Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jisoo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jisoo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 grudnia 2017

Kim Jisoo/Joshua z Seventeen dla Sleepy-senpai

Dla: Sleepy-senpai
Z kim: Joshua/ Kim Jisoo z Seventeen
Wytyczne: kiedy myślisz, że nie spędzisz z nim świąt, a on robi ci niespodziankę

Siedziałaś właśnie z Jisoo przed telewizorem rozmyślając o nadchodzących świętach. W głowie układałaś sobie już jak mogłyby wyglądać ten czas, gdyby on spędzał go z tobą. Chciałaś mu to zaproponować, choć myślałaś o tym, że pewnie wytwórnia już coś wymyśliła dla tych, którzy nie jechali na święta do rodziny, bo mieli za daleko. Mimo to, pragnęłaś, by on miał w tym czasie możliwość przyjścia do ciebie. Byłaś sama w obcym dla ciebie kraju i święta w pustym mieszkaniu nie bawiły cię.
— Muszę ci coś niesamowitego powiedzieć! — wykrzyczał Joshua, a ty aż podskoczyłaś w miejscu. — Wytwórnia zaproponowała mi spędzenie świąt z rodzicami. Od tylu lat nie dostałem takiej możliwości!
Mimo, że chciałaś cieszyć się jego radością, to momentalnie posmutniałaś. To oznaczało, że nie tylko będzie od ciebie daleko na wigilii, a także w całe święta. Dobiła cię ta wiadomość, choć powinnaś jako przyjaciółka go wspierać w takim momencie i rozumieć go. Nie widywał rodziców za często, a był bardzo z nimi zżyty.
— Doskonała wiadomość. — Ledwo to wydukałaś z siebie i nie wiedziałaś, jak przed nim ukryć twój żal.
— Może w ten sposób chcieli nagrodzić nas za trudny w tym roku, kto wie. To bardzo kochane z ich strony.
Nie mogłaś poprzeć jego zdania. Byłaś bardzo zawiedziona tą sytuacją, bo naprawdę nie wyobrażałaś sobie spędzać świąt w samotności… Milczałaś przez resztę pobytu Jisoo, udając, że skupiłaś się na tym co oglądaliście. Nie chciałaś mu zrobić przykrości tym, że myślałaś tak bardzo o sobie w tym momencie.
Kiedy Jisoo miał już wchodzić, przytulił cię jak zwykle na pożeganie, a ty ścisnęłaś go mocniej niż zwykle już wobrażając sobie, jak bardzo będziesz za nim tęsknić, gdy już pojedzie na te święta.
— Co się tak do mnie przyssałaś? Przecież jeszcze się zobaczymy jutro w pracy.
Puściłaś go od razu po tych słowach speszona, by nie wzbudzać jakiś niepotrzebnych podejrzeń. W końcu nie chciałaś, by Jisoo wiedział, jak bardzo go lubiłaś. To była twoja mała tajemnica przed nim i całym światem.
— Niby wiem, ale zapragnęłam przytulić się mocniej.
Po wyjaśnieniu tego pożegnaliście się i wyszedł z twojego mieszkania. Momentalnie dopadły cię smutne myśli, że tak samo jak w tamtej chwili zrobiło się cicho w tym pomieszczeniu, tak też miało być w nim w święta.

***

Byłaś bardzo zalatana tego dnia w pracy, więc nie było czasu na rozmowę z Jisoo, a pragnęłaś spędzić z nim jak najwięcej czasu przed świętami. Niestety nie mogłaś sobie pozwolić nawet na przerwę. To było słabo pocieszające.
Po jakimś czasie w końcu zarządzono piętnastominutowy oddech. Pobiegłaś w momencie do sali, w której powinno się znajdować Seventeen. Jaka byłaś zawiedziona, gdy okazało się, że ich tam nie było. Patrzyłaś na pustą salę z żalem. Zaczęłaś powoli myśleć, że zbliżały się dla ciebie najgorsze święta, a wszystko przecież miało być tak kolorowo, gdy wyjedziesz do Korei…
Wybiegłaś z pomieszczenia ze łzami w oczach. W ten sposób wpadłaś na swojego Jisoo. Twój wzrok został na jego torsie, bo bałaś się pokazać mu, iż płaczesz. Po chwili jednak nie wytrzymałaś i zaczęłaś szlochać, bijąc go swoimi piąstkami. On chwycił jedną w swoją dłoń bardzo delikatnie ją masując.
— Gdzie ty się podziewasz? — wygarnęłaś mu przez łzy, a on złapał cię za podbródek i uniósł twoją głowę, by przyjrzeć się tobie.
Zobaczyłaś ogromne zmartwienie w jego oczach i było ci tak głupio, że do tego doprowadziłaś. Niestety nie potrafiłaś już powstrzymać swoich emocji. Jednym kciukiem otarł twoje lico i przechylił delikatnie swoją głowę, jakby to mogło pomóc mu zgadnąć co cię trapi.
— Co się stało, T/I? — zapytał zaniepokojony, a ty miałaś mu ochotę powiedzieć wszystko co leży ci na sercu. Nie miałaś jednak do tego prawa. On ogromnie cieszył się na wizytę u swoich rodziców…
— Tak bardzo tęskniłam, a ciebie tam nie było. Bałam się, że ciebie nie zobaczę już dziś. — Próbowałaś w ten sposób wybrnąć od szczerej odpowiedzi.
— Mnie w ten sposób nie oszukasz. Za dobrze cię znam. Coś się z tobą dzieje od wczoraj. Czegoś mi nie mówisz — mówił to bardzo szybko i jąkając się przy tym. Widziałaś, jak bardzo był przejęty. Nie mogłaś mu dołożyć przecież kłopotu, mówiąc, że bałaś się sama zostać w święta. — Jak nie powiesz mi, co takiego jest nie tak, to ja nie powiem ci czegoś miłego! — Oburzył się, a ty nie wiedziałaś jak z tego wybrnąć. Dodatkowo zaciekawił cię, co takiego miał do powiedzenia.
— T/I! Koniec przerwy! — krzyknął w oddali ktoś z twoich współpracowników przechodzących korytarzem. Zasmuciło cię to, jednak musiałaś wrócić do obowiązków, zostawiając Jisoo, który odprowadził cię zmartwionym spojrzeniem….

