wtorek, 13 grudnia 2016

Miłosny scenariusz: Rozdział 10 + mini Bonus

Witam. Rozdział 10 taki okrągły wybił. Zapraszam do czytania go. Mam nadzieję, że was nim nie zawiodę. Czekam na komentarze.

Miłosny scenariusz
Rozdział 10

*Junmyeon*

        Wstając rano próbowałem sobie wmówić, że wydarzenia z poprzedniego wieczoru były tylko snem. Pocałunek z Kyurin… Znowu. Mimo iż nie powinienem, cieszyłem się nim w głębi duszy. Bałem się tylko co ona na to. Nie wiedziałem, czy pownienem udawać, że tego nie pamiętałem, czy lepiej było z nią o tym porozmawiać. A co miałem jej powiedzieć?

Witaj Kyurin. Wiesz, wczoraj pocałowałem cię i nie żałuję, a ty co tym myślisz? Też poczułaś coś? Bo ja tak.

        Myślałem jak to rozegrać. Siedziałem na łóżku i gapiłem się w przestrzeń przede mną. Do pokoju wtargnął nagle Sehun, czym mnie ocucił. Spojrzałem na niego wystraszony. On nie zwrócił na mnie uwagi tylko poszedł w stronę swojego posłania i na nie opadł. Całe szczęście, że tak zrobił, bo przynajmniej nie zauważył nic niepokojącego we mnie. Ja bałem się wydostać z pokoju. Nie chciałem spotkać Kyurin twarzą w twarz. A co jeśli planowała mi wygarnąć, że miałem jej nie dotykać? Mogła też porównać mnie do tego idioty, który skradł jej pierwszy pocałunek siłą. Przecież ona pewnie nie chciała tego robić ze mną ponownie. Z drugiej strony… Ona się na koniec uśmiechnęła. Przypomniałem sobie. Czemu? Czyżby to jej się spodobało? Ja się jej podobałem? Nie potrafiłem tego zaakceptować. To było dla mnie czymś nierealnym. A co ze mną? Zdecydowanie wiedziałem, że już pogrążałem się w uczuciu do niej. Musiałem coś zrobić. Albo to powstrzymać, póki nie było za późno, albo o nią postarać.
***
        Kiedy zdecydowałem się zejść na śniadanie, stąpałem ostrożnie nie wiedząc, czy dużo osób jeszcze śpi. W kuchni zastałem Kaia. Dziwiło mnie, że żadnej z dziewczyn jeszcze tam nie było. Czułem się dziwnie w jego towarzystwie, bo w końcu byłem ostatnio o niego zazdrosny. Na dodatek dziwnie mi się przyglądał. Jakby chciał coś wybadać.
- Mam coś na twarzy? – Zwróciłem się do niego.
- Nie Hyung, po prostu… - Westchnął głęboko i spuścił wzrok. – Nieważne.
- Co jest nieważne? – Oburzyłem się, bo nienawidziłem, kiedy ktoś zaczynał temat i go nie kończył.
- Po prostu nie popisałeś się wczoraj przed nią. Serio musiałeś pić? – Zaskoczył mnie takimi wyrzutami, na dodatek nie rozumiałem o co mu chodziło.
- Jestem dorosły i mam czasem prawo napić się alkoholu. Nie zrobiłem nic za co mógłbym się wstydzić. – Przemilczałem oczywiście, że nie do końca to było prawdą.
- A kiedy jej powiesz, że zaczynasz coś do niej czuć? O ile już nie czujesz?
        Zirytował mnie troszeczkę swoim zachowaniem, mimo to byłem spokojny. Zdziwiło mnie też to, że wychodziło na to, iż widział coś między nami, więc musiałem się mylić, myśląc, że zarywał do Kyurin. Ulżyło mi w tamtym momencie, bo z nim nie miałem żadnych szans. A tu ci niespodzianka. Ona go nie interesowała? Olałem oczywiście jego pytanie, bo do kuchni weszła sama zainteresowana i z wrażenia upuściłem patelnie, którą dopiero co wyjąłem z szafki. Nie byłem gotowy ją zobaczyć. Jeszcze patelnia spadła mi na stopę, co bardzo mocno zabolało mnie i momentalnie chwyciłem się za nią i zacząłem skakać na jednej nodze, by utrzymać równowagę. A ona po prostu wraz z Jonginem zaczęła się ze mnie śmiać i podniosła naczynie, a następnie odłożyła na kuchenkę. Mnie to nie bawiło.
- Biedny Jun. – Dodała klepiąc mnie po ramieniu, czym mnie bardziej speszyła.
