sobota, 5 sierpnia 2017

Hotel godzien sześciu gwiazd: Rozdział 27

Ludzie i ludziska. Proszę o litość pod dzisiejszym rozdziałem. Wystarczy, że moja beta ma ochotę mnie zabić. ;-; I powiem tak, może to was pocieszy. Po rozdziale 28 będzie specjal. Jeszcze nie wiem, czy udostępnię go z rozdziałem 28, czy z 29, ale będzie. :D

A i mała prośba. Nie znacie pewnie zespołu N.Flying? Bo ja ich mocno kocham i szerze do nich miłość przy ich comebacku. Polecam gorąco. :D



Hotel godzien sześciu gwiazd
Rozdział 27





*Yeori*


            Siedzieliśmy wszyscy w pokoju Hakyeona. Mając na myśli wszyscy miałam na myśli cały zespół, moje przyjaciółki i Sulli. Ta ostatnia dołączyła do nas tego dnia, bo miała ostatni dzień wolnego przed powrotem do pracy i Taekwoon o to poprosił. Chanyoona nie było, bo pojechał na urodziny swojej babci. Obmyślaliśmy plany na ten dzień, bo już kończyły się pomysły. Ktoś wymyślił Zoo, ale ktoś inny to negował. Kłótnia za kłótnią. Powoli zaczynałam mieć tego dość, jednak to trochę rozumiałam. Chłopcy się zestresowali, bo zbliżał się dzień ich powrotu z wakacji. Mieli zacząć intensywną pracę, a ewidentnie dobrze się tu bawili.
Miałam mieszane uczucia. Czułam, że rzadko ich będę widziała, o ile wcale. Wiedziałam, że będę tęsknić. Z drugiej strony miałam namieszane w moim sercu z ich powodu. Miałam nadzieję, że jak znikną i będę mogła wrócić do codzienności, to problemu nie będzie. Byłam pewna, że na początku będzie ból… Bałam się go trochę. Nadal nie miałam pojęcia co zrobić z kilkoma sprawami.
Przez moje zamyślenie późno zorientowałam się, iż sprzeczka się pogorszyła. Byłam w szoku widząc wychodzącego nerwowo Hongbina. Zmartwiło mnie to. Wybiegłam za nim nie myśląc o niczym. Poszłam do jego pokoju. Zapukałam grzecznie, bo nie zauważył, że szłam za nim i zamknął mi drzwi przed nosem. Powiedział ciche „proszę”. Nie spodziewał się pewnie mnie, bo przebierał koszulkę i zobaczyłam jego umięśnione ciało. Szybko zakryłam oczy ręką i je zamknęłam. Czułam jak płonę, choć widziałam go tak tylko kilka sekund.
- Już możesz spojrzeć. – Wydukał, a ja dostrzegłam, jak na niego spojrzałam, że miał ubraną koszulkę. Ulżyło mi. Mogłam spokojnie oddychać.
- Czemu wyszedłeś? – Zapytałam.
- Jakoś nie mam humoru ich słuchać. – Wyjaśnił krótko, a mnie to zaniepokoiło. Chciałam bardzo poruszyć jeden temat, lecz czułam, że to nieodpowiedni moment. Po co ja za nim poszłam? Co miałam mu niby powiedzieć? – A ty czemu za mną wyszłaś?
- Zmartwiłam się. – Szybko podsumowałam, a potem uznałam, że wypada coś dopowiedzieć. – Ostatnio jesteś nieswój. – Dodałam.
- Mam kilka powodów. Wybacz, że musisz się przez to martwić.
            Po tych słowach pokiwałam głową i panowała jakaś cisza między nami. Mnie gryzło jedno. Dlaczego mnie pocałował? Czy to przeze mnie chodził smutny? Czy mogłam mu pomóc? I ostatecznie, czy ja coś do niego czułam? Myślałam o tym w złym miejscu. W jego pokoju. On chyba też wysilał umysł, bo nic nie mówił. Pragnęłam to przerwać. Uprzedził mnie, jakby czytał w myślach. Oby nie.
- Wrócę do nich z tobą. Może wreszcie się na coś zdecydowali. Poczekaj tylko trochę pod pokojem. Muszę wejść do toalety na chwilę. – Zaproponował, na co przytaknęłam i wyszłam posłusznie.
***


