Pokazywanie postów oznaczonych etykietą harem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą harem. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 kwietnia 2017

Hotel godzien sześciu gwiazd: Rozdział 13

Haha ten rozdział jest jakiś pechowy. Bo wiecie mam przygotowane kilka rozdziałów do przodu, bo w tym tygodniu i następnym może być ciężko z pisaniem. I miałam przez pomyłkę udostępnić 14, a nie ten. Już wszystko przygotowałam. :D Głupia ja. :D
To pewnie przez emocje, bo dzisiaj jadę na Pyrkon i wstałam własnie o 3 nad ranem. Tragedia. Mam nadzieję, że nie wykończę się tam i będę się dobrze bawić, a wam życzę miłego czytania. :D

Hotel godzien sześciu gwiazd
Rozdział 13



*Yeori*

        Stałam na recepcji czekając na chłopaków i rozmawiałam z nowym pracownikiem. Był miły i troszkę nieśmiały. Mimo to bez problemu nawiązałam z nim kontakt i zaczęłam go rozkręcać. W pewnym momencie widziałam, jak dziwnie zerka za mnie. Jakby coś tam zobaczył i udawał, że tego nie widzi. Chciałam sprawdzić co to, ale czyjeś dłonie odcięły mi światło. Poczułam się dziwnie. Nagła ciemność. Wiedziałam, że musiał to być ktoś z zespołu, tylko który z nich. Pomyślałam o pierwszej osobie, która byłaby do tego zdolna.
- Hyuk. – Rzuciłam i nic się nie zmieniło.
- Nie, zgaduj dalej. – Odpowiedział mi modelując głos na bardziej piskliwy. Wiedziałam, kto był mistrzem takich dźwięków.
- Jaehwan! – Krzyknęłam radośnie i pewna siebie.
        Ręce ustąpiły. Odwróciłam się do niego przodem, a on zrobił dziubek z ust jak jakaś kaczka, co oczywiście mnie rozśmieszyło. Lubiłam jak robił takie dziwnie miny.
- Za szybko zgadłaś. Za dobrze nas znasz. – Uznał ze smutnym tonem głosu. Oczywiście było to udawane, a ja uznałam, że też się pobawię w jego grę.
- Przepraszam. – Dodałam również z takim samym brzmieniem i spuściłam wzrok, oraz zaczęłam się kręcić w miejscu, jakby zażenowana swoją osobą.
- Ej chwileczkę. – Rzekł chwytając moje policzki w dłonie i podnosząc moją głowę. Od razu źle zareagowałam. Moje głupie wiecznie różowiejące policzki dały się we znaki. Czułam to. – Wszystko tylko nie twój smutek. Nawet jeżeli to był żart. Rozumiemy się? – Chciałam na to pokiwać głową, lecz nie potrafiłam jakoś się ruszyć.
- Możesz mnie puścić? – Powiedziałam to troszkę chwiejnym głosem.
- Czujesz się niezręcznie? – Zapytał mnie o to z cwaniackim uśmieszkiem. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Nie rozmawiałam z nim w cztery oczy, od tamtego felernego wieczoru, kiedy oboje daliśmy się ponieść procentom. Niestety wszystko pamiętałam i nie wiedziałam jak się po tym zachować.
- Troszkę. – Nie wiedziałam, czy powinnam była się przyznawać do tego.
- Co ty na to, żeby ponowić na trzeźwo to co zrobiliśmy ostatnio w klubie? – Mrugnął do mnie, a mnie zamurowało totalnie. On oszalał, tak?
- Tu? - Wytrzeszczyłam na niego oczy, a on wybuchł śmiechem i wreszcie mnie puścił, by złapać się za brzuch.
- Oczywiście, że nie. Żartowałem sobie, gdybyś widziała swoją minę. – Chichotał jeszcze tak chwilę, a ja klepnęłam go w ramie ze złości.
- Nie naśmiewaj się ze mnie. Jeszcze się za to zemszczę zobaczysz. – Kiwałam na niego palcem, grożąc mu nim, a on go sobie nagle chwycił.
- Przepraszam. – Uniósł moją dłoń i złożył na niej całusa.
        Co on sobie wyobrażał? Ile ludzi musiało to widzieć. Byliśmy w końcu w bardzo widocznym miejscu. I gdzie się podziali chłopcy? Dlaczego przyszedł akurat tylko on? Miałam tysiące myśli na minutę, by nie skupiać się na tym geście, który tak bardzo mnie speszył. Kiedy poluzował moją dłoń, ja od razu ją od niego odsunęłam i zaczęłam nią przeczesywać włosy, oraz wypuszczać ciężko powietrze.
- Gdzie reszta? – Postanowiłam szybko uciec od tematu, by zaraz nie stopić się z tego gorącego powietrza.
- Powiedziałem im, że spóźnisz się piętnaście minut, więc nie ma się co śpieszyć, a oni w to uwierzyli i zejdą dopiero za chwilę. – Wyjaśnił dumny ze swojego planu.
        Cwaniak z niego był niezły. Mimo to, nie popierałam jego pomysłu. Już widziałam jak Hakyeon narzeka, że się spóźniłam. Miałam ochotę coś na ten temat powiedzieć, lecz nie zdążyłam, bo nagle koło nas zjawił się Hyuk. Oboje się go wystraszyliśmy.
- Zachowujecie się, jakbym was na czymś przyłapał. – Rzekł to bardzo poważnie i mierzył nas wzrokiem.
- Na czym byś miał? Tak tylko stoimy. – Nie potrafiłam kłamać, bardzo…
- Jasne. – Odfuknął. – Jesteś nadal zła, że wszedłem ci w kadr, jak rozmawiałaś z przyjaciółką prawda? Pewnie mnie obgadywałaś. – On naprawdę myślał o takim czymś? Byłam w szoku.
- Tak było. – Wtrącił Ken, co jeszcze bardziej mnie zdziwiło. – Marudziła, aż mnie uszy od tego bolą. – Mówił zatykając je i jednym okiem zamrugał do mnie, tak by Hyuk tego nie zauważył.
        Był strasznie przekonywujący. Potrafił idealnie kłamać. Przeraziło mnie to trochę, ale czego mogłam się spodziewać po idolach, którzy często muszą udawać, grać i tym podobne. W tym momencie Hyuk obrócił mnie do siebie i położył ręce na moich ramiona i wpatrywał się mi w oczy.
- Przepraszam cię jeszcze raz. Wybacz mi w końcu. - Znowu byłam zawstydzona i na dodatek nie wiedziałam co mam powiedzieć mu, bo wcale nie o to chodziło. Ja już nie byłam zła na niego.
        Uratowało mnie pojawienie się reszty. Kiedy ich zobaczyłam zaczęłam specjalnie machać do Wonsika. Stwierdziłam, że to dobry pomysł oderwania się od Hyuka, a Ravi z chęcią i uśmiechem na twarzy mi odmachał. Dzięki temu zmienił się wreszcie temat i zostałam uwolniona od tej szalonej dwójki. To nie tak, że nie lubiłam ich. Trochę jednak przytłaczało mnie to wszystko. Może nie byli w moim typie. Sama nie wiem czemu się tak zachowywałam i czułam dziwnie. Nie chciałam ich ranić. A nie miałam pojęcia co robić ze sobą.