        Postanowiłem nie robić z siebie idioty i stanąłem normalnie już na dwóch nogach. Odchrząknąłem, by zaznaczyć, że już w porządku. Bałem się patrzeć w jej oczy, więc uciekałem wszędzie wzrokiem. Przez moment przeszło mi przez myśl, czy nie zwiać do toalety, ale wolałem nie uciekać, bo i tak musiałem się z nią widywać cały dzień jakoś.
- Przejdziesz się ze mną po śniadaniu? – Zasugerowała mi, przez co mnie zatkało.
- Dobrze. – Powiedziałem ledwo słyszalnie, bo czułem, o czym mogła chcieć gadać.
***
        Wyszliśmy przed mieszkanie i ruszyliśmy prosto. Nie wiedziałem dokąd powinniśmy się udać. Postawiłem na zwykły spacer, bez konkretnego celu. W końcu to rozmowa była najważniejsza. Za poleceniem Kyurin oczywiście zamaskowałem się, by znowu nie pojawiły się nasze zdjęcie nigdzie. Jakiś czas milczeliśmy zbierając się w sobie, by cokolwiek zacząć. Miałem nadzieję, że to ona przejmie inicjatywę, bo ja nie miałem pojęcia, czy rzeczywiście o to jej chodziło, by porozmawiać o poprzednim wieczorze.
- Wczoraj… - Odzywając się niepewnie wyrwała mnie z przemyśleń. – Trochę nas poniosło.
- To przez alkohol. – Wypaliłem pospiesznie, by nie wyjść na idiotę, który zaczyna coś czuć do dziewczyny znając ją tak krótko.
- Tylko i wyłącznie? – Czułem w jej głosie, jakby była pewna, że nie tak miała wyglądać moja odpowiedź.
- Tak. Prze… - Nie dała mi dokończyć, bo zatkała mi buzię ręką.
- To ja przepraszam, bo to także ja przesadziłam. Nie zrozum mnie źle…
- O czym ty mówisz? – Przerwałem jej, kiedy już puściła mnie.
- O tym, że to ja cię w końcu bliżej pociągnęłam i uśmiechnęłam się na koniec. To wyglądało jakbym coś czuła do ciebie, a mnie po prostu jakoś poniosło… - Mówiła bardzo szybko i nerwowo, a ja żałowałem, że chciałem ją utwierdzić w tym, że to tylko procenty, bo ona ewidentnie także oszukiwała mnie co do tego jak przeżyła ten pocałunek.
        Nie wiedziałem co we mnie wstąpiło, że nabrałem nagle odwagi. Przystanąłem, więc ona także to zrobiła. Chwyciłem jej dłoń i zacząłem ją masować delikatnie. Przyglądała się mi z zaskoczeniem wypisanym na twarzy. Następnie, wziąłem także jej drugą rękę i przyciągnąłem nimi do siebie. Tak by była bardzo blisko mnie. Spojrzałem wreszcie w jej oczy, bo wcześniej się bałem. Zatraciłem się w nich na moment. Ona była chyba zaniepokojona. Puściłem jej dłonie, zsunąłem maskę z buzi i objąłem ją w talii, przyciągając troszkę bliżej. Stresowałem się, że coś pójdzie nie tak. Musnąłem delikatnie jej usta swoimi, co wywołało u niej urocze rumieńce.
- Bądźmy ze sobą szczerzy. – Powiedziałem cicho. – Przepraszam, że chciałem cię oszukać. Ja chyba… Zaczynasz mi się podobać. – Wydukałem i miałem ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu.
        Otworzyła szeroko usta. Ja nie mogłem się powstrzymać znowu i tym razem zacząłem ją całować. Nadal tylko delikatnie, jakby jej twarz była krucha i nie miałem zamiaru jej robić krzywdy. Ona natomiast pogłębiła go i ułożyła swoje zaciśnięte piąstki na moim torsie, a następnie gniotła nimi mój sweter, który miałem ubrany. Coraz bardziej pragnąłem, by ona należała już tylko do mnie. Wiedziałem, że na to za wcześnie, lecz bałem się, że ją stracę jak się nie postaram. Nagle poczułem coś słonego. To były jej łzy. Odsunąłem się gwałtownie. Przeraziłem się widząc, że ona płakała. Pochyliła od razu głowę, opierając ją o moją klatkę piersiową. Nie rozumiałem zaistniałej sytuacji. Jaki mógł być powód jej rozpaczy.
- Dlaczego? – Wyszeptała, a ja postanowiłem nie owijać w bawełnę.  
- Zaczynam powoli coś do ciebie czuć.  Nie wyprę się już tego, że z dnia na dzień stajesz się dla mnie ważniejsza. Powiedz mi proszę, czy ja też nie jestem ci obojętny. Twój uśmiech po naszym wczorajszym pocałunku….
