Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kris. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 stycznia 2018

Lekcje miłości: Rozdział 9

Lekcje miłości
Rozdział 9


*Baekhyun*

            Kiedy zastałem Shinrę przyklejoną policzkiem do stolika wydawała się taka inna. Na co dzień sprawiała wrażenie opanowanej i ułożonej dziewczyny ze swoimi zasadami. W tamtym momencie wyglądała jak osoba, która ma mnóstwo problemów, a zarazem była tak urocza, że wiedziałem, iż nie oprę się od skomentowania tego, jak wytrzeźwieje. Wymyśliłem dla niej odwet za to, że nas tak wszystkich nastraszyła.
            Zauważyłem, że zaczęła się budzić, a ta jej cała koleżanka już sobie poszła, uważając, że sobie z nią poradzę. Dlaczego powierzyła ją mi, a nie zajęła się nią sama? Nie mogłem tego pojąć. Nie miałem innego wyjścia, jak dobudzić dziewczynę i zabrać ją ze sobą do dormu. Westchnąłem głęboko i zacząłem ją szturchać palcem w policzek. Ona zaś wystraszyła się chyba, bo gwałtownie podniosła głowę i zaczęła się rozglądać przymrużonymi oczami i po chwili wskazała na mnie swoim palcem.
— Beakhyun! Przyszedłeś mnie zabrać do siebie? — Wraz z tym pytaniem zaczęła się do mnie uśmiechać w dziwny sposób. — Jesteś taki dobry dla mnie. Lubię to w tobie! — Wiedziałem, że niby to jedynie słowa pijanej osoby, a jednak poczułem się doceniony. — Będziesz mnie bronił przed tym draniem? — Jakby w celu uproszenia mnie zrobiła minę zbitego psa, a ja zląkłem się. Czy ona mówiła o swoim byłym? Od razu miałem czarne myśli i bałem się, że chłopak ją nadal krzywdził.
— Oczywiście, że cię obronię — zadeklarowałem jej, choć wiedziałem, że nie mogę wiele dla niej zrobić. Chciałbym móc ją wesprzeć i pomóc jej gdy tego potrzebuję, lecz musiałem wziąć pod uwagę to, że nie zawsze będę miał na to czas.
— A przed tatą? — Tego nie rozumiałem. Musiało się coś wydarzyć tego dnia oprócz kłótni z Anri. Pewnie dlatego Shinra zareagowała tak emocjonalnie i próbowała zapić swoje smutki.
— Też, ale chodźmy. Dasz radę stanąć na nogi? — zapytałem niepewnie, bo wyglądała naprawdę słabo.
— Chyba nie. Czuję, jakby zamieniły się w galaretę.
            Wiedziałem co musiałem zrobić. Może nie należałem do najsilniejszych osób, lecz szacując, że nasz dorm nie znajdował się tak daleko, uznałem, że dam sobie radę. Kucnąłem przed nią i czekałem aż wejdzie na moje barana. Nie trwało to długo. Owinęła ręce wokół mojej szyi, ja zaś podniosłem się z nią i chwyciłem jej nogi, tak by było nam wygodniej iść.
— Zawsze chciałam być niesiona w ten sposób. — Majaczyła mi do ucha, a ja uniosłem mimowolnie kącik ust. — Widziałam to wiele razy w dramach. Lubię oglądać dramy, te najromantyczniejsze. Nikt o tym nie wie. Nie możesz tego nikomu powiedzieć.
Miłe było to, że dzięki jej wylewności w tamtym momencie dowiadywałem się czegoś więcej o niej. Wiedziałem, że później mogłoby mi się to przydać… Tylko do czego? Nie powinienem jej podrywać, za bardzo zbliżać się do niej dopóki jej siostra nie przestanie patrzeć na mnie jak patrzyła ostatnimi dniami. Poczułem się jak między młotem a kowadłem. Podobała mi się Shinra, a nie chciałem ranić Anri… Wiedziałem też, że Shinra także by tego nie chciała. Kochała swoją siostrę, choć jej tego nie okazywała. Czułem to. Już kilka razy ujrzałem jej troskę o nią, która nie była łatwa do dostrzeżenia gołym okiem. Musiałem najpierw pomóc dziewczynom naprawić relację między sobą, a potem mogłem dopiero myśleć o moich uczuciach. A i musiałem pozbyć się tego Jaemina. Nie mogłem pozwolić, by dłużej krzywdził tę dziewczynę.

*Sehun*

            Rozmawiałem z Anri, by powiedzieć jej, iż Baekhyun zajął się jej siostrą. Ona była bardzo spanikowana i cieszyła się, że Shinra się znalazła. Jednocześnie wyczuwałem w jej wypowiedziach zazdrość o mojego kolegę. Widziałem przecież jak ona na niego ostatnio patrzyła. A ona nie miała u niego żadnych szans. Nie mogłem pozwolić, by się na nim zawiodła. Zdążyłem zauważyć, że była bardzo dziecinna, a co za tym idzie miała naiwność dziecka. Jeżeli ktoś ją by zachwiał, mogłaby się załamać. Nie chciałem tego. Tylko co ja mogłem zrobić? Sam byłem w dołku emocjonalnym od jakiegoś czasu. Straciłem dziewczynę i przyjaciółkę. Przestała kompletnie się ze mną zadawać… Czy ja mogłem w takim stanie pomóc komuś?
— Czy ty także uważasz, że Baekhyun lubi moją siostrę? — zadała mi to pytanie niespodziewanie.
— Nie wiem tego, znają chyba się za krótko…. Po prostu widać, że ich ciągnie do siebie, ale to jeszcze nie przesądzone. — Postanowiłem póki co ją uspokoić w ten sposób, choć dla mnie sprawa wyglądała jasno. Znałem go i wiedziałem, że wkrótce pewnie zakocha się w jej siostrze i będzie próbował coś z tym zrobić. Nawet jeśli Shinra nie była nim zainteresowana, to Baekhyun nie spojrzy na Anri jak na dziewczynę. Mogłem być tego pewien.
— Ja uważam… Że moja siostra też go polubi wkrótce. Zasługuje na kogoś takiego dobrego, mimo to, ja jestem zazdrosna, że to nie ja jestem na jej miejscu. — Ta wypowiedź mnie całkowicie zaskoczyła. Ona była świadoma wszystkiego. Zrobiło mi się jej żal okropnie i postanowiłem coś szalonego. Zapragnąłem zająć się nią.
— Kiedy macie następne zajęcia? — zapytałem nagle, a ona umilkła w momencie i odezwała się dopiero po chwili.
— Chyba pojutrze — odpowiedziała mi dość niepewnie.
— Możesz przyjść z chłopakami do dormu potem? Pomyślałem, że możemy gdzieś razem się przejść. — Nie wiedziałem, czy robię dobrze. Na pewno nie zamierzałem jej podrywać. Chciałem po prostu spędzić jej trochę czasu, by pokazać jej, że ktoś lubi to z nią robić bardziej niż z jej siostrą. Chciałem ją trochę dowartościować.

