niedziela, 26 czerwca 2016

Kiedy dorosnę: Rozdział 17



Kolejny rozdział dla was. Wiem, że już późno, lecz nie było mnie przez weekend, a bardzo chciałam wyrobić się na dziś i to mi się na szczęście udało. Kocham każdego kto to czyta i liczę na komentarze. :D

Kiedy dorosnę?
Rozdział 17






*Yurin*

           Tamte spotkanie chyba zapamiętam do końca życia. Chodziliśmy trzymając się za ręce, przytulał mnie co jakiś czas, co powodowało bardzo przyjemne uczucia u mnie. Miałam tego dnia ochotę na skakanie ze szczęścia. Nie robiliśmy nic konkretnego, ale jego bliskość zdecydowanie mi wystarczała. Kilka całusów w policzek przyprawiło mi rumieńców. Czułam się tak bardzo kochana.
           Nasz spacer powoli dobiegał końca, co bardzo mnie zasmucało. Chciałam z nim spędzić, jak najwięcej czasu. Wiedziałam, że  w tygodniu będzie nagrywał wieczorami, to jedynie weekendy nam zostaną na spotkania. Wydawało mi się, że to będzie za mało.
           Dopiero pod moim domem przypomniałam sobie, że miałam zamiar wypytać go, czemu ostatnio mnie nie pocałował. Zastanawiało mnie to strasznie. A po tak pięknie spędzonym czasie, nie miałam pojęcia, czy powinnam była to poruszać. Mimo to, nurtowało mnie to bardzo. W końcu wiem, że mu na mnie zależy, więc czemu tak się zachował. Miałam nieświeży oddech, czy jak?
           Raz kozie śmierć. Postanowiłam zaryzykować.
- Mogę cię zapytać o nasze ostatnie spotkanie?
           Spojrzał na mnie zaskoczony. Zaczął drapać się w tył głowy. Czy on się zmieszał?
- Słucham. – Wykrztusił.
- Jak się żegnaliśmy, to pewnie zauważyłeś, co chciałam zrobić… - Zaczęłam, licząc, że pomoże mi dokończyć moje stwierdzenie, a on milczał. – Zamierzałam cię pocałować. Prawda?
- No tak…
- A ty nie zrobiłeś nic. Coś było nie tak?
           Zaczął się rozglądać, jakby szukając odpowiedzi. Unikał mojego wzroku, a ja w napięciu czekałam wyjaśnienie.
- Wszystko było dobrze. – Zaczął. – Po prostu… Widziałem cień twojego taty i wiedziałem, że zaraz wyjdzie…
- Przestań. – Przerwałam mu, bo widać było po nim jak zmyśla. – Skoro nie potrafisz powiedzieć prawdy, powinniśmy dać sobie spokój. Wolę szczere osoby. – Nie wiedziałam co we mnie nagle wstąpiło. – Przemyśl to i odezwij się, jak sobie przypomnisz, dlaczego tak wyszło, a nie inaczej. Dziś było pięknie. Ale ja potrzebuję szczerego faceta z samym sobą.
           Po tym wybuchu moich emocji miałam ochotę szybkim krokiem ruszyć przed siebie. On mnie zatrzymał, łapiąc za nadgarstek. Przyciągnął do siebie i wtulił w swoje ramiona. Poczułam jakąś ulgę, nie wiadomo dlaczego i dreszcze, kiedy jego głos był tak blisko mojego ucha.
- Posłuchaj. Przepraszam. Nie złość się już na mnie. Tak naprawdę, to ja nie wiem, czemu wtedy stałem. Ja sam tego nie rozumiem. Głupio mi było się do tego przyznać. Jednak masz racje, musimy być szczerzy, a mi mocno na tobie zależy Yurin.
- Tak lepiej. - Wyszeptałam wtulając się bardziej w niego.