- Junmyeon…  Nie powinniśmy… - Mówiła to przepełniona rozpaczą.
- Nie o to pytam. - Nabrałem nagle odwagi.  - Wiem jakie będą konsekwencje, gdy się do siebie zbliżymy.  Jestem na nie gotowy.  Chcę teraz tylko wiedzieć co ty czujesz.
Spuściła wzrok, co nie wróżyło nic dobrego.  Obawiałem się, że  ostatecznie mnie odrzuci.  
- Ja nie wiem. - Rzekła wymijająco.  - Nie mam też pojęcia, czy będę gotowa na związek z kimś tak sławnym, jak ty. Chciałam porozmawiać, aby wyjaśnić sobie, że jeszcze zbyt krótko się znamy. Lepiej będzie jak zwolnimy.  
- Masz racje.  - Odparłem zgodnie.  - Znamy się krótko.  – Nie mogłem i tak się powstrzymać od dorzucenia więcej od siebie. - A mimo to, czuję, że chciałbym cię chronić, otoczyć swoją opieką.  Pragnę móc być bardzo blisko ciebie.  To jest takie magiczne, że tak szybko przywiązałem się do ciebie.  – Zadziwiałem sam siebie swoją otwartością.
Widziałem, że na jej policzkach powiększały się różowe plamy. Jak to możliwe, by ta osoba, która na co dzień stąpała twardo, w tamtym momencie była taka nieśmiała i delikatna? Pogłaskałem jej lico dłonią.  Ona zaczęła się wpatrywać we mnie z widocznym zaskoczeniem.  Pewnie nie spodziewała się takich słów ode mnie usłyszeć.  
- Wróćmy lepiej do środka. – Zmieniła niespodziewanie temat. - Twoi chłopcy już na pewno snują podejrzenia co do nas. Swoją drogą jak ty ich wychowujesz? - Prychnęła na mnie, a ja zacząłem się śmiać z jej uwagi.  
- Nie jestem ich ojcem, tylko liderem.  Nie oczekuj zbyt wiele. - Mówiąc to odsunąłem się od niej i ruszyliśmy z powrotem do dormu.
***
- Gapisz się na nią od pół godziny. – Usłyszałem z swojej prawej strony Luhana, który swoją drogą pojawił się znikąd.
        Miał po części rację. Stałem od jakiegoś czasu oparty o ścianę i wpatrywałem się w Kyurin. Podobało mi się, że widziałem ją uśmiechniętą kiedy chłopcy wciągnęli ją w wir dobrej zabawy. Chciałem by taka już zawsze była. Możliwe, że trochę za bardzo pochłonęło mnie to zajęcie.
- Przepraszam. – Odparłem się otrząsając.
- Nie masz za co. – Stwierdził z uśmiechem. – Po prostu stwierdziłem, że cię ostrzegę, bo o ile i tak większość z nas wie, jak potoczy się wasza znajomość, to chyba nie chciałbyś, by nakryła cię na tym zajęciu, co nie?
- Owszem. Pewnie byłoby to krępujące i mogła by się poczuć niekomfortowo zauważając, że się na nią cały czas patrzę. I nie rozumiem co miałeś na myśli poprzez to, że wiecie jak potoczy się nasza znajomość. Przymknę na to oko, lecz mam wielką nadzieję, że nie obgadujecie mnie za plecami przypadkiem. – Wygarnąłem mu delikatnie, bo rzeczywiście nie chciałem, by chłopcy robili sobie jakieś domysły na nasz temat.
- Przesadzasz. Macie się ku sobie i to widać na kilometr. A ja to przeczułem już jak usłyszałem, że będziesz pracował z jakąś nowicjuszką. – Zdziwił mnie tym co powiedział.
- Dlaczego tak pomyślałeś?
- Jest nowa, więc będzie zagubiona w tym świecie, a znając ciebie, służyłbyś jej pomocą od razu. Czyż nie? Takie rzeczy zbliżają. – Po tych słowach zrobiło mi się strasznie miło.
        Miałem na początku zamiar jej pomóc odnaleźć się w tym światku, bo sam wiedziałem, jak było w nim ciężko. Niestety nasza znajomość zaczęła się niekolorowo i z uprzedzeniem do mnie. Mimo to dogadaliśmy się i jest lepiej niż przypuszczałem. I tak jej staram się pomóc, bo w końcu przygarnąłem ją do nas na weekend. Luhan słusznie twierdził, że takie coś zbliża. Choć szkoda, że to zbliżało chyba tylko mnie do niej, a ją do mnie już niekoniecznie.

