Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sanghyuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sanghyuk. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 maja 2017

Hotel godzien sześciu gwiazd: Rozdział 16

Witajcie z 16tym rozdziałem. :D  Wiecie jaki mam cudowny humor przez comebacki w ostatnich dniach? Ale największy problem mam z tymi panami:


Tadam. :D Kocham ich ale nooo zabijają mnie w tym teledysku. I o ile kiedyś zabijał mnie tylko mój bias, teraz robią to dosłownie wszyscy odkąd piszę to opo. Ratunku błagam. :D No i miłego czytania życzę. :D

Hotel godzien sześciu gwiazd
Rozdział 16



*Yeori*
            Siedzieliśmy już w samochodzie. Ja jako kierowca, Ken obok mnie, a z tyłu Leo i Sulli. Miałam ją odwieźć do domu, bo nikt inny nie raczył po nią przyjść. Nie wiedziałam, czy to dlatego, że nikt z jej rodziny nie miał czasu, czy przez charakter osób z którymi mieszka, bo z tego co zdążyłam się dowiedzieć miała nieciekawą kuzynkę. W pojeździe rozbrzmiewała muzyka wybrana przez Jaehwana, więc w większości były to oczywiście utwory VIXX. Mi to nie przeszkadzało. Śpiewaliśmy je sobie w drodze.
- Rzeczywiście masz ładny głos. - Wystrzelił nagle do mnie Ken, przez co troszkę się zawstydziłam. Kiedyś byłam przyzwyczajona, że ktoś komplementował mój wokal. Niestety dawno nie śpiewałam przy ludziach.
- Nie wiedziałem, że tak potrafisz śpiewać. - Oznajmił ze stoickim spokojem Taekwoon.
            Chciałam zapaść się pod ziemię. Mój idol mnie pochwalił. Wiedziałam, że to nie pierwszy raz, tylko że wtedy działo się wszystko w innej kolejności. Nie wiedziałam przecież, że Inguk zostanie moim idolem.
- Czemu nic nie mówisz i jesteś cała czerwona? - Zapytał prześmiewczo Jaehwan. Miałam ochotę trzepnąć go w głowę, by się opamiętał i przestał mnie pogrążać. Niestety prowadziłam i na tym musiałam być skupiona.
- Nieistotne. - Burknęłam od niechcenia.
- Ja nie chcę wam przeszkadzać. - Wtrąciła Sulli nieśmiało. - Jednak byłabym wdzięczna, jakbyś wysadziła mnie na tym przystanku. - Oznajmiła troszkę jakby wystraszona i wskazała przystanek z którym dzieliły nas jeszcze światła.
- Dlaczego? - Zdziwiłam się. - Według nawigacji jeszcze sto metrów do twojego domu. - Dodałam i spojrzałam na nią w lusterku. Była jakaś zestresowana.
- Dokuśtykam jakoś. - Wyjaśniła, lecz nikomu z nas nie podobał się ten pomysł.
- Nie ma mowy. - Oburzył się Leo. - Odwieziemy cię pod drzwi twojego mieszkania i wprowadzimy do środka. Lekarz kazał ci się oszczędzać, a ty coś kombinujesz. - Troszkę rozbawiła mnie ta sytuacja. Taki opiekuńczy Leo był nawet ciekawy. Widać było, że musiał polubić Sulli skoro tak bardzo się o nią martwił.
            Zapadła cisza, zaświeciło się zielone światło. Chwila i byliśmy pod jej bramą, a na mnie prawie wjechała jakaś kobieta swoim samochodem. Jechała pod prąd! Co jej odbiło? Na dodatek zaczęła po nas trąbić. A to ona źle robiła.
- Dlatego kobietom nie powinno się dawać prawa jazdy. - Chyba Ken nie przemyślał swojej wypowiedzi, a ja zmierzyłam go zabójczym wzrokiem.
- Czy masz mi coś do zarzucenia? Coś w mojej jeździe było nie tak? - Wysyczałam przez zęby.
- Nie, nie, nie. - Zaczął machać rękami na boki. - Ja nie miałem ciebie na myśli.
- Zaznaczam więc, że też jestem kobietą. - Nadal troszkę zdenerwowana dodałam.
- Wiem! Doskonale o tym wiem. - Powiedział drapiąc się w tył głowy nerwowo. Musiałam odwrócić swoją uwagę od niego, bo trzeba było porozmawiać z tą nieogarniętą kobietą.
            Kiedy wyszłam z samochodu, ona także. Zlustrowałyśmy się wzrokiem. Kobieta około czterdziestki. Wymalowana bardzo wyzywającym makijażem, pofarbowana na blond i krótko ścięta. Ubrana w elegancki żakiecik i spódnicę w białych kolorach. Widać było od razu, że wkłada dużo kasy w siebie.
- Czy pani oszalała? Jedzie pani złym pasem prosto na mnie, a potem jeszcze po mnie trąbi? - Zaczęłam wywody.
- Co za bezczelna młoda kobieta! - Zakipiało we mnie, bo to nie pierwszy raz w tym tygodniu ktoś mnie za taką uznał. - Więcej szacunku dla starszych. Pomyliłam się. Mieszkałam jakiś czas w Anglii i tak jakoś przyzwyczaiłam się. - Wyjaśniła, jakby to miało załatwić wszystko.
- Przepraszam za moją ciocię. - Wyszeptała zza mnie Sulli. Leo ją przytrzymywał. Chwila... To jej ciotka?
- Jak zwykle Sulli musisz przepraszać, że żyjesz?! - Wykrzyczała na nią kobieta. - Ja nic takiego nie zrobiłam! Przyznałam się do pomyłki, więc ta bezczelna dziewczyna powinna odjechać już stąd. W ogóle z kim ty się zadajesz? Co to za chłopak, który cię obściskuje?! Co powiedziałaby twoja matka!
            Nie mogłam znieść patrzenia na tą scenę. Na dodatek Sulli momentalnie się rozpłakała. Myślałam, że dam z liścia tej kobiecie. Sulli nic nie zrobiła. Była grzeczna i ułożona. Wiedziałam to mimo tak krótkiej znajomości. Rozumiałam, że mieszkała z tym babskiem po śmierci rodziców i aż ciarki mnie przeszły.
- Niech pani się opanuje! - Tym razem ja podniosłam głos. - Taekwoon jej nie obściskuje, tylko podtrzymuje, bo ta ma chora nogę.
- Znowu uprawiałaś sport, choć nie możesz?! - Jej krzyk podnosił mi ciśnienie. Nie mogła normalnie mówić do swojej rodziny? - Nie będę się nad tobą litować, bo zrobiłaś sobie krzywdę. Dobrze wiedziałaś jak jest. Nienawidzę, gdy pakujesz się w kłopoty. Znowu będziesz się obijać w domu przez kilka tygodni i nie pójdziesz do pracy? A tyle jest roboty. Jutro mamy ważnych gości. Kto teraz posprząta wszystko? - Poczułam, że Sulli to jakiś kopciuszek normalnie. Już podchodziłam do tej kobiety bliżej i bałam się, że zaraz dojdzie do rękoczynów. Na szczęście Ken chwycił mnie za rękę i zatrzymał tym samym.
- Spokojnie. Wprowadzimy z Leo Sulli do domu, a ty proszę cię ochłoń trochę. - Wyszeptał mi i momentalnie zachciałam się uspokoić by nie sprawiać nikomu problemów.
            Kobieta odwróciła się obrażona i poszła do swojego mieszkania. Naprawdę zamierzała tak zostawić ten samochód? Za nią ruszyli chłopcy prowadzący Sulli pod rękę z obu stron. Ja zostałam, by troszkę rzeczywiście się rozluźnić. Potrzebowałam kilku głębszych oddechów i nie chciałam wiedzieć co działo się w środku.