***

Wigilia, a ty zapłakana siedziałaś w kuchni i nie mogłaś się zabrać za przygotowanie potraw. Twój smutek sie pogorszył, bo poczułaś, iż Jisoo był na ciebie obrażony, że nie wyjawiłaś mu wtedy powodów swojego dziwnego zachowania. Nawet nie pożegnał się z tobą przed wyjazdem do rodziny i nie złożył żadnych życzeń. Było ci strasznie przykro i serce łamało ci się na małe kawałeczki. Gdyby on wiedział, jak się czułaś w tym momencie przez niego.
Nagle zadzwonił dzwonek do twoich drzwi, więc pospiesznie podbiegłaś do nich. Nie spodziewałaś się nikogo w wigilię, więc to było dla ciebie bardzo dziwne, a jeszcze bardziej byłaś zaskoczona, gdy przez wizjer ujrzałaś na dworze Jisoo. Szybko otworzyłaś mu, a on tak cudownie uśmiechał się w twoją stronę.
— Gotowa? — zapytał, a ty nie wiedziałaś o co mu chodziło. Zaczynałaś powoli myśleć, że to ci się śni, a on jest nadal gdzieś daleko od ciebie.
— Na co? — niepewnie zwróciłaś się do niego, a on pokręcił głowa na boki jakby z niedowierzaniem.
— Raz, jak po imprezie wytwórni byłaś pijana, prosiłaś, żebym nie zostawiał cię samej w święta. Wiedziałem, że nie będziesz tego pamiętać, ale obiecałem tobie, że zabiorę cię na kolację wspólną wytwórni, choć staf tam nie ma wstępu, to załatwiłem ci tam miejsce. — Wytrzeszczyłaś na niego oczy przez te słowa. Rzeczywiście nie pamiętałaś tej sytuacji. Było ci bardzo głupio w tamtym momencie, ale jednocześnie rozpierało cię niesamowite szczęście, że on o tobie pamiętał. — Widzę, że niespodzianka się udała, to zaskoczę cię czymś jeszcze.
Teraz już całkowicie nie wiedziałaś, czego możesz się po nim spodziewać i jednocześnie uważałaś, że bardziej cię już nie zszokuje, a tak bardzo się z tym myliłaś. Nachylił się w twoją stronę i delikatnie cię pocałował, co przyprawiło cię momentalnie o szybsze bicie serca.
— Teraz już wiesz, że nie żywisz do mnie jednostronnego uczucia — powiedział to nieśmiało, a ty miałaś ochotę zapaść się pod ziemię, bo uświadomiłaś sobie, iż musiałaś to także mu wyznać po pijanemu… Uznałaś mimo to, że upijanie się nie jest takie złe. Dzięki temu Joshua został z tobą w święta oraz wyznał ci uczucia. Rozpierało cię z radości, jaką w tobie obudził.Wiedziałaś, że już nic nie zepsuje twojego humoru. Twój Jisoo, stał się naprawdę twoim Jisoo w święta i poświęcił się dla ciebie bardzo.


Taki tam uroczy Joshua. Może być? :D  Nie wiem, ale większość z tych shotów chyba wyszła za słabo. ;; Oby się choć trochę spodobało. ;-;

czwartek, 3 sierpnia 2017

Rok pełen zmian 2 : Epilog

Witajcie! Ostatnie tchnienie tego opowiadanie, to ten krótki epilog. Będę na pewno za tym tęsknić, ale mam tyle nowych pomysłów do zrealizowania, że pewnie jakoś mi to wynagrodzą. Nie ukrywam, że to opowiadanie było troszeczkę dla mnie oczkiem w głowie. :D Nie wiem, czy to dlatego, że spróbowałam w nim czegoś nowego, czyli AU i pisałam je inaczej stylistycznie niż moje inne opowiadania, czy może dlatego, że jest o moim UB.

Dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie w tym opowiadaniu. Wiele razy was zestresowałam nim, ale czasem i rozweseliłam i mam nadzieję, że wielu feelsów też przysporzyłam. Kocham was i wasze komentarze. One zawsze mobilizują mnie najbardziej. Mam nadzieję, że będziecie czytać inne moje opowiadania, bo jak na razie zamierzam pisać i pisać i końca nie widzę. :D


