czwartek, 25 maja 2017

Rok pełen zmian 2: Rozdział 3

Notka na dole, bo tak. :D

Rok pełen zmian 2
Rozdział 3

Kwiecień

        Kolejne dni były bardzo dziwne. Kangjoon w pracy trzymał się tylko mnie. Nadal czułam się jak na studiach, gdzie też rozmawiał jedynie ze mną, uczył się, spędzał przerwy. Chanmi rzadko kiedy się do nas przyłączała, udając wiecznie zajętą swoimi obowiązkami. Denerwowało mnie to trochę. A i jeszcze w kółko mówił o Jayoung. Wszystko mu się z nią kojarzyło i była z nim wszędzie i robili dużo ciekawych rzeczy razem. Irytowałam się tym. Czułam się zraniona, choć nie powinnam. To była moja wina, że z nim nie byłam. Cofnąć czasu nie mogłam i musiałam z tym żyć. Byłam prawie pewna, że to była jego dziewczyna.
        Mimo to jedno nie dawało mi spokoju. Jisoo zaczął częściej po mnie przychodzić. Jak to robił to wrogo mierzyli się wzrokiem, dogryzali sobie. Jakby nadal zazdrość przez nich przemawiała. Ja nic z tego nie rozumiałam. Często Jisoo pytał, czy Kangjoon mnie podrywał w pracy, wtedy z niego kpiłam. Nie mówiłam mu o moich obawach. Bałam się, że jak dowiedziałby się o Jayoung, to pewnie chciałby zastąpić mi Kangjoona. Ja nie byłam ani gotowa na to, ani też tego za bardzo nie chciałam.
        Tego dnia Kangjoon podszedł do mnie, jak zwykle na lunchu. Usiadł i uśmiechał się do telefonu stukając coś w nim. Pewnie odpisywał do Jayoung. Znowu poczułam zazdrość.

Rozmawiaj ze mną! Interesuj się bardziej mną, proszę.

- Może byśmy wyszli dziś gdzieś razem? - Wystrzelił nagle, jak byłam zapatrzona w moją sałatkę i grzebałam w niej widelcem zamiast ją jeść. Na jego słowa uniosłam wzrok i spojrzałam na niego z wytrzeszczem.
- Gdzie? - Zapytałam bez sensu.
- Do jakiejś kawiarni może? - Zaproponował ochoczo. - Musimy sobie opowiedzieć, co się z nami działo przez ten czas. W pracy nie było okazji.
        Zadowoliło mnie to podejście. Miałam wielką nadzieję na to, że dowiem się kim jest Jayoung. Uśmiechnęłam się więc szeroko i przytaknęłam mu. Od razu też napisałam do Jisoo, by po mnie nie przychodził, bo mam plany po pracy. Na szczęście nie zapytał jakie. Bałam się jego reakcji.

***

        Wybraliśmy się do najbliższej kawiarni znalezionej w internecie. Oboje mało znaliśmy okolice, bo ja na przykład, odkąd mieszkałam w tym miejscu nie miałam okazji odwiedzać takich miejsc. Wybraliśmy tam stolik dla dwóch osób i usiedliśmy naprzeciwko siebie. Początkowo nie wiedzieliśmy chyba jak zacząć temat.
- To opowiadaj co u ciebie się działo. - Zaczął on, co nie było mi na rękę, bo wolałam poznać najpierw jego historię. Ale to moja wina, że się szybciej nie odezwałam.
- Mama szybko wyrzuciła mnie z domu, więc podejmowałam się zaraz po studiach wszystkiego co się dało i znalazłam mieszkanko do wynajęcia, oraz zbierałam na wyjazd do Seulu za lepszą pracą. W końcu mi się udało i mam się bardzo dobrze. Z czasem wykupiłam mieszkanie i wprowadziła się do mnie Chanmi jako współlokatorka. Od niedawana wprowadził się do nas Jisoo. Nie chciałam się na to zgadzać, ale psycholog uważa, że dobrze mi to zrobi. - Chciałam to jak najkrócej opowiedzieć, by móc popytać wreszcie o jego historię.
- Psycholog? Masz jakieś problemy? - A no tak ominęłam moją najistotniejszą zmianę, a on to wyłapał.
- Tak. Nie potrafiłam nigdy mówić tego co myślę, czuje się nieakceptowana przez społeczeństwo i rodzinę i przez to miałam wiele problemów i popełniałam błędy, których żałuje.

Milczałam, gdy ty wyznałeś mi uczucia. To bolało najbardziej. A teraz czuję tego konsekwencje.

