środa, 26 lipca 2017

Hotel godzien sześciu gwiazd: Rozdział 26

Mamy kolejny rozdział. W sumie jestem w połowie z niego niezadowolona. Ale nie potrafię sobie wyjaśnić dlaczego. Nie ważne. Mam nadzieję, że wam się spodoba.  Miłego czytania i weekendu :)

Hotel godzien sześciu gwiazd
Rozdział 26



*Yeori*

            Bardzo się zdziwiłam, kiedy weszłam do pokoju moich przyjaciółek. Był tam też Hakyeon. Nie wiedziałam co tam robił. Ewidentnie wyglądało mi na to, że kłócili się z Seo. Patrzyli na siebie wrogo. Wcześniej słyszałam krzyki zanim tu doszłam. Przycichli jak weszłam. N momentalnie się speszył. Można było się tego po nim spodziewać. W końcu ostatnio między nami działo się coś dziwnego. I chyba oboje tego nie rozumieliśmy. Czy on był we mnie zauroczony? Zakochany? Czy może ja coś do niego czułam? Gubiłam się powoli i męczyło mnie to okropnie.
- Co tu się dzieje? – Zapytałam niepewnie. Oboje milczeli. Żadne z nich nie raczyło mi chyba nic wyjaśniać. – Dlaczego nic nie mówicie? – Dodałam, a oni spojrzeli na siebie nawzajem porozumiewawczo.
- To sprawa między nami. – Oznajmiała Seo, a mnie zatkało. Poczułam przez chwilę, że mogli rozmawiać o mnie i przeraziłam się.
- Coś nie tak? – Zapytał zmartwiony Hakyeon. – Pobladłaś jakoś. – Wyjaśnił.
            Nie wytrzymałam. Poczułam jakąś dziwną presję od strony Seo, jak na nią spojrzałam. Nie wiedziałam, czy coś od niego wyciągnęła. Bałam się, że obgadywali mnie. Zaczęłam się powoli wycofywać i po prostu wyszłam z tego pokoju. Nie chciałam, by weszli na niezręczny temat.

*Hakyeon*

            Byłem zaskoczony. Seoyeon zawołała mnie do siebie na rozmowę. Myślałem, że będzie chciała rozmawiać o Wonsiku. Odkąd spędzili chwilę sam na sam w pokoju, on był jakiś nieswój. Wiedziałem, że spodobali się sobie szybko. Nie miałem tylko pojęcia co między nimi się wydarzyło. Za bardzo byłem pochłonięty swoim problemem. Uczuciami do Yeori, które musiałem szybko stłumić. Nie mogłem w niej się zakochać. Nie, kiedy inni chłopcy też byli nią zainteresowani.
            Zdziwiłem się, kiedy na wejściu Seo zmierzyła mnie badawczym wzrokiem. Nie mogłem wyczuć o co jej mogło chodzić. Wtedy ona zaczęła rozmowę.
- Powiedz mi, czy między tobą i Yeori coś jest na rzeczy? – Zapytała mrużąc oczy, a ja miałem ochotę się gdzieś schować. Nie byłem gotów na taki temat.
- Skąd takie pytanie? – Starałem się zachować przy tym spokój. Bałem się, że przejrzy mnie na wylot.
- Była u ciebie ostatnio w pokoju i wróciła jakaś dziwna. Co się między wami stało? – Drążyła to, a we mnie zabuzowało. Ja wiedziałem, że była jej przyjaciółką, tylko dlaczego ja miałem jej to powiedzieć? Skoro Yeori nie chciała to pewnie nie byłaby zadowolona, że ja to robię. Nie mogłem więc nic wyjawić.
- Nic się nie stało. Yeori nie chce o tym rozmawiać, to ja też nie będę. – Postawiłem sprawę jasno. Nie lubiłem, gdy ktoś próbował na siłę komuś pomóc.
- Naprawdę będziesz taki?! – Oburzyła się. – Ja chciałabym wiedzieć, by jej pomóc! – Podniosła na mnie głos. Zawrzało we mnie. Bezczelna dziewczyna.
- Może ty mi powiesz co robiłaś z Wonsikiem, że jest taki nie swój od waszego wieczornego spotkania? – Stwierdziłem, że zrobię odwet. Ona spojrzała na mnie z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy.
- Ja pierwsza zadałam pytanie. Nie zmieniaj tematu! – Miałem ją w garści.
- Widzisz, jak to jest? Ty też nie chciałabyś mi opowiedzieć, choć ja też pragnę pomóc przyjacielowi. Zrozum, że nie mogę i ja o tym rozmawiać. – Wyjaśniłem, mając nadzieję, że da sobie już spokój.
- Nie bądź taki! To jest ważne! – Krzyczała. Nie mogła tego powiedzieć łagodnie? Mnie też często ponosiło, ale bez przesady.
            Wtedy usłyszeliśmy, że drzwi się otwarły i w nich stała Yeori. Oboje zmieszaliśmy się na ten widok.

***

            Coraz bardziej przyłapywałem się na tym, że coś do niej czułem. Nie mogłem już temu zaprzeczać. Nie mogłem też nic w tym względzie zrobić. Inni pewnie byli bardziej jej godni i bardziej ją kochali. Nie chciałem być tym, który wejdzie pomiędzy nich. Próbowałem jakoś do niej się zdystansować, lecz jak tylko ją widziałem, zapominałem o tym. Wtedy znowu to zrobiłem. Kiedy wyszła z pokoju zdenerwowana, zmartwiony poszedłem za nią.
            Chwyciłem jej dłoń i odwróciłem ją w swoją stronę po wyjściu z pokoju. Była zaskoczona. Nic dziwnego. Od momentu, jak powiedziałem jej, że nie zapomniałem pocałunku, nie rozmawialiśmy jeszcze. Pewnie miała dość mnie i czuła jakbym się narzucał jej.
- Przepraszam, kłóciłem się z twoją przyjaciółką, jednak o nic ważnego. - Oczywiście, że chciałem wejść na inny temat, lecz brakowało mi odwagi.
- Spokojnie. Ja się nie przejmuje. Po prostu musiałam wyjść. - Spuściła wzrok na moją dłoń, która nadal trzymała tą jej. Pospiesznie ją zabrałem. Zawstydziło mnie to. - Możemy się przejść i pogadać? - Zaproponowała, a mnie zamurowało. Nie byłem na to gotów. Domyślałem się o co jej chodziło.
- Chodzi ci o ostatnie wydarzenia między nami? - Postanowiłem wybrnąć z tego jakoś. Ona przytaknęła. - Nie przejmuj się. - Wymusiłem na sobie uśmiech. Miałem nadzieję, że ona go nie przejrzy. - Mnie niepotrzebnie poniosło. To nie tak, że coś do ciebie czuję. - Kłamałem i chyba próbowałem oszukiwać sam siebie. - Wiem, że podobasz się innym. Mnie nie bierz pod uwagę. - Czemu wydawało mi się, że Yeori posmutniała? Pewnie miałem jakieś urojenia, albo nadzieje na to, że to ona też coś do mnie czuła.
- Rozumiem. W takim razie pójdę do siebie, bo za chwilę wybieram się na rozmowę z ojcem i Hyejungiem. - Odpowiedziała jakoś pusto i poszła sobie. Byłem zły na siebie za to co powiedziałem. Z drugiej strony tak musiało być. Ona miała inne problemy na głowie i nie mogłem jej dorzucać siebie.
            Mimo to, coś mnie podkusiło, że podbiegłem do niej i przytuliłem ją od tyłu. Czułem, że tego potrzebowała. Ja także. Pragnąłem się do niej jeszcze na chwilę zbliżyć. Obiecałem sobie, że będzie to ostatni gest jaki wykonam w jej kierunku. Pewnie ją zatkało, bo nie ruszała się.
- Nie smuć się, bo boję się, że w jakiś sposób cię ranię. – Po tych słowach obróciłem ją za ramiona jeszcze w swoją stronę. – Chcę zobaczyć jak się uśmiechasz. – Ona na to delikatnie uniosła kąciki ust. Przy tym jeszcze na jej licach pojawiły się zaróżowienia.
Wyglądała tak pięknie. Musiałem jednak pozwolić jej iść. Puściłem ją potem i obserwowałem jak znika mi w jednym z korytarzy. Obracała się przed tym jeszcze kilka razy i patrzyła na mnie speszona. Dlaczego poznaliśmy się w takich okolicznościach i czemu reszta zespołu musiała też na nią zwrócić w ten sposób uwagę? Nic nie rozumiałem. Los ze mnie chyba sobie kpił.
            Schodząc po schodach spotkałem Hongbina. Wyglądał jakby czekał na kogoś i jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że chodziło o mnie. Spojrzał na mnie takim smutnym wzrokiem.
- Mam kilka pytań hyung. - Zwrócił się do mnie, a ja szczerze bałem się tego.
- Wal śmiało. - Nie byłem przekonany do tej wypowiedzi, ale musiałem go wysłuchać. Byłem liderem. Problemy zespołu, to moje problemy. Byliśmy także przyjaciółmi i powinniśmy się wspierać.
- Czy podoba ci się Yeori? - Zatkało mnie. Powinienem być szczery? Nie mogłem. Czułem, że go to zrani. Pokręciłem na boki głową. - Mam nadzieję, że odpowiadasz szczerze. Widzisz... Yeori, ona mi przypominam pewną dziewczynę. Kochałem ją. Byliśmy razem i teraz cały czas cierpię, bo jej już nie ma przy mnie, a wszystko mi się z nią kojarzy. - Wiedziałem o tym. O jego związku, który ukrywał. Był z jedną z naszych trainee. Jednak nie domyślałem się ile to cierpienia mu przyniosło. Dziewczyna musiała wrócić do Japonii, bo stamtąd pochodziła i co za tym idzie rozstać się z nim. Nie chciałem zdradzić mu, że znałem sytuację. - Chciałbym związać się z Yeori, niestety boję się poddać uczuciom. Wiem, że odrzuciła Hyuka. Ględzi przy mnie o tym. Powiedział też, że domyśla się, iż odrzuci Jaehwana... Tylko dodał, że ty zostałeś. Nie rozumiałem co miał na myśli. Dlatego pytam.
            Przełknąłem głośno ślinę. Skoro Hyuk takie rzeczy mawiał, to gdyby nie Bin sam miałbym szansę. Mimo to, czułem, że to on jej bardziej potrzebował. Stanięcie mu na drodze byłoby okrutne. Ja się w tym momencie nie liczyłem. Pierwszy raz tyle poczułem do dziewczyny i jeszcze na pewno jakaś się pojawi. Nie może to być ta jedyna... Miałem na to wielką nadzieję.
- Zbliż się do niej. Myślę, że do siebie pasujecie. - Trudno przeszło mi to przez gardło. Po tych słowach po prostu go wyminąłem. Nie chciałem by zauważył, iż boli mnie to.