*Jongin*

Kiedy Jun i Kyu wrócili ze spaceru wszyscy już się pobudzili. Wpadliśmy na pomysł śpiewania na karaoke. Każdy z wyjątkiem jednej osoby był zadowolony. Kyurin próbowała za wszelką cenę się wymigać.  Nie mogłem na to pozwolić oczywiście.  Może było to złośliwe, ale postanowiłem, że namówię ją choćby siłą na to. Jak każdy to każdy. Może i my byliśmy piosenkarzami, lecz w takich chwilach wygłupialiśmy się.  Nie liczył się talent tylko dobra zabawa.  
- Noona nie myśl, że się wymigasz! - Oznajmiłem pojawiając się nagle koło niej, czym ją wystraszyłem, bo aż podskoczyła.
Oczywiście wybuchłem na to śmiechem, bo ja nie mogłem się nie powstrzymywać w takich sytuacjach. Nie byłbym sobą.  
- Proszę, nie nalegaj na mój śpiew.  Mój głos was doprowadzi do ogłuchnięcia. - Zaczęła wymyślać wymówki.
        Ja postanowiłem być nieugięty i pokazać co oznaczała u nas dobra zabawa. Polubiłem ją odkąd spotkaliśmy ją na imprezie w klubie. Później nawet byłem w stanie jej pierwszej zwierzyć się z problemu. Choć nie pomogła mi, poczułem się lepiej. Mogłem śmiało przyznać, że pragnąłem się z nią zaprzyjaźnić.
- Czyja kolej? – Usłyszałem głos Chanyeola.
- Nasza! – Krzyknąłem bez zastanowienia i zobaczyłem przerażenie w oczach Kyurin, na co miałem ochotę się znowu roześmiać, lecz udało mi się powstrzymać.
        Stało się. Ona trzymała jeden mikrofon, ja kolejny. Śpiewaliśmy przeciwko Chanyeolowi i Kyungsoo. Widziałem jak pocierała swój mikrofon ze stresu. To było takie urocze. Niby dorosła kobieta, a tu takie zachowanie dziecka.
        To co wydarzyło się chwile potem zaskoczyło każdego. Kyurin kompletnie nie potrafiła śpiewać. Wyła do mikrofonu w bardzo dziwny sposób. Szczerze się przeraziłem, że ktoś z nas wybuchnie na to śmiechem. Wszyscy jednak chcieli pewnie być mili, tylko widziałem kątem oka, że Baekhyun wyszedł z pokoju, bo pewnie nie wytrzymał. Wtem zacząłem słyszeć jak Chanyeol zaczyna specjalnie wyć w jeszcze gorszy sposób i zagłuszać ją. Wiedziałem, że już na pewno nie zmuszę jej do dalszego śpiewania. Życie ponownie mnie zdziwiło. Po zakończonej piosence, ona miała na buzi ogromny banan i spojrzała na mnie.
- Dziękuję. Dobrze się bawiłam. – Oznajmiła i odłożyła mikrofon, a ja przez jakiś czas jeszcze starałem się zrozumieć co się wydarzyło.

Ps. Pewnie każdy myśli, po co tu komu Kai, a tak z powodu, że to 10 rozdział, stwierdziłam, że mogę urozmaić te opowiadania jedną narracją więcej, ale raczej się to nie powtórzy. :D

piątek, 9 grudnia 2016

Małe nieporozumienie: Rozdział 34

Jak zwykle czekam na wasze relacje, jak zwykle się powtarzam. Brakuje mi już coraz częściej pomysłów na notki. :D  Kocham was za to, że to czytacie. Tamdam :D