            Zdecydowali się w końcu na Zoo. O dziwo każdy się na nas gapił jak dołączyliśmy do nich ponownie. Serim wypytywała, czemu wyszłam za Binem, a ja nie miałam ochoty się tłumaczyć. Zachwyciłam się widząc Leo i Sulli idących za rękę. Czyli byli razem? O dziwo jak spojrzałam na Seo to się zawiodłam, zagadywała Jaehwana, a Wonsik nie spuszczał z niej wzroku i za nią podążał. Czy oni mogli się w końcu dogadać? Choć nie powinnam była ich pouczać. Potem Serim stwierdziła, że nic jej nie powiem i zaczęła iść przy Hongbinie i z nim rozmawiać, choć on ewidentnie był zdziwiony. Ja zresztą też. Co się działo? A kto za nią poleciał? Hyuk! Hyuk za Serim? Coś mnie ominęło. Wtedy koło mnie pojawił się Hakyeon. Zestresowało mnie to. Dziwnie się czułam ostatnio w jego towarzystwie.
- Podoba ci się pomysł Zoo? Nie wyglądasz na zadowoloną. – Czułam, jakby krępował się zadawać mi te pytania, choć były zwyczajne.
- Kocham zwierzaczki, więc z miłą chęcią się im poprzyglądam.  – Wyjaśniłam. – Może jestem troszkę zmęczona, bo ostatnio słabo sypiam.
            Przytaknął głową ze zrozumieniem. Zadzwoniło coś za mną. Nie chciało mi się odwracać, bo pomyślałam, że to pewnie któryś z chłopaków coś wyczynia. Wtedy poczułam jego dłonie na moich ramionach. Gwałtownie odsunął mnie na bok i pospiesznie minął nas rowerzysta. Ah tak. Nie pomyślałam, że taki dźwięk może należeć do dzwonka rowerowego. Odwrócił mnie przodem do siebie i zaczął oglądać spanikowanym wzrokiem. Ta troska w nim widocznie mną poruszyła. Wpatrywał się we mnie dość intensywnie.
- Wszystko w porządku? – Przytaknęłam, bo nic nie umiałam wydusić z siebie. Jakoś mnie zamurowało. – Uważaj. Czy ty nie słyszałaś tego dzwonka? – Był nadal przerażony, jakby ktoś mnie skrzywdził, a przecież tak nie było. Moje serce zabiło mocniej.
- Spokojnie. – Odważyłam się w końcu zabrać głos. – Nic mi nie jest. Nie martw się tak proszę.
            On wyprostował się i puścił moje ramiona. Odchrząknął i podrapał w tył głowy. Czy ja coś źle zrozumiałam? Ewidentnie mi ostatnio powiedział, że nic do mnie nie czuje. A potem zachowywał się w ten sposób. Otrząsnęłam się, bo pewnie po prostu był wystraszony sytuacją, a ja wyolbrzymiałam.
- Chodźmy, bo jesteśmy w tyle. – Zakomunikowałam. Zdziwiło mnie to, że nikt nie przejął się nami.
            Powiał delikatny wiatr, jednak taki wystarczył, by było mi chłodniej i moje włosy zasłoniły mi twarz. Ubrałam za lekką sukienkę i niepotrzebnie rozpuściłam włosy. Gdy dałam kosmyk za ucho zauważyłam, iż Hakyeon zdejmuje bluzę. Byłam znowu zaskoczona, jak mi ją zarzucił. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Coraz bardziej podejrzewałam, iż mnie okłamał.
- Widzę, że ci zimno. – Wyjaśnił, a ja miałam ochotę zadać głupie pytanie. Na szczęście się powstrzymałam.
            Zbliżyliśmy się do bram ogrodu zoologicznego. Wszyscy pod nimi na nas czekali. Można było zaobserwować, iż tylko Leo z Sulli zachowywali się normalnie. Czułam, że coś się wydarzyło, jak wyszłam z Binem z pokoju.
- To ja pozbieram od was kasę i kupię bilety. – Oznajmiłam ochoczo, bo tak robiłam na każdym wyjściu.
- Lepiej będzie, jak cię choć raz w tym wyręczę. – Wtrącił się Hakyeon. Spojrzałam na niego z wielkim zdziwieniem.
            Przecież to ja miałam się nimi zajmować przez ten czas, więc czemu oni musieli być dla mnie tacy kochani? Prędzej niż pracą nazwałabym czas spędzony z nimi wakacjami. Nie żałowałam, iż nie wyjechałam z przyjaciółmi, bo to co spotkało mnie z tym zespołem na pewno będzie dla mnie niezapomnianym przeżyciem.
            Przez resztę pobytu w zoo starałam się skupić na zwierzętach. Troszkę dziwnie się czułam, bo Hakyeon nie odstępował mnie na krok. Czyżby mścił się za basen? Choć nie nazwałabym tego zemstą. Coraz bardziej przywiązywałam się do jego towarzystwa. Tylko zaczęłam się czuć trochę niezręcznie po tym, jak powiedział, że nic do mnie nie czuje, a jednak nie potrafił zapomnieć pocałunku. Cały czas się mu przyglądałam. Zachowywał się tak, jakby mnie podrywał i bał się oderwać ode mnie nawet na chwilę. Miałam przez niego taki mętlik w głowie, oraz w sercu. Bo moje uczucia zaczęły się uaktywniać. Najśmieszniejsze było to, że nikt nam nie przeszkadzał. Czasem chciał do mnie podejść Bin, ale Serim go odciągała. Nawet podczas występu uszatek, który oglądałam nie pierwszy raz i chciałam na niego chodzić kilka razy z rzędu, Hakyeon był nadal przy mnie
            Jednak najdziwniejsza była pewna scena  Wszyscy gdzieś jak zwykle znikli. Słyszałam, że Serim poszła z Hyukiem do insektarium, a Jaehwan gdzieś zabrał Bina, bo chciał mu coś pokazać i polecieli za nimi Seo z Wonsikiem.  Tak nam w każdym razie to zobrazowali Leo z Sulli, gdy na chwileczkę ich zobaczyliśmy.
Zostałam znowu sama z liderem. Obserwowaliśmy alpaki. Były urocze, więc się nimi zachwycaliśmy oboje, dopóki jedna z nich na mnie nie splunęła. Poczułam się obrzydliwie. Miałam na twarzy jej lepką ślinę. Zamknęłam oczy i bałam się je otworzyć. Zrobiłam to dopiero, jak Hakyeon obrócił mnie w swoją stronę i zaczął wycierać moją twarz chusteczką. Jego pomoc była dla mnie bardzo potrzebna w tamtym momencie. Lecz przez tę całą troskę w jego oczach, oraz to jak dotykał mojej twarzy delikatnie materiałem, moje serce mocno przyspieszyło. Pragnęłam się patrzyć na niego tak cały dzień. Czy ja może…? Nie zdążyłam wypowiedzieć odpowiednich słów w moich myślach, bo ktoś założył mi z tyłu coś na głowę. Odwróciłam się. To był Hongbin i przez niego zamarłam. Czy życie ze mnie kpiło, że to właśnie on musiał przerwać tę scenę? O dziwo, miałam do niego o to żal.
Otrząsnęłam się szybko, by nie wzbudzać podejrzeń i sprawdziłam co mi założył. Była to opaska z tygrysimi uszkami. Zdziwiłam się na to. Czemu mi to dał?
- Pewnie nie wiesz, dlaczego ci to założyłem? – Jak on dobrze zgadł. – Pomyślałem, że będziesz wyglądać w nich uroczo. – Zabrał mi je z rąk i ponownie nałożył. – Miałem rację. – Rzekł to ze swoim najpiękniejszym uśmiechem, a mnie zatkało. Nie wiedziałam, co miałam o tym myśleć. Policzki zaczęły mi płonąć, więc się za nie chwyciłam.
- Yeori. – Usłyszałam szept Hakyeona za mną i gwałtownie się do niego obróciłam. – Jest kolejny pokaz uszatek. Idziemy? – Zapytał niepewnie. Czy on sprawdzał, czy w takiej chwili za nim pójdę? Miałam tylko przez chwilę dylemat. Bałam się tak zostawić Bina. Odwróciłam się do niego, podziękowałam za prezent i powiedziałam, że nie chcę przegapić kolejnego występu tych zwierząt, więc pobiegłam ostatecznie z Hakyeonem, bo chciałam jeszcze kilka chwil spędzić z nim sam na sam. Nawet jeśli mu na mnie nie zależało, to musiałam skorzystać z tej okazji, bo serce mi to podpowiadało.


