sobota, 24 września 2016

Małe nieporozumienie: Rozdział 23

Witajcie moi kochani czytelnicy. Jak zwykle nie mogłam się doczekać soboty, bo bardzo chciałam już poznać opinię na temat tego rozdziału. Niby mogłabym opublikować to wcześniej, ale nie chcę wrócić znowu do momentu, że będę musiała pisać na szybko rozdziały. Tak jest lepiej. :) Pozdrawiam was i dziękuję, że to wszystko czytacie. :D


Małe nieporozumienie
Rozdział 23




*Saeron*


        Byłam troszkę podłamana od kilu dni. Miałam dość wszystkiego. W pracy i przy znajomych udawałam, że wszystko ze mną w porządku i uśmiechałam się ile mogłam, by nikt nie nabrał podejrzeń. Niestety nie było tak łatwo, jak myślałam, że będzie. Otóż miałam nadzieję, że potrzebuje czasu na dojście do siebie i wszystko będzie dobrze, bo przecież przechodziłam przez gorsze chwile sama, a teraz miałam przyjaciół. Było całkowicie inaczej. Z dnia na dzień czułam coraz większą pustkę. Nie miałam pojęcia co u Sunggyu, bo nikt o nim nie chciał przy mnie mówić, a ja bałam się pytać. Miałam czasami nieodpartą ochotę do niego pójść, by chociaż go przytulić i powiedzieć, że nic się nie stało. Bo co się stało? Czy deklarował mi miłość? Nie. Czy powiedział, że chce się ze mną przespać, bo mnie kocha? Nie. Po przemyśleniu tego wszystkiego zrozumiałam, że może być teraz zagubiony, a jeszcze ta dziewczyna. Nie wydawało mi się, by mógł z nią jeszcze długo być. Może kiedyś była inna i Ameryka ją zmieniła. Nie miałam pojęcia, ale wydawała się mi czystą żmiją na pierwszy rzut oka, a wątpię by Sunggyu tego nie zauważył wkrótce.
        Pocieszałam się siedząc w moim pokoju. Prawie codziennie przychodził do mnie popołudniu Myungsoo, bym się nie nudziła. To było nawet miłe z jego strony. Chociaż, można by rzec, że chyba coś sobie ubzdurał. Czasami aż nadto przytulał mnie na pożegnanie i przywitanie. Tego dnia także się zjawił. Zapukał, a ja zaprosiłam go do środka będąc tyłem do drzwi. Poczułam jak mnie obejmuje, przez co jego ramiona miałam wokół mojej szyi. Poczułam ciepło, które mnie ogarnęło, bo wyobraziłam sobie, że to Sunggyu mnie tak przytula.
- Kocham cię Sunggyu. - Wymsknęło mi się. Mogłabym przysiąc, że chciałam to tylko wypowiedzieć w myślach.
        Zostałam obrócona gwałtownie w jego stronę. Przerażony spojrzał mi oczy. Ja także się wystraszyłam, bo czułam, że czekała mnie niemiła rozmowa. Że też nie potrafiłam się ugryźć w ten język.
- Saeron! Jak możesz po tym wszystkim tak mówić?
- Nie chciałam tego powiedzieć na głos. - Powiedziałam to głosem smutnego dziecka.
- Dobrze, że powiedziałaś to na głos, bo teraz wiem, co się z tobą dzieje. Saeron. Ja chcę ci pomóc o nim zapomnieć. Pozwól mi.
        Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Nie wiedziałam co powinnam była odpowiedzieć. Z jednej strony, może i chciałabym zapomnieć i zacząć wszystko na nowo. Z drugiej wiedziałam, że choć starałabym się bardzo nie nawiąże takiej samej nici porozumienia z Myungsoo. Naprawdę był dla mnie tylko przyjacielem, a serce nie sługa. Zrobił jednak coś co mnie zaskoczyło. Zbliżył nasze twarze, przyciągając mnie swoją ręką. Wiedziałam do czego zmierza. Myślałam nad tym by go powstrzymać, lecz nie zdążyłam. Wtopił się w moje usta. Całował mnie prawdopodobnie wylewając z siebie wszelkie uczucia, które pragnął mi przekazać. Pozwoliłam mu na to. Gdy uznałam, że na tyle wystarczy odsunęłam się gwałtownie.
- Myungsoo. Nie rób tego. - Powiedziałam delikatnie, by go nie zranić.
- Ale dlaczego? - Mówił z wyczuwalną desperacją.
- Cokolwiek zrobisz, ja kocham jego, a nie ciebie. Nie da się wymusić uczuć. Przecież wiesz o tym.
- Wiem... - Odrzekł spuszczając wzrok. - Mimo to, nie potrafię się przestać o ciebie starać. Jesteś dla mnie ważna i martwi mnie to, że cierpisz.
- Nie przejmuj się mną. Cierpiałam gorzej i z tego wyszłam. Więc to nie będzie problemem dla mnie. - Próbowałam go uspokoić. Nie chciałam być powodem jego smutku.
- Obiecaj, że nie wrócisz do niego.
        Zatkało mnie na te słowa. Czemu oto poprosił? Przecież jak okazałoby się, że Sunggyu jeszcze mnie zechce, to ja nie zawaham się nawet przez chwilę, by z nim być. Tak bardzo tego pragnę. Ta obietnica była absurdalna.
- Jak możesz oto prosić?! - Oburzyłam się.
- Nie zniosę tego, że po tym, jak cię potraktował, będziesz chciała z nim nadal być, a mi nie dałaś cienia szansy, po tym jak się staram.
        Trochę mnie to zdenerwowało. To było egoistyczne podejście. Żal mi było przyjaźni, która się między nami zbudowała ostatnio, ale nie mogłam znieść tego co mówił. Dlatego wybuchłam.
- Nie obiecam ci niczego! Ja marzę o tym, by chciał mnie jeszcze. Nie mogłabym go odrzucić. Choć wątpię, że się do mnie jeszcze zwróci, to pragnę tego. A skoro nie potrafisz tego zaakceptować, to nic tu po tobie. - Powiedziałam to z wielkim żalem na sercu.
- Rozumiem. Wrócę może jak to przemyślisz. Zastanów się, czy powinnaś tak bardzo go bronić. Bo ja sądzę, że idealizujesz go.
- Źle mnie zrozumiałeś. Jestem świadoma, że popełnił błąd. Mam mu za złe to co zrobił, lecz wybaczam mu, bo potrafię się domyślić, jak się czuję.
        Po tych słowach Myungsoo wyszedł bez słowa. A ja nie wiedzieć czemu wybuchłam głośnym płaczem. Po prostu zabolało mnie to wszystko co się wydarzyło w tamtym momencie. Nie miałam pojęcia jak inaczej mogłabym odreagować.