*Hyuk*

        Całe popołudnie nurtowało mnie to, że Yeori mogłaby być na mnie zła. Z drugiej strony coś mi więcej śmierdziało. Mianowicie Jaehwan. Był jakiś inny. Jakby pewniejszy swego? Czyżby między nim… Olśniło mnie. To na czymś innym ich przyłapałem. On na pewno ją podrywał. Pewnie nie próżnował. W końcu razem imprezowali już. Jeżeli coś wtedy się wydarzyło, to ona mogłaby się czuć przy mnie niezręcznie. Postanowiłem wybadać to wieczorem. Chciałem podejść do niej pod pretekstem rozmowy i spędzenia razem czasu.
        Udałem się pod jej drzwi, kiedy Hongbin poszedł pod prysznic, bo chciałem uniknąć zbędnych pytań przed wyjściem, czy też zatrzymania mnie. On także nie zachowywał się za dobrze. Mógł także lubić Yeori w takim stopniu jak ja, jak nie bardziej. Co jak co, ale ja wiedziałem jedno. Hongbin był strasznym romantykiem w duchu. Często ubierał maskę, by ukryć coś. Jeżeli on naprawdę by się postarał pewnie miałby większe szanse ode mnie. To nie tak, że uważałem się za kogoś gorszego, po prostu czułem , że on potrafiłby lepiej okazać swoje uczucia. Ja dopiero raczkowałem w tym wszystkim. Sam nie byłem pewien jak mocno zależało mi na Yeori. Podobała mi się, zdawało mi się, że z dnia na dzień przywiązuje się coraz bardziej do niej. Lubiłem jej uśmiech i postawę. I co dalej? Czegoś tu brakowało. Może tego, by ona poczuła to samo?
        Zapukałem do środka, a nie usłyszałem ani odzewu, ani by ktoś się zbliżał do drzwi. Mimo to z pokoju dochodziły jakieś dźwięki. Jakby włączona muzyka, ale było to za bardzo stłumione. Wszedłem ostrożnie do środka. Wtedy zrozumiałem, kąpała się, a dźwięki to była rzeczywiście muzyka prawdopodobnie puszczona z telefonu w łazience, oraz szum prysznica. Poczułem się trochę głupio, że wszedłem do środka w takim momencie. Musiałem się szybko ewakuować, by przypadkiem nie wyszła do mnie w samym ręczniku. Lecz zanim to zrobiłem zauważyłem, że jednak jej telefon leży na komodzie. Wziąłem go przed wyjściem, bo zrodził się w mojej głowie mały plan.
        Wiedziałem, że po części mi się oberwie po wszystkim. W końcu drugi raz zabrałem jej telefon. Co prawda wcześniej nie swoimi rękami, lecz przeglądałem go z chłopakami. Tym razem jednak zależało mi na czymś innym. Naprawieniu czegoś. Na szczęście okazało się, że nie zmieniła hasła do odblokowania go. Wszedłem od razu w kontakty stojąc na jednym z korytarzy. Zorientowałem się, że nie mam pojęcia do kogo mam dzwonić, bo nie znałem nawet imienia jej przyjaciółki. Uratował mnie rejestr połączeń, który pokazał mi z kim wtedy rozmawiała. A więc była to niejaka Serim. Czekałem tylko chwileczkę zanim odebrała. Kiedy zobaczyła moją twarz pisnęła i wytrzeszczyła oczy, co mnie uradowało. Lubiłem jak ktoś tak na mnie reagował.
- Czemu jesteś Hyukiem, dzwonisz z telefonu mojej przyjaciółki i nie ma jej koło ciebie? – Mówiła to z prędkością światła, co mnie rozbawiło, więc się lekko zaśmiałem. – Wiem! Powiedziała ci? Tak? Że jesteś moim biasem nad biasami? – Zamurowało mnie, bo tego to już się nie spodziewałem. Moja wielka fanka była po drugiej stronie linii.
- Nie powiedziała. – Odpowiedziałem lekko zakłopotany, mimo to starałem się nadal ładnie uśmiechać. – Dzwonię z innego powodu.
- Ale się wkopałam. – Zachichotała, zakrywając swoją twarz dłonią. Była bardzo urocza dzięki temu.
- Słuchaj. Jesteś pokłócona z Yeori, prawda? – Zacząłem to po co zadzwoniłem.
-  Tak trochę…. Widzisz, ona zawsze wszystko nam mówiła, a teraz nagle ukrywa coś przed nami. Czuję się, jakby przestała nas uważać za przyjaciółki, czy coś. – Tłumaczyła odwracając wzrok od kamery. Bałem się, że za chwilę mogłaby się rozpłakać, więc szybko przeszedłem dalej.
- Ja wszystko wyjaśnię. Przyjechaliśmy tu na wakacje. Yeori musi się nami zajmować i dlatego nie pojechała z wami. Tak zarządził jej ojciec. – Spojrzała z otwartą szeroko buzią.
- Jak zachowuje się przy Leo? Czerwieni się? Jest zestresowana? A może ukradła jego serce? – Poczułem się dziwnie. Jakby troszkę odrzucony.
- Nie dogadują się za bardzo. – Powiedziałem trochę zbyt oschle. – Teraz jest troszkę lepiej, ale początkowo mieli mały problem. A raczej Taekwoon miał z nią. Jednak pragnę zaznaczyć, że odwodzisz mnie od głównego tematu. – Zasugerowałem.
