam przechodzić operację. To będzie straszne przeżycie, a my będziemy musieli tu czekać na jakiekolwiek wieści. – Ze słuchu wiedziałam, iż płakała. Bała się, a ja już tak nie.
- Niech pani się nie przejmuje. Ja dopilnuję, by jej się tam nic nie stało. – Usłyszałam go. Minseoka. Mimowolny uśmiech zakradł się na moją twarz. Musiał właśnie do nas podejść.
- Kim jesteś? – Oburzyła się moja matka.
- Kim Minseok i ja pojadę do Chin z pani córką. – Oznajmił to stanowczo. Był taki odważny, że mówił to wprost mojej matce. Cieszyło mnie to.
- Wyglądasz jak małe dziecko i chcesz chronić moją córkę? Kpisz sobie ze mnie? – Zaskoczyła mnie taką uwagą.
- Przepraszam, pani się bardzo mili.  To tylko pozory. Jestem naprawdę silnym mężczyzną z dobrą budową ciała. Tylko wzrost i moja buzia dają takie efekty. – Tłumaczył się z wyczuwalnym rozbawieniem, przez co zachichotałam. Oni zamilkli.
- Ciebie to śmieszy? – Odezwała się mama po chwili.
- Tak. Bo oppa jest bardzo zabawny. – Powiedziałam to bardzo zawstydzona, bo pierwszy raz tak go nazwałam. Jednak miałam do tego prawo.
- Rób co chcesz, lecz wiedz iż martwimy się o ciebie i wcale nie popieram tego co robisz. Nie płacz jak ten chłopak zostawi cię dla innej, zdrowej dziewczyny. Idę. – Podsumowała swoją wypowiedź moja rodzicielka. Zatkało mnie. Czemu się tak na niego uwzięła? Nie rozumiałam jej.
            Nagle poczułam, jak jego dłoń dotyka mojej i delikatnie ją chwyta. Ogarnęło mnie przyjemne ciepło. Już nie mogłam się doczekać tego co wymyślił na naszą randkę. Tak bardzo jej pragnęłam.
***
            Podjechaliśmy jego samochodem gdzieś. Trochę bolało mnie to, że nawet nie wiedziałam, gdzie jedzie. Z drugiej strony miałam niespodziankę i dowiedzieć mogłam się dopiero na miejscu jaki był plan. W samochodzie rozmawialiśmy jak zazwyczaj. Jego głos był uzależniający. Słuchanie go było dla mnie ukojeniem.
            Auto się zatrzymało i usłyszałam, że odpiął pasy, więc pospiesznie zrobiłam to po swojej stronie. Za chwilę drzwi obok mnie się otworzyły. On chwycił moją dłoń i pomógł mi wyjść. Nie puścił jej gdy słyszałam, jak zamyka pojazd. Prowadził mnie za nią dalej. Czułam się tak dobrze.
            Weszliśmy gdzieś, co mogłam domyślić się po dzwonku, takim jaki umieszcza się w drzwiach sklepów. Do moich uszu doszła przyjemna melodia muzyki klasycznej. Poczułam nastrój tego miejsca. Poszliśmy dalej. Szurnięcie krzesłem sprawiło, że zorientowałam się iż byliśmy przy stoliku.
- Usiądź Juniel. Ja zaraz wrócę. – Oznajmił mi.
            Posłusznie wykonałam jego polecenie. Położyłam ręce na stole. Wyczułam drewno, bardzo dobrze wypolerowane, przez co przyjemne w dotyku. Zachwycałam się detalami. Czekałam troszkę niecierpliwie, bo nie miałam pojęcia po co on poszedł i gdzie się znajdujemy. Po jakieś dłuższej chwili usłyszałam jak siada ktoś naprzeciw mnie. Uniosłam kąciki ust.
- To dla ciebie. – Powiedział przesuwając coś po stole. W moich dłoniach poczułam ciepły kubek. Do moich nozdrzy doszedł cudowny zapach świeżo palonej kawy.
- Kawiarnia? – Zapytałam niepewnie.
- Owszem. Moja ulubiona, bo pozwalają mi się w niej bawić w baristę. – Zaśmiał się cicho. – Jak będę za stary na muzykę, to otworzę taką. – Dodał rozmarzonym głosem, a ja znowu się na to uśmiechnęłam.
- Dobry plan. Wyobraź już sobie te kolejki od twoich fanek. – Zażartowałam.
- Miałbym przynajmniej utarg. – Lubiłam jego poczucie humoru i optymizm. Miałam nadzieję, że mi także z czasem się udzieli. Bo nie zamierzałam zaprzepaścić tej znajomości. Chciałam by był blisko mnie w trudnych chwilach, bo tak wiedziałam, że łatwiej je przejdę.
            Piłam kawę wykonaną przez niego. Smakowała cudownie, choć preferowałam herbatę. Postarał się. Potem jedliśmy ciastko. Ja wybrałam truskawkowe, bo byłam maniaczką tego owocu. On wziął kokosowe i jakie było moje zdziwienie, gdy poprosił mnie o otwarcie buzi i poczęstował mnie nim. Czułam, jak moje policzki płoną z zawstydzenia. Zaproponowałam, by także spróbował mojego, ale odmówił. Czułam się momentami niezręcznie i wiele jego gestów przyśpieszało bicie mojego serca. To był tak piękny dzień, mimo strasznej pogody.
            Kiedy mnie odprowadził do domu jeszcze wszedł do niego ze mną na chwilę. Zapytał mnie niespodziewanie o operację, podczas siedzenia w kuchni.
- Ile jeszcze pieniędzy potrzebujesz? – Zwrócił się do mnie, a ja troszkę się zawiesiłam. Głupio było mi rozmawiać o tym, lecz sama zgodziłam się na jego pomoc.
- Już niewiele. Jakieś dwa miliony won.* Dodatkowo pieniądze na podróż, wyżywienie w Chinach i tak dalej. – Wyjaśniłam dokładnie.
- W takim razie możesz powoli załatwiać wszystko. Pokryję tą kwotę, jak i dodatkowe koszty. – Powiedział to stanowczo. Ja jednak nie byłam pewna, czy powinnam była się na to zgadzać. Był jak na razie moim znajomym. Byłam bardzo zdesperowana, by odzyskać wzrok.
- Dobrze. – Ledwo wydusiłam to z siebie. Wewnętrznie walczyłam, by nic z tym nie robić i uzbierać wszystko samodzielnie. Z drugiej strony to było jak zaciągnięcie pożyczki, ale z bardziej przyjaznego źródła niż bank. Nie potrafiłam się pocieszyć w żadnym stopniu.