*Jaehwan*


Kilka godzin wcześniej…


            Już byłem jednego pewien. Nie miałem co liczyć na Yeori. Ostatnimi dniami oddaliłem się od niej, by pozbyć się moich uczuć do niej. Nie szło mi źle. Wręcz przeciwnie. Zadziwiająco dobrze, bo pewna osoba skutecznie mnie od niej odciągała. Mianowicie Mayoung. Dziewczyna często do mnie dzwoniła, by się z czegoś zwierzyć, albo po prostu pytała co u mnie. Odwiedziłem ją kilka razy i za każdym było cudownie. Dzięki temu pewnie czułem się lepiej z tym, że w pewnym sensie byłem odrzucony.
            Siedziałem trochę nieobecny w pokoju Hakyeona z resztą ludzi. Kłócili się o miejsce do którego mieliśmy pójść. Padło zoo, lecz dla większości wydawało się to nudne. Dopiero jak wyszła Yoeri i Bin, który swoją drogą zachowywał się ostatnio podejrzanie, pomyśleli o urozmaiceniu takiej wycieczki. Oczywiście cudowny plan miał Hyuk.
- Co wy na to, by iść do zoo i grać przy okazji cały dzień w manito? – Wszyscy zaczęli się zastanawiać. Rzeczywiście mogło się zrobić ciekawie, choć dla mnie ta gra była szybka i łatwa do zakończenia. Jednak on postanowił nieco zmienić zasady, co mogłoby dużo namieszać. – Patrzcie. Nie ma Bina i Yeori. Dwie osoby nie wiedziałby o tym, że gramy. Oczywiście jak ktoś  wylosował by ich, może być zabawnie. Oni nie mieliby pojęcia, że ktoś się do nich przymila, bo jest ich manito. – To brzmiało rzeczywiście ciekawie. Lecz w duchu pragnąłem, by nie doszło do tego, że wylosuję Yeori. Nie chciałbym już się do niej zbliżać.
            Ludzie po dyskusji zgodzili się na grę. Mieliśmy nie wtajemniczać nieobecnej dwójki, ale byli oni do wylosowania. Przez co jakieś dwie osoby nie miały mieć swoich manito. Z drugiej strony to kolejne utrudnienie. Kolejną zasadą jaką zmieniliśmy to to, iż ten kto zgadnie, kto jest jego manito może życzyć sobie od tej osoby cokolwiek. Natomiast ten kto do końca będzie nie okryty, musi powiedzieć po północy, ewentualnie napisać smsa, zadzwonić, że był naszym manito. Oczywistym było, że tak będą musieli postąpić ci, którzy będą nimi dla Bina i Yeori, bo biedacy nie mieli być niczego świadomi. Leo i Sulli wycofali się z tej zabawy, lecz obiecali nic nie mówić tamtym.
            Kiedy doszło do głosowania, ja wylosowałem Hakyeona i ulżyło mi. Popatrzyłem na innych. Serim wyglądała na zawiedzioną, więc pierwsza myśl była tak, iż nie miała Hyuka. Ten zaś był zszokowany. Lider nawet pobladł. Byłem ciekaw kogo mieli, że takie były ich reakcje. Seo przyjęła to ze spokojem, zaś Wonsik szczerzył się do kartki, co zdradziło mi od razu kogo miał. Nie wiedziałem, czy ktoś miał mnie. Podejrzewałem, że jak już to albo Seo, albo Serim. Z drugiej strony to nie to mnie ciekawiło w tej grze najbardziej, tylko to kto miał Yeori. Co do tego mogłem obstawić każdego z wyjątkiem Raviego.


