Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Junmyeon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Junmyeon. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 grudnia 2017

Kim Junmyeon/Suho (EXO) dla Rillithana

Dla: Rillithana
Z kim: Kim Junmyeon (Suho) z EXO
Wytyczne: świątecznie


Siedziałam sobie w salonie wsłuchana w kolejną świąteczną piosenkę lecącą w radiu. Od kilku lat słuchałam tylko jednej stacji w określonych godzinach. Bałam się przegapić za każdym razem tę audycję, bo prowadził ją ktoś ważny. Kiedy leciała muzyka wyłączyłam się z realnego świata, dopiero gdy słyszałam jego, czułam się bardzo dobrze. Wzięłam łyk herbaty z kubka stojącego na stoliku przede mną. Miała posmak cynamonu. Tak bardzo pasowało to do obecnego klimatu.
Wtedy skończyła się melodia i wyczekiwałam go. Pierwsze słowa wypowiedziane przez niego wywołały na moich ustach uśmiech. Czytał listy od ludzi przysłane do radia. Z pozoru mogło się wydawać, że to bardzo ciekawa audycja, ale to nie powód dla którego ją włączałam. Chodziło tylko o niego, jego głos, sposób mówienia i specyficzne poczucie humoru.
Mogło to być trochę nienormalne, że słuchałam go dość często, skoro mieszkał u mnie w domu i mogłam wtedy się nim cieszyć. Niestety. To było dla mnie za mało i nie chciałam przegapić nawet sekundy, którą mogłam spędzić z nim, czy też z jego głosem.
Junmyeon był moim narzeczonym, który pracował, jako prezenter w radiu. Wiele osób śmiało się ze mnie, że przesadzam, chcąc go tyle słuchać. Niektóre pary z naszym stażem, miewały siebie często dosyć, gdy spotkały się na dłużej niż zazwyczaj, kłócili się bardzo dużo i tym podobne. Z nami było inaczej. On nadal był moim dżentelmenem, jakby wciąż starał się o moje serce, a nie posiadał już je. Ja zachwycałam się wszystkim co jego dotyczyło jak szalona nastolatka swoim obiektem westchnień. Nasze sprzeczki wyglądały jak dziecinne przekomarzania i nigdy nie zagrażały naszemu związkowi. Od jakiegoś czasu nawet zamieszkaliśmy razem, bo ślub u nas był tylko kwestią czasu, gdyż potrzebowaliśmy uzbierać na niego pieniądze.
Był to dzień przed wigilią, a ja bardzo niecierpliwie go oczekiwałam w domu przez wzgląd na prezent, który dla niego przygotowałam. Nie mogłam go przed nim ukryć nawet na jeden dzień i to nie przez wzgląd na mój niewyparzony język. Po prostu wiedziałam, że zauważy go od razu, jak wejdzie do środka, a nie dało się go odebrać później niż dzisiaj.
—   Dziś chciałbym podziękować wyjątkowej dla mnie osobie. — Drgnęłam na wypowiedziane przez niego słowa w radiu. — Ta osoba na pewno słucha tej audycji, choć wiele razy mówiłem jej, że nie musi tego robić. Mniejsza o to... Ona, jest moją narzeczoną i wiele dla mnie znaczy. Dla niej potrafiłbym poruszyć niebo i ziemię, by spełnić każde jej marzenie. — Słysząc to, zaczęłam powoli odczuwać wzruszenie, a co za tym idzie, moje oczy stawały się wilgotne. — Teraz zbliża się wigilia, która ma miejsce dokładnie jutro. W taki dzień powinienem obdarować ją czymś wyjątkowym, a nie potrafię... Wszystko co chcę jej dać, wydaje się takie tandetne i nieodpowiednie dla mojej ukochanej. Ona jest jedyna w swoim rodzaju, więc każda rzecz wydaje się oklepana. Dlatego prosiłbym teraz o rady od was, moi drodzy słuchacze, jak mógłbym uczynić moją kobietę w te święta wyjątkową. — Wybuchłam śmiechem na to ostatnie zdanie. On tak na serio to mówił? A to ja myślałam, że jestem beznadziejna w obdarowywaniu ludzi prezentami. — Najlepsze pomysły jakoś nagrodzę, więc prosiłbym o nadsyłanie wiadomości na nasz mail, a tymczasem wysłuchajmy kolejnej kolędy.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem. On to naprawdę zrobił. Poprosił ludzi o pomoc szaleniec. Nie wiedziałam, jak miałam na to zareagować. Ja szybko wpadłam na pomysł prezentu dla niego, bo wiedziałam, że jest coś, o czym marzył, a ja może i byłam trudną osobą? Sama nie wiedziałam, czego jeszcze chciałabym od życia. Miałam szczęście zapewnione przez niego. Praca, którą wykonywałam, podobała mi się. Wiedziałam, że ślub odbędzie się prędzej czy później i będziemy wtedy już myśleć o zakładaniu rodziny... Nie miałam więc żadnych życzeń...