*Hoya*


        Od kilku dni spotykałem się wieczorami z Woomin. Była cudowna. Taniec to rzeczywiście była jej wielka pasja. Podziwiałem to, że mimo iż rodzice byli tak przeciwni temu wszystkiemu, nie straciła zapału. Nie czułem się jak jej nauczyciel, kiedy tańczyliśmy na sali. Bardziej jak partner, bo szło jej znakomicie. Najlepsze było to, że jej rodzice nic nie podejrzewali, bo cały czas im wmawiała, że jestem jej chłopakiem. Zabawna sytuacja. No może była zabawna, do pewnego momentu.
        Tego dnia była sobota. Nim przyszła jakaś zestresowana na spotkanie, które ze względu na jej wolne w szkole mogło odbyć się wcześnie przed południem. Myślałem początkowo, że od razu mi powie co się stało. Jednak ona milczała. Coś mi się zdawało, że nie wiedziała jak mi przekazać swoją nowinę. Stwierdziłem, że muszę przejąć inicjatywę w momencie, kiedy upadła podczas tańca i prawie skręciła nogę. Podbiegłem do niej sprawdzić, czy nic rzeczywiście się nie stało, lecz na szczęście wszystko wyglądało w porządku. Odetchnąłem z ulgą i usiedliśmy oboje na podłodze, opierając się o lustro.
- Co się z tobą dziś dzieje? - Zapytałem najdelikatniej jak potrafiłem, by jej nie speszyć. - Coś chcesz mi powiedzieć?
- S.. Skąd wiesz? - Wydukała przestraszona.
- Przecież widać na wylot, że coś cię trapi. Stresujesz się strasznie. Ja nie gryzę. Powiedz o co chodzi. - Posłałem jej serdeczny uśmiech, by ją przekonać.
- Pamiętasz co powiedziałam rodzicom, aby tu przychodzić?
- Owszem... - Odpowiedziałem niepewnie.
- Bo oni stwierdzili, że skoro sobota, to powinnam cię przyprowadzić, jak się tobą nacieszę, bo chcą cię poznać. - Powiedziała na jednym wydechu.
        Ja się przeraziłem. Mogłem się domyślić, że jak każde kłamstwo i to będzie miało krótkie nogi. Trzeba było coś wymyślić. Nie chciałem zaniechać tych spotkań. W końcu bardzo dobrze się przy niej bawiłem. Znalazłem tylko jedno wyjście, ale ona uprzedziła mnie ze swoim pomysłem.
- Może powiem, że się dziś pokłóciliśmy? Pogodzimy się w poniedziałek to w tygodniu nie będą chcieli cię zobaczyć i...
- I pomyślą, że zmyślasz i ja nie istnieje. - Przerwałem. - Mamy ich utwierdzić w przekonaniu, że jesteśmy razem? To to zrobimy. Będziemy udawać przed nimi parę.
        Spojrzała na mnie szerokimi oczami. Na jej twarzy pojawiły się rumieńce, lecz nie spuściła wzorku tak, jak robią to inne zawstydzone dziewczyny. To ja go odwróciłem, bo jej spojrzenie zaczęło mnie krępować.
- Nie gap się tak, bo wyglądasz jak kosmitka. - Nie wiedziałem co mówię, bo przecież zauważyłem, że wyglądała prześlicznie.
- Przepraszam. - Wyszeptała odwracając się, mimo to dało się zauważyć, że na jej ustach pojawił się uśmiech. - Tylko co zrobimy jak zapytają, jak się poznaliśmy, co ci się we mnie podoba...
- Wymyślimy teraz wspólne wersje wydarzeń. Nie przejmuj się. To się uda. - Znowu uniosłem kąciki ust, by dodać jej otuchy.
        Bardzo chciałem ją wesprzeć. Zależało mi na jej szczęściu, choć nie rozumiałem czemu. Wszystko zaczynało dla mnie być jedną wielką zagadką do rozwiązania.


