czwartek, 22 czerwca 2017

Hotel godzien sześciu gwiazd: Rozdział 21

Kolejny rozdział :D Fabuła brnie do przodu. Jestem już pewna, że  trzydziestu  rozdziałach to ja się z tą opowieścią nie zmieszczę, a możliwe, że i nie w czterdziestu ;-; Co ja to wymyśliłam. Tyle jeszcze mam wątków do poruszenia, że masakra. ;-;

Hotel godzien sześciu gwiazd
Rozdział 21




*Yeori*
Siedziałam obrażona w szatni basenowej. Nie chciałam ruszać się z ławki na której się znajdowałam. Na zewnątrz czekało na mnie kilku chłopaków. Jeden z nich był moim byłym, dwóm z nich się podobałam, a dwóch pocałowałam poprzedniego wieczoru. Jak miałam się nie krępować wyjść do nich w stroju kąpielowym? Moja odwaga, którą się odznaczałam na co dzień gdzieś odleciała.
- Nie wyjdę z tej przebieralni! – Rzekłam oburzona w stronę moich przyjaciółek, które za wszelką cenę chciały wyciągnąć mnie do pomieszczenia pełnego wody.
- Przecież woda to twój żywioł moja droga. – Wygarnęła mi Serim.
- Może, ale nie wyjdę do nich w bikini. Pokazałybyście się w bikini przed swoimi byłymi i idolami? – Powiedziałam to nie myśląc do końca nad sensem tej wypowiedzi.
- Tak! Przecież tam jest mój Ultimate? – Zaznaczyła moja droga przyjaciółka.
- I chłopak, który mi się podoba. – Dodała Seo do tego wszystkiego, a my spojrzałyśmy na nią podejrzliwym wzrokiem. – No co? Mam zaprzeczać coś oczywistego?  Nie jestem Yeori. – Trochę uraziło mnie ostatnie zdanie. Niby co te porównanie miało znaczyć?
- Właśnie. Masz tu nam natychmiast powiedzieć z którym z nich coś iskrzy! Bo ewidentnie, któryś ci się podoba. – Zaatakowała znowu mnie ta pierwsza. A ja nie miałam pojęcia ile jej mogę powiedzieć.
- W bardzo dużym skrócie. Spodobałam się delikatnie dwóm z nich… Nie pytajcie komu, bo to i tak nie ważne, nic z tego nie będzie… Na pewno z jednym z nich. A czy któryś mi się podoba? Nie mam pojęcia. Jestem strasznie zagubiona. Wiem na pewno z kim nie mogłabym być i tyle. – Patrzyły na mnie z niedowierzaniem.
- Teraz nam mówisz? Komu oprócz Hyuka się podobasz? – Wystrzeliła znowu Serim i tym razem ja byłam zaskoczona.
- Skąd ty wiesz? – Musiałam ją zapytać.
- Sam mi wczoraj napomknął. Początkowo byłam w szoku… Cóż jednak…
- Spokojnie. – Przerwałam jej. – Wczoraj dałam mu do zrozumienia przed pójściem spać, że nic między nami nie będzie. – Wyjaśniłam szybko.
- Naprawdę? – Jej oczy się zaświeciły, lecz jak szybko to nastąpiło, tak samo szybko wróciły do poprzedniego stanu. – I tak ciężko będzie przekonać go do mnie. Jesteśmy takie inne. – Marudziła. Ona rzadko kiedy nie wierzyła w swoje uwodzicielskie moce. Musiałam ją podbudować.
- Spróbować zawsze możesz. – Zaśmiałam się.
- Ty lepiej nie pocieszaj jej, tylko mów od razu który to ten drugi? I z kim nie będziesz na pewno. – Prychnęła Seo, pewnie oburzona tym, iż nic nie mówiłam i tym, że Serim dowiedziała się pierwsza o Hyuku.
- Jaehwan… - Odpowiedziałam niepewnie. – Wyznał mi to tuż po Hyuku. I całowałam się z nim raz w klubie po pijaku. – Dodałam nie do końca chętnie.
- Wiedziałam, że on do ciebie się zaleca. – Zauważyła Serim.
- A na pewno nie byłabym z Wonsikiem, bo to zdecydowanie przyjaciel od początku, oraz z Leo… Wiem, że to mój ulubieniec. Cenię go w wielu aspektach. Mimo to, nie czuję się przy nim bardzo swobodnie. To jak spotkanie z kimś nierealnym. Chyba wam już to mówiłam. – Ostatnie zdanie wypowiedziałam zakłopotana, bo wiedziałam, że często się powtarzam. – A i shipuję go z Sulli. Musicie ją poznać i zobaczyć jak na siebie patrzą. – Prawie odpłynęłam do krainy marzeń w tamtym momencie. Naprawdę ich widziałam razem.
- Dziwisz mnie. Ja nie wyobrażam sobie, bym zachwycała się Hyukiem z jakąś dziewczyną. – Mówiła Serim kręcąc głową na boki. - I na dodatek to co o nim mówisz… Nie rozumiem cię. Nasze bycie fanką, jest na całkiem różnych poziomach.
- Może pójdziemy na ten basen? – Spytała nagle Seo. – Chłopcy pewnie już myślą, że to przez to, iż jesteśmy kobietami się guzdramy. I ty Yeori nie masz prawa do wymówek! Pamiętam jak dumnie paradowałaś przed takim amerykańskim chłopakiem z naszej szkoły na basenie uczelnianym. Podobał ci się i jeszcze specjalnie się koło niego kręciłaś. A teraz wstydzisz się takich osób?
- To był Daniel. Ja nie wiem co się ze mną dzieje przy nich. Nie umiem przestać się zawstydzać i krępuję się, jakby byli jacyś wyjątkowi… Niby są, ale to ludzie, a moje serce chyba tego nie ogarnia.
            Wybuchłyśmy we trzy śmiechem. W końcu to była bardzo komiczna sytuacja. Ja zazwyczaj naprawdę bywałam odważniejsza i przed chłopakami, którzy choć trochę mi się podobali, a przy tym zespole wymiękłam. Obawiałam się, że ja rzeczywiście podświadomie nie traktowałam ich jak ludzi.
            Wychodząc poprosiłam dziewczyny, by trzymały się blisko mnie. Chciałam mieć jakieś wsparcie mentalne. Jednak choć mi to obiecały, długo tego nie dotrzymały. Otóż Serim na widok Hyuka od razu do niego poleciała, a Seo została zawołana przez Wonsika i też nie mogłam na nią liczyć. Przeraziłam się kiedy zostałam sama. Cała reszta chłopaków na mnie patrzyła. Chanyoon się do mnie uśmiechał, a tamci wyglądali na otępiałych. Pomyślałam o jednym. Hakyeon nie był dla mnie zagrożeniem, więc to nim postanowiłam się posłużyć.

