sobota, 23 lipca 2016

Małe nieporozumienie: Rozdział 14

Witam was w ten piękny słoneczny dzień 14 rozdziałem. :D Uwielbiam dodawać rozdziały z samiutkiego rana. :D

Małe nieporozumienie
Rozdział 14



*Saeron*

           Dzień był upalny i troszkę ciężko chodziło się nam po mieście. Przez nam miałam oczywiście na myśli mnie, Jimina, Danyounga i Jirę. Byliśmy w trakcie poszukiwania mi i "braciszkowi" pracy. Gdzie wchodziliśmy odsyłano nas za brak doświadczenia, bądź też małe wykształcenie. Nie oczekiwaliśmy co prawda kokosów, lecz mieliśmy nadzieję, że w końcu ktoś się nad nami zlituje. Nie wiedzieliśmy już, gdzie mogą nas przyjąć. Próbowaliśmy wszystkiego. Ja nawet odważyłam się zapytać u rzeźnika. Ten akurat twierdził, że nie przyjmuje dziewczyn. Szowinista.
- I co teraz robimy? - Spytała Jira.
- Ja bym proponował przerwę. - Jimin oczywiście wyskoczył z błyskotliwym pomysłem.
- Ma rację. - Rzekł Dan. - Usiądźmy przy jakimś soczku i pogadajmy, a potem dokończymy szukanie.
- A to może jednak głupi pomysł.
           Spojrzeliśmy zdziwieniu na Jimina.
- Bo jak zmarnujemy czas, to mogą nam niektóre miejsca przed nosem zamknąć. - Wyglądał jakby starał się coś na szybko zmyślić, co on kombinował?
           Nie miałam pojęcia o co mu chodzi, lecz widziałam jak mierzył się wzrokiem z Danem. Czyżby chłopcy się nie lubili? Martwiłam się oto, bo w końcu jeden był dla mnie braciszkiem, a drugi najlepszym przyjacielem. Nieprzyjemnie byłoby, gdyby się rzeczywiście nie znosili. A może... Dan wyznał miłość Jiminowi, a ten jest na pewno hetero i teraz próbuje pokazać temu, że go nie lubi, by ten się odczepił? Dobra przesadziłam. Za krótko się znają na miłość. Mógł mu po prostu wyznać, że jest gejem i podobają mu się tacy chłopacy jak Jimin. Właśnie. Nawet nie wiedziałam, jaki typ chłopaków lubi. Czemu myślałam o takich rzeczach w takim momencie? Ja i moja bujna wyobraźnia. Powinnam była zapytać wprost o co im chodzi, ale wiedziałam, że i tak oboje wyminą te pytanie.
- To ja w takim razie zarządzam soczek! I bez dyskusji. Potrzebujemy odetchnąć. - Mówiła radośnie Jira, za co miałam ochotę jej podziękować, bo ja zamiast działać, tylko bujałam w obłokach.
           Kiedy zasiedliśmy przy jednym ze stolików w miejscu, gdzie można się napić koktajli i soków, oraz zjeść dobre lody, odetchnęliśmy z ulgą. Chwilę rozmawialiśmy o błahych sprawach, opowiadaliśmy sobie dowcipy, gdy nagle mój telefon wydał dźwięki i zwrócił uwagę wszystkich. Oczywiście na wyświetlaczu widniał znowu Myungsoo. Dzwonił do mnie dzień w dzień, a ja nie chciałam odbierać. Nie zamierzałam słuchać głupich wymówek, czemu nie dał mi wcześniej znać. Może byłam zbyt surowa dla niego mimo to, nie odbieranie jego połączeń było mi na rękę. Jak i do tej pory najechałam na czerwoną słuchawkę bez żadnych skrupułów. Reszta milczała i patrzyli się na mnie, jakbym popełniła właśnie przestępstwo.
- Czemu odrzucasz te połączenia? - Zdziwiła się Jira.
- Nie istotne. Nie martwcie się tym. Ważniejszą sprawą jest kiedy w końcu ktoś do nas podejdzie.
- Może przesadzasz troszkę. Widocznie miał powód i chce ci go wyjaśnić. - Dodał łagodnie Dan, a mi zrobiło się przez to trochę głupio.
- Nie chce mi się z nim gadać. - Podsumowałam dla świętego spokoju i ku mojemu wybawieniu zjawiła się kelnerka z naszymi zamówieniami.
- Wybaczcie. - Mówiła zdyszana. - Mamy braki w pracownikach. Niedługo też chcą iść na urlop, a nikt nie chce się tu przyjąć, a w taką pogodę mamy ruch jak w ulu.
- Szukacie pracowników?! - Krzyknęłam radośnie, przez co zwróciłam na siebie uwagę innych ludzi.
- Tak. Przydałoby się kilku, ale szefowa zgodzi się na jednego stałego i jednego sezonowego.
           Spojrzeliśmy porozumiewawczo na siebie z Jiminem. To była dla nas szansa. Nawet jeśli jedno z nas miało być tylko chwilowo zatrudnione, zawsze mogło się to zmienić. Kiwnęliśmy głowami na potwierdzenie sobie, że to chcemy i zwróciliśmy się do dziewczyny, która już prawie odchodziła.
- Co powiesz na nas? - Mówiłam kierując palcem na siebie i Jimina na zmianę.
- A co do tej pory robiliście?
- Ja pracowałam w barze. A Jimin... - Spojrzałam na niego pytająco.
- Ja nic nie robiłem. - Mówił spuszczając głowę.
- Bar brzmi ciekawie. A ty zawsze możesz zostać przyjęty sezonowo i może coś z tego wyniknie. - Rzekła z uśmiechem dziewczyna. - Dajcie mi swoje cv, to przekażę je dziś wieczorem szefowej i oddzwoni do was.
           Bez zastanowienia podaliśmy jej swoje życiorysy. Mój był bardziej obszerny od tego Jimina, ale mimo to i tak mógł się wydawać skąpy, bo wszystkie moje doświadczenia, do niczego nie były przydatne. Byliśmy szczęśliwi, że taka okazja nam się trafiła. Mieliśmy wielkie szanse na przyjęcie. Na dodatek ten temat odciągnął ich od wciąż dzwoniącego Myungsoo, bo ten robił to nadal, tylko nikt nie zauważył już tego, gdyż wyłączyłam dźwięki i wibracje.