*Jiwon*


            Byłam strasznie wykończona dniem w pracy. Dużo biegania, stania. Nogi mi wysiadały. Marzyłam jedynie o wejściu do wanny pełnej gorącej wody, a po kąpieli wtuleniu się w kołdrę i zaśnięciu głębokim snem. Rozczarowałam się, gdy zobaczyłam zamaskowaną postać opierającą się o ścianę przy wyjściu. To musiał być Jongin. Nie miałam ochoty się z nim spotkać. Byłam taka wyczerpana. Mimo to, podeszłam do niego.
- Co tu robisz? – Oburzyłam się. Było to nasze kolejne już spotkanie. Ostatnimi dniami widywaliśmy się często. Mógł mi odpuścić ten jeden dzień.
- Nudziło mi się. Ostatnio mamy więcej czasu więc nie jestem do tego przyzwyczajony, a nie mogę dłużej ćwiczyć jeszcze przez kostkę. – Marudził. – Dodatkowo mogę wykorzystać ten wolny czas na spotkania z tobą. Potem nie będę miał tyle czasu.
            Schlebiało mi to, jak był zainteresowany mną, a mimo to coś mi nie pasowało w tym wszystkim. Jak on niby wyobrażał sobie naszą sytuację? Jeszcze do niedawna moja siostra wzdychała do niego przed ekranem telewizora. Większość w tym kraju rozpoznawała go. Szczególnie napalone nastolatki. Przecież one mnie by zabiły widząc nas razem.
- Co chcesz dzisiaj robić? Nie możemy przyjść do mnie, bo moja siostra jest w domu. – Oznajmiłam z nadzieją, że rozmyśli się i pójdzie.
- Napijmy się czegoś noona. – Zaproponował, a mnie zamurowało. Czemu mi to zaproponował?
- Jestem autem i to ryzykowne. – Wydukałam.
- Zostaw tu samochód. Weźmiesz taksówkę potem i rano do pracy. Proszę, chodźmy się napić. – Nalegał, a mnie to dziwiło.
- Przecież jak ktoś cię nakryje pijącego będziesz skończony. Nie możesz… - Przerwał mi kładąc palec na moich ustach.
- Będzie dobrze. Boisz się ryzyka? Ja je kocham. – Wyszeptał mi to na ucho, bo pochylił się nade mną. Przeszły mnie ciarki na te słowa. Dlaczego on tak na mnie działał? – Idziemy. – Wraz z tymi słowami chwycił moją dłoń i pociągnął przed siebie, nie czekając aż zmienię zdanie. Uparciuch z niego był niesamowity.
- Moim zdaniem to idiotyczny pomysł. Jeżeli myślisz, że upijesz mnie szybko, to się przeliczysz. – Przechwalałam się, bo chciałam go jakoś odwieść od pomysłu.
- Noona ty się boisz, że cię skrzywdzę? – Rzekł zatrzymując się nagle. Potem odwrócił się do mnie przodem. – Spokojnie. Chcę robić na tobie tylko pozytywne wrażenie. Chodzi mi jedynie o dobrą zabawę. Widziałem to wiele razy w dramach, jak pary piły pod namiotem. Też tak chcę. – Powiedział to tonem dziecka, które żądało swojego lizaka. Byłam w szoku. On naprawdę miał jakieś rozdwojenie jaźni?