*Hakyeon*

            Kiedy ujrzałem Yeori w stroju kąpielowym, coś we mnie drgnęło. Nie była pierwszą, którą w takowym widziałem. W końcu często koleżanki z zespołów w  nich zdarzało się spotkać i widziałem jej koleżanki. A mimo to, widząc ją coś mnie uderzyło. Wyglądała prześlicznie. Nie żebym był zboczeńcem i lubił oglądać półnagie ciała kobiet. Chodziło mi o ogół. Na dodatek była jakaś zawstydzona, w każdym razie na taką wyglądała i to było urocze.
            Momentalnie przypomniałem sobie poprzedni wieczór w klubie. Jej całus wrył się mocno w moją pamięć. Niby powiedziałem jej, że o tym zapomnę, ale tak się nie dało. Bałem się, że w tamtym momencie przestała mi być obojętna. Nie mogłem pogrążyć się w żadnych uczuciach do niej. Po pierwsze, byłem pewien, że nie chciałaby mnie. W końcu na początku nasze relacje nie były najlepsze. Po drugie część zespołu już za nią szalała, a jakbym ja doszedł to dołożyłbym tym jej problemów. I po trzecie jako lider powinienem pilnować, żeby nie doszło do żadnych kłótni w zespole i nie powinienem być ich powodem. Bałem się, że skoro serce nie sługa, będzie działało inaczej, dlatego postanowiłem trzymać się od tego dnia bliżej chłopaków niż Yeori... Nie było mi to jednak dane.
            Zaraz po tym jak Yeori opuściły przyjaciółki to podbiegła do mnie i chwyciła mnie pod rękę. Zdrętwiałem na ten gest. Ona chyba naprawdę myślała, że wtedy byłem szczery uważając, iż nic między nami się nie stało.
- Chodźmy pływać. - Zaproponowała. A ja nie potrafiłem nawet odpowiedzieć, bo krtań odmawiała posłuszeństwa.
- M.. Możesz mnie puścić? - Wydukałem z ledwością.
- Nie, bo mi zwiejesz. Chodź.
            Pociągnęła mnie w stronę zjeżdżalni wodnych. Ona chyba oszalała myśląc, że będę jej towarzyszyć przez czas pobytu na basenie. Nie zamierzałem, ja wewnętrznie umierałem przez nią. Nie wiedziałem jak się od niej uwolnić. Mogła podejść sobie do Jaehwana, bo on z chęcią spędziłby z nią czas, choć nie lubi i nie potrafi pływać. Swoją drogą on i Hongbin mieli bardzo zdziwione miny, kiedy ich zostawiliśmy. No tak, nie wszyscy zauważyli jeszcze, że moje stosunki z Yeori wyszły na prostą i nie kłócimy się tak jak wcześniej.
- Co ty wyprawiasz? - Nareszcie zdobyłem się na jakieś pytanie.
- Chcę się bawić dobrze, a z tobą wiem, że tak będzie. - Rzekła to z nerwowym uśmiechem. Wiedziałem, że nie o to chodziło.
- Czemu nie Jaehwan?
- Przecież nie umie pływać. - Wyjaśniła jasno i miała rację. Zapomniałem o tym.
- A Hongbin? - Pewnie niepotrzebnie o niego pytałem, bo z nim nie wyglądało, by miała bliższe relacje.
- Trochę się go krępuję. - Zaskoczyła mnie taką odpowiedzią. A ja to co? Nie byłem dla niej mężczyzną?
- A mnie nie? - Wygarnąłem i już prawie podniosłem głos. Znowu się na nią niepotrzebnie denerwowałem.
- Troszkę też, ale zdecydowanie mniej i nie wyczuwam od ciebie zagrożenia. - Tłumaczyła mi, a ja poczułem się jakoś tym urażony. Z drugiej strony sam sobie byłem temu winien udając obojętność.
- Dobrze, spędzę z tobą czas na basenie. Jednak następnym razem przyczep się kogoś innego. - Oburzyłem się, a ona spojrzała na mnie trochę zmartwionym wzrokiem. Zrozumiałem, że jak będę się tak zachowywał, to zdradzę swoją słabość do niej. Nie mogłem. Więc musiałem się opanować.
- Wszystko w porządku? Nie lubisz ze mną spędzać czasu? - Mówiła to bardzo smutnie. Co ja narobiłem?