*Hongbin*
            Szedłem po schodach do swojego pokoju i praktycznie zderzyłem się z zamyśloną Yeori. Patrzyła na swoje nogi idąc, więc mnie nawet nie zauważyła. Byłem ciekaw o czym myślała i czy mógłbym jej coś pomóc. Ona spojrzała na mnie, gdy tak staliśmy blisko siebie. Nie wiedziałem co powiedzieć, a ona także milczała. Miała bardzo ładne oczy. Ocknij się Hongbin!
- Idziesz gdzieś? - Zadałem w końcu jakieś pytanie.
- Przejść się tak trochę. Potrzebuję tego. - Oznajmiła jakoś tak niespokojnie. Jej głos drżał, co mnie zmartwiło.
- Może chciałabyś towarzystwa? - Wystrzeliłem bez zastanowienia. O dziwo przytaknęła. Myślałem, że będzie potrzebowała samotności, a jednak to było coś innego. Chciała chyba się wygadać.
            Bez zbędnych słów wyszliśmy więc na zewnątrz. Świeciło tego dnia słońce i promienie ogrzewały nas delikatnie. Lubiłem taki klimat. Milczeliśmy dość długo. Szedłem praktycznie nie wiedząc gdzie, bo przecież nie znałem tych okolic. Doszliśmy do jakiegoś stawu, wokół niego było pełno zieleni. Ile jeszcze to miasteczko miało tak pięknych miejsc?
            Przyjrzałem się jej. Miała krótką kitkę spiętą z tyłu. Gdyby nie to, pewnie jej włosy latałyby na wietrze, który wiał tego dnia. Stwierdziłem, że tak będzie lepiej, więc bez zbędnego przemyślenia sprawy zdjąłem jej gumkę z włosów. Spojrzała na mnie zszokowana, a jej kosmyki zaczęły zasłaniać jej twarz.
- Tak lepiej wyglądasz. - Prawie zająknąłem się mówiąc to. Co się ze mną działo? To ja, Lee Hongbin. Potrafiłem rzucać tekstami od których dziewczynom miękły kolana, a przy niej traciłem język w buzi.
            Na jej twarzy zawitały dwa rumieńce, czyniąc ją przez to uroczą. Odwróciła się, by to ukryć, lecz było za późno. Widziałem to i spodobały mi się. Też troszkę mnie to śmieszyło. Na co dzień wydawała się odważną osobą, a w takich momentach zawstydzała się.
            Słyszałem bieg małych stópek. Starałem się nie zwracać na to uwagi, choć dźwięk sprawiał wrażenie, że coś się do nas zbliżało. Po chwili doszedł dźwięk upadku i dziecięcego płaczu. Jakiś brzdąc przewrócił się tuż przed nami. Yeori momentalnie pochyliła się nad nim i zaczęła go głaskać i przyciszać, a ja także przykucnąłem. Okazało się, że to mała dziewczynka. Nie miałem pojęcia ile mogła mieć lat. W pewnym momencie się uspokoiła i wtuliła we mnie gwałtownie. Lubiłem małe dzieci, więc pewnie to wyczuła.
- Już dobrze. - Rzekłem klepiąc ją po pleckach i widziałem, że Yeori obserwowała mnie z uśmiechem. Poczułem coś przyjemnego. Jakby dumę z własnego zachowania.
            Nagle nad nami pojawiła się jakaś kobieta. Dziecko widząc ją od razu przeniosło uścisk na jej nogę. Widocznie była jej matką.
- Oh przepraszam za nią. Chciała mi uciec, bo to dla niej zabawne. - Zaśmiała się kobieta do nas. - I nie chcę być niegrzeczna, ale bardzo ładnie wyglądacie państwo. Nawet z moją córką wyglądaliście dobrze, jak prawdziwa rodzinka.
Poczułem się dziwnie. Ta kobieta uznała nas za parę? Nie chciało mi się jakoś jej tłumaczyć więc nawet nie zaprzeczyłem, tylko się lekko uśmiechnąłem. Ona nas wyminęła z małą, a ja spojrzałem wreszcie na Yeori. Była cała czerwona i trzymała się za policzki. Dodatkowo miała poszerzone oczy i wyglądała przez to uroczo i zabawnie zarazem. Musiała aż tak bardzo zawstydzić się tym co powiedziała ta osoba.
- W porządku? – Zagaiłem ją, by ocknęła się.
- Tak, tak. – Wystrzeliła bardzo pospiesznie przytakując głową równie energicznie. – To drugi raz. – Nie zrozumiałem do końca co miała na myśli. – Najpierw inna kobieta powiedziała, że dobrze wyglądam z Jaehwanem, a teraz znowu inna, że z tobą. Nie ogarniam ich.
            Zaskoczyła mnie tym. Pewnie czuła się niezręcznie, gdy tak wspomniała już druga osoba. Ale ciekawe, która bardziej ją krępowała. Ta co stwierdziła tak na temat nas, czy jej i Kena? Potrząsnąłem głową na boki. To nie był mój interes. A mimo to postanowiłem się znowu wtrącić.
- Yeori… Wiesz, że się im podobasz? – Zadałem to pytanie bardzo niepewnie. Nie chciałem jej urazić.
- Wiem. Hyukowi i Kenowi. – Oznajmiła całkowicie spokojnie. – Tylko nie pytaj, czy któryś z nich mi także się podoba. Nie mam zielonego pojęcia. – Szybko podsumowała, a mi przyszło coś głupiego do głowy.
- Pewnie wolałabyś, by to Taekwoon coś do ciebie poczuł? – Palnąłem nie przemyślając tego.
- Nie. – Odpowiedziała tak stanowczo, że mnie tym zagięła. – To mój ulubieniec wśród idoli. Jednak wolę by kimś takim dla mnie pozostał… Nie wiem jak to mogę wyjaśnić.
            Chyba rozumiałem co chciała powiedzieć i nie wiedziałem czemu, poczułem jakąś ulgę. Niezręcznie pewnie by wyszło, gdyby jej podobał się Leo, a ona innym. Nikt nie byłby szczęśliwy. Chyba, że tamten zwróciłby na nią uwagę także w taki sposób. Za bardzo się tym przejmowałem i to wszystko analizowałem. Ten spacer nie był dobrym pomysłem. Powinienem był się troszkę odsunąć od Yeori. W końcu sam się przyznałem przed Ravim, że nie wiem co się ze mną dzieje w jej towarzystwie.
- A czy któryś z nas… - Chciałem znowu zadać nieodpowiednie pytanie, które już dawno temu jej zadałem, ale zobaczyłem jej minę i od razu zamilkłem.