- Wybacz, jestem trochę bardzo podekscytowana tym wszystkim. Nie wyobrażam sobie nawet jak cudownie ma się Yeori. –Westchnęła z zachwycenia. – Ale już cię uważnie słucham. Patrzenie na ciebie w ekranie telefonu to już dla mnie za dużo.
        Znowu się zaśmiałem. Przecież ta dziewczyna była zwariowana. Musiałem jednak pamiętać co chciałem osiągnąć. Pogodzić ją z Yeori i naprawić to co zepsułem.
- Chciałbym byś jej wybaczyła. Ona to zrobiła, bo taki był warunek naszych menadżerów. Nie miał nikt wiedzieć gdzie jesteśmy. Chciano byśmy mieli spokojne sumienie. Na dodatek ona ma troszkę problemów z tatą chyba ostatnio. Pewnie pragnęła przyłożyć się do danego jej zadania, by pokazać, jak jej zależy na hotelu i bała się wam coś powiedzieć. Wątpię, że tu chodziło o zaufanie. Prędzej poczucie obowiązku. Proszę zrozum ją. – Miałem nadzieję, że wszystko ubrałem w dobre słowa. Ona przytakiwała mi jak mówiłem.
- Jesteś niesamowity, że tak się starasz jej pomóc. Zadzwonię do niej jeszcze dziś, jak oddasz jej telefon. Obiecuję. Porozmawiam z nią… Albo mam lepszy plan. – Wyglądało to zabawnie, bo jakby nagle podskoczyła. – Pójdź do jej ojca i spytaj…
- O nie, nie, nie. Ja się go boję. – Rzekłem szczerze. Widziałem co prawda tylko jego zdjęcia na korytarzach. Zdawało mi się i tak, że był bardzo surowy i poważny.
- Spokojnie. On jest dobrym człowiekiem. I to jest coś co planowałyśmy wcześniej już z Yeori i on o tym wiedział. Musisz go spytać, czy możemy zgodnie z planem przyjechać. Bo miałyśmy nocować w hotelu po naszej wspólnej wycieczce. Jak spyta czemu ty, to powiedz, że chciałyśmy zrobić niespodziankę i coś tam pozmyślaj. – Mówiła to pewna, że wykonam, co ona mi podpowiadała, a ja byłem przerażony.
- Ale co jak spyta, skąd się znamy? Przecież nie powinniśmy się znać. – Zacząłem się wykręcać.
- Wymyślisz coś. Hyukkie proszę cię. – Przeciągała słowa, robiąc to w tak słodki sposób, że nie mogłem już odmówić. Westchnąłem głęboko i zacząłem kiwać głową.
- Zrobię to, a ty zapłacisz za mój pogrzeb, jak przy wykonywaniu tej misji zginę. – Zażartowałem do niej, a ona na to zachichotała. Już polubiłem brzmienie jej śmiechu, choć zniekształcone lekko przez dźwięk w telefonie.
        Po rozłączeniu się, szybko przepisałem sobie numer, by móc poinformować dziewczynę, czy mi się powiodła rozmowa i odwróciłem się w stronę pokoju Yoeri. Ona w tym momencie wyszła z niego z mokrymi włosami, na szczęście w pełni ubrana. Spojrzała na mnie zabójczym wzrokiem. Pewnie szukała telefonu. Przełknąłem głośno ślinę. Musiałem jej go oddać, ale w tamtym momencie się bałem.
- Ja wyjaśnię ci to. – Zacząłem, a ona podeszła do mnie ciężkim krokiem.
- Słucham uważnie. Po co znowu grzebałeś w moim telefonie? – Rzekła z wyczuwalnym oburzeniem w jej tonie głosu. Zrobiło mi się trochę smutno.
- Chciałem numer twojej przyjaciółki, by wszystko naprawić. – Stwierdziłem, że połowiczne kłamstwo będzie najlepsze.
- Nie byłam już na ciebie zła. Przestań. I nie próbuj nawet do niej dzwonić. Ona by umarła na zawał. Nawet nie wiesz, jak ona potrafi się tobą zachwycać. Jesteś jak miłość jej życia. Ona wszystkich chłopaków do ciebie porównuje. To już wyższy poziom uwielbiania. – Kiedy mi to powiedziała, miałem ochotę wybuchnąć śmiechem i poczułem się bardzo przyjemnie. Pierwszy raz poznawałem taką fankę i miałem okazję zobaczyć ją jeszcze, jak się postaram.
- Masz rację, lepiej jak będę z dala się w takim razie od tego trzymał. – Udałem, że przejąłem się jej fazą na mnie. – Ale naprawdę nie jesteś już zła?
- Nie… Kiedy przestałeś do mnie mówić nieformalnie? – Zwróciła mi uwagę. – Dopiero zauważyłam. – Mówiła to jakby się nad czymś zastanawiając.
- Stwierdziłem, że tak będę brzmiał bardziej dojrzale. Bez zwracania się Noona. Jak chcesz możesz mi mówić Oppa. – Wypiąłem się dumny ze swojego pomysłu.
- Ani mi się śni. Do młodszego chłopaka mam mówić Oppa? – Zaśmiała się, przez co mi ulżyło. – Mów do mnie jak chcesz. Choć troszkę dziwnie będzie się teraz przyzwyczaić.
        Jeszcze chwileczkę sobie porozmawialiśmy na korytarzu, potem udałem się do siebie. Rozmyślałem jak rano mam podejść do mojej misji. Już mniej się bałem. Byłem bardzo podekscytowany.
***