Małe nieporozumienie
Rozdział 34


*Hoya*

        Siedziałem niecierpliwie w poczekalni. Denerwowałem się niemożliwie. Obok mnie był jej ojciec i przygryzał paznokcie. Co jakiś czas spoglądałem na niego poirytowany. Miałem dość jego obecności. Wiedziałem, że wychodziłem na niewychowanego, ale ten człowiek sprawiał przykrość Woomin. To przez rodziców i tego jednego idiotę była w takim stanie.
        Z sali wyszedł lekarz podejrzliwie zerkający w naszą stronę. Wstaliśmy momentalnie z siedzeń przerażeni. Bałem się co mogło stać się jej, że tak nagle zemdlała.
- Panowie są rozumiem rodziną? – Zapytał niepewnie i zauważyłem, że było to bardziej skierowane w moją stronę.
- Ja jestem jej ojcem, a ten chłopak…
- Jestem jej narzeczonym. – Wtrąciłem, by nie zdążył nic głupiego na mnie wymyślić, bo bardzo chciałem znać jej stan.
- Dziewczynie nic nie będzie. Musi kilka dni odpocząć tutaj. Prawdopodobnie zbyt dużo się przemęczała i stresowała ostatnio, a mało jadła. Mam rację? – Spojrzał na nas pytająco.
- To prawda, że się przemęczała. Nie dało się jej przemówić, by nie tańczyła tak intensywnie i do upadłego. – Stwierdziłem przypominając sobie, jak wyładowywała swoją furię na poprzednim naszym spotkaniu.
- Jakiego znowu tańca?! – Oburzył się tatulek, jakby to teraz było najważniejsze. – Więc to wszystko przez ciebie?
- Nie. Niech pan się uspokoi. To wy ją tak stresowaliście i nawet nie zwróciliście uwagi na to, że nie je? Co z was za rodzice? W dodatku odkąd ten Kantaro się pojawił była strasznie podenerwowana. Wszystko się najwidoczniej w niej skumulowało. A wy jeszcze chcieliście zabronić jej się ze mną spotykać? To musiało ją dobić.
        Lekarz patrzył na nas wytrzeszczonymi oczami. Ojca Woomin troszkę zamurowało po moich słowach. Może w końcu zrozumiał? Nie, tacy ludzie mają swoje wysokie ego, którego nie idzie łatwo utrzeć.
- Dopóki się nie pojawiłeś, była grzeczną córką! – Znowu podniósł głos, co zirytowało doktora.
- Przepraszam pana, jednak jak tak dalej pójdzie nie będę mógł pana wpuścić do córki i jeszcze wezwę ochronę. Proszę ochłonąć. A narzeczony na chwilę obecną może ją odwiedzić, bo domyślam się, że ona się ucieszy. Wspomniała, że jeżeli jest tutaj, to by wszedł jako pierwszy. – Uśmiechnął się po tym w moją stronę szczerze. To było takie miłe z jego strony.
        Niepewnie wszedłem do sali, w której miała leżeć. Poczułem się zdecydowanie lepiej, jak zobaczyłem, że uśmiechała się promiennie w moją stronę. Podszedłem już bardziej przekonany. Usiadłem na krześle obok jej łóżka i chwyciłem jej bladą dłoń. Głaskając ją spojrzałem w jej oczy.
- Przepraszam Howon. – Wyszeptała nieśmiale.
- Nie masz za co. Miałaś ostatnio ciężko. Mimo to, nigdy więcej nie głoduj. Jasne?
- Nie miałam po prostu apetytu. – Spuściła wzrok.
        Wstałem i skierowałem na mnie jej podbródek. Była taka blada, delikatna, a jednocześnie tak piękna. Jej zaszklone oczy patrzyły w głąb mojej duszy. Miałem tylko jedną myśl w tamtej chwili i ją zrealizowałem. Złożyłem na jej ustach moje, obejmując jej różowe od rumieńców policzki dłońmi. Nie chciałem jednak w takim miejscu narobić zamieszania, więc zostałem przy krótkim, lecz wymownym pocałunku. Kiedy odsunąłem się od niej nadal nie przestawaliśmy się na siebie patrzeć. Odsunąłem jej grzywkę z twarzy.
- Woomin. Od teraz będę pilnował, żebyś więcej nie cierpiała. – Postanowiłem. - Tylko proszę wyjedź ze mną.
- Chciałabym. Miałam nawet pomysł. Saeron, Dan i Jimin wyjeżdżają. Znasz ich pewnie? Mogłabym być ich współlokatorką.
        Otworzyłem szeroko oczy. O czym ona mówiła? Pomyślałem, że chłopcy zaskoczyliby się, gdyby dowiedzieli się tej nowiny. Stwierdziłem, że będę złośliwy i nic im nie powiem. To nie był ich interes.
- A ja chyba znalazłem dla ciebie pracę, jak się zgodzisz.
        Jej oczy zabłysły z ciekawości. Byłem z siebie dumny, że takie coś wykombinowałem.
- No mów. – Rzuciła niecierpliwie.
- Mam kolegę, który prowadzi szkółkę tańca dla młodzieży, która lubi tańczyć, ale niekoniecznie chce iść w tym kierunku w życiu. Szuka kogoś do pomocy. Liczy się dla niego pasja, której tobie nie brakuje. – Uznałem.
        Po jej minie od razu widziałem, że była zachwycona tą propozycją. Wiedziałem już, że jest coraz lepiej. Trzeba było tylko to wszystko zrealizować. A nie brakowało nam do tego raczej zapału. Ja podenerwowany na jej rodziców, byłem zrobić w stanie wszystko, by ją uszczęśliwić.