*Jimin*


        Stałem za ladą robiąc jeden z zamówionych koktajli. Nawet nie zauważyłem, że ktoś przy niej stoi i mnie wyczekuje. Byłem strasznie zamyślony. Otóż, to nie ja miałem tego dnia być w pracy. W soboty raz pracowała Saeron, raz ja i to była jej kolej. Ale znowu przepłakała całą noc i nie miałem serca tak jej puścić do pracy. Podpuchnięte i zaspane oczy nie wyglądały za dobrze. Niestety nie miałem czasu ją spytać o co chodzi i przez to martwiłem się strasznie.
- Jimin! Ocknij się. – Usłyszałem znajomy mi męski głos przede mną i aż się zakłopotałem, że wcześniej nie zwróciłem uwagi na Dana.
        Stał przede mną z wielkim uśmiechem na ustach. Zawsze był taki promienny? Bo jeszcze nie było dnia, żeby się nie szczerzył. Jeżeli dobrze myślałem, to było czego mu pozazdrościć. Żadnych zmartwień.
- Czemu jesteś tu ty? – Zapytał z zdziwioną miną. – Miała być Saeron.
- Nie przespała nocy. – Powiedziałem prosto z mostu, bo i tak pewnie by się dowiedział. – Płakała. Nie mogłem jej pozwolić tu przyjść.
- Znowu? – Odparł z udawaną smutną minką. Wiem, że się o nią martwił, ale jego mimika twarzy nadal była zabawna.
- Niestety. – Burknąłem. – Nie wiem co się dzieje.
- To poczekam w takim razie na ciebie i pójdę do was razem z tobą. Może z nią pogadam? – Zaproponował.
        Chciałem sam z nią porozmawiać po powrocie z pracy. Wiedziałem jednak, że to jej przyjaciel, któremu ufa. Nie zamierzałem się z nim oto bić. W końcu on może znał ją troszkę lepiej? Nie miałem pojęcia jak długo się nie widzieli, lecz czasami miałem wrażenie, że znają się na wylot.
- Tak zróbmy. – Pokiwałem głowa.
        Nagle ten chwycił mnie za rękę i spojrzał mi w oczy. Przeraziłem się i chciałem ją odciągnąć, ale nie potrafiłem. Zamurowało mnie i ciężko było mi wyjaśnić sobie moje zachowanie.
- Nie przejmuj się nią tak. – Zaczął. – Sprawimy, że jeszcze będzie codziennie uśmiechnięta. W końcu od czego ma nas?
        Te „nas” jakoś tak dziwnie mi zabrzmiało. Nie wiedziałem czemu zaczął mi przeszkadzać jego wzrok. Wcześniej nie miałem z nim problemu. Tak samo to trzymanie za rękę mnie krępowało. Otrząsnąłem się szybko z moich dziwnych myśli. Spojrzałem na Dana odważniej, tylko znowu po ujrzeniu jego oczu zmiękłem i odwróciłem wzrok.
- Masz rację. – Uśmiechnąłem się trochę nerwowo. – Na pewno przy nas się rozweseli.
        Po tych słowach wyrwałem się mu wreszcie i przystąpiłem do robienia koktajli na które otrzymałem od kelnerki zamówienia. Dan na szczęście usiadł przy stoliku, by poczekać, bo jego gapienie mogło źle się skończyć. Tylko co ja miałem na myśli? Sam nie wiedziałem co się ze mną działo.


*Hoya*


        Pod wieczór zdecydowaliśmy pójść wreszcie do rodziców Woomin. Mieliśmy opracowane wszystko i nic nie mogło pójść źle. Musieliśmy tylko wyglądać na szczęśliwą parkę. No właśnie. Co do tego był mały problem. Nim najpierw stwierdziła, że nie chwyci mnie za rękę, potem uważała, że na pewno nie da mi ani razu buziaka w policzek. Dobrze wiedziała, że bez tego możemy wyglądać dziwnie. Prosiłem ją, by to przećwiczyła, póki jeszcze nie byliśmy u niej w domu. Ona była zestresowana. Nie wiedziałem jak ją uspokoić.
        Wyszła po długim czasie z szatni, przed którą na nią czekałem. Włosy spięte w nieregularny koczek, za duży sweter. Dodawało jej to wspaniałego uroku i wydawała się przez to bardzo słodka. Uśmiechnąłem się na jej widok.
- Coś nie tak? – Zapytała przerażona.
- Po prostu podoba mi się to jak wyglądasz. – Kiedy uświadomiłem sobie, jak to zabrzmiało, miałem ochotę ugryźć się w język.
- Przestań ze mnie drwić. – Na te słowa oberwałem za długim rękawem.
        Wybuchłem śmiechem na jej reakcję i widać było, że ją to zdezorientowało. Patrzyła na mnie pytająco. A ja tylko się uspokoiłem, wyprostowałem i wskazałem jej wyjście, byśmy wreszcie ruszyli.
***