*Bora*

           Sprzątałam kuchnię przed przyjściem Taerin i przygotowałam już małe przekąski. Lubiłyśmy jeść dużo rozmawiając. Szczególnie moja siostra, czasami wręcz wszystko pożerała. Inaczej się tego opisać nie da. Byłam szczęśliwa, że chce mnie odwiedzić, bo w końcu rzadko się teraz widywałyśmy. Martwiłam się, że to nieodpowiedni moment, lecz może i potrzebowałam tego. Chłopacy z Astro strasznie mnie wspierali w tych ciężkich chwilach, ale siostry to oni mi nie zastąpią.
           Gdy rozległ się dzwonek do drzwi podbiegłam w podskokach. Otworzyłam je szeroko i to co ujrzałam przerosło moje oczekiwania. Taerin nie była sama. Obok niej stał nie kto inny, jak nasz przyjaciel z dzieciństwa. Wołałyśmy go chudy Jin, bo naprawdę miał patyki zamiast kończyn. Jakże pozytywne wrażenie zrobiło na mnie pojawienie się go.
- Jin! Tyle czasu! – Wręcz krzyczałam wpuszczając ich.
- Ah tak, minęło sporo. Jestem szczęśliwy, że tak reagujesz na mój widok.
           Zaśmiałam się radośnie.
- Jak tu się urządziłaś… No ładnie. – Mówił rozglądając się po mieszkaniu.
- Nie jest moje. – Rzekłam tuląc siostrzyczkę na powitanie.
- Jak to?
- Ona je wynajmuje. – Wtrąciła Taerin porozumiewając się ze mną wzrokiem.
           Miała rację, nie powinnam każdemu rozpowiadać jak tu się znalazłam. Tym bardziej, że nie wiem jak bardzo mógł się zmienić nasz Jin. Obserwując go, można było rzec, że nawet nie dorósł. Zachowywał się jak mały dzieciaczek rozglądający się w nowym miejscu.
- To na ile wróciłeś?  - Zapytałam.
- Już na zawsze mała. – Wołał zawsze tak na mnie przez mój wzrost i lubił mnie tym denerwować.
- Świetnie. – Ucieszyłam się szczerze.
- Słyszałem, że zmieniasz na okrągło prace.
- Tak jakoś wyszło. Teraz już jestem jakiś czas w jednej.
- O i zamierzasz tam zostać?
           To pytanie tak troszkę mnie zaskoczyło. Otóż, nie miałam pojęcia, co odpowiedzieć. Nie myślałam o tym, lecz praca na portierni to nic przyszłościowego. Musiałam coś nowego znaleźć, tylko ostatnio nie myślałam o tym za bardzo. Za dobrze mi tam było. Blisko chłopaków i mogłam robić co chcę. Dopiero wtedy sobie uświadomiłam, jak przywiązałam się do tamtego miejsca.
- Raczej nie. – Wreszcie mu odpowiedziałam. – Pracuję na portierni dużej wytwórni. Dlatego, raczej to nie jest praca na stałe.
- Oj rozumiem. – Uśmiechnął się.

*Yooil*

Siedziałem tego wieczoru w barze popijając drinka z colą. Nie wiem, czemu przyszedłem tam. Rzadko to robiłem bez konkretnego powodu. Zazwyczaj takowym było moje załamanie, lub wypad z chłopakami. Tym razem odpadały obie opcje. Nie czułem się źle. Wiedziałem tylko, że chciałem bardzo wykonać jeden telefon. Do pewnej osoby poznanej ostatnio w mojej wytwórni. Jej imię brzęczało w mojej głowie, odkąd postanowiłem oprowadzić ją po tym, jakże zacnym budynku. Zawsze byłem śmiały względem kobiet. Byłem też pewny siebie, bo wiele z nich do mnie wzdychało, więc jedyne co mi przeszkadzało w umówieniu się z jakąś to, że wydawały się mi wszystkie takie same. Żadna z nich nie miała czegoś wyjątkowego. A nagle stało się inaczej. Ta kobieta sprawiła, że gubiłem język. Pierwszy raz byłem przerażony rozmową telefoniczną , choć także wyjątkowo, chciałem się naprawdę z nią spotkać. Możliwe, że właśnie to dziwne uczucie sprowadziło mnie do tego baru. Chciałem ośmielić się alkoholem i zaryzykować. Musiałem jednak pilnować się, by mieć nadal czysty umysł mimo promili, bo w końcu nie zamierzałem się zbłaźnić.
           Koniec końców, ani się obejrzałem, a wystukałem odpowiednie cyferki w ekran mojego przenośnego urządzenia do komunikacji. Kilka krótkich sygnałów dłużyło się niemiłosiernie. Oddychałem coraz ciężej. Już miałem zrezygnować, lecz usłyszałem ten anielski głos.
- Słucham?
- Ah witaj. Tu Yoo! Rozmawialiśmy w fantiago i dałaś mi swój numer, na moją prośbę.
- O, a już myślałam, że nie zadzwonisz. - Mówiła oburzona? Czekała na to?
- Myliłaś się. Byłem zapracowany, a chciałem poświęcić ci dużo czasu jak już zadzwonię. - Kłamanie szło mi wyśmienicie, bo przecież nie mogłem zdradzić, jak okropnie się krępowałem przed tą rozmową.
- Rozumiem to dokładnie, bo sama mam ostatnio tylko wieczory wolne.
           Zerknąłem na zegarek. Wskazówki pomogły mi potwierdzić moje przeczucie. Była 22. Idealna pora, na klubowanie w Korei.
- To może wykorzystajmy jeszcze ten wieczór? Co powiesz na spotkanie w Lagunie?
- Za ile?
- W każdej chwile, bo jestem w pobliżu.
- Cudownie. Już lecę. Też jestem niedaleko, tylko muszę poprosić taksówkarza o zmianę kursu. - Szybka była.
- A gdzie zmierzałaś?
- Do innego baru na spotkanie z przyjaciółmi.
           Zakłopotałem się. Chciałaś zrezygnować dla mnie?
- A to może zależy ci...
- Ani się waż wykręcić. - Wtrąciła. - Ich znam na wylot. A ciebie jestem ciekawa. - Czyżby to był flirt? Jeżeli tak, to bardzo pozytywnie na mnie zadziałało to zdanie.