- Myślisz, że coś się zmieniło? - Dopytywał, wyglądając na zmartwionego.
- Trochę... Pewnie gdyby nie, nie poznałabym Chanmi i nie radziła sobie w pracy z kontaktem z ludźmi, a jest dobrze, choć mogłoby być lepiej, lecz dochodzę do wszystkiego małymi kroczkami.
- Cieszę się. - Musiał być szczery. W końcu jego uśmiech na taki wyglądał. - A z Jisoo dopiero teraz odnowiłaś kontakt, czyż nie? - Wystrzelił nagle.
- T... Tak. - Odparłam niepewnie. Nie wiedziałam po co mu ta informacja.
- To dobrze. I za razem źle. Raduje mnie to, że nie było go przy tobie, kiedy ja odszedłem. Inaczej zbliżylibyście się pewnie do siebie. Z drugiej... Smutne, że przechodziłaś przez wiele sama. Jest mi teraz głupio. - Mówiąc to spuścił wzrok, a ja nie wiedziałam jak zareagować.
- To ja powinnam była wtedy zareagować. - Wydusiłam z siebie to bardzo cichym głosem.
- Byłaś przytłoczona moimi słowami. To normalne. Speszyłaś się i nie wiedziałaś co odpowiedzieć, by mnie nie zranić. - W tym momencie powinnam była przerwać, a ja znowu milczałam. - To ja nie powinienem był uciekać po tym wszystkim i nadal być twoim przyjacielem, którego potrzebowałaś.

Przyjacielem? Czemu to tak boli? Czemu on jest głupi i nie widział, że ja czułam to co on?! Powiedz mu to kobieto!

        Zbierałam się w myślach do powiedzenia tych kilku słów. Uzupełnienia tego, co powinnam była powiedzieć wtedy. Znowu nie potrafiłam wydukać tyle ile trzeba było. Zadzwonił jego telefon i wszystko zaprzepaścił. Za długo... o wiele za długo nadal myślałam.
- Tak? - Słyszałam jak odezwał się do słuchawki. - Nie... Już dobrze. Nie złość się. Idę. - Rzekł spokojnie i rozłączył się, a potem zmienił minę na zakłopotaną. - Będę musiał iść. - Powiedział z wyczuwalnym smutkiem, co  i mnie zmartwiło. W końcu nic nadal o nim nie wiedziałam.
- Nic na to nie poradzimy. - Oznajmiłam, brzmiąc obojętnie. Jednak potrafiłam grać nieźle.
- Nie szedłbym. Po prostu nie uprzedziłem, że nie będzie mnie na obiedzie i jest on gotowy. Jayoung nie podaruje mi jak się nie zjawię. - Mówił to tak, jakby był skazany na nią…

Pewnie tylko tak mi się zdaje, bo chcę by tak było i by nadal coś czuł do mnie. Nie mogę tej dziewczynie go odebrać. Nie zasługuję na niego.

- Leć do niej. - Wymusiłam uśmiech. - Nie powinna długo czekać. - Po tych słowach zaczęłam sama się zbierać.
        Wychodząc postanowiłam się przejść. Szłam bardzo wolno nie zwracając uwagi na otoczenie. Dopóki pewna osoba, jakaś obca kobieta, nie szturchnęła mnie w bok. Przeprosiła pospiesznie i pobiegła dalej. Jak na złość spojrzałam za nią i zobaczyłam jak rzuca się na jakiegoś młodego mężczyznę i go przytula od tyłu. To było cudowne. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Też bym tak chciała zrobić. Musiałam zapomnieć o Kangjoonie, bo to był już zamknięty rozdział. On ułożył sobie życie, a ja cały czas patrzyłam wstecz. Nie mogłam wiecznie żyć w żalu i bólu przez to, że przemilczałam kilka słów tamtego dnia. Trzeba było pójść do przodu.