*Saeron*

        Razem z Danem staliśmy w jakimś wielkim parku w Seulu. Rozpierała mnie energia. Kręciłam się w kółko i podskakiwałam jak małe dziecko.
- Uspokój się troszeczkę. – Mówił do mnie, śmiejąc się z mojej niedojrzałej postawy.
- Co ja poradzę, że tak się cieszę, że udało nam się dorwać tę pracę? Teraz zostało nam znaleźć mieszkanie i się przeprowadzić. – Westchnęłam zachwycając się swoją pomysłowością.
- Właśnie. Wszystko po naszej myśli, ja na dodatek dogadałem się z Jiminem. Żyć nie umierać.
- Nawet nie wiesz, jak ten fakt także mnie raduje.
Śmiejąc się, spojrzałam na jeden ze słupów, bo karteczka wisząca na nim przykuła moją uwagę. Z ciekawości zerknęłam na nią. Ręcznym pismem było na niej napisane:

„Szukam kilku współlokatorów. Chciałabym, by były to osoby odpowiedzialne, i młode. Kontakt wyłącznie telefoniczny.”

Urwałam szybciutko kawałeczek kartki z napisanym numerem i zaczęłam go wstukiwać w telefon. Dan spojrzał na mnie zaskoczony, po czym podszedł do kartki i sam ją przeczytał. Kiedy miałam urządzenie przy uchu, wysłuchując sygnał oczekiwania na połączenie, on przybliżył się także swoim uchem, tak by mógł podsłuchiwać.
- Halo? – Odezwał się dziewczęcy głos po drugiej stronie.
- Hej. Znaczy Dzień dobry…. – Zaczęłam się mieszać. – Widzę właśnie twoje ogłoszenie o poszukiwaniu współlokatorów. Tak mniej więcej ilu byś ich chciała?
Po drugiej stronie panowała chwila ciszy.
- Przepraszam, ale jestem w szoku. Nikt przez miesiąc się nie odzywał. Już myślałam, że numer źle napisałam. Chodziłam i sprawdzałam na wszystkich trzech kartkach które wywiesiłam i był dobry! Ludzie nie chcą być współlokatorami, czy jak? A opłacanie domku jest drogie dla jednej młodej osoby. A miałam powiedzieć o ilości. Myślę, że nie więcej niż cztery osoby, choć na upartego więcej by się wcisło.
- Naprawdę?! – Krzyknęłam do jej słuchawki tak, że jak się nie odsunęła, to pewnie ogłuchła. – Bo nas jest prawdopodobnie czwórka lub trójka. Zależy jeszcze to od jednej osoby. – Mój zachwyt był nie do opisania.
- A jaka jest wasza płeć?
- Dwie dziewczyny i dwóch chłopaków.
- Aaaaaaa! – Pisknęła głośno, więc tym razem to ja i Dan odsunęliśmy gwałtowanie telefon. – Mam mieszkać z chłopakami? Tylko nie mówcie, że jesteście dwiema parami zakochanych, bo zrobi mi się smutno.
        Miałam ochotę się śmiać ze sposobu w jaki wypowiadała się ta dziewczyna. Brzmiała uroczo.
- Spokojnie. Jedna para i dwie wolne osoby. – To było trochę wredne z mojej strony, że w ten sposób jej to powiedziałam, ale przecież nie mogłam od razu do telefonu powiedzieć jej, że mamy parę składającą się z dwóch chłopaków.
- To luzik. To kiedy się wprowadzacie?
- Tak po prostu? – Zdziwiłam się. – Przecież nawet nas nie znasz i…
- Nie szkodzi. – Przerwała mi. – Mam dar rozpoznawania po głosie, czy osoba jest miła i ty taka jesteś. To mi wystarczy.
- Skoro tak. To wyślij mi smsem adres. Ja się dogadam jeszcze z pozostałymi osobami i zadzwonię w sprawie szczegółów jutro z rana. Co ty na to? – Zaproponowałam pospiesznie, jakby bojąc się, że za chwile rozmyśli się.
- Jasne. Już nie mogę się doczekać, aż was poznam. – Zaświergotała jak ptaszek. – Dobra to ja kończę, bo muszę kota wypuścić na dwór. Papa.
- O ma kota. – Dodałam zaskoczona, po usłyszeniu sygnału oznaczającego, że już się rozłączyła.
- I jest jakaś pozytywnie zakręcona. – Zaśmiał się mój przyjaciel. – Tak w ogóle to skąd pomysł, że jestem parą z Jiminem? My takiego czegoś nie ustaliliśmy.
- Dla mnie jesteście. – Odpowiedziałam bez wahania.
- Gdyby to było takie proste. A co jeśli ona okażę się jakąś fanką gejów, albo Infinite? To może sprawić jakieś problemy.
- Dowiem się tego, jak będę z nią rozmawiać o szczegółach. Nie panikuj od razu. Dobrze? A teraz chodźmy odwiedzić Wielkiego Kim Sunggyu. – Zarządziłam.
- Ale ja nie chcę wam przeszkadzać. Może pojadę do domu już?
- Ej! – Oburzyłam się. – Nie chcę sama wracać. Może będzie Sungjong, to sobie pogadacie, czy coś. Chodź i nie marudź.
        Ostatecznie ruszył za mną ślamazarnym krokiem.