*Yeori*

            Byliśmy w szoku. Ja i Hyejung zastaliśmy naszą matkę w gabinecie ojca. Siedziała naprzeciw niego. Jeszcze nie wyjechała? I po co go nachodziła? Powinna się schować. Nie chciałam jej znać. Miałam ochotę powiedzieć jej co o niej myślę. Ona za to wstała na nasz widok. Widać, że sama była przerażona.
- Chcieliśmy porozmawiać z tobą tato, tylko widzę, że masz gościa. - Oburzyłam się.
- Ona już wychodzi. - Zwrócił się bardziej w jej stronę i spojrzał na nią wymownie. Posłusznie udała się do wyjścia patrząc zmartwionym wzrokiem na mnie. Nie podobało mi się to.
- Chcieliście mi opowiedzieć o jej przyjeździe? - Zgadnął ojciec, a my na to przytaknęliśmy zgodnie. - Nie ważne. Ta kobieta więcej się tutaj nie zjawi. Przykro mi Hyejung, że doświadczasz przykrości ze strony osoby, która cię wychowała. Dzisiaj oznajmiła, że lepiej będzie jak do niej nie wrócisz. - Widać było, że ojcu ciężko szło powiedzenie tego.
- Domyślałem się, że tak będzie po tym, jak się pokłóciłem z nią. - Spojrzałam na niego zdziwiona. - Kazałem jej się wynosić i nie pokazywać nam na oczy. - Mówił to ze łzami w oczach. To na pewno było dla niego ciężkie. Poklepałam go po ramieniu. - Nienawidzę jej za to, że to przez nią nie miałem normalnej rodziny. Zawsze w szkołach wyśmiewano mnie dlatego, że nie wiedziałem, kto jest moim tatą. Wychowywała mnie jakby od niechcenia. Kochałem ją, ale czasem wątpiłem, czy ona mnie. Podziwiałem, że dawała sobie sama ze mną radę, a to wszystko było jej winą.
- Nie krytykujmy jej. Ja też swoje zawiniłem na pewno. - W tym momencie zauważyłam, iż tata też płakał. Co ta kobieta zrobiła z tymi facetami? Może to po niej odziedziczyłam ranienie innych? Bo w obecnej sytuacji tak się czułam. Jakbym raniła członków mojego ulubionego zespołu. Przeraziła mnie myśl, że to mogłaby być prawda.

***

            Po tym wszystkim musiałam zajrzeć jeszcze do Seo. Wiedziałam, że potrzebowała rozmowy. Po tym jak Wonsik opowiedział mi o sytuacji, jaka zaszła między nimi. Sama pewnie nie zwróciłaby się z tym do mnie, bo bała się mojej opinii. Musiałam z niej to wyciągnąć.
            Kiedy do niej weszłam, zastałam ją samą w pokoju. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko. Czyli jak przypuszczałam, przeszła jej złość. Podeszłam do niej i usiadłam na jej łóżku. Czekałam, czy czasem ona nie chce zacząć rozmowy, ale milczała. Musiałam więc przejąć inicjatywę.
- Co się dzieje? - Dopytałam, a ona zmieniła minę na smutną.
- Ogłupiałam. Nie wiem co robię. - Nie rozumiałam nic z tej wypowiedzi. - Podoba mi się chłopak. Zdecydowanie stało się to za szybko. I jeszcze wszystko psuję! Uznał już pewnie mnie za wariatkę. - Panikowała, a mi się chciało z niej śmiać.
- Chodzi o Wonsika? - Zapytałam, bo domyślałam się, że zapewne jego miała na myśli.
- Tak. Aż tak to widać? - Powiedziała to przerażona. - Wiesz co ja ostatnio mu zrobiłam za scenę?
- Wiem. - Stwierdziłam, że ją uspokoję mówiąc coś więcej. - I uważam, że nie ma ci on jej za złe. Musicie pogadać i bliżej się poznać. Bo po pierwsze. Dochodzi między wami do nieporozumień, a po drugie krótko się znacie. - Wyjaśniłam, choć miałam ochotę po prostu jej powiedzieć, że ma się za niego brać, bo też mu się podoba.
- A ja śmiałam się z ciebie, jak nie radzisz sobie z facetami. - Zachichotałam na jej słowa. Faktycznie zawsze mówiła, że coś źle robię, jeżeli ktoś mi się podobał. Nigdy mi z tymi osobami nie wychodziło. - Kiedy w końcu z kimś ty będziesz? Wszyscy za tobą latają z tego co zrozumiałam. A ty nadal singielka. - Wytykała mi, aż zrobiło mi się głupio.

- Bo mam dylemat. Nie jestem pewna tego co czuję. - Taka była prawda. Jeszcze tego dnia usłyszałam, że między mną i Hakyeonem nic nie będzie. Powinnam się cieszyć, że ułatwił mi wybór, a to jakoś mnie bardzo zabolało. Miałam nadzieję, iż to jak wydawało mi się, że podoba mi się Hongbin i on jednocześnie nie było prawdą. A tym bardziej, że to do Hakyeona najwięcej czuję nie mogło się sprawdzić. Nie chciałam znowu być w takiej sytuacji. Dlaczego podobali mi się zawsze ci, którzy mnie nie chcieli?




wtorek, 25 lipca 2017

Diagnostyka serca: Rozdział 9

Mamy dla was rozdział 9. Trochę mniej poprawiany niż zwykle, więc wybaczcie, jak więcej niż zwykle błędów się tu wkradło, ale nie miałam kiedy poprawić. Może jeszcze dziś na niego zerknę. Kto wie. :D Tak więc życzę wam miłego czytania. :)

Diagnostyka serca
Rozdział 9





*Jongin*
            Dzięki temu, że zostałem w domu z Kyurin, przyszłą dziewczyną naszego lidera - on pewnie zabiłby mnie za to określenie - mogłem z nią chwilę porozmawiać o swoim problemie. Nie wiedziałem czemu, akurat spytałem ją. Może dlatego, że była w tej sytuacji osobą bezstronną i była dziewczyną? Doradziła mi po prostu rozmowę i miała rację. Musiałem wyjaśnić wszystko Jiwon, zanim do gazet trafi informacja o mnie i Krystal jako parze. To nie tak, że byliśmy razem, bym musiał jej się tłumaczyć. Podobała mi się i nie chciałem, by źle zrozumiała moje zaloty. Jeszcze przecież kilka dni temu wmawiałem jej, że Krystal to tylko przyjaciółka. Nie chciałem wyjść na kłamcę i taniego podrywacza.
            Nie przewidziałem, że nie zdążę z nią porozmawiać, bo moja wytwórnia tylko z grzeczności zapytała mnie o zgodę. Za dwa dni po rozmowie w niej huczało wszędzie, że jestem z moją przyjaciółką tak naprawdę parą i pokazywały się nasze wspólne zdjęcia, jako rzekomy dowód naszych schadzek. Byłem wściekły, kiedy ujrzałem to na jednej z plotkarskich stron. Poszedłbym im wygarnąć co o tym myślę, ale na pierwszym miejscu postawiłem sobie wyjaśnienie wszystkiego Jiwon. Bałem się, że już wyrobiła sobie o mnie zdanie.
            Jak na złość nie odbierała ode mnie telefonów. Nie wiedziałem, czy była po prostu zajęta, czy to ze złości na mnie. Nie wytrzymałem wsłuchiwania się w sygnał oznaczający oczekiwanie na odebranie przez nią połączenia. Uznałem, że mogę ją odwiedzić. W tamtym momencie nie myślałem już o niczym innym. Wybiegłem szybko z dormu, nie dając nikomu znać gdzie się wybieram. Jednocześnie dzwoniłem po taksówkę. Czekałem bardzo krótko na nią, bo była gdzieś w pobliżu.
            Kierowca bardzo sprawnie dowiózł mnie pod wskazany adres. Miałem farta, że ostatnio zwróciłem uwagę na ulicę i numer domu do którego przyprowadziła mnie Jiwon. Wysiadłem, zapłaciłem i miałem przejść na druga stronę ulicy, ale zauważyłem pod jej drzwiami faceta. Pamiętałem go.  To był ten przyjaciel, który wyznał jej uczucia. Za chwilę i ona pojawiła się w drzwiach. On ją przytulił. Zawrzało we mnie. Jednak starałem się być spokojny, bo w końcu byli bliskimi znajomymi i to nie musiało nic znaczyć. Po chwili pojawiła się jej siostra w drzwiach i przez to nie mogłem zdecydować się na podejście by im przerwać. Podobno była moją fanką i nie wiedziałem, jak mogłaby zareagować. Nie bez powodu Jiwon nie chciała, by o mnie wiedziała. Wyglądało, jakby kłóciła się z tym człowiekiem, a Jiwon wygoniła ją do środka. Nie słyszałem nic przez hałas samochodów. I wtedy on ją przyciągnął do siebie. Zamurowało mnie. Ewidentnie chciał ją pocałować. Nie wiedziałem, czy się opierała. Nie chciałem już na to patrzeć, tylko się odwróciłem tyłem do nich.
            Zacisnąłem pięść. Ten człowiek chciał pewnie dopiąć swego. Czułem, że Jiwon mu ulegnie. W końcu znała go bardzo długo, a mnie wcale. Zdawało mi się też, że nie wierzyła w coś takiego jak miłość i takie osoby starają się wiązać z kimś kogo dobrze znają. Nie miałem u niej szans. Po co się łudziłem? Na dodatek, jeżeli zdążyła przeczytać najnowsze informacje i była na mnie zła to miała gdzieś moją radę o nie byciu z nim.
***
            Na drugi dzień w wytwórni byłem rozdrażniony. W końcu dziewczyna, która mi się spodobała miała mnie gdzieś. Niby nie było to zauroczenie, czy zakochanie, ale trochę się zawiodłem, że tak szybko bym musiał odpuścić.
W pewnym momencie dosiadła się do mnie Krystal, gdy byłem na ławce w korytarzu SM. Nie zareagowałem na to. Nie wiedziałem, czy chciałem z kimkolwiek rozmawiać, bo wszelkie próby rozmów kończyły się kłótnią tego dnia.
- Załatwili nas nieźle. – Zagaiła, a ja tylko prychnąłem. – Coś nie tak? Nie mów, że ta dziewczyna to źle odebrała. – Czasem zastanawiałem się, czy istniała telepatia. W tej chwili się czułem, jakby za jej pomocą moja przyjaciółka czytała w moich myślach. Przytaknąłem jej jedynie, bo naprawdę nie miałem humoru na gadanie.
            Zawibrował mi telefon. Spojrzałem na niego i ujrzałem imię Jiwon. Czego mogła chcieć? Nie miałem pojęcia. Dzień wcześniej totalnie mnie ignorowała. Bałem się odebrać. Pierwsze co mi przyszło do głowy, to że powie, iż powinienem już dać jej spokój. Odrzuciłem połączenie.
- Co ty robisz? Powinieneś z nią gadać. – Oburzyła się Krystal. – Dzwoń do niej teraz! – Próbowała mnie przekonać.
- Nie ma mowy. Wczoraj mnie zignorowała i widziałem jak całowała się ze swoim przyjacielem. Nie chcę usłyszeć, jak każe mi dać sobie z nią spokój. – Powiedziałem, to co myślałem i znowu patrzyłem w martwy punkt w ścianie.
- Jesteś idiotą. Może źle coś zobaczyłeś? Pogadaj z nią. Tak się możesz domyślać. Będziesz tego żałował. – Zaczęła mnie pouczać, a ja coraz bardziej myślałem, że wszystko chyba wyolbrzymiłem.
            Jiwon ponownie zadzwoniła. Postanowiłem odebrać. Wahałem się chwilę jeszcze, zanim kliknąłem co należało i przyłożyłem urządzenie do ucha.
- Jongin. Nie przeszkadzam ci? – Zapytała łagodnie, była zbyt cicha. Przeraziłem się, że to zły znak.
- Mam przerwę. Wcześniej rozmawiałem z przyjaciółką, dlatego odrzuciłem połączenie. – Skłamałem, bo nagle pragnąłem znowu pokazać, że mi na niej zależało. Nie wiedziałem po co to robię, skoro za chwilę pewnie miała mnie skreślić
- Rozumiem. Bałam się, że zadzwoniłam w trakcie treningu. – Mówiła już głośniej i brzmiało, jakby poczuła ulgę. Zdziwiło mnie to. – Przepraszam za wczoraj. Miałam wspólny dzień z siostrą. Nie mogłam używać telefonu, zabiłaby mnie nawet jakbym na jeden sms odpowiedziała, a jakbym odebrała byłoby niebezpiecznie. – Wyjaśniła na jednym tchu. Ucieszyło mnie, że próbowała mi to wyklarować.
- Nie ma sprawy. Byłem zbyt nachalny, wybacz. Bo wczoraj chciałem pilnie porozmawiać. Czytałaś gazety, strony plotkarskie? – Zacząłem z głupiej strony. Powinienem się szybko dowiedzieć co tym jej przyjacielem, a zacząłem od tłumaczenia siebie.
- Chodzi o ciebie i Krystal? – Zapytała bardzo spokojnie. Nie wiedziałem jak to odebrać.
- Nie jestem z nią. To nadal przyjaciółka. Nawet siedzi tu teraz obok. Wytwórnia to wymyśliła na poczet zatuszowania jakiegoś innego skandalu. – Czekałem na jej reakcję.
- Rozumiem. Czasem takie rzeczy się dzieją. Jestem sama wśród dziennikarzy i wiem jak to działa. – Zrozumiała to… - Nie wiem po co mi się tłumaczysz. Nic nas nie łączy. To brzmi, jakbyś się obawiał…
- Wiesz dobrze, że mi się spodobałaś. – Przerwałem jej, bo nie mogłem znieść tego co mówiła. – Podrywałem cię i nie chcę byś pomyślała, że ja się w coś bawiłem. – Byłem z siebie dumny, iż powiedziałem to tak wprost.
- Niech ci będzie. – Pragnąłem teraz wejść jakoś na temat tego całego Taehyuka i nie miałem pojęcia jak, a ona niespodziewanie to zrobiła. – Tak więc, dla twojej informacji, twoja konkurencja do mnie wczoraj przyszła. Wiesz kto. – Zaśmiała się, a mnie to nie bawiło. – Musiałam mu dać z liścia, bo zachowywał się bezczelnie. Miałeś rację… Choć dziwnie mi ją tobie przyznawać. Wolę, by był moim przyjacielem, nikim więcej. – Poczułem się cudownie na te słowa. Wszystko było jasne. Wyolbrzymiłem i miałem to sobie za złe. Nie długo, bo za chwilę o tym zapomniałem oddając się jeszcze chwilowej rozmowę z Jiwon. Nawet nie zauważyłem, kiedy Krystal zostawiła mnie samego. Tak bardzo się skupiłem na tej jednej czynności.
*Chayeon*
            Nabrałam odwagi i postanowiłam nie mówiąc nic nikomu odwiedzić ojca. Musiałam mu powiedzieć co myślę o jego zachowaniu. Wątpiłam, że dzięki temu przejrzy na oczy. Nie zostało mi nic innego, jak się przekonać.
            Weszłam do środka wielkiej willi bez problemu. Ochrona mnie bez problemu wpuściła. Znali mnie, jako córkę tego idioty. Nienawidziła go już od długiego czasu. Wszelkie maniery względem niego były dla mnie niestosowne. Zniszczył moje życie i naszą rodzinę.
            W gabinecie siedział i przeglądał dokumenty. Pewnie myślał, że wszedł jakiś pracownik, więc nawet nie zerknął na mnie. Odchrząknęłam, by zwrócił na mnie uwagę. Widząc mnie pobladł i kazał wyjść jakimś ludziom, którzy za nim stali. Po chwili pomachał na mnie ręką i wskazał mi krzesło. Nie zbliżyłam się do niego.
- Jak długo mamy jeszcze przez ciebie cierpieć? – Zaczęłam mu wygarniać.
- Nie rozumiem, o co znowu ci chodzi. Powiedziałem ci, że mam dla ciebie układ, który by nam pomógł wszystkim. – Odburknął, a we mnie zawrzało. Znowu gadał o jego propozycji, która była dla mnie śmieszna.
- Jasne. Pomogłoby to tobie mieć wpływy. Może byś się wzbogacił na tyle by spłacić swoich lichwiarzy. Ale te długi, które mama wzięła na siebie za twoją namową, pewnie nie ruszyłbyś się nawet do spłacenia ich. W dodatku nie zwrócisz nam naszej przeszłości. Tyle wycierpieliśmy przez ciebie! Jesteś idiotą! – Jak zwykle w jego obecności zaczęło mnie ponosić. Miałem ochotę krzyczeć tak by cały świat zobaczył moją furię.
- Uspokój się. – Powiedział to na tyle spokojnie, że można rzec, iż nawet to go nie obchodziło, jak się zdenerwowałam. – Mama sama chciała za to wziąć odpowiedzialność. Teraz niech to spłaca.
- Niech ci będzie. Co tam, że zrobiła dla ciebie to wszystko. Nie potrafisz okazać wdzięczności. Tylko powiedz mi, czemu nas nachodzą lichwiarze? Mnie i Yulchana ostatnio śledzili i zaatakowali!  - Wytrzeszczył na mnie oczy. Wiedziałam, że krzywda fizyczna na nas, to zawsze było coś, co jako jedyne go poruszało. – Wyjaśnisz mi to jakoś? – Domagałam się, by coś powiedział.
- Nie mam pojęcia czemu do was się przyczepili. Nie tak miało być. Wziąłem małą pożyczkę u nich, lecz spokojnie miałem zamiar ją spłacić. Dlaczego mieliby to robić? – Widać było po nim, że sam się zdziwił.
- Może dlatego, iż tak naprawdę ich nie spłacasz? Chcieli cię ponaglić? Nie interesuje mnie to. Zrób coś, byśmy mogli bezpiecznie chodzić po mieście! – Pewnie krzyczałabym coś dalej, ale drzwi lekko skrzypnęły. Zerknęłam w ich stronę i mnie zamurowało. Co tutaj robił Youngtae?
- Chayeon? – Spojrzał na mnie z niedowierzaniem. – Co tu robisz?
- Znacie się? – Zaśmiał się tata pod nosem. – Idealnie. – Dodał jakby sam do siebie, a my patrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem. Co on robił w domu mojego ojca?
- Yungtae, poznaj moją córeczkę. Pracujecie w tym samym szpitalu? – Przytaknęliśmy, lecz nadal patrząc na siebie, a nie mojego ojca. On wyglądał na przerażonego. – Chayeon, za to ty musisz wiedzieć, że Youngtae to syn moich dawnych przyjaciół, a jego wuj jest jednym z moich wspólników. – Wyjaśniał dalej, a ja miałam gdzieś to co mówił. Dopiero po chwili mnie olśniło.
- W takim razie, to ten mężczyzna? Kpisz sobie ze mnie? – Zdenerwowałam się ponownie przypominając sobie o jego chorej propozycji ślubu w ciemno. Wszystko dla uratowania jego interesów.
- Wuj Youngtae traktuje go jak własnego syna i chciałby mu zapewnić dobrą przyszłość. Stąd chciał wybrać mu dobrą małżonkę, a ty jesteś bardzo znana w świecie biznesu. Każdy właściciel dużej firmy od lat mnie błagał o pozwolenie, byś została jego synową. Dobrze o tym wiesz. – Nie mogłam dłużej tego słuchać.
- Od dziś moja noga tu nie powstanie. Nigdy nie wyjdę za pacana, który słucha swojego wujka. – Skierowałam tę obelgę do mojego byłego kierownika. – Dlatego byłeś dla mnie taki miły ostatnio? – Starałam się być dla niego oschła, bo bardzo się na nim zawiodłam.
- Ja po prostu zgodziłem się pomóc wujkowi, bo tego potrzebuje, a nie miałem pojęcia, że ten człowiek jest twoim ojcem. – Tłumaczył się, a ja go już nie słuchałam. Po prostu udałam się do wyjścia i trzasnęłam mocno za sobą drzwiami. Miałam dość tych ludzi usytuowanych w bogatych rodzinach. Wcale nie myśleli o sobie? Tylko o interesach? Jak dobrze, że się od tego uwolniłam i mogłam poznawać te osoby, która ja uważałam za godne poznania. Nagle zapragnęłam, by Jongdae mnie pocieszył. Zaczęłam się od tego uzależniać. Był naprawdę dobrym przyjacielem dla mnie.
*Xiumin*
            Tego dnia byłem ugadany znowu na wieczorek z Juniel. Nie był to pierwszy raz. Przychodziłem do niej kilka dni w tygodniu. Czasem ona to proponowała, czasem ja. Była coraz bardziej na mnie otwarta. Dobrze się z nią mi rozmawiało, nie krępowały nas żadne tematy. Nawiązała się między nami bliższa więź. Moje serce zaczęło dla niej bić szybciej, jak tylko ją widziałem. Mogłem już przyznać się do zauroczenia bez problemu. Szybko skradła moje serce.
            Zapukałem do drzwi. Odpowiedziała mi cisza. Zauważyłem, iż drzwi były uchylone. Poczułem się jak w jakimś dramacie. W filmach zazwyczaj wchodziło się do środka i znajdowało się nieprzytomną osobę. Wparowałem do środka przerażony. W przedpokoju przywitała mnie Sunny. Tym razem grzecznie podeszła i polizała moją dłoń. Usłyszałem szloch… Ulżyło mi, że czarny scenariusz się nie sprawdził.
- Juniel? – Zawołałem w stronę jej sypialni, bo stamtąd dochodził. Nie odpowiedziała. Bałem się podejść do tego pomieszczenia, bo to był jej azyl zapewne. Próg sypialni, to nie coś, co po prostu mogłem przekroczyć. Co miałem poradzić? Płakała. Nie mogłem stać i czekać, aż wyjdzie.
            Zaryzykowałem i uchyliłem delikatnie drzwi. Siedziała na ziemi plecami oparta o łóżko. Cała we łzach. Wokół niej rozwalone były ciuchy, stała miska jakby z wypranymi i leżała suszarka do ubrań. Zmartwiło mnie to i domyśliłem się, co mogło się stać. Prawdopodobnie nie potrafiła tego powiesić.
            Podszedłem do suszarki. Postawiłem ją tak jak powinienem. Ona drgnęła i przestała płakać. Nasłuchiwała. Zacząłem zbierać ubrania z ziemi i je wieszałem. Było mi trochę głupio z jednej strony. Lecz nie wiedziałem, jak inaczej jej pomóc.
- Czy ty wieszasz mi pranie? – Zapytała niepewnie.
- Tak jakby. – Wyszeptałem, jakby bojąc się, że uszkodzę jej wyczulony słuch mówiąc głośniej.
- Jestem taka beznadziejna. – Nie byłem na to gotowy. Liczyłem, że każe mi przestać i zjedzie mnie z góry na dół.
- Wcale nie. Każdemu może coś nie wyjść. – Próbowałem ją jakoś przekonać, że nie ma racji.
- Dlaczego więc rodzice uważają, iż jestem bezużyteczna? – Zamurowało mnie. Czyżby nie miała w nich wsparcia i dlatego mieszkała sama? Nie rozumiałem jak mogliby zostawić córkę. Nie pytałem o jej rodziców, święcie przekonany, że oni nie żyją.
- Powiedzieli ci tak? – Dopytałem, choć nie wiedziałem, czy powinienem.
- Dają mi to do zrozumienia. Jakim ciężarem jestem. Odkąd nie widzę. Najpierw było to jakby z troski o mnie. Chcieli bym przywykła do tego, iż inni muszą mi pomagać. Potem próbowali mi pokazać, że nic nie potrafię zrobić i muszę żyć na ich łasce. Zbuntowałam się. Chcę odzyskać wzrok i to im też się nie podoba. Czasami się czuję, jakby woleli bym zginęła w wypadku, a nie tylko straciła wzrok. – Mówiła to bardzo szybko, trzęsąc się przy tym. Nie wytrzymałem. Usiadłem koło niej i objąłem ramieniem. Ona przytuliła do mnie głowę i znowu zaczęła płakać. Gładziłem jej włosy. Miałem nadzieję, że uspokoję ją takimi gestami.
- Nie rozumiem ich. Powinni ci pomóc, ale w dążeniu do wyleczenia. – Uznałem. – Przecież to wiadome, że chciałabyś widzieć. – Bałem się mówić, by nie dobrać źle słów. Ona trzęsła się cała. Była tak krucha w moich ramionach. – Dużo ci zostało pieniędzy do zebrania?
- Nie. – Pociągnęła nosem. – Jednak im bliżej, tym bardziej brakuje mi ich wsparcia. To ciężka sprawa. Boję się. Chciałabym, by byli wtedy przy mnie. Potrzebuję, by ktoś powiedział mi, że nie muszę się lękać. – Wtedy zapaliła mi się lampka. Mieliśmy mieć wkrótce krótką przerwę, niby dwa tygodnie to nie wiele. Może…
- Jakbyś pozwoliła sobie pomóc… Mogę dołożyć resztę pieniędzy. Oddasz mi ją. Po prostu niedługo mamy dwa tygodnie przerwy dla siebie. Nasz lider nagrywa dramę i mamy więcej luzu. Jeżeli wtedy moglibyśmy pojechać… - Nie dała mi dokończyć.
- Jeżeli będę chciała zarezerwować operację na szybko, trzeba wtedy więcej dopłacić. – Wyjaśniła mi, a ja nie przejąłem się tym.
- Zrobię to. Dam ci ile będzie trzeba. – Nie dałem się odwieźć do tego co zrodziło się w mojej głowie.
- Nie powinnam przyjmować od ciebie pieniędzy. – Oburzyła się lekko i odsunęła ode mnie. – Jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi. Rozumiem, że chcesz być moim wsparciem. Dlaczego to robisz? Nie mogę tego już pojąć.
            Zestresowałem się. Dlaczego tak desperacko marzyłem o tym, by widziała? Dlaczego przejmowałem się, czy daje sobie radę co raz bardziej z dnia na dzień? Dlaczego chciałem ją widzieć jak najczęściej i byłem gotowy bardzo się dla niej poświęcić? Dobre pytania. Czy ja już byłem zakochany? Bo przecież na samo zauroczenie zbyt wiele chciałem.
- Mogę czegoś spróbować? – Wystrzeliła nagle trochę mnie tym strasząc, bo nie miałem pojęcia co miała na myśli. – Chcę spróbować cię zobaczyć. – Nadal nie pojmowałem. – Dotykając twojej twarzy. – I wtedy dopiero do mnie dotarło. Wiele razy widziałem to na filmach. Niewidomi dotykali twarzy innych, by łatwiej im było ich sobie wyobrazić.
- Zrób to. – Odpowiedziałem jej szybko, by widziała, że nie waham się.
            Wyciągnęła w moją stronę dłonie, chwyciłem je i nakierowałem na moją twarz. Dotykała moich policzków i kąciki jej ust się uniosły. Czyżby śmiała się z moich lic? Delikatnie jeździła po mojej twarzy. Zamknąłem oczy, by mogła przejechać po moich powiekach, potem dotykała czoła. Zjechała niżej. Macała nos. Z jednej strony czułem się dziwnie, z drugiej podobało mi się to. Kiedy dotknęła moich ust zadrżała. Ja odruchowo zrobiłem to samo. Zawiesiła się na nich. Uciekła dłońmi do siebie po chwili, a ja zadziałałem pod wpływem impulsu. Wyciągnąłem się w jej stronę i musnąłem swoimi wargami jej. Miałem się odsunąć, by jej nie speszyć tak nagłym gestem. Nie chciałem od razu głębokiego pocałunku, a ona niespodziewanie pociągnęła mnie za szyję z powrotem i wtopiła się w moje usta. Nasz pocałunek trwał jeszcze chwile. Był co prawda delikatny, lecz wyrażał wiele emocji. Oboje pewnie wstydziliśmy się tego jak nas poniosło, mimo to, ja niczego nie żałowałem.
- Chce przyjąć od ciebie pomoc. – Rzekła, jak już byliśmy oderwani od siebie. – Może to egoistyczne, lecz pożyczę te pieniądze i proszę, byś mnie wspierał przez okres pobytu w Chinach. Na pewno chcesz poświęcić mi swój wolny czas? A co jak operacja się nie uda? – Zaczęła panikować, więc musiałem ją uspokoić.
- Będzie dobrze. – Podsumowałem to i pogłaskałem ją po policzku. Rumieńce ozdobiły go. Przyjrzałem się jej delikatnym piegom, były takie urocze. Ona cała była cudowna, kochana. Pragnąłem już tylko jej szczęścia. Chciałem jej je dawać.



poniedziałek, 17 lipca 2017

Diagnostyka serca: Rozdział 8

Tadam. Mam dla was kolejny rozdział. :D Kocham pisać to opowiadanie. Choć wątek Juniel i Minseoka, nie należy do najłatwiejszych. :D Kocham jeszcze bardziej komentarze wasze pod nim, więc i tym razem na nie cierpliwie czekam. :D

Diagnostyka serca
Rozdział 8




*Jongdae*

            Denerwowałem się strasznie, bo Chayeon nie odbierała moich telefonów. Ostatni jej sms wzbudził we mnie niepokój. Czułem, że coś złego się z nią działo. Tak okropnie się o nią martwiłem. Postradałem już chyba rozum przez nią. Nie wiedziałem jednak, do czego ona jest zdolna. Nie znałem jej i nie wiedziałem jak odreagowywała smutek.
            W pewnym momencie, gdy już miałem zrezygnować z telefonowania, moje urządzenie zawibrowało i to dzwoniła właśnie ona. A w każdym razie ktoś z jej telefonu. Odebrałem od razu bez wahania i czekałem, by usłyszeć jej głos, a zamiast tego usłyszałem jakiś męski.
- Jesteś przyjacielem Chayeon? - Zapytał i zabrzmiał mi jakoś groźnie. Poczułem dreszcze. To brzmiało mi na jakiegoś porywacza, który chciałby mi właśnie przekazać swoje warunki na odzyskanie jej.
- Tak. - Wydukałem niepewnie i dosłyszałem ciche westchnięcie po drugiej stronie.
- Widzisz, ona wiecznie płacze dzisiaj. Udaje, że nie, ale ja to widzę. Zwinąłem jej telefon. Nie pytaj. - Ulżyło mi, bo domyśliłem się, że był to jej brat. - Ona potrzebuje pocieszenia. A z tego co wiem co chwile szczerzy się do telefonu jak piszesz, więc się nadasz moim zdaniem. - Mówił jakoś dziwnie szybko, jak jakaś katarynka. - Wyślę ci smsem adres i jak masz czas to przyjedziesz. Ja wiem, że możesz go nie mieć, jednak proszę cię. Wydarzyło się dużo i ona znowu panikuje. Zresztą ja tam się jej nie dziwię...
- Rozumiem. Przyjdę. - Przerwałem mu, bo jego gadka zaczynała mnie irytować. Tylko wszystko się przedłużało.
- Dobra to ja się rozłączam i czekam na ciebie. Pewnie będę musiał cię wpuścić, bo wątpię, że ona ruszy swoje cztery litery. Dlatego w razie jakbym nie słyszał dzwonka w drzwiach w smsie będzie też mój numer telefonu. - Musiał on tyle mówić, kiedy ja już pragnąłem wystrzelić jak z procy z dormu i biec do niej?
            Na szczęście pożegnał się ze mną i rozłączył. Bardzo szybko dostałem od niego wiadomość. Wybiegłem w stronę budki z jedzeniem. Postanowiłem kupić jej coś i sobie do przegryzienia, bo na goły żołądek ciężko mogło się rozmawiać. Potem zamówiłem taksówkę i pojechałem pod wskazany adres. Czekałem jakąś chwilę pod drzwiami, a otwarła mi jakaś kobieta. Rozszerzyła oczy na mój widok. Aż tak było dziwne zjawienie się chłopaka w tych progach?
- Dzień dobry. Ja do Chayeon... - Zawahałem się przez chwilę zastanawiając się, czy to był dobry pomysł. Jeżeli była to matka mogła mnie wyrzucić jak coś by jej się nie spodobało... Tylko chwila. Ja byłem tylko przyjacielem. Miałem prawo przyjść ją pocieszyć.
- Witam. Nie mówiła, że ktoś do niej przyjdzie. Zapytam...
- To niespodzianka. - Wystrzeliłem szybko, by nie poszła uprzedzić Chayeon. Ta przecież mogła kazać jej nie wpuszczać mnie.
- Tylko, że ona... - Pewnie kobieta wiedziała w jakim stanie jest dziewczyna i nie wiedziała czy w takim ta będzie mnie chciała widzieć. Skoro jednak wiedzieli jak jest, to czemu nikt przy niej nie był i jej nie pocieszał? Irytowało mnie to powoli.
- O to ty! - Usłyszałem okrzyk za plecami kobiety. To chyba był ten cały brat. Rzeczywiście widać było po nim, że był młodszy.  Ucieszyłem się jednak, bo miałem nadzieję na to, że pomoże mi wejść do środka. - Ukradłeś mi dziewczynę. - Stwierdził z wyczuwalną pretensją. O co mu chodziło?
- Jak to synku? Nie jesteś już z Jiną? - Zaskoczyła się kobieta. A ja nadal nic nie pojmowałem.
- Nie jestem.  Ale to nie o nią chodzi tylko o Sonyul. Pamiętasz ją? Była napaloną fanką EXO i jego szczególnie i wolała iść na ich koncert niż na mój mecz. Wybrała jego, a nie mnie. - Prawie wybuchłem śmiechem na tę historię. No tak... Pewnie byliśmy konkurentami wielu chłopaków.
- Ah podszedłbyś poważniej do życia. Ja myślałam, że to na serio ktoś kto odbił ci dziewczynę. - Oburzyła się kobieta. Przestałem rozumieć, czemu Chayeon narzekała na rodzinę. Wydawali się całkowicie ciekawi. - Przepraszam za niego. Zaprowadzi cię do pokoju mojej córeczki, a ja zaraz wam coś zrobię dobrego.
- Nie trzeba. - Odpowiedziałem z szerokim uśmiech. - Kupiłem coś po drodze mi i Chayeon. Zjemy na razie to. - Po tych słowach udałem się za jej bratem, który wydawał się troszkę obrażony.
- Jak coś. Nie waż mi się ranić mojej siostry. Jasne? Wiem, że masz rzesze fanek i jesteś nietykalny, ale...
- Spokojnie. Jestem jej przyjacielem i przyszedłem pomóc, a nie pogorszyć sytuację. - Poczułem potrzebę mu przerwać, bo jego przemowa się przedłuży. Musiał lubić dużo gadać.
            Kiedy wszedłem do pokoju zastałem Chayeon leżącą na łóżku na brzuchu i przeglądającą jakiś album. Była cała zapłakana. Spojrzała na mnie i momentalnie pobladła. Ja za to posłałem jej mój firmowy uśmiech i pomachałem reklamówką.
- Zgłodniałaś może? Bo przyniosłem coś dobrego.  - Zaśmiałem się delikatnie przy tym, bo jej zdezorientowana mina była cudowna.
- Jak ty tutaj trafiłeś? Kto cię wpuścił? - Zadawała pytania przerażona.
- Twój brat mnie tu ściągnął uznając, że mnie potrzebujesz. Miło z jego strony. - Oznajmiłem jej radośnie.
- Jak ja mu coś zrobię. Odciągnął cię pewnie od obowiązków. Nie powinieneś na mnie marnować czasu. - Panikowała.
- Nie ma sprawy. Odkąd nasz lider dostał rolę w dramie, mamy więcej czasu dla siebie. - Wyjaśniłem jej by się uspokoiła i dzięki temu ucichła. Bez słowa wzięła ode mnie pojemniczek wypełniony ddeokbokki.
            Wtedy zauważyłem coś, czego się nie spodziewałem. Na jednej szafce miała przyklejone nasze plakaty. Czyli nas lubiła? Nie było tego po niej widać. Jedynie to, że nas znała.
- Słuchasz naszych piosenek? - Zacząłem dopytywanie.
- Trochę. - Odpowiedziała krótko, co mnie nie zadowoliło.
- A którego z nas najbardziej lubisz? - Podchwytliwie zagadałem, a ona tylko wzruszyła ramionami.
- Nie bawię się w biasowanie. Nie mam do tego głowy. Słucham, bo słucham. A plakaty mam od Kaia. Wciskał mi je często. - Wyjaśniła, a ja troszeczkę się zawiodłem. - Chociaż, jakby miała wybierać z tych co poznałam na żywo. A udało mi się już zaznajomić delikatnie z tobą, Kaiem, Kyungsoo i Junmyeonem. Ten ostatni. On wydawał się przystojnym, opiekuńczym dżentelmenem. Tak. Zapewne on jest z was najciekawszy. - Tym razem naburmuszyłem się, bo to było jak cios poniżej pasa, a ona wybuchła śmiechem... Co znowu? - Gdybyś widział swoja minę. Oczywiście, że ciebie najbardziej teraz lubię. W końcu starasz się być moim przyjacielem. - Wyjaśniła, a ja osłupiałem. Nie pierwszy i nie ostatni raz mnie nabrała. Dodatkowo powiedziała, że mnie lubi. Poczułem się bardzo doceniony przez nią. Wiedziałem, że nie mam co żałować tej przyjaźni.

*Juniel*

            Jaka byłam zła, gdy rodzice poprosili mnie o spotkanie w restauracji. Nie byłam w humorze na to, lecz nie wypadało mi odmówić. Wydali mnie na świat, wychowali, a ja tak bardzo się od nich oddalałam. Nie miałoby to miejsca gdyby nie to, że nie wierzyli we mnie. Uważali, iż powinnam dawno poddać się mojej ślepocie i dać innym się mną zająć. Nonsens. Chciałam być nadal samodzielnym człowiekiem. Cieszyłam się, że nie zginęłam tamtego pamiętnego dnia, lecz pragnęłam widzieć i to też było dla nich niepojęte. Od czasu do czasu jednak, wypadało się z nimi spotkać i to nadszedł ten dzień.
            Usłyszałam trąbienie samochodu stojąc pod domem. Pewnie to był ojciec. Za chwilę ktoś mnie chwycił pod ramię. Moja mama. Poznałam jej zapach. Chciała mnie podprowadzić. Wyrwałam jej się i udałam sama w stronę prawdopodobnego postoju samochodu. Udało mi się. Zaczęłam wymacywać wejście. Kiedy poczułam, że trzymam klamkę weszłam do pojazdu.
- Musisz być tak uparta? – Skomentował mnie ojciec na powitanie.
- Tak. Inaczej każdy w moim otoczeniu będzie mnie uważał za kogoś niesamodzielnego jak wy. – Miałam im wiele za złe.
            Reszta drogi minęła w milczeniu. Bardzo dobrze się składało, bo potem nie mielibyśmy już tematów do rozmów przy kolacji. Nie lubiłam im się zwierzać od momentu wypadku. Dlatego większość takich spotkań kończyła się źle. Niestety nie powinnam ich unikać, dlatego jechałam z nimi posłusznie.
            Nie miałam pojęcia do jakiej restauracji mnie zabrali. Dlatego też pozwoliłam im się prowadzić. Musieli też przeczytać mi menu, bym mogła sobie coś wybrać, a po chwili zaczęły się nieciekawe tematy. Starałam się jak najwięcej odpowiadać wymijająco, jak to miałam w zwyczaju. Dopóki nie weszli na coś, czego się nie spodziewałam.
- Darowałabyś sobie tę walkę o odzyskanie wzroku. Nawet jak uzbierasz pieniądze na zabieg,  będzie on ryzykowny i może wcale nie pomoże. – Zaczęła marudzić mama. – Pora byś znalazła kogoś kto gotowy jest zaopiekować się tobą na resztę życia. Nie poznajesz żadnych mężczyzn….
- Przestań! – Zdenerwowałam się nie na żarty. – Wiecie jak ja się czuję? Jakbym przeszkadzała innym w egzystowaniu na tym świecie. W końcu jestem kaleką. Mogę w każdej chwili wpaść na kogoś, potknąć się i według was nie poradzę sobie sama w życiu. Co z tego, że kogoś poznam? Tymbardziej będę pragnąć, by ta osoba nie miała ciężaru, tylko prawdziwą kobietę u boku. A przede wszystkim, będę pragnęła go widzieć. – Wiedziałam, że ta wypowiedź niewiele im da, mimo to nie mogłam siedzieć cicho.
- Zanim wykonasz operację, będzie już za późno na szukanie drugiej połówki. – Zraniły mnie te słowa. Nie chciałam im mówić, że prawie wszystko uzbierałam.
- W prawdzie… Jest ktoś. – Palnęłam bez namysłu. – Ktoś ciekawy i zainteresowany mną. Dlatego bardziej pragnę operacji. – Skłamałam. To prawda, że ostatnio Minseok zagościł w moim życiu. Jednak to wszystko powiedziałam im dla świętego spokoju.
- Poznamy go? – Wyskoczył nagle ojciec.
- Nie. – Nie zamierzałam owijać w bawełnę. – To jeszcze nie czas na to. Poznacie go jak i ja będę mogła go widzieć. – Po tych słowach o dziwo nie protestowali i dalszy ciąg kolacji minął w ciszy. Ulżyło mi kompletnie.

*Jiwon*

            Siedziałam z moją siostrą w salonie oglądając dramę. Obiecałam, że mój wolny dzień spędzę całkowicie z nią, więc ignorowałam ciągłe wibrowanie mojego telefonu. Domyślałam się, że albo był to Taehyuk, albo Jongin. A może nawet oboje. Nie było to dla mnie za istotne. Miałam się skupić na siostrzyce. A raczej na telewizorze, bo jakbym ominęła jakąś ważną scenę, ona się obrazi. Niestety skupienie się było ciężkie. W głowie próbowałam sobie ułożyć to, co się ostatnio wydarzyło. Pomyślałam przez chwilę, że może ja śniłam. Podrywał mnie Kim Jongin powszechnie znany jako Kai?
- Ona to ma powodzenie. – Zadrżałam na te słowa, lecz po chwili załapałam, iż były skierowane do głównej bohaterki dramy.
- Ah tak. – Odpowiedziałam za bardzo obojętnie, by moja siostra zorientowała się, iż nie byłam wcale skupiona.
- Jiwon! Czemu tak się zachowujesz? Nudzi cię to? Powiedz, to obejrzymy coś innego! – Oburzyła się. A ja szczerze to nie wiedziałam, co mam jej powiedzieć.
- To nie tak… Po prostu ostatnio się dużo wydarzyło i jestem zamyślona. – Zaczęłam i trochę żałowałam, że w porę nie ugryzłam się w język.
- Co takiego? – Spojrzała na mnie zmartwiona. – Chodzi o to przeniesienie?
- Nie. To już jakoś przeżyłam. Tylko Taehyuk chciałby ze mną być. – Stwierdziłam, że użyję go jako głównej wymówki na moje rozkojarzenie.
- Ten dupek? – Wyszczerzyła na mnie oczy.
- Wyrażaj się. To mój przyjaciel. – Oburzyłam się trochę.
- Dokładnie. Przyjaciel i powinien nim zostać. – Powiedziała stanowczo.
- Wiem. – Mimo wszystko brzmiałam niepewnie. A co jeśli nikt mnie już nie zechce? Między parą ukochanych powinna być przyjaźń, czyż nie? Jongina nie mogłam brać na poważnie. On na pewno znudzi się mną przy najbliższej okazji.
- To w czym widzisz problem? Nie umiesz go zranić? Mam to powiedzieć za ciebie? – Spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
- Twoje pomysły są idiotyczne. – Prychnęłam. – Oczywiście, że muszę mu powiedzieć to sama. Ale jest jeszcze ktoś… - Musiałam z kimś o tym pogadać. – Jest młodszy i nie wiem czy to nie chwilowa fascynacja….
- Pokaż mi go. – Wyciągnęła rękę w moją stronę, jakby oczekując mojego telefonu.
- Jak? Nie mam jego zdjęć. – Skłamałam. Miałam ich bardzo dużo z sesji i w internecie było ich od groma, lecz nie mogła wiedzieć, że to on. – I to nie wygląd jest najważniejszy.
- Więc jaki jest? – Zadawała te pytania tak poważnie. Między nami była duża różnica wieku. Moja siostra przez to często udawała starszą niż na takową wyglądała.
- Na pierwszy rzut oka wydaje się dziecinny i zabawny, ale ma też w sobie coś z romantyzmu i powagi. Nie zawsze jednak wiem jak odebrać jego wypowiedzi. Podrywa mnie dość odważnie. – Wyjaśniłam jej, a ta kiwała głową, jakby dając znak, iż wszystko pojmuje.
- Myślę, że może być odpowiedni dla ciebie. Wolałabym go wcześniej poznać i ocenić. – Nie mogła go poznać. Oj nie było o tym mowy.
- Może kiedyś… - Postanowiłam ją lekko spławić.
- Ej! Tak się nie bawimy. – Z tymi słowami zaczęła mi machać palcem przed twarzą. – Chwila. To ten gostek co widziałam go wtedy tyłem tylko? Zdawał się przystojny! Jakby to pomyśleć może i dorównywał Kaiowi z EXO! – Popadała w coraz większy zachwyt, a mnie to przerażało. – Chociaż teraz biasuję Junmyeona. – Dodała po chwili co mnie zaskoczyło… Przecież kochała Kaia… Odkąd pamiętam.
- Czemu? – Zaciekawiłam się.
- Widzisz. Zawiodłam się na nim po wczorajszym artykule. On jest z Krystal! Miałam nadzieję, że te ploteczki to nie prawda, a wytwórnia to potwierdziła… - Zamurowało mnie. Jak to? Mówił, że to tylko przyjaciółka. Kłamał?
- A może to nie jest koniecznie prawda? – Zapytałam niepewnie. – Wiesz różne rzeczy robi wytwórnia. Pamiętasz jak mówiłaś, że Taeyeon i Baekhyun to na pewno ustawione? – Czy ja szukałam dla niego wyjaśnienia? Co mi się działo?
- Coś taka przerażona? Może i tym razem tak jest. Z drugiej strony wyglądają jakby naprawdę spędzali razem dużo czasu. – Zastanawiała się chwilę co dalej powiedzieć. – Myślę, że tym razem może coś być na rzeczy. A co nagle cię to zainteresowało? To nie jedyny powód zmiany biasa. Junmyeon jest dojrzalszy i mój typ na taki właśnie się zmienił. – Oznajmiła dumna z siebie, a ja już prawie jej nie słuchałam analizując to, czy mogłam zaufać Jonginowi w tym co powiedział mi wcześniej. Krótko go znałam, a coś mi mówiło, że nie byłby chłopakiem grającym na dwa fronty. O czym ja w ogóle myślę? Nie powinno mnie to obchodzić, nie powinnam się nim interesować.

***

            Wieczorem usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Uznałam, że otworzę. Słusznie zrobiłam, bo był to Taehyuk. Zdziwiłam się widząc go za progiem. On patrzył za to jakimś wystraszonym wzrokiem. Coś mi w tym nie grało. Komuś coś się stało? Taka była moja pierwsza myśl.
            Nagle zbliżył się do mnie, pociągnął za rękę w swoją stronę i przytulił mocno. Zatrzasnęły się drzwi mieszkania, a my zostaliśmy na zewnątrz. Zdębiałam. Coś musiało się stać chyba w jego rodzinie i potrzebował pocieszenia. On się tak nigdy nie zachowywał. Nie potrafiłam nic zrobić. Czekałam, aż on mi coś wyjaśni.
- Jak mogłaś? – Mówił łamiącym się głosem, a ja zaczęłam się zastanawiać, czy coś zrobiłam źle. – Bałem się, bo nie odpowiadałaś mi cały dzień. Już miałem takie złe scenariusze. Przecież ty normalnie odpowiadasz błyskawicznie. Pomyślałem też, że może robisz to przez moje wyznanie. Powiedz, że to nie tak. – W jego głosie słyszałam błaganie. Rzeczywiście ignorowałam tego dnia mój telefon.
- Przepraszam. – Czułam się niezręcznie w jego uścisku. - Ja po prostu spędzałam dzień tylko z siostrą. – Nie widziałam nic złego w moim tłumaczeniu.
            Odsunął się ode mnie i odchrząknął. Spuścił wzrok. Co się z nim działo? Nie rozumiałam jego nagłych zmian. Chciałam z powrotem mojego przyjaciela… Wtedy zrozumiałam siłę słów Jongina.
- Wybacz, ale… - Nie dane mu było dokończyć tego zdania, bo moja siostra do nas wyszła. Wiadomym było, że zacznie z nim kłótnie.
- O! Kogo tu mamy? – Zaczęła, a ja bałam się co z tego wyniknie. Musiałam ich jakoś opanować.
- Jiyoon wejdź do środka proszę. Ja dokończę rozmowę i wrócę do ciebie. – Powiedziałam to w miarę łagodnie, by nie urazić jej.
- Jak sobie życzysz. – Odfuknęła i posłusznie udała się do mieszkania.
            Widziałam, że Tae patrzył wrogo jak odchodziła. Zasmuciło mnie to. Nie lubiłam ich kłótni. To było takie żenujące. Jakby oboje byli małymi dziećmi, które nie mogą się dogadać i zachowywać się względem siebie chociaż kulturalnie. Nie mogłam nic na to poradzić. Wiele razy ich prosiłam o powściągliwość.
- Jiyoon za dużo się rządzi…
- Dość. – Nie dałam mu ubliżać mojej siostrze. – Nie o niej przyszedłeś rozmawiać. Ja się nią zajmę. – Wyjaśniłam mu.
- Jiwon… Ja niedługo oszaleję. Zastanawiałaś się nad tym co wyznałem ci w klubie? – Zapytał mnie, a ja przez chwilę nie wiedziałam co odpowiedzieć.
            On chwycił znowu mój nadgarstek. Tym razem o wiele za mocno. Zabolało mnie to. Przyciągnął mnie tak, że dzieliła nas mała odległość. Próbowałam wyrwać rękę, lecz ani drgnęła. Dotknął drugą dłonią mojego policzka. Nie podobało mi się to wcale. Nie chciałam przekraczać granic przyjaźni. Nie chciałam stracić też przyjaciela. Musiałam jednak zastosować drastyczne środki, bo wiadome do czego zmierzał. Zbliżał nasze twarze. Ja wolną ręką za to wymierzyłam mu liścia. Nie wytrzymałam i zrobiłam to pod wpływem napięcia. Miał różowy odcisk mojej dłoni. Chyba zrobiłam to odrobinę za mocno. Jednak poskutkowało, bo puścił mnie i odsunął się o kilka kroków masując obolałe miejsce.
- Nie bądź nachalny. – Oburzyłam się. – Nie wiem co myśleć o twoich uczuciach. Nie prosiłam o nie wcale. Ja… Chyba wolę ciebie jako przyjaciela. Wybacz. – W moich oczach pojawiły się łzy, bo nie chciałam go ranić. On nie odpowiadał. Nie mogłam dłużej na niego tak patrzeć. Weszłam po prostu do mieszkania zostawiając go przed nim.
            W środku zastałam moją siostrę z moim telefonem w ręce. Przeraziłam się po co go wzięła. Patrzyła na niego jakaś osłupiała. Podeszłam i zabrałam jej go.
- Masz jakiegoś znajomego, który zwie się Kim Jongin? – Widać było zachwyt w jej oczach. Na szczęście nie pomyślała o tym, że to Kai. Pewnie jakby przeczytała jakąś naszą konwersacje domyśliłaby się. Na szczęście nie zrobiła tego.
- Tak. Mówiłaś, że już go nie lubisz. – Skomentowałam to troszkę zestresowana.

- Aż tak źle nie ma. Po prostu zmieniłam ulubieńca. Przez sekundę pomyślałam, co by było, jakby moja siostra podobała się Kaiowi! – Mogła podarować sobie to ostatnie zdanie, bo mnie przeraziło. – Ale byłabym szczęściarą. Niestety jesteś dla niego pewnie za stara. – Dodała to z wielkim bananem na ustach. Na te słowa szykowałam się do zemsty zwanej powszechnie łaskotkami. Ja jej dam stara! Zawsze dokuczała mi na temat wieku, a ja wtedy się denerwowałam.