*Shinra*

            Obudziłam się w obcym dla mnie pokoju. Zdziwiłam się i próbowałam sobie przypomnieć poprzednią noc. Niestety wspomnienia z niej były zamazane. Ostatnie co mi się przypominało to moment, jak poprosiłam, by moja przyjaciółka dzwoniła pod numer Baekhyuna. Na samą myśli, że mogła mnie posłuchać podniosłam się gwałtownie. Czyżbym była w jednym z pokoi w dormie? Rozglądałam się nerwowo, by zobaczyć jakieś znaki i ujrzałam zdjęcie w ramce stojące na komodzie obok łóżka. Szybko je chwyciłam i od razu poznałam szczęśliwą dwunastkę na nim i o dziwo znajdowało się też tam kilka dziewczyn. Zastanawiało mnie to… Jedynie Kyurin kojarzyłam jako aktorkę i oficjalną dziewczynę Junmyeona. Czyżby inni z nich też mieli dziewczyny? Nie opowiadali za dużo o tym, bo najwidoczniej było to tajemnicą, lecz ewidentnie Kris obejmował jedną z nich. Zaciekawiło mnie to strasznie, jednak byłam pewna, że głupio będzie mi wywiedzieć się tego od Baekhyuna.
            Postanowiłam wyjść z tego pokoju i dać znać ludziom, że żyję. Jak tylko próbowałam wstać poczułam przeszywający moją głowę ból. Niekontrolowanie krzyknęłam z tego powodu i złapałam się w miejsce w którym odczułam ten dyskomfort. Usłyszałam po chwili pukanie do drzwi. Byłam w moich ciuchach, więc bez wahania rzekłam delikatnie ”proszę”. Odwróciłam się w stronę wejścia i ujrzałam jedną z dziewczyn ze zdjęcia. Wyglądała na nieśmiałą i nie była na pewno Azjatką.
— Mogę ci w czymś pomóc? — Zaskoczyła mnie dobrą wymową naszego języka. Uśmiechnęłam się do niej od razu i twierdząco pokiwałam głową.
— Mogę wiedzieć, czy Baekhyun jeszcze śpi? — zapytałam jej.
— Oni od dawna są na treningu. Spałaś bardzo długo.
            Zatkało mnie w tamtym momencie. To znaczyło, że opuściłam zajęcia. Wiedziałam, że w domu będzie ciężko kiedy w końcu do niego dotrę. Ojciec chciał ze mną porozmawiać, a ja nie zjawiłam się wieczorem w domu, dodatkowo spałam po za domem i na pewno do niego dotrą też wieści, że nie było mnie na uczelni. Miałam przechlapane na całej linii. Jeszcze tak bardzo nie nabroiłam nigdy. Zawsze starałam się być ułożona, by ojciec nie miał do mnie zastrzeżeń. Musiałam mu stawić czoła. Nie mogłam uciec od naszej rozmowy i przede wszystkim musiałam udowodnić mu, że nie jestem już dziewczyną Jaemina.
— Będę musiała wrócić do domu. Podziękujesz mu ode mnie i przekażesz, by odezwał się, jak tylko będzie miał chwilę? — Ona mi na to przytaknęła w uroczy sposób. — Wiem, że to głupie, ale mogę zapytać o twoje imię? I czy któryś z chłopaków to może… — Nie umiałam dokończyć tego zdania, lecz chyba się domyśliła o co chciałam ją zapytać.
— Jestem Amelia i tak, Yixing jest moim chłopakiem.
            Ta odpowiedź mnie usatysfakcjonowała. Jakoś ulżyło mi, że chłopacy na spokojnie mają dziewczyny i dobrze się z nimi kryją. To znaczyło, że nie mieli tak ciężko, jak mi się wydawało. Wiele fanek traktowało ich jak swoje własności, a oni przecież nie mogli należeć do nich wszystkich i byli przede wszystkim ludźmi z potrzebą miłości jak każdy.

***

            Kiedy weszłam do domu od razu wiedziałam, że tata też w nim został tego dnia. Rzadko kiedy nie zjawiał się w swojej pracy. Musiał naprawdę być na mnie wściekły i oczekiwał mnie zapewne. Najchętniej zaszyłabym się w moim pokoju. Nie mogłam. Musiałam iść z nim porozmawiać. Wzięłam głęboki oddech i udałam się w stronę jego gabinetu. Nawet nie pukałam do niego, po prostu weszłam.
            Oczywiście nie myliłam się. Zastałam go tam i na mój widok uniósł wzrok, który był bardzo surowy. Nie mogłam się już wycofać. Weszłam do środka i usiadłam na krześle dosuniętym do jego biurka po jego przeciwnej stronie. On odłożył zaś swoje papiery, które podpisywał i założył ręce na piersi.
— W końcu raczyłaś się zjawić? — Jego ton głosu nie podobał mi się. Jednak musiałam to znieść.
— Przepraszam. Spotkałam dawną znajomą i trochę nas poniosło, piłyśmy. — Postanowiłam być z nim szczera do bólu, by zrozumiał, że nie ukrywam nic przed nim. Wiedziałam, że ciężko będzie go przekonać do prawdziwej sytuacji, mimo to, musiałam próbować.
— A może spędziłaś noc z Jaeminem? — Widziałam, że był zdenerwowany, nie mogłam pozwolić na to, by myślał w ten sposób. Musiałam się bronić.
— Nie. On od jakiegoś czasu nie jest moim chłopakiem. Byłam z nim, ale teraz on kłamie. Chciałby, bym do niego wróciła, a ja nie zamierzam tego zrobić. Zdradził mnie. Jestem sama sobie winna, że ufałam takiemu idiocie — mówiłam to tak oschle, że sama się przeraziłam.
            On zaledwie westchnął głęboko i spojrzał gdzieś w bok. Pewnie głowił się nad tym, czy może mi wierzyć. Miałam nadzieję, że go przekonam tą przemową i wtedy wpadłam na pomysł. Przecież Jaemin ciągle wypisywał do mnie te durne wiadomości. Szybko wyciągnęłam telefon z kieszeni, odblokowałam go i przysunęłam w jego stronę, a on spojrzał na niego podejrzliwie.
— Zerknij na wiadomości od Jaemina — zaproponowałam mu i on chwycił niepewnie moje urządzenie.
            Obserwowałam zmiany na jego twarzy jak czytał zawartość, o którą go poprosiłam. Widziałam, że powoli znowu się denerwował, choć tym razem zapewne na niego, a nie na mnie. Nie mogłam się doczekać na to, co powie później.
— Wiesz o tym, że jego bluźnierstwa i to co ci pisze jest karalne? — Miałam ochotę się zaśmiać, że tak szybko zmienił swoje zdanie o mnie. Byłam też szczęśliwa, że jednak dowiedział się o tym, co czynił Jaemin. Wiedziałam, że od tego momentu nic nie ujdzie już mu na sucho.