*Woomin*

        Byłam już prawie gotowa do wyjścia ze szpitala. Siedziałam na łóżku wymachując nogami w przód i w tył. Czekałam na rodziców, którzy mieli mnie odebrać. Umówiona byłam z nimi za godzinę, lecz byłam tak niecierpliwa, że najchętniej wyszłabym od razu jak skończyłam się pakować. Nie musiałam tego robić tak szybko. Chyba każdy człowiek chciałby pospiesznie wyjść z takiego miejsca.
        Jakie było moje zdziwienie, kiedy drzwi do mojej sali się otwarły i ukazał się w nich Howon. Miał ręce ułożone do tyłu i tak cudownie się do mnie uśmiechał. Od razu mój dzień wydał mi się lepszy. Podszedł do mnie i wyciągnął przed siebie maskotkę królika. Był to przeuroczy bieluśki królik z wystającymi ząbkami. Zachwyciłam się tym upominkiem i od razu jak go wzięłam w ręce to wyściskałam mocno.
- Ej, ej. Skoro ci go kupiłem nie znaczy, że masz tylko przytulać jego. Jasne? To ja tu mam być najwięcej ściskany. – Mówił pokazując na siebie palcem.
- To przytul mnie, a nie tylko tyle gadasz. – Zasugerowałam.
        Tak też zrobił, przez co zrobiło mi się cieplej na sercu. Objęłam go także swoimi rękami i oparłam podbródek na jego ramieniu. Mogłabym tak trwać przy nim już zawsze. W jego uścisku czułam ukojenie. To było to czego już dawno potrzebowałam. Poczuć się przez kogoś kochaną. Miałam nadzieję, że nic nie zepsuje naszego szczęścia i uda mi się przenieść do Seulu.

*Sunggyu*

        Ujrzenie Saeron w drzwiach bardzo mocno mnie uszczęśliwiło. Miałem już plan, jak wszystko tym razem rozegrać. Jednak niespodziewanie razem z nią pojawił się Dan. Co robili razem w Seulu? Dlaczego przyszła z nim? Te pytania mnie nurtowały. Miałem nadzieję, że przyszła tylko w naszej sprawie. Nie wiedziałem w takiej sytuacji, jak powinienem zareagować. Chciałem być miły, lecz troszkę się podirytowałem. Nie na nich, tylko na całą sytuację. Weszli do środka uśmiechnięci, a ja witałem już ich beznamiętnie. Bałem się, że Saeron może pomyśleć, iż ją znowu odrzucam, a ja tego nie chciałem, więc szybko się otrząsnąłem.
- Chcielibyście się czegoś napić? – Zapytałem na wstępie.
- Nie. Dziękujemy. – Odparła. – Możemy skorzystać z kuchni?
        Zdziwiony kiwnąłem głową. Kiedy zorientowałem się, że miała reklamówkę pełną składników nadających się na obiad, wiedziałem już co planowała. Chciała mi coś ugotować. Zrobiło mi się strasznie głupio.
- Nie rób tego. – Poprosiłem grzecznie, zabierając jej garnek z ręki. – Nie chcę byś przychodziła…
- Ja chcę ci zrobić obiad i nie liczy się dla mnie twoje zdanie. A ty Dan mi pomógłbyś, a nie tak stoisz. – Zwróciła się do swojego kolegi.
        Zaskoczyła mnie swoją determinacją, więc wolałem nie wchodzić już jej w drogę. Oddałem naczynie i usiadłem z boku, nie mając pojęcia co powinienem robić. Czekałem na jakieś zwrócenie się jej o pomoc, lecz jedynie Dana o nią prosiła. Czułem się z tym dziwnie. W pewnym momencie wpadłem na niegłupi pomysł. Ruszyłem na chwilkę do pokoju po pewną rzecz. Rozejrzałem się w pomieszczeniu i udało mi się odnaleźć pewne pudełeczko z płytką CD na półce. Wziąłem ją uśmiechając się sam do siebie. Akurat kiedy wróciłem z nią do kuchni, Dan udał się do ubikacji. Saeron stała przy blacie i przypatrywała się gotującemu daniu. Podszedłem cichutko do niej i przytuliłem od tyłu. Drgnęła momentalnie, co bardzo mi się spodobało. Następnie musnąłem jej szyję delikatnie ustami, na co poczułem jak drży. Nie wiedziała co począć, kiedy tak się zachowałem. Troszkę mnie to bawiło. Pomachałem jej płytką, która była cały czas w mojej dłoni, przez co zauważyła ją dopiero i wzięła.
- Co to? – Zapytała drżącym głosem.
- Pewna piosenka, której musisz posłuchać. – Wyszeptałem do jej ucha, po czym oparłem głowę na jej ramieniu. – Ten tekst niech będzie pewną wiadomością do ciebie.
        Jej zapach sprawił, iż zakręciło mi się w głowie. Nadmiar szczęścia spowodowanego jej bliskością tak mi uderzył, że nie wiedziałem co robię. Odwróciłem ją przodem do siebie. Spojrzała na mnie swoimi pięknymi, rozszerzonymi do granic możliwości oczami. Pocałowałem ją nagle, by nie zdążyła w żaden sposób zareagować. Pocałunek był krótki, za to wymowny. Tak by miała pewność, że moje uczucia nie były żartem. Wiedziałem, że chciała pogłębić ten pocałunek, a ja odsunąłem ją od siebie. Usłyszeliśmy w tym momencie chrząknięcie za mną. Spojrzałem na źródło tego dźwięku, którym był zakłopotany Dan w progu pomieszczenia. Nie dziwiłem mu się. Sam czułbym się niezręcznie w takiej sytuacji.
- Mięso ci się nie pali? – Zapytał nieśmiało, na co Saeron zareagowała gwałtownym odwróceniem się do kuchenki w celu sprawdzenia swojego dania.
        Wtedy Dan uśmiechnął się w moją stronę i pokazał uniesiony w górę kciuk. Domyślałam się, że cieszyło go szczęście Saeron. Sam nie wiedziałem, czy to wszystko znaczyło, że właśnie z nią byłem? Nie powiedzieliśmy sobie tego. Jednak od kilku dni rozmawialiśmy przez telefon bez przerwy i słodziliśmy sobie przez niego, jak każda kochająca się para. W tamtym momencie także bez krępacji zachowaliśmy się jakbyśmy nią byli.

Czy to wszystko wystarczało? Czy miałem jej jasno zadać pytanie, czy jesteśmy razem? Nurtowało mnie to, bo chciałem jak najlepiej dla nas. Ja czułem, że ona już należała do mnie, a ja oddałem się jej cały, ale nie mogłem wiedzieć, co ona o tym myślała. Postanowiłem poczekać, aż odsłucha tekst podanej przeze mnie piosenki. Miałem nadzieję, że po tym nadarzy się kolejna okazja na szczerą rozmowę, gdzie ustalimy jak będziemy dążyć do wspólnego szczęścia. Jedno było pewne. Nie zamierzałem już wypuścić ją z rąk. Pokładałem w niej wszystkie moje uczucia i chciałem dla niej zrobić wszystko. Musiałem przestać walczyć z uczuciami. Była dla mnie ważna. Sprawiła, że znowu czułem, jak się żyje. Nie mogłem już tego zepsuć. Musiałem także bardziej zaufać sobie i przestać bać się zranienia jej. Po prostu musiałem do tego nie dopuścić, a nie zakładać to z góry. W końcu przecież odwzajemniona miłość była czymś, czego każdy miał prawo doświadczać. Nawet taki ktoś jak ja. Skoro dostałem kolejną szansę, to była to najwyższa pora, aby wykorzystać ją w pełni. Zaprzepaszczenie jej mogło się źle skończyć i dla mnie i dla niej. Ona w końcu ostatnio walczyła oto bym to pojął. Udało jej się do mnie przemówić. Byłem pełen podziwu, że taka mała osóbka jak ona miała w sobie tyle energii, którą potrafiła zarażać innych.