*Jimin*

           Po wypiciu naszych koktajli udaliśmy się jednak do domu, bo zanosiło się na burze, a wiadome, że nikt nie chciał zmoknąć. Postanowiliśmy także, że może wejdziemy do nas jeszcze porozmawiać. Szczerze to jedyne z kim mógłbym to robić to Saeron i Jira. Polubiłem tą drugą w krótkim czasie i była nawet w moim typie. Liczyłem na to, że będę mógł się wkrótce z nią umówić, jak już będę wiedział na czym stoję. Zawsze badałem grunt przed zaproszeniem jakiejś dziewczyny gdziekolwiek. To znaczy, że sprawdzałem, czy się w kimś nie podkochuje. Nawet jeśli była to nierealna do zrealizowania miłość, to takie dziewczyny miały skłonność do porównywania chłopaków do swoich ideałów. Nie lubiłem tego. Wolałem całkowicie wolne. Takie łatwo było rozkochać w sobie, lecz  nie na długo. Nie lubiłem angażować się w żaden związek na dłuższą metę. Nie wiem dlaczego, ale tak żyło mi się wygodniej. Mogłem poznać jak różne są dziewczyny, a może akurat kiedy spotkałbym taką jedyną, wyjątkową, będę na tyle doświadczony, że powiedzie mi się z nią.
           Co do Dana. Nie ufałem mu. Bałem się go także. Poznałem już kiedyś geja. Był wyluzowanym i spokojnym chłopakiem. Dobrze się razem bawiliśmy. Jeszcze wtedy nie czułem potrzeby umawiania się z dziewczynami. Razem więc wychodziliśmy wszędzie. Zawsze deklarował mi, że nie odczuję tego, że jest inny. Wierzyłem w to, bo naprawdę do pewnego wieczoru tak było. Ale załamałem się, kiedy jego rodzice o wszystkim się dowiedzieli, wyrzucili go na bruk. Ten za swoje oszczędności poszedł się upić, a potem zadzwonił po moją pomoc. Chciałem być dobrym przyjacielem i pobiegłem do niego. Nie wiedziałem, czy to wina alkoholu, czy mówił prawdę, lecz wyznał, że zakochał się we mnie i skradł mi mój pierwszy pocałunek. Tak się na niego wściekłem, że powiedziałem, iż nie chcę go więcej widzieć. Na tym skończyła się nasza przyjaźń. Dlatego miałem teraz straszny dystans do takich osób. Przerażała mnie przyjaźń z gejem i z tego powodu zniechęcałem bardzo do siebie Dana.
- Może porozmawiamy? - Zainteresowany właśnie przerwał mi przemyślenia o nim.
           Zauważyłem, że jesteśmy już pod kamienicą, a dziewczyny najwidoczniej pobiegły już do góry i zostaliśmy chwilowo sami, co troszkę wywoływało we mnie panikę.
- Tylko szybko, bo zaraz lunie. - Rzekłem udając obojętność.
- Słuchaj, ja nie wiem co ci się stało. Skrzywdziłem cię jakoś? Najpierw mówisz, że ci przeszło, a potem jak mówię, że wolę chłopaków, to zaczynasz zachowywać się dziwnie.
- Ja.. ja po prostu. - Zacząłem się jąkać, bo szczerze, on niczemu nie zawinił, jedynie mój były przyjaciel.
- Widzę, że nie zamierzasz mi tego łatwo powiedzieć?
- To trochę ciężkie. Nie chcę cię urazić, ale... Nie, że nie lubię... Nie zrozum mnie źle. Ja się boję geji.
           Widziałem, jak marszczy czoło i mi się przygląda z bardzo dziwną miną.
- Taka trauma z przeszłości. - Dodałem, by lepiej mógł zrozumieć.
- Myślisz, że możesz mi się spodobać? - Powiedział to zaczynając się śmiać.
           Może dla niego było to zabawne, dla mnie nie. Czułem się bardzo dziwnie w tamtym momencie.
- Nie jesteś w moim typie. Jestem ostrożny i nie zakochuję się w hetero.
- Ah. - Westchnąłem. - On też tak mówił.
- Kto taki? - Zdziwił się.
- Mój były przyjaciel.
- Wybacz, ja jestem pewny, że mi się nie spodobasz. - Znowu zachichotał. - A na dodatek nie proszę cię o zażyłą przyjaźń. Tylko, żebyś mnie nie skreślał i nie unikał, przez to, że jestem jaki jestem. Nie chcę abyśmy wyglądali, jak wrogowie. W końcu z tego co rozumiem. Oboje jesteśmy ważni dla Saeron i to może ją trochę martwić. Czyż nie?
- Masz rację. - Nie mogłem zaprzeczyć. - W takim razie postaram się być milszy, a ty musisz obiecać, że nie naruszysz granic.
- Jasne. Obiecuję.
           Na te słowa podaliśmy sobie ręce na zgodę.