        Nie wiedziałem jak zapukać do gabinetu jej ojca. Stres pojawił się, gdy stanąłem przed nim. Drzwi obok tych się otworzyły i wyszedł z nich brat Yeori. Spojrzałem na niego troszkę przerażony. On uśmiechnął się do mnie i podszedł.
- Boisz się? – Zapytał i lekko się przy tym zaśmiał, co mnie rozproszyło.
- Mam trochę przerażające wyobrażenia. – Wyszeptałem, bo bałem się, że ktoś mógłby to usłyszeć.
- Nie masz czego się bać. Choć jak twój kolega wyszedł stąd blady jak ściana… To nie jestem pewien. Mam na myśli tego najciemniejszego z was. – O czym on mówił?
- Był tu ktoś oprócz mnie? – Zdziwiłem się.
- Nie wiem jak się on zwie. Przyszli raz wezwani z rana. On i Yeori. Potem wyszedł cały blady, jak mówię. Ale spokojnie. Ja cię nie straszę, tylko tak się śmieje. – Pewnie ostatnie zdanie wypowiedział, bo musiałem wyglądać na wystraszonego, bo taki w tamtym momencie byłem. – Moim zdaniem nie zje cię. Ah ja i mój niewyparzony język. Nie powinienem był cię straszyć. – Widać było, że szczerze się zmartwił.
        Musiałem się wziąć w garść. Skoro wszyscy mówili, że nic mi się nie stanie za tymi drzwiami, to pora była je przekroczyć. Zastukałem nadal niepewnie, a Hyejung poklepał mnie po ramieniu i poszedł gdzieś. Usłyszałem stłumione „proszę”, więc wszedłem. Gabinet był dość przytulny, a mężczyzna nie podnosił wzorku z nad jakiś dokumentów. Kiedy jednak to zrobił zacząłem się pospiesznie mu kłaniać i witać z nim formalnie.
- Coś ty taki roztrzęsiony? Coś z tymi chłopakami nie tak w tych czasach. Wszyscy tu wchodzą przerażeni. – Zaśmiał się, przez co poczułem się sto razy lepiej. Ulżyło mi.
- Przepraszam. – Odpowiedziałem już pewniej. – Ja w takiej sprawie… A powinienem się przedstawić. – Uświadomiłem sobie i zacząłem się drapać w tył głowy ze stresu. – Jestem Hyuk, z tego zespołu, którym opiekuje się Yeori.
- Miło mi. Co cię więc tu sprowadza? Jakaś skarga? – Zaczął pytać poważnie.
- Nie, nie. Jest tu idealnie. Przyjaciółka Yeori o coś mnie prosi. Niech pan nie pyta skąd ją znam, bo to długa historia. W każdym razie. Podobno przyjaciółki miały przyjechać po podróży do hotelu i nocować tu jakiś czas. Chciałem spytać, czy to aktualne, bo one chcą jej zrobić niespodziankę. – Wyjaśniłem pospiesznie.
- Ah to. To były dwie dziewczyny i trzech chłopaków… Prawda? – Zwrócił się do mnie, a mnie zamroziło.
- Chłopaków? – Zapytałem niepotrzebnie na głos.
-  Tak było ustalone. Też mi się to nie do końca wtedy podobało, tym bardziej, że jednego z nich nie lubię, bo jak chodził z Yeori był bardzo zaborczy…
- Chodził z Yeori? – Tego było dla mnie za wiele. Pomagałem jej w spotkaniu się z jej byłym? Przeraziło mnie to i momentalnie pragnąłem to odkręcić. Przecież tak być nie mogło. Jednak nie mogłem nagle zmienić zdania, bo co by sobie ten ojciec pomyślał.
- Skoro ci ona o nim nie opowiedziała, to i ja nie muszę. Dobra. Możesz powiedzieć, że niech przyjadą. Tylko niech nie narobią jakiś kłopotów tutaj. Daj znać mi jakby coś się zmieniło.
        Wychodząc byłem trochę załamany. Były chłopak Yoeri miał tu się zjawić. Znienawidziłem siebie, że zgodziłem się bez poznania szczegółów. Bałem się co z tego wyniknie. Pospiesznie poszedłem gdzieś w jakiś zaułek, których było pełno w tym hotelu i wybrałem numer Serim. Odebrała od razu.
- Czemu nie wiedziałem, że oprócz was przyjeżdżają chłopcy? – Zapytałem z pretensjami.
- Spokojnie. Jak z nimi gadałam to tylko Chanyoon chce z nami tam się wybrać. Pozostali nie mają już czasu na to. – Mówiła to bardzo spokojnie.
- I to pewnie jej były? – Znowu mówiłem oschle. Byłem zły.
- Tak… - Odpowiedziała już mniej pewnie. – Gdzie o nim słyszałeś? Ona raczej nie opowiada tego chętnie. Jak sam wiesz to jej były. Nie są już ze sobą i nie będą. Czemu to jest takie ważne? – Widać było, że trochę ją zaniepokoiłem. Pewnie zaczęła podejrzewać coś między mną i Yeori. Nic dziwnego, zachowywałem się dwuznacznie.
- Przepraszam. Nie powinienem się był tym interesować. W każdym razie możecie przyjechać. – Dodałem na koniec tej rozmowy i się rozłączyłem, bo bałem się, że będę musiał się tłumaczyć.