- Przestaniesz? Coś tak tym zainteresowany? Ja jestem troszkę zmieszana tym wszystkim i nie chcę mówić na ten temat. Na dodatek z chłopakiem. – Po tych słowach szła ciężkim krokiem przed siebie.
            Chciała mnie zostawić samego tutaj? Nie do końca wiedziałem, czy pamiętałem drogę powrotną. Skupiłem się na czymś innym i nie patrzyłem gdzie skręcamy. Nie mogłem jej pozwolić też odejść złej na mnie. Musiałem coś wymyślić. Pobiegłem ją wyprzedzić i zagrodzić jej drogę. Zamierzałem jej tak się wytłumaczyć. Jednak jak już ją dogniłem i stanąłem jej naprzeciw, byłem zdecydowanie za blisko. Ona spojrzała na mnie wystraszonym wzrokiem, co uwydatniło znowu piękno jej oczu. Zagłębiłem się w nie. Zjechałem wzrokiem niżej. Na jej usta. Zacząłem wewnętrzną walkę. Co by było gdybym ją pocałował. Chwyciłem jej ramiona, przez co zadrżała. Przybliżyłem nasze twarze. Ona także swoją ruszyła w stronę mojej, co znaczyło chyba, że myśli o tym samym. Nie mogłem tego zrobić. Z myślą o chłopakach postanowiłem do tego nie dopuścić. Wyminąłem jej twarz i przytuliłem ją po prostu. Zdrętwiała cała. Pewnie zszokowałem ją.
- Przepraszam. – Szepnąłem. – Nie chciałem cię urazić. Ja po prostu czasem jestem zbyt ciekawski. Martwię się też o ciebie i chłopaków. – Poczułem jak jej małe dłonie także mnie obejmują. – Mam nadzieję, że to rozumiesz. – Dziwne uczucie mnie ogarnęło. Takie nostalgiczne. Znowu przypomniałem sobie moją byłą i zachciało mi się płakać.
- Rozumiem. – Wyjąkała. – Nie powinnam była się obrażać o takie pytania. Po prostu… Ostatnio jestem bombą emocjonalną. Za dużo na raz się dzieje. Poznałam was, dwóch z was się we mnie zauroczyło, dowiedziałam się dużo nowych istotnych rzeczy o rodzinie, pokłóciłam z przyjaciółmi. A i jeszcze ta dziwna kobieta. – Współczułem jej tego wszystkiego. Ja też pewnie miałbym dość. Choć nie miałem pojęcia co miała na myśli przez ostatnie zdanie. – Znowu ją widzę! – Krzyknęła i szybko ode mnie odskoczyła. – Szybko wracajmy.
            Po tych słowach bez wahania chwyciła moją dłoń. Przez to poczułem przyjemne ciepło. Zaczęła ze mną biec. Dorównywałem jej kroku bez problemu, bo jej kondycja nie była najlepsza. Rzeczywiście wyminęliśmy jakąś kobietę dziwnie zakamuflowaną. Miała ona bowiem chustę na głowie i okulary słoneczne na nosie. Nie miałem jednak nadal pojęcia co miała wspólnego z Yeori. Kiedy udało się nam niezauważalnie jej umknąć, zatrzymaliśmy się tuż przed samym hotelem. Zdziwiłem się że byliśmy już tak blisko.
- Kto to był? – Stwierdziłem, że mogę chyba spytać przed kim uciekaliśmy.
- Jakaś pokręcona istota. Ona coś do mnie ma. Raz mówi, że jestem niewychowana, przychodzi pod mój pokój. Przeraża mnie. – Dyszała, bo pewnie zmachała się tym krótkim dystansem.
- Zabawnie to brzmi. Zaskakujące jest to, że tak się ubiera. To jakaś sławna osoba? – Zastanowiło mnie to.
- Właśnie nie wiem. O tym samym pomyślałam. A może to jakaś łowczyni talentów? – Nagle jej strach zmienił się w zachwyt. – A ja zachowuję się jak taki Sehun uciekający przed ludźmi z wytwórni. – Zaśmiała się. – Co ja wygaduję?
- Masz jakiś talent? – Wtrąciłem nagle, bo mnie to z kolei zainteresowało.
- Nie wiem czy mogę go nim nazwać. Jednak zdobywałam kiedyś nagrody za śpiewanie. – Wyjaśniła, a ja się uśmiechnąłem w duchu i pomyślałem, że z chęcią bym jej posłuchał.
            Wtedy stało się coś bardzo dziwnego. Po schodach zaczęli biec moi koledzy z zespołu. Prawie by nas staranowali, ale oczywiście Yeori nie umknęła wzrokowi Hyuka.
- Noona idziesz z nami. – Rzekł chwytając jej dłoń i wyciągając z powrotem na zewnątrz hotelu.
            Wyszedłem za nimi wszystkimi. Co się okazało, zaraz po tym jak weszliśmy do środka lunęło. A ci szaleńcy chyba postanowili pobiegać w deszczu. Bo właśnie zaczęli się kręcić w miejscu i śmiać się jak małe dzieci. Yeori nie wyglądała na zadowoloną i próbowała się wyrwać Hyukowi.
- Idioci! Rozchorujecie się. – Była wściekła, a mi się chciało z niej śmiać.
- To ciepły deszczyk. Nic nam nie będzie. – Oznajmił Hakyeon. – Rozluźnij się. Chyba, że jesteś z cukru. – Skomentował na koniec, a ona już chciała mu coś odpowiedzieć, niestety ponownie została pociągnięta przez Hyuka.             
            Pomyślałem, że ten prędzej ją do siebie zrazi takimi wyskokami. Ale trochę mieli racji. Pora była się rozluźnić, więc ja sam zacząłem biegać radośnie wśród spadających kropel deszczu. Do tego wydałem kilka okrzyków zachwytu. To był najlepszy pomysł na jaki wpadli chłopacy podczas pobytu tutaj. Czułem się tak beztrosko. Dopóki mój wzrok znowu nie zawisł na Yeori. Tym razem była ściskana przymusowo przez Jaehwana, a potem reszta zaczęła się dołączać do grupowego tulenia. Przypomniałem sobie zaraz jak ją wcześniej przytuliłem. Zapragnąłem to powtórzyć. Lecz nie chciałem tego robić przy nich. Zrozumiałem coś… Ona była naprawdę ciekawą dziewczyną i podobała mi się także. Tylko nie miałem pojęcia co z tym fantem mam zrobić. Bałem się wychylać, by znowu się nie sparzyć. Uznałem, że poobserwuję najpierw jak idzie Kenowi i Hyukowi. Nie zamierzałem się wyrywać.