*Sunggyu*

           Od trzech dni byliśmy w Seoulu, a ja już byłem tak bardzo zmęczony tym wszystkim. Poranne wstawanie, długie treningi, to coś od czego odzwyczailiśmy trochę swój organizm. Wiedzieliśmy, że i tak później nas czeka powrót do tego znowu na długi czas mimo to, marudziliśmy strasznie, że przerwano nam nasze wolne. Ja nie tylko tęskniłem za odpoczynkiem, ale także za pewną osobą. Myślałem o niej cały czas. Zastanawiałem się, czy może znalazła sobie nową pracę. Nie wiedziałem, czemu wahałem się przed zadzwonieniem do niej. Może dlatego, że widziałem, jak Myungsoo tego próbuje i za każdym razem jest odrzucony? Nie bałem się, że nie odbierze i byłem prawie pewny, że ze mną by rozmawiała. Prędzej on będzie zły, jak dowie się, że ze mną ona chce gadać, a z nim nie.
           Przypomniałem sobie słowa Dana, który namawiał mnie na walczenie o Saeron. Wahałem się co do jego racji. W końcu wyglądało to bardziej, że traktowała mnie jako przyjaciela. Pocieszała mnie i sprawiła, że inaczej patrzę na przyszłość, a ja nie robiłem nic dla niej. Jednego byłem pewny. Czułem coś do niej i tego nie dało się zaprzeczyć. Może nie była to jakaś wielka miłość, bo na to za wcześnie, ale był to zarodek uczucia, które mogłoby dobrze się rozwinąć. Chciałem, żeby po prostu dało się to zrobić. Zbliżyć do niej i być z nią szczęśliwym. Jednak nie wierzyłem, że taki rozwój wydarzeń, mógłby być mi dany.
           Z zamyślenia wyrwały mnie kolejne przekleństwa Myungsoo w stronę jego telefonu. Biedak chciał już pewnie też wrócić i osobiście udać się do niej, by go wysłuchała. Niestety po części cieszyła mnie ta sytuacja. Nie czułem się z tym źle. To było normalne w mojej sytuacji. Mimo to, był to mój przyjaciel i powinienem był z nim czym prędzej o tym porozmawiać.
- Myungsoo!  Nie wściekaj się tak. Jak to mówią. Złość piękności szkodzi. - Zażartowałem w celu rozluźnienia atmosfery.
- Dlaczego ona nie może choć raz odebrać? Jest aż tak zła?
- Najwidoczniej. Może wyjaśnisz jej wszystko jak już tam wrócimy? Tak to tylko psujesz sobie nerwy. Ona wygląda na upartą i zapewne nie obierze...
           Przerwał mi dźwięk smsa w jego telefonie.
- To ona! - Krzyknął z radością.
- I co napisała? - Zapytałem bardzo ciekaw.
- Nie dzwoń do mnie więcej! Przez ciebie muszę wszędzie wyciszać dźwięki, a czekam na telefony w sprawie pracy! To dla mnie ważne, a z tobą nie chce mi się rozmawiać. Skup się na swoim śpiewaniu, czy tam rapowaniu, czy cokolwiek robisz tam w tym swoim zespoliku. A mi daj żyć.
           Miałem ochotę się zaśmiać. Wyobrażałem sobie, jak wystukiwała to w telefon ze swoją wściekłą miną. Jednak wiadomość była ostra i mogła urazić Myungsoo. I raczej też tak było.
- Wszystko w porządku?
- Nie jest w porządku. Tak bardzo chciałem, by mi zaufała, a teraz wszystko zawalone.
- Ej! Nie łam się proszę. Dobrze wiesz, że u nas na pierwszym miejscu powinna stać kariera.
- I co z tego?
           Źle zacząłem. Jak miałem mu powiedzieć, co czuję? Kiedy żal mi go było, za każdym razem jak widziałem jego marne starania.
- Mogę ci coś opowiedzieć?
           Raz kozie śmierć. Postanowiłem wyjawić mu mój sekret. Najpierw Saeron, potem Woohyun, a teraz on. Co mi się ostatnio działo, że byłem tak gadatliwy? Może to, iż pogodziłem się z tym co się wtedy wydarzyło?
           Myungsoo uważnie słuchał mojej historii z otwartą buzią. W przeciwieństwie do Woohyuna był bardzo zaskoczony. Pewnie nie spodziewał się nigdy, że zmieniłem się tak z powodu jakiejś dziewczyny.
- Nie chce mi się wierzyć w to co mówisz. Lecz musi to być prawda. Czyli było ci ciężko wracać w tamto miejsce?
- Dokładnie.
- A coś się zmieniło podczas pobytu tam? - Proszę, zadał mi pytanie, którego odpowiedź powinienem wykorzystać do wyznania mu co myślę o Saeron.
- Powiedzmy. Widzisz... Jak rozmawiałem z Saeron wtedy na zapleczu, wszystko jej opowiedziałem, a ona mi o swoich rodzicach i braciszku. Poczułem jak mój problem był błahy w porównaniu do jej. Mimo to, nie potrafiłem pozbyć się smutku. A ona powoli pokazywała mi, że da się pogodzić z złą przeszłością. Dlatego z nią się spotykałem.
- Chyba cię rozumiem. Czyli zaprzyjaźniliście się?
           Tak bardzo bym chciał, aby to była czysta przyjaźń w tamtej chwili. Bałem się, że zaprzeczenie wywoła kłótnie między mną i Myungsoo.
- Teoretycznie, to na początku tak. Jednak przemyślałem to ostatnio i odkąd tu jesteśmy mam pewność, iż to nie tylko przyjaźń. - Na te słowa starałem się nie patrzeć na niego, bo bałem się wyrazu jego twarzy.
- Kochasz ją? - Zapytał niepewnie.
- Jeszcze nie nazwał bym tego miłością, ale jak tak dalej pójdzie...
- Potrafiłbyś to zdusić w sobie? - Przerwał mi nagle, a ja spojrzałem na jego twarz przepełnioną determinacją.
- Sam nie wiem.
- W takim razie będę musiał się wycofać.
           Wytrzeszczyłem oczy na niego.
- Nie patrz tak na mnie. - Zaśmiał się. - Owszem, Saeron jest świetna i podoba mi się. Mimo to, ty pasujesz do niej zdecydowanie bardziej. Pewnie jakbyś nie opowiedział mi wcześniejszej historii byłbym tobą zawiedziony. No ale nie ma co się oszukiwać. Ona nie zaufa mi zbyt łatwo. Ty za to już jesteś jej blisko. Masz większe szanse cokolwiek zdziałać. I tobą kieruje większe uczucie niż mną. Nie chcę cię znowu widzieć załamanego, więc lepiej się o nią postaraj. Jasne?
           Po tych jego słowach przytaknąłem nie mogąc nic z siebie wydusić. Czułem się po części tak, jakby to Myungsoo był starszy i dawał mi właśnie życiowe rady. Było mi głupio i jednocześnie byłem świadom, że teraz nie miałem odwrotu. Skoro nawet on ustąpił, bym spróbował zaznać szczęścia, musiałem się wziąć w garść. Miałem tylko nadzieje, że nie udawał w tej chwili twardego i opanowanego, a w głębi duszy, był zły na siebie, że tak łatwo ustąpił.
           Byłem tak radosny, że wieczorem będąc w dormie postanowiłem spróbować porozmawiać z Saeron przez telefon. Wystukałem jej numer i czekałem, aż się odezwie po sygnale.
- Słucham? Kto mówi? - Usłyszałem głos Jimina, czy on odbierał wszystkie telefony w tamtym mieszkaniu?
- Tu Sunggyu. Dlaczego znowu z tobą rozmawiam?
- Aleś ty miły dla mnie. Wiesz co? W ogóle Dan okazał się gejem. - Wyszeptał mi.
- Ja już to wiem. - Prychnąłem. - Za wolny z ciebie informator. A co z Saeron?
- Ona śpi. Nie zamierzam jej budzić. Dzisiaj poszliśmy popracować na próbę. Nie przyzwyczajona była do ciągłego biegania, bo w barze nigdy nie miała takiego ruchu i padła bardzo szybko.
- Biedna. To w takim razie powiedz mi w jakich godzinach mógłbym jutro zadzwonić?
- Myślę, że około godziny 17 byłoby rozsądnie. Wtedy wracamy z pracy.
- Czekaj. Dopiero do mnie dotarło. Pracujecie razem?!
- Tak, czadowo co nie? - Widać było, że go to niezmiernie cieszyło, a mnie po części także, bo  przynamniej ktoś nią się mógł opiekować .
- Czasami naprawdę brzmisz jak jej malutki braciszek. - Zaśmiałem się.
           Doszło do tego, że przegadałem z nim jeszcze jakiś czas, rozmawiając o wielu sprawach.


środa, 20 lipca 2016

Kiedy dorosnę: Rozdział 23

Witajcie! Oto nowy rozdział, na który czekaliście już tydzień. Wybaczcie za to, ale teraz tak to będzie wyglądać. ;-; Ostatnio często ktoś mi pisze, że rozdziały wydają się krótsze co mnie martwiło, ale pisze je zdecydowanie dłuższe od niedawna. Więc możliwe, że to dlatego iż czasami mam mniej pesrspektyw i tak się wam wydaje?  Nie mam pojęcia. ;-;

Kiedy dorosnę?
Rozdział 23


*Kangjoon*

           Jak to zwykle bywa przed rozpoczęciem nagrań do dram, staff i aktorzy spotykają się na tak zwanym wyjściu integracyjnym. Byłem już przyzwyczajony do takich sytuacji, jednak dla Bory wszystko było nowe. Oczywiście udaliśmy się tam razem, bo jak jej obiecałem zamierzałem jej pomagać, by nie pogubiła się na początku. Wszystko miało się odbyć w przyjemnej restauracji, gdzie wcześniej dla wszystkich został zarezerwowany stolik, a raczej podłużny i obszerny stół.
           Gdy dotarliśmy na miejsce zasiedliśmy obok siebie w wyznaczonym miejscu. Część osób była już, a inni pewnie mogli się spóźnić, bo w końcu to nic zoobwiązującego. Czekaliśmy w ciszy na jakiś rozwój wydarzeń. Szybko pojawił się alkohol na stole, co zszokowało Borę.
- Coś nie tak? - Zapytałem.
- Po prostu, nie wiedziałam, że aż tak bardzo będziemy się integrować. - Rzekła z lekkim niepokojem.
- Spokojnie. Zazwyczaj ludzie i tak tu piją z umiarem, choć może czasami ktoś ze staffu przesadzi, ale wtedy jest wesoło. - Zaśmiałem się.
- Rozumiem. A mogę odmówić?
           Zastanowiło mnie to jej pytanie.
- Dlaczego?
- Bo widzisz... Ja nie lubię alkoholu. Robi mi się niedobrze na samą myśl. Mogę wypić jednego na toast, na więcej się nie zmuszę.
- Nie ma sprawy. A masz może prawo jazdy?
- Mam, a co to ma do tego? - Zaskoczyłem ją.
- To ja będę pił, a ty wrócisz samochodem. Nie żebym chciał cię wykorzystać do tego, by się napić. Chodzi oto, że będziesz miała idealną wymówkę.
           Na to uśmiechnęła się do mnie tak, jak to podobało mi się u niej najbardziej. Nie było to zbyt szeroko, raczej nieśmiało i uroczo. Tak bardzo chciałem w tamtym momencie, bym to był tą osobą, która najwięcej razy wywoła go u niej.

***
           Wszystko przebiegało na spotkaniu w radosnym i przyjemnym klimacie. Bora po czasie rozluźniła się i swobodnie rozmawiała z kilkoma kobietami z ekipy. Wszystko wskazywało  na to, że ten wieczór zakończy się w dobrym guście. Starałem się mało pić, by mieć trzeźwy umysł, niestety nie wszyscy stosowali sobie taką zasadę.
           Jeden z menadżerów, który miał ostatnio podobno dużo problemów w domu, pan Kwan, wypił chyba odrobinę za dużo. Chodził chwiejnym krokiem między ludźmi i opowiadał nieśmieszne dowcipy. Kiedy zbliżył się do nas, praktycznie zawiesił się na Borze, niby w celu przytulenia jej od tyłu. Zaczęło się wtedy gotować coś we mnie. Zauważyłem, że coś jej szepta do ucha, a ona ma zniesmaczoną minę. Chciała rękami oderwać go od siebie, jednak była zbyt delikatna. Uniosłem się więc pospiesznie.
- Proszę ją zostawić. - Na te słowa stanął mi naprzeciw.
- Niby dlaczego? Nie mogę poderwać sobie młodej dziewczynki? - Zaśmiał się. - A może jesteś zazdrosny?
           Nie bałem się tego, jakie konsekwencje mnie czekają, lecz tego, że mógłby skrzywdzić Borę.
- Oczywiście i mam do tego prawo, jako jej chłopak! - Wybuchłem.
           Czułem na sobie wzrok wszystkich i słyszałem ciche podszepty. Pan Kwan na te słowa poszedł dalej nie mówiąc już nic, a Bora patrzyła na mnie z niedowierzaniem. Ja sam nie rozumiałem, czemu użyłem tego fałszywego argumentu.
- My już chyba wyjdziemy. - Rzekłem prawie szeptem, kłaniając się nisko.
           Pożegnaliśmy się z Borą ze wszystkimi, choć widziałem, że bardzo się stresowała sytuacją. Kiedy już byliśmy pod samochodem, z dala od restauracji ona zaczęła krzyczeć.
- Oszalałeś?! Teraz wszyscy pomyślą, że dzięki tobie mam tę rolę. Powinnam zrezygnować.
- Nie! Nawet nie wiesz, jak ciężko było znaleźć odpowiednią aktorkę. A ty nie dostaniesz drugiej takiej szansy.
- To co mam robić? Będą teraz wszyscy oburzeni.
- A co ja miałem robić? Patrzeć, jak cię napastuje? Wiem, że to alkohol uderzył mu do głowy i dlatego nie wiadomo było na co będzie go stać.
- Dziękuję ci, że stanąłeś w mojej obronie. Doceniam to, ale.. chłopak?
- Nic innego nie potrafiłem wymyślić. - Mówiłem zrozpaczony. - Wybacz mi.
- Nie mam czego. Po prostu teraz może być nieciekawie i zaczynam myśleć, że wcale ze mnie nie zrezygnowałeś.
- Próbowałem i nie potrafię. - Wyszeptałem wręcz.  
- Porozmawiamy, jak będziesz trzeźwy. Teraz jedziemy do domu. - Albo mi się zdawało, albo specjalnie uciekła od tematu.
           Nie chciałem się już odzywać, by nie palnąć znowu jakiejś głupoty. Droga powrotna odbyła się więc w ciszy. A na miejscu pożegnaliśmy się ze sobą bardzo formalnie, po czym Bora wsiadła w taksówkę. Byłem zdruzgotany całą sytuacją. Namieszałem nieźle. Miałem tylko nadzieję, że nie stracę chociaż jej przyjaźni. Bo tego bym nie zniósł.

*Bora*
           Kiedy wracałam taksówką do domu ledwo powstrzymywałam się od płaczu. Po prostu miałam już dosyć na ten dzień. Od kilku dni myślałam o tym wszystkim co wydarzyło się na wyprawie w zoo.  A teraz jeszcze Kangjoon... Dlaczego nie mógł tak po prostu o mnie zapomnieć? Może powinnam była zerwać z nim przyjaźń. Ale nie potrafiłam i dobrze wiedziałam, że on by też tego nie chciał. Wolał cierpieć, niż całkowicie to zakończyć. Ja za to musiałam poukładać swoje uczucia, by dłużej nie zbywać chłopaków, bo w końcu się pokłócą przeze mnie, a tego bardzo nie chciałam.  
           Pod drzwiami mieszkania stałam szukając w torebce kluczy. W ciemności nie potrafiłam ich wydobyć, więc trochę to trwało. Miałam ochotę ze złości wszystko wysypać z niej na ziemię i prawie bym to zrobiła, lecz poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Na chwilę zamarłam. Przypuszczałam kto to może być i w duchu prosiłam by to był właśnie on. Niby ostatnio zachowywał się dziwnie, jednak jego aż tak bardzo się nie bałam. Odwróciłam się powoli, by ujrzeć kto to i się nie myliłam. Przede mną stał Jinsu.
- Bora. Czemu cię nie było tak długo? - Mówił zmartwionym głosem i w oczach miał łzy.
- Spokojnie. Byłam na spotkaniu integracyjnym.
- Ja... Ja chciałem cię przeprosić, bo ty pewnie mnie teraz nienawidzisz.
- To nie tak. - Próbowałam go uspokoić, bo nie mogłam patrzeć na jego zaszklone oczy. - Powiedz, co ci się stało? Gdzie się podział dawny Jinsu?
- Powiem ci całą prawdę, jeżeli będę mógł wejść.
           Zaczęłam się wahać, czy powinnam była go wpuszczać do domu. Byłam w końcu sama jak palec. Mimo wszystko, miałam przeczucie, że on nic mi nie zrobi. To sprawiło, że zaufałam mu tym razem.
- Dobrze. Tylko jak coś znowu zrobisz nie tak, to będę musiała jakoś inaczej to rozwiązać.
- Rozumiem. Obiecuję być grzeczny. - Po tych słowach uśmiechnął się wymuszenie.
           Udało mi się nareszcie wydobyć klucze, dlatego pospiesznie otworzyłam drzwi i mogliśmy już być w środku. Kiedy zrzuciliśmy z siebie kurtki i obuwie, usiedliśmy na kanapie obok siebie, jednak ja odsunęłam się na bezpieczną odległość. Czekałam aż zacznie mówić, choć chwilę jeszcze panowała cisza. Pewnie musiał się zebrać w sobie, by cokolwiek powiedzieć.
- Ja wcale nie byłem w szkole z internatem.
           Nagłe wyznanie kłamstwa sprawiło, że spojrzałam na niego z szeroko otwartymi oczami.
- Nie jeździłem także na żadne wakacje. Ojciec wszystkich okłamywał. Jak wiózł mnie w tamto miejsce.
- Jakie tamto miejsce?
- Byłem w psychiatryku. - Odrzekł zaciskając pięści.
           Zszokowała mnie ta informacja. Aczkolwiek ewidentnie było widać jego zachwianie ostatnim razem.
- Dlaczego twój tata ci to zrobił?
- Po odejściu mamy popadałem w depresję. Byłem jeszcze dzieckiem i nie rozumiałem co się stało, a jednak tak mnie to trafiło, że nie potrafiłem pójść do szkoły. Nie chciałem, ani jeść, ani wychodzić z łóżka. Nie potrafił sobie ze mną dać rady. Jedynie chciałem zobaczyć się z tobą, bo potrzebowałem kogoś kto mnie najbardziej zrozumiałby na tamten moment. Lecz on twierdził, że jak nie pójdę do szkoły to nici ze spotkań ze znajomymi. Wreszcie jakiś znajomy doradził mu, by zasięgnął pomocy u psychologa, a on po prostu zamknął mnie w psychiatryku.  
- To musiało być straszne, jak byłeś jeszcze dzieckiem.
- Owszem. Lekarze byli mili i starali się mi pomóc ze wszystkiego wyjść. Zauważyli też, że ciągle wspominałem o tobie. Tak bardzo chciałem z tobą móc porozmawiać. Ojciec zgodził się podczas odwiedzin opowiadać co u ciebie. Na początku dowiadywał się tego od twojej mamy, potem został twoim stałym klientem w salonie fryzjerskim.
- Czekaj... Czyli Pan Lee to twój tata?
- Owszem. Nie zorientowałaś się, bo nigdy nie spotkałaś mojego ojca. To było nawet mu na rękę, bo nie musiał ci się tłumaczyć  gdzie jestem i mógł dowiedzieć się tak wiele.
- Ale ty nie byłeś tak naprawdę chory, prawda?
- Z czasem z braku kogoś kto obdarzy mnie uczuciem choćby przyjaźni, zaczynałem szaleć. Jak tata przychodził bez wieści o tobie dostawałem szału. Płakałem, krzyczałem i musieli faszerować mnie lekami. Chyba jednak coś mi było. Leczenie dla dorosłych było bardziej drastyczne. Lekarze na mnie eksperymentowali różne leki.  Byłem już zresztą stałym mieszkaniem ośrodka. Myśleli, że tak będzie zawsze. Wkrótce tata stracił pracę i nie było go stać na dalsze trzymanie mnie tam, przynajmniej na jakiś czas. Dlatego tu jestem.
- Chcesz powiedzieć, że koniec końców, jesteś chory?
           Pokiwał tylko głową i po jego policzku spływała łza.
- Nie chcę cię więcej skrzywdzić. - Mówił już przez płacz. - Boję się do ciebie zbliżać. Możliwe, że niedługo znowu wrócę do psychiatryka. Tego też się panicznie boję.
- Chciałabym ci jakoś pomóc.
- Nie możesz. Lecz chcę mieć do ciebie małą prośbę.
- Jakąś?
- Pewnie to zbyt wiele. Możesz mnie tam odwiedzać? Jako przyjaciółka. Wtedy może byłoby mi łatwiej, gdyby ktoś szczerze lubiący mnie tam przychodził.
           Ja już praktycznie też miałam w oczach łzy. Strasznie słuchało mi się o jego cierpieniu. Przez tyle lat on myślał o mnie, a ja żyłam sobie beztrosko nie będąc świadoma jego krzywdy. Bardzo pragnęłam spełnić jego życzenie. Być dla niego jakimś oparciem. Wiedziałam, że może być mi trudno, mimo to, postanowiłam spełnić rolę jego przyjaciółki jak najlepiej bym potrafiła.
- Będę przyjeżdżać, tylko podaj mi adres, bo nie wiadomo, czy twój tata będzie chciał mi go dać.
- Oczywiście. Proszę. - Mówiąc to wręczył mi wizytówkę jakiegoś lekarza, pewnie pracującego w tym zakładzie.
- Zrobię co w mojej mocy, by być u ciebie często. Wiesz już kiedy mniej więcej tam wracasz?
- Prawdopodobnie w następnym tygodniu.
- Rozumiem.
- Jak coś to tam dzwoń. Oni ci powiedzą, czy już jestem.
- Dobrze. - Odpowiedziałam klepiąc go po ramieniu.
           Przy wychodzeniu przytuliłam go mocno w celu pokazania, że nadal jest dla mnie ważnym przyjacielem. Nie chciałam by czuł się gorszy przez to, że ma problemy. Było mi go strasznie żal, a na dodatek czułam się głupio, że przejmowałam się swoimi błahymi sprawami tak bardzo, a ktoś taki jak on miał o wiele gorzej.

*Taerin*

           Czekałam właśnie na Minhyuka, który miał wpaść do mnie do domu. Chciał pilnie o czymś ze mną porozmawiać i szczerze się tym stresowałam. Nerwowo uderzałam ołówkiem o biurko. Nie miałam pojęcia o co może mu chodzić, a w głowie gnieździły mi się same czarne scenariusze. Kiedy mama oznajmiła, że przyszedł mój kolega z niecierpliwością wpatrywałam się w drzwi do mojego pokoju. Jak tylko się w nich zjawił z wielkim uśmiechem troszkę mi ulżyło. Wszedł do środka i ruszył w moją stronę. Ja wstałam z krzesła i dałam mu całusa w policzek, po czym zasiedliśmy na moim łóżku, bo tak było najwygodniej.
- Co się stało?
- Niby nic wielkiego, ale musiałem z tobą pogadać.
- Słucham więc. - Mówiłam troszkę w gorącej wodzie kąpana.
- Ah, bo zobaczył mnie menadżer z tobą.
           Zamurowało mnie. Nic takiego? Przecież był gwiazdą i na pewno miał przechlapane przez taką sytuacje. O dziwo, że jeszcze mógł do mnie przyjść, a dla niego nic takiego?
- Nie patrz tak Rin. - Musiałam mieć wtedy dziwną minę. - Wszystko się ułożyło. Powiedział tylko, byśmy uważali i bardziej się kamuflowali. On jest wyrozumiały i nie ukarał nas w żaden sposób. Tylko martwi się o nas.
           W głowie znowu kłębiły mi się myśli, że gdyby nie ja, wcale nie byłoby problemu. Poczułam, że jestem strasznym ciężarem dla Minhyuka, choć on tego nie okazuje. A on tak kochał to co robił i mimo to, poświęcał czas na spotkania ze mną. Na dodatek było ciągłe ryzyko, że ktoś więcej się o nas dowie. Bałam się, że najrozsądniejszym wyjściem byłoby zerwanie.
- Wiem, że teraz pewnie się obwiniasz. Dlatego tak bardzo bałem się, ci to mówić. Ale musisz wiedzieć, bo teraz troszkę się zmieni. Będę raczej wychodził z tobą zakamuflowany i musimy wybierać bardziej ustronne miejsca na spotkanie. A najlepiej, jakbym cię po prostu odwiedzał w domu. Tylko, czy ty jesteś gotowa na takie trudności? Chcesz się poświęcić dla mnie? Bo widzisz, ja jestem w stanie to zrobić i jesteś dla mnie bardzo ważna. Jednak jestem gotów się wycofać, jeżeli to dla ciebie zbyt wiele.
            W tamtej chwili nie wiedziałam co odpowiedzieć. Pierwsze co pomyślałam to, że stwierdzenie "męska decyzja" jest najbardziej błędnym. Otóż odkąd pamiętałam to mężczyźni zwalali podejmowanie ich na kobiety i posmutniałam, że Hyuk robił to samo. Nie chciałam decydować. Nie chciałam być tą, która postanowi, co dalej z nami.
- Mogę się nad tym zastanowić?
- Oczywiście.
           Czas to jedyne co mogło mi teraz pomóc. Musiałam przeanalizować za i przeciw, oraz to, czy będę bez niego potrafiła funkcjonować. Otóż on i Bora to jedyne osoby, które były mi tak bliskie. Nie byłam gotowa na tamten moment tak szybko stwierdzić, czy powrócenie do stanu przed poznaniem go, jest możliwe dla mnie.

*Jinwoo*

           Jak tylko zostałem sam w pokoju wyciągnąłem swoją komórkę i wklepałem sobie numer Jihyun do kontaktów. O mały włos zgubiłem tą kartę w zoo, a po prostu tyle się działo, że zapomniałem o przepisaniu go. Zastanawiałem się, czy powinienem był do niej napisać. Bardzo chciałem ją bliżej poznać, a jednak bałem się po ostatnim wykładzie menadżera, że nie mogę tego zrobić. Byłem w końcu członkiem zespołu i wiedziałem, że będę poświęcał się karierze, jak na to przystanę. A mimo to, sam menadżer uważał, że jesteśmy w takim wieku, gdzie ciągnie nas do poznawania ludzi.
           Nagle stwierdziłem, że może warto zaryzykować i zacząłem stukać w literki na ekranie.

Odbiorca: Jihyun
Witaj,
Tutaj JinJin. Nie wiem, czy mnie pamiętasz? Mam nadzieję, że tak. Otóż bardzo jestem ciekaw, jak wiele mamy jeszcze wspólnych tematów. Co powiesz na lepsze poznanie się? Jakiś wspólny wypad?
Pozdrawiam.

           Po wciśnięciu przycisku "Wyślij" zacząłem się stresować. Myślałem, czy moja wiadomość nie zabrzmiała dziwnie, albo czy aby na pewno, ona nadal chce mnie poznać. Nie wiedziałem, czemu tak bardzo się tym przejmowałem. Kiedy telefon zawibrował, mało co nie wypuściłem go z wrażenia.

Nadawca: Jihyun
Koleżko muszę cię zasmucić, ale laseczka do której pisałeś musiała ci podać zły numer. Ja jestem facetem i na żadne spotkanie się z tobą nie wybiorę. Homo nie jestem, więc no.

           Zamurowało mnie. Patrzyłem w ekran i czytałem kilka razy tę samą wiadomość. Zastanowiło mnie już tylko jedno. Czy ona specjalnie podała mi zły numer, by mnie spławić, czy może to zwykła pomyłka i tylko Moonbin mógłby pomóc mi ją naprawić. Postawiłem jednak na razie wstrzymać się z jakimikolwiek działaniami.