***


            Kiedy dotarliśmy na miejsce od razu wiedziałem już kto kogo ma. Przecież oczywistym było to, że Serim nie łaziła za Binem bez powodu, a Hyuk jak do tej pory miał ją dość, tak tym razem również za nią chodził. Na dodatek zgodził się z nią pójść do insektarium, a robale nie należały do jego ulubieńców. Seo zaś chodziła za mną. Wonsika nie byłem pewien, bo to, że przymilał się do niej nie było czymś nowym. Najbardziej mimo wszystko był widoczny Hakyeon. Od dłuższego czasu go obserwowałem.
            Odkąd on i Yeori przestali się kłócić, zaczęli zachowywać się dziwnie względem siebie. Najbardziej było widać to na basenie. Ona przyczepiła się do niego, jak gdyby nigdy nic, a on wyglądał na tego, który się czuł bardzo niezręcznie. W ogrodzie zoologicznym za to chodził cały czas przy niej i się przymilał. Co się zmieniło? Musiał być jej manito. Nikt inny nie chodził za nią, a on ewidentnie ze sobą walczył. Tylko czy to znaczyło, że zaczął coś do niej czuć? Oczywiście miałem na myśli, tę całą niezręczność, która się pojawiła między nimi. Jeżeli tak, to pewnie postanowił nie okazać tego, bo domyślał się, że wszedłby wtedy pomiędzy Yeori i innych, którym się podobała. Takie było moje zdanie. I jeśli było prawdziwe, to zrobiło mi się go żal. Kolejny z nas miałby mieć złamane serce? I to nasz lider, który na co dzień się troszczy o nas? Pora chyba była by zatroszczyć się o niego, a jednak coś mnie powstrzymywało. Jeszcze do końca nie potrafiłem się pogodzić z przegraną i tym, że Yeori nie zamierzała ze mną być.
            Dlatego też przez ten dzień obserwowałem jedynie ich zachowanie. Stwierdziłem też w myślach, że byliby dobrą parą. Niestety już wiedziałem, że nie obędzie się bez komplikacji przypadkiem słysząc rozmowę Hongbina i Hyuka. To nie tak, że podsłuchałem ich, jak usłyszałem, iż wypowiedzieli imię Yeori. Stanąłem wtedy pod budynkiem z akwariami i przylepiłem się do jego ściany, by lepiej wszystko słyszeć i nie zostać zauważonym.
-  Takim sposobem szybko stracisz Yeori. – Usłyszałem maknae i zatkało mnie. O czym on mówił? Jak to straci? Te pytanie przewijało mi się przez moją głowę.
- Co ty masz na myśli? Hakyeon ewidentnie powiedział, że nie jest nią zainteresowany. – Mówił dość stanowczo Bin.
- Ja sądzę, iż jest inaczej. On mógł tak mówić,  a to jak na nią patrzy inaczej obrazuje wszystko.
            Byłem w szoku. Też podejrzewał Hakyeona. Nie rozumiałem jedynie, czemu mobilizował Bina do działania. Oznaczało to, że on także coś do niej czuł? Powoli zaczynałem się gubić. Na dodatek wyglądało na to, że Hongbin rozmawiał o tym z naszym liderem. Próbowałem to przeanalizować, lecz moja głowa nie potrafiła tego pojąć na tamten moment.
- Ja wiem, co czuję. Wiem, że muszę się postarać, by Yeori na mnie zwróciła uwagę. Nie mam pojęcia, czy ona nie podejrzewa mnie o coś. Jestem zazdrosny widząc ją z Hakyeonem. Lecz nie mogę zrobić z tym zbyt wiele, jak na razie. Nie mogę…
- Nie mogę i nie mogę… - Przerwał mu młodszy. – Czas ucieka. Wrócimy do Seulu i nici z wszystkiego. Jak nie zwrócisz jej uwagi w ten sposób teraz, potem będzie trudniej. A skoro uważasz, iż nasz lider nie jest zagrożeniem, to po prostu działaj.
- Dlaczego mi pomagasz? – Zapytał nagle starszy.
- Bo jesteśmy przyjaciółmi i martwię się o ciebie.
            Zapadła cisza. Niecieprliwie czekałem na dalszy ciąg konwersacji. Skoro Hyuk i ja się poddaliśmy, to teraz rywalizacja o serce Yeori mogła się toczyć między Hakyeonem i Binem, tylko że ten pierwszy pewnie się wypierał swoich uczuć, a moim szczerym zdaniem źle robił. Naprawdę widziałem go z Yeori, a w tym drugim coś mi nie pasowało. Musiałem wybadać wkrótce co.
- Nie podpieraj już tego budynku, ściana się nie zawali. – Usłyszałem kobiecy głos obok siebie i się przestraszyłem trochę, przez co podskoczyłem. Była to Seo, więc odetchnąłem z ulgą i wypuściłem głośno powietrze.
- Straszysz mnie. – Oburzyłem się. – Wiem, że jesteś moim manito. Możemy skończyć tę szopkę.
- Brawo, zgadłeś. – Uśmiechnęła się szeroko. – Teraz powiedz mi jaka spotka mnie kara.
- Trzymaj się ode mnie jak najdalej dzisiejszego dnia, bo Ravi zje mnie z zazdrości. – Powiedziałem i po tym odwróciłem się od niej tyłem, by wyjść z ukrycia. Chłopaków nie było w miejscu, w którym stali wcześniej. Byłem trochę zawiedziony, iż za mało się dowiedziałem. Mimo to, mogłem nie wiedzieć nic. Musiałem cieszyć się z tego co udało mi się usłyszeć i skupić się bardziej na ruchach chłopaków. Niby zamierzałem oddalić się od Yeori, a zaczął znowu mnie interesować każdy szczegół jej dotyczący.
            Moje myśli oderwały się od niej dopiero, kiedy dostałem wiadomość tekstową na telefonie od Mayoung. Spojrzałem na nią i się uśmiechnąłem od ucha do ucha. Prosiła bym wieczorem do niej zajrzał, bo chciała obejrzeć jakiś horror i sama się bała. Stwierdziłem, że to najlepszy plan na poprawienie mi samopoczucia.