niedziela, 26 lutego 2017

Hotel godzien sześciu gwiazd: Rozdział 3

Już rozdział trzeci. Ale to leci. :D Ruszajmy więc dalej. :D Jak zwykle nie mogę się doczekać waszych komentarzy. :D


Hotel godzien sześciu gwiazd
Rozdział 3




*Yeori*
   Przygotowana do wyznaczonej godziny sprzątania ruszyłam do pierwszego z pokoi. Uważałam, że nie zaznam w nim żadnego uszczerbku na zdrowiu, bo ten w całości należał do Wonsika. Go bardzo lubiłam i liczyłam, że nie będzie w nim dużo do sprzątania. Otwarłam drzwi i wchodząc zdawało mi się, że usłyszałam zamykanie innych drzwi niż te którymi weszłam. Mogło jednak mi się to zdawać. Zignorowałam to i już nacisnęłam na klamkę łazienki. Uchylając drzwi doznałam szoku. Za nimi stał Ravi w samym ręczniku. Albo na szczęście chociaż w nim. Był w szoku, o czym mówiły jego rozszerzone źrenice. Pisnęłam głośno na ten widok i pospiesznie zatrzasnęłam go w pomieszczeniu.
- Czemu tak po prostu weszłaś? – Odezwał się, a ja go słyszałam stłumionego przez drzwi.
- Bo miało cię nie być w pokoju według grafiku. – Powiedziałam delikatnie, zażenowana tym, że nie pomyślałam o jakimkolwiek środku ostrożności.
- Zapomniałem o tym głupim grafiku. – Stwierdził. – Przepraszam. Pewnie jesteś wystraszona. Zapomnijmy o tym. – Łatwo mu było mówić. To nie on widział moje mięśnie. Po przypomnieniu sobie tego widoku zalała mnie fala gorąca.
- Ja w takim razie pójdę gdzie indziej. Daj znać jak będę mogła posprzątać u ciebie. – Rzekłam ledwo przy tym oddychając.
Nie wytrzymałabym w tym pomieszczeniu ani chwili dłużej. Wybiegłam z niego zderzając się z kimś. Oczywiście jak na złość musiał to być Taekwoon. Właśnie jego brakowało w takiej chwili.
- Masz gorączkę?  Jesteś cała czerwona. – Zmartwił się chyba. Tak to wyglądało.
- Nie. Po prostu… - Musiałam jakoś się wykręcić, by nie mówić prawdy i przestał się przejmować. – Tam jest gorąco. Nie wiem co Wonsik zrobił, ale ma tam dosłownie saunę. – Stwierdziłam, że kupi ten bajer.
- Kłamiesz. Źle się czujesz na pewno. – Czy on się oburzył? – Proponuję byś sobie dziś odpoczęła. Powiem chłopakom, że się przeziębiłaś, a ty marsz do łóżka. – Rozkazał mi.
- Tylko, że…
- Żadnych protestów. A i jeszcze jedno. – Dodał i chwycił moją dłoń i włożył w nią mój telefon.
- Co? Ty go miałeś? Podmieniłeś go ze swoim może? – Zaczęłam się denerwować. – To twój telefon?! – Po tych słowach wyjęłam z kieszeni to o czym wspomniałam.
- Nie. On należy do Hakyeona. – Znowu mówił zupełnie bez emocji, jak on tak potrafił?
- Nieźle. Podmieniłeś mój telefon z telefonem lidera. Po co? – Czekałam na jego wyjaśnienia niecierpliwie.
- To on je podmienił widocznie. Zabrałem im twój wczoraj wieczorem. Przeglądali go bez twojej zgody. Dowiedzieli się wiele o tobie. Na przykład tego, jak nas okłamałaś. A Jaehwan chciał jeszcze zobaczyć twoje selfie, ale do tego już nie dopuściłem. – Miał do mnie pretensje, a to ja byłam ofiarą pogwałcenia mojej prywatności.
- W czym okłamałam? – Zająkałam się, bo bałam się najgorszego.
- Że jesteśmy twoimi ulubieńcami, a szczególnie ja. – Był tym bardzo wzburzony, co mną wstrząsnęło.
- Musiałam. Jakbyście się czuli… Poprawka. Jak będzie się czuli wiedząc, że jestem waszą wielką fanką? Tak samo swobodnie jak teraz? Pewnie nie. Sami sobie zrobiliście problem. I słusznie. Zrobię sobie dzisiaj wolne jak chciałeś. Nie chcę was dzisiaj widzieć. – Mówiąc to minęłam go twardym krokiem i z pojawiającymi się łzami w oczach.
Byłam taka zła, że dowiedzieli się tego w taki chytry sposób. Ich zachowanie było dziecinne. A jeszcze bardziej zasmuciła mnie reakcja Leo. On był kimś dla mnie ważnym, a potraktował mnie jakbym była kimś złym, bo ich uwielbiałam. Mógł nie przepadać za niektórymi rodzajami fanek, jednak czemu wrzucał mnie do wora z tymi denerwującymi? Bo o to mu chodziło?  Może bał się, że zepsuję im te wakacje? Przecież ja się starałam dla nich. A on tego nie widział? Byłam na niego wściekła. Naprawdę. Nie wiedziałam, że kiedykolwiek zdenerwuje mnie mój ulubieniec. Na pozostałą część dnia zamknęłam się w pokoju i żaden z nich nawet nie zjawił się mnie przeprosić. Dobre sobie.
***
Wracając z kolacji minęłam biegnącego po schodach Hyuka. Prawie szturchnął mnie i spadłabym w efekcie ze schodów. Na szczęście tak się nie stało. On zatrzymał się na dole nich i odwrócił się do mnie przerażony. Gdzie mu się tak śpieszyło? Ah! Nie powinno to było mnie obchodzić, jak byłam na nich zła.
- Przepraszam Noona! - Krzyknął i podbiegł do mnie, po czym chwycił moje dłonie, co mnie troszkę zawstydziło. - Nic ci nie jest? Nie chciałem cię skrzywdzić. Byłem za bardzo zamyślony. - Mówił to z takim przejęciem, że moje serce się rozkleiło przez niego.
- Spokojnie. Jestem cała. Co tak pędzisz? - Oczywiście musiałam się wtrącić.
- Do sklepu... Nie powinienem iść sam. Ale chcę pokazać chłopakom, że potrafię. Chcieli wysłać ciebie, jednak wiem, że jesteś na nas zła i wolę to zrobić sam. - Mówił to tak szybko, że ledwo załapałam co mówił.
- Dasz radę trafić do odpowiedniego? Może pójść z tobą? - Stwierdziłam grzecznie, za dobra dla niego byłam.
- Nie trzeba. - Pochylił głowę, jakby zawstydzony. - Tylko proszę nie mów im nic. A najlepiej udawaj, że cię nie ma, by myśleli, że nie poszedłem sam. Pa Noona. - Po tych słowach dostałam od niego buziaka w policzek i uciekł.
        Złapałam się w miejscu w którym go złożył. Nie miałam pojęcia czemu on to robił? Przez to moje policzki pewnie były znowu różowe.
***
Siedziałam na łóżku czytając jedną z książek, jakie zaplanowałam przeczytać sobie w wakacje. Choć teraz już nie musiałam tego robić, bo zaczęłam pracę i miałam więcej czasu dla siebie po wykonaniu jej. Było już późno. Za oknem ciemność spowiła całe otoczenie. Nie chciałabym być właśnie na zewnątrz. Bałam się troszkę wychodzić, gdy było tak mrocznie. Widziałam wtedy tylko czarne scenariusze. Napady, duchy i temu podobne sprawy.
Wystraszyłam się pukania do drzwi, przez to, że moje myśli były na takie rzeczy nakierowane. Powiedziałam stłumione "Proszę" i czekałam, kto pojawi się w drzwiach. Był to z lekka przerażony Jaehwan. Ciekawe czego chciał? Może mojego selfie?
- Przepraszam, że ci zawracam głowę. Ale nie widziałaś może Hyuka? - Szczerze zmartwiło mnie takie pytanie. - Nie wrócił odkąd poprosiliśmy, by przekazał ci listę zakupów.
Drgnęłam momentalnie. Naprawdę był poza domem tak długo i to w tej ciemnocie? Byłam przerażona. To była moja wina. Puściłam go samego. Nie! To jego wina. Przekonał mnie swoim urokiem osobistym, bym nic nie mówiła chłopakom.
Ken zaczął się dziwnie na mnie patrzeć, jak zaczęłam przeszukiwać szafki. Wyjęłam z jednej z nich płytę w której miałam kartę z Hyukiem. Wreszcie na coś mogła mi się przydać. Wzięłam ją i zaczęłam nią machać w jego stronę.
- Musimy go znaleźć. Rozumiem, że telefonów nie odbiera? - Zaczęłam.
- Nie wziął go nawet. - Powiedział z rozpaczą w głosie.
- Spokojnie. Weźcie też jakieś jego zdjęcia i chodźcie pytać ludzi. Ja lecę pierwsza.
- Będziesz tak sama...
- Dam radę. - Przerwałam mu pospiesznie, wzięłam lekki płaszczyk pod pachę i wypchałam go z pokoju, bo sama z niego w końcu wychodziłam. - Jak coś mam telefon, więc z łaski swojej zadzwońcie, jak będziecie pierwsi. - Dodałam na odchodnym i poleciałam na dół schodów, zostawiając go z zszokowaną miną.
*Hyuk*


Przechodziłem już piąty raz koło tej samej uliczki i tego samo\ego budynku. Co gdzieś ktoś mnie kierował, ja znajdowałem się ponownie w tym samym miejscu. Doszedłem na jakiś Trójkąt Bermudzki, czy coś? Nie wiedziałem co robić. Szukałem drogi tyle czasu i nic. Chyba chłopcy mieli racje, że potrafię się wszędzie zgubić. Pewnie każdy z nich na moim miejscu wiedziałby jak się odnaleźć. Byłem beznadziejny. Prawie jak małe dziecko. W końcu byłem maknae.
Było mi zimno i ciemność bardzo mnie przerażała. W każdym zakątku mógł czaić się jakiś złodziej, lub inne zagrożenie. Zacząłem się bać. Rozglądałem się panicznie na wszystkie strony. Nawet nie mogłem już spotkać żadnego człowieka, który mógłby wskazać mi drogę. Dostałem nawet chyba omamów, bo usłyszałem za sobą głos Noony, krzyczący moje imię. Odwróciłem się ze smutną miną, nie licząc, że kogoś ujrzę za sobą. Jednak na moje szczęście się myliłem. Ona biegła właśnie w moją stronę. Rzuciła się na mnie. Przytuliła mocno.
- Jak dobrze, że cię znalazłam. - Oznajmiła, a ja ledwo potrafiłem się ruszyć. Nie spodziewałem się takiego powitania.
- Ja przepraszam, że nawaliłem. - Wyszeptałem, bo było mi głupio.
- Najważniejsze, że jesteś. Na drugi raz nie wychodź nigdzie bez telefonu. Tak będzie o wiele łatwiej. - Powiedziała to do mnie tak łagodnie. Spodobało mi się to i byłem prawie pewien, że w tamtej chwili oblały mnie rumieńce.
- Dziękuję Noona. Ratujesz mnie. A chłopacy są bardzo źli? - Spytałem, już odsuwając się od niej. Spuściłem przy tym wzrok, bo wstydziłem się jej spojrzeć w oczy.
- Widziałam tylko Kena i on wyglądał na bardziej zmartwionego. - Wyjaśniła mi, na co mi ulżyło. - Właśnie. Muszę im dać znać, że cię znalazłam. Tylko... Ja nie mam waszych numerów. - Zaskoczyła nagle.
- Spokojnie. Masz. Wpisali je, jak wzięli ci telefon. - Powiedziałem to dumnie.
- Naprawdę? Ah. Tyle dobrego. - Wyczułem sarkazm w jej głosie, bo pewnie nadal była zła za przeglądanie jej osobistego urządzenia.
        Wyszukała w telefonie czyjś numer. Byłem ciekaw do kogo zadzwoni i nie zdziwiłem się nawet, że był to Ravi. W końcu on jedyny nie zaszedł jej za skórę. Z drugiej strony do Leo też nie powinna była nic mieć. Go pewnie się krępowała. Poczułem się w tamtym momencie dziwnie. Jakbym chciał być na miejscu Taekwoona. Chciałem, by to mnie właśnie uwielbiała. A to było niemożliwe. Posmutniałem.
- Jak to nie szuka go nikt oprócz ciebie?! - Na ten jej wybuch, aż podskoczyłem.  - Co za... Porozmawiam sobie potem z nimi. Nie wiem jak szybko wrócimy, bo muszę ochłonąć nim wparuje do hotelu, więc nie martwicie się. Pa. - Zakończyła rozmowę oschle, czego nie powinna była robić moim zdaniem, bo cokolwiek ją zdenerwowało to byłem prawie pewien, że nie była to wina Wonsika, a to na nim się przecież wyżyła.
- Coś nie tak Noona? - Zadałem niepewnie pytanie.
- Chłopcy stwierdzili, że skoro ja ciebie szukam to tyle wystarczy. Ja znam się na terenie, a oni jeszcze się pogubią i czekają teraz siedząc na tyłkach. Tylko Wonsik się raczył poświęcić i zająć poszukiwaniami. - Wybuchłem śmiechem widząc jej irytację, a ona spojrzała na mnie morderczym wzrokiem.
- Wybacz, ale bawi mnie to, jak ty się nimi denerwujesz. Musisz przywyknąć. Pewnie jeszcze nie raz sprawią ci kłopoty. Najlepiej będzie, jak do tego wszystkiego podejdziesz na luzie. Inaczej stargasz sobie nerwy podczas naszego pobytu. - Nie wiedziałem skąd nagle u mnie znalazły się takie mądre słowa. Byłem z siebie zadowolony.
- Dziękuję Hyuk. - Odpowiedziała już łagodnie. - Masz chyba rację. Jestem za nerwowa. Jednak telefonu nie wybaczę, jeżeli nie usłyszę przeprosin od zamieszanych w to osób. - Zakończyła wypowiedź z powagą.
- Chcesz się jeszcze chwilę przejść? - Zadałem nagle takie pytanie, bo miałem nadzieję na spędzenie jeszcze kilku chwil z nią sam na sam. Zapragnąłem ją bliżej poznać.
- Bardzo. - Stwierdziła i ruszyliśmy w nieznaną mi stronę.
        Spacerowaliśmy jakiś czas milcząc. Ja nie wiedziałem gdzie się znajdujemy, lecz zdałem się na nią. Co jakiś czas przyglądałem się jej twarzy. Uradowałem się, kiedy zagościł na niej piękny uśmiech. Sam mimowolnie skopiowałem ten gest. Z nim było jej do twarzy. Była stworzona do uśmiechu. Pięknie wtedy się prezentowała. W pewnym momencie spojrzała na mnie lekko zaskoczona.
- Czemu się tak na mnie gapisz? - Zagadała, a mnie zamurowało. Nie wiedziałem, że aż tak to widać.
- Bo jesteś śliczna Noona. - Oznajmiłem odwracając wzrok od niej i drapiąc się w tył głowy. Nie miałem pojęcia skąd pojawiła się taka odwaga we mnie.
- Co proszę? - Wybuchła nagle śmiechem, co mnie troszeczkę zawstydziło. - Ale mnie rozbawiłeś. Wracajmy lepiej już. - Dodała na koniec, a ja postanowiłem, że następnym razem ugryzę się w język zanim coś takiego powiem.


*Yeori*


        Kiedy wróciłam wreszcie do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko, zaczęłam się zastanawiać. Dlaczego ci chłopcy są tak inni niż w telewizji? Na dodatek nie miałam tego w pozytywnym znaczeniu na myśli. Tam większość ich zalet była ukazywana. A tu? Wonsik wydawał mi się jedynym normalnym wśród nich i to on jak dla mnie powinien był zostać liderem. Taekwoon był z lekka wredny dla mnie, bo jestem jego fanką, też coś. Hyuk był uroczy... I czy on mnie podrywał na spacerze? Musiałam szybko się otrząsnąć, bo myślałam o głupotach. Nie mogłam przecież nawet na chwilę o nich pomyśleć, jak o kimś więcej niż klientami w moim hotelu.
        Rozmarzyłam się. Moim hotelu... To zabrzmiało mi tak cudownie. Miałam nadzieję, że tata doceni w końcu moje starania. Robiłam wszystko dlatego, żeby ani przez chwilę nie pożałował tego, że ma mnie za córkę. Uczyłam się pilnie, byłam gotowa na wszelkie poświęcenia. Chciałam bardzo, by poczuł się ze mnie dumny. Tylko co tu z bycia dumnym z tego, że byłam dziewczyną na posyłki jakiegoś zespołu?
        Stwierdziłam, że nie mogę im pozwolić wejść mi na głowę. Wiem, że miałam wyluzować, ale mimo to, nie chciałam skończyć bardzo źle. Musiałam pokazać im, że nie powinni ze mną zadzierać. Bo jednak szperanie w moim telefonie, to było coś co było karygodne. Jeżeli miałyby nas łączyć relacje czysto służbowe, to po co im to? Ciekawskie dzieciaczki musiały dostać nauczkę, lecz musiałam najpierw obmyślić jaką i jak.