Epilog

- A może jeszcze takie coś? - Zwróciła się do mnie Chanmi pełnym ekscytacji głosem, a ja powoli zaczynałem się irytować. Trzymała w ręku śpioszki dla dziecka w misie.
        Byliśmy już chyba w dziesiątym sklepie tego dnia. Ja rozumiałem, że impreza z okazji narodzin ich dziecka, a zarazem pierwszej rocznicy ślubu, to wielkie wydarzenie. Tym bardziej, że tyczyło się to Ganeul i Kangjoona, naszych przyjaciół. Jednak kupowanie mnóstwa prezentów dla nich i dziecka było według mnie zbyteczne. Bobasowi na pewno nic nie brakowało i jedna pamiątka od cioci i wujka w zupełności by wystarczyła. I tak nie zapamięta jeszcze od kogo to dostał. A znając tę rodzinkę, nie oczekiwali od nas niczego poza pojawieniem się. Swoją drogą byliśmy spóźnieni.
- Moim zdaniem powinniśmy się zbierać. - Wymamrotałem pod nosem.
- Yah! Jisoo! Wcale nie przykładasz się do pomocy mi, a na dodatek sam nic nie wybierasz. - Ostatnie zdanie wyprowadziło mnie troszkę z równowagi.
- Myślałem, że jako para damy wspólny prezent! - Oburzyłem się.
- To źle myślałeś. - Dodała odwracając się, by już iść dalej.
Kocham tą kobietę, ale czemu musi mnie tak denerwować?
- Yah! Chanmi! W tej chwili się uspokój. Wykupisz wszystkie sklepy. To nie na tym polega. - Patrzyła na mnie zabójczym wzrokiem, który zawsze mnie bawił. Nie pasował do niej. Do osoby, która nie potrafiła skrzywdzić nawet muchy. Tylko siebie bardzo często raniła. Zarówno psychicznie i fizycznie. - Oni będą się czuć niezręcznie, jak dasz im mnóstwo prezentów, skoro na twoje urodziny dali ci taki skromny. Pomyśl trochę. I kto będzie dźwigał te torby? Ja. Kto płaci za prezenty? Ja. Więc mam swój udział w nich, czyż nie?
        Wiedziałem, że to do niej dotrze. Popadła w zakłopotanie, bo zrozumiała że miałem rację. Zakupoholizm, to chyba jej najgorsza wada, którą często musiałem opanowywać. Milczała, spuściła wzrok i zaczęła ocierać nogę o nogę. Zawsze tak robiła, jak coś jej uświadomiłem i było jej głupio. Musiałem ją pocieszyć. Podszedłem do niej, przyciągnąłem w swoją stronę i wtuliłem w swój tors jej drobne ciałko. Ona objęła mnie swoimi małymi ramionami.
- Przepraszam Jisoo. Ja znowu przesadzam. - Wyszeptała cichutko, lecz nie na tyle bym tego nie usłyszał.
- Nie szkodzi. Jestem tu od tego, by cię powstrzymać. To co? Idziemy na tą imprezę? Już i tak mamy pewnie żółtą kartkę za spóźnienie. - Zaśmiałem się delikatnie po tych słowach.
- To już raczej czerwona, bo to nie pierwszy raz. - Zachichotała... Kochałem jej chichot. Był przeuroczy.
        Bardzo dużo pokochałem w Chanmi odkąd byliśmy w związku. Jej wygląd. Nie żebym wyolbrzymiał, jednak była piękniejsza nawet od Ganeul. Nosiła krótko ścięte włosy i to jej bardzo dobrze pasowało. Nie farbowała ich, więc były bardzo delikatne, a zapach jej szamponu wpływał na mnie bardzo pozytywnie. Nie pozwalałem jej go zmieniać. Oczy miała bardzo duże, o czekoladowym wręcz kolorze. Ich ruchy zazwyczaj były bardzo szybkie, ponieważ była osobą bardzo energiczną. Usta miała malutkie i wąskie. Każdy pocałunek z nią był czysty, subtelny i niepowtarzalny. Jej białe równe ząbki zawsze świeciły , kiedy się szeroko uśmiechała. Drobny nosek zdobił jej twarz, tworząc z niej ideał. Była drobnej, jednak nie kościstej budowy. Idealna do przytulania . Paluszki u rąk były jak u dziecka i zawsze mnie śmieszyły, jak porównywaliśmy je z moimi. Malutkie stópki, niski wzrost. Dla mnie stał się to ideał nad ideałami. Nie było jej teraz równej. Oczywiście jej charakter wcale nie odstawał. Wiecznie żywa, czasem wybuchowa. Skoczyłaby za bliskim w ogień. Troszkę naiwna i zbyt przyjazna dla osób, którzy sprawiają jej przykrość. Po za tym to typowa kobieta. Marudzi czasem, w kółko się niepotrzebnie odchudza, krzyczy jak jej coś nie pasuje, zamiast powiedzieć normalnie. Gdyby mnie zostawiła, brakowałoby mi tego ogromnie. Doskonale to wiedziałem. Tak bardzo pomogła mi. Dzięki niej Ganeul nie była już dla mnie nikim więcej niż przyjaciółką, czy też siostrą, którą sama się kiedyś ogłosiła.