- Nie, to nie tak... Po prostu widok tak ubranej dziewczyny nie jest dla mnie codziennością. - Skłamałem. Nie chodziło tylko o jej ubiór... Tego nie mogła się dowiedzieć.
- Ah racja. W końcu jak byłam w pidżamie to nie potrafiłeś patrzeć. Wybacz. Będzie dobrze. Nauczę cię zachowywać się na basenie przy tak ubranej osobie. - Oznajmiła ochoczo. Ta jej niesprawiedliwość. Ona uciekała przed krempacją, a mnie chciała z niej leczyć. Paranoja. Nie miałem niestety innego wyjścia jak to zaakceptować, bo dłuższa dyskusja na ten temat mogła się źle skończyć.
            ***
            Pływanie, zjeżdżanie ze zjeżdżalni, jacuzzi. Wszystko to robiłem w jej towarzystwie. Czasem ktoś do nas dołączał. Czy to Hyuk z Serim, który mnie martwił nagłym zainteresowaniem tą osobą, jakby poddał się co do Yeori... Wonsik z Seo rzadziej to robili. Częściej znikali nam z widoku i nie wiadomo co robili i gdzie się podziewali. Miejsce było ogromne, ale nie na tyle by udało się znikać tak jak im. Byli tajemniczy. Jednak cieszyłem się, że chociaż Ravi wyglądał na takiego, któremu się miało poszczęścić. Kiedy podszedł do nas Jaehwan zaczął marudzić na ilość wody w basenach oraz objął Yeori ramieniem, na co ona zdrętwiała. Poczułem się źle. Przy mnie tak swobodnie się zachowywała, jakby naprawdę nie widziała we mnie chłopaka. Więc czemu w klubie to zrobiła? Nie wyglądała na pijaną. Miałem mętlik w głowie. Gdy on znikł, pojawił się koło nas Hongbin. Zapadła nagła cisza i Yeori pobladła. Co się z nimi działo? Jak oni to robili, że ona tak reagowała?
- Dobrze się bawicie? - Zapytał dość cicho.
- Świetnie. - Odpowiedziała krótko i pospiesznie Yeori, nie patrzyła nawet na niego podczas wypowiadania się. Zacząłem czuć się jak ktoś zbędny. Czyżbym nie zauważył wcześniej czegoś między nimi?
            I wtedy stało się coś dziwnego. Hyuk podbiegł do nas i wrzucił najpierw Yeori a potem zdezorientowanego Hongbina do basenu nad którym staliśmy. Ten wpadł na dziewczynę i objął ją, by ta się przypadkiem nie zapadła do wody, bo był to dość głęboki basen. Kiedy tak ją obejmował, spojrzeli sobie w oczy. Oboje mieli szeroko otwarte. Ona zaczęła się powoli rumienić. Poczułem... zazdrość? Nie wytrzymałem i wskoczyłem do nich.
- Co ten Hyuk? - Zaśmiałem się w ich stronę.
            Oni momentalnie się od siebie odsunęli i widać, że nie wiedzieli jak zejść na ziemię. Coś między nimi było? Zmartwiło mnie to. Nie tylko dlatego, że czułem te bezsensowne uczucie zazdrości, ale także dlatego... Bo wiedziałem jak Hongbina było łatwo zranić. Obawiałem się, że gdyby rzeczywiście coś poczuł i ona odrzuciłaby go, mógłby się podłamać.
- Idę zafundować mu zemstę. - Oznajmił nam Bin i podpłynął do wyjścia  z basenu. W jego emocjach nie było wcale widać determinacji, którą miał zazwyczaj, jak Hyuk go drażnił.
            Yeori za to podążała za nim wzrokiem. Coś musiało się między nimi wydarzyć. Przecież tak nagle zmieniła się ich relacja. Chciałem się dowiedzieć co się działo, jednak wiedziałem, że Yeori mi tego nie powie. Bałem się, że to ja ostatecznie będę tym który ucierpi, a przecież, broniłem się jak mogłem, by nic nie czuć. Co jeśli już było na to za późno? Próbowałem sobie to tłumaczyć, na przykład tym, iż wcześniej nie miałem bliskich relacji z kobietami i dlatego wariowałem. Nie dlatego, że Yeori wdarła się do mojego serca…