***

Myłam w kuchni talerzyk i kubek po swojej kolacji. Na Jumyeona już czekały zrobione kanapki. Zwykle czekałam na niego, ale tego dnia byłam wyjątkowo głodna i nie mogłam tyle wytrzymać. Szorując szmatką moje naczynia, podśpiewywałam melodię kolejnej świątecznej piosenki lecącej w radiu. Wtedy usłyszałam też dzwonek, przyczepiony do naszych drzwi. Oznaczał on, że mój narzeczony wrócił do domu.
Nastawiłam więc wodę na herbatę i wróciłam do zlewu. Gdy usłyszałam ciche tupanie w kuchni, nie odwróciłam się, będąc pewna, że to on, a moje przypuszczenia potwierdziły się, gdy objął mnie w pasie, złożył buziaka na moim karku, co wywołało u mnie przyjemne dreszcze, a następnie oparł głowę na moim ramieniu. Zamknęłam na chwilę oczy, wdychając zapach jego cudownych perfum.
— Pewnie zadam bezsensowne pytanie, jednak... słuchałaś dzisiaj audycji? — wymruczał mi swoim niepowtarzalnym głosem do ucha i znowu poczułam ciarki. On zawsze tak na mnie działał, odkąd go znałam.
— Słuchałam uważnie. I nie rozumiem, po co tak głowisz się nad moim prezentem. Ja nie potrzebuję niczego — oznajmiłam mu to łagodnie, a on odsunął się ode mnie, po czym stanął z mojej prawej strony i spojrzał na mnie ze zmarszczonym czołem.
— Gdybym mógł, dałbym ci całą górę prezentów. Niestety oboje wiemy, że musimy trochę oszczędzać. Nie popieram mimo to twojego zdania co do tego, że nie musisz nic dostawać. Moim obowiązkiem w święta jest obdarowanie ciebie czymś wyjątkowym i ani się waż zaprzeczać mi. — Mówiąc to, groził mi palcem, a ten wygląd nawet trochę mnie bawił. Nie chciałam jednak wybuchać śmiechem i powstrzymałam się od tego.
— Ja za to muszę ci już pokazać mój prezent — rzekłam ochoczo, a on rozszerzył oczy z zaskoczenia. — Nie da się tego ukryć do jutra — wyjaśniłam pospiesznie. — Zaczekaj.
Po tych słowach rzuciłam na bok szmatkę i udałam się do holu prowadzącego do mojej sypialni. Otworzyłam ostrożnie drzwi do niej. Rozejrzałam się uważnie i dopiero na łóżku dostrzegłam ją. Mała sunia rasy Samojeda zlewała się z moją pościelą przez swój śnieżnobiały kolor maści. Patrzyła w moją stronę badawczo. Miała zaledwie trzy miesiące... Podeszłam do niej, a ona widząc to, że kierowałam się w jej stronę od razu wstała na cztery łapki i podreptała do rogu łóżka, bojąc się już z niego zeskoczyć. W końcu dla niej wydawało się jeszcze ogromne. Chwyciłam ją na ręce, na co zagreagowała merdającym ogonkiem. Była taka szczęśliwa i o dziwo grzeczna, odkąd ją przyprowadziłam do mojego mieszkania.
Wyszłam z nią na korytarz i gdy już byłam przy kuchni puściłam ją na ziemię, a ona pobiegła prosto do odpowiedniego pomieszczenia. Od razu zaczęła skakać przy nodze zdezorientowanego Junmyeona, co wyglądało przekomicznie.
— Chciałeś powiększyć jak najszybciej naszą rodzinę i marzyłeś kiedyś o psie tej rasy, więc spełniłam chyba twoje oczekiwania? — zapytałam go zadowolona z siebie, on zaś z wielkim uśmiechem na ustach przykucnął do zwierzaka i zaczął go pieścić. Chyba byłam teraz na zagrożonej pozycji.
— Nie wierzę, że to zrobiłaś. Mówiłaś, że zgodzisz się tylko na kota... — powiedział zaskoczony spoglądając na mnie, a ja zachichotałam na to.
— Tak się tylko przekomarzałam z tobą. Sama chciałam zawsze mieć psa. — stwierdziłam i przyłączyłam się do rozpieszczania naszego wspólnego członka rodziny.

***

Po naszej wspólnej kolacji wigilijnej, zamierzałam od razu zanieść naczynia do zlewu i wszystko ogarnąć. Nie było mi to jednak dane, bo Junmyeon poprosił, bym usiadła na kanapie w salonie obok niego. Zrobiłam to posłusznie. Oczekiwałam na to co miał mi do powiedzenia i wiedziałam, że ciężko mu to przechodziło przez gardło, przez co zaczęłam tworzyć sobie czarne scenariusze w głowie. Zawsze tak miałam, gdy tylko ktoś wzbudził we mnie jakąś niepewność. A co jeśli on już się mną znudził? Wiele dla mnie już poświęcał, a ja czułam czasem, jakbym nie dawała mu wystarczająco dużo w zamian.
— Może być szósty czerwca? — wystrzelił nagle, a mnie zatkało. Nie wiedziałam, co miał na myśli. Co chciał zrobić w ten prawie już letni okres?
— Nie rozumiem — odparłam szczerze, a on najwidoczniej znowu się zbierał do wyjaśnień.
— Nasz ślub, czy może być szóstego? — Wtedy olśniło mnie.
Zawsze chciałam wziąć ślub w czerwcu. Nie wiedziałam tylko, skąd te nagłe zapytanie. Przecież mogliśmy to ustalić na spokojnie...
— Data jest mi obojętna — powiedziałam to pospiesznie, by nie pomyślał przypadkiem, że się choć trochę wahałam. Chciałam być jego żoną do śmierci i byłam tego w stu procentach pewna.
— W takim razie... Możemy już wszystko organizować i zapraszać ludzi... Widzisz, to mój prezent na święta. Swego czasu wygrałem na pewnej loterii i o niczym ci nie powiedziałem. Dałem na kilka miesięcy pieniądze na lokatę, by coś na tym jeszcze zarobić i chciałem właśnie w wigilię zrobić ci taki prezent, że możemy wziąć ślub. Teraz nie brzmi to tak pięknie, jak brzmiało w mojej głowie, gdy sobie to układałem...
Zaśmiałam się na to stwierdzenie. Był to także nerwowy śmiech. Nie wiedziałam jak odebrać to wszystko, bo czułam, jakbym śniła tego wieczoru. Miałam koło siebie ukochanego, a on oznajmiał mi, że już wkrótce mamy być małżeństwem. Rozpierało mnie szczęście, ale nie potrafiłam nawet tego okazać, bo byłam za bardzo zaskoczona. Wtedy coś we mnie pękło i zaczęłam płakać, a on trochę się przestraszył, bo widać było to po jego oczach. Pięknych oczywiście.
— Kocham cię Kim Junmyeonie — wyszeptałam, a następnie wpiłam się namiętnie w jego rozdziawione usta. Pewnie nie wiedział, jak ma na mnie reagować. Nic dziwnego, byłam w tamtym momencie rozemocjonowana.
Nasz pocałunek szybko został przez niego pogłębiony i zmieniony w bardzo namiętny. Jego dłoń dotknęła moich pleców i zaczął je nią gładzić, co wywołało u mnie przyjemne dreszcze. Niespodziewanie jego usta oderwały się od moich i przybliżył je do mojego ucha.
— Ja też cię kocham, tylko, że ja mocniej moja droga.
Jego głos wywołał u mnie mrowienie przy narządzie słuchu, które były jednym z moich wrażliwych punktów. Chciałam z nim się już kłócić, że to ja jestem tą, która kocha mocniej, lecz on szybko zamknął moje usta kolejnym pocałunkiem, a potem jeszcze następnym i następnym.... Nie wiem ile tak trwaliśmy. Jak to mawiają, szczęśliwi czasu nie liczą, więc i my nie liczyliśmy. Byliśmy w tamtym momencie tak spełnieni, że nie interesowało nas całe otoczenie. Nie ważna dla nas była także godzina, czy to, że naczynia same się nie pomyją. Liczyliśmy się tylko my w te święta.