        W przedpokoju ich domu zrobiło się niezręcznie. Jej rodzice wpatrywali się w nas. Ona wreszcie raczyła mnie chwycić za rękę i tak trochę się przy tym za mnie chowała. Wyciągnąłem przeciwną, czyli moją prawą dłoń i skierowałem w stronę jej rodziców. Patrzyli na nią jak na coś dziwnego.
- Jestem Lee Howon. – Odrzekłem mimo, że nikt jej nie chwycił i nadal się na mnie tylko gapili.
- Jak tyś go uprowadziła? – Zapytała rodzicielka mojej znajomej.
- Jak to?  - Woomin nie miała najwidoczniej pojęcia o co im chodziło, a ja tym bardziej.
- Przecież ja go widuję w telewizji w programach muzycznych. I jest na twoim plakacie z tym dziwnie nazwanym zespołem. – Dodała kobieta.
        Trochę dziwnie się poczułem, że jej matka wiedziała kim jestem. Tego nie planowaliśmy i nie przemyśleliśmy. Prawie zapomniałem przy Woomin, że jestem gwiazdą i powinienem był uważać. To była wyłącznie moja wina.  
- Mamo, ja go po prostu spotkałam na mieście, poznaliśmy się bliżej i tak jakoś wyszło. – Zaczęła mówić speszona Nim, tylko że odbiegała od naszego scenariusz, choć pewnie przez to, że jej rodzice mnie zdemaskowali.
- Mam nadzieję, że opowiedziałeś jej jak trudna jest kariera idola. – Powiedział poważnie jej ojciec. – Ona kiedyś sobie ubzdurała, że lubi tańczyć i pójdzie na przesłuchanie do wytwórni. Zero rozsądku. – Prychnął, a we mnie zaczęło się gotować.
        Nie dość, że potraktowali mnie niegrzecznie, bo olali moje przywitanie. Nie wpuszczali mnie także do środka i sterczeliśmy w tym głupim przedpokoju. To jeszcze obrażali taniec i biedną Woomin. Ścisnąłem pięść w ręce, którą ona trzymała. Poczułem, że chyba chcąc mnie uspokoić zaczęła mi ją masować. Rozluźniło mnie to trochę. Podziałało jak jakiś lek na uspokojenie, lecz zdecydowanie szybciej. Zebrałem za to w sobie odwagę.
- Państwo nie doceniają swojej córki najwidoczniej. – Stwierdziłem. – Ona jest bardzo utalentowana i widzę to moim doświadczonym okiem.
- Doświadczonym? Nie rozśmieszaj mnie chłopcze. Ty jesteś tylko marionetką w rękach wytwórni. Tańczysz i śpiewasz to co oni ci zagrają.
        Proszę… Zaczął i ze mnie drwić. Już i tak miałem u nich przechlapane, więc zdecydowałem się iść na całego. Nie mogłem pozwolić na takie traktowanie mnie, a już tym bardziej ich córki.
- Rozumiem. A jako kto pan pracuje? – Zapytałem.
- Bankier.  – Odpowiedział niepewnie.
- I nikogo nad panem nie ma? Nie wykonuje pan niczyich rozkazów? Nie jest pan niczyją marionetką? W to wątpię. Wytyka pan innym, że się podporządkowują, a sam nie jest pan niezależny.
- Jak śmiesz tak do mnie mówić? – Oburzył się, a ja czułem ciągnięcie za rękę przez Woomin, co wcale mnie nie powstrzymywało.
- Widzę, że prawda w oczy kole. Proszę pana. Może jestem ich marionetkę, ale ja wkładam całą swoją duszę w taniec, śpiew i rap. To nie jest tak, że robimy wszystko co nam każą. Mamy także możliwość własnej ingerencji, tym bardziej, że już doceniani jesteśmy po tylu latach w tej branży. Każda nagroda, każdy uśmiech naszych fanów jest dowodem, że wykonujemy dobrze swoją pracę. Ja jestem dumny z tego co robię i każdemu kto ma choć trochę pasji i waha się nad zostaniem idolem mówię zrób to. Bo w końcu choć bywają ciężkie chwile, jak w każdej pracy, to warto zaryzykować. Jeżeli jest to czyjeś marzenie, to pozwala się spełnić i ukazać swoje wnętrze innym.
        Zaniemówili. Ucieszyła mnie taka sytuacja, więc kontynuowałem.
- Tak więc… Nie powiem jej, że to zła droga. Wręcz przeciwnie. Wesprę ją w każdej decyzji. I państwu od razu mówię, że nie rozdzielicie nas łatwo. – Za bardzo chyba się wczułem w rolę jej chłopaka.
- A co z twoją karierą? – Zapytała znowu matka. – Nie koliduje z byciem w związku.
        Wtedy troszkę się zmieszałem. Nie mieliśmy już w kontrakcie żadnych zakazów co do tego, niestety wiadome było, że tu nie tylko chodziło. Fanki… Mogłyby nie dać żyć biednej Woomin. Ale ja nie byłem jej prawdziwym chłopakiem więc dodałem tylko.
- Nie będę stawiał kariery ponad Woomin i spokojnie. Mogę się umawiać. Obiecuję, że nie stanie jej się krzywda przy mnie.
        Powiedziałem to dumny z siebie. Oni tylko na to pokiwali i spojrzeli ku sobie.
- I tak nic nie możemy zrobić, jak chcecie wejdźcie do pokoju, tam podam wam kolację. – Podsumował wszystko kobieta.
        Poddali się najwidoczniej i mnie zaakceptowali. Tylko co ja zrobię, jak wrócę do Seulu? I co wtedy im powie Woomin? Nie mogłem tego tak zostawić. Stwierdziłem jednak, że nie pora na takie zmartwienia i trzeba było nacieszyć się triumfem. Mógł nie trwać długo.



wtorek, 20 września 2016

Kiedy dorosnę: Rozdział 32

Tadam. Troszkę nie mogłam się doczekać, kiedy udostępnię ten rozdział. Jestem ciekawa waszej reakcji na coś. ;D A więc zapraszam do czytania i czekam na opinię. :D