*Yeori*


            Siedziałam już zmęczona w swoim pokoju. Leżąc patrzyłam w sufit i myślałam. Czy ja coś czułam do Hakyeona? A może jednak jeszcze nie odkryłam uczuć do Bina? I co miałam począć z Jaehwanem, skoro tak bałam się rozmowy z nim. Przy Hyuku niby byłam trzeźwa w miarę, ale miałam trochę procentów  w sobie i pewnie to dodało mi odwagi, a może to, że sam chciał również pogadać? Byłam w kropce, bo tego dnia tyle się wydarzyło i wiele razy moje serce zabiło mocniej, przy liderze. Zastanawiałam się, czy aby na pewno, on nie czuł czegoś do mnie. Ta troska, zainteresowanie mną. W dodatku powiedział o tym występie uszatek, gdy pojawił się Bin… To było podejrzane.
            Dostałam wiadomość. Zerknęłam szybko na telefon. Była od Hakyeona, przez co poczułam się, jakby ktoś czytał mi w myślach nie pierwszy raz tego dnia. Zlękłam się, oraz troszkę zawstydziłam. Mimo to, musiałam ją przeczytać. Zawiodłam się czytając jej treść.


„Wybacz moje dzisiejsze zachowanie. Byłem twoim manito. To tylko dlatego.”


            Dlaczego to mnie zabolało? Powinnam się cieszyć, że nie zakochał się we mnie kolejny chłopak, a mi zrobiło się strasznie smutno. Miałam ochotę nawet uronić łzy, na myśl, że to wszystko było durną grą. Czułam się oszukana. Wtedy rozległo się też pukanie do drzwi, które brzmiało mi jak wybawienie. Miałam nadzieję, że to któraś z przyjaciółek przyjdzie i mi coś doradzi, przytuli mnie. Jakie było moje zdziwienie, gdy po cichym „proszę” wszedł do środka Bin.
            Zmieniłam pozycję do siadu pospiesznie. On patrzył na mnie jakimś smutnym wzrokiem. Bałam się tego, co próbował mi powiedzieć, choć przypuszczałam co to mogłoby być. Nie chciałam, by to robił w takiej chwili.
- Mogę porozmawiać z tobą? – Nie mogłam mu odmówić, więc bezdźwięcznie poklepałam miejsce koło siebie i zasiadł na nim. – Dziękuję. – Szepnął nie patrząc na mnie. – Dzisiaj chyba wiele zrozumiałem. – Zaczął nie uraczając mnie spojrzeniem. Jakby bał się powiedzieć mi cokolwiek prosto w oczy. – Nie zniosę dłużej tego co we mnie siedzi. Ty jesteś taka sama jak ona. Dziewczyna na której bardzo mi zależało i widzisz, chyba dlatego zachowuję się dziwnie przy tobie. Przez to zawładnęłaś moim sercem. – Po tej wypowiedzi spojrzał na mnie. Ja byłam w szoku. Przypominałam mu jakąś dziewczynę? Nie wiedziałam, czy to dobrze świadczyło o jego uczuciach. Czuł bowiem coś do mnie, czy nadal do niej i pragnął przelać na mnie swoje uczucia? Czekałam, aż jakoś to wyjaśni. – Dzisiaj gotowałem się w środku widząc cię z Hakyeonem. Wiem, że to była ta durna gra, ale tego popołudnia tak nie było. Myślałem momentami, jak cię mu odbić. To była jakaś paranoja. – Czyli jednak mogłam to odebrać jako bezpośrednie uczucia do mnie? Troszeczkę się bałam.
            Wtedy stało się coś bardzo gwałtownego. On przybliżył się do mnie w kilka sekund i całował mnie za chwilę dość namiętnie i z wyczuwalną desperacją. Znowu moje serce waliło jak oszalałe i zrobiło mi się bardzo gorąco. Ujął moje policzki w swoje dłonie i pogłębił pocałunek, po tym, jak mu na to pozwoliłam. Poczułam, że mogłabym tak trwać w tej chwili jeszcze długo. Pragnęłam tego po pierwsze, a po drugie, nie miałam pojęcia co mu później odpowiedzieć na te wyznania.



czwartek, 3 sierpnia 2017

Rok pełen zmian 2 : Epilog

Witajcie! Ostatnie tchnienie tego opowiadanie, to ten krótki epilog. Będę na pewno za tym tęsknić, ale mam tyle nowych pomysłów do zrealizowania, że pewnie jakoś mi to wynagrodzą. Nie ukrywam, że to opowiadanie było troszeczkę dla mnie oczkiem w głowie. :D Nie wiem, czy to dlatego, że spróbowałam w nim czegoś nowego, czyli AU i pisałam je inaczej stylistycznie niż moje inne opowiadania, czy może dlatego, że jest o moim UB.

Dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie w tym opowiadaniu. Wiele razy was zestresowałam nim, ale czasem i rozweseliłam i mam nadzieję, że wielu feelsów też przysporzyłam. Kocham was i wasze komentarze. One zawsze mobilizują mnie najbardziej. Mam nadzieję, że będziecie czytać inne moje opowiadania, bo jak na razie zamierzam pisać i pisać i końca nie widzę. :D


Epilog

- A może jeszcze takie coś? - Zwróciła się do mnie Chanmi pełnym ekscytacji głosem, a ja powoli zaczynałem się irytować. Trzymała w ręku śpioszki dla dziecka w misie.
        Byliśmy już chyba w dziesiątym sklepie tego dnia. Ja rozumiałem, że impreza z okazji narodzin ich dziecka, a zarazem pierwszej rocznicy ślubu, to wielkie wydarzenie. Tym bardziej, że tyczyło się to Ganeul i Kangjoona, naszych przyjaciół. Jednak kupowanie mnóstwa prezentów dla nich i dziecka było według mnie zbyteczne. Bobasowi na pewno nic nie brakowało i jedna pamiątka od cioci i wujka w zupełności by wystarczyła. I tak nie zapamięta jeszcze od kogo to dostał. A znając tę rodzinkę, nie oczekiwali od nas niczego poza pojawieniem się. Swoją drogą byliśmy spóźnieni.
- Moim zdaniem powinniśmy się zbierać. - Wymamrotałem pod nosem.
- Yah! Jisoo! Wcale nie przykładasz się do pomocy mi, a na dodatek sam nic nie wybierasz. - Ostatnie zdanie wyprowadziło mnie troszkę z równowagi.
- Myślałem, że jako para damy wspólny prezent! - Oburzyłem się.
- To źle myślałeś. - Dodała odwracając się, by już iść dalej.
Kocham tą kobietę, ale czemu musi mnie tak denerwować?
- Yah! Chanmi! W tej chwili się uspokój. Wykupisz wszystkie sklepy. To nie na tym polega. - Patrzyła na mnie zabójczym wzrokiem, który zawsze mnie bawił. Nie pasował do niej. Do osoby, która nie potrafiła skrzywdzić nawet muchy. Tylko siebie bardzo często raniła. Zarówno psychicznie i fizycznie. - Oni będą się czuć niezręcznie, jak dasz im mnóstwo prezentów, skoro na twoje urodziny dali ci taki skromny. Pomyśl trochę. I kto będzie dźwigał te torby? Ja. Kto płaci za prezenty? Ja. Więc mam swój udział w nich, czyż nie?
        Wiedziałem, że to do niej dotrze. Popadła w zakłopotanie, bo zrozumiała że miałem rację. Zakupoholizm, to chyba jej najgorsza wada, którą często musiałem opanowywać. Milczała, spuściła wzrok i zaczęła ocierać nogę o nogę. Zawsze tak robiła, jak coś jej uświadomiłem i było jej głupio. Musiałem ją pocieszyć. Podszedłem do niej, przyciągnąłem w swoją stronę i wtuliłem w swój tors jej drobne ciałko. Ona objęła mnie swoimi małymi ramionami.
- Przepraszam Jisoo. Ja znowu przesadzam. - Wyszeptała cichutko, lecz nie na tyle bym tego nie usłyszał.
- Nie szkodzi. Jestem tu od tego, by cię powstrzymać. To co? Idziemy na tą imprezę? Już i tak mamy pewnie żółtą kartkę za spóźnienie. - Zaśmiałem się delikatnie po tych słowach.
- To już raczej czerwona, bo to nie pierwszy raz. - Zachichotała... Kochałem jej chichot. Był przeuroczy.
        Bardzo dużo pokochałem w Chanmi odkąd byliśmy w związku. Jej wygląd. Nie żebym wyolbrzymiał, jednak była piękniejsza nawet od Ganeul. Nosiła krótko ścięte włosy i to jej bardzo dobrze pasowało. Nie farbowała ich, więc były bardzo delikatne, a zapach jej szamponu wpływał na mnie bardzo pozytywnie. Nie pozwalałem jej go zmieniać. Oczy miała bardzo duże, o czekoladowym wręcz kolorze. Ich ruchy zazwyczaj były bardzo szybkie, ponieważ była osobą bardzo energiczną. Usta miała malutkie i wąskie. Każdy pocałunek z nią był czysty, subtelny i niepowtarzalny. Jej białe równe ząbki zawsze świeciły , kiedy się szeroko uśmiechała. Drobny nosek zdobił jej twarz, tworząc z niej ideał. Była drobnej, jednak nie kościstej budowy. Idealna do przytulania . Paluszki u rąk były jak u dziecka i zawsze mnie śmieszyły, jak porównywaliśmy je z moimi. Malutkie stópki, niski wzrost. Dla mnie stał się to ideał nad ideałami. Nie było jej teraz równej. Oczywiście jej charakter wcale nie odstawał. Wiecznie żywa, czasem wybuchowa. Skoczyłaby za bliskim w ogień. Troszkę naiwna i zbyt przyjazna dla osób, którzy sprawiają jej przykrość. Po za tym to typowa kobieta. Marudzi czasem, w kółko się niepotrzebnie odchudza, krzyczy jak jej coś nie pasuje, zamiast powiedzieć normalnie. Gdyby mnie zostawiła, brakowałoby mi tego ogromnie. Doskonale to wiedziałem. Tak bardzo pomogła mi. Dzięki niej Ganeul nie była już dla mnie nikim więcej niż przyjaciółką, czy też siostrą, którą sama się kiedyś ogłosiła.