niedziela, 26 lutego 2017

Hotel godzien sześciu gwiazd: Rozdział 3

Już rozdział trzeci. Ale to leci. :D Ruszajmy więc dalej. :D Jak zwykle nie mogę się doczekać waszych komentarzy. :D


Hotel godzien sześciu gwiazd
Rozdział 3




*Yeori*
   Przygotowana do wyznaczonej godziny sprzątania ruszyłam do pierwszego z pokoi. Uważałam, że nie zaznam w nim żadnego uszczerbku na zdrowiu, bo ten w całości należał do Wonsika. Go bardzo lubiłam i liczyłam, że nie będzie w nim dużo do sprzątania. Otwarłam drzwi i wchodząc zdawało mi się, że usłyszałam zamykanie innych drzwi niż te którymi weszłam. Mogło jednak mi się to zdawać. Zignorowałam to i już nacisnęłam na klamkę łazienki. Uchylając drzwi doznałam szoku. Za nimi stał Ravi w samym ręczniku. Albo na szczęście chociaż w nim. Był w szoku, o czym mówiły jego rozszerzone źrenice. Pisnęłam głośno na ten widok i pospiesznie zatrzasnęłam go w pomieszczeniu.
- Czemu tak po prostu weszłaś? – Odezwał się, a ja go słyszałam stłumionego przez drzwi.
- Bo miało cię nie być w pokoju według grafiku. – Powiedziałam delikatnie, zażenowana tym, że nie pomyślałam o jakimkolwiek środku ostrożności.
- Zapomniałem o tym głupim grafiku. – Stwierdził. – Przepraszam. Pewnie jesteś wystraszona. Zapomnijmy o tym. – Łatwo mu było mówić. To nie on widział moje mięśnie. Po przypomnieniu sobie tego widoku zalała mnie fala gorąca.
- Ja w takim razie pójdę gdzie indziej. Daj znać jak będę mogła posprzątać u ciebie. – Rzekłam ledwo przy tym oddychając.
Nie wytrzymałabym w tym pomieszczeniu ani chwili dłużej. Wybiegłam z niego zderzając się z kimś. Oczywiście jak na złość musiał to być Taekwoon. Właśnie jego brakowało w takiej chwili.
- Masz gorączkę?  Jesteś cała czerwona. – Zmartwił się chyba. Tak to wyglądało.
- Nie. Po prostu… - Musiałam jakoś się wykręcić, by nie mówić prawdy i przestał się przejmować. – Tam jest gorąco. Nie wiem co Wonsik zrobił, ale ma tam dosłownie saunę. – Stwierdziłam, że kupi ten bajer.
- Kłamiesz. Źle się czujesz na pewno. – Czy on się oburzył? – Proponuję byś sobie dziś odpoczęła. Powiem chłopakom, że się przeziębiłaś, a ty marsz do łóżka. – Rozkazał mi.
- Tylko, że…
- Żadnych protestów. A i jeszcze jedno. – Dodał i chwycił moją dłoń i włożył w nią mój telefon.
- Co? Ty go miałeś? Podmieniłeś go ze swoim może? – Zaczęłam się denerwować. – To twój telefon?! – Po tych słowach wyjęłam z kieszeni to o czym wspomniałam.
- Nie. On należy do Hakyeona. – Znowu mówił zupełnie bez emocji, jak on tak potrafił?
- Nieźle. Podmieniłeś mój telefon z telefonem lidera. Po co? – Czekałam na jego wyjaśnienia niecierpliwie.
- To on je podmienił widocznie. Zabrałem im twój wczoraj wieczorem. Przeglądali go bez twojej zgody. Dowiedzieli się wiele o tobie. Na przykład tego, jak nas okłamałaś. A Jaehwan chciał jeszcze zobaczyć twoje selfie, ale do tego już nie dopuściłem. – Miał do mnie pretensje, a to ja byłam ofiarą pogwałcenia mojej prywatności.
- W czym okłamałam? – Zająkałam się, bo bałam się najgorszego.
- Że jesteśmy twoimi ulubieńcami, a szczególnie ja. – Był tym bardzo wzburzony, co mną wstrząsnęło.
- Musiałam. Jakbyście się czuli… Poprawka. Jak będzie się czuli wiedząc, że jestem waszą wielką fanką? Tak samo swobodnie jak teraz? Pewnie nie. Sami sobie zrobiliście problem. I słusznie. Zrobię sobie dzisiaj wolne jak chciałeś. Nie chcę was dzisiaj widzieć. – Mówiąc to minęłam go twardym krokiem i z pojawiającymi się łzami w oczach.
Byłam taka zła, że dowiedzieli się tego w taki chytry sposób. Ich zachowanie było dziecinne. A jeszcze bardziej zasmuciła mnie reakcja Leo. On był kimś dla mnie ważnym, a potraktował mnie jakbym była kimś złym, bo ich uwielbiałam. Mógł nie przepadać za niektórymi rodzajami fanek, jednak czemu wrzucał mnie do wora z tymi denerwującymi? Bo o to mu chodziło?  Może bał się, że zepsuję im te wakacje? Przecież ja się starałam dla nich. A on tego nie widział? Byłam na niego wściekła. Naprawdę. Nie wiedziałam, że kiedykolwiek zdenerwuje mnie mój ulubieniec. Na pozostałą część dnia zamknęłam się w pokoju i żaden z nich nawet nie zjawił się mnie przeprosić. Dobre sobie.
***
Wracając z kolacji minęłam biegnącego po schodach Hyuka. Prawie szturchnął mnie i spadłabym w efekcie ze schodów. Na szczęście tak się nie stało. On zatrzymał się na dole nich i odwrócił się do mnie przerażony. Gdzie mu się tak śpieszyło? Ah! Nie powinno to było mnie obchodzić, jak byłam na nich zła.
- Przepraszam Noona! - Krzyknął i podbiegł do mnie, po czym chwycił moje dłonie, co mnie troszkę zawstydziło. - Nic ci nie jest? Nie chciałem cię skrzywdzić. Byłem za bardzo zamyślony. - Mówił to z takim przejęciem, że moje serce się rozkleiło przez niego.
- Spokojnie. Jestem cała. Co tak pędzisz? - Oczywiście musiałam się wtrącić.
- Do sklepu... Nie powinienem iść sam. Ale chcę pokazać chłopakom, że potrafię. Chcieli wysłać ciebie, jednak wiem, że jesteś na nas zła i wolę to zrobić sam. - Mówił to tak szybko, że ledwo załapałam co mówił.
- Dasz radę trafić do odpowiedniego? Może pójść z tobą? - Stwierdziłam grzecznie, za dobra dla niego byłam.
- Nie trzeba. - Pochylił głowę, jakby zawstydzony. - Tylko proszę nie mów im nic. A najlepiej udawaj, że cię nie ma, by myśleli, że nie poszedłem sam. Pa Noona. - Po tych słowach dostałam od niego buziaka w policzek i uciekł.
        Złapałam się w miejscu w którym go złożył. Nie miałam pojęcia czemu on to robił? Przez to moje policzki pewnie były znowu różowe.
***
Siedziałam na łóżku czytając jedną z książek, jakie zaplanowałam przeczytać sobie w wakacje. Choć teraz już nie musiałam tego robić, bo zaczęłam pracę i miałam więcej czasu dla siebie po wykonaniu jej. Było już późno. Za oknem ciemność spowiła całe otoczenie. Nie chciałabym być właśnie na zewnątrz. Bałam się troszkę wychodzić, gdy było tak mrocznie. Widziałam wtedy tylko czarne scenariusze. Napady, duchy i temu podobne sprawy.
Wystraszyłam się pukania do drzwi, przez to, że moje myśli były na takie rzeczy nakierowane. Powiedziałam stłumione "Proszę" i czekałam, kto pojawi się w drzwiach. Był to z lekka przerażony Jaehwan. Ciekawe czego chciał? Może mojego selfie?
- Przepraszam, że ci zawracam głowę. Ale nie widziałaś może Hyuka? - Szczerze zmartwiło mnie takie pytanie. - Nie wrócił odkąd poprosiliśmy, by przekazał ci listę zakupów.
Drgnęłam momentalnie. Naprawdę był poza domem tak długo i to w tej ciemnocie? Byłam przerażona. To była moja wina. Puściłam go samego. Nie! To jego wina. Przekonał mnie swoim urokiem osobistym, bym nic nie mówiła chłopakom.
Ken zaczął się dziwnie na mnie patrzeć, jak zaczęłam przeszukiwać szafki. Wyjęłam z jednej z nich płytę w której miałam kartę z Hyukiem. Wreszcie na coś mogła mi się przydać. Wzięłam ją i zaczęłam nią machać w jego stronę.
- Musimy go znaleźć. Rozumiem, że telefonów nie odbiera? - Zaczęłam.
- Nie wziął go nawet. - Powiedział z rozpaczą w głosie.
- Spokojnie. Weźcie też jakieś jego zdjęcia i chodźcie pytać ludzi. Ja lecę pierwsza.
- Będziesz tak sama...
- Dam radę. - Przerwałam mu pospiesznie, wzięłam lekki płaszczyk pod pachę i wypchałam go z pokoju, bo sama z niego w końcu wychodziłam. - Jak coś mam telefon, więc z łaski swojej zadzwońcie, jak będziecie pierwsi. - Dodałam na odchodnym i poleciałam na dół schodów, zostawiając go z zszokowaną miną.
*Hyuk*