Wiem, że trochę słabo to wyszło… Mimo to, mam nadzieję, że choć trochę sie spodoba ten shot. ;-; Bardzo chciałabym by dla ciebie wyszedł jak najlepiej, bo jestem strasznie ci wdzięczna za docenianie moich wypocin i kocham to jak ty piszesz, ale no… ;-;

I tak wgl… Wesołych i Suhych Świąt :D

poniedziałek, 20 lutego 2017

Miłosny scenariusz - Rozdział 20

Zapraszam do czytania, komentowania, a właściwa notka będzie na dole. :D


Miłosny scenariusz
Rozdział 20

*Kyurin*

        Rozpakowywałam rzeczy z kartonów do nowego mieszkania. Były w nich przedmioty, które przywiozła mi mama, a które musiałam zostawić wcześniej, jak śpieszyłam się, by wynieść się z domu rodziców. Miał mi pomóc w tym wszystkim Junmyeon, ale spóźniał się, bo pewnie przedłużyli mu trening. Przyzwyczajałam się do myśli, że często będziemy na siebie czekać dłużej niż się umawialiśmy. Dlatego też zaczęłam bez niego, bo nie miałam pojęcia ile mu się przedłuży to wszystko.
        Wtedy usłyszałam, jak ktoś wchodzi przez drzwi wejściowe. Zostawiłam je specjalnie dla niego otwarte i on o tym wiedział. Uśmiechnął się do mnie swoim zabójczym uśmiechem. Podeszłam go przywitać i złożyłam na jego ustach w tym celu krótki pocałunek.
- Zaczęłaś beze mnie? - Zaskoczył się.
- Musiałam. Nie miałam pojęcia ile jeszcze mam na ciebie czekać. - Odpowiedziałam spokojnie, by nawet na chwilę nie pomyślał, że miałam do niego jakieś pretensje.
- Już trudno. Muszę nacieszyć się tym co zostało.
        Junmyeon bardzo się uparł, że chce zobaczyć wszystkie moje rupiecie. Uważał, że dzięki nim jeszcze więcej się o mnie dowie i w jakiś sposób mnie pozna bliżej. Nie wiedziałam, czy rzeczywiście coś mu w tym pomoże, bo nie byłam zwolennikiem kolekcjonowania jakiś dziwnych pamiątek i temu podobnych rzeczy.
        Jakie było moje zdziwienie, kiedy w jednym z kartonów znalazłam dobrze znany mi rysunek. Za każdym razem jak go widziałam, chciało mi się płakać. Nie pamiętam kiedy go stworzyłam. Wiedziałam jedynie, że była na nim moja prawdziwa matka i moi obecni rodzice. Napisałam też na nim "Kocham całą rodzinkę". To tak bolało. Byłam mała i wiele nie rozumiałam.
- Czemu narysowałaś tu dwie kobiety? - Przeraziłam się jego słowami, bo nie zorientowałam się, kiedy pojawił się koło mnie.
- To moja prawdziwa matka. - Wskazałam na postać, które włosy były pokolorowane żółtą kredką.
- Jak to się stało, że z nią nie mieszkasz? - Wiedziałam, że kiedyś nastąpi ten moment, kiedy będzie chciał się tego dowiedzieć.
        Zaczęłam się zastanawiać, czy mu opowiedzieć wszystko. Był kimś dla mnie ważnym. Jednak, mało komu opowiadałam swoją przeszłość, ponieważ dawno zostawiłam ją za sobą. W końcu niewiele też z niej pamiętałam.
- Jestem córką prostytutki. - Oznajmiłam prosto z mostu, przez co spojrzał na mnie zaskoczony, a ja wcale mu się nie dziwiłam. - Wiesz, ona nie była złą kobietą. Jako małe dziecko nie widziałam, by było coś z nią nie tak. Po prostu często gościła mężczyzn. Tyle o problemie wiedziałam. W pewnym momencie podobno ktoś zgłosił to na policję. Podejrzenia padły na plotkarską sąsiadkę. Zabrali mnie matce, bo według nich niszczyłam sobie dzieciństwo widząc co moja matka czyni. Tylko, że ona była dyskretna. Ja wcale nie widziałam nic. Zostały odebrane jej prawa do mnie. Stwierdzili, że nie nadaje się na rodzica. Płakałam w domu dziecka często, aż pojawili się oni i zabrali mnie do siebie. Od razu nazywałam ich mamą i tatą jak mnie poprosili i zaczęłam się przyzwyczajać do myśli, że oni nimi teraz będą.  Z czasem jednak coraz częściej prosiłam o spotkanie z mamusią. Zgodzili się. Pozwolili jej się ze mną widywać. Opowiedziała im, że chciała porzucić to co robiła, ale przez to, że dużo zarabiała na tym, a to jedyne co jej się udawało, nie potrafiła. Nie chciała mnie nigdy krzywdzić. Pewnego dnia już nie przyszła na umówioną godzinę. Więcej się nie zjawiła. Znikła bez słowa.
        Słuchał mnie uważnie, nie zadawał pytań. Byłam mu wdzięczna. Chciałam mu wszystko opowiedzieć i mieć to z głowy. Bolała mnie bardoz moja przeszłość.
- Po jakimś czasie, chyba dwóch latach pojawiła się znowu. Moja obecna matka wygarnęła jej, jak może tak nagle się zjawiać, po tym jak zniknęła bez słowa i mnie zraniła. Zakazała jej się więcej pojawiać w moim życiu. Wtedy ta wybuchła i powiedziała, że wcale nigdy nie chciała mnie. Że zajmowała się mną z litości. Starała się, bym nie miała zniszczonego przez nią życia, ale nawet mnie nie kochała. Cieszyła się z tego zakazu. Przynajmniej dostała usprawiedliwienie na to, że przestanie się mną interesować. Potem wyszła, a ja płakałam… Wszystko słyszałam, bo uchyliłam wtedy drzwi mojego pokoju. Jako dziecko nie mogłam tego zrozumieć i byłam załamana. Teraz tylko się zastanawiam, czy było tak naprawdę, czy powiedziała to w przypływie furii. I czemu znikła? Miała problemy?
Poczułam na moich policzkach łzy, a obiecałam sobie, że nie będę płakać z tego powodu już nigdy. Za każdym razem to łamałam. W końcu czułam się taka niechciana przez moją rodzicielkę całe życie. Choć nowi rodzice starali się jak mogli mi ją zastąpić, to ja bałam się często, że przyjdzie dzień, że i oni się odwrócą. Doczekałam się w połowie tego. Ojciec nie chciał chyba mnie już znać.
Wtedy na moim licu pojawiła się jego dłoń. Ścierał kciukiem moje łzy nie pierwszy raz. Dotknęłam jego ręki i pogładziłam. Tak wiele mu zawdzięczałam. Tyle już przeszliśmy i jeszcze pewnie razem przejdziemy. Mogłam być wdzięczna losowi, że to z nim grałam w tej dramie.
Zbliżył się do mnie. Wtopił delikatnie w moje usta. Chciałam tego. To był subtelny pocałunek, wypełniony po brzegi naszą miłością.

*Junmyeon*

        Opierałem się właśnie o barierkę mostku, nad jednym z Seulskich stawów. Obok mnie w podobnej pozycji była moja Kyurin. Moja. Mogłem to mówić już bez problemu. Przyglądałem się jej. Patrzyła w przestrzeń przed sobą. Jej mimika wyrażała spokój i odprężenie. Miała taką bladą skórę na twarzy. Taka chyba już była jej natura.
        Wzięła w rękę bułkę, którą ze sobą przyniosła. Zaczęła ją kruszyć i rzucać do kaczek. Pełno zleciało się w miejsce w którym pojawiały się okruchy. Ona za to uśmiechała się przy tym tak pięknie. Miałem ochotę uwiecznić ten uśmiech. Wyjąłem powoli telefon z kieszeni. Skierowałem na nią. Stała bokiem do mnie, więc nie była skupiona na tym, co ja robiłem. Wtedy udało mi się. Zdjęcie wyszło cudownie. Ona jednak przy tym zrozumiała co zrobiłem.
- Yah! Chcesz zginąć? – Oburzyła się. – Czemu robisz mi po kryjomu zdjęcia?
- Tak ładnie się uśmiechałaś. – Zacząłem moje tłumaczenie. – Wręcz musiałem no. Mam teraz nową wspaniałą tapetę. – Dodałem przepełniony wielką radością.
- Nie lubię zdjęć z ukrycia. Nie wychodzę na nich najlepiej. – Mówiła to już spokojniej, ale nadal jakby troszkę zła.
        Stwierdziłem, że trzeba ją jakoś udobruchać. Podszedłem do niej i objąłem ją od tyłu. Poczułem jak drgnęła na to. Podobały mi się jej takie reakcje. Złożyłem całusa na jej szyi i mogłem po tym dostrzec ciarki, które ją przeszły.
- Posłuchaj. – Szeptałem jej do ucha. – Kocham cię. Dla mnie jesteś najpiękniejszą osobą chodzącą po tej planecie i nie obchodzi mnie twoje zdanie na ten temat.
        Chyba nie wiedziała co odpowiedzieć, bo chwilę staliśmy tak w milczeniu. Mi to wcale nie przeszkadzało. Mogłem z nią tak spędzać całe dnie. Kochałem ją przytulać, dotykać, być blisko niej. Pragnąłem, by mieć taką możliwość już zawsze. Nie chciałbym, by ktokolwiek nas rozdzielił. Byłem gotowy, że momentami będzie ciężko ze względu na nasze kariery, ale nie zamierzałem się nigdy poddać.  

*Kyurin*

        Przechodziłam korytarzem wytwórni, w ręku miałam scenariusz do jednej z dram w których grałam. Szłam na spotkanie z moją menadżer, by uzgodnić kilka kwestii. Zostałam zatrzymana niespodziewanie, chwycona przez kogoś za rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego szeroko Luhana, co mnie od razu uspokoiło, bo szczerze się przestraszyłam.
- Mogę zająć ci chwilę? – Zapytał grzecznie.
        Przytaknęłam. Usiedliśmy na jednej z ławek. Czekałam, aż on coś powie. W końcu to on mnie zaczepił. Nie miałam pojęcia, o co mogło mu chodzić. Ostatnio często odwiedzałam dorm Exo, gdzie czułam się bardzo dobrze, tylko on jakoś mało ze mną rozmawiał.
- Wiesz, ja chciałem cię przeprosić. – Zaczął, a ja nie rozumiałam, co miał na myśli. – Widzisz… Ja kilka razy wam niepotrzebnie coś powiedziałem. Najpierw prosiłem ciebie byś była stanowcza względem naszego lidera, a potem to ja zachwiałem jego pewność. Radziłem, by nie kazał ci dołączać do wytwórni. Miałem wtedy ciężki okres. Dość tego wykorzystywania. Podupadałem. Poniosło mnie. Nie chciałem dla was źle. Ja nie powinienem był tak mówić.
- Posłuchaj teraz ty. – Wtrąciłam się. – To już przeszłość. Jak widzisz przetrwaliśmy wszystko. Nic co powiedziałeś nie narobiło zamieszania. Po prostu dużo się wydarzyło, lecz nic z twojej winy. Nasz związek musiał przejść przez kilka prób i już jest dobrze i nie masz o co się obwiniać. – Podsumowałam wszystko szczerze, na co on się szeroko znowu uśmiechnął.
- Dziękuję ci za te słowa. Ulżyło mi. – Dodał już ewidentnie w lepszym humorze. – A jak ci się powodzi u nas? Słyszałem, że nagrywasz dwie dramy jednocześnie. Nie jest ci za ciężko? – Mówił takim przejętym głosem.
Luhan był cudownym przyjacielem dla kolegów z zespołu i roztaczał taką aurę dla wszystkich ludzi. Zauważyłam to już po pierwszej konwersacji z nim. Widać było też ostatnio po nim, że coś go niepokoiło i próbował to dobrze ukryć. Na szczęście chyba było już z nim lepiej.

*Junmyeon*

- No to gdzie masz scenariusz? – Zapytałem Kyu, a ta wskazała mi na stolik w jej salonie.
        Zasiadłem więc na kanapie przy nim i wziąłem do ręki gruby plik kartek. Otworzyłem je tam, gdzie była założona karteczka samoprzylepna z datą tego dnia. Na niej była scena, którą chciała przećwiczyć ze mną. Byłem ciekaw co w niej jest i zacząłem ją czytać w myślach. Ona usiadła w tym czasie koło mnie stawiając dwa kubki z ciepłą herbatą. Kiwnąłem jej na podziękowanie i wróciłem do przeglądania tekstu.
        Wyszczerzyłem oczy w pewnym momencie. Scena kończyła się pocałunkiem. Nie spodobało mi się to. Nie mogłem jednak dać tego po sobie poznać. Zazdrość to wróg wszystkich związków. Nie zamierzałem się poddać temu uczuciu. Mimo to, myśl, że jakiś inny mężczyzna i na dodatek przystojny będzie z nią nagrywał tę scenę nie dawała mi spokoju. Bałem się, że ona zauważy, że coś jest ze mną nie tak.
- To co? Ćwiczymy? – Wybudziła mnie tym z moich chorych przemyśleń.
        Tak więc zacząłem czytać jej kwestie, które powinny być wypowiadane przez drugiego aktora. Ona bardzo się wczuwała w każdą wypowiedź. Szło jej świetnie, ja za to czytałem te kwestie niepewnie. Cały czas się stresowałem. Kiedy byliśmy przy końcu sceny nie wytrzymałem. Wręcz rzuciłem się na nią z pocałunkiem. Robiłem to natarczywie. Jak nie ja. Ona za to poddała się temu bez problemu. Pewnie nie rozumiała mojego zachowania, ale spodobało jej się to. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, oboje ciężko oddychaliśmy, bo trochę trwała ta nasza przyjemność.
- Dlaczego tak nagle? – Zapytała mnie zaskoczona, a ja nie mogłem się napatrzeć na jej oczy.
- Zapamiętaj proszę mój pocałunek i jak będziecie dziś kręcić tę scenę, nawet na chwilę nie myśl o tym aktorze w nieodpowiedni sposób. – Na te słowa ona wybuchła śmiechem, co mnie trochę zawstydziło. Znowu wyszedłem na ciapę.
- Jesteś zazdrosny kochanie? – Zapytała ironicznie. – Przecież wiesz, że aktorzy tylko udają pocałunki, nie są one prawdziwe. Na dodatek… Jak może mi się spodobać ktoś inny? Pomyśl troszkę. – Mówiła to z ewidentnym rozbawieniem, a ja czułem się zażenowany swoim zachowaniem.
        Miała czystą rację. Aktorzy nie całowali się nawet naprawdę. Jednak to chyba był taki normalny odruch. W telewizji ma to wyglądać, jakby ona kochała tamtą postać, a nie mnie.. O czym ja myślałem? Skarciłem się w myślach za to co mi przez nie przeszło.




    Po pierwsze przepraszam, że nie ma tradycyjnie bonusu do dwudziestego rozdziału, bo rozdział sam w sobie jest pewnym bonusem.


No i mamy zakończenie. Trochę się wahałam nad zrobieniem sad endingu, ale nie potrafiłam. Musiałam wszystko naprostować. :D Za delikatna jestem. :D Opowiadanie miało być krótsze, ale jakoś nie zmieściłam, bo pojawiły się nowe pomysły na akcję. :D Niby mogłam zakończyć to w poprzednim rozdziale, ale skoro dwadzieścia jest okrągłą liczbą, ładniej to wygląda i miałam ochotę na pokazanie kilku lekkich scen z nimi po tylu dramatach. :D I jak podobało się wam to opowiadanie?

Chcę serdecznie podziękować każdemu kto je czytał. Wylałam tu wiele swoich emocji. Wy dodawaliście mi ich bardzo dużo swoimi komentarzami. Strasznie chciałam też nim przyciągnąć ludzi do kochania Suho, bo on na to zasługuje.

Polecam jego stację, która skradła moje serce i ja widzę w tym teledysku rzeczy powiązane z moim opowiadaniem, ale to taka moja chora głowa. :D


Przy okazji zareklamuje, że za tydzień rusza opowiadanie “Miłość: Level Up!” z Chanyeolem w roli głównej. :D Mam nadzieję, że także wzbudzi ono czyjeś zainteresowanie. ;D

wtorek, 14 lutego 2017

Miłosny scenariusz: Rozdział 19

Notkę napiszę na dole, bo związana z fabułą. Miłego czytania. :)

Miłosny scenariusz
Rozdział 19

*Kyurin*

        Siedziałam obok Junmyeona. Płakałam, bo opowiedziałam mu co wydarzyło się w sklepie. Po prostu musiałam się wygadać, a on był wtedy jedyną osobą przy mnie. Pocieszał mnie. Mówił, że ten idiota nie wiedział co mówi i był zaślepiony kłamstwem gazety. Gładził moje plecy, przytulając, przez co poczułam się bezpiecznie przy nim. Zawsze potrafił we mnie obudzić takie poczucie.
- Ja przyszedłem w związanej z tym sprawie. - Zaczął mówić delikatnie, jakby bał się poruszyć temat.
- Słucham więc. - Odpowiedziałam, ocierając moje łzy z policzków.
- Najpierw chcę wiedzieć ile pamiętasz z imprezy. - Mogłam się założyć, że po tych słowach przełknął głośno ślinę z nerwów. Czym tak się stresował? Aż tak nabroiłam?
- Nic. Znaczy się pamiętam wszystko nim Jooseung wyszedł. - Mówiłam niepewnie, cały czas obawiając się co zrobiłam.
- Więc nie powiem ci wszystkiego. - Wraz z tymi słowami na jego twarzy ukazał się uśmiech. - Nie zrobiłaś nic złego. Ja tak uważam i dużo mi powiedziałaś. To wszystko. I tak wolę to usłyszeć na trzeźwo, więc nie wspominajmy o tym. - Mimo to, zaniepokoiłam się, czy czasem nie wyznałam mu uczuć, bo tak mi to zabrzmiało.
- Dobrze. Nie mówmy o tym. - Postanowiłam, że jednak wolę przejść do tej poważniejszej sprawy.
- Gadałem dzisiaj z menadżerem. Powiedział, że jest możliwość odkręcenia wszystkiego, jeżeli jeszcze zdecydujesz się na wcześniejszą propozycję. Tym razem przyszedłem się skonsultować z tobą.
        Byłam szczęśliwa, że starał się coś z tym zrobić. Mógł rozwścieczyć swojego menadżera takim zachowaniem, ale on ryzykował dla mnie. Byłam mu wdzięczna i wiedziałam, że nie powinnam się tym razem wahać.
- Dobrze. Zrobię to. - Odpowiedziałam szybko, by nie zdążyć się rozmyślić.
- Na pewno? Mogę... - Przerwałam mu kładąc palec na jego ustach, przez to, że on go nimi dotknął, poczułam jak moje policzki stają się czerwone.
        Nie wiem, kto z nas bardziej nie wytrzymał i kto pierwszy zainicjował pocałunek. To było coś co musiało się wydarzyć, by roztopić niewidzialną barierę między nami. Towarzyszyło nam straszne napięcie spowodowane ostatnimi wydarzeniami i ten gest je rozładował. Kiedy odsunęliśmy się od siebie troszkę, on uśmiechnął się do mnie tak anielsko, że prawie mi nogi zamieniły się w watę. Musiałam wykorzystać sytuację.
- Kocham cię i dlatego chcę być blisko ciebie, nie ważne jakim kosztem. Nie robię tego dla ciebie, tylko dla siebie. - Stwierdziłam, że takie wyjaśnienie mu powinno wszystko wyklarować.
        Nie wierzyłam, że udało mi się to tak odważnie powiedzieć. Widocznie to dlatego, że byłam pewna tego co czuję. On patrzył na mnie swoimi oczami tak głęboko. Pewnie też się dziwił, że to tak po prostu powiedziałam. Nie byłam pewna, czy wyznałam mu uczucia dzień wcześniej, ale teraz miałam potrzebę powiedzieć to jeszcze raz, bo chciałam to pamiętać. Warto było.

*Junmyeon*

        Siedzieliśmy w gabinecie mojego menadżera. Stresowałem się okropnie. Bałem się, że coś pójdzie nie tak. Kyurin podjęła decyzję bardzo szybko, lecz równie szybko coś mogło ją zachwiać. Warunki kontraktu nie były nam jeszcze znane, ani też inne aspekty. Menadżer wlepiał w nas poważny wzrok.
- Czyli jednak po tym całym zamieszaniu, zgłosiłaś się do nas? - Zapytał kpiąco. Pewnie w duchu był z siebie dumny, że dopiął swego.
- Mam tylko nadzieję, że nie jesteście tak złą wytwórnią, jak o was się mówi.  - Powiedziała do niego oschle, a mi podobało się jej odważne zachowanie.
- Nie wiem co jest według ciebie w naszej firmie złe, więc zostawię ci to do ocenienia później. Teraz zadam kilka pytań. Po pierwsze. Masz jakiś talent poza aktorstwem? Śpiew na przykład? - Zapytał niespodziewanie. Wiedziałem, że Kyurin nie jest w tym za dobra.
- Nie. Nie potrafię śpiewać. - Spuściła wzrok na te słowa.
- Trudno. Po prostu jakbyś mogła być także naszą solistką, albo od czasu do czasu zaśpiewać coś do dram, to było by jeszcze lepiej. Dobrze, w takim razie udam się do dyrekcji wszystko uzgodnić. Prawdopodobnie wrócę z kontraktem do podpisania, więc prosiłbym byście zaczekali.
        Po tych słowach opuścił gabinet. Wtedy dopiero zauważyłem, że Kyurin ściska mocno piąstki na swoich kolanach. Chwyciłem jedną z nich, przez co spojrzała na mnie zaskoczona, pewnie bardzo się stresowała. Nic dziwnego. Właśnie decydowała o powierzeniu swojej kariery największej wytwórni w Seulu na najbliższe kilka lat. Pamiętałem do dziś, jak ja czułem się podpisując  w tym miejscu swój pierwszy kontrakt. Wtedy nikt nie siedział obok mnie.
- Nie stresuj się tak. Dokładnie przejrzę z tobą warunki. Wiem na co zwrócić uwagę. - Zacząłem ją uspokajać, dzięki czemu jej kąciki ust się uniosły.
        Byłem gotów zrobić dla niej wiele. Cieszyłem się częściowo, że miała od tamtej chwili być blisko mnie i mogliśmy zacząć się wkrótce spotykać jawnie. Mimo to, miałem wiele obaw. Wiedziałem, że działy się w tej wytwórni różne rzeczy. Widziałem też nie raz, jak wiele par w showbiznesie rozpadało się zaraz po wyjawieniu ich sekretu. Fani także potrafili zajść za skórę. Wierzyłem, że przezwyciężymy to wszystko.
        Po jakiejś pół godzinie wreszcie wrócił mój menadżer. Miał uśmiech na twarzy, więc wszystko poszło pewnie po jego myśli. Poczułem jak Kyurin zadrżała, bo nadal trzymałem ją. Przycisnąłem jej delikatnie tę dłoń, by poczuła, że jestem przy niej.
- Ustaliliśmy, że sprostujemy to tłumacząc jako czyste nieporozumienie. Kyurin już dawno miała dołączyć do SM, ale cały czas podejmowała decyzję. Twoje uczucie do niego nie miało na to wpływu, jaki i to nie ty wyszłaś z inicjatywą, więc nie ma mowy o poderwaniu dla kariery. Nadmienimy także, że to przecież nie inna gwiazda decyduje o dołączeniu kogoś do wytwórni, a przełożeni. Więc nawet jakby Junmyeon się za tobą wstawiał, nic by to nie dało. Możliwe, że dodana będzie informacja, iż swoją pierwszą rolę otrzymałaś tylko i wyłącznie dzięki talentowi, a nie urokowi. Wystarczy?
- Oczywiście. - Przytaknęła już z widoczną ulgą.
- Co do kontraktu, oto i on. - Mówiąc to położył przed nią plik papierów. - Pełno w nim chorych oświadczeń i tym podobnych. Musisz wszystko podpisać. Dam ci zaraz czas na zapoznanie się z nim.  Jutro za to, poznasz swoją menedżerkę. Wiem jedynie, że będzie nią kobieta. Prosiłbym więc, byś spotkała się z nią około godziny dziesiątej.  - Na wszystko odpowiadała kiwnięciem głowy. - Jeszcze jedna kwestia. Mieszkanie. Do tej pory dzieliłaś je z innym aktorem. Nie możemy na takie coś pozwolić. Na szczęście zostało nam małe puste mieszkanko na przydzielenie jakiejś gwieździe, więc póki co je otrzymasz. Możesz się z niego wyprowadzić, jak zarobisz na coś swojego, bo aktorzy nie muszą mieszkać w dormach.  To chyba tyle. Jakieś pytania?
        Zapadła chwila ciszy. Pewnie Kyurin nie wiedziała o co mogłaby zapytać. Ja także nie miałem pomysłu. Wydawało się mi wszystko jasne i klarowne. Z racji tego, że o nic nie dopytaliśmy, menadżer znowu chwilowo wyszedł, byśmy mogli poczytać kontrakt. Nie widziałem w nim zbyt wielu kruczków. Wszystko to było wiadome każdemu idolowi. Myślałem, że bez problemu mogła to podpisać. Zapytała mnie o kilka niezrozumiałych dla niej punktów, a po wyjaśnieniu jej ich zobaczyłem, że zaczyna podpisywać dokumenty i wpisywać w nie swoje dane.  Odetchnąłem, bo wszystko szło ewidentnie ku lepszemu.