***

        Tego wieczoru siedziałam w swoim pokoju głowiąc się co napisać w tym głupim pamiętniku. Ostatnio na okrągło nad nim płakałam. Zawiodłam się na sobie i losie, który mnie nie kochał. Udawałam w pracy, że wszystko jest w porządku, by Kangjoon nic nie widział. Ukrywałam przed Chanmi swoje uczucia, by jej nie martwić. A najbardziej bałam się okazywać cokolwiek przed Jisoo. W tym momencie dotarło do mnie, że niepotrzebnie. On mógł mi pomóc, mógł pocieszyć, wesprzeć. Wiedział co czułam. W każdym razie tak podejrzewałam.
- Gdzie się podziewa Chanmi? - Usłyszałam od wychylającego się przez drzwi Jisoo. Przyszedł jak na zawołanie, lecz jak to możliwe, że nie usłyszałam, jak otwarł drzwi?
- Poszła na imprezę z kilkoma dziewczynami z pracy, które ostatnio poznała bliżej. - Odpowiedziałam mu pospiesznie.
- Rozumiem. Myślałem, że trzymacie się tylko we dwie. - Zdziwił się.
- Niekoniecznie. Chanmi stara się poznać każdego w pracy. Czasami nawet za bardzo. - Oznajmiłam śmiejąc się w duchu z jej podejścia.
- To może porobimy coś razem? Nudzi mi się.
        Przytaknęłam mu wstając od biurka i chowając pamiętnik na jedną półeczkę pod nim. Usiedliśmy w salonie i ustaliliśmy, że zrobimy sobie jakieś przekąski i pooglądamy jakieś komedie. To było dla mnie świetne rozwiązanie. Chciałam się rozluźnić. On zaproponował też piwa, bo kupił ostatnio ich kilka. Ja najpierw chciałam odmówić, bo nie pijałam alkoholu, lecz ostatecznie skusiłam się, bo stwierdziłam, że mogłoby mi się to przydać.
        Siedzieliśmy oczywiście na podłodze przed kanapą, oparci o nią plecami. Zawsze tak oglądałam dramy z Chanmi, bo było to zdecydowanie wygodniejsze dla nas niż sam mebel. Pierwsza komedia jaką wybraliśmy była sensacyjna, więc skupiłam się na akcji tak bardzo, że nie zauważyłam, jak wypiłam dwa piwa. Dla mnie to była duża dawka, bo prawie nie pijałam. Przez to też kolejna komedia, która była romantyczną, działała na mnie bardziej emocjonująco niż zwykle. Zawsze to Chanmi, piszczała, płakała, biła mnie i tym podobne w celu wyładowania emocji, ja bywałam niewzruszona. Tym razem podczas sceny pocałunku głównych bohaterów coś we mnie drgnęło i moja dłoń, która wylądowała na tej Jisoo zacisnęła się z emocji. Poczułam jego wzrok na sobie. Odwróciłam się więc i zobaczyłam wypisany u niego szok. Pewnie się tego po mnie nie spodziewał. Czułam jak oblewam się rumieńcami ze wstydu i chciałam spuścić głowę w dół, a ten zatrzymał ją swoją ręką. Trzymał mnie za podbródek i uśmiechnął się do mnie.
- Jednak, aż tak się nie zmieniłaś. Nadal zawstydzasz się w takich momentach. - Stwierdził i przybliżył swoją twarz do mojej, zatrzymując się dopiero jak dzieliły nas już chyba tylko milimetry.
        Nie potrafiłam się powstrzymać od spojrzenia na jego usta. Ta odległość zaczęła mnie irytować. Wiedziałam, że zmierzał do pocałowania mnie, a nie miałam pojęcia czemu się zatrzymał. Chciałam, żeby to zrobił. By mieć pewność, że nadal na mnie tak bardzo działał.
- Myślisz, że zaczniemy się teraz całować. - Przejrzał mnie. - Nie zrobimy tego. Odrzuciłaś mnie, więc teraz boję się zrobić pierwszy krok. - Powiedział to z cwaniackim uśmiechem i wcale nie zwiększając naszej odległości, przez co domyśliłam się co chciał osiągnąć.
        Nie wiem, czy alkohol dodał mi odwagi, czy może zawód spowodowany spotkaniem nie samotnego już Kangjoona popchnął mnie do działania, ale zrobiłam to, czego Jisoo ode mnie oczekiwał. Zaczęłam pierwsza pocałunek, co prawda bardzo delikatnie, bo mimo wszystko troszkę się stresowałam, a on go pogłębił, przez co stał się bardzo namiętny. Włożyłam w niego moją rozpacz i tęsknotę. Moje ciało drżało od nadmiaru emocji. Niestety on to przerwał w pewnym momencie odrywając się ode mnie i ciężko oddychając.
- Ganeul. Daj mi znowu szansę. Chcę być u twojego boku. - Wyszeptał w moje ucho. Przeszedł mnie dreszcz. Czy to znaczyło, że jego uczucia nadal były takie same?

Przemyśl to! Zgodzisz się, to będziesz miała pocieszenie, a z czasem może rozwinie się odpowiednie uczucie. A z drugiej strony... Boję się! On mnie kocha i robi wiele by to okazać, a ja znowu pewnie wszystko zepsuję i go zranię.

- Muszę to przemyśleć. - Oznajmiłam słusznie. - Nie chcę podjąć pochopnej decyzji.
- Racja. - Przytaknął mi. - Alkohol i twoje emocje mogą cię źle pokierować. - Po jego słowach byłam zaskoczona. Widział co się ze mną działo?  - Zanim zmienimy temat porozmawiajmy. - Dodał szybko.
- Dobrze. - Zgodziłam się, uznając, że to dla niego ważne.
- Wiem, że kochasz nadal jego. Nie mylę się? - Zamurowało mnie na chwilę, bo nie podobało mi się to, że byłam tak oczywista.
- Nie mylisz się. - Odpowiedziałam krótko i bardzo cicho. Nie było co owijać w bawełnę skoro to widział.
- To teraz wysłuchaj mnie uważnie. Rozumiem, że twoje zachowanie jest impulsem? Co się stało, że nagle mnie całujesz? - Zapytał chwytając mnie za ramiona i patrząc prosto w moje oczy.
- Chcę o nim zapomnieć. - Mówiąc to ja także patrzyłam na niego, by widział moje zdeterminowanie.
- W takim razie pomogę ci. Jeżeli boisz się, że coś wyjdzie nie tak, porzuć te lęki. Nawet jak się nie uda i porzucisz mnie, to będę szczęśliwy, że choć na chwilę dostałem od ciebie szansę. Daj mi ją, a postaram się jak mogę byś poczuła się przy mnie jak najlepiej. - Jego słowa tak bardzo do mnie przemawiały. Mówił tak cudownie, że już miałam ochotę się zgodzić na wszystko, ale jak zasugerowaliśmy wcześniej musiałam to przemyśleć na trzeźwo.

***

        Kolejny dzień w pracy był ciężki. próbowałam skupić się na moich zajęciach służbowych, ale nie potrafiłam. Kangjoon non stop za mną chodził, zagadywał mnie i irytował tym samym. Rozpraszał mnie i źle się przy nim czułam. Bałam się spojrzeć mu w oczy. Na dodatek jak zerkał na telefon mówił ze smutkiem, że Jayoung do niego nie pisze i pogarszało to jeszcze bardziej mój humor, bo znowu o niej mi przypominał.
        Jak na chwilę go zgubiłam to aż byłam zaskoczona i postanowiłam sobie zrobić przerwę na lunch, by potem nie jeść z nim, kiedy znowu by się przyczepił. Zeszłam więc na dół gdzie mieściła się stołówka, lecz zza nich usłyszałam jego głos i jakiś damski, więc przystanęłam, by podsłuchać.
- Nie mogłam ci zrobić drugiego śniadania i przynieść do pracy? Pilnuję byś dobrze jadł, bo ostatnio jakoś omijasz niektóre posiłki. - Pewnie była to Jayoung.
- Przesadzasz z tą troską. W pracy zawsze jem w stołówce. Inni mogą potwierdzić. - Oburzał się, a ja zapragnęłam wyjść z ukrycia i zobaczyć ją. Zrobiłam tak i mijając ich zostałam przez niego zawołana.
- Możesz podejść Ganeul? - Zwrócił się do mnie, a ja udając zaskoczenie stanęłam przy nim i naprzeciw tej... kobiety.
        Była starsza od nas na pewno z kilkanaście lat. Kangjoon dostał syndromu mamusi czy co? Poczułam się dziwnie patrząc na nią i tak trochę się speszyłam. Powinnam była odnosić się do niej z szacunkiem zapewne.
- To ta Ganeul? - Zachwyciła się klaszcząc w ręce, a Kangjoon jej przytaknął. - Znowu nie wiedziałam co się dzieje.

Halo? Skąd ona o mnie coś wie? Co jej o mnie powiedziałeś? Żądam wyjaśnień!

- Kangjoon  mi o tobie dużo mówił. Jestem Jayoung! - Odparła radośnie wyciągając do mnie dłoń. - Jego przyjaciele, są moimi przyjaciółmi. - Dodała, a mnie znowu to zabolało. Byłam już tylko przyjaciółką.
        Chwilę jeszcze z nimi stałam. Jednak byłam strasznie nieobecna. Tak bardzo chciałam w tamtym momencie mieć przy sobie Jisoo i się w niego wtulić. Wiedziałam już czego chce. Pragnęłam zapomnieć i zakochać się w kimś innym i właśnie on zdawał się jedyną osobą, która mogła mi w tym pomóc. Nie mogłam się już wahać. Nie wiedziałam, co mógłby powiedzieć na to mój psycholog, lecz miałam chyba to gdzieś już.
***
        Kiedy wróciłyśmy z Chanmi  po pracy do domu, ja od razu pobiegłam do pokoju Jisoo. Miałam taką potrzebę i ochotę. Jak się spodziewałam siedział tam przy swoim biureczku i wpatrywał się w ekran laptopa. Postanowiłam zrobić coś miłego, więc podeszłam i przytuliłam go od tyłu. Zaskoczyłam go tym bardzo, bo gdy go puściłam i odwrócił się w moją stronę, był zszokowany.
- Co się stało? - Zapytał lekko drżącym głosem.
- Po prostu miałam taką ochotę. - Oznajmiłam przypominając sobie tę biegnącą dziewczynę na ulicy i przytulającą od tyłu swojego partnera. - Po za tym. Chyba przemyślałam sprawę... Wiesz o co mi chodzi... - Zaczęłam dukać, bo mimo wszystko dla mnie była to stresująca rozmowa.
- Naprawdę?! - Od razu się rozpromienił. - Przeczuwam po twoim zachowaniu jaka jest twoja odpowiedź. - Dodał to z tym swoim jakże pięknym uśmiechem.
- Jaka? - Zapytałam specjalnie.
- Po co to wymawiać na głos?
        Wtedy wstał z miejsca i chwycił moje policzki w dłonie. Momentalnie moje serce zabiło mocniej, aż czułam jak krew pulsowała w moich żyłach. Aż tak byłam podekscytowana? Złożył na mych ustach pocałunek. Nie tak natarczywy jak ostatnio, a subtelny. Sprawił, że poczułam tak zwane motyle w brzuchu. To było to, czego mi było trzeba tamtego dnia. Miałam nadzieję, że podjęłam dobrą decyzję.

Tylko co, jeśli się myliłam?


Ekhem… Kto chce mnie zabić?
Ma ktoś pomysły co wydarzy się dalej?