Przechodziłem już piąty raz koło tej samej uliczki i tego samo\ego budynku. Co gdzieś ktoś mnie kierował, ja znajdowałem się ponownie w tym samym miejscu. Doszedłem na jakiś Trójkąt Bermudzki, czy coś? Nie wiedziałem co robić. Szukałem drogi tyle czasu i nic. Chyba chłopcy mieli racje, że potrafię się wszędzie zgubić. Pewnie każdy z nich na moim miejscu wiedziałby jak się odnaleźć. Byłem beznadziejny. Prawie jak małe dziecko. W końcu byłem maknae.
Było mi zimno i ciemność bardzo mnie przerażała. W każdym zakątku mógł czaić się jakiś złodziej, lub inne zagrożenie. Zacząłem się bać. Rozglądałem się panicznie na wszystkie strony. Nawet nie mogłem już spotkać żadnego człowieka, który mógłby wskazać mi drogę. Dostałem nawet chyba omamów, bo usłyszałem za sobą głos Noony, krzyczący moje imię. Odwróciłem się ze smutną miną, nie licząc, że kogoś ujrzę za sobą. Jednak na moje szczęście się myliłem. Ona biegła właśnie w moją stronę. Rzuciła się na mnie. Przytuliła mocno.
- Jak dobrze, że cię znalazłam. - Oznajmiła, a ja ledwo potrafiłem się ruszyć. Nie spodziewałem się takiego powitania.
- Ja przepraszam, że nawaliłem. - Wyszeptałem, bo było mi głupio.
- Najważniejsze, że jesteś. Na drugi raz nie wychodź nigdzie bez telefonu. Tak będzie o wiele łatwiej. - Powiedziała to do mnie tak łagodnie. Spodobało mi się to i byłem prawie pewien, że w tamtej chwili oblały mnie rumieńce.
- Dziękuję Noona. Ratujesz mnie. A chłopacy są bardzo źli? - Spytałem, już odsuwając się od niej. Spuściłem przy tym wzrok, bo wstydziłem się jej spojrzeć w oczy.
- Widziałam tylko Kena i on wyglądał na bardziej zmartwionego. - Wyjaśniła mi, na co mi ulżyło. - Właśnie. Muszę im dać znać, że cię znalazłam. Tylko... Ja nie mam waszych numerów. - Zaskoczyła nagle.
- Spokojnie. Masz. Wpisali je, jak wzięli ci telefon. - Powiedziałem to dumnie.
- Naprawdę? Ah. Tyle dobrego. - Wyczułem sarkazm w jej głosie, bo pewnie nadal była zła za przeglądanie jej osobistego urządzenia.
        Wyszukała w telefonie czyjś numer. Byłem ciekaw do kogo zadzwoni i nie zdziwiłem się nawet, że był to Ravi. W końcu on jedyny nie zaszedł jej za skórę. Z drugiej strony do Leo też nie powinna była nic mieć. Go pewnie się krępowała. Poczułem się w tamtym momencie dziwnie. Jakbym chciał być na miejscu Taekwoona. Chciałem, by to mnie właśnie uwielbiała. A to było niemożliwe. Posmutniałem.
- Jak to nie szuka go nikt oprócz ciebie?! - Na ten jej wybuch, aż podskoczyłem.  - Co za... Porozmawiam sobie potem z nimi. Nie wiem jak szybko wrócimy, bo muszę ochłonąć nim wparuje do hotelu, więc nie martwicie się. Pa. - Zakończyła rozmowę oschle, czego nie powinna była robić moim zdaniem, bo cokolwiek ją zdenerwowało to byłem prawie pewien, że nie była to wina Wonsika, a to na nim się przecież wyżyła.
- Coś nie tak Noona? - Zadałem niepewnie pytanie.
- Chłopcy stwierdzili, że skoro ja ciebie szukam to tyle wystarczy. Ja znam się na terenie, a oni jeszcze się pogubią i czekają teraz siedząc na tyłkach. Tylko Wonsik się raczył poświęcić i zająć poszukiwaniami. - Wybuchłem śmiechem widząc jej irytację, a ona spojrzała na mnie morderczym wzrokiem.
- Wybacz, ale bawi mnie to, jak ty się nimi denerwujesz. Musisz przywyknąć. Pewnie jeszcze nie raz sprawią ci kłopoty. Najlepiej będzie, jak do tego wszystkiego podejdziesz na luzie. Inaczej stargasz sobie nerwy podczas naszego pobytu. - Nie wiedziałem skąd nagle u mnie znalazły się takie mądre słowa. Byłem z siebie zadowolony.
- Dziękuję Hyuk. - Odpowiedziała już łagodnie. - Masz chyba rację. Jestem za nerwowa. Jednak telefonu nie wybaczę, jeżeli nie usłyszę przeprosin od zamieszanych w to osób. - Zakończyła wypowiedź z powagą.
- Chcesz się jeszcze chwilę przejść? - Zadałem nagle takie pytanie, bo miałem nadzieję na spędzenie jeszcze kilku chwil z nią sam na sam. Zapragnąłem ją bliżej poznać.
- Bardzo. - Stwierdziła i ruszyliśmy w nieznaną mi stronę.
        Spacerowaliśmy jakiś czas milcząc. Ja nie wiedziałem gdzie się znajdujemy, lecz zdałem się na nią. Co jakiś czas przyglądałem się jej twarzy. Uradowałem się, kiedy zagościł na niej piękny uśmiech. Sam mimowolnie skopiowałem ten gest. Z nim było jej do twarzy. Była stworzona do uśmiechu. Pięknie wtedy się prezentowała. W pewnym momencie spojrzała na mnie lekko zaskoczona.
- Czemu się tak na mnie gapisz? - Zagadała, a mnie zamurowało. Nie wiedziałem, że aż tak to widać.
- Bo jesteś śliczna Noona. - Oznajmiłem odwracając wzrok od niej i drapiąc się w tył głowy. Nie miałem pojęcia skąd pojawiła się taka odwaga we mnie.
- Co proszę? - Wybuchła nagle śmiechem, co mnie troszeczkę zawstydziło. - Ale mnie rozbawiłeś. Wracajmy lepiej już. - Dodała na koniec, a ja postanowiłem, że następnym razem ugryzę się w język zanim coś takiego powiem.