*Kyurin*

        Zaraz po podpisaniu mojego kontraktu wyszła informacja o tym, plus sprostowanie plotek, które obiecała mi wytwórnia. Czytałam cały wieczór opinie ludzi na ten temat. Były podzielone. Ale już bardziej na zwolenników mojego związku z Junmyeonem i tych, którzy z zazdrości pisali jakieś bzdury na nasz temat. Nie brzmiało już jednak to tak źle. Byłam szczęśliwa, że udało się to tak rozwiązać.
        Szłam właśnie na spotkanie z moją menedżerką. Trochę się jeszcze stresowałam. W końcu nie wiedziałam, jaką może być osobą. Nie mogłam się nastawić na nic. Na szczęście szybko trafiłam pod jej gabinet, gdzie ona już czekała. Zobaczyłam siedzącą za swoim biurkiem młodą kobietę z szczerym uśmiechem na ustach. Coś czułam, że nie mogła być zła. Zasiadłam naprzeciwko niej, wcześniej grzecznie się witając.
- W takim razie Kyurin od dzisiaj zaczynasz ze mną współpracę. Będę przekazywać ci propozycję grania w dramach, jak i występów w radiach, programach rozrywkowych i tym podobnych. W końcu będziesz u nas kreowana na gwiazdę. Ludzie będą chcieli cię poznać.  – Zaczynała mi tłumaczenie, początkowo takie coś by mnie przeraziło, a tego dnia byłam na to gotowa.
- Rozumiem. – Odpowiedziałam posłusznie.
- Dodatkowo będziesz dostawała lekcję zachowania wśród fanów. Szkolenie językowe też cię czeka.
Najchętniej wywinęłabym się z tego, bo to jak powrót do szkoły, ale stwierdziłam, że dam radę. Słuchałam kolejnych punktów omawianych przez panią menadżer. Nie wiedziałam ile czasu mijało, bo mi się on strasznie dłużył. Przez chwilę  nawet pomyślałam, że może ja się do tego wszystkiego nie nadaję. Po jakimś czasie jednak coś zmieniło moje zdanie. Hayeon, bo tak się zwała ta kobieta, zaczęła mówić mi o tym co było dobre w mojej grze i czemu zwróciłam swoją uwagę innych. Byłam zachwycona z tych wszystkich pochwał. Przypomniałam sobie, jak marzyłam o takim graniu w filmach, wczuwaniu się w postaci, które musiałam odzwierciedlić dla widzów. Przestałam żałować i stwierdziłam, że zacznę się do wszystkiego porządnie przykładać, by być jeszcze lepsza.
Kiedy wychodziłam z jej pokoju byłam już spokojniejsza. Wiedziałam, że dobrze będzie mi się z nią współpracować. Na dodatek nie czułam, by obarczała mnie rzeczami niemożliwymi do wykonaniu. Moje serce uradowało się jeszcze bardziej, gdy ujrzałam jego. Junmyeon szedł w moją stronę. Był uśmiechnięty od ucha do ucha, a co najdziwniejsze miał zmieniony kolor włosów. Kiedy już stał przy mnie dotknęłam ich i je mu roztrzepałam. Był blondynem. Jak ja miałam do tego przywyknąć?
- Co oni ci zrobili? – Powiedziałam do niego, jakby z pretensją w głosie.
- Przefarbowali. - Jego ton głosu mówił sam za siebie, był zdziwiony. – Nie podoba ci się?
- To nie tak. Po prostu… Dziwnie teraz mi na ciebie patrzeć. – Stwierdziłam szczerze.
- Przywykniesz. – Dodał pewien siebie. – A wiesz, co to oznacza, że zmieniłem kolor? – Zapytał nagle, zbijając mnie z tropu.
- Hm… Bo zakończyłeś nagrania do dramy i teraz możesz szaleć? – Wiedziałam, że to nie było to, ale nie miałam żadnych pomysłów.
- Nie. Będę miał comeback. - Cała radość z niego prysła. To dlatego, że nie zrozumiałam od początku? – Nie istotne. – Uśmiechnął się ponownie. – Niestety oznacza też to, że więcej będę siedział w wytwórni. Będziemy dużo ćwiczyć. - Teraz zaczął udawać smutną minkę, jak to robiły takie głupiutkie dziewczyny, mimo to, w jego wykonaniu było to przezabawne, że mało co, a nie opanowałabym śmiechu.
- Spokojnie, ja też będę pewnie dużo przesiadywać w wytwórni. Będziemy się przynajmniej tutaj widzieć. To i tak wiele. Inni mają gorzej. - Pocieszałam go.
- Masz rację. A wiem co chciałem ci jeszcze powiedzieć. Za to, że nie chcesz nazywać mnie Oppa...
- Naprawdę do tego wracasz? - Oburzyłam się, że odkurzył temat z początków naszej znajomości, bo szczerze bałam się, co wymyślił.
- Daj mi dokończyć. Chcę byś od czasu do czasu zrobiła mi lunch. - Wytrzeszczyłam na niego oczy. - Cokolwiek będziesz robić, pewnie będzie mi smakować. Nie jestem wybredny, a jak to będzie od ciebie, będzie wyjątkowe.
- Kiedyś to wymyślił?
- Tak jakoś przed chwilą. Zanim do ciebie przyszedłem. Wiesz ile się nad tym głowiłem? - Mówił to z takim przejęciem. Jak ja bym chciała żebyśmy już zawsze mieli takie problemy.


Nie to jeszcze nie koniec. :D Jak widzicie wszystko niby się układa, więc jestem ciekawa waszej opinii. I jesteście gotowi na koniec już wkrótce? :D
Mogę jeszcze dodać, że kolejne opowiadanie po tym, będzie o Chanyeolu. Będzie ono jeszcze krótsze chyba od tego. Ale to jeszcze się zobaczy w praniu. :)



PS. Czy ten gif nie jest przeuroczy? :D