*Taerin*

           Jeszcze jakiś czas Jinsu siedział z nami. Było zabawianie i przyjemnie powspominać stare czasy, na szczęście musiał iść. W końcu przyszłam dlatego, żeby porozmawiać z siostrą. Jak tylko zniknął zaczęłam rozmyślać, od czego powinnam była zacząć, jednak Bora mnie wyręczyła.
- Słuchaj. Musimy pogadać. – Zwróciła się do mnie.
- Oczywiście.
- Nie możesz wracać sama. – Zaczęłam się zastanawiać, o co jej chodzi.
- A kto ma mnie odprowadzić?
- Może zadzwonimy po Kangjoona, by cię odwiózł?
- Albo do Minhyuka. – Stwierdziłam, że nakieruję ją na trop.
- Może też być.
- A skąd taka wielka obawa o mój powrót? – Nie dawałam za wygraną, bo czułam, że to ma coś wspólnego z tymi jej problemami.
- Nie będę owijać w bawełnę. Jestem chyba prześladowana.
- Co?! – Byłam w szoku.
- Jakiś chłopak do mnie wydzwania. Mówi dziwne rzeczy. I widzi mnie wszędzie, jakby śledził mnie.
           Zamarłam. To było przerażające, ja nie wiem, jak Bora potrafiła mi to mówić tak spokojnie. Choć jak jej się przyjrzałam zauważyłam trzęsące się ręce, bladą twarz. Musiała przeżywać to okropnie. Ja nawet nie miałam pomysłu jak jej pomóc.
- Masz jakieś podejrzenia?
- Kompletnie żadnych. Byłam to zgłosić na policję i mam podsłuch w telefonie, a co to da? Przed komisariatem też mnie widział.
           Wszystko docierało do mnie w zwolnionym tempie. Martwiłam się okropnie o nią. Aż ode chciało mi się zmieniać temat na Rockiego. Moja historia wydawała się teraz nic nie znacząca w obliczu takiego zagrożenia. Tak samo jak błahy problem uczuć dwójki chłopaków do mojej siostry.
- Wspierał cię ktoś? Pomaga ci?
- Spokojnie, chłopaki z Astro są świetnie. Dongmin i Myungjun szczególnie przyczyniają się, abym czuła się lepiej i bezpiecznie.
           No proszę. Doceniła starania tej dwójki wyjątkowo. Może sama się domyśliła, co czują?  Albo jest coś jeszcze czego nie wiem? Może kocha ich obu?! Słyszałam wiele razy o takich przypadkach. Wydawało mi się to strasznie ciężką sytuacją. Jak ja jej współczułam. W tym postanowiłam udzielić się. Nie można mieć dwóch na raz. A oni wiecznie odpychani, mogliby być ranieni.    
           Jak już wiedziałam na czym stałą z uczuciami, musiałam wreszcie się odważyć powiedzieć coś, co jako siostra powinna była wiedzieć już dawno. Lecz nie do końca miałam pomysł, jak to ująć w słowa.
- Przyszłam tu z kilku powodów. – Zaczęłam.
- Coś wspominałaś.
- Chciałam przede wszystkim ci coś ważnego wyznać. – Przełknęłam ślinę.
- Zamieniam się w słuch. – Mówiła całkiem poważnie, co mnie przerażało, aczkolwiek wiedziałam, że powodem był stres w jakim teraz żyła, a nie to, że przewidziała co jej powiem.
- Mam chłopaka. – Strzeliłam tak, po prostu.
           Oczy zaświeciły jej się i wydobyła z siebie coś na podobieństwo „WOW”. Jak małe dziecko. Chciałam się zaśmiać, lecz przecież nawet nie dokończyłam tego co najważniejsze.
- Kto jest tym szczęściarzem?  Dogadałaś się z kimś w szkole?
           Westchnęłam ciężko i potrząsnęłam przecząco głową.
- Nie trzymaj mnie w napięciu, tylko powiedz.
- To Minhyuk.
           Otworzyła szeroko usta. Znowu wyglądała przez to zabawnie. Kochałam jej mimikę twarzy. Choć tym razem była troszkę ograniczona. Przestałam być jednak zadowolona, jak się wyprostowała i odcharknęła. Czułam, że zacznie się kazanie.
- Jako starsza i mądrzejsza siostra, powinnam była ci teraz powiedzieć, że on jest gwiazdą i ty chyba oszalałaś zgadzając się na takie coś. Musielibyście w końcu uważać na fanki, gazety i tym podobne rzeczy. Lecz… Wiemy obie, że do rozsądnych nie należę i co powiem? Żyj chwilą. Skoro podobacie się sobie, to możesz się nim nacieszyć. Jedno musisz obiecać. Nie załam się, jeżeli ze względu na karierę będzie musiał to zakończyć. Zawsze możecie pozostać przyjaciółmi.
- Wiem. – Dosłownie o tym samym wiele razy już rozmyślałam. – Jestem gotowa na taką ewentualność. Niestety… Stracić nie całkowicie, raczej już bym go nie chciała. Przywiązałam się na tyle mocno.
- Rozumiem to doskonale. Ja też nie wyobrażam sobie teraz życia w którym nie poznałabym MJ’a, Eunwoo, Sanhy, JinJina, Moonbina i Minhyuka. Są bardzo słodcy i kochający. Kangjoon jest także cudownym przyjacielem. Mimo iż, dałam mu kosza.
- Naprawdę? – Znowu mnie  zaskoczyła, kiedy pokiwała twierdząco głową.
           Zawsze miała powodzenie, ale gwiazdy to w ogóle ją chyba kochają. Siedziałyśmy jeszcze tak, dopóki nie ściemniło się. Ostatecznie stwierdziłyśmy, że zamówienie taksówki, też jej dobrym rozwiązaniem, bo w końcu odwiezie mnie ona pod dom.