Hotel godzien sześciu gwiazd: Rozdział 17

Nowy rozdział dla was jak zwykle w poranek piątkowy! Liczę na komentarze i nie będę się rozpisywać, bo nie mam z jakiego powodu. :D
A może tylko dodam, że jak w kpopie nie przystopują z ilością comebacków na raz to ja nie wytrzymam emocjonalnie i będę wam pisać chyba zza grobu opowiadania. :D

Hotel godzien sześciu gwiazd
Rozdział 17

*Yeori*

            Szykowałam się na wypad z chłopakami. Miałam nie wiedzieć tego dnia gdzie się wybieramy. Uznali, że będzie to miła niespodzianka. A ja się strasznie tym stresowałam. Przecież mogli wymyślić coś szalonego. Choć liczyłam na to, że Wonsik, lub Taekwoon będą rozsądni i opamiętają resztę przed czymś głupim. Mogłam się mylić, bo zawsze mogliby siedzieć cicho.
            Niestety ktoś musiał mi przeszkodzić w trakcie rozczesywania włosów, bo to nie byłby wtedy normalny dzień. Podejrzewałam któregoś z chłopaków, ponieważ uwielbiali mnie często poganiać, a przy niespodziance takiej jak ta, musieli się nieźle niecierpliwić. Powiedziałam „proszę”, gdyż nie chciało mi się podchodzić do drzwi, a nie miałam ich zamkniętych od wewnątrz.
            Minimalnie się zdziwiłam, kiedy ujrzałam w drzwiach Hyejunga. Od razu posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam. Byłam też bardzo zaciekawiona z czym do mnie przychodził, czy może znowu chciał ze mną spędzić czas? Liczyłam na to, bo przecież wypadałoby się dowiedzieć więcej o bracie. Z drugiej strony tym razem nie mogłam chyba go wziąć ze sobą i chłopakami i musiałabym i tak się z nim umówić na inny termin.
- Mogę mieć prośbę? – Zaczął zagadywać, choć trochę się do tego zbierał.
- Słucham cię. – Oznajmiłam, by go zachęcić do objaśnień.
- Ojciec polecił mi jutro odebrać z portierni twoich przyjaciół, bo ty jesteś zajęta zespołem, a może mógłbym jakoś ja im pomóc, a ty wolałabyś ich przywitać? W końcu to twoi przyjaciele…
- Chwila. – Przerwałam mu niestety niegrzecznie, bo nic nie pojmowałam. – Jak odebrać z portierni? Co mają oni tu robić? – Dopytywałam.
- Ty nic nie wiesz? – Nagle na jego twarzy pojawiło się przerażenie. – Błagam, by to nie miała być niespodzianka, a ja wszystko wypaplałem. – Naprawdę się chyba tego wystraszył, a ja byłam bardziej zaaferowana tym, że nie miałam pojęcia jak do tego doszło.
- Słuchaj. Ja nie prosiłam taty, by oni przyjechali, choć miałam taki zamiar zanim pokłóciłam się z przyjaciółkami, zanim w ogóle VIXX tu się zjawiło. One same też raczej nie skontaktowały się z nim. Więc pytam się jak? Wiesz może kto to załatwił? – Dopytywałam.
- Niestety wiem, tylko tyle co ci powiedziałem. Ojciec nie mówił mi szczegółów. Nie wiem nawet na ile mają być. Znam jeszcze tylko imiona. – Wyjaśnił pospiesznie, a mnie to lekko podłamało.
- To chociaż powiedz, kto w końcu tu przyjedzie. – Dodałam z rezygnacją, bo nie byłam pewna, czy ktoś z mojej paczki nie zmienił zdania.
- Trzy dziewczyny. Serim, Seoyeon i Chanyoon? – Odpowiedział mi niepewnie.
- Jak to Chanyoon?! – Rzekłam zrozpaczona łapiąc się za głowę. – To nie dziewczyna, niestety. On nie może tu przyjechać! – Panikowałam przypominając sobie jak potraktowałam go na zakończeniu roku akademickiego.
- Czemu nagle zrobiłaś się taka się blada? – Zaniepokoił się braciszek.
- Bo ja… Opowiem ci wszystko. Dobrze? – Przytaknął, a ja wskazałam, by usiadł na moim łóżku.
            Tak też zrobił, a ja zaraz obok niego spoczęłam. Wiedziałam, że powinnam się zbierać, bo chłopacy mnie uduszą, ale musiałam to komuś opowiedzieć. I stwierdziłam, że to okazja do otwarcia się przed bratem. Bardzo tego chciałam i uznałam, że jakoś im wyjaśnię moje spóźnienie.
- Chanyoon jest moim przyjacielem już dość długo. Chyba od szkoły podstawowej. Na studiach wyznał mi, że czuje do mnie coś więcej od dawna. Na początku pomyślałam, że także może coś czuję, tylko nie zwracałam na to uwagi i umówiliśmy się kilka razy. Było cudownie, jak zawsze gdy spędzałam z nim czas. Jednak jak mnie pocałował po raz pierwszy coś było nie tak. – Zerknęłam na twarz Hyejunga. Był skupiony na tym co mu opowiadałam. To dobrze, bo obawiałam się, że lekko mogę go skrępować tym wszystkim. W końcu nie byliśmy jeszcze w swobodnych relacjach. – Starałam się to zignorować. Zgodziłam się zostać jego dziewczyną i zaczynałam rozumieć, że nie czuję tego samego. Bałam się wszelkich zbliżeń z nim, bo nic większego nie czułam. Nie wiedziałam, jak mu to wyjaśnić, bo znałam go bardzo dobrze i przypuszczałam, że będzie miał mocne argumenty, bym z nim nie zrywała. Wreszcie kiedy udało mi się zdobyć i powiedziałam mu, że nic z tego… Obraził się na jakiś czas. Tak po prostu przestał się odzywać. Jakbym miała jakoś wpłynąć na uczucia. Poszłam potem jednego dnia do niego i wykrzyczałam mu w twarz, że nie podoba mi się jego zachowanie. Przeprosił i prosił o wybaczenie. Pogodziliśmy się miało być jak dawniej. Ale on nadal traktował mnie jak swoją własność. Był zazdrosny o innych przyjaciół. Zrobił mi wyrzuty, że na zdjęciach roczników, kiedy kazali nam zrobić coś wesołego, chwyciłam się pod ramię z takim jednym z kumpli z naszej paczki, bo akurat koło niego stałam. Potem jeszcze kilka razy mi wmawiał, że za bardzo się z niektórymi spoufalam. Denerwowały mnie jego komentarze. I na zakończeniu, kiedy znowu coś podobnego skierował w moją stronę powiedziałam mu, że powinien w końcu zrozumieć, że nie jestem jego i ma dać sobie święty spokój, bo inaczej zepsujemy naszą przyjaźń. I wtedy odszedł zły i wiedziałam, że dotknęły go moje słowa. Miałam niby się z nim widzieć przez wakacje. Miałam w końcu z nimi jechać, ale wyszło jak wyszło i nie widziałam się z nim od tamtych ostrych słów. Więc nie mam teraz pojęcia jak się powinnam zachować i jak on się zachowa. Szczególnie jak zobaczy moje relacje z zespołem. Może znowu być zazdrosny i coś odwalić. Albo ja za bardzo panikuje i może będzie w porządku.
            Hyejung jeszcze chwilę milczał. Jakby analizował to co miał mi zamiar powiedzieć. Nie dziwiłam mu się, bo powiedziałam na raz bardzo dużo i w bardzo szybkim tempie. Na dodatek pewnie nadal czuł krępację. Czekałam więc cierpliwie na jego odzew.
- Masz rację. - Wreszcie się odezwał po chwili ciszy. - Panikujesz. Moim zdaniem nie masz czego się obawiać. Masz mnie, zespół i jeszcze będą twoje przyjaciółki i jak coś się wydarzy, to cię wesprzemy. - Ulżyło mi. Faktycznie miałam wielkie wsparcie w tych osobach i nagle mój problem okazał się niczym. jedno zdanie, a tyle zmieniło w moim nastawieniu. Na dodatek zrobiło mi się ciepło na sercu na myśl, że Hyejung mnie wspierał. Jak ja mogłam żyć nie wiedząc o jego istnieniu, a on o moim? - To jak w końcu robimy? Mam ich odebrać, a ty udajesz, że nie wypaplałem niespodzianki? - Rzekł drapiąc się nerwowo w tył głowy.
- Nie ma mowy. - Zaczęłam kiwać głową na boki. - Muszę ich ja przyjąć i ochrzanić z góry na dół za spiskowanie za moimi plecami. Chcę też wiedzieć kto im pomógł. Jak coś wyjaśnimy, że tata nie uprzedził cię, iż jest to niespodzianka i to nie twoja wina. - Oznajmiłam poważnie, a po nim widać było, że bał się podpaść. Mimo to poszedł na to co mu zaproponowałam. Potem spojrzałam na zegarek i się załamałam. Byłam już z jakieś piętnaście minut spóźniona i musiałam biec. Wiedziałam, że chłopcy mi tego płazem nie popuszczą. - Miałam już dawno być na dole, więc wybacz, że cię wygonię, ale sama muszę wyjść. Dam ci znać co jutro zrobię z zespołem, na czas przyjazdu znajomych, jednak myślę, że nie musisz się nimi przejmować. – Zakończyłam pospiesznie podnosząc się z miejsca.
            Wzięłam tylko torebkę w rękę i podeszłam do drzwi, a on zaraz ze mną. Chwilę przemyślałam, czy nic nie zapominam i wyszliśmy z mojego pokoju. Jeszcze wymieniliśmy z dwa zdania podczas gdy ja zamykałam drzwi. Potem on poszedł na prawo, w stronę windy, a ja chciałam na lewo, jednak coś mnie powstrzymało. Otóż o ścianę po tej prawej stronie, zaraz obok moich drzwi opierała się ta zamaskowana kobieta. Przeraziłam się, bo nie zauważyłam jej wcześniej nawet kątem oka. Co ona jakiś duch czy co?
- Co pani znowu ode mnie chce? – Oburzyłam się, a ona momentalnie odkleiła się od ściany i zaczęła poprawiać swoje okulary.
- Widzisz, ja szłam do swojego apartamentu i jak zobaczyłam, że wychodzisz z pokoju to tu stanęłam, by ci nie zawadzać. Myślałam, że pójdziesz w stronę windy i mnie nie zauważysz. W końcu nie przepadasz za mną, to nie chciałam ci psuć humoru… - Musiałam przerwać te bzdury, bo od razu było wiadomo, że kręciła.
- Proszę przestać kłamać. Śpieszę się. – Oznajmiłam i próbowałam już ją wyminąć, a ona jeszcze się odezwała.
- Już rozumiem, czemu wypierałaś, że tamten chłopak z tobą chodzi. Ten nim jest, czyż nie? – Wypowiedź tej wścibskiej kobiety podnosiła mi ciśnienie.
- Nie. – Odpowiedziałam stanowczo nawet nie próbując się odwracać już w jej stronę. – To mój brat. Do widzenia. – Dodałam, by zrozumiała, że nie wymienię z nią ani jednego zdania. I poszłam wreszcie na dół.

*Hakyeon*

            Szedłem bujając w obłokach po schodach. Jeszcze na dodatek tak niespodziewanie wpadła na mnie Yeori uprzednio potykając się. Złapałem jej ręce w nadgarstkach w porę. Mimo iż nie upadaliśmy nadal byliśmy w niebezpieczeństwie. Przez to, że staliśmy tak blisko zrobiło mi się za gorąco. Nie umiałem się też za bardzo poruszyć z miejsca, bo mnie totalnie zamurowało. Spojrzałem na nią, lecz kiedy nasz oczy się spotkały wiedziałem już, że był to wielki błąd. Ona była taka śliczna. Miałem ochotę… po prostu ją przytulić. I jakie było moje zdziwienie, kiedy wyrwała swoje ręce z mojego uścisku i mnie nimi objęła. Nie wiedziałam co się dzieje. Mimo to zrobiło mi się przyjemnie.
- Przepraszam. Muszę się jakoś uspokoić, bo zaraz wybuchnę. Pewnie nie powinnam… - Chciała się odsunąć, ale ja przysunąłem ją z powrotem i mocniej do siebie docisnąłem.
- Jeżeli tego potrzebujesz to to rób. Jest… miło. – Zawahałem się, czy powinienem to powiedzieć. Nie chciałem, by podejrzewała mnie o jakieś większe uczucia, bo ich nie było… Prawda? Miałem nadzieję, że się nie myliłem, bo nie miałem z innymi szans.
- Dziękuję. Potrzebowałam przyjacielskiego uścisku. – Oznajmiła, a mnie to lekko zabolało. Dlaczego? Nie miałem wtedy pojęcia.
- Ja szedłem, bo zapomnieliśmy cię poinformować, żebyś wzięła strój sportowy. – Oderwała się ode mnie i spojrzała szerokimi oczami i troszkę przerażonymi.
- W jakim sensie? Nie będę grać w żadne piłki! Chcecie mieć mnie na sumieniu? – Aż tak bardzo bała się grać? Miałem ochotę ją wyśmiać, ale obiecałem sobie, że nie będę dla niej wredny. Musiałem ją jednak jakoś do tego przekonać, by nasze plany się zrealizowały.
- To niegroźny sport. Weź najlepiej jakieś krótkie spodenki i koszulkę na krótki rękaw. Proszę. Zaufaj nam. – Stwierdziłem, że może to na nią zadziała i chyba się udało, bo jej wyraz twarzy się uspokoił.
- Dobrze. Idę po strój. – Rzekła z rezygnacją i już szła na górę z powrotem, a ja za nią.
***
            Udało się. Byliśmy na korcie podzieleni już na drużyny dwuosobowe. Hongbin z Wonsikiem wybrali się sami. Hyuk i Ken chcieli oboje być z Yeori, więc ta wybrała mnie i tak oto musieli oni być razem. Leo nie było, bo wymknął się do jakiejś Sulli choć mu wcześniej zabraniałem, lecz ten wykorzystał okazję kiedy poszedłem po nasza przyjaciółkę. Chyba mogłem ją tak określić. Jeśli o niej mowa, to wciągnięcie ją do tego miejsca było strasznym przedsięwzięciem. Otóż buntowała się bardzo jeszcze na zewnątrz, jednak udało nam się ją opanować. Zgodziła się jakimś cudem.
            Kiedy siedziałem na ławce z Yeori, bo nie była to nasza kolej na grę ona w pewnym momencie przysunęła się do mnie bliżej i uroczo uśmiechnęła. Oczywiście odpowiedziałem jej tym samym.
- A właśnie. – Ożywiła się nagle. – Dowiedziałam się dzisiaj, że jutro przyjeżdżają moi przyjaciele. Mam ich odebrać z portierni. Nie wiem czemu ojciec się na to zgodził jak wy jesteście. Jedna z nich jest zapaloną fanką Hyuka, druga więcej słucha rapu i jest niegroźna. Ale trzecia osoba to mój były z którym ostatnio jak rozmawiałam to się pokłóciłam. Mniejsza o niego… - Mówiła bardzo szybko, a ja starałem się jakoś to łapać. Yeori miała chłopaka? Była bardziej od nas doświadczona. Nie wiem jak reszta, lecz ja nigdy tak poważnie nie miałem dziewczyny. – Jutro mogę z nimi spędzić dzień? – Zapytała budząc mnie z zamyślenia.
- A pojutrze nam ich przedstawisz? – Chyba oszalałem jej to proponując, ale z drugiej strony źle byłoby, gdyby oni przyjechali do niej, a ta musiałaby ich olać dla nas całkowicie.
- Naprawdę mogłabym? – Jej oczy zaświeciły się. – Chyba, że dowie się o Hyuku… - Westchnęła głęboko nie kończąc wypowiedzi.
- Czego? – Zapytałem niepewnie.
- Tego, że uważa on iż mu się podobam. – Powiedziała to z lekko wyczuwalnym smutkiem. Chwila. Ile ona wiedziała? – Jeszcze Jaehwan. Nie wiem co ja mam z tym począć.
            Chciałem do niej zagadać skąd to wie i czy sama coś do któregoś czuje. Tak okropnie mnie to ciekawiło. Jednak coś nie pozwoliło mi na to. Mianowicie lecąca w jej stronę piłka z wielka siłą, którą zdążyłem w porę odbić paletką leżącą obok mnie. Nie wiedziałem, skąd wziął się we mnie ten refleks. Ona zaś siedziała przerażona tym zdarzeniem, bo w końcu ledwo zdążyłem i moja paletka machnęła tuż przed jej twarzą.
- Uważajcie jak odbijacie! – Rzuciłem w stronę chłopaków.
- Widzicie?  Dlatego nie chcę grać. Przyciągam takie wydarzenia. Pograjcie sobie sami. Niech ktoś się zamieni z Hakyeonem. Dla mnie będzie lepiej jak sobie na was popatrzę. – Przyznałem jej rację. Może lepiej było, by nie wchodziła na kort. Naprawdę mogła się stać jej krzywda, a tego bym sobie nie wybaczył. Tym bardziej, że chcieliśmy ją do tego zmusić. Wymieniłem się z Hyukiem, który od razu wyrwał się do siedzenia z Yeori. To takie oczywiste.

*Yeori*

            Kiedy usiadł koło mnie Hyuk poczułam się trochę niezręcznie. Nie wiedziałam czemu. On siedział szczęśliwy pewnie, że w końcu jest obok mnie, bo szczerzył się i kiwał na boki. Wydawało mi się też, że chciałby mi coś wesołego powiedzieć, ale się powstrzymywał.
- Jutro wieczorem pójdziesz z nami do klubu? – Zapytał mnie niespodziewanie, a ja już bym odpowiedziała tak, lecz przypomniałam sobie o czymś istotnym.
- Przyjeżdżają moi przyjaciele, więc ustaliłam z Hakyeonem, że jutro poradzicie sobie beze mnie. – Oznajmiłam spokojnie, a Hyuk wytrzeszczył na mnie oczy, jakby coś go przeraziło.
- To miała być niespodzianka! – Chwila… Skąd on mógł to wiedzieć?
- O czym ty gadasz? – Zdziwiłam się. – Wiedziałeś o ich przyjeździe? – Musiałam wiedzieć o co chodziło.
- Ja go załatwiłem. – Mówiąc to podrapał się w tył głowy ze stresu. Jak to on? Nic nie pojmowałam. – Wtedy przez telefon rozmawiałem z Serim, by się z tobą pogodziła. – Powoli zaczął się tłumaczyć. – A ona powiedziała o planach ich przyjazdu i poprosiła bym poświęcił się i poszedł do twojego ojca w tej sprawie. – Dokończył i zamknął oczy, jakby czekając na mój wybuch gniewu. I słusznie.
- Znowu grzebałeś w moim telefonie! Wtrąciłeś się i jeszcze poszedłeś do mojego taty? Naprawdę? – Byłam lekko podenerwowana, więc on pospiesznie chwycił moją dłoń i zaczął ją masować. Chciał mnie tym uspokoić?
- Nie denerwuj się Yeori, proszę. Ona mnie zmusiła. Ja chciałem dobrze dla ciebie. – Biedak był przerażony. Chyba przesadziłam. Miał rację. Robił to dla mnie. I cieszyłam się z drugiej strony, że Serim i Seoyeon do mnie dołączą. Nie mogłam mieć mu tego za złe. Na dodatek jego dotyk tak mnie w tamtym momencie zawstydzał. Był zdecydowanie za śmiały względem mnie.  
- Przepraszam, masz rację. – Posłałam mu uśmiech, by wiedział, że nie mam mu nic za złe, a on zaczął zbliżać swoją twarz do mojej. Halo, on chyba nie zamierzał mnie pocałować w takiej chwili? Przy reszcie na dodatek!
- Co wy robicie? – Jak wybawienie pojawił się Jaehwan, więc momentalnie wyrwałam dłoń z uścisku Hyuka i odsunęłam się troszkę od niego. Poczułam się bardzo źle. Nic się nie wydarzyło jeszcze. Ale biedny Ken widział tą próbę Hyuka…
- Nic takiego. – Stwierdziłam i spuściłam wzrok.
            Przez resztę dnia Hyuk chyba bał się do mnie zbliżyć, jakby bojąc się, że znowu go poniesie. Byłam trochę zmartwiona jego nagłym dystansem. I trzymałam się bliżej Hakyeona. Przy nim czułam się bezpieczniej, choć od rana mnie zawstydzał, to chyba mogłam mieć pewność, że nie zacznie mnie nagle atakować jakimiś wyznaniami i tym podobnym.