***

        Zadzwoniliśmy do dzwonka w bramie wejściowej, która znajdowała się przed domem naszych przyjaciół. Bez pytania kim jesteśmy zostało nam otworzone wejście domofonem, więc udaliśmy się do środka. Drzwi jednak zostały nam otwarte przez małego brzdąca. Był to synek Jayoung, siostry Kangjoona. Na nasz widok był zachwycony.
- Wujek Jisoo! - Krzyknął radośnie i przytulił się do mojej nogi.
- A już cioci Chanmi nie powitasz takim okrzykiem? - Upomniała się moja dziewczyna i do niej od razu też podbiegł.
- Wybacz ciociu, ale wujek ma pierwszeństwo, bo fajniej się ze mną bawi. - Zaśmiałem się na ten argument. Te dzieci zawsze były zabawne.
        Nagle pewien mężczyzna podszedł do Chanmi i zaczął ją ściskać. Mógłbym się wściec, gdyby nie to, że był to jej brat. Daeyoung. Związał się z siostrą Kangjoona pomimo iż ta miała już dzieci. Z drugiej strony miała prawo zaznać jeszcze szczęścia w życiu i miłości mężczyzny. Dzięki temu dzieci miały ojca, a ona bardzo pomocne oparcie. Na dodatek szybko wzięli ślub i już ich wspólne dziecko było także w drodze. Jak tak dalej pójdzie, to nie wyrobimy z imprezami urodzinowymi.
        Wreszcie gospodarze raczyli do nas podejść się przywitać. Kangjoon troszkę zestresowany, bo pewnie Ganeul go poganiała tego dnia do pomocy. W końcu sama miała małe dzieciątko na karku, które zapewne dawało jej popalić. Mimo to była taka promienna witając nas. Z Chanmi przytulały się chyba z godzinę. One tak zawsze.
        Zdziwienie jednak ogarnęło mnie, gdy weszliśmy do salonu i oprócz rodziców Kangjoona i jego siostry niespodziewanie była tam matka Ganeul i jej brat. Pewnie on naciągnął na ten pomysł swoją rodzicielkę, bo z tego co mi było wiadomo nie przychodziła nigdy do naszej przyjaciółki. Mały za to już miał siłę przebicia coraz większą z każdym rokiem. W końcu rósł jak na drożdżach i dojrzewał. On bardzo kochał swoją siostrę. Z opowieści słyszałem, jak już kilka raz uciekł na autobus do Seulu i przyjechał tutaj. Z drugiej strony cieszyć się można było, że w taki dzień wszyscy bliscy zebrali się w jednym mieszkaniu i świętowali ważne wydarzenia życiowe tej dwójki.
        Ganeul była strasznie zabiegana w trakcie imprezy. Starała się, by na stole niczego nie brakowało, na dodatek musiała zaglądać co małego dziecka, które co jakiś czas się budziło. Troszkę ciężko się to obserwowało, bo nikt nie raczył ją w czymś wyręczyć. Nawet Kangjoon był za bardzo zaaferowany rozmową ze swoją rodziną. W pewnym momencie, jak ona siedziała w pokoju dziecka, jej mama chciała się napić, a napój się skończył. Postanowiłem jakiś przynieść, tylko nie wiedziałem skąd i jak na złość nie było też wtedy Kangjoona, bo poszedł do sklepu po coś. Postanowiłem więc pójść do niej i zapytać, gdzie ma schowane picie. Starałem się być cicho, by dziecko przypadkiem się nie przebudziło przeze mnie. Na szczęście nie spało, a ona kołysała je rękach. Już chciałem zadać pytanie z którym przyszedłem do niej, lecz mnie wyprzedziła.
- Skoro już wszedłeś, potrzymaj go na chwileczkę. – Mówiąc to wręczyła mi kruszynę, a ja byłem na tyle przerażony, że nawet nie potrafiłem zaprotestować. – Tylko po coś pójdę. – Dodała na odchodnym.
        Spojrzałem na małego. Miał przesłodkie oczka. Był też bardzo spokojny i o dziwo nie płakał na moich rękach. Znaczyło to, że albo nie był strachliwym bobasem, albo jednak miałem coś w sobie, że takie dziecko mogłoby czuć się przy mnie bezpiecznie. Przyjemne uczucie mnie ogarnęło na myśl, że sam mógłbym mieć takiego brzdąca. Musiałbym tylko oświadczyć się Chanmi, wziąć z nią ślub… Dużo tego…
- Słodko wyglądasz z dzieckiem na rękach. Kiedy sobie takie sprawicie? – Wytrąciła mnie z równowagi Ganeul tymi słowami.
- My? Chanmi raczej nie jest na to gotowa. – To wcale nie była wymówka.
- Ona? Skąd takie wnioski? – Zaskoczyła się, co mnie za to zdziwiło.
- Wiesz, ona narzeka zawsze, że nie lubi wesel. Często też wypominała, jak dzieci sąsiadów są głośne… Myślę, że może być ciężko. Poza tym nigdy nie wchodzimy na takie tematy. – Wyjaśniłem.
- A jak myślisz? Czemu tego nie robicie? Ty jesteś facetem. To ty masz wyjść z inicjatywą. Chanmi już taka jest, że pierwsza nie podejmie się niczego. A co do tego narzekania. Wszystko jest inne jak już jest swoje. Ja też nie lubiłam imprez i schadzek rodzinnych, a urządziliśmy ślub i wesele. Ja jestem pewna, że ona wręcz o tym marzy.
        To co powiedziała Ganeul dało mi dużo do myślenia. Tak poświęciłem na to całą resztę imprezy. Co jakiś czas można było mnie przyłapać na wpatrywaniu się w moją Chanmi intensywnie. Zastanawiałem się jak wszystko mógłbym rozegrać.

***

        Wracając do domu milczeliśmy. Każde z nas zapewne myślało o czymś innym. Ja chciałem bardzo porozmawiać i nie umiałem już dłużej doczekać się tego, więc wszedłem na temat.
- Dobrze się żyje im razem, czyż nie? – Zagaiłem, a ona na to przytaknęła. Rozumiałem co to znaczy. Kiedy mało co odpowiadała, musiało jej być zimno, więc zdjąłem moją ciepłą bluzę i zawiesiłem na jej ramiona.
- Dziękuję. – Szepnęła dokańczając ubieranie się w nią. Często jej ją oddawałem. Miałem dobrą odporność i zawsze ubierałem się cieplej niż trzeba, więc miałem co jej dać. Tym razem miałem jeszcze pod spodem ciepły sweter.
- Co myślisz o nas? – Zadałem pytanie trochę nie tak, jak zamierzałem.
- Jest mi z tobą cudownie. Nie rozumiem pytania. – Odpowiedziała z zaskoczonym wyrazem twarzy. Nie dziwiłem jej się, bo brzmiało dziwnie.
- W sensie, czy chciałabyś się ze mną pobrać, założyć rodzinę? – Wydukałem, a ona momentalnie się zatrzymała w miejscu. Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem i byłem trochę przerażony.
- Oczywiście, że chcę. – Uśmiechnąłem się szeroko, lecz zrzedła mi mina, kiedy zrozumiałem, że ona jakaś bardzo szczęśliwa nie była. – Tylko dlaczego robisz to teraz w ten sposób? Czemu nie podczas romantycznego wieczoru, czemu nie klękasz przede mną i się nie oświadczasz? – I wszystko było jasne.
- Ja po prostu myślałem, że tego nam nie trzeba. – Prychnęła na moje słowa. Chciałem dobrze, a znowu nawaliłem.
- Tak mówisz? Nie podoba mi się to. Bez pierścionka nie ma zaręczyn. Dziękuję za uwagę. – Po tym ostatnim zdaniu ruszyła szybszym krokiem. Ja pokręciłem głową na boki i zaśmiałem się. Taka już była Chanmi. Jak coś było nie po jej myśli, to się obrażała. Kochałem tą wariatkę mimo wszystko.
        Pobiegłem za nią. Kiedy już zrównałem się z nią, zatrzymałem ją chwytając jej dłoń. Przyciągnąłem do siebie. Drugą ręką pogładziłem delikatnie jej policzek, a następnie wtopiłem się gwałtownie w jej usta. Starałem się włożyć w ten pocałunek jak najwięcej namiętności. Przez chwilę poczułem dreszcze, gdy zawiesiła swoją rękę na moim karku. Jednak nie było moim celem, by robić zamieszanie na środku chodnika. Oderwałem się pospiesznie od niej i spotkałem jej zawiedziony wzrok.
- Skoro jesteśmy przy romantycznych zwyczajach, to powiem tak. – Nachyliłem się do jej ucha. – Seks dopiero po ślubie. – Wyszeptałem i odsunąłem się, by przyjrzeć znowu jej twarzy. Zamurowało ją jak nic.
- Ale… My już przecież…
- Wiem. – Przerwałem jej i uśmiechnąłem się. – Jednak jakoś tak mnie naszło, że jak mamy iść starymi zwyczajami, to czemu nie i to.
        Chyba nie wiedziała jak na to zareagować. Nie spodziewała się takiego czegoś z mojej strony. Jak ja kochałem żartowanie sobie z niej. Czasami wpadała w tak oczywiste żarty. Oczywiście nie mogłem się już dłużej powstrzymywać od wybuchu śmiechem.
- Ej! – Oburzyła się. – Żartowałeś sobie ze mnie? – Zaczęła mnie okładać piąstką, a ja dalej się śmiałem. – Nie lubię, jak mnie tak podpuszczasz ty perwersie.
        Ciekawa przyszłość czekała mnie z tą kobietą, oczywiście nie zamierzałem być jej dłużny i także miałem nadzieje, że urozmaicę jej życie.



           Jak wam się podoba perspektywa Jisoo? :D  Mam nadzieję, że spełniłam wasze oczekiwania na zakończenie i że dobrze przeżyliście czytanie tego opowiadania. :) Polecam się na przyszłość. 

A i polecam ich:



Rok pełen zmian 2: Rozdział 12



Rok pełen zmian 2
Rozdział 12

Styczeń




        Kiedy wreszcie udało nam się otworzyć szampana było już dawno po północy. Śmialiśmy się z naszego spóźnienia. Ciekawe, ilu ludziom się to zdarzało przez przypadek. Zaczęły się toasty. Najpierw za naszą przyjaźń, potem za miłość, karierę, a następnie wznosiłem je już innym alkoholem razem z Jisoo. Dziewczyny wolały przystać na szampanie. Tym bardziej, że Ganeul nie przepadała za alkoholem.
        Wspominaliśmy stare czasy. Chanmi słuchała nas z zaciekawieniem i marudziła, że nas wtedy nie mogła znać. Twierdziła, że byłoby jeszcze ciekawiej. Całkiem było to możliwe. Śmialiśmy się dużo, dziękowaliśmy sobie z głupich powodów, przepraszaliśmy się. Jak to bywało, gdy dwóch idiotów się upiło.
        Po czasie zorientowaliśmy się, że wcale nie poszliśmy strzelać fajerwerkami. Takie gafy jakie popełnialiśmy tego wieczoru mogły się zdarzyć tylko nam. Wyszliśmy na dwór około drugiej w nocy, roześmiani. Nie przeszkadzało nikomu zimno. Patrzyłem w niebo, kiedy Ganeul wystrzeliła jedną z fajerwerków. Dziewczyny bowiem przejęły pałeczkę, byśmy pijani nie zrobili sobie krzywdy. Kiedy stanęła koło mnie, bo była kolej na Chanmi chwyciłem jej rękę w rękawiczce i pociągnąłem, by stanęła bliżej. Spojrzała na mnie zaskoczona.
- Takie odległości są niedozwolone dla par. – Wyjaśniłem głupio.
        Ona tylko się na to uśmiechnęła. Jej oczy mieniły się od tych świateł rozjaśniających niebo. Miałem ochotę zbliżyć się i pocałować ją. Nie mogłem jednak. Nie chciałem stworzyć niezręcznej atmosfery między nami i pozostałą dwójką. Otrząsnąłem się pospiesznie. Stwierdziłem lepiej, że czas będzie iść spać, jak wrócimy do środka, by nie przychodziły już nam do głowy głupie rzeczy.
        Kiedy wróciliśmy do domu wszyscy poparli pomysł z pójściem spać. Byliśmy wykończeni. Miałem zamiar spać w salonie. Ale stwierdziłem, że poczekam, aż Ganeul zaśnie u siebie. Chciałem się jej poprzyglądać, jak będzie zasypiała.
        Udaliśmy się do jej pokoju. Ona ułożyła się na łóżku, a ja usiadłem na jego brzegu. Spojrzała na mnie zaskoczona. Posłałem więc jej pytające spojrzenie. Czasem już nie potrzebowaliśmy słów.
- Czemu się nie położysz? – Zapytała.
- Pójdę do salonu jak zaśniesz. – Oznajmiłem jej.
- Po co? – Zaskoczyła mnie taką reakcją. Nie chodziło oto, że nie chciałem z nią spać, tylko.. myślałem, że ona nie będzie chciała. W końcu Jisoo i Chanmi pomyśleć mogli o tym jednoznacznie. Na dodatek jechało pewnie ode mnie alkoholem.
- Jeśli chodzi ci o alkohol… - Zaczęła a ja zaśmiałem się w duchu, że chyba czytała mi w myślach. – Już kiedyś pocałowałam cię, jak byłeś pijany. – Wytrzeszczyłem na nią oczy po tym zdaniu.
- Jak to? Kiedy? – Dotarło do mnie. Tamten wieczór jak jeszcze byliśmy na studiach. Przyszedłem do niej upity. Nie pamiętałem nic i tylko wtedy mogło się to stać, tylko że…
- Chciałam się upewnić czy coś do ciebie czuję. To ja to zainicjowałam. – Po tych słowach schowała swoją twarz pod kołdrę. Zawstydziła się. Ja jednak byłem w zbyt wielkim szoku, by w tamtej chwili się tym zachwycić.
- Czyli to wtedy był nasz pierwszy pocałunek? – Wydukałem.
- Tak. Przepraszam, ale po części zamierzałam skorzystać z tego, że mógłbyś tego nie pamiętać. – A to cwana z niej była dziewczyna. Nie miałem jej tego za złe. Rozumiałem o co jej chodziło. Bała się bym odczytał jej uczucia. Szkoda, że jednak tego nie zapamiętałem.
- Nie wiem czy ci wybaczę. Nie pamiętam teraz pierwszego pocałunku. – Zażartowałem sobie. Lubiłem jej to robić.
        Ona podniosła się, wyszła spod kołdry i podeszła na czworakach do mnie. Wyglądała przy tym tak… uwodzicielsko. Miała zamiast pidżamy tylko bardzo długą koszulkę. To dodawało jej uroku. Rozpuszczone dziko włosy… O czym ja myślałem w tamtym momencie. Usiadła bardzo blisko mnie, położyła swoją dłoń na mojej.
- Tak to zaczęłam, a ty kontynuowałeś. – Powiedziała z lekka zawstydzona i musnęła moje usta swoimi.
        Postąpiłem według jej instrukcji. Nasz pocałunek stał się namiętny. Poczułem jej drugą dłoń na moim karku. Przysunęła mnie za niego bardziej w swoją stronę, więc musiałem się nachylić delikatnie. Kiedy rozchyliła szerzej usta, nasze języki zaczęły taniec. Byliśmy przepełnieni pożądaniem. Alkohol mnożył we mnie te uczucia.
        Zjechała najpierw jedną ręką na mój tors, potem kiedy uniosła tam drugą, zaczęła rozpinać mi koszulę. Podobało mi się to, choć byłem nie lada zaskoczony jej śmiałością. Za chwilę byłem już do połowy rozebrany. Nie odrywaliśmy się od siebie. Ona swoimi rękami pieściła moje ciało. W końcu została nimi na moich plecach. Ja zmieniłem obiekt pocałunków na okolice jej ucha. Cicho jęknęła. Czyli znalazłem kolejne z jej słabych miejsc. Byłem z siebie dumny. Tym razem to ja wziąłem się za rozbieranie jej bluzki. Wjechałem pod nią głaszcząc jej uda. Drżała z nadmiaru emocji. Uniosłem materiał do góry i musieliśmy się na chwilę odsunąć, jednak jak rzuciłem ją gdzieś w kąt ponownie się na siebie rzuciliśmy. Ona usiadła nagle mi na kolanach i oplotła z tyłu mnie nogami. Ta pozycja była bardzo niebezpieczna. Kiedy postanowiłem muskać jej szyję zaczęła cicho pojękiwać i już ciężko oddychała. A jak ją przygryzłem wbiła swoje paznokcie w moje plecy, co mnie z kolei jeszcze bardziej napędziło.
        Tym sposobem znowu podążyliśmy za namiętnością i pożądaniem, które tamtego wieczoru nas owładnęły. Nie wiedziałem ile to trwało. Poniosło nas na całego, ale ja na pewno tego nie żałowałem. W takich momentach uświadamiałem sobie, jak bardzo ją kochałem, potrzebowałem, pragnąłem. Nie było żadnej innej dziewczyny dla mnie na tej planecie. Wierzyłem w przeznaczenie i że to Ganeul była nim dla mnie.


***


        Wstałam chyba pierwsza po naszej imprezie sylwestrowej. Byłam wyspana mimo wczesnej pory. Często tak miałam. Mało czasu potrzebowałam na sen. Jeszcze na dodatek po tym co wydarzyło się między mną, a Kangjoonem spało mi się błogo. Miłość pomieszana z pożądaniem to coś, czego nie dało się opisać. Noc, kiedy prawie oddałam się Jisoo była niczym przy tym.
        Robiłam sobie kawę, kiedy odwróciłam się tyłem do blatu ujrzałam w drzwiach pomieszczenia Jisoo. Lekko się zawstydziłam, bo nie ubrałam się jeszcze w normalny strój. Żałowałam tego, że przypuszczałam, iż inni będą jeszcze długo spać. On za to uśmiechnął się do mnie tym swoim cwaniackim uśmieszkiem.
- Nie przejmuj się mną. Mam teraz tak ładną dziewczynę, że nawet się do niej nie umywasz. – Oznajmił żartobliwie, a ja uniosłam na to lekko kąciki ust.
        Cieszyłam się, że zeszli się z Chanmi. Mimo to, jeszcze się o nią martwiłam. Tyle czasu Jisoo uważał, że nie mógł mnie wyrzucić ze swojego serca, a tu tak nagle są razem i już widzi tylko ją? Miałam nadzieję, że to było choć po części prawdą, albo że stopniowo się nią stawało. Nie zniosłabym tego, że Jisoo mógłby się poddać i zostawić potem moją przyjaciółkę, która pewnie załamałaby się, choć uważała, że jest silna.
- Co się tak zamyśliłaś? – Zwrócił się do mnie. – Zastanawiasz się, jak mnie odzyskać pewnie co? Zazdrosna jesteś? – Te żarty już mnie nie śmieszyły. Spiorunowałam go wzrokiem. - No dobra, przesadziłem troszeczkę. Nie zabijaj mnie proszę.
        Zaśmiałam się i postanowiłam pójść się ubrać do swojego pokoju. Chciałam już poprosić go wychodząc, by nie wypił mojej kawy, bo czasem mi to robił. Ale on zatrzymał mnie stając przede mną zanim zrobiłam jakikolwiek krok.
- Ja naprawdę nie skrzywdzę jej. Podjąłem się tego, bo zaczyna mi się ona podobać. Wiesz dobrze, że odrzucałem wiele dziewczyn. – Tłumaczył mi się, a ja to doceniałam. – Nie przejmuj się już tak. Dobrze? Wiem, że ona też ma uczucia. – Po tych słowach poczochrał moje włosy i miałam nadzieję, że mnie już puści, a to nie był koniec. – A zmieniając temat. Kangjoon był z tobą w pokoju… Czy wy… - Nie dokończył tylko spojrzał na mnie wymowną miną.


Chyba nie myślisz, że ci wyjawię co robiliśmy? Może jeszcze pikantne szczególiki?


- Tak, spaliśmy w jednym łóżku. – Odpowiedziałam zachwycona swoją wymijającą odpowiedzią.
- Ej nie bądź taka. Chciałem wiedzieć na jakim etapie związku jesteście. – Powiedział to smutnym głosikiem. – Jednak mi w pewnym sensie odpowiedziałaś. Bo gdybysćie nie robili tego, pewnie byś się oburzyła, że o takie coś pytam i zaprzeczyła, a ty wolisz nie odpowiadać. – Zaśmiał się i poszedł po prostu, a we mnie zawrzało. To nie był jego interes!
        Tak zdenerwowana ruszyłam z powrotem do siebie. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy zobaczyłam wychodzącą z pokoju Jisoo zaspaną Chanmi.
A więc to tak? Ze mnie tu wyciąga takie rzeczy, a sam pewnie nie był tej nocy święty.
        Ona nawet nie zwróciła na mnie uwagi, tylko wyminęła mnie szurając nogami. Za chwilę jednak wyszedł z tego samego pomieszczenia mój drogi przyjaciel, więc posłałam mu cwaniacki uśmiech i pokiwałam na niego palcem, jakby grożąc mu. A on miał lekko spanikowany wzrok. Ups… Chyba go rozgryzłam. Po tym weszłam do swojego pokoju.
        Kangjoon jeszcze spał. Podeszłam więc sobie do łóżka i przy nim uklęknęłam. Patrzyłam na jego twarz. Kochałam w niej każdy detal. Delikatnie położyłam dłoń na jego policzku. On się zaczął w tym momencie przebudzać. Kiedy już miał otwarte oczy nachyliłam się i złożyłam mu całusa na ustach.
- Dzień dobry. – Zaśmiałam się, a on spojrzał na mnie bardzo zaskoczony. Nic dziwnego, nie bywałam aż tak wylewna na co dzień, a tu najpierw zaatakowałam go w nocy, a teraz takie powitanie. Cóż.. Ludzie się zmieniają i ja dzięki niemu robiłam postępy.  