*Yeori*


        Kiedy wróciłam wreszcie do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko, zaczęłam się zastanawiać. Dlaczego ci chłopcy są tak inni niż w telewizji? Na dodatek nie miałam tego w pozytywnym znaczeniu na myśli. Tam większość ich zalet była ukazywana. A tu? Wonsik wydawał mi się jedynym normalnym wśród nich i to on jak dla mnie powinien był zostać liderem. Taekwoon był z lekka wredny dla mnie, bo jestem jego fanką, też coś. Hyuk był uroczy... I czy on mnie podrywał na spacerze? Musiałam szybko się otrząsnąć, bo myślałam o głupotach. Nie mogłam przecież nawet na chwilę o nich pomyśleć, jak o kimś więcej niż klientami w moim hotelu.
        Rozmarzyłam się. Moim hotelu... To zabrzmiało mi tak cudownie. Miałam nadzieję, że tata doceni w końcu moje starania. Robiłam wszystko dlatego, żeby ani przez chwilę nie pożałował tego, że ma mnie za córkę. Uczyłam się pilnie, byłam gotowa na wszelkie poświęcenia. Chciałam bardzo, by poczuł się ze mnie dumny. Tylko co tu z bycia dumnym z tego, że byłam dziewczyną na posyłki jakiegoś zespołu?
        Stwierdziłam, że nie mogę im pozwolić wejść mi na głowę. Wiem, że miałam wyluzować, ale mimo to, nie chciałam skończyć bardzo źle. Musiałam pokazać im, że nie powinni ze mną zadzierać. Bo jednak szperanie w moim telefonie, to było coś co było karygodne. Jeżeli miałyby nas łączyć relacje czysto służbowe, to po co im to? Ciekawskie dzieciaczki musiały dostać nauczkę, lecz musiałam najpierw obmyślić jaką i jak.


Hotel godzien sześciu gwiazd: Rozdział 4

Kolejny rozdział. Jak to szybko leci. :D  Kocham was, pewnie już wam to pisałam? :D Na pewno nie raz. A więc miłego czytania, komentowania. Dzisiaj tradycyjnie, bo brak pomysłów na oryginalną notkę. :D

Hotel godzien sześciu gwiazd
Rozdział 4


*Yeori*


        Rano obudził mnie dźwięk mojego hotelowego telefonu. Znowu ktoś na niego dzwonił? Miałam nadzieję, że to nie chłopcy. Odebrałam i powiedziałam do słuchawki "halo" zaspanym głosem. Jakie było moje zdziwienie, kiedy od razu rozpoznałam ten męski i surowy ton.
- Jeszcze śpisz? - To był tata. Na jego pytanie momentalnie się obudziłam i usiadłam wyprostowana na łóżku.
- Nie, nie, nie. Ja prostu...
- Nie ważne. - Przerwał mi. - Przyjdź za chwilę do mojego gabinetu. Czekam. - Po tych słowach od razu odłożył słuchawkę, więc i ja to zrobiłam.
        Wystrzeliłam z łóżka jak z procy i wzięłam przygotowane na ten dzień moje ciuchy, udając się z nimi do łazienki. Robiłam wszystko w pośpiechu. Nawet przez chwilę nie pomyślałam o zjedzeniu śniadania. Nie miałam czasu. To jakim tonem to mówił oznaczało, że miałam być tam natychmiast.
        Pobiegłam do windy i udałam się nią na odpowiednie piętro. Skręciłam następnie w odpowiedni korytarz na którego końcu znajdowało się pomieszczenie do którego podążałam. Zrobiłam głęboki wdech i wydech, oraz nacisnęłam klamkę.
- Jestem. - Oznajmiłam kłaniając się odpowiednio.
        Zdziwiłam się, kiedy zorientowałam się, że w pokoju tym oprócz mnie stoi młody mężczyzna. Widywałam go ostatnio przelotnie w hotelu. Nie miałam pojęcia kim był, lecz mogłam się domyślić, że jednym z  pracowników. Czyżby ojciec chciał przedstawić mi nowy personel? To było takie miłe z jego strony.
- Jestem Hyejung. - Zwrócił się do mnie chłopak wystawiając swoją dłoń.
        Chwyciłam ją, a on pocałował wierzch mojej. Zaskoczył mnie tym gestem i szczerze troszkę nim zaimponował. Jednak zrobiłam się też podejrzliwa co do tego kim on był w tym hotelu.
- Córeczko. Hyejung pracuje z nami odkąd wyjechałaś na studia. Bardzo dobrze się sprawował i od dziś będzie moim zastępcą, więc jeśli będziesz miała jakieś problemy możesz się do niego zwrócić.
- Zastępcą? - Odpowiedziałam pełna niedowierzenia.
        Ojciec nigdy nie tworzył takiego stanowiska, twierdząc, że da sobie radę sam. Powiedział, że dopiero w przyszłości to ja na takowym zasiądę. Kimże musiał być ten człowiek, skoro przez niego zmienił zdanie? Zaczęłam się denerwować wewnętrznie. Przecież to ja miałam być u boku taty. Co się zmieniło?
- Dyrektor dużo mi o panience opowiedział. Może mi panienka ufać i przychodzić do mnie z każdym problemem dotyczącym hotelu. Nie będziemy wtedy musieli zawracać głowy dyrektorowi. - Oznajmił z czystą powagą. Ja jednak nie zamierzała wcale z nim współpracować. Miałam ochotę tylko wyjść stamtąd i schować się w pokoju, by móc popłakać. Czułam się tak bardzo zdradzona.
- Czemu odnosicie się do siebie tak formalnie? Jesteś w jej wieku. - Zaśmiał się mój rodzic, a chłopak rozpromienił się na te słowa i już chciał coś powiedzieć, lecz przerwałam mu.
- Muszę już iść, skoro to wszystko. Dzisiaj oprowadzam chłopaków po górach i pewnie już na mnie czekają. Do widzenia. - Podsumowałam to oschle i zauważyłam tylko jeszcze kątem oka, jak ten chłopak smutnieje. Może byłam zbyt surowa dla niego. W końcu to nie musiała być jego wina. Mimo to, na chwilę obecną nie chciałam się w to zagłębiać. Poczułam się urażona. Czemu ojciec tak zrobił? Czyżby zmienił zdanie co do mojej przyszłości? Nic nie zrozumiałam z tego. Wiedziałam, że ciężko będzie tego dnia naprawić mój humor, tym bardziej, że troszkę byłam zła na chłopaków ostatnio.


*Jaehwan*


        Przygotowaliśmy się do wyprawy w góry. Niepokoiło jednak mnie wiele spraw. Pierwszą była atmosfera. Hyuk miał małego focha oto, że nie szukaliśmy go, Ravi był zły za nasze niedojrzałe zachowanie, a Leo ewidentnie coś gryzło. Niby mówił, że jest zły, bo to on dostał ochrzan za porwanie telefonu, ale ja wiedziałem, że musi coś jeszcze być na rzeczy. Jakby się czegoś obawiał. Byłem zły na siebie, że zachciało mi się rozgrzebywać jej prywatność. Miała rację. My zapomnieliśmy co to jest, bo fanki rzadko kiedy szanują naszą prywatność. Potraktowaliśmy ją tak jak one by nas potraktowały. Przecież Hakyeon na jej miejscu dostałby furii. Nie lubił jak zabieraliśmy jego rzeczy. Bałem się też, że Yeori była nadal na nas o to zła i o poprzedni wieczór, przez co mogły być problemy z dogadaniem się z nią. A to było ważne, skoro miała nami przewodzić.
        Ku mojemu zdziwieniu, kiedy do nas zeszła, bo umówieni byliśmy przy portierni, miała na twarzy wypisany smutek. Mówiła nawet do nas w miarę łagodnie, ale nie było ani trochę w niej tej promienności, którą emanowała na początku. Musiało się coś wydarzyć, a ja zapragnąłem ją pocieszyć. W końcu to było to co potrafiłem najlepiej.
        Wyszliśmy za nią grzecznie i ruszyliśmy w stronę szlaku, który zaczynał się tuż za hotelem. Wszyscy szli jak na pogrzeb. Powinienem zaingerować, lecz nie wiedziałem jak. Nagle zobaczyłem jak Hyuk zrywa jakiś kwiatek i leci z nim do Yeori.
- Spójrz Noona. Prawie tak śliczny jak ty. - Uderzyłem się na te jego słowa w twarz. Naprawdę zamierzał ją podrywać tak oczywiście? I to na dodatek... Tak dziecinnie.
        Zmartwiło mnie jednak to, że posłała mu na chwilę sztuczny uśmiech i odwróciła pospiesznie smutny nadal wzrok. Zszokowała go taką reakcją. Nie miałem pojęcia co robię, ale przyspieszyłem kroku, by z nią zrównać.
- Piękna pogoda. Czyż nie? Słońce wyszło. Idealnie na spacer po górach. - Mówiłem od rzeczy, lecz od czegoś trzeba było zacząć.
- Może być. Troszkę za ciepło. - Powiedziała bez żadnych emocji. Zaświeciła mi się lampka.
- Nie jesteś na mnie zła? No wiesz, za ten telefon. - Stwierdziłem, że wolę ją wściekłą niż smutną, a ona odwróciła się do mnie, na chwilę rozszerzyła oczy.
- Oczywiście, że jestem. Po prostu nie mam humoru na denerwowanie się jeszcze wami. - Oburzyła się, a ja widziałem plus. Napomknęła już, że nie ma humoru. To jakiś postęp w wywęszeniu sprawy.
- Dobrze. W takim razie, po pierwsze przepraszam. Zachowałem się dziecinnie i nie pomyślałem nad tym co robię. Wybaczysz mi moją głupotę? - Mówiąc to zrobiłem aegyo z piąstkami przy oczach. Na to ona lekko się uśmiechnęła i tym razem szczerze. Sukces!
- Zrobię to. Tylko następnym razem macie pytać nim coś mojego ruszycie. - Wraz z tymi słowami groziła mi palcem. Na szczęście reszta się za nami wlokła w tyle i żaden się dzięki temu nie wtrącał w naszą konwersację.
- A po drugie. Co cię trapi? - Teraz i ja przybrałem poważny wyraz twarzy, co rzadko robiłem.
- Nic wielkiego. - Zaczęła przy tym kręcić głową. Tak jej nie mogłem pomóc.
- Yeori. Chciałbym wiedzieć co cię trapi. - Stwierdziłem szczerze.
        Musiałem ją zdziwić takim zachowaniem. W telewizji wszyscy widzieli mnie pewnie tylko jako śmieszka. Jednak ja byłem także bardzo uczuciowy. Przed nią nie obawiałem się tego okazać. Miałem nadzieję, że w zamian zwierzy mi się ze swojego problemu.
- Dobra... - Westchnęła głęboko. - Widzisz, ja niedawno skończyłam studia i przyjechałam tu z myślą, że ojciec będzie mnie przygotowywał do zarządzania hotelem w przyszłości. Niby powiedział na początku, że właśnie zostaje waszą służbą po to, by poznać hierarchię tutaj panującą od podszewki. Ale dzisiaj przedstawił mi swojego nowego zastępcę. Ja miałam nim kiedyś zostać. Nigdy takiego stanowiska tu nie było i on zawsze mówił, że czeka ono dla mnie. Nie rozumiem co się zmieniło. Jest mi strasznie przykro, że nie wyjaśnił mi tej sytuacji i od razu postawił przed tym człowiekiem, który jest w podobnym wieku do mnie. - Mówiła bardzo szybko, a do jej oczu zbierały się łzy, jednak widziałem, że powstrzymywała je.
- Nie myśl o tym teraz. Ciesz się chwilą. Porozmawiasz z ojcem może sam na sam niedługo i sobie to wyjaśnicie? Może źle kombinujesz? A co jeśli on chce przygotować go do pomocy tobie w przyszłości? Chce ci pewnie zapewnić podporę w przyszłym prowadzeniu interesu. A ty źle to mogłaś odebrać. Nie smuć się z powodu, którego nie jesteś pewna. - Musiało zadziałać, bo po tej przemowie już uśmiechnęła się szerzej. Otarła oczy, by pozbyć się tego co się jej w nich zebrało.
- Przepraszam. Masz rację. Spanikowałam niepotrzebnie. Yah! - Krzyknęła nagle, co mnie troszeczkę wystraszyło i podskoczyłem. - Trzeba pogonić tych leni. Co oni? Na pogrzeb idą, czy gdzie? - Poczułem ulgę, bo właśnie taką Yeori chciałem zobaczyć. - Wy tam na dole! - Tym razem odwróciła się do tyłu i wydzierała do moich kolegów z zespołu. - Ruszać te tyłki, bo w takim tempie wszystkie atrakcje na szczycie pozamykają zanim tam trafimy.
        Wszyscy zatrzymali się i patrzyli na nią zdziwieni. Hongbin potem odwrócił wzrok na mnie, więc wskazałem mu kciuk do góry, co myślałem, że go zadowoli, a on na to spoważniał i ruszył przed siebie mijając i nas przy okazji. Co tego ugryzło? Zaraz za nim zrobił to samo Taekwoon. Tylko Wonsik, Hyuk i Hakyeon rozpromienili się widząc Yeori w dobrym humorze.
- Noona, czyli możemy nie zjeść waty cukrowej? - Zapytał zawiedziony maknae.
- Jak będziesz szedł tak wolno, to tak. - Powiedziała stanowczo.
        Przeraziła chyba go ta myśl, bo zaczął biec i co najgorsze pociągnął Yeori za rękę ze sobą. Nie spodobało mi się to bardzo. Nie wiedziałem do końca dlaczego. Może chodziło mi o to, że mogła im się tak stać krzywda? Nie, to nie to... Sam chciałbym tak z nią pobiec... Czyżbym był zazdrosny?
- Jak tak będziesz teraz tu stał jak posąg, to nigdzie nie dojdziesz. - Zasugerował mi Wonsik, dzięki temu ocknąłem się.