*Bora*

           Moja siostra wyszła bardzo późno, więc nie mogłam się uspokoić, aż nie dostałam wiadomości, że dotarła do mieszkania. Wtedy powoli chciałam ułożyć się do snu. Rozmyślałam bardzo dużo. Wzięło mnie na rozczulanie się nad sobą.
           Po pierwsze powrót Jinsu, tak nagle. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Widzieliśmy się dawno temu. Wiem, że to nie jego wina i smutno mi, że ma takiego ojca. Jednak raduję się także, bo w końcu nie zapomniał o nas. Strasznie było się rozstawać, tamtego lata. A jeszcze gorzej oczekiwać go co wakacje, a on się nie zjawiał. Ja to pamiętałam nadal. Moja siostra była za mała i pewnie tylko przez mgłę wszystko kojarzy. Mimo to, zawsze o nim dużo rozmawiałyśmy, więc nie zapomniała o nim całkowicie.
           Kolejną martwiącą mnie sprawą, był poruszony przez Jinsu temat pracy. Byłam portierką. Nie był to przyszłościowy zawód i musiałam wkrótce go zmienić, a za bardzo się rozbestwiłam. Dobrze mi było blisko nowych przyjaciół i nie wymagała ode mnie ona wysiłku. Lecz nigdy nie wyniosę się z tego mieszkania w takim tempie. Nie, żeby tu było źle. Po prostu musiałam to zrobić.
           Związek Minhyuka i Taerin także coś mi uświadomił. Jak bardzo nie wiem co czuję. Ostatnia scena, gdy Dongmin dał mi całusa, była przeurocza i sama też tego chciałam. Mimo to, miałam wątpliwości co z tego wyniknie. Nie chciałam o tym rozmawiać. Dodatkowo dobrze się czułam nie tylko w jego towarzystwie. Więc nie miałam pojęcia, jak mogłam wszystko samej sobie poukładać.