***

        Zadzwoniliśmy do dzwonka w bramie wejściowej, która znajdowała się przed domem naszych przyjaciół. Bez pytania kim jesteśmy zostało nam otworzone wejście domofonem, więc udaliśmy się do środka. Drzwi jednak zostały nam otwarte przez małego brzdąca. Był to synek Jayoung, siostry Kangjoona. Na nasz widok był zachwycony.
- Wujek Jisoo! - Krzyknął radośnie i przytulił się do mojej nogi.
- A już cioci Chanmi nie powitasz takim okrzykiem? - Upomniała się moja dziewczyna i do niej od razu też podbiegł.
- Wybacz ciociu, ale wujek ma pierwszeństwo, bo fajniej się ze mną bawi. - Zaśmiałem się na ten argument. Te dzieci zawsze były zabawne.
        Nagle pewien mężczyzna podszedł do Chanmi i zaczął ją ściskać. Mógłbym się wściec, gdyby nie to, że był to jej brat. Daeyoung. Związał się z siostrą Kangjoona pomimo iż ta miała już dzieci. Z drugiej strony miała prawo zaznać jeszcze szczęścia w życiu i miłości mężczyzny. Dzięki temu dzieci miały ojca, a ona bardzo pomocne oparcie. Na dodatek szybko wzięli ślub i już ich wspólne dziecko było także w drodze. Jak tak dalej pójdzie, to nie wyrobimy z imprezami urodzinowymi.
        Wreszcie gospodarze raczyli do nas podejść się przywitać. Kangjoon troszkę zestresowany, bo pewnie Ganeul go poganiała tego dnia do pomocy. W końcu sama miała małe dzieciątko na karku, które zapewne dawało jej popalić. Mimo to była taka promienna witając nas. Z Chanmi przytulały się chyba z godzinę. One tak zawsze.
        Zdziwienie jednak ogarnęło mnie, gdy weszliśmy do salonu i oprócz rodziców Kangjoona i jego siostry niespodziewanie była tam matka Ganeul i jej brat. Pewnie on naciągnął na ten pomysł swoją rodzicielkę, bo z tego co mi było wiadomo nie przychodziła nigdy do naszej przyjaciółki. Mały za to już miał siłę przebicia coraz większą z każdym rokiem. W końcu rósł jak na drożdżach i dojrzewał. On bardzo kochał swoją siostrę. Z opowieści słyszałem, jak już kilka raz uciekł na autobus do Seulu i przyjechał tutaj. Z drugiej strony cieszyć się można było, że w taki dzień wszyscy bliscy zebrali się w jednym mieszkaniu i świętowali ważne wydarzenia życiowe tej dwójki.
        Ganeul była strasznie zabiegana w trakcie imprezy. Starała się, by na stole niczego nie brakowało, na dodatek musiała zaglądać co małego dziecka, które co jakiś czas się budziło. Troszkę ciężko się to obserwowało, bo nikt nie raczył ją w czymś wyręczyć. Nawet Kangjoon był za bardzo zaaferowany rozmową ze swoją rodziną. W pewnym momencie, jak ona siedziała w pokoju dziecka, jej mama chciała się napić, a napój się skończył. Postanowiłem jakiś przynieść, tylko nie wiedziałem skąd i jak na złość nie było też wtedy Kangjoona, bo poszedł do sklepu po coś. Postanowiłem więc pójść do niej i zapytać, gdzie ma schowane picie. Starałem się być cicho, by dziecko przypadkiem się nie przebudziło przeze mnie. Na szczęście nie spało, a ona kołysała je rękach. Już chciałem zadać pytanie z którym przyszedłem do niej, lecz mnie wyprzedziła.
- Skoro już wszedłeś, potrzymaj go na chwileczkę. – Mówiąc to wręczyła mi kruszynę, a ja byłem na tyle przerażony, że nawet nie potrafiłem zaprotestować. – Tylko po coś pójdę. – Dodała na odchodnym.
        Spojrzałem na małego. Miał przesłodkie oczka. Był też bardzo spokojny i o dziwo nie płakał na moich rękach. Znaczyło to, że albo nie był strachliwym bobasem, albo jednak miałem coś w sobie, że takie dziecko mogłoby czuć się przy mnie bezpiecznie. Przyjemne uczucie mnie ogarnęło na myśl, że sam mógłbym mieć takiego brzdąca. Musiałbym tylko oświadczyć się Chanmi, wziąć z nią ślub… Dużo tego…
- Słodko wyglądasz z dzieckiem na rękach. Kiedy sobie takie sprawicie? – Wytrąciła mnie z równowagi Ganeul tymi słowami.
- My? Chanmi raczej nie jest na to gotowa. – To wcale nie była wymówka.
- Ona? Skąd takie wnioski? – Zaskoczyła się, co mnie za to zdziwiło.
- Wiesz, ona narzeka zawsze, że nie lubi wesel. Często też wypominała, jak dzieci sąsiadów są głośne… Myślę, że może być ciężko. Poza tym nigdy nie wchodzimy na takie tematy. – Wyjaśniłem.
- A jak myślisz? Czemu tego nie robicie? Ty jesteś facetem. To ty masz wyjść z inicjatywą. Chanmi już taka jest, że pierwsza nie podejmie się niczego. A co do tego narzekania. Wszystko jest inne jak już jest swoje. Ja też nie lubiłam imprez i schadzek rodzinnych, a urządziliśmy ślub i wesele. Ja jestem pewna, że ona wręcz o tym marzy.
        To co powiedziała Ganeul dało mi dużo do myślenia. Tak poświęciłem na to całą resztę imprezy. Co jakiś czas można było mnie przyłapać na wpatrywaniu się w moją Chanmi intensywnie. Zastanawiałem się jak wszystko mógłbym rozegrać.