***


        Tego poranka było strasznie zimno w naszym mieszkaniu. Chodziłam ubrana w bardzo ciepłe bluzy. Na dodatek był to dzień kiedy Kangjoon miał przyprowadzić swoją siostrę z dziećmi. Strasznie mnie polubił ten starszy maluch i tęsknił za mną podobno. No tak… Potrafiłam się dogadać z brzdącami. Tak samo jak z moim braciszkiem, którego niestety rzadko miałam okazję widzieć, a on rósł i zmieniał się z dnia na dzień. Bałam się, że kiedyś go nie rozpoznam.
        Zaskoczyłam się, kiedy w kuchni Chanmi stała z obcym mi mężczyzną, a przy blacie siedział Jisoo i patrzył na nich jak gdyby nigdy nic. Co to miało znaczyć?
- Dobrze, że jesteś już Ganeul. To mój starszy brat. Daeyoung*. – Oznajmiła mi i wszystko już było dla mnie jasne. Swoją drogą nigdy mi nie opowiadała, że miała rodzeństwo, ale może nie było ku temu okazji.
- Czemu Chanmi nie wspomniałaś mi, że masz takie ładne koleżanki tutaj? – Wytrzeszczyłam na niego oczy z niedowierzaniem, a on się tylko uśmiechał głupkowato. Niby było widać, że żartuje a jednak poczułam się dziwnie.
- Yah! Dae! Wstyd mi przynosisz. Zabierz się za takie w twoim wieku, a nie. Moja przyjaciółka jest zajęta już od dawna. – Wyjaśniła mu uderzając go szmatką, co mnie rozbawiło.
- Spokojnie. Przecież nie myślałaś, że przyszedłem tu podrywać dziewczyny. I znam swój wiek, jednak on nie gra roli w miłości. – Wygarnął jej i zaczęli się piorunować wzrokiem. Wiadome już było jakim rodzajem rodzeństwa byli. Dokuczali sobie, ale się kochali na pewno.
        Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Podbiegłam otworzyć i zobaczyłam tylko Jayoung za progiem. Zaskoczyło mnie to.
- Kangjoon zaraz dojdzie. Wziął dzieciaki jeszcze na spacer. Uparł się coś. – Zaśmiała się.
        Lubił to robić. Te dzieci nie tylko mnie, ale i jego uwielbiały. Nawet to maleństwo, które jeszcze ledwo co rozumiało uśmiechało się wiecznie na jego widok.
        Do przedpokoju wparzyła reszta towarzystwa i wtedy coś zauważyłam. Uśmiech Dae na widok Jayoung był tak wyrazisty. Czyżby wpadła mu na pierwszy rzut oka. Widziałam też zadowolenie w oczach Chanmi… Ja chyba o czymś nie wiedziałam. No tak… Ta nagła wizyta jej brata, spacer Kangjoona.. Oni próbowali ich złączyć? Czemu mi nic nie powiedzieli wcześniej?
- Witam, jestem Jayoung. – Przedstawiła się, bo tak naprawdę widział ich wszystkich pierwszy raz.
- Cóż za zbieg okoliczności. – Wtrącił braciszek mojej przyjaciółki. – Ja jestem Daeyoung. Mamy te same drugie imiona. – Zaśmiał się, a po niej widać było, że delikatnie się zawstydziła.
- Chodźmy do salonu. – Oznajmiła Chanmi popychając tę dwójkę w tamtą stronę, a mnie i Jisoo pociągnęła szybko do kuchni za ręce. – Myślicie, że coś z tego będzie? – Wyszeptała do nas, a my oboje patrzyliśmy na nią zdezorientowani.
- Czemu nas nie wtajemniczyliście?  - Oburzył się Jisoo. – Chciałem mu stłuc buźkę, kiedy pojawił się w drzwiach i oznajmił, że przyszedł do takiej ślicznej Chanmi. – Miło mi było, że sama nie byłam niepoinformowana.
- A ja nadal nie rozumiem nic. Chcecie ich zeswatać? – Zapytałam pospiesznie, na co ona przytaknęła. – A myślisz, że nie będzie mu przeszkadzać wdowa z dwójką dzieci? – Zdziwiłam się. – I dodatkowo… Czy ona kogokolwiek chce?
        Chanmi zaczęła kiwać głową na boki. Nie przemyśleli pewnie tej akcji? Chyba nic się nie stanie z takiego spotkania. Mimo to powinni bardziej uważać.
- Ona kogoś pragnie z tego co mówił Kangjoon. Chciałaby mieć w kimś oparcie i tym podobne. A mój brat.. Nie oszukujmy się. Ma swój wiek i lubi dzieci, więc raczej nie będzie wybrzydzał jeżeli mu się spodoba jakaś osoba. – Stwierdziła stanowczo. Cóż mogłam na to powiedzieć? To oni znali lepiej swoje rodzeństwo. Jedynie zostało mi trzymać za nich kciuki. Za chwilę znowu poszłam w stronę przedpokoju, bo usłyszałam jak wchodził Kangjoon do środka.




THE END


*Daeyoung - Tak, to do niego użyłam wizerunek aktora Jo Jongsuka


****


Podoba wam się koniec tej opowieści?  No cóż, teoretycznie będzie jeszcze epilog, który mam nadzieję, że wszystko wam podsumuję. Będzie za tydzień. :) Nie przyśpieszam go, bo nie wiem na kiedy będę miał gotowe Kiedy dorosnę 2 :D Chcę żeby to opowiadanie przejęło po tym niedziele. Ale coś czuję, że będzie musieli na nie trochę poczekać. Zobaczymy. ^^ Większość zależy od mojej bety i osobistego grafika zarazem.