           Oczywiście nie dawał mi spać także problem prześladowcy. Już nigdy nie obejrzę thrillera, o takowej tematyce. Czułam się obserwowana. Bałam się być sama. Nikomu tego nie życzyłam i miałam wielką nadzieję, że dał sobie już z tym spokój, jak zobaczył, że byłam na policji.




piątek, 24 czerwca 2016

Małe nieporozumienie: Rozdział 7

Rozdział 7 przed wami. :D Czekam na komentarze. Jestem ciekawa jak zwykle co myślicie. A co do Rozdziału 8, to mogę się z nim spóźnić i zamiast w poniedziałek, może być tak, że dodam we wtorek bo wyjeżdżam na weekend. Ale nie martwcie się. Na pewno się pojawi. :D


Małe nieporozumienie
Rozdział 7


*Riyeon*
           Wstałam gdzieś koło południa z okropnym bólem głowy. Nie miałam pojęcia co się wydarzyło poprzedniej nocy, lecz domyśliłam się, że wypiłam bardzo dużo. I to na tyle dużo, że mnie chwyciło. A to nie jest u mnie normalne. Byłam ciekawa dlaczego to zrobiłam. Wiedziałam, że poznałyśmy z Jimin, jakiś znajomych Saeron. Ah tak. I skończyłam z jednym z nich na parkiecie. Czułam się przy nim swobodnie i bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało. Choć w większości on słuchał,a ja mówiłam. Wiem też, że miał bardzo dobre poczucie humoru. A jego twarz strasznie mnie przyciągała. Widocznie, tak się dobrze z nim bawiłam, że zapomniałam o zdrowym rozsądku. To mi się nie zdarza. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie zrobiłam żadnej głupoty. Jednak byłam w swoim łóżku, nie było obok mnie faceta i jedyny jaki się krzątał po mieszkaniu to był Jimin.
           Troszkę irytowało mnie, że rodzeństwo ma takie samo imię. Kilka razy nie zostałam zrozumiana, gdy o którymś z nich coś mówiłam. Jeszcze gorzej, jak chcę pilnie zawołać moją współlokatorkę, na przykład by pomogła dobrać mi strój, a wchodzi do pokoju jej uśmiechnięty braciszek, widząc mnie przy tym skąpo ubraną. To i wiele innych nieporozumień miało miejsce, właśnie odkąd u nas zamieszkał. A nie trwało to przecież tak długo, bo zaledwie kilka dni.
           Kiedy już jadłam śniadanie w kuchni, co było złym pomysłem, ze względu na mój żołądek, zadzwonił dzwonek do drzwi. Na jego dźwięk, podeszłam do wejścia i z pokoju wychyliła się Jimin z zaskoczoną miną. Obawiałam się, że to będzie jakaś dziewczyna poszukująca naszego chłopaczka. Jednak okazało się, iż za wrotami do naszej meliny, stali trzej chłopacy z wczoraj. Woohyun, Dongwoo i Myungsoo. O ile się nie myliłam. Zdziwili mnie bardzo swoim zjawieniem się i już miałam spytać co ich sprowadza, lecz to Woohyun wtrącił pierwszy.
- Przyszliśmy z zupką na kaca. – Zaśmiał się, pokazując przeźroczystą reklamówkę, w której był termos.
- Oj, to miłe. – Rzekłam z szokiem na twarzy i odsunęłam się, by ich puścić do środka.
           Wchodząc Dongwoo spojrzał na mnie i uśmiechnął się tak, że zaraz miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Jeszcze żaden facet na mnie tak nie działał, a dopiero co wczoraj go poznałam. Co się ze mną działo?  Z dziewczyną dla której mężczyźni do tej pory byli tylko marnymi istotami? Nie miałam pojęcia i czułam, że przekonam się o tym wkrótce.