***

        Wracając do domu milczeliśmy. Każde z nas zapewne myślało o czymś innym. Ja chciałem bardzo porozmawiać i nie umiałem już dłużej doczekać się tego, więc wszedłem na temat.
- Dobrze się żyje im razem, czyż nie? – Zagaiłem, a ona na to przytaknęła. Rozumiałem co to znaczy. Kiedy mało co odpowiadała, musiało jej być zimno, więc zdjąłem moją ciepłą bluzę i zawiesiłem na jej ramiona.
- Dziękuję. – Szepnęła dokańczając ubieranie się w nią. Często jej ją oddawałem. Miałem dobrą odporność i zawsze ubierałem się cieplej niż trzeba, więc miałem co jej dać. Tym razem miałem jeszcze pod spodem ciepły sweter.
- Co myślisz o nas? – Zadałem pytanie trochę nie tak, jak zamierzałem.
- Jest mi z tobą cudownie. Nie rozumiem pytania. – Odpowiedziała z zaskoczonym wyrazem twarzy. Nie dziwiłem jej się, bo brzmiało dziwnie.
- W sensie, czy chciałabyś się ze mną pobrać, założyć rodzinę? – Wydukałem, a ona momentalnie się zatrzymała w miejscu. Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem i byłem trochę przerażony.
- Oczywiście, że chcę. – Uśmiechnąłem się szeroko, lecz zrzedła mi mina, kiedy zrozumiałem, że ona jakaś bardzo szczęśliwa nie była. – Tylko dlaczego robisz to teraz w ten sposób? Czemu nie podczas romantycznego wieczoru, czemu nie klękasz przede mną i się nie oświadczasz? – I wszystko było jasne.
- Ja po prostu myślałem, że tego nam nie trzeba. – Prychnęła na moje słowa. Chciałem dobrze, a znowu nawaliłem.
- Tak mówisz? Nie podoba mi się to. Bez pierścionka nie ma zaręczyn. Dziękuję za uwagę. – Po tym ostatnim zdaniu ruszyła szybszym krokiem. Ja pokręciłem głową na boki i zaśmiałem się. Taka już była Chanmi. Jak coś było nie po jej myśli, to się obrażała. Kochałem tą wariatkę mimo wszystko.
        Pobiegłem za nią. Kiedy już zrównałem się z nią, zatrzymałem ją chwytając jej dłoń. Przyciągnąłem do siebie. Drugą ręką pogładziłem delikatnie jej policzek, a następnie wtopiłem się gwałtownie w jej usta. Starałem się włożyć w ten pocałunek jak najwięcej namiętności. Przez chwilę poczułem dreszcze, gdy zawiesiła swoją rękę na moim karku. Jednak nie było moim celem, by robić zamieszanie na środku chodnika. Oderwałem się pospiesznie od niej i spotkałem jej zawiedziony wzrok.
- Skoro jesteśmy przy romantycznych zwyczajach, to powiem tak. – Nachyliłem się do jej ucha. – Seks dopiero po ślubie. – Wyszeptałem i odsunąłem się, by przyjrzeć znowu jej twarzy. Zamurowało ją jak nic.
- Ale… My już przecież…
- Wiem. – Przerwałem jej i uśmiechnąłem się. – Jednak jakoś tak mnie naszło, że jak mamy iść starymi zwyczajami, to czemu nie i to.
        Chyba nie wiedziała jak na to zareagować. Nie spodziewała się takiego czegoś z mojej strony. Jak ja kochałem żartowanie sobie z niej. Czasami wpadała w tak oczywiste żarty. Oczywiście nie mogłem się już dłużej powstrzymywać od wybuchu śmiechem.
- Ej! – Oburzyła się. – Żartowałeś sobie ze mnie? – Zaczęła mnie okładać piąstką, a ja dalej się śmiałem. – Nie lubię, jak mnie tak podpuszczasz ty perwersie.
        Ciekawa przyszłość czekała mnie z tą kobietą, oczywiście nie zamierzałem być jej dłużny i także miałem nadzieje, że urozmaicę jej życie.



           Jak wam się podoba perspektywa Jisoo? :D  Mam nadzieję, że spełniłam wasze oczekiwania na zakończenie i że dobrze przeżyliście czytanie tego opowiadania. :) Polecam się na przyszłość. 

A i polecam ich: