środa, 24 sierpnia 2016

Kiedy dorosnę: Rozdział 28

No i mamy 28 rozdział. Dotarłam do mojego progu. Moje najdłuższe i zarazem pierwsze opowiadanie miało 28 rozdziałów. A końca na razie nie widać. Strasznie mi się rozrosło to opowiadanie. :D Dziękuję za wsparcie w pisaniu go. Pozdrawiam :3


Kiedy dorosnę?
Rozdział 28


*Jinwoo*

        Po ciężkim treningu postanowiłem porozmawiać z Binem o jego przyjaciółce. Miałem wielkie nadzieje, że on będzie wiedział, co mogło się stać. Martwiłem się strasznie o nią. W końcu zdążyłem ją polubić, a ktoś bezczelnie ją krzywdził i nie mogłem jej pomóc. Nie chciałem też siłą z niej niczego wyciągać. Mogłem jedynie liczyć, że jak mi kiedyś zaufa to sama wszystko powie.
        Podszedłem do Moonbina i klepnąłem go w ramię. Spojrzał na mnie zaskoczony, odkładając butelkę wody, której przed chwilą się napił. Musiałem skorzystać z okazji, że wszyscy już wyszli z Sali.
- Coś nie tak zrobiłem?
- Coś ty. Lepiej sobie radziłeś dzisiaj niż ja. Chodzi mi o coś osobistego, a nie chcę o tym rozmawiać przy reszcie.
- Rozumiem. – Przytaknął.
- Jihyun… - Było ciężko mi jakoś zacząć ten temat. – Czy kiedyś, ktoś ją bił? – Nie mogłem owijać w bawełnę, jeżeli chciałem się czegoś dowiedzieć.
        Jego wzrok poszerzył się. Widać było, że zdziwiłem go tym zdaniem. Nie wiedziałem tylko, czy dziwi go ten fakt, bo nie ma o niczym pojęcia, czy może zaskoczyłem go tym, że dowiedziałem się czegoś takiego.
- Skąd wyciągnąłeś taki wniosek? – Zapytał niepewnie.
- Widzisz. Ostatnio jak się z nią spotkałem miała siniaka pod okiem. Popłakała się też i nie chciała drążyć tematu.
        Tym razem Bin wyglądał, jakby nad czymś dumał. Czyżby próbował sobie coś przypomnieć?
- Bardzo dziwne, jeżeli tak jest. Kojarzę, że jej rodzina była w miarę normalna. Nigdy nie miała jakiś siniaków w szkole. Na pewno rodzice ją kochali. Nie widzę, czemu mieliby to robić.
- To w takim razie kto?
- Podobno miała brata. – Zawahał się. – Nie znałem go, bo był w innym mieście na studiach, jak się z nią przyjaźniłem. Ale wątpię, że mógłby to robić bezkarnie przed jej rodzicami.
- Racja. Dziwna sprawa. – Stwierdziłem.
- Teraz strasznie jestem zmartwiony. – Rzekł z smutną mną.
        Nie dziwiłem mu się ani trochę. W końcu sam się przejmowałem, a on był jej bliskim przyjacielem, z tego co zrozumiałem. Nie chciałem mu zawracać głowy, tym problemem, lecz teraz wiem, że dobrze zrobiłem. Może on coś prędzej mógłby z niej wyciągnąć. Taką miałem nadzieję.

*Myungjun*

        Rozmyślałem, jak spędzę wieczór. Nie miałem ostatnio żadnych planów, a prawie każdy z chłopaków czymś się zajmował. Najbardziej stresowałem się znikającym Dongminem. Wiedziałem co to wróżyło. Powoli traciłem nadzieję na cokolwiek. Myślałem już, że nie mam szans u Bory. I jakby po to by mnie otrzeźwieć, zjawiła się pod wytwórnią. Rozglądała się tak jakby za taksówką. Co znowu tam robiła nie miałem pojęcia, lecz chciałem za wszelką cenę z nią porozmawiać. Podbiegłem pospiesznie i wystraszyłem ją głośnym okrzykiem, na co złapała się w okolicach mostka z wyłupiastymi oczami.
- MJ! – Krzyknęła, gdy już uświadomiła sobie, że to ja.
- Oj boisz się mnie? – Starałem się zażartować, mimo kiepskiego humoru, który ostatnio zdarzał mi się często.
- Nie. – Udała oburzenie, przy czym brakowało tylko tupnięcia nogą. – Chcesz, żebym dostała zawału?
- Coś ty. Pragnąłem ujrzeć twój uśmiech. Bo tak tylko gapiłaś się z rozdziawioną buzią za samochodami. Jak jakieś bezduszny zombie.
        Parsknęła śmiechem na te słowa, co mnie zadowoliło. Co jak co, jednak potrafiłem ją rozbawiać. I kochałem to robić. Pragnąłem być głównym powodem, który sprawiał, że była uśmiechnięta. Bałem się, że nie będzie mi to jeszcze długo dane, bo jedynie spotykałem ją przypadkiem. Tymczasem ona znowu zrobiła coś, co sprawiło, że poczułem jakby czytała mi w myślach i chciała mnie podbudować.
- Ostatnio pytałeś mnie o randkę. Powiedziałam, że następnym razem. Czyżbyś się rozmyślił, że nic nie proponujesz? – Mówiła to udając zadumanie.
- Oczywiście, że nie. Głupio było mi się narzucać, pytając drugi raz. – Udałem.
- Idealnie. To możemy dzisiaj coś porobić. Co ty na to?
        Byłem przeszczęśliwy, dzięki tej propozycji. Nie wiedziałem tylko co powinienem zrobić, gdzie ją zabrać. W końcu ewidentnie miała to być randka. A ja nie miałem zielonego pojęcia co unikatowego wymyślić.
- Widzę, że lekko się zmieszałeś. Coś nie tak?
        Przeraziłem się, że to zauważyła. Zacząłem powoli panikować w myślach. Nie potrafiłem przez to się skupić na miejscu do którego moglibyśmy się udać. Wtedy spojrzałem na jeden z ulicznych słupów. Widniał na nim wielki plakat obwieszczający, że dzisiaj w mieście jest cyrk. Po raz kolejny zostałem tego dnia pozytywnie zaskoczony przez los. Chyba ktoś chciał mi pomóc z zaświatów.
- Chodźmy do cyrku. – Rzekłem radośnie, wskazując plakat.
        Najpierw spojrzała na niego ukradkiem, potem odwróciła się w moją stronę z wielkim uśmiechem. Przytaknęła, co jeszcze bardziej mnie ucieszyło.
- Idealnie. To jedziemy najpierw do siebie się przygotować? Mamy czas, a to nie jest tak daleko. – Oznajmiła.
- Tak zróbmy. – Potwierdziłem, nie do końca już kontaktując, bo zbyt wiele emocji we mnie pulsowało.

*Moobin*

        Po treningu nie mogłem znieść myśli, że biednej Jihyun może się coś dziać. Postanowiłem pojechać pod jej mieszkanie, na szczęście pamiętałem gdzie się znajdowało i chciałem z nią porozmawiać. Nie liczyło się dla mnie nic innego. Była dla mnie bliska swego czasu i często to ona była moim oparciem. Byłem delikatnym chłopcem, z głupimi problemami. Ona zawsze wiedziała, co powiedzieć, żebym się nie przejmował. Podobało mi się to w niej.
        Kiedy zjawiłem się pod jej drzwiami chwilowo się zawahałem. Jej rodzice dawno mnie nie widzieli. Byłem ciekaw, czy mnie rozpoznają. Troszkę poniosło mnie myślami w stronę wspomnień z dzieciństwa. Tyle razy wracałem tą drogą z uśmiechniętą od ucha do ucha Jihyun. Zawsze świetnie się dogadywaliśmy. Była dla mnie jak siostrzyczka.
        Nagle ocknąłem się, gdyż z wnętrza domu usłyszałem krzyki i trzask prawdopodobnie jakiś naczyń. Dziwne. Jej rodzice nie zwykli się kłócić. A te głosy bardziej przypominały jej i jakiś męski, młody i nieznany mi do tej pory. Wtedy dotarło do mnie, jak wiele zmian nie zauważyłem. Ogród nie był tak zadbany jak dawniej. Jakieś chwasty porosły w nim, jakby nikt go nie pielęgnował. Furtka była troszkę zardzewiała. Jej tata pewnie szybko zamalowałby to.
        Trzask drzwi zmusił mnie do spojrzenia w ich stronę. To była ona. Zapłakana i miała rozcięty policzek. Oczywiście zszokowała się, gdy mnie ujrzała. Można nawet było stwierdzić, że była lekko przerażona. Nie miałem pojęcia co zrobić w tej sytuacji.
- Bin? Czemu tu przyszedłeś? - Zapytała delikatnie i starała się ręką zakryć policzek.
- Chciałem zrobić niespodziankę. - Skłamałem, by nie wydać Jinwoo. - Widzę, że coś jest nie tak.
- Bardzo. Ale już przywykłam. - Mówiła odwracając wzrok, czyli także kłamała. To coś czego nigdy nie potrafiła robić.
- Powiedz mi. Co się dzieje?
- Nie tutaj, bo rozwścieczymy jego. - Zaakcentowała te ostatnie słowo z wyczuwalną pogardą w głosie.
        Coś się w niej zmieniło na tym etapie. Nigdy nikim nie gardziła, nie nienawidziła. Nawet, jak ktoś jej podkładał w szkole kłody, ona uważała tą osobę za przyjaciela. Jak wiele musiało się wydarzyć?
        Ruszyliśmy gdzieś przed siebie. Nie wiedziałem, czy ona wiedziała, gdzie chce pójść, albo po prostu chciała się przejść na spacer bez celu. Nie miałem także pojęcia od czego zacząć i o co pytać.
- Bin. Mogę mieć prośbę? - Zatrzymała się nagle, mówiąc to.
- Jaką? - Trochę bałem się o co poprosi.
- Nie zadawaj mi pytań, na temat tego co widziałeś. Powiem tyle. Nie mieszkam już z rodzicami. Nie chcę o tym rozmawiać.
        Zatkało mnie. Tak bardzo chciałem wiedzieć co się wydarzyło. Czy oni żyją? Czy tylko wyjechali? Więc z kim ona mieszka? Ten ktoś ją bije? Miałem to wszystko tak pominąć? Udawać, że jest w porządku, a ona wcale nie ma problemów, z którymi pragnąłbym jej pomóc? Załamałem się. Nie zamierzałem być wścibski. Lecz liczyłem, że przez wzgląd na naszą starą przyjaźń coś mi powie. Czyżby bała się to rozpowiadać?
- Dobrze. - Powiedziałem nie zdradzając przy tym szarpiących moim wnętrzem emocji.
        Poszliśmy potem do lodziarni. Ona rzeczywiście zachowywała się tak, jakby nic nie miało miejsca. Ja wymuszałem uśmiech i przyłapywałem siebie na odpływaniu myślami. Patrzyłem wtedy na nią zatroskanym wzrokiem. Bałem się, że ten ktoś krzywdzi ją bezkarnie już długi czas, a ja nie mogłem na razie nic z tym zrobić.
*Bora*

        Byłam już gotowa do wyjścia, kiedy usłyszałam dzwoniący telefon. Zdziwiłam się widząc na nim obcy numer. Pewnie gdyby był zastrzeżony nie odebrałabym, bo miałam z tym złe wspomnienia.Na szczęście cyferki widniały na moim wyświetlaczu. Odebrałam więc, cały czas myśląc, kto to może być. Usłyszałam jakieś śmiechy w tle. Ktoś kawał mi robi czy jak?
- Cicho siedźcie. - Powiedział znajomy głos, który ciężko było mi rozpoznać przez telefon.
- Słucham? - Stwierdziłam, że się odezwę, bo chyba nie zorientowali się, że sygnał się skończył.
- Bora! - Usłyszałam radosny okrzyk, który nagle mnie olśnił.
- Zelo? - Zdziwiłam się.
- Wreszcie dotarliśmy do ciebie! Wiedziałem, że będziesz obserwowała mnie na instagramie i skomentujesz mój post, jak pojawi się tam twoje zdjęcie.
- Czyli to był podstęp? - Zaśmiałam się.
- W pewnym sensie. Ale nie wiesz, jak trudno jest przedrzeć się przez wszystkie komentarze pod naszymi zdjęciami.
- Domyślam się, bo jak widzę czasami, to macie ich tysiące.
- Dokładnie. Jednak nie o tym chciałem rozmawiać.
- Przejdź do sedna człowieku. - Usłyszałam kogoś innego i obstawiałam, że był to Youngjae.
- Potrzebujemy pomocy. - Zrobił krótką pauzę i mówił dalej. - Nasza jedna ze stylistek zachorowała. A mamy ważny występ jutro. Czy dałabyś radę pomóc? To niezobowiązujący jeden wieczór. A zapłatę dostaniesz pewnie ciekawą i uratujesz nam tyłki.
        Zaskoczyli mnie tą propozycją. Szczerze to już miałam się zgodzić, lecz nie wiedziałam, czy nie powinnam była lepiej tego przemyśleć. Choć bardzo lubiłam pracowanie przy ludzkich włosach, to mogłam wyjść z wprawy, skoro dawno tego nie robiłam.
- Nie powinien takich osób szukać wasz manager? - Zapytałam, by zdobyć trochę czasu na zastanowienie się.
- Niby tak, tylko my mu nie kazaliśmy. Prosiliśmy, by pozwolił nam kogoś poszukać. Niestety termin nas goni i musimy wiedzieć, że będziesz jutro.
        Jednak nie ułatwiło mi to decyzji, a zarazem ponaglali mnie do podjęcia jej. Nie miałam pojęcia, czy podołam zadaniu. Nie chciałam zawieść chłopaków. Mimo to, podjęłam decyzję, że się zgodzę. W końcu kochałam to robić.
- Dobra. Macie mnie. – Rzekłam i w tym momencie po drugiej stronie usłyszałam okrzyki radości. Czyli wszyscy słuchali tej rozmowy?
        Ciepło mi się na sercu zrobiło, że zapamiętali mnie w taki pozytywny sposób.

***

        Szybko wybiegłam z mieszkania i miałam zamiar łapać taksówkę, ale ujrzałam przed mieszkaniem Myungjuna. Zdążył się wyszykować i przyjść po mnie? Byłam pod wrażeniem. Ja bym pewnie tak nie potrafiła.
- Co jesteś taka zdziwiona? – Zapytał z swoim cudownym uśmieszkiem.
- Myślałam, że spotykamy się na miejscu.
- I zamierzałaś siebie nawzajem szukać wśród przybyłych tłumów? – Zaśmiał się.
        Miał rację. Czy ja w ogóle tego dnia miałam głowę na swoim miejscu?  Próbowałam się otrząsnąć. Złapaliśmy potem taksówkę i nią udaliśmy się na miejsce. Kierowca się troszkę zdenerwował, bo musiał stać w niedozwolonym miejscu, żeby nas wypuścić, dlatego pospiesznie zapłaciliśmy i wysiedliśmy. Rzeczywiście widać było tłumy udające się do cyrku, bądź stojące w kolejce po bilety. Aż przeraziłam się, że zgubię się wśród tych ludzi.
        Nagle poczułam jak Myungjun obejmuje mnie w pasie. Podskoczyłam na ten gest. Nie byłam na to przygotowana. Strasznie mnie to też zestresowało, bo poczułam ciepło na moich policzkach. Nie chciałam się rumienić. Niestety często tak kończyłam w takich sytuacjach.
- Kasa w tamtą stronę. – Rzekł lekko nakierowując mnie w inną stronę niż podążałam i puścił. A więc po to mnie złapał? Ja oczywiście już wyobrażałam sobie nie wiadomo co. Byłam okropna.
        Kiedy już siedzieliśmy w swoich miejscach byliśmy zadowoleni. Trochę zajęło nam stanie w kolejce i wejście razem z tłumem. Mieliśmy bardzo dobre miejsce, wysoko. Dzięki nim lepiej widzieliśmy chodzenie na linie i inne akrobacje w powietrzu, a wszystko inne, jak żonglerka, zwierzątka i tym podobne atrakcje, wcale nie wydawały się tak daleko. Uśmialiśmy się bardzo, bo ludzie, którzy to przedstawiali byli w końcu specjalistami w rozbawianiu.. Zresztą jak mój towarzysz. Czasami czułam, że zamiast patrzeć przyglądał mi się uważnie. Często też śmiał się głośniej ode mnie. Dlatego nie przejmowałam się, żeby samej robić to cicho. Przy nim mogłam swobodnie się zachować.
        Jednak największe atrakcje zaczęły się na zewnątrz. Można było robić zdjęcia ze zwierzętami. Podeszliśmy do wielbłądów i człowiek robiący zdjęcia zaproponował nam przebranie w odpowiednie stroję. Zgodziliśmy się i wyglądaliśmy, jak wyrwani z baśni tysiąca i jednej nocy. Mj nabijał się ze swojego stroju, co było przewidywalne, ale mnie także tym rozśmieszał. Posadzili nas potem na wielbłądzie i zrobili cudowne zdjęcia razem.
        Po zejściu zaczepił nas jeden przechodzień.
- Na tych zdjęciach wyszli państwo, jak prawdziwa księżniczka i książę.
- Dziękuję. – Zawstydziłam się.
        Kiedy człowiek odszedł Myungjun szturchnął mnie w bok.
- Widzisz. Jesteśmy jak książę i księżniczka. – Zaśmiał się.
        A ja oczywiście oblałam się rumieńcem i nie wiedziałam co odpowiedzieć. Innym razem pewnie zażartowałabym coś także. Niestety odkąd wiedziałam co chłopacy do mnie czuli, bałam się jakimkolwiek słowem zrobić im nadzieje. Przez to zaczynałam się krępować w takich sytuacjach.
- Czemu nie jesteś taka jak zawsze? – Wyrwał mnie z przemyśleń Mj.
- Wybacz. Ale…
- To przez to, że wiesz? – Przerwał mi, a ja przytaknęłam. – Bora… - Podszedł bliżej i przytulił mnie. – Wolę, żebyś zachowywała się swobodnie. Nie bój się o mnie. Dopóki nie powiesz, że coś odwzajemniasz, nie zrobię sobie nadziei. Oto ci chodzi, czyż nie?
        Poczułam się zrozumiana. Także oplotłam swoje ręce wokół niego. W końcu, kochałam się przytulać. Nie chciało mi się nic mówić. Miałam ochotę tak pozostać w bezruchu. Było mi przyjemnie. Jednak ktoś to przerwał.
- A może tak oddacie mi stroje? Potem możecie się ściskać ile chcecie.
        Wybuchliśmy śmiechem. Totalnie zapomnieliśmy o tym, jak jesteśmy ubrani i gdzie się znajdujemy. Posłusznie poszliśmy przebrać się z powrotem w swoje stroje. Zdążyliśmy jeszcze potem zahaczyć o strzelnicę na której nie udało się Myungjunowi ani razu trafić, przez co był załamany. Pocieszałam go na wszelkie sposoby, lecz on się uparł, że przez to nie będę uważać go za męskiego. Oczywiście poprawiało mi to niezmiernie humor. Kupiliśmy także ogromną watę cukrową co zaowocowało klejącymi się palcami i buziami. Na szczęście pokazano nam wąż z wodą w którym mogliśmy się obmyć i nie obyło się bez pochlapania się nim przypadkiem. Wychodząc z cyrku zaczął mi doskwierać ból brzucha spowodowany ogromną ilością śmiechu, który zaserwował mi Myungjun tego dnia.
        Czułam się niezmiernie szczęśliwa. Miałam ochotę wyściskać go za ten dzień tak, że połamałabym mu pewnie wszystkie kości. Na szczęście nie miałam na tyle odwagi i siły. On odprowadził mnie znowu pod drzwi mieszkania. Już miałam coś mówić w celu podziękowania za wspaniałe popołudnie, ale wtedy on dał mi buziaka w policzek, co oczywiście odebrało mi mowę i znowu mnie zawstydziło.
- Na więcej sobie nie będę pozwalał. Chcę tylko powiedzieć, że dziękuję ci za ten dzień. Bardzo dobrze się bawiłem. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będzie okazja na taki wypad. Bo my widujemy się ostatnio rzadko.
        W większości chciałam to samo powiedzieć. Miałam dziwne uczucie jakby Myungjun czytał mi czasami w myślach. Na szczęście takie moce nie istniały i świadczyło to jedynie o tym, jak dobrze mnie zdążył poznać. Nie wiedziałam już co mam dodać, lecz olśniło mnie.
- Ja także chciałam podziękować, a ty mi przerwałeś.- Uśmiechnął się na te słowa. – I skoro uważasz, że mało się widujemy, to może sobota? Ja mam tę wolną, a wy macie krócej trening.
- Brzmi świetnie. – Odrzekł z bananem na twarzy. – To do zobaczenia.
        Dał mi ponownie całusa w policzek, który wcale nie zadziałał słabiej na mnie i odszedł machając mi co jakiś czas. Ja z uśmiechem na ustach odwzajemniałam ten gest, aż zniknął gdzieś w oddali.

        Po wejściu do domu oparłam się o drzwi i cicho westchnęłam. Moje serce waliło jak oszalałe od nadmiaru emocji, brzuch nadal bolał od śmiechu i czułam się niesamowicie. Wtedy przypomniałam sobie wieczór i poranek spędzony z Dongminem. Podobnie się zachowywałam. Nadal byłam w kropce. Musiałam rzeczywiście o tym z kimś porozmawiać. Szybko napisałam smsa do Yurin, czy będzie mogła wpaść do mnie pojutrze.


sobota, 20 sierpnia 2016

Małe nieporozumienie: Rozdział 18

Witam. ;3  Nie mam za dużo czasu na pomyślenie nad notatką, więc tylko podziękuję serdecznie wszystkim za czytanie tego opowiadania. Nie długo wybiją 20 rozdziały, a mi się zdawało, że dopiero je zaczęłam. :D  I liczę na opinie w komentarzach, które zawsze wywołują u mnie uśmiech i dodają bardzo dużo motywacji. :D Miłego weekendu. :D

Małe nieporozumienie
Rozdział 18



*Saeron*

           Jak tylko zobaczyłam, jak Sunggyu na mnie patrzył, od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Jego wzrok mówił wyraźnie, że nie żartuje i czułam, że powinnam się była bać. Starałam się zachować spokój, do momentu, kiedy nie wyszliśmy. Moje serce uderzało bardzo szybko z powodu stresu w jakim byłam. On długo milczał i to niepokoiło mnie jeszcze bardziej. Dopiero w pewnym momencie przystanął i spojrzał na mnie. Ja oczywiście także odwróciłam się w jego stronę.
- To co się wydarzyło w nocy… Dlaczego to zrobiliśmy?
           Ja chyba znałam odpowiedź na to. Bałam się jednak powiedzieć to, skoro widać było, że wcale tego nie odwzajemniał. Dlatego tylko milcząc spuściłam wzrok.
- Czy ja ci się podobam? Lubisz mnie… w ten sposób? – Zapytał niepewnie, a ja na te słowa ponownie uniosłam głowę.
           Nie wiedziałam, czy powinnam była skłamać, czy być szczera. Przerażała mnie myśl, że zostanę przez niego odrzucona. Nie chciałam być w niepewności. Nie potrafiłam się skoncentrować nad odpowiedzią. Ostatecznie postawiłam na prawdę. Pokiwałam tylko twierdząco głową.
- Przepraszam. – Odpowiedział na to. – Widzisz… Nie powinniśmy byli… Chcę ci tylko powiedzieć, że chwilowo muszę to wszystko przemyśleć. Ona wróciła. Nie jestem pewien, czy nadal czegoś w małym stopniu do niej nie czuję. Mam mętlik w głowie. Z drugiej strony, to ty przy mnie byłaś ostatnio. Także zdawało mi się momentami, że zastąpiłaś ją w moim sercu na dobre… Niestety gdy ją zobaczyłem… Mam wątpliwości.
           Nie potrafiłam przerwać jego wypowiedzi. Rozumiałam co miał na myśli. Mimo to, miałam ogromną nadzieję, że poprzednia noc miała mi udowodnić, że teraz tylko ja się liczę. Zawiodłam się. Zbyt wiele sobie wyobraziłam i oczekiwałam.
- W takim razie, dlaczego to zrobiłeś?
- Sam nie wiem… Nie kontrolowałem siebie. – Mówił to błagalnym głosem. Liczył chyba na to, że powiem, że nic się nie stało? – Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie bardzo zła.
- Jak mam nie być? Wiesz ile nadziei we mnie obudziłeś? Do tej pory starałam się myśleć racjonalnie i nie wierzyłam, że spojrzysz na mnie, jak na kobietę. Myślałam, że ty tylko chcesz przyjaźni. A w nocy naprawdę uwierzyłam, że coś jest między nami. Myślisz, że oddałabym ci się, gdybym nie zaufała, że żywisz do mnie jakieś uczucie? Wiesz jak teraz się czuję? Jakbyś tylko mnie wykorzystał! Czy ja według ciebie jestem łatwa?! Co sobie teraz wyobrażasz?! - Coraz głośniej krzyczałam nie przejmując się, że ktoś jest w pobliżu. – Nienawidzę cię od teraz! Idź do niej, bo skoro się zawahałeś to nadal ją kochasz! Nie pokazuj mi się na oczy, nawet jeśli znowu cię zrani. Znajdź sobie kogoś innego na pocieszającą maskotkę. – Wybuchłam w tym momencie głośnym płaczem. Chciałam pobiec w tym momencie do domu, lecz nie potrafiłam się ruszyć z miejsca.
            W tym momencie on mnie objął ramionami i przyciągnął do ciebie.
- Przepraszam. – Szeptał. – Jestem tyranem. Masz rację, nie powinienem był się tak zachować, nie będąc pewnym do kogo żywię uczucia. Ja nie mówię, że cię nie chce. Ja muszę wszystko tylko przemyśleć. Proszę daj mi czas i nie znienawidź mnie.
           Nie umiałam nic odpowiedzieć. Miałam ochotę jeszcze na niego krzyczeć, ale brakowało mi słów. Nie wiedziałam też czemu nadal pozwalałam mu na przytulanie mnie. Byłam zbyt miękka i za bardzo pragnęłam jego bliskości, gdyż wkrótce mogłam ją stracić. Zapewne to było powodem tego, że jeszcze jakiś czas wypłakiwałam się w niego, bez żadnych słów.

*Sungyeol*

           Nudziłem się przełączając kanały w telewizorze jeden po drugim. Nie skupiałem się nawet na tym co na nich leciało. Myślami byłem gdzie indziej. Kombinowałem nad tym, jak wszystko wyjaśnić sobie z Jirą. Obwiniałem siebie za to, że nie potrafiłem z nią postępować. Od początku zachowywałem się przy niej okropnie. Pewnie miała mnie teraz za idiotę, bawiącego się uczuciami innych dziewczyn. A to nie oto mi chodziło. Nie tym razem. Na początku zrobiłem jej na złość i nie lubiłem jej. Potem chciałem ją przeprosić, ale zrobiłem to źle. Ostatecznie chcąc się do niej zbliżyć zostałem źle zrozumiany. Chciałem to teraz przede wszystkim odkręcić, lecz nie miałem pojęcia jak. Obawiałem się, że nie ma już ratunku. Wtedy przypomniałem sobie o Danie. Ostatnio dawał mi rady na jej temat. Może i tym razem mógłby mi pomóc?
           Zacząłem przeglądać kontakty w telefonie. Uświadomiłem sobie tym, że przecież nie mam jego numeru. Zastanawiałem się, jak go uzyskać. Wątpiłem, że którykolwiek z chłopaków go ma. Trochę mnie to zniechęciło do dalszych działań. Mogłem jedynie poprosić o numer Saeron, albo przejść się znowu pod mieszkanie Jiry i jej przyszywanego brata. To pierwsze skończyłoby się pytaniami, po co mi ten numer, a drugie ryzykowało, że to Jira mi otworzy. Musiałem coś wybrać.
           Ostatecznie wyszedłem z domu, mówiąc pozostałym, że idę się przejść. Ruszyłem do sąsiadów. Zadzwoniłem dzwonkiem do drzwi. Otworzył mi ojciec Dana, co jeszcze bardziej mnie podłamało. Nie miałem pojęcia co odpowiedzieć.
- Przepraszam… - Chciałem zacząć.
- Ty pewnie do Jiry? – Przerwał mi.
- Nie. Ja do Dana. – Rzekłem pospiesznie, bo zdawało mi się, że zaraz będzie próbował ją zawołać.
- A to mnie zaskoczyłeś. – Zaśmiał się. – Dan! Zejdź na chwilkę.
           Cieszyłem się, że nie kazał mi wejść do środka, bo to mogłoby być ryzykowne. Po chwili po schodach zbiegł mój wybawiciel.
- Ten chłopak przyszedł po ciebie. – Wskazał mnie, odchodząc gdzieś w głąb salonu.
- Hej. Co ty tu robisz? – Zapytał mnie szeptem Dan.
- Chcę bardzo z tobą porozmawiać.
- Pewnie chodzi oto samo, przez co Jira teraz nie chce wychodzić z pokoju?
- Dokładnie. – Rzekłem spuszczając wzrok.
- W takim razie chodźmy gdzieś się przejść.

***

           Po piętnastu minutach udało nam się usiąść w jednej z kawiarni. Zamówiliśmy coś sobie, a dopiero potem rozpocząłem rozmowę na ten drażliwy temat.
- Musiałbym wyjaśnić ci wszystko po kolei. Otóż strasznie się pogubiłem.
- W czym? Miałeś ją przeprosić z tego co ostatnio rozumiałem. A po waszej rozmowie się popłakała, chodziła jakaś dziwna i nie chciała się spotkać z Jiminem kilka razy. Potem chwilowo jej przeszło, jak biegała do twojego kolegi, a teraz znowu jest w rozsypce. Co się wydarzyło? Bo o dziwo tym razem nic mi już nie chce mówić.
- Ah. – Westchnąłem, bo nie było łatwo powiedzieć mu tego wszystkiego, lecz musiałem. – Ja przeprosiłem ją w zły sposób. Nie wiem co mi odbiło, ale przez to jeszcze bardziej się zdenerwowała i unikała mnie. Mogłem to tak zostawić, jednak nagle zaczęło mi zależeć na jej wybaczeniu. Powoli uświadomiłem sobie, że sam coś do niej poczułem. Próbując jej to powiedzieć, wyrazić pocałowałem ją, a ona uznała to, za zabawę jej uczuciami. Od tamtej pory nie potrafię przestać o tym myśleć, jak to naprawić. Ona mnie nie wysłucha. Nienawidzi mnie.
- Spokojnie. Ona szybko nie przejawia takich uczuć do innych. Nie jest taka. – Zaśmiał się, a mi nie było do śmiechu. – Moim zdaniem może ci się bardzo łatwo udać ją pocieszyć. Wystarczy szczera rozmowa, do której mogę ci pomóc dopuścić.
           Słuchałem uważnie jego wskazówek jakie mi potem dawał. Wiedział w końcu, jak ją udobruchać. Powiedział także, jak powinienem z nią rozmawiać, żeby mi nie przerwała i wysłuchała moich wypowiedzi do końca. Notowałem wszystko w głowie bardzo dokładnie, by nie pominąć ani jednego szczegółu. Miałem nadzieję, na powodzenie mojego planu.

*Jimin*

           Odkąd Saeron wróciła z poważnej rozmowy z Sunggyu nie odezwała się nawet słowem do nikogo. Wydawało mi się, że ma zapłakane oczy, nic do niej nie docierało. Większość czasu przesiadywała w pokoju, a jak ktoś do niej pukał nawet nie reagowała. Następnego dnia było jeszcze gorzej. Nie wstała rano do pracy. Powiedziałem więc szefowej, że jest chora, ta na szczęście po prostu powiedziała, że ma nadzieję, iż szybko wyzdrowieje. Po moim powrocie do domu, znowu ani razu nie widziałem Saeron. Spytałem dziewczyn, czy jadła obiad, niestety mówiły, że jeszcze nie wychodziła z pokoju, a jak pukają, to mówi, że jeszcze trochę musi posiedzieć.
           Byłem przerażony sytuacją. Wiedziałem, że powinienem był coś zrobić. Myślałem jednak, że ona nic mi nie powie. Wykręciłem więc numer do Sunggyu w nadziei, że wszystko mi wyjaśni.
- Hej, bo ja dzwonię w sprawie Saeron. – Zacząłem prosto z mostu.
- Bardzo źle z nią? – Zapytał niepewnie.
- Czyli rozumiem, że wiesz, czemu nie poszła do pracy, nie kontaktuje, nie wychodzi z pokoju, nie je i wygląda na zapłakaną?
- Niestety tak. – Wtedy coś we mnie zawrzało, bo poczułem, że on jest powodem wszystkiego.
- Czy ty dałeś jej kosza, po tym jak ją przeleciałeś?!
- To nie tak. – Próbował się tłumaczyć.
- Nie chcę cię więcej tu widzieć. Chciałem się dowiedzieć co się stało i chyba już wiem. Nie skrzywdzisz już mojej siostrzyczki jasne? Żałuje, że ci wcześniej pomagałem. Nienawidzę cię.
           Mówiąc to rozłączyłem się, nie dając mu cienia szans na wyjaśnienia. Moje emocje wyraziłem jasno. Byłem wściekły. Czułem także, że po części to wszystko było moją winą. Miałem nadzieję, że będą do siebie pasować. Zaufałem nieodpowiedniemu człowiekowi.
           Bez chwili zastanowienia wparowałem do pokoju Saeron. Leżała na łóżku w pidżamie i czytała jakąś książkę. Nie zapytałem nawet, czy przeszkadzam, bo dałem sobie za cel pocieszenie jej, jak tylko się da. Nie zwróciła uwagi na moje wejście. Usiadłem na skraju mebla i przyjrzałem się jej. Czułem, że była nieobecna.
- Saeron. – Na te słowo klapnęła książkę i spojrzała na mnie. – Wiem już chyba o co chodzi.
- Skąd? – Zapytała zaskoczona.
- Zadzwoniłem do tego kretyna. Nie wiem, jak on mógł. Przepraszam, że kiedykolwiek pomagałem mu. Powinienem był cię przed nim ochronić.
- Nic byś nie poradził. Pewnie sama i tak bym tak się w to wplątała. Jestem pechowym człowiekiem. Wybieram tych złych facetów, a potem dzieje się to co się dzieje. Sama sobie jestem winna. – Mówiła to spokojnie.
- Dzisiaj cię usprawiedliwiłem w pracy, ale nie możesz tu codziennie zostawać. Musisz wrócić do życia.
- Wiem. Od jutra już idę. Potrzebowałam ochłonąć i wszystko przemyśleć. Nie mogę przez niego się przecież załamać. Gorsze sytuację przeszłam. – Dodała z wymuszonym uśmiechem.
           Wiedziałem, że będzie ją to bolało jeszcze długo. Postanowiłem być dla niej oparciem. W końcu uważałem ją za siostrzyczkę.

*Jira*

           Siedziałam samotnie w pokoju zajadając popcorn i oglądając dramę. Oczywiście grał w niej nie kto inny, jak sam Sungyeol. Od kilku dni tylko oglądałam z nim różne filmiki, programy i potem postanowiłam spróbować z tą dramą. Mama martwiła się, że przestałam wychodzić do ludzi. Bałam się, że na każdym kroku go spotkam. Chciałam go unikać. Niestety nie potrafiłam przestać o nim myśleć, a na Internecie znajdowałam co raz ciekawsze rzeczy z nim związane. Nie wiedziałam, jak się z niego wyleczyć.
           Olałam czyjeś pukanie do drzwi mojego pokoju z nadzieją, że owa osoba da mi spokój. Byłam pewna, że będzie to znowu zmartwiona mama, lub Dan. Co chwile pytali co mi jest, a sama nie potrafiłam na to odpowiedzieć.
- Mogę wejść? – Usłyszałam stłumiony głos Sungyeola, a gdy uświadomiłam sobie, że nie pochodzi on z telewizora, osłupiałam.
- Proszę. – Jęknęłam wręcz.
           Nie wiedziałam dlaczego go wpuściłam. Powinnam była wyrzucić go z tego mieszkania i mojego serca raz na zawsze. A jednak powiedziałam tylko ciche „proszę”.
           Drzwi oczywiście się otworzyły i wyłonił się zza nich sam zainteresowany. Byłam w pewnym stopniu przerażona, a z drugiej strony ciekawiło mnie czego on jeszcze ode mnie chciał. Miałam nadzieję, że nie zamierzał mnie kolejny raz przepraszać w nietaktowny sposób.
- Przeszkadzam? – Zapytał niepewnie.
           Gapiłam się na niego bez słowa. On spojrzał w ekran telewizora i zaśmiał się na widok tego co oglądałam. Momentalnie dostałam wypieków na twarzy i zaczęłam nerwowo szukać pilota, by wyłączyć to co mnie pogrążało w tej chwili. Niestety jak to w stresie bywa, nie potrafiłam znaleźć szukanego przedmiotu. I wtedy on podszedł i nacisnął guzik skrzyni, którą pragnęłam wyłączyć.
- To chciałaś zrobić?
           Pokiwałam twierdząco głową przyciągając moje kolana pod podbródek. On natomiast usiadł obok mnie i dopiero zauważyłam, że coś miał cały czas w ręce.
- Proszę. – Powiedział, wręczając mi bombonierkę z czekoladkami.
           Moje oczy zabłysły. Byłam uzależniona od wszelkiej czekolady, więc w domu była przede mną zawsze ukrywana przez moją mamę, bo ta bała się o moje zęby, tak więc, byłam przeszczęśliwa, jak dostawałam takową w prezencie.
- Nawet nie wiesz, jak teraz bardzo się raduje. – Stwierdziłam, wcale nie myśląc co mówię.
- Czyli to znaczy, że mi wybaczysz? – Rzekł z wielkim uśmiechem.
- Co mam ci wybaczyć tym razem? – Oburzyłam się, bo w końcu naprawdę wierzył, że tak łatwo mu pójdzie?
- To, że zachowywałem się jak idota, a potem cię zraniłem zamiast przeprosić. A na końcu, że chyba coś do ciebie zacząłem czuć.
           Na to ostatnie zdanie oniemiałam. On coś poczuł do mnie? Czy ja się przesłyszałam? Czyli ten ostatni pocałunek, nie był bezinteresowny? Nie wiedziałam co o tym myśleć i czy w ogóle mogę mu wierzyć. Byłam zmieszana tą sytuacją. Nie tego się spodziewałam. Miałam go wybić sobie z głowy, a on funduje mi taki obrót akcji.
- Mówisz serio? – Wreszcie odważyłam się odezwać.
- T.. Tak. – Wyjąkał.
           Byłam zaskoczona. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Moje serce znowu zaczęło wybijać bardzo szybki rytm. Nie potrafiłam skupić na niczym moich myśli. On jeszcze się do mnie przybliżył. Na tyle blisko, że wpatrywałam się głęboko w jego piękne oczy. Nasze usta dzielił centymetr. Oddechy powoli się zmieszały. Nie wytrzymując, to tym razem ja wtopiłam się w jego usta. Nasz pocałunek trwał długo i był bardzo namiętny. Tym razem jednak czułam pełno emocji, które nasz przepełniały. Mogłam stwierdzić, że to był pierwszy tak wspaniały mój pocałunek w życiu.

*Woohyun*

           Zapukałem do drzwi mieszkania dziewczyn. Otworzyła mi Riyeon uśmiechając się na mój widok. Cieszyłem się, że akceptowała mnie jako chłopaka przyjaciółki. Zawsze mogła uważać, że jestem nie odpowiedni dla jakże delikatnej Jimin. Oczywiście ta siedziała już niecierpliwie w kuchni, oczekując mnie. Jak tylko mnie ujrzała w progu, podbiegła i przytuliła mnie czule.
           Byłem szczęściarzem, że trafiłem na tak wspaniałą dziewczynę. Ona według mnie nie miała wad. Jej nieśmiałość była urocza, a na dodatek, okazało się, że byłem jej pierwszym prawdziwym chłopakiem, co przepełniało mnie dumą. Wiedziałem też, że muszę traktować ją wyjątkowo, bo była niepowtarzalna.
           Wręczyłem jej kwiaty, które dla niej zebrałem w naszym ogrodzie. Nie wiem skąd tyle pięknych się tam znalazło, skoro nikt tego na co dzień nie pielęgnował, ale stwierdziłem, że idealnie odzwierciedlają urodę mojej Jimin.
- Nie wiesz może co stało się z Sunggyu i Saeron? – Zapytała mnie nagle Riyeon, wyrywając z doliny marzeń.
- Ah. Nie mam pojęcia. Skąd to pytanie?
- Saeron nie poszła do pracy dzisiaj, siedzi prawie cały czas w pokoju, od woczrajszego poworotu Oczywiście on ją odprowadzał. Jeżeli dobrze widziałam miała łzy w oczach. Mi nic nie powie. Od jakiegoś czasu rozmawiają z Jiminem.

           Zamurowało mnie. Ewidentnie musiało dojść do jakiś zgrzytów między nią, a Sunggyu. Byłem zdruzgotany. Obawiałem się, że wpływ na to miało pojawienie się jego byłej dziewczyny i błagałem los, żeby nie oto chodziło. Nie chciałem, by biedaczka przez niego teraz cierpiała. Chciałem się czegoś dowiedzieć, ale bałem się jej narzucać. Nie miałem pojęcia, czy powinienem ja także z nią porozmawiać, bo w końcu nie wiedziałem, czy nadal mi ufała. Byłem jednak pewien, że z Sunggyu poważnie porozmawiam, jak wrócę. Postanowiłem, że jeżeli choć trochę skrzywdził biedną, to będzie miał niezły problem.