Kiedy dorosnę?
Rozdział 32


*Taerin*

Niedzielne poranki zazwyczaj były czasem wypoczynku, lecz nie ten. Byłam podekscytowana strasznie tym dniem, od kiedy usłyszałam o nim od Minhyuka. Miałam nie tylko spędzić z nim czas, ale także z jego przyjaciółmi i moją kochaną siostrą. To sprawiało, że biegałam jak szalona z kąta w kąt, by jak najszybciej być gotowa. Co prawda nie miało to przyspieszyć godziny umówionego spotkania.
Już po piętnastu minutach byłam gotowa, a zostało mi ich jeszcze trzydzieści do wyjścia. Myślałam, że umrę do tego czasu z nudów. Na dodatek mama spała po nocnej zmianie i nie miałam jak z nią porozmawiać. Usiadłam na kanapie w salonie i włączyłam telewizję. Nie potrafiłam znaleźć czegoś ciekawego na żadnym kanale, dopóki nie zauważałam, że na jednym z nich była uśmiechnięta twarz Hyuka. Idealnie, wywiad z Astro. Zatrzymałam się więc i zaczęłam oglądać. Pośmiałam się z radosnych odpowiedzi mojego misiaczka. On naprawdę dobrze wyglądał na ekranie, ale nie mogło się to równać z oglądaniem go na żywo. Dzięki temu show, czas minął mi zdecydowanie szybciej. Wybiegłam o odpowiedniej godzinie w pośpiechu z mieszkania.
Mieliśmy się wszyscy spotkać na miejscu, a ja miałam najbliżej na basen. Poszłam więc piechotką. Nie zajęło mi to dużo czasu i już byłam w odpowiednim budynku. Przy kasie ujrzałam już moją kochaną Borę razem z chłopakami. Może też nie mogli już się doczekać i zjawili się wcześniej. Podeszłam uściskać się z siostrą, oraz przywitać znajomych, na końcu zostawiając Minhyuka, który nie omieszkał dać mi buziaka w policzek przy wszystkich, czym mnie zawstydził.
Czekaliśmy jeszcze chwilę na dwie inne dziewczyny. Niejaka Jihyun, która przedstawiona nam została jako przyjaciółka Jinwoo i Moonbina, oraz Seorin, dziewczyna Sanhy. Tego co prawda maknae nie powiedział, lecz było po nich od razu widać. Mogliśmy wkrótce wejść do środka. Po przejściu przez wszystkie odpowiednie czynności, typu przebranie się, zimny prysznic i tym podobne, wychodziliśmy po kolei na teren basenów. Nie było tam wiele atrakcji, bo zaledwie kilka jacuzzi, duży i mniejszy basen, oraz zjeżdżalnie. Najważniejsze według mnie jednak były osoby z którymi mieliśmy spędzić ten czas.
Po rozkręceniu się ukradkiem zerkałam na moją siostrę, u której zauważyłam lekką krępację. Wtedy uświadomiłam sobie w jakiej jest sytuacji. Była w stroju kąpielowym wśród tylu młodszych chłopaków. Ale to nie oto chodziło. Bała się wejść do wody. Nie potrafiła bowiem pływać, a chłopacy już poszli na tą najgłębszą wodę. Oznajmiłam Minhyukowi na ucho jak wygląda sytuacja. Podpłynęliśmy więc do niej.
- Chodź z nami. - Zachęciłam ją delikatnie, na co ona lekko pokiwała głową.
Momentami, to ja czułam się tą starszą. Wtedy zauważył nas Dongmin, który jak się okazało dopiero wyszedł z szatni i podbiegł do nas. Wyglądał na przejętego.
- Coś nie tak zapytał? - Widać było, jak słodko się martwił o Borę.
Musiało to troszkę wyglądać dziwnie, bo wprowadzałam ją do basenu. Może pomyślał, że się poślizgnęła czy coś. Nie miałam pojęcia co siedziało w jego głowie, lecz czułam, że za chwilkę będę mogła oddać mu pod opiekę moją siostrzyczkę.
- Nic. - Wydukała. - Ja po prostu się stresuję, bo nie umiem pływać.
- W takim razie nauczę cię. - Stwierdził uśmiechając się uroczo w jej stronę.
Uznałam, że zostawię ich samych i wróciłam do Minhyuka.
***
Siedziałam właśnie w jacuzzi z Hyukiem, gdy usłyszeliśmy jakieś krzyki. Oczywiście tak charakterystyczny głos był od razu do rozpoznania. Myungjun krzyczał coś desperacko. Podbiegliśmy w tamtą stronę, bo nie widzieliśmy nic przez dzielącą nas ściankę z tamtym miejscem. Ujrzeliśmy zebranych naszych znajomych w kółeczku przy sportowym basenie. Przecisnęłam się, by dowiedzieć co się stało. Ku mojemu zaskoczeniu na podłodze leżała Bora i pan ratownik udzielał jej pierwszej pomocy.

*Yooil*

- Kolacja przy świecach w drogiej restauracji... Przereklamowane. Wieczór filmowy? Za proste. Skok na bangee... Chyba prędzej skoczę z mostu niż to się nada.  - Mówiłem do siebie od dłuższego czasu.
Na szczęście byłem sam, bo jakby ktoś mnie usłyszał, mógłby rzec, że coś ze mną nie tak. Miałem przed sobą kartkę z zapisanymi pomysłami i każdy po kolei wykreślałem. Dumałem nad tym, jak być oryginalnym, jednocześnie nie przesądzając, bądź nie wymyślając niczego tandetnego. Niby byłem romantykiem, a najprostsza i zarazem najważniejsza sprawa przychodziła mi z takim trudem.
Popatrzyłem chwilę na unoszący się balon pod sufitem. Zacząłem się zastanawiać, po co Taehwan przywlókł go do dormu. Czasami miał jakieś dziecinne zagrania. Wstałem i podszedłem do niego i próbowałem chwycić za sznurek, by go ściągnąć, lecz było to ciężkie zadanie, bo ten miał zbyt krótki sznurek, bym z łatwością sięgnął i wtedy.. Olśniło mnie. Szybko wróciłem na fotel w którym siedziałem, olewając balon i zacząłem bazgrać na kartce to co przyszło mi do głowy, a potem przeszukałem mój notatnik w celu znalezienia jego ważnego numeru. Miałem tylko nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli.
***


Jechaliśmy polnymi drogami, co było rzadkością dla nas i dlatego obserwowaliśmy uważnie to, co widniało za oknem. Widziałem na twarzy Seulgi zachwyt, co mnie niezmiernie cieszyło. Pragnąłem, by ten dzień był wyjątkowy. Chciałem, by zapamiętała go do końca życia. Naszego wspólnego życia.
- Gdzie my tak w ogóle jedziemy? Powiesz mi wreszcie? - Zapytała, wyrywając mnie z marzeń.
- W góry. - Odpowiedziałem krótko.
Spojrzała na mnie zaskoczona. Patrzyła jeszcze jakiś czas, jakby oczekując wyjaśnień. Nie rozumiałem powodu jej reakcji.
- W góry? Patrz jak ja się ubrałam. Powiedziałeś, że to wyjątkowa niedziela. Zrozumiałam, że mam się wystroić.
Zaśmiałem się głośno. Ona to miała problemy.
- Spokojnie. Mam twoje buty sportowe i dres, który Gongmyung wyprał, myśląc, że jest mój. Czy ja wyglądam na nosiciela różowych dresów?
- Wszystko zaplanowałeś. -Odparła z żartobliwym wyrzutem.
- Owszem. - Dodałem z uśmiechem.
- Makijaż też mam nadzieję, że zmyjesz. - Fuknąłem.
- Czemu? Rozmazało się? -Przestraszyła się.
- Nie. Ale ile razy mam ci powtarzać, że wolę cię naturalną?
- Myślałam, że idziemy do ludzi.
- Mogą tam być ludzie, to nie zmienia faktu, że w wyjątkowe dni, nie chcę widzieć zakrywającej cię tapety. - Oznajmiłem szczerze.
- Już dobrze. Choć chciałabym wiedzieć, co to za wyjątkowy dzień. - Mówiła wyjmując z torebki jakieś waciki i lusterko.
Musiałem się powstrzymać, by nie wygadać za dużo. Dlatego też puściłem głośno muzykę i zacząłem śpiewać. Ona śmiała się ze mnie, lecz potem sama dołączyła. Tak nam minęła reszta drogi. Zleciało bardzo szybko, pewnie przez stres, jaki mi towarzyszył. Wysiedliśmy na leśnym parkingu i zaczęliśmy rozprostowywać kości. Seulgi przebrała się w toalecie, która się tam znajdowała.
- Czyli będziemy się wspinać? - Zapytała, gdy już była gotowa.
- Oczywiście. Pamiętałem, że kochasz góry. - Postanowiłem się pochwalić, że ją zawsze słuchałem.
- Jesteś niesamowity. - Zachwyciła się. - W takim razie ruszajmy. - Była bardzo nakręcona, co mi sprzyjało w dalszym wdrożeniu planu.
Po kilku godzinach chodzenia, było widoczne u niej zmęczenie. Nie przyznawała się. Jak zresztą robił to każdy miłośnik gór. Nigdy  nie należało się poddawać w zdobywaniu szczytu.
- Wyglądasz jakbyś znał tą górę, jak własną kieszeń. - Wtrąciła.
- Bo tak jest. - Rzekłem dumnie. - Znajomi moich rodziców mają tutaj malutki pensjonat i restaurację. Właśnie już ją widać, a to do niej zmierzamy.
- Jesteś niesamowity. Zaciągnąłeś mnie aż tu, by pokazać jakąś malutką restauracje? - Nie wiem, co ją w tym zachwycało, lecz bawiła mnie jej radość.
- Wejdźmy tam. - Podsumowałem wskazując drewniany budynek.
Otworzyłem drzwi i przepuściłem moją księżniczkę przodem. Jakie było jej zaskoczenie, gdy ujrzała latające przy suficie balony w kształcie serca z napisanym jej imieniem. Musiałem przyznać, że państwo Choi postarali się dokładnie odzwierciedlić moje instrukcje podane im przez telefon. Ja pomacałem się po kieszeni, sprawdzając, czy nie zapomniałem o pewnym małym pudełeczku. Potem zerknąłem na moją wybrankę. Zdjęła kopertę z numerem jeden ze sznurka przywiązanego do jednych z balonów. Stres nagle zwiększył się. Moje serce zabiło mocniej. Wziąłem głęboki wdech i podszedłem do niej.

*Bora*

Ten dzień wydawał się bardzo przyjemny. Odwołali nam nagrania tego dnia, więc mogłam odetchnąć z ulgą, że nie będę musiała całować się z Kangjoonem. Zresztą tę scenę zostawili dopiero na koniec, bo stwierdzili, że najpierw nagramy inne rzeczy. Tak mnie to stresowało. A pójście z rana na basen było tym, czego potrzebowałam. Tak dobrze się bawiłam wśród tych wszystkich ludzi.
Poszłam tylko na chwilę do szatni, a wracając zastałam nie wróżącą nic dobrego scenę. Myungjun i Dongmin kłócili się. Bałam się, że to znowu ja jestem powodem. Postanowiłam ich powstrzymać. Podbiegłam w ich stronę, nie przewidując tego, że mokre kafelki są śliskie. Ujechałam na nich i jedyne co potem jeszcze pamiętałam to uderzenie mocno o coś w tył głowy.
***
Obudziłam się w białej sali. Po czasie dotarło do mnie, że leżę w szpitalu. Patrzyłam uważnie na sufit, jakby było na nim coś co dałoby mi odpowiedzieć co mi dolegało. Postanowiłam się podnieść, co było błędem. Poczułam pulsujący ból na tyle mojej głowy. Miałam tam opatrunek, który wyczułam ręką. Położyłam się powoli z powrotem i spojrzałam w bok, gdzie siedziała moja mama i spała. Uśmiechnęłam się lekko na ten widok, bo pewnie musiała być zmęczona. Kiedy spróbowałam obrócić resztę ciała w jej stronę, łóżko zaskrzypiało i się magle ocknęła.
- Bora córeczko! - Krzyknęła. - Tak się bałam.
Widać było jej łzy napływające do oczu. Klęknęła przy moim łóżku i chwyciła moje dłonie w swoje. Poczułam się dzięki temu przyjemnie.
- Ile spałam? - Zapytałam z ciekawości.
- Niedługo. Lekarze powiedzieli, że nic ci nie będzie, ja jednak i Taerin strasznie się martwiłyśmy. Twoja siostra jest w domu ze swoim kolegą. Nie potrafiliśmy jej uspokoić i musieliśmy dać jej coś na sen, a on ją obiecał przypilnować.
Przejęłam się tą informacją. Biedna moja siostrzyczka musiała bardzo się przestraszyć widząc mnie nieprzytomną. Nie wyobrażam sobie, jak ja zachowałabym się w takiej sytuacji.
- Podobno będziesz musiała zostać jeszcze na obserwacji z jeden dzień.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem. Nie czułam się źle. Może jedynie ból głowy był uciążliwy, lecz wiedziałam, że to przejdzie. Nie wiedzieć czemu, miałam ochotę się uśmiechać. Tak jakby wcale nie wydarzyło mi się coś złego.
- Muszę skorzystać kochanie z toalety. Więc za ten czas wpuszczę tu osoby, które uparły się czekać na korytarzu.
Domyślałam się kto mógłby być nimi. Byłam ciekawa, czy miałam rację. Mama opuściła mnie chwilowo, a do środka wszedł Dongmin z Myungjunem. Oczywiście trafiłam w moich przypuszczeniach. Usiedli na krzesełkach ze spuszczonymi głowami, a ja się uśmiechałam na ich widok nie podnosząc się nawet, z obawy na ból.
- Co macie takie smętne miny? - Zażartowałam. - Niezła ze mnie fajtłapa. Czyż nie?
Na te słowa spojrzeli na mnie oboje z szokiem wypisanym na twarzy, co także mnie rozbawiło. Można było od razu zgadnąć, że obwiniali się za całą sytuację.
- Bora... ale.. - Zaczął Myungjun.
- Spokojnie. - Przerwałam mu. - To nie wasza wina, że pobiegłam do was, ani też to, że nie przemyślałam swojego zachowania. Jestem strasznie lekkomyślna i zasłużyłam sobie na konsekwencje.
- Mimo to, my bardzo przepraszamy za tamtą kłótnię.
- Owszem. Za to powinniście. - Zmieniłam ton na poważny. - Nie możecie tego robić. Byliście przyjaciółmi zanim was poznałam. Czyż nie? - Pokiwali głowami. - Więc moim marzeniem jest byście byli nimi nadal. Strasznie się obwiniam, że przeze mnie się kłócicie.
- Nie możesz. To nie... - Wtrącił Dongmin, lecz jemu także nie pozwoliłam dokończyć.
- Moja. Już dawno powinnam była zdecydować, którego z was bardziej lubię. Niestety. To zbyt ciężkie dla mnie zadanie. A potem... - No i sama sobie przerwałam, bo naszła mnie ochota na płacz.
Moje emocje szalały. Radość, smutek przeplatały się, przez co poczułam się bezradnie. Usłyszałam, że Dongmin i MJ coś szeptali do siebie, lecz mój szloch to zagłuszał. Miałam dłońmi zasłonięte oczy, więc nie zauważyłam, że zostałam już z jednym z nich w tym pomieszczeniu. Moje dłonie zostały odciągnięte i bardzo blisko siebie ujrzałam twarz Eunwoo. W jego oczach widziałam przejęcie. Dotknął delikatnie mojego policzka i przetarł moje łzy. Ja momentalnie ode chciałam wylewać ich więcej.
- Proszę cię, nie płacz więcej.
- Ja... - Przyłożył palec do moich ust.
Następnym krokiem jaki wykonał było zbliżenie się jeszcze bardziej swoją twarzą do mojej. Miałam ochotę krzyczeć z emocji, które się we mnie zrodziły w tamtym momencie. Serce przyspieszyło, czułam ciepło na moich policzkach. Jego oczy były głęboko zapatrzone w moje. Kiedy musnął moje usta swoimi nie wtrzymałam i złączyłam je. On pogłębił pocałunek. Miałam ochotę nie przerywać tego, jednak on prędko się ode mnie oderwał.
- Nie powinienem był. Jesteś w szpitalu i pewnie boli cię głowa. - Wyszeptał.
- Nie przejmuj się. Nic mnie w tym momencie nie zabolało. - Uśmiechnęłam się.
Patrzyliśmy jeszcze chwilę tak na siebie. Niestety wkrótce musiał oznajmić mi, że czas na niego. Myungjunowi obiecał, że zajmie mu rozmowa ze mną tylko chwilę, choć nie wiem czym go przekupił, że ten zostawił nas samych bez żadnych głośnych protestów. Z jednej strony było mi smutno, a z drugiej czułam się cudownie po naszym pocałunku. Czyżbym poznała odpowiedzieć na nurtujące mnie pytanie? W końcu Myungjuna ostatnio odciągnęłam od tego kroku, a w stronę Dongmina to ja sama tego pragnęłam.

*Seulgi*

Dech zaparło mi w piersiach, kiedy ujrzałam balony unoszące się w powietrzu, z widniejącym na nich moim imieniem. Może było to nic niezwykłego, aczkolwiek, widać było, że on wszystko sobie zaplanował. A ja na dodatek nie miałam pojęcia dlaczego to zrobił. Zauważyłam w pewnym momencie, że koperty mają napisane numerki. Zrozumiałam, że muszę je otworzyć po kolei. Powoli podeszłam do odnalezionej wzrokiem jedynki i trzęsącą się od emocji ręką otworzyłam ją. W środku była kartka, na której wydrukowany był napis:

"Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? Przeczułem wtedy, jak wyjątkową jesteś osobą. "

Uśmiechnęłam się w duchu, że tak zostałam przez niego doceniona już na pierwszy rzut oka. Ludzie za zwyczaj widzieli we mnie niemiłą osobę. Myśleli, że się wywyższam, bo w końcu jako modelka muszę być pewna siebie. A to wszystko było nieprawdą. Ja byłam całkowicie inna, a on to dostrzegł już na początku? Niecierpliwie zaczęłam szukać drugiej koperty i tę otworzyłam jeszcze szybciej.