           Zauważyłam, że Woohyun od razu podbiegł do Jimin i oboje się do siebie uśmiechali słodko. Cieszył mnie ten widok, bo Jimin rzadko była podrywana przez swoją nieśmiałość. Za to Myungsoo rozglądał się tak jakby troszkę zaniepokojony. Szukał Saeron?
- Gdzie jest Saeron? – Zwrócił się do mnie, czyli się nie myliłam.
- Poszła na randkę. – Wtrącił Jimin wychodzący właśnie z łazienki.
- Jesteś pewien? – Tym razem już na niego patrzył Myungsoo.
- Raczej tak.
- A bo z tego co wiem, to miała iść do weterynarza z papugą.
           To co usłyszałam było największą głupota roku. Lecz cóż poradzić, że nasza miła współlokatorka nie potrafiła wymyślać wymówek. Chciałam z tego wybrnąć, bo widać już było, że go to troszkę poruszyło, ale znowu ten nieznośny braciszek mnie uprzedził.
- Ona nie ma żadnej papugi. – I wybuchł śmiechem.
Gratuluję mu wyczucia sytuacji. Zaraz za nim, również Woohyun zaczął chichotać, czego nie rozumiałam.
- Mi powiedziała, że tu mieszka jej babcia, wtedy bała się, że jesteśmy mordercami. Ah ta wasza Saeron ma niezłą wyobraźnie.
- Czekaj, naprawdę uważała was za zabójców? – Teraz to wszyscy się śmiali, może z wyjątkiem Myungsoo, który się zamyślił.
- W takim razie, z kim poszła? – Nie dawał za wygraną patrząc błagalnie na Jimina.
- A co ja skarbnica wiedzy?  Wołała na niego chyba Sunggyu? Sam nie wiem.
           Patrzyłam teraz na zdziwionego chłopaka, słyszącego imię swojego kolegi. Woohyun także spojrzał zaskoczony, lecz dodatko widać było, że kąciki jego ust się unoszą ku górze. Podobała mu się ta sytuacja? Ja nie wiedziałam co myśleć. Nie pamiętałam za dobrze Sunggyu. Kojarzyłam tylko, jak Myungsoo był wpatrzony cały wieczór w Saeron. Jednak skoro, spławiła go, a wybrała wyjście z tamtym musiała mieć ku temu powód.
           W tym momencie Myungsoo wyparował z naszego mieszkania tak szybko, że nikt nie zdążył go zatrzymać. Miałam tylko nadzieję, że wrócił do siebie, a nie zrobi coś głupiego, jak chociażby przerwanie spotkania Sunggyu i Saeron.
           Nie miałam dużo czasu na myślenie o tym, bo zostałam pociągnięta za rękę przez Dongwoo do kuchni, gdzie na stoliku stała już miseczka z zupą. Usiadłam grzecznie, cały czas czując na sobie jego wzrok.
- Zjedz to lepiej. Czuję się winny, za wczoraj. – Powiedział z udawaną smutną minką.
- Ah spokojnie. Ja zazwyczaj piję z rozsądkiem. To moja wina, że go straciłam tym razem. Pierwszy raz nie pamiętam co się działo poprzedniej nocy.
- Naprawdę? – Wytrzeszczył na mnie oczy, co mogło oznaczać jedno, zapomniałam o czymś istotnym.
- Coś złego zrobiłam? – Postanowiłam zapytać prosto z mostu.
- Nie, nie, nie. – Szybko odpowiedział z bananem na ustach. – Po prostu pocałowałaś mnie na pożegnanie.
           W tym momencie złapałam się za twarz. Pierwszy raz się zawstydziłam. Wstydziłam się swojego zachowania. A jednocześnie byłam zła, że tego nie pamiętam. On za to, śmiał się z sytuacji, jakby opowiedział właśnie dobry kawał. Zdenerwowało mnie to i zasadziłam mu kuksańca w ramię, dzięki czemu się uciszył.