*Jongdae*
Możemy spotkać się po mojej pracy?


            Jedna wiadomość, a ja byłem tak szczęśliwy. Sama chciała się ze mną spotkać. Wychodziło na to, że lubiła moje towarzystwo. Ja za to polubiłem jej. Na szczęście miałem już wolny dzień i nie miałem co robić, więc odpisałem, że z chęcią się z nią zobaczę.
            Zszedłem do kuchni coś przekąsić. W niej natknąłem się na Junmyeona. Był jakiś zestresowany. Nie chciałem wnikać co z nim. Wiedziałem, że jakby chciał to sam to opowie. Psiknąłem w pewnym momencie głośno, bo trochę kręciło mi się w nosie. Miałem od kilku dni lekki katar i nie potrafiłem się go pozbyć.
- O widzę, że ktoś się przeziębił. – Zauważył lider i podszedł do mnie.
            Położył mi dłoń na czole. Nie podobało mi się to, więc pospiesznie się odsunąłem. Patrzył na mnie podejrzliwie. Bałem się tego, co zaraz usłyszę.
- Masz gorączkę? – Zapytał, a ja tylko wzruszyłem ramionami.
- Nie czuję się źle. Tylko lekki katar. – Stwierdziłem, a on nadal zabijał mnie wzrokiem.
- Jasne. Jesteś chory. Bierz leki i marsz do łóżka. – Zaczął się denerwować, a ja zaraz wiedziałem, że nie chcę tego zrobić.
- Nie ma mowy. Idę za godzinę gdzieś i nie zamierzam…
- Oj nie. – Przerwał mi. – Widzisz tę wichurę i ulewę za oknem? Chcesz w taką pogodę wyjść chory? Jedynie do szpitala cię puszczę.
            Miałem się buntować, gdy mnie olśniło. A co jakby tak udać chorego bardziej niż jestem? Szpital to dobra myśl. Mogłem się tam kurować i widzieć z Chayeon. To było to! Byłem lekko przeziębiony, ale ludzie chodzili z takimi sprawami do szpitala.
- To ja skorzystam z propozycji i pojadę do szpitala. – Oznajmiłem to dumny ze swojego misternego planu.
- Nie bądź taki cwany. Ja cię tam zawiozę, bo zawsze możesz powiedzieć, że pojechałeś do niego, a wybrać się gdzie indziej. – O tym nawet nie pomyślałem. Głupi ja.
- Niech ci będzie szefie. – Oznajmiłem ochoczo w duchu śmiejąc się z tego, że nie mógł się nawet domyślać, dlaczego godziłem się na szpital.
            Grzecznie wybiegłem z Junmyeonem do jego samochodu. On był w niemałym szoku. Pewnie naprawdę wierzył, że chcę się wymknąć w ten sposób gdzie indziej. I pewnie udusiłby mnie, jakby wiedział co tak naprawdę wymyśliłem. Obawiałem się, że i tak się domyśli na miejscu. Nie miałem innego wyjścia. Ona mnie potrzebowała.


* 2 mln won - ok. 6480 zł