*Eunmi*

            Rano postanowiłam się udać do szpitala, odwiedzić mamę po raz kolejny. Wiedziałam, że wkrótce ją wypisują, więc mogłam odetchnąć z ulgą. Chciałam jak najszybciej pogodzić się z nią. Nie spodziewałam się tego, co zastałam na miejscu. Jakiś młody mężczyzna trzymał moją matkę za rękę. Wyglądało to dwuznacznie. Nie znałam go i nie podobało mi się to ani trochę. Oczywiście na mój widok oboje się speszyli i on odsunął się od niej w momencie.
— Czemu przyszłaś o takiej porze? Nie masz zajęć? — zapytała mnie mama z przerażonym spojrzeniem.
— Akurat dziś mam kilka odwołanych i postanowiłam z tego skorzystać. Niestety widzę, że w czymś przeszkodziłam. — Jeszcze nie wiedziałam, kim był ten człowiek, a nie chciałam z nim mieć nic do czynienia.
— W końcu mogę cię poznać. Wiele o tobie słyszałem — odezwał się, choć nikt go o to nie prosił. — Nazywam się Yoon Yeongsuk i jestem przyjacielem twojej mamy — wyjaśnił mi to po krótce, a ja nie wiedziałam, czy był ze mną szczery do końca. Trochę to wyglądało, jakby był dla niej kimś więcej, a bali się mi to powiedzieć. Miałam mieszane uczucia co do tego. — Ja już może sobie lepiej pójdę, bo pewnie chcecie pobyć we dwie…
— Nie chcę żebyś szedł. — Jak gdyby nigdy nic zwróciła się moja rodzicielka do niego, a mnie trochę zamurowało. Wiedziałam, że muszę ja to zrobić, bo to ja byłam w tym momencie dla niej intruzem.
— Skoro mama woli przebywać z tobą, to ja wyjdę i nie będę wam dzisiaj przeszkadzać.
            Po tych słowach po prostu wyszłam sobie. Nie zamierzałam dłużej patrzeć na nich razem. To nie tak, że miałabym za złe mamie jeżeli kogoś by sobie znalazła. Miała do tego prawo… Tylko dlaczego on był taki młody w porównaniu do niej? Nie rozumiałam póki co nic. Musiałam ochłonąć i przemyśleć to w domu na spokojnie, a potem porozmawiać z nią i dowiedzieć się, czy może to rzeczywiście był jedynie przyjaciel.

*Kyungsoo*

            Byłem bardzo skupiony tego dnia na zajęciach. Starałem się wynieść z nich dużo, bo ostatnio czułem, że zaniedbywałem trochę naukę. Przecież po to zacząłem ten kurs przede wszystkim. Mimo to, co jakiś czas zauważałem, że Eunmi była znowu podenerwowana tego dnia. Czułem, że coś się wydarzyło i byłem tym zaniepokojony. Chciałem ją zapytać co się stało, a musiałem czekać do końca, bo nie mogłem tego zrobić przy reszcie. Na szczęście dzięki pełnej koncentracji czas zleciał mi szybciej i nim się obejrzałem Baekhyun i dziewczyny zbierali się do wyjścia. Szybko do niego rzuciłem, że nie wracam z nim i poczekałem na ich zniknięcie.
— Dzisiaj nie idę do szpitala. Byłam rano i to wystarczy mi — wyjaśniła mi Eunmi, bo zapewne domyśliła się, iż stoję za nią. Ona zaś wycierała tablicę i nawet nie raczyła się do mnie odwrócić.
— W takim razie co powiesz na to, żebyśmy poszli na jakąś czekoladę?
            Ona zastygła w miejscu, trzymając rękę w górze, a ja miałem ochotę ugryźć się w język. Przecież nie powinienem był dawać jej takiej propozycji. A co jeżeli ona mogła to źle odebrać? To nie tak, że nie podobała mi się. Bałem się jej reakcji, jeżeli zacznie mnie podejrzewać o podrywanie jej, czy coś podobnego. Mogła przez to zamknąć się przede mną na nowo. Nie chciałem tego, bo pragnąłem jej pomagać.
— Z chęcią się wybiorę — odpowiedziała mi radośnie, odwracając się do mnie przodem.
Zrobiło mi się w tym momencie ciepło w okolicach klatki piersiowej. Jej szeroki uśmiech to wywołał. Zobaczenie go było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem i to na dodatek z bardzo bliska. Byłem szczęśliwy, że zgodziła się ze mną wyjść bez żadnych skrupułów i na dodatek wyglądało na to, że potrzebowała takiego czegoś. Mogłem być z siebie dumny. Przeczuwałem, że ten jeden mój gest mógł wiele zmienić w naszej relacji. A co gdybym jednak spróbował zostać kimś więcej dla niej niż przyjacielem? Musiałem rozważnie przemyśleć wszystkie za i przeciw. Może to los dawał mi teraz ku temu szanse i nie dobrze byłoby ją przepuścić.
            Eunmi według mnie była piękne, lecz była też osoba, która potrzebowała w kimś oparcia. Pragnąłem dla niej nim być i miałem wielką nadzieję, że moje starania nie pójdą na marne. Jeżeli spodobałbym jej się także, to naprawdę zacznę wierzyć w przeznaczenie.


Jeszcze raz przepraszam, że tydzień temu nie wyrobiłam z rozdziałem ;-;

wtorek, 16 stycznia 2018

Lekcje miłości: Rozdział 8



Lekcje miłości
Rozdział 8

Wybaczcie mi, ale znowu połowicznie go sprawdzałam. ;-;




*Anri*
            Miałam straszne wyrzuty sumienia o to jak potraktowałam moją siostrę. Dobrze wiedziałam, że przechodziła ostatnio przez ciężkie chwile, a ja z głupiej zazdrości zaczęłam mówić jej takie przykre słowa. Jeszcze na dodatek wygłupiłam się w ten sposób przed Baekhyunem. Było mi wstyd z tego powodu i gdy tak siedziałam z nim kawiarni w której zajadaliśmy obiecane mi przez niego lody, ja milczałam. Nie wiedziałam bowiem co powiedzieć mu. Czułam, że znowu okazałam się dziecinna…
— Jak będziesz się w nie jedynie patrzeć i gnieść je łyżką to będziesz miała jogurt, a nie lody — rzekł do mnie oburzony Baekhyun, a ja na te słowa ocknęłam się. Rzeczywiście zrobiłam sobie niezłą paćkę w pucharku.
— A co jeżeli Shinra jest teraz przeze mnie załamana? — powiedziałam pod nosem zasmucona, a on tylko pokręcił głową na boki.
— Będzie dobrze. Ona na pewno miała też zły dzień po prostu. Wydawała mi się zestresowana od rana. To na pewno nie przez ciebie. — Dlaczego on mi mówił takie coś? Ja wiedziałam, że dużo zawiniłam. Miałam nadzieję, że siostra poszła do domu i zamknęła się w swoim pokoju. Musiałam szybko iść i to sprawdzić, ale nie mogłam zostawić tych lodów. To byłoby bardzo niekulturalne z mojej strony.
— Myślisz, że poszła do domu? — zapytałam, a on westchnął ciężko na to.
— Mnie pytasz? To ty jesteś jej siostrą. — Poczułam się źle słysząc to. On miał rację. Ja powinnam była to wiedzieć, a co ja o niej wiedziałam? Byłam tak beznadziejna w relacjach z nią. Powinnam była się bardziej starać.
— Zadzwonię do niej. — Wyskoczyłam nagle z tym, a on pokiwał na to głową.
            Drżącą ręką wyjęłam telefon z kieszeni spodni i wybrałam jej kontakt. Nie czekałam za długo. Zaledwie po dwóch sygnałach usłyszałam powiadomienie, że moja próba połączenia została odrzucona. W tamtym momencie miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Znowu z moich oczy zaczęły lecieć łzy. Bałam się o nią. Nie chciałam doprowadzić do niczego złego, a nie miałam pojęcia, jak bardzo musiało ją to boleć co powiedziałam. Uderzyłam w jej czuły punkt bez chwili zastanowienia.
            Poczułam na mojej dłoni, dłoń Baekhyuna. Zaskoczona na niego spojrzałam. Uśmiechał się do mnie pokrzepiająco.
— Może już jest w domu. Zjedz te lody to się przekonasz. — Próbował mi dodać otuchy za co byłam mu wdzięczna. Miał rację. Musiałam się pospieszyć, a nie rozklejać. Jeżeli rzeczywiście była w naszym mieszkaniu, to na pewno wiedziałam co jej powiem. Przeprosiny do podstawa, ale było wiele ciepłych słów, które ona powinna była usłyszeć ode mnie zamiast tego, co jej przekazałam.
            Jedno mnie zmartwiło. Zachowanie Baekhyuna. Czemu czułam, że traktował mnie jak młodszą siostrę, którą on musiał się zaopiekować? Zdawało mi się, że jego myśli były gdzie indziej, że bardziej wolałby pobiec za moją siostrą i to tak strasznie mnie bolało. Ja wiedziałam, że nie mogłabym marzyć o zwróceniu jego uwagi, lecz czułam zazdrość straszną o moją siostrę. Zniosłabym każdą dziewczynę u jego boku, jednak dlaczego wydawało mi się, że patrzył na nią właśnie wyjątkowo. Może sobie to ubzdurałam i miałam wielką nadzieję, że tak było.
*Shinra*

            Nienawidziłam tego dnia po stokroć. Od rana działo się samo zło wokół mnie. Najpierw zaczęło się od sytuacji pod naszym domem. Wychodziłam na uczelnie i wtedy podjechał Jaemin. Chciał, żebym wsiadła do samochodu i z nim udała się na zajęcia. Nie zamierzałam oczywiście przyjąć jego propozycji i zdenerwowany wyszedł z pojazdu. Podszedł do mnie i chwycił moje ramię tak, że zabolało mnie to. Pocałował mnie bardzo natarczywie, a ja w tamtym momencie myślałam o tych wszystkich chwilach, kiedy to poświęcałam się dla niego… Czułam się w jak wykorzystana przez niego kobieta i to dodało mi siły, by go odepchnąć. Przez to poleciał na swój zaparkowany samochód i zobaczyłam w jego oczach furię. Przyparł mnie gwałtownie do muru należącego do naszej posiadłości, próbował całować ponownie, lecz oboje usłyszeliśmy otwierającą się bramę. Moje serce zaczęło bić jak szalone na myślę, że to mój ojciec pewnie wybierał się do pracy. Nie chciałam by zobaczył cokolwiek. W oczach Jaemina zobaczyłam strach, kiedy spojrzał w kierunku tego dźwięku, więc odwróciłam się również…. Oczywiście, że był to mój tata, który wyszedł z auta, bo pewnie nas zauważył.
— Co tu się dzieje? — Oburzył się na to co zobaczył i miał minę, jakby miał ochotę zabić Jaemina wzrokiem. Ten bał się mojego ojca bardzo, więc odsunął się momentalnie ode mnie i spuścił wzrok. Dziękowałam w duchu, że jednak to się stało.
— Pana córka i ja jesteśmy razem. — Miałam ochotę udusić go za te słowa. Byłam w rozsypce, bo wiedziałam, że zaprzeczanie będzie brane u mojego ojca za kłamstwo. Nie byłam Anri, by wierzył w każde moje słowo.
— I ukrywasz to przede mną? — zwrócił się do mnie, a przez jego wściekły głos miałam ochotę się rozpłakać. Nie mogłam tego zrobić. Nie mogłam okazać łez przed Jaeminem. Nie mogłam pokazać, że jestem słaba.
— Proszę jej nie winić. Ja powiedziałem, żeby tego panu nie mówiła. Wiem, że pan za mną nie przepada i po prostu chciałem…
— Dość! — krzyknęłam i oboje spojrzeli na mnie zdziwieni. Nie mogłam przecież tego słuchać tak po prostu. Musiałam coś zrobić i przeciwstawić się temu jawnemu oszustwu.
— Chłopak cię broni, a ty mu w taki sposób przerywasz? — Tego całkowicie się nie spodziewałam. Mimo to, nie mogłam się zatrzymać.
— On już nie jest moim chłopakiem. Pewnie nie wierzysz mi…. On chce mnie odzyskać i dlatego ci wmawia kłamstwo! — mówiłam to z czystą desperacją, niestety Jaemin kontynuował swoją szopkę.
— Niech pan wybaczy. Ona pewnie chce mnie chronić, by pan nie był wściekły na mnie. Ja kocham pana córkę i obiecuję, że jej nie skrzywdzę.
— Nie wiem co mam o tym myśleć — rzekł mój rodzic, a ja czułam, że był po jego stronie. A tak zawsze powtarzał, jak bardzo go irytuje jego osoba. — Porozmawiamy jak wrócę z pracy, a teraz jedźcie na uczelnie, by się nie spóźnić — oznajmił i odszedł tak po prostu. Czułam się zdruzgotana.
            Co ja głupia zrobiłam potem? Pojechałam z tym idiotą na uczelnie, bo przez całą sytuację uciekł mi autobus i spóźniłabym się pieszo. Całą drogę opowiadał mi jak to jest niemożliwe, bym od niego się uwolniła i że chwilowo nie będzie naciskał i poczeka, aż ochłonę i zrozumiem, że ja do niego należę. Nie odezwałam się na te wszystkie puste teksty. Ignorowałam go, bo bardziej bałam się, co powiem ojcu wieczorem. Musiałam mu powiedzieć szczerze, że nic mnie z tym człowiekiem nie łączy oprócz jednego miejsca nauki. Tylko jak ja, która na co dzień nie rozmawiała z nim, miałam mu wszystko wyznać? Chciałam bardzo powiedzieć mu prawdę. Powód zerwania, to jak bardzo nienawidzę tego chłopaka, a mimo to. Bałam się. Wiedziałam, że to nie będzie dla mnie proste.
            To co nastąpiło potem także mnie dobiło. Na uczelni patrzyli na mnie krzywo, gdy wysiadłam z samochodu Jaemina. Słyszałam podszepty ludzi, jak przechodziłam obok nich. Byłam pewna, że każdy obgadywał mnie w tamtym momencie i wymyślał swoją historię. Nie mogłam się na niczym skupić, byłam strasznie rozkojarzona. Nawet to, że potem miałam mieć lekcje tajskiego mnie nie pocieszało, a nawet byłam przerażona, że zrobię coś głupiego na nich. Przeczucie miałam dobre, ale nie w trakcie ich to się stało, a po nich. Moja kłótnia z siostrą. Nawet już nie pamiętałam z czego wynikła. Po prostu zaczęłyśmy mówić sobie dużo niemiłych słów. A jeszcze do tego wszystkiego podszedł do nas Baekhyun w trakcie. Nie chciałam źle przed nim wypaść. On jeden wydawał się ostatnio dla mnie kimś, kto nie oceniał mnie źle… Niestety wypowiedź Anri dotknęła mnie mocno. Uświadomiła mi, że nawet moja siostra nie widzi we mnie człowieka, którym jestem. Miałam dość i po prostu od nich uciekłam.
            Tak oto pobłądziłam trochę po mieście rozmyślając i przypominając sobie cały ten dzień. Wiedziałam jedno. Potrzebowałam w tamtym momencie wyżalenia się komuś, dobrej rady. Była jedna osoba na tej planecie, której nie bałam się kiedyś o to prosić. Niestety zerwałam z nią kontakt jakiś czas temu. Mogłam jedynie spróbować odnowić tę znajomość. Byłam pewna, że ona nie zmieniła numeru telefonu, bo kiedyś obiecała mi, że zawsze będzie pod nim czekać. Naszedł chyba ten dzień, kiedy zachciałam to sprawdzić…
*Kyungsoo*
            Nie mogłem się oprzeć myśleniu o Eunmi, gdy tak sobie odpoczywałem w salonie dormu. Wszyscy byli zajęci sobą, więc nie zwracali uwagi na mnie. Udawałem, że czytałem książkę, lecz zapewne nie przewróciłem ani jednej strony. Nikt na szczęście nie zauważył tego. To nie tak, że byłem w niej zakochany. Zastanawiałem się, jak mógłbym jej pomóc w naprawieniu kontaktu z matką. Wiedziałem, że było to dla niej w tej chwili najważniejsze i nie mogłem być obojętny względem jej problemu.
            Jej matka była dla niej za oschła. Aczkolwiek może tu chodziło o coś jeszcze? Nie znałem dobrze sytuacji. Może ta kobieta miała jeszcze uraz do Eunmi z innego powodu? Może też ona nie mówiła mi wszystkiego. Jakoś nie chciało mi się wierzyć, że rodzic mógłby się wściekać tak długo na córkę w takiej chwili. Może źle myślałem. Może ona wolałaby z tym wszystkim sama i odsuwała tym sposobem ją od siebie? W głowie miałem tyle opcji, a żadna nie wydawała mi się idealnie pasującą. W każdej mi czegoś brakowało.
            Zobaczyłem wchodzącego do salonu Baekhyuna i postanowiłem bardziej uważać. Nie mogłem dać się przyłapać na bujaniu w obłokach, bo ten zaraz wyciągał złe wnioski. Widząc mnie uśmiechnął się zaczepnie, więc czułem, że coś jest nie tak. Podszedł bliżej i przysiadł obok mnie. Poprawiłem się na miejscu odruchowo i czekałem co ma do powiedzenia, bo ewidentnie miał.
— Jak wizyta u teściowej? — No to już miałem przechlapane. Nie wiedziałem jeszcze, jak się wszystkiego dowiedział, jednak to wróżyło dla mnie źle.
— Nie rozumiem o czym mówisz? Jak udała ci się randka? — Postanowiłem zagrać w jego grę. Nie wrócił prosto z zajęć do domu z tego co mi wiadomo, więc pewnie spędził czas z którąś z sióstr. Mogłem dać sobie o to uciąć głowę.
— Było bardzo przyjemnie. — Zamurowało mnie na tą odpowiedź. Nie przypuszczałem, że tak po prostu powie, jakby rzeczywiście był na randce. A może i był?
— To cieszę się razem z tobą. — Pomyślałem, że może to zakończy rozmowę, ale musiałbym nie rozmawiać z nim, by tak być mogło.
— Jak bardzo chcesz pomóc Eunmi? — dopytał mnie, a mnie zaczęło irytować to, że się wtrącał. Wiedziałem, że chciał tym doprowadzić do tego, że przyznałbym się do jakiś uczuć względem niej. Jego niedoczekanie. Póki co chciałem ją wesprzeć i ewentualnie zostać jej przyjacielem. Nikim więcej.
— Jeżeli będę chciał z tobą o tym rozmawiać to się do ciebie zgłoszę. Póki co, zajmij się odpowiednio dziewczynami. A raczej wybierz jedną, a nie baw się uczuciami obydwu. — Poczułem, że wkraczam na cienką linię. Nie chciałem wywoływać kłótni, a chyba znowu to robiłem.
            Na moje szczęście coś nam przerwało. Telefon Sehuna zaczął dziwnie głośno dzwonić i spojrzeliśmy w jego kierunku. Widzieliśmy jego skrzywioną minę patrzącą w ekran i wahanie, czy powinien odebrać. Nie wiedzieć czemu miałem złe przeczucia co do tego.
— Nieznany numer — burknął nasz maknae. Ostateczne przyłożył urządzenie do swojego ucha, więc wpatrywałem się zaciekawiony w niego. — Kto mówi? — powiedział to bardzo ponurym głosem, jak to miał w zwyczaju. — Anri? Czemu płaczesz? — Baekhyun na te słowa poderwał się z miejsca, a Sehun przybrał zmartwione spojrzenie i jego ton złagodniał w momencie. — Spokojnie. Będzie dobrze. Ja zaraz mu to przekazuję. On się tym zajmie. A ty się proszę uspokój.
            Widziałem, jak Baekhyun niecierpliwie czekał na koniec rozmowy, a Sehun pragnął najpierw opanować sytuację. Nie dziwiłem im się. Sam obawiałem się o to co się dzieje, choć wcale nie miałem pojęcia o co mogło chodzić. To pewnie Baekhyun coś wiedział. Coraz bardziej przywiązywał się do dziewczyn z tego co widziałem. Od razu po rozłączenie się Sehuna popruł w jego stronę, bo zapewne chciał już usłyszeć wszystko.
— Anri płacze, bo jej siostry nie ma w domu. Ojciec nie przejmuje się tym, że ta nie wraca, tylko uważa, że jak na noc nie będzie jej w domu, to będzie miała problemy kolejnego dnia. Jest jakiś obojętny. Ona zaś nie wie co robić, bo Shinra odrzuca jej połączenia i uważa, że od ciebie prędzej odbierze, więc wysyła mi w wiadomości jej numer.
            Wtedy Baekhyun nawet nie czekał na tę wiadomość, a od razu wyszedł z dormu mając telefon przy uchu. Czyżby miał jej numer? Szkoda, że nie powiedział nam co zamierza i zostawił nas w takiej niepewności co robić dalej. Chciałem też na coś się przydać, a poczułem się taki niechciany w tym wszystkim.
*Baekhyun*
            Denerwowałem się, gdy słyszałem sygnał oznajmiający oczekiawanie, aż ktoś odbierze ten telefon. Byłem cały w stresie i nie myślałem o niczym innym bardziej w tym momencie, niż o tym, że chciałbym być przy Shinrze. Czułem, że wiele się wydarzyło u niej tego dnia i pragnąłem jej pomóc. Powinienem  był biec za nią po zajęciach, choćbym miał jej szukać po całym Seulu. Nie mogłem jednak cofnąć czasu. Jedynie działanie w tamtej chwili mi pozostawało.
            W końcu nastąpiła ta wiekopomna chwila. Ona odebrała. A raczej jej telefon został przez kogoś odebrany.
— Kto mówi? — Był to kobiecy głos, lecz nie należał do niej. Przeraziłem się trochę, mimo to, musiałem odpowiedzieć pospiesznie.
— Baekhyun. Jest Shinra cała i zdrowa? — zapytałem, a język mi się plątał przy tym niesamowicie. Stresowałem się za mocno.
— Cala tak, ale czy zdrowa to nie wnikam. Jutro będzie bardzo chora. — Po tych słowach westchnęła głęboko, a ja nie wiedziałem co miałem przez to zrozumieć. Czyżby Shinra była pijana? I kim była ta dziewczyna? — Chcesz rozmawiać z Baekhyunem? — Domyśliłem się, że to pytanie było skierowane do poszukiwanej przeze mnie osoby.
— Baekhyun — powiedziała moje imię słodkim i przeciąganym głosem. Poczułem straszną ulgę, że to tylko pijaństwo i jednocześnie zrobiło mi się przyjemnie na myśl, że zachciała ze mną rozmawiać. — Weź mnie stąd. Nie chcę iść do domu. Zabierz mnie do was. U was jest fajnie! — Następnym co usłyszałem było jej czknięcie. Zachichotałem na to delikatnie. Wiedziałem, że szybko nie usłyszę tej dziewczyny w takim wydaniu ponownie. Kuszącą propozycją było zabranie ją do dormu, lecz pomyślałem, że może jej znajoma z którą przebywała się nią zajmie.
— To co? Przyjedziesz po nią? — Usłyszałem niespodziewanie i ani chwili nie zawahałem się. Pragnąłem zająć się Shinrą, a w drodze po nią postanowiłem poinformować o wszystkim Anri. Wiedziałem, że jej ojciec miał zamiar zrobić jej kazanie, jak nie wróci na noc, jednak uznałem, że lepiej, by nie pokazywała się mu w takim stanie.

I jak wam się podoba takie rozwinięcie? :D  Mam nadzieję, że nie zabijecie mnie za niektóre sceny.

wtorek, 9 stycznia 2018

Lekcje miłości: Rozdział 7

Lekcje miłości
Rozdział 7


Kilka lekcji później

*Kyungsoo*

            Tego dnia lekcja była inna niż zazwyczaj. Nie potrafiłem się skupić na wymawianiu słów, na tym co powinienem się uczyć, bo wpatrywałem się w Eunmi badawczo. Coś ją znowu gryzło, a mnie to martwiło. Widziałem, jak ręce trzęsły jej się ze stresu, jak co chwilę robiła jakieś pomyłki i nas przepraszała poprawiając się. Nawet Baekhyun coś zauważył, bo szepnął mi do ucha, że coś jest nie tak. Oczywistym było to, że skoro wiedziałem, jakie miała problemy, to byłem jedyną osobą, która mogła zaingerować w tę sytuację. Chciałem się powstrzymać, choć wiedziałem, że nie przejdę koło niej obojętnie.
            Wychodząc z sali kłóciłem się w myślach z samym sobą, czy do niej zagadać, czy też nie. Los chyba chciał mnie do tego popchnąć, bo w momencie jak byłem przy jej biurku i miałem je wyminąć, ona niechcący strąciła swoje książki, a ja jakimś cudem zdążyłem zareagować i je złapać. Oboje próbowaliśmy to zrobić. Mi się udało, a ona po prostu przez to stanęła tak blisko mnie, że nasze twarze były oddalone na niebezpieczną odległość. Moje serce przez to na chwilę stanęło. Chciałem jej się przyjrzeć z bliska, dotknąć jej lica, a nie mogłem, musiałem się ocknąć, więc pospiesznie odłożyłem książki i się wyprostowałem, a następnie zrobiłem krok w tył, by nie być tuż przy niej. Ona także się poprawiła. Nikogo już nie było z nami. Tylko ja i ona oraz cisza, jaka między nami panowała. Należało ją jakoś przerwać, lecz nie miałem ku temu odwagi. Czekałem chwilę i zbierałem myśli w sobie. Nie pamiętałem bowiem, o co to ja ją miałem zapytać. Dopiero jak przypomniało mi się to westchnąłem, a potem zwróciłem się do niej.
— Czemu jesteś dzisiaj  tak zestresowana? — zapytałem niepewnie. Znowu wkraczałem w jej prywatną sferę, ale czułem, że ona tego potrzebowała, kogoś kto się nią zainteresuje.
— Mama znowu... Wczoraj się z nią pokłóciłam i dzisiaj chcę iść do niej, a nie wiem jak z nią rozmawiać. Boję się wizyt u niej, bo nie umiem się z nią pogodzić. — Byłem niemało zaskoczony, że wszystko powiedziała mi z taką łatwością. Chyba się poddała i zrozumiała, że zwierzanie się dużo pomaga.
— Nie panikuj. Chcesz to pójdę tam z tobą i jak się okaże, że mama znowu się na ciebie zdenerwuje, to będę tam, by cię wesprzeć. — Sam nie wiedziałem skąd wziął się taki pomysł w mojej głowie. Ona rozszerzyła zaszklone oczy i spojrzała na mnie nimi. Były piękne.
— Dlaczego chcesz mi pomagać? — wydukała to z ledwością, a ja nie miałem pojęcia jak na to odpowiedzieć. Sam nie pojmowałem czemu to robiłem przecież. Można by winić wpojenie mi czegoś przez Baekhyuna, jednak to chyba nie to... Chciałem zwalić całą winę na niego, a nie mogłem.
— Bo na to zasługujesz. — Uznałem, że to najbardziej tandetny tekst jaki kiedykolwiek wypowiedziałem... Nadal nie wiedziałem jak postępować odpowiednio z kobietami i to był tego efekt.
— Nie mogę pozwolić, byś tak bardzo angażował się w moje życie. Masz pewnie i tak już zbyt wiele na głowie. — Mówiąc to uciekła ode mnie wzrokiem i zaczęła wycierać swoje oczy od nagromadzonych w nich łez.
— Przestań gadać takie bzdury — powiedziałem to uśmiechając się delikatnie. Cieszyłem się, że traktowała mnie jako człowieka, a nie maszynę, która może wszystko. — Ja mam bardzo mało problemów. Mogę się dzięki temu zająć tobą. — Pożałowałem ostatniego zdania. Zabrzmiało bardzo źle. Jakbym pragnął być dla niej kimś więcej. Nie chciałem przecież, by tak pomyślała, a nie mogłem cofnąć czegoś co powiedziałem. Bałem się jej reakcji.
— Skoro jesteś tak  uparty, to dobrze. Chodź ze mną, tylko poczekasz przed salą jak wejdę do mamy? Nie chciałabym się jej tłumaczyć kim jesteś i co tam robisz. — Ulżyło mi, że nie odniosła się do końcówki mojej wypowiedzi i byłem szczęśliwy, że poddawała się ze swoim uporem. Byłem tak nieporadny w kontakcie z dziewczynami, lecz pierwszy raz uchodziło mi to na sucho, a wręcz miałem wrażenie, że ona rozumie to co ja chce przekazać, choć robię to złymi sposobami. Jakby czytała mi w myślach. Tak krótko ją znałem, a tak dobrze by mnie rozgryzła?

*Baekhyun*

            Nastąpił chyba jakiś pechowy dzień na naszych zajęciach. Przed wejściem Shinra witając się ze mną była jakaś nieobecna, a Anri jakby obrażona? Nie wiedziałem co się z nimi dzieje, a na dodatek nasza nauczycielka była jakaś zestresowana, tym się jednak tak nie przejmowałem, bo wiedziałem, iż Kyungsoo się nią zajmie. Po zajęciach nawet podsłuchałem, że pojedzie z nią do szpitala, więc byłem zadowolony. Na szczęście tego dnia powiedzieliśmy szoferowi, że nie musi po nas przyjechać i pojedziemy taksówką, to obyło się bez zbędnych pytań o to, co z Kyungsoo.
            Przed budynkiem zastałem dziwną scenę. Shinra i Anri kłóciły się ze sobą. Nie mogłem na to im pozwolić. Martwiła mnie ich relacja, a teraz jeszcze tak po prostu po sobie krzyczały. Nie znałem powodu, lecz czułem, że starszej puściły nerwy, bo i tak była tego dnia nabuzowana, a młodsza miała ostatnio coś do niej. Podszedłem do nich bliżej i jak mnie zauważyły to zamilkły. Anri patrzyła wrogo na swoją siostrę, a Shinra speszyła się moją obecnością i spuściła wzrok na swoje stopy.
— Co się z wami dzieje dziewczyny? O co się kłócicie? — dopytałem, ale nic mi nie odpowiedziały. Nie chciały bym wiedział, albo było to tak bezsensowny powód, że nie dało się go określić. Ja często miewałem takie kłótnie z moimi kolegami z zespołu.
— To ona mnie denerwuje — odezwała się niespodziewanie Anri. — Traktuje mnie jak dziecko. Mam tego dość. Nie chce mi mówić co jej leży na sercu, nawet jak się o nią martwię,  a na dodatek i tak ludzie bardziej są zainteresowani nią niż mną. — Nie rozumiałem tej końcówki, jednocześnie byłem w stanie sobie wyobrazić co chciała tym przekazać.
— Ja ciebie traktuje jak dziecko? Tata cię tak traktuje, a ty zachowujesz się jak mała dziewczynka. Czemu ci nic nie mówię? Bo nie potrafię. Nie umiem wyrażać tego jak się czuję publicznie. Przykro mi, że jestem taką zołzą przez to. Taki jest mój charakter i nie potrafię go zmienić. Uważasz zaś, że mam się lepiej? A ja zaś widzę, że masz mnóstwo przyjaciółek na roku, co chwile nawiązujesz nowe znajomości, a ja? Jestem wytykana i wyśmiewana, mój chłopak mnie zdradził, a i tak wszyscy uważają, że to moja wina, bo zapewne byłam dla niego zbyt oziębła. A ja mu ufałam... — Byłem przerażony po tym co dziewczyna powiedziała, nie miałem pojęcia jak ją pocieszyć, co powiedzieć, ani czy powinienem przerywać jej... Niestety ktoś inny to zrobił i to w zły sposób.
— Mają rację zapewne. Jeżeli byłaś tak oziębła dla niego jak dla mnie, to nie dziwię się, że szukał innej. — Te słowa to było za wiele... Musiałem coś zrobić, tylko co?
— Tak uważasz?! — W oczach Shinry widziałam szok. Pewnie nie spodziewała się po Anri takich słów. Ja zresztą tak samo. Chciałem objąć Shinrę i ją uspokoić, że jej siostra nie ma racji, bo czułem, jak dotknęły ją te słowa. Nie zdążyłem, bo ta odsunęła się od nas, a po chwili pobiegła gdzieś po prostu....
            Już startowałem do biegu za nią, ale usłyszałem szloch za sobą. No nie... Tego brakowało...
— Shinra wróć! — krzyczała jednocześnie szlochając i kucnęła na chodniku, jak to robiły małe dzieci, gdy płakały. I ona chciała, by jej nie uważać za małą dziewczynkę? Westchnąłem głęboko na ten widok. — Ja nie chciałam tego tak powiedzieć — tłumaczyła mi się, jakbym to ja był tutaj ważny w zrozumieniu tego. Ja wiedziałem, że ona powiedziała to zapewne w złości, a nie miała złego zdania o siostrze, niestety takie coś jest najgorsze. Zawsze w takim momencie się trafia w słaby punkt.
— Posłuchaj, ona na pewno zrozumie, że nie chciałaś tego powiedzieć, a jak obie ochłoniecie, to porozmawiacie i się przeprosicie, dobrze? — Mówiąc to, zniżyłem się do jej poziomu, a ona przytaknęła mi.
            Wiedziałem, że to za starszą powinienem biec. Było niestety za późno. Ona gdzieś nam się straciła, a nawet jej siostra nie wiedziała na pewno, gdzie mogła się udać, skoro tak słabo się znały. Musiałem więc zająć się Anri, bo ta też nie była w dobrym stanie. Kolejny plus tego, że odwołaliśmy tego dnia szofera.
— Co powiesz na to, żebyśmy poszli na lody? Tak by osłodzić gorzkie smutki?
            Spojrzała na początku zaskoczona. Za chwilę otarła rękawem twarz i jej oczy zaświeciły z radości. Chyba miałem talent do pocieszania, albo po prostu tak na nią działem. Zauważyłem wcześniej, że Anri  dziwnie na mnie patrzyła i inaczej mnie traktowała. Nie mogłem dopuścić do tego,  by się we mnie zadłużyła. Ja jedynie mogłem ją pokochać jak starszy brat... Nic więcej. Bałem się, że ona będzie przeze mnie w podobnej sytuacji, jak ja, gdy Amelia nie odwzajemniała moich uczuć... Nie mogłem pozwolić na to. Dziewczyna była jeszcze młoda i na pewno nie mogła się na mnie sparzyć, bo to mogłoby źle na nią wpłynąć. Możliwe, że nie myślała o tym, że coś odwzajemnię, lecz było coś jeszcze... Ewidentnie ciągnęło mnie w stronę jej siostry, a nie chciałem być kolejnym powodem ich kłótni, gdyby okazało się, że tamta jest moją nową miłostką.

*Eunmi*

            Stresowałam się podwójnie na wizytę u matki. Po pierwsze poprzedniego dnia kazała mi się wynosić, a po drugie towarzyszył mi Kyungsoo. Nie wiedziałam, czemu skorzystałam z jego propozycji. Miał coś w sobie, że koił moje nerwy i miałam nadzieję, że w szpitalu też będzie moim lekarstwem na nie. Niestety nie pomagał mi nawet on, ale lepiej czułam się z myślą, iż nie byłam sama z moim problemem. Nadal nie rozumiałam, czemu tak wiele dla mnie robił, a dodatkowo byłam mu wdzięczna za wsparcie.
            Weszłam niepewnie do sali zostawiając go przed drzwiami do niej. Czułam jak ogarnia mnie jeszcze większy strach. Moja mama spała chyba plecami do wejścia, więc nie widziała jak wchodzę. Z jednej strony mogłam po prostu zostawić to co przyniosłam dla niej i uciec. Z drugiej powinnam była porozmawiać z nią o wszystkim. Chciałam się w końcu z nią pogodzić. Nienawidziłam kłótni, a ostatnio tylko one nam towarzyszyły. Chociaż może nie powinnam tego tak nazywać? Ja prawie nic nie mówiłam, a ona po mnie krzyczała. Może potrzebowała się wyżyć na kimś emocjonalnie i padło na mnie, bo popełniłam tak wiele błędów w życiu, iż było z czego wybierać?
            Gdy tak zastanawiałam się nad powodem jej humoru, ona zaczęła się obracać w moją stronę. Ujrzała mnie i skrzywiła swoją minę. Znowu ogarnął mnie smutek. Naprawdę byłam teraz dla niej takim utrapieniem? Postanowiłam zacząć miło, by jakoś załagodzić naszą sytuację.
— Przyniosłam twoje ulubione bułeczki — oznajmiłam jej wymuszając uśmiech, a ona nie zmieniła swojej miny. Nie wiedziałam co jeszcze powinnam była powiedzieć. Zapadła na chwilę niezręczna cisza. Ja czułam jak moje serce bije szybciej przez całą sytuację.
— Mówiłam ci chyba wyraźnie, że nie musisz już tu przychodzić? Bycie moją córką cię nie zobowiązuje do zmuszania się do wizyt. — Te słowa tak bardzo mnie bolały. Ja naprawdę nie chciałam jej zaniedbać. Po prostu miałam tak wiele na głowie... Mimo to, kochałam ją mocno i to powinnam jej była powiedzieć, a co ja zrobiłam? Zauważyłam kwiaty w wazonie, a w nich liścik. Pomyślałam chwilę nad tym i olśniło mnie...
— Tata był cię odwiedzić? — Powiedziałam to, co ślina mi na język przyniosła. Powinnam zapytać jak się czuję, a nie o takie coś...
— Jesteś chora na głowę, czy coś? Tata miałby się mną zainteresować? Przecież doskonale wiesz, że skończyłam z nim związek na wojennej ścieżce. Swoją drogą... Kto jak kto, ale też powinnaś się nim zainteresować. Ma swoje lata, a ty odwiedziłaś go ile razy od naszego rozwodu? To twój ojciec mimo wszystko tobie krzywdy nigdy nie zrobił.
            Miała rację, nie nadawałam się na miano przykładowej córki. Nie opiekowałam się swoimi rodzicami jak należało. Wiecznie nos miałam w książkach. Myślałam o tym, by umieć jak najwięcej języków i zarabiać na uczeniu ich, tłumaczeniu. To było dla mnie efektowne, bo nie zarabiałam mało... Mimo to, jakim kosztem? Nie miałam przyjaciół, bo dla nikogo nie miałam czasu, odsunęłam się od moich rodziców, którzy tak dobrze mnie wychowywali, bo nie miałam czasu i w końcu, byłam samotną kobietą, bo nie miałam na nic czasu... Tak wiele poświęciłam budowaniu sobie świetlanej przyszłości. Tylko z kim ja ją zamierzałam dzielić, skoro wszystkich zaniedbywałam?
— Przepraszam. Mamo, nie gniewaj się na mnie... Ja naprawdę się teraz poprawię... — Czułam jak znowu słone łzy spływają po moim policzku. Wylałam ich ostatnio tak dużo. Wiele chciałam naprawić, a nikt nie rozumiał tego. Ja nie byłam złym człowiekiem, ja przecież nie odwróciłam się od moich rodziców, bo ich nie kocham...
— Mogłaś wcześniej zauważyć to wszystko. Co mi z tego, że teraz ci żal? Kiedy cię potrzebowałam, chciałam porozmawiać, to ciebie nie było. Czułam się, jakbym cały wysiłek jaki włożyłam w okazanie ci miłości zdał się na marne, bo moja córka nic nie odwzajemniła... — Znowu ugodziła mnie prosto w serce tą wypowiedzią. Jeżeli tak miała wyglądać każda moja wizyta u niej, to prędzej czy później moja psychika padnie. Mogłam być wtedy tego pewna. Wiedziałam jednak, że nie mogłam się poddać. Musiałam chodzić do skutku, aż mama wybaczy mi moje zachowanie, wybaczy mi moją ignorancję.
— Jeszcze raz przepraszam. To wszystko moja wina wiem, ale chcę się naprawdę poprawić i mam nadzieję, że mi na to pozwolisz. Teraz wyjdę, by cię dziś nie denerwować dłużej. — Po tych słowach ukłoniłam się jej i wyszłam.
            Z każdym krokiem płakałam mocniej. Mój szloch był bardzo głośny, a moje serce okropnie bolało. Miałam dość siebie i tej chorej sytuacji. Chciałam pokazać mamie jak ją kocham, lecz to było takie ciężkie, gdy ona nie wierzyła w moją miłość. Wiedziałam, że jeszcze chwilę to potrwa nim mi zaufa i nie miałam pojęcia ile jeszcze zniosę do tego momentu.
            Poczułam taką ulgę, gdy zobaczyłam na korytarzu Kyungsoo. Bez przemyślenia tego co robię, po prostu się do niego przytuliłam i zaczęłam jeszcze mocniej płakać. Potrzebowałam tego bardzo. Dawno nie czułam takiej bliskości do nikogo. On delikatnie zaczął głaskać moje włosy co dawało mi jeszcze większe ukojenie. Poczułam się cudownie w jego ramionach. Uznałam, że potrzebuję takiego kogoś jak on, by być teraz silniejszą. Był dla mnie cudownym oparciem. Musiałam chyba znaleźć taką inną osobę, bo nie chciałam zawracać mu sobą głowy. Dodatkowo bałam się do niego przywiązać, nie mogłam. To się nie godziło... Tylko co poradzić, że uczucia nie pytają o zgodę nas, czy mogą się pojawić?
— Co się dzieje? Znowu była zła? — zapytał mnie tak delikatnie, jakby bojąc się zranić mnie tym pytaniem. Polubiłam to wyczucie, które towarzyszyło każdej jego wypowiedzi i nie wiedzieć czemu zdawało mi się, że był niepewny swoich słów. Tak jakby bał się je dobierać. A nie powinien...
— Co jak moja mama umrze, a ja nie będę z nią w zgodzie? — wyjawiłam mu swoje obawy, które sama przed sobą próbowałam ukryć, a taka była prawda. Nie miałam pewności, czy jej się coś nie stanie. Niby nic jej nie groziło, mimo to, zawsze mogło się wydarzyć jej coś jeszcze, a ona nie chciała mi wybaczać... Co jeśli nie zdążyłabym jej przekonać, jak jestem jej wdzięczna, jak mocno ją kocham?
— Nawet tak nie mów. — Z tymi słowami odsunął mnie od siebie, by spojrzeć mi w oczy. — Zrobimy wszystko by ci wybaczyła. Mogę tu z tobą przychodzić po zajęciach, bo w inne dni pewnie nie dam rady, jednak mów mi wszystko. Postaram się jakoś pomóc. — Spodobało mi się jego zaangażowanie w sytuację... Może to dar od losu, bym przetrwała te wszystkie smutki i nie była z nimi sama? Nie miałam pojęcia, czy takie coś jak przeznaczenie istniało, lecz w tym momencie w nie uwierzyłam.

Dobrze pisało mi się ten rozdział, więc mam nadzieję, że równie dobrze mi wyszedł. Nagle mam przypływ weny taki na te opowiadanie, że  pisze mi się je lekko, a przyznaję, że początkowo szło mi ciężko. :D Miłego więc wam życzę czytania i czekam na komentarze. :D