*Yeori*

            Czułam się dziwnie po tym całym basenie. Hakyeon wydawał się zachowywać nieswojo. Obawiałam się, że to moja wina. Wydawało mi się, że wrogo patrzył na każdego kto się do mnie zbliżył... Zaczynałam się domyślać o co mogło mu chodzić. Bał się, że za bardzo mieszałam w życiu uczuciowym chłopaków. Pewnie przejmował się, iż ich będę musiała ranić. Nie dziwiłam się. W końcu to ich lider i jak to mawiali "mamusia". Byłam okropna. Lecz co miałam poradzić na to co czuł Jaehwan? Nie prosiłam o to, a Hongbin... On także strasznie mnie zaskakiwał. Na pierwszy rzut oka wyglądał, jakby się we mnie zakochał, a ja próbowałam ten pomysł wybić z głowy i udowodnić sobie, że tak nie jest. Tylko, że nie potrafiłam znaleźć takowych dowodów.
            Jeszcze chodziła mi po głowie jedna myśl. Jak odrzucić Jaehwana? Czy powinnam już to zrobić? Czy jeszcze chwilę poczekać i się upewnić, czy coś do niego nie poczuję? Z drugiej strony. Przy nim aż tak nie zabiło mi serce, jak w klubie przy Hakyeonie, czy Hongbinie. Martwiło mnie to. Oboje byli dla mnie chodzącymi enigmami. Przy pierwszym mimo to, czułam się swobodniej, choć dużo razy dostawałam palpitacji. Przy drugim też były one nasilone, lecz on zamieniał mnie w posąg samym wzrokiem. Nie pojmowałam nic. Nie chciałam o tym z nikim rozmawiać, by nikt nie uznał mnie za wariatkę. Musiałam sama się nad tym pogłowić.
            Niestety bądź stety, tego wieczoru ojciec uznał, iż zje ze mną i Hyejungiem kolację. Byłam z jednej strony szczęśliwa, bo dawno z nami nie jadał. Z drugiej strony tego dnia byłam tak nieprzytomna, że bałam się, iż któryś z nich zauważy moje dziwne zachowanie. Siedziałam czekając na naszego rodzica razem z bratem przy stoliku w naszej hotelowej restauracji. Milczeliśmy, bo wyczerpaliśmy dużo tematów, kiedy ojciec się jak zwykle spóźniał.
- Miałeś jakąś dziewczynę? - Zapytałam nagle brata, bo teoretycznie to ja mało o nim wiedziałam.
- Jedną taką... Szkoda gadać. - Odpowiedział krótko, czym mnie zaciekawił strasznie.
- Jaką? - Postanowiłam dowiedzieć się więcej.
- Obsesyjna fanka. Tak można ją opisać. Byłem dla niej jakimś ideałem i po zerwaniu nie dopuszczała tego do siebie. Prześladowała mnie i odstraszała moje znajome. Dlatego to kolejny powód, dla którego wyprowadzka z mojego rodzinnego miasta cieszyła mnie. Na dodatek była ode mnie sporo starsza. Chyba dlatego się z nią nie dogadywałem. – Opowiadał to ze skwaszoną miną. Szkoda, że jego wcześniejszy związek nie był zbyt pozytywny. Niestety często tak bywało. Szczerze nie miałam pojęcia czemu zaczęłam ten temat. - Pójdę do toalety. - Oznajmił mi w pewnym momencie, na co przytaknęłam i po tym wstał od stolika. Troszkę mi ulżyło, że dzięki temu nie będziemy już rozmawiać o jego byłej, choć sama do tego doprowadziłam.
            Czekając na niego, oparłam podbródek o moje dłonie. Nudziłam się. Chciałam by tata się pospieszył. Wtedy szurnęło krzesło obok mnie, aż podskoczyłam. Niestety była to znowu ta zamaskowana kobieta. Miałam na nią nakrzyczeć, lecz postanowiłam postarać się zacząć łagodnie.
- Kim pani jest, że się na mnie uwzięła? - Wycedziłam wręcz przez zęby.
- Aleś ty nerwowa. Dobra, powiem ci wreszcie... - Wzięła głęboki wdech, a ja niecierpliwie wierciłam ją wzorkiem. - Jestem łowcą talentów. Słyszałam, że masz dobry głos. Jednak zawsze źle zaczynałam rozmowę. - Mówiła to zakłopotana, a ja byłam w szoku, że moje przypuszczenia się sprawdziły. Tylko, skąd ona wiedziała?
- Skąd...
- W moim zawodzie trzeba wiedzieć jak wyłapywać takie osoby. - Wyjaśniła przerywając mi.
            Mimo jej deklaracji coś mi śmierdziało. Może mnie kłamała? Albo po prostu nie polubiłam jej i to dlatego.
- Nie ma się jednak co pani fatygować. Ja nie jestem zainteresowana rozwijaniem mojego talentu. - Oznajmiłam jej szczerze. Śpiew to było hobby, nic poza tym.
- Jak można się tak marnować? Co chcesz więc robić? Odziedziczyć może hotel? - Zaśmiała się złowieszczo. - Przecież to wiadome, że jak masz brata to on go odziedziczy. Mężczyźni mają to do siebie, że nie ufają kobietom w interesach.
            Zirytowała mnie ta wypowiedź. Nie znała ani mnie, ani ojca, a pozwalała sobie na takie komentarze. Miałam chęć jej odpysknąć i wtedy wrócił mój brat. Ona momentalnie podniosła się z krzesła i pochyliła głowę poprawiając okulary. Znowu miałam dziwne podejrzenia co do niej.
- Co ty wyprawiasz? – Zwrócił się dość formalnie w jej stronę. Czyli znali się?
            Ona nie odpowiedziała, tylko szybko wybiegła z tej restauracji. Zaczęłam w głowie próbować ułożyć sobie moje przypuszczenia. Kim ona była? Bo łowca talentów chyba już odpadał.
- Powiedziała ci coś? – Zwrócił się do mnie, troszkę przerażony. Zaprzeczyłam kiwając na boki głową. – Ja zaraz wrócę. Muszę z nią porozmawiać. Nie powinna była tu przyjeżdżać.
            Kiedy wyszedł i on, powoli próbowałam to przeanalizować… Czy to mogła być jego ta była? Znalazła go tutaj? Pewnie nie było się tego ciężko dowiedzieć gdzie jest, a taka desperatka potrafiła wszystko, by odnaleźć ukochanego. Dziwiła mnie ta sytuacja i postanowiłam ją zbadać.

Chwilę później dostałam wiadomość na telefonie. Była od Hyejunga. Napisał, że spotkał tatę i ten jednak nie zjawi się na umówionej kolacji, bo jest zajęty. Nie zasmuciło mnie to, bo przywykłam do odwoływanych spotkań z ojcem.


sobota, 17 czerwca 2017

Rok pełen zmian 2: Rozdział 6

Mój miesiąc :D Mam nadzieję, że ta historia wam się nadal podoba i jej nie zepsułam. :D Kocham was i wasze komentarze. Miłego czytania.

Rok pełen zmian 2

Rozdział 6

Lipiec

        Zostaliśmy z Kangjoonem parą. Jednak nikt o tym poza jego siostrą się nie dowiedział. Chcieliśmy uniknąć plotek w pracy, co za tym idzie wolałam nie mówić nic Chanmi. Może i się przyjaźniłam z nią. Niestety była taką paplą. A miało to także na razie nie dotrzeć do Jisoo. Tego nie rozumiałam. Kangjoon uważał, że może go to zaboleć. Według mnie powinien być świadom. Mimo to, ja zawsze źle myślałam, to może i miał rację. Trzymałam się tego co postanowił. Nasze dni wyglądały zwyczajnie. Praca, a po niej jakiś spacer, czy coś w tym stylu. Wszystko wydawało nam się jasne i przyjemne.
        Jedliśmy jednego z takich dni razem lunch. I mój i jego był wykonany przeze mnie. Lubiłam robić takie rzeczy. Niby zwyczajne gesty, ale chciałam mu wynagrodzić ten czas kiedy na mnie czekał, kiedy się zawiódł na mnie i kiedy cierpiał przeze mnie.
- Pamiętasz nasze zdjęcie zrobione przez mamę w święta? – Zapytał nagle.
- Nie mogłabym tego zapomnieć. – Oznajmiłam z uśmiechem na ustach. To były moje najlepsze święta, jak na razie.
- Proszę. – Mówiąc to wyciągnął w moja  stronę właśnie tę fotografię o której wspomniał.
        Wyglądaliśmy na niej naprawdę dobrze razem. Nie mogłam temu zaprzeczyć. Poczułam ciepło. Zawsze tak było przy nim. Zakochana byłam w nim po uszy.
- Nawet nie wiesz ile we mnie teraz emocji zawrzało. – Sama się sobie dziwiłam, ale ostatnio potrafiłam otwarcie mówić mu to co myślę.
- Cieszę się. Moi rodzice... Pewnie z chęcią by cię zobaczyli. - Dodał, a ja zadrżałam.
        Zaczęłam się zastanawiać ile wiedzieli. Czy znali uczucia Kangjoona? Powiedział im, że wyznał mi wszystko tamtego felernego dnia? Nagle miałam wiele pytań. Nie chciałam ich wypowiadać na głos. Bałam się spotkania z nimi.
- Myślę, że kiedyś możemy do nich pojechać. - Stwierdziłam niepewnie, ciężko przełykając ślinę.
- Nie mówię, że teraz, ale na pewno się ucieszą, jak to zrobimy. - Był taki zadowolony ze swojego pomysłu. - I poinformujemy ich co nas łączy. - To ostatnie powiedział już lekko zawstydzony.
        A we mnie uderzyło coś jeszcze. Ten który nam pomógł, nadal o tym nie wiedział. Wyrzuty sumienia mnie dręczyły. Co prawda widziałam Jisoo codziennie uśmiechniętego ostatnio i nie chciałam go smucić taką, a nie inną informacją. Z drugiej strony, sam nam pomógł, więc powinien znać prawdę. Jednak nie potrafiłam poruszyć tego jednego tematu przy Kangjoonie.
        Kiedy wróciliśmy do swoich biurek, podeszłam do ksera. Zeskanowałam sobie zdjęcie i wydrukowałam na zwykłym papierze. Potem usiadłam w moim miejscu pracy i wycięłam nas tak z skopiowanej wersji, by móc potem wsadzić je sobie do portfela. Tak też zrobiłam. Na moje nieszczęście stanęła wtedy nade mną Chanmi i wyrwała z mi portfel z ręki.
- Niesamowite! - Krzyknęła, widząc zapewne zdjęcie. - Wyglądacie tak dobrze razem. - To zdanie powiedziała z wielkim zachwytem. - Powinniście być razem.
        Spojrzałam na nią zakłopotanym wzrokiem. Byłam zestresowana, a kątem oka zauważyłam, że Kangjoon nawet nie drgnął na to, a na pewno ją słyszał.
- Chyba, że już kręcicie ze sobą?! - Zaczęła piszczeć, a wzrok dosłownie każdego zwrócił się w naszą stronę.

Zginiesz śmiercią bolesną Chanmi! W domu zafunduję ci tortury!

- Jesteśmy razem, masz rację. - Odpowiedział spokojnie Kangjoon, a mnie zamurowało i dałabym sobie głowę uciąć, że byłam w tamtym momencie cała czerwona.
        Ona też była w szoku. Chyba nie spodziewała się tak bezpośredniej odpowiedzi. Kiedy jednak zamierzałam przyjrzeć się reszcie, to każdy nagle zaczynał udawać, że coś robi. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Z drugiej strony, cieszyło mnie, że już nie musiałam milczeć w tym temacie. Czułam się momentami, jakbym popełniała zbrodnię będąc z kimś, kogo kochałam. Nie mogłam się doczekać, by wszystko powiedzieć Jisoo, jednak coś zmieniło moje podejście.
        Kangjoon poprosił, by Chanmi się do nas zbliżyła i usłyszałam co powiedział jej po cichu, by tylko ona wiedziała o czym mówi.
- Nie mów nic na razie Jisoo, tak będzie lepiej. - Na koniec uśmiechnął się do niej, a ona przytaknęła mu grzecznie.

Co się tak na niego uparłeś?! Mam tego powoli dość i znowu nie potrafię się odezwać!

        Zaczęłam się lekko stresować tą sytuacją. Chciałabym, żeby wszystko było w końcu jasne. Nie podobało mi się to. Miałam jednak pewien plan. I wiedziałam, że musiałam sama się tym zająć.

***

        Byłam na kolejnej wizycie u psychologa. Zauważył wiele zmian u mnie. Nie mogłam zaprzeczyć, że był bardzo dobrym lekarzem. Jego rady i zalecenia wiele mi pomogły. Wiedziałam też, że mogłam go o wszystko zapytać i to był ten moment, jak postanowiłam to wykorzystać.
- Przepraszam, że tak nie w temacie... Ale pragnę o coś wypytać. - Zaczęłam niepewnie temat.
- Słucham cię uważnie. - Powiedział ze szczerym uśmiechem.
- Jak łatwiej przekazać coś, co może kogoś zasmucić? - Spojrzał na mnie troszkę zaskoczony. Nic dziwnego, bo takie pytania z mojej strony nigdy się nie zdarzały.
- Musiałbym znać dokładną sytuację. - Stwierdził.
        Wzięłam głęboki oddech i opowiedziałam mu o kilku ostatnich wydarzeniach. O tym co stało się ze mną i Jisoo, oraz moim milczeniu względem niego. Trochę było mi głupio przyznać się do wszystkiego.
- Źle zrobiliście, zostawiając waszego przyjaciela na koniec. Tym bardziej, że miałaś z nim swego rodzaju więź i on ci pomógł... Moim zdaniem ciężko będzie mu to teraz przekazać, skoro się dowie od razu, że jest ostatnim, który nie wie. Zrozumiałe będzie też to, że będzie na was zły. - Uważnie słuchałam każdego zdania ze spuszczoną głową. - Musisz mu to ty sama przekazać. Wyczuj odpowiedni moment, jak będzie miał bardzo dobry humor. Więcej ci nie podpowiem, bo jednak znasz go lepiej. Nie znam się na każdej osobie.
- Rozumiem. - Podsumowałam. - I tak dziękuję. Utwierdził pan mnie w pewnym przekonaniu.
        Byłam naprawdę mu wdzięczna. Musiałam tylko teraz jeszcze porozmawiać z Kangjoonem i załatwić sprawę jak najszybciej. Wiedziałam, że będzie ciężko. Wolałam jednak nic już nie odkładać na później.

***

        Siedziałam nad laptopem i próbowałam ogarnąć raport, który musiałam zdać w pracy. Był bardzo ważny i dzięki niemu mogłam liczyć na jakieś nagrodzenie mnie. Dlatego skupiłam się na nim całą sobą, nie zauważając, kiedy Jisoo usiadł koło mnie na kanapie. Dopiero jego głos odwrócił moją uwagę od małego ekranu.
- Co robisz? - Zapytał z tym swoim wielkim bananem na ustach.
- Tworzę coś do pracy. Potrzebuję skupienia. - Dodałam szybko, by wiedział, że nie był to czas na klachy.
- Mogę ci zająć chwileczkę?

Proszę cię bardzo, ale w zamian za nią napisz wszystko za mnie!

- Wal śmiało. - Rzekłam, odkładając urządzenie obok mnie i  patrząc na niego.
- Pomyślałem o czymś ciekawym. Jest lato, przydałoby się zrobić jakieś wakacje. Co ty na to by ty, ja i Kangjoona, a może jeszcze Chanmi, zrobilibyśmy jakiś wypad, gdzieś odetchnęli. Morze, plaża, słońce i zero problemów na głowie.
        Prawie zaświeciły mi się oczy na ten pomysł. Przecież to byłby idealny sposób, by pocieszyć Jisoo, po tym jak dowie się, że w końcu jestem z Kangjoonem. Spędzilibyśmy też razem czas, jak na paczkę przyjaciół przystało. Podobało mi się to niesamowicie.
- Muszę w takim razie z nim porozmawiać. Jestem jednak, jak najbardziej za. - Mówiłam to z szczerością i radością w głosie.
- Cieszę się. - I widać to było po nim. - Może wreszcie zostaniecie parą na tym wypadzie. - Po tym zdaniu, nie dał mi nic odpowiedzieć, tylko zwiał.
        Zrobiło mi się przykro... Chciałam już odpowiedzieć, że przecież z nim jestem. Nie obchodziło mnie co pomyślałby Kangjoon. Uważałam, że Jisoo powinien już dawno wiedzieć. A przez to jeszcze bardziej się w tym utwierdziłam. On poświęcił się dla nas. Zostawił swoje uczucie do mnie za sobą. I na dodatek liczył, że się ze sobą zejdziemy, a my bezczelnie to ukrywaliśmy przed nim. To był wielki błąd. Musiałam porozmawiać z Kangjoonem o tym, bo nadal nie rozumiałam jego powodów.

***

        Byłam wtedy z Kangjoonem w jakiejś wykwintnej restauracji. Zastanawiałam się nad wyborem czegokolwiek z menu, lecz nie udawało mi się skupić nad nim. Cały czas głowiłam się jak poruszyć dwa tematy. Ten o wyjawieniu prawdy Jisoo, oraz wycieczce z nim. Przygryzałam wargi i nawet nie wiedziałam, że Kangjoon przyglądał mi się wyczekująco.
- Tak ciężko ci tu coś wybrać? - Zapytał z lekkim uśmiechem.
- Nie. - Ocknęłam się szybko i wybrałam pierwszą lepszą pozycję w menu. - Chcę to. - Wskazałam ją palcem. - Troszkę wytrzeszczył oczy na moja pozycję, ale po chwili odchrząknął i się wyprostował.
- Dobrze.
        Po jego odpowiedzi zerknęłam jeszcze raz na kartę i zdębiałam. Wybrałam najdroższe danie. Nie chciałam jednak wyjść na idiotkę, więc już nie zmieniłam swojego wyboru, tylko postanowiłam, że może uda mi się zapłacić za siebie chociaż.
        Kiedy już dania leżały przed nami, zrobiłam kilka wdechów i wydechów i próbowałam zacząć trudną rozmowę, ale zostałam jak zwykle wyprzedzona.
- Mam dla ciebie niespodziankę. - Oznajmił zaskakując mnie tym. - Załatwiłem nam wyprawę w góry. Postawiłem na rodzinny wypad, więc będziemy my i moi rodzice. Wynająłem nam pokoje, opłaciłem przejazd, a rodzice już zarezerwowali sobie urlop w pracy. Pozostaje nam tylko to zrobić. Nawet nie wiesz, jak byli szczęśliwi, gdy im to zaproponowałem.

A gdzie pytanie o moje zdanie? To, że zostaliśmy parą, to nie znaczy, że ma mi organizować cały mój czas.

- To jest bardzo dobry pomysł. - Nie umiałam zmusić się do włożenia radości w moją wypowiedź.
        Po pierwsze, od zawsze wolałam morze od gór. Po drugie, Jisoo pierwszy powiedział mi o swoim pomyśle i nie założył nic z góry. Po trzecie... Chciałam wynagrodzić jakoś naszemu przyjacielowi to, że ukrywaliśmy przed nim związek.
- Coś cię trapi. Widzę to wyraźnie. Boisz się jechać z moimi rodzicami? Oni cię kochają. - Mówił pewien swego.
- Nie o to chodzi. - Zaprzeczyłam kiwając głową na boki. - Jisoo wczoraj zaproponował wycieczkę. Mieliśmy jechać ty, ja, on i Chanmi. Na dwie raczej nie pojedziemy. A głupio mi będzie mu odmówić, bo miałam nadzieję... - Zawahałam się chwilę, ale cieszyłam się, że Kangjoon czekał, aż do końca się wypowiem, a nie przerwał mi. - Chcę mu wreszcie wyjawić, że jesteśmy parą. Przy obwieszczeniu mi pomysłu, dogryzł mi, że może w końcu na tym wypadzie się spikniemy. Przecież tak być nie może. On nas wspiera i nie rozumiem, z jakiego powodu przed nim się ukrywamy. - Zaczęłam mówić bardzo szybko. Było to niepodobne do mnie. - I właśnie wspaniałym sposobem, było oznajmienie mu tego przed wycieczką i spędzenie z nim czasu, by pokazać mu, że jest dla nas cennym przyjacielem.
        Kangjoon patrzył na mnie zmartwionym wzrokiem. Zaczęłam się zastanawiać, czy powiedziałam wszystko w odpowiedni sposób. Nie chciałam go urazić, ani też dać do zrozumienia, że całkowicie nie podoba mi się jego propozycja. Po prostu musiałam to wszystko wydusić z siebie.
- Rozumiem. - Odrzekł wreszcie. - W takim razie co mam teraz zrobić? Odwołać wszystko?
- Nie. - Zaprotestowałam szybko. - Nie możesz tego zrobić, bo pewnie większości kosztów już nawet nie da się zwrócić. W dodatku twoi rodzice na pewno są szczęśliwi z tego wypadu w góry. Nie możemy im zrobić przykrości odwołując wszystko. Pojedziemy tam. Jednak muszę porozmawiać z Jisoo i boję się tego. - Po tych słowach miałam ochotę się rozpłakać.
- Moim zdaniem nie masz czego. Zwal wszystko na mnie. W końcu to ja wpadłem na to, by nic mu nie mówić.
        Ucieszyłam się na te słowa. Nie żebym pragnęła wszystko zwalić na kogoś innego. Po prostu ulżyło mi, że Kangjoon zrozumiał co chciałam przekazać. Znowu utwierdziłam się w przekonaniu, że jemu mogę mówić wszystko co myślę. On zawsze mnie słuchał i akceptował wszystko co powiedziałam.
***
        Dzień po kolacji z Kangjoonem była sobota. Miałam zamiar wykorzystać ten wolny czas na rozmowę z Jisoo. Jednak nie było go w domu jak wstałam. Zastałam tylko Chanmi parzącą kawę w kuchni. Popatrzyłam na nią z niedowierzaniem rozciągając się przy tym.

Ona o tej porze na nogach? Muszę zapamiętać ten dzień.

- Już wstałaś? - Zapytała mnie, a to ja miałam zamiar pierwsza to zrobić.
- Bardziej mnie dziwi, że ty nie śpisz. - Ona się na to tylko uśmiechnęła. - I nie wiem gdzie jest Jisoo. Drzwi jego pokoju były szeroko otwarte i go nie było w środku. - To już mówiłam bardziej do siebie, myśląc, że ona i tak nic nie wie.
- Yah! Nie zaglądaj swojemu byłemu do pokoju! Tak nie przystoi! - Wydarła się na mnie. Pierwszy raz odkąd ją znałam.
        Skrzyżowałam ręce i  zaczęłam obserwować ją badawczym wzrokiem. Robiła dwie kawy, dopiero to zauważyłam. I jedna nie była dla mnie, bo skąd miała wiedzieć, że się obudzę. Coś mi zaczynało śmierdzieć. Chyba coś przeoczyłam zaślepiona miłością do Kangjoona. Chanmi kogoś miała! Kiedy zaczęła już sypać cynamon na oba napoje, do mieszkania wtargnął wręcz Jisoo.
- Zrobiłem te zakupy, a po zapachu orientuję się, że na serio przygotowałaś mi tę kawę. - Moje przypuszczenia zostały rozwiane. A już myślałam, że wygnała Jisoo, by spotkać się w domu z jakimś facetem, któremu właśnie napój zrobiła. A to był tylko on.
- Jisoo. - Odwrócił się na moje zawołanie i uśmiechnął szeroko.
- Dobrze, że nie śpisz. W trójkę zjemy ciacha które kupiłem i napijemy się specjalnej kawy, którą nauczyła się robić Chanmi. - Nie wiedzieć czemu, stwierdziłam, że nie powinnam się do nich przyłączać. Może przez to, że ona posmutniała?
- Ja podziękuję. Prosiłabym jednak, byś potem przyszedł do mnie do pokoju. Muszę porozmawiać z tobą. - Oboje patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Pewnie ciekawi o co mogło mi chodzić. Nie chciałam jednak psuć ich porannego planu. Wróciłam więc do siebie.
        Czekałam tam jakiś czas. Nie potrafiłam nic zrobić, bo za dużo myślałam o tym, jak zacząć rozmowę. Leżałam i patrzyłam w sufit. Pragnęłam wyjść z domu i pójść do Kangjoona. Spędzić z nim jakiś czas. Uniknąć tej ciężkiej rozmowy. Nie mogłam. Musiałam stawić temu czoła. Stres mnie obleciał, kiedy Jisoo zjawił się w drzwiach mojego pokoju. Zmieniłam pozycję do siadu, a on także zajął miejsce obok.
- Słucham więc. - Zagadnął.
- Są dwie rzeczy o których musimy porozmawiać. Pierwsza. Jestem z Kangjoonem... - Już pragnęłam mu wyjaśnić wszystko, ale on mi przerwał.
- Wiem. - Patrzyłam na niego i mrugałam oczami z zaskoczenia. - Byłbym głupcem, gdybym tego nie zauważył. Znowu się zmieniłaś. Promieniowało od ciebie. Znam cię na tyle dobrze, że umiem z ciebie czytać jak z książki. Myślisz, że będąc z tobą nie miałem pojęcia, że nigdy mnie nie pokochasz? Wmawiałem sobie wiele, ale wiedziałem, że tylko jego kochałaś.
        Poczułam się okropnie. Cały czas był świadom, że zataiłam przed nim wszystko. Nie chciałam już się tłumaczyć, ani zwalać nic na Kangjoona. To była moja wina... Nie potrafiłam się odezwać.
- Spokojnie. - Rzekł delikatnie do mnie i wciągnął głęboko powietrze. - Kobieto! Przecież pobladłaś. Nie mam ci nic za złe. Domyślałem się, że Kangjoon ci powiedział, byś nic nie mówiła. On dobrze zapamiętuje czyjeś słowa... A jak byłem z nim raz w barze i mówiliśmy o tobie... Prosiłem, by mi nie mówił, jak będziecie razem. Bałem się, że poczuje się z tym źle. A tymczasem czuję ulgę i szczęście, że w końcu wam się ułożyło.
        Zrobiło mi się ciepło na sercu. Kangjoon miał powód. Jisoo wszystko rozumiał. Z moich oczu poleciały łzy. Były to łzy wzruszenia. Tak cudowni ludzie, byli mi tak bliscy. A całe wcześniejsze życie byłam tak samotna. Jedno zagapienie się na człowieka tyle zmieniło... Bo pewnie nie doczepił by się do mnie mój obecny chłopak, gdybym wtedy nie zapatrzyła się na niego na parkingu. Nie znałam osobiście Jisoo, dopóki nie wleciałam na niego na stołówce. Życie zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie.
- Nie płacz. - Wyszeptał. - A co to za druga sprawa?
        Nie chciało mi to przejść przez gardło. Po tym jakże przyjacielskim akcie nie potrafiłam mu powiedzieć, że nie możemy z nim pojechać. Pragnęłam spędzić z nim te wakacje. Odwdzięczyć się za wszystko. Nie miałam pomysłu jak to rozegrać.
- Myślę, że to nieistotne... - Stwierdziłam, że dam sobie trochę czasu. Postanowiłam coś wykombinować, by móc pojechać i na rodzinny wypad i na wycieczkę z Jisoo.


Nie mogę po tym wszystkim się na niego wypiąć.