*Sunggyu*

           Całą drogę przyglądałem się jej uważnie. Szła zamyślona. To ona prowadziła mnie do miejsca, które wybrała, ale zastawiałem się, czy czasem zaraz nie zbłądzi bujając tak w obłokach. Ile bym dał, by wiedzieć o czym wtedy myślała. Miałem nadzieję, że niczym się nie martwiła. Bo w końcu miała ciężkie życie. Zawsze mogło się u niej coś kłopotliwego wydarzyć. Potrzebowała czyjegoś wsparcia. Ja jej nie mogłem go dać. Byłem gwiazdą i po naszych wakacjach wrócę do wytwórni i będę musiał o niej zapomnieć. Nie mogłem się angażować. A jednak troszkę było za późno, bo jeżeli dobrze ją zrozumiałem, byłem pierwszą osobą, której wyjawiła swoje problemy. Ja zresztą także się jej zwierzyłem i nadal nie miałem pojęcia czemu. Dlaczego nagle sobie zaufaliśmy?
           Te i inne myśli przestały mi zaprzątać głowę, jak zrozumiałem, że dotarliśmy do cukierni, którą bardzo dobrze kojarzyłem. Byłem tu dość często z nią… Bałem się tam wejść. Stanąłem jak wyryty. Nawet nie zauważyłem, że zostałem przed wejściem sam. Ona weszła nie zwracając na mnie uwagi, dopiero jak się odwróciła, żeby prawdopodobnie zapytać, który stolik bierzemy, zauważyła brak mnie za nią. Pokiwała głową i wyszła z powrotem do mnie.
- Co jest? – Rzuciła.
- To miejsce… Nie podoba mi się.
- A ja tak starałam się wymyślić, jakiś miły wypad. – Oburzyła się.
- Wiesz.. Ja bywałem tu z nią.
- I teraz będziesz omijał łukiem każdy chodnik, którym z nią szedłeś?
           Miała rację. Czemu ja tak bardzo chciałem wszystkiego unikać? Powinienem był stawić czoła wszystkiemu. Jednak nadal nie umiałem się ruszyć. W pewnym momencie poczułem dłoń, która chwyciła mnie za rękę. Oczywiście należała do niej. Wciągnęła mnie do środka. Usiedliśmy przy stoliku pierwszym z brzegu. Ja nadal zakłopotany. Ona wpatrzona w swoją kartę.
- Mogłabyś nie zamawiać Latte?
- Wiesz, co? Nie miałam takiego zamiaru, bo nie przepadam za tym, ale aż korci, żeby zrobić ci na złość i zamówić. Przestań się w tej chwili tak zachowywać. Przed tobą całe życie, a ty nadal ubolewasz nad rozlanym mlekiem. Nie cofniesz czasu i nie zapomnisz. Dlatego po prostu żyj dalej.
           W jej głosie można było wyczuć, że cytuje kogoś. Musiała już to nie raz usłyszeć. I znowu się wygłupiam przed nią. Ona ma o wiele gorszą przeszłość. A ja myślę, o moim przykrym zdarzeniu, jakby to było coś najgorszego. Wstyd mi było za siebie. Nie wiedziałem co zrobić.
           Postanowiłem jej to zrekompensować. Poszliśmy do pobliskiego centrum handlowego. Wziąłem ją na gry wideo. We wszystkich mnie ograła, przez co się wściekałem. Mimo to, było bardzo luźno i zabawnie. Przyglądałem się jej, jak tylko się śmiała. Czułem się bardzo dobrze widząc jej zadowolenie i myśląc, że to między innymi moja zasługa.
           Kiedy już chodziliśmy sobie zaglądając do różnych sklepów, w pewnym momencie ujrzeliśmy automat do wyciągania maskotek. Zawsze takich nie lubiłem, bo nigdy nie potrafiłem nawet uchwycić metalową ręką zabawki, a co dopiero zdobyć ją.  Ona podbiegła do maszyny bez zastanowienia i wrzuciła drobniaki. Była pewna siebie. Zastanowiło mnie to. Czekałem cierpliwie opierając się o ścianę obok urządzenia. Wpatrywałem się w jej skupienie i chciało mi się śmiać. Robiła dziwne miny. Nagle podskoczyła z uniesioną ręką do góry i wykrzyczała coś na podobieństwo „Yeeey”. Spojrzałem, więc na maszynę. Wyciągnęła z niej małego, białego misia.
- Jak ty to zrobiłaś? – Zapytałem zaskoczony.
- Lata praktyki. – Zaśmiała się. – Mój młodszy braciszek zawsze coś chciał, żebym dla niego zdobyła. Raz próbowałam kilkanaście razy, ale mi nie wychodziło i było mu smutno. Był na tyle kochany, że udawał, iż nie szkodzi. Postanowiłam dla niego nauczyć się korzystać z tego ustrojstwa. Od tamtej pory zawsze mi się udawało.
           Widziałem, że jej oczy zaszkliły się na wspomnienie o bracie. Mimo iż, to metalowe pudło jej o nim przypominało, wyjęła z niego maskotkę. Znowu było mi głupio, że nie potrafiłem się zachować, jak ona. Zazdrościłem jej siły, jaką w sobie miała.
           Nawet nie zwróciłem uwagi, że wyciągnęła ręce z misiem w moją stronę. Wytrzeszczyłem oczy na nią, nie mając pojęcia, czemu mi go daje.
- Proszę. Weź go. Chcę, abyś wyrzucił tamtego dużego misia, przypominającego ci o niej. Musisz zacząć na nowo z misiem, który nie będzie dla ciebie ciężarem, jak tamten.
           Te kilka zdań mnie poruszyło. Zrobiła to dla mnie? Dla mnie skorzystała z czegoś, co przypomina jej o utraconym rodzeństwu? Dla mnie wydobyła właśnie tego misia? A ja co dla niej zrobiłem? Nic. Użalałem się nad sobą i psułem jej humor. Byłem beznadziejny. Wziąłem maskotkę do ręki. Spojrzałem na niego. Zauważyłem wielką różnicę, między tą co stoi u mnie w pokoju, a tą trzymaną w ręku. I nie chodziło mi o rozmiar, a mianowicie o uśmiech. Ten pluszak ewidentnie się uśmiechał, a tamten miał smutny wyraz twarz.
- Masz rację. – Zacząłem stanowczo. – Czas na ogarnięcie się i rozpoczęcie wszystkiego od nowa.
- I to mi się podoba. – Odrzekła z uniesionymi kącikami ust.
           Jednak widać było, że nadal wspomnienia ją bolą. Wciąż widziałem ten wewnętrzny smutek w jej spojrzeniu. Nie wytrzymałem i przysunąłem ją do siebie, aby ją przytulić delikatnie, bo teraz wydawała się taka krucha. Poczułem, jak moja koszulka wilgotnieje. Usłyszałem cichy szloch. Trzęsła się. Płakała. Na środku centrum. Ja nie wiedziałem, jak ją pocieszyć. Jedyne co przychodziło mi do głowy, to pogłaskanie jej włosów i nie puszczanie jej z objęć. Staliśmy tak jeszcze jakaś chwilę, dopóki się nie uspokoiła.