"Wszystko się zmieniło odkąd cię poznałem. Nie wiedziałem, że jakaś dziewczyna mogłaby sprawić, bym tak oszalał."

Widać było wiele razy, że nie wiedział co się z nim dzieje. Ja sama jednak nie byłam lepsza. Zachowywałam się na początku, jakby wstąpiła we mnie zupełnie inna osoba. To było dziwne uczucie, lecz wreszcie dzięki temu poczułam coś wspaniałego, czego mi brakowało w życiu. Oczywiście znalazła się i trzecia wiadomość.

"Postanowiłem, że sprawię, by ten dzień był wyjątkowy. Nie jest to nasza miesięcznica od poznania, czy też bycia razem. Ten dzień, dopiero będzie miał nadane wielkie znaczenie, które za chwilę poznasz."

Spojrzałam zaskoczona na tę informację. Nie miałam zielonego pojęcia co on wymyślił. Mimo to moje serce waliło już jak oszalałe.

"Mam wielką prośbę. Bądź zawsze tak piękna, jak jesteś. Bądź zawsze tak kochana i urocza jak jesteś. Bądź zawsze sobą."

To były dla mnie bardzo ważne słowa. Wiele razy przestawałam wierzyć, że jestem odpowiednią osobą. Tyle osób odwróciło się ode mnie, tak wiele, źle odczytywało moje zamiary, a mężczyźni traktowali mnie jak przedmiot. Została mi ostatnia koperta. Więcej w każdym razie nie zauważałam. Niepewnie wzięłam ją do ręki, bo to mogło być coś jeszcze głębszego. Bałam się, że rozpłaczę się. Z trudem się powstrzymywałam.

"Odwróć się."

I tyle? Troszkę się zdziwiłam, że po wprowadzeniu takiego nastroju, nagle było tam tylko takie coś. Wykonałam powoli polecenie i wtedy doznałam szoku. On stał tak blisko mnie. Patrzyłam w jego oczy. Dzieliły nas centymetry. Miałam ochotę się na niego rzucić i pocałować. Miałam zamiar uderzyć go w ramię, za szarpanie moimi emocjami w ten sposób. Zaczął mi się robić niezły mętlik uczuć w głowie. I wtedy stało się więcej. On zaczął się zniżać, ostatecznie klękając przede mną. To sprawiło, że już krople płynu, który trzymał się w moich oczach, zaczęły powoli spływać mi po policzkach. Zasłoniłam ręką buzię, gdyż otworzyłam ją szeroko z tego wszystkiego.
- Moja droga Seulgi. Tak wiele chciałbym ci teraz powiedzieć. - Mówił patrząc z dołu na mnie. - Niestety nie wystarczyłoby mi wtedy czasu na to co tak bardzo pragnę zrobić dzisiejszego dnia. Zbyt wiele słów układa się w mojej głowie. Serce bije jak oszalałe w twoją stronę i już tak bardzo chce wypowiedzieć to co mi leży na nim. Zacznę od najszczerszego wyznania mojego życia. Kocham Cię. - W tym momencie spauzował na sekundę. - Kocham jak szaleniec. Dlatego bardzo pragnę to zrobić.
To co się ze mną w tamtej chwili działo było nie odpisania. Płakałam i miałam ochotę śmiać się z nerwów. Czekałam niecierpliwie, aż dokończy to co zaczął, a z drugiej strony, chciałam wiecznie się czuć tak jak wtedy.
- Obiecuję, że to pytanie padnie raz, a wszystko będzie zależało od twojej odpowiedzi. - Oznajmił całkowicie poważnie, ale po chwili pojawił się jego przepiękny uśmiech.
Zza pleców wyciągnął w moją stronę dłoń na której trzymał małe, bordowe pudełeczko. Otworzył jego górę i ujrzałam błyszczący przepięknie pierścionek. Zapomniałam jak się oddycha. Byłam niby pewna co miało się wydarzyć, mimo to czułam się strasznie zaskoczona słysząc jego ostatnie słowa.
- Seulgi. Czy ty zechcesz spędzić ze mną resztę życia i wyjdziesz za mnie?
Przez chwilę pomyślałam, że to może jednak sen. Mogłam wcale nigdy nie poznać tego człowieka. To wszystko mogło być tylko wytworem mojej wyobraźni, a ja mogłam się obudzić na drugi dzień i wrócić do szarej codzienności. Nie chciałam oczywiście tego. Postanowiłam się mocno uszczypnąć. Zabolało. I tak nie potrafiłam uwierzyć w realizm tego całego zdarzenia. Byłabym jednak nienormalna, gdybym nie odpowiedziała tego co powinnam.
- Oczywiście głuptasie, że to zrobię. Ja także cię kocham całym sercem! - Wykrzyczałam głośno.

Może i znaliśmy się krótko, lecz oboje byliśmy pewnie tak mocno swoich uczuć, że szkoda było nam zwlekać z czymkolwiek. Tamten dzień jeszcze się nie skończył. Nadal trwał. Spędziłam go do końca z nim i oczywiście był to jeden z tych, których nie zapomni się do końca swojego życia, a wszystko dzięki temu człowiekowi, który odważył się na tak poważny krok w przód.