*Yeori*


        Byłam zła trochę na Hyuka za takie nagłe szarpnięcie mnie i pociągnięcie w stronę szczytu. Ja rozumiem, że mogło mu zależeć na wacie i bał się, że sam się zgubi, ale mógł trochę łagodniej to zrobić i trochę wolniej biec. W końcu nie byłam w tak dobrej formie jak oni. Czy ja wyglądałam na kogoś kto ćwiczył dniami i nocami? Na szczęście on także się zmęczył i w pewnym momencie nasza ucieczka zmieniła się w swobodny spacer.
- Przez ciebie chłopcy są w tyle. - Zauważyłam.
- Nie ma co się przejmować. Oni potrafią korzystać z oznakowania szlaku. Gorzej ze mną. Znając mnie, to skręciłbym gdzieś niepotrzebnie i tyle mnie widzieliście. Dlatego zaopiekuj się mną Noona. - Mówiąc to znowu chwycił moja dłoń.
        Zawstydzał mnie takimi gestami, a go jakby nie wzruszały. Postanowiłam zabrać moją rękę, ale trzymał ją tak, że jak pociągnęłam, to on poleciał także w moją stronę. Prawie byśmy się przewrócili, a tego nam brakowało.
- Noona, co ty tak ostro? Nie musisz mnie zmuszać bym na ciebie leciał. - Zaśmiał się zadowolony z swojego tekstu, a mi się on nie spodobał. Co to miało znaczyć? Twierdził, że mu się spodobałam? Znał mnie kilka dni!
- Nie chcę byś na mnie leciał, tylko byś puścił moją rękę. - Oznajmiłam szczerze, starając się nie podnosić głosu.
- Dla.. dlaczego? - Powiedział to już z smutnym wyrazem twarzy i pożałowałam przez to, że nie ugryzłam się w język. Musiało go to dotknąć.
- Przepraszam. Po prostu... Czuję się niekomfortowo. - Mówiąc to ostatnie poczułam ciepło na moich policzkach. Znowu te głupie rumieńce.
- Dobrze Noona, już puszczam. - Dodał zakłopotany i rzeczywiście oswobodził mnie z uścisku.
        Nagle pojawili się koło nas Hakyeon, Wonsik i Jaehwan. Dogonili nas widocznie.
- Jest. Mamy was. - Rzekł lider. - Bałem się, że nasz przewodnik jeszcze zostanie stracony przez Hyuka, na szczęście jakoś sobie z nim poradziłaś. - Oznajmił z ironicznym uśmieszkiem w stronę samego zainteresowanego.
- A tak w ogóle to co z Taekwoonem i Hongbinem? Biegliście, a wcale ich nie dogoniliście? Dziwne to trochę. - Stwierdził słusznie raper. Zaniepokoiło mnie to także.
- Ja proponuje dojść na szczyt i jak ich tam nie zobaczymy to zadzwonić do któregoś. - Oznajmił Ken i wszyscy mu przytaknęliśmy. To było jedyne rozwiązanie jakie nam przyszło do głowy.


***


        Na szczęście na miejscu nie było zbyt wiele tłumów i od razu ujrzeliśmy naszą zgubioną dwójkę przy jednym ze straganów. Podeszliśmy do nich, co ich zaskoczyło, bo pewnie spodziewali się, iż dłużej nam to zajmie. My za to wypytaliśmy ich jak to możliwe, że aż tyle udało im się nas wyprzedzić i okazało się, że Taekwoon był już kiedyś w tych górach i znał jeden ze skrótów, dlatego podążyli nim razem z Hongbinem. Zauważyłam też, że zachowywał się dziwnie. Unikał spotkania się naszych oczu i ignorował większość moich pytań. Zrobiło mi się z tego powodu smutno, więc podeszłam porozmawiać z nim, jak stał sam.
- Hej. Jesteś na mnie zły, że cię okrzyczałam? - Zapytałam niepewnie. - Przepraszam. - Dodałam, bo miałam nadzieję, że to załagodzi sytuację, a on milczał i ani drgnął. - Odezwij się proszę. Nie wiem, czemu tak dziwnie się zachowujesz. - Powiedziałam tonem marudnego dziecka.
- A jak mam się zachowywać przy naszej wielkiej fance? - Powiedział to całkowicie spokojnie, a we mnie to uderzyło.
- Moja wina? Nie mam prawa was lubić? Staram się jak mogę, by czuliście się przy mnie komfortowo. Nie piszczę, nie rozpowiadam nikomu, nie przeszukuje waszych rzeczy, w przeciwieństwie do was. A ty masz pretensje do mnie, bo zachwyca mnie wasz głos i uważam was za utalentowanych przystojniaków? To chyba dobrze, że pozytywnie o was myślę. Mimo to wiem, że jesteście ludźmi. Czy gdybym uważała was za coś innego, to krzyczałabym na Hakyeona tak swobodnie? Byłabym na was obrażona za telefon? Jakoś nie widzę, bym robiła to co psychofanki, więc nie rozumiem, co cię boli. Nie jestem groźna i miło byłoby jakbyś mi zaufał, bo jeszcze dużo czasu tu spędzicie. - Trochę może mnie poniosło, lecz nie mogłam znieść tego, że to właśnie jemu przeszkadzało.
        Nie wiedziałam, czy milczał dlatego, że myślał nad tym co powiedziałam. Bałam się jednak, że zaraz znowu usłyszę coś niemiłego od niego i ciężkim krokiem opuściłam go, a przez to, że nie do końca zwracałam uwagę na otoczenie, prawie zderzyłam się z Kenem, który szybko uniósł do góry swoje ręce, w których miał lody. Gdyby nie to, pewnie byłyby właśnie na moim odzieniu.
- Przepraszam, byłam troszkę roztrzęsiona i...
- Nie szkodzi. - Przerwał mi. - Sytuacja opanowana. Na dodatek pojawiłaś się tuż przede mną, jak potrzebowałem cię znaleźć. Ten jeden jest dla ciebie. - Powiedział, podając mi do ręki rożek z dwiema gałkami, zieloną i różową.
- Oh dziękuje. - Odrzekłam zaskoczona pozytywnie i tym sposobem drugi raz Jaehwan odciągnął mnie od problemu. Byłam mu wdzięczna, więc posłałam mu najszczerszy uśmiech, jaki potrafiłam, co odwzajemnił od razu.
- Może usiądziemy na tamtej ławce? - Wskazał jedną stojącą przed końcem urwiska. Ładny z niej był widok, więc chętnie się zgodziłam.
        Na początku milczeliśmy. Ken usiadł bardzo blisko mnie i stykaliśmy się przez to ramionami, chociaż mógł równie dobrze usiąść z lekkim odstępem, bo ławka nie była za wąska, czy coś.
- Za co tak lubisz Taekwoona? - Zadał pytanie, którego nie spodziewałam się usłyszeć.
- Podoba mi się strasznie jego głos... Nie tylko jak śpiewa, ale to jak mówi jest muzyką dla mych uszu. - Rozmarzyłam się. - A na dodatek ten jego tajemniczy charakterek. Zawsze takie osoby przyciągały mnie do siebie i miałam ochotę je rozszyfrować.
- Masz teraz ku temu okazję. - Zaśmiał się. - Co prawda, nawet my czasem go nie rozumiemy. Jednak jak pewnie się domyślasz, ten człowiek ma wielkie serce, tylko tak groźnie wygląda. - Powiedział to tak, że miałam pewność, iż był ze mną szczery.
- Wierzę. Dlatego wolałam chować przed wami informacje jak was uwielbiam. Nie chciałam takich sytuacji. - Posmutniałam i jednocześnie poczułam rękę na moim podbródku. Oczywiście należała do Kena, który tym sposobem uniósł mi głowę i obrócił w swoją stronę.
- Tylko bez takich min proszę. Chciałbym, byś uśmiechała się na nasz widok tylko. Możesz to zrobić? Nie przejmuj się nim. Przejdzie mu, o ile już to się nie stało, bo przygląda ci się od jakiegoś czasu. - Stwierdził to, a mnie speszyła szczególnie ta ostatnia wiadomość. Kiedy odwróciłam się, rzeczywiście ujrzałam Leo wpatrzonego we mnie, jednak szybko się odwrócił, by nie pokazywać pewnie tego, gdzie się gapił. Uśmiechnęłam się w duchu, bo liczyłam na to, że Jaehwan miał rację.