*Jira*

           Kiedy rozmawialiśmy, przy okazji przyglądałam się mieszkaniu. Było cudownie urządzone. Zastanawiało mnie co w nim robi tyle chłopaków. Jacyś studenci? Gang?  A może zlot homoseksualistów? Wszystko w tych czasach było możliwe. Miałam nadzieję, że to nie to ostatnie.
           Utkwiłam wreszcie wzrok na moim sąsiedzie, który akurat nie zwracał na mnie uwagi, bo zapatrzył się w dno swojej filiżanki, jakby czegoś w niej szukał.
           Jego pełne usta przyciągnęły najbardziej moją uwagę. Robił dziwne miny, przez co poruszał nimi to na prawo, to na lewo. Aż się prosiło, żeby się przyglądać. Przygryzłam swoje wargi. Podobał mi się od stóp do głów. Nie mogłam się oprzeć obserwacji go. Odkąd go zauważyłam tamtej nocy w klubie nie dawała mi spokoju jego osoba. Jak można być tak przystojnym?
           Przeraziłam się, gdy uniósł głowę, bo już myślałam, że przyuważy, że się na niego gapię. Zaczęłam nerwowo przeczesywać włosy palcami.
- Czemu zamilkłaś tak nagle? – Zapytał i uświadomił mnie, że to ja zapomniałam o naszej pogawędce i to mnie jeszcze bardziej zestresowało.
- Ja nie wiem.
- Oh. – Westchnął. – A ja zauważyłem, że ta filiżanka jest uszczerbiona na dnie. Jak to możliwe?
           Naprawdę to go zastanawiało? I dlatego tylko przerwał moje fantazje z nim związane?
- Może coś na nią spadło. – Stwierdziłam, udając, że interesuje mnie ta sytuacja.
- Masz rację. – Odrzekł z uśmiechem, który powaliłby każdą dziewczynę. – Ty to jednak mądra jesteś. – A co to miało znaczyć? Wątpił w to?
           Znowu zapanowała cisza, bo on zabrał nasze puste filiżanki i zaniósł do kuchni. Wrócił i już nie usiadł. Stał i patrzył na mnie wyczekująco. Ja zastanawiałam się o co chodzi.
- Wypiłaś herbatkę na którą się wprosiłaś. Co teraz chcesz robić? – Nie powinien był zadawać tego pytania, bo moja chora głowa, nasuwała tysiące dziwnych propozycji, lecz szybko się otrząsnęłam.
- Obejrzmy film. – On na to przytaknął i podszedł do jakiejś kolekcji płyt.
- Wiem co puszczę. – Uznał zadowolony z siebie. - Najdłuższa podróż, bo tego jeszcze nie widziałem.

           Super wybrał, romans. Tego mi tylko brakowało. I coś czułam, że źle się to skończy. Dla mnie oczywiście, bo byłam pewna, że się pogrążę.



środa, 22 czerwca 2016

Kiedy dorosnę: Rozdział 16

Kolejny rozdział i jak zwykle czekam na komentarze. :D

Kiedy dorosnę?
Rozdział 16



*Bora*
           Nie wiem, czy powinnam była się wtedy godzić się iść z Myungjunem na komisariat. Bałam się go także w to wplatać, ale sama nie chciałam też tam iść. Szczególnie myśl przechodzenia samotnie przez miasto mnie przerażała. Czułam, że może wyskoczyć mi w każdym momencie ten dziwny człowiek Starałam się zgadnąć kim jest, lecz nikt nie przychodził mi do głowy. Nie miałam pojęcia, kto chce tak bardzo mi zaszkodzić. MJ przerwał te moje czarne myśli, zwracając się do mnie delikatnie, jakby bał się mnie skrzywdzić słowami.
- Wszystko w porządku? – Tylko przytaknęłam. – Czyli nie. Nie taka była Bora, którą poznałem. – Spojrzałam na niego z otwartymi oczami. – No co? Jesteś przerażona, roztrzęsiona, małomówna i jeszcze ani razu mi nie odpysknęłaś przez całą drogę jaką przebyliśmy.
           Zauważyłam, że chciał zrobić zmartwioną minę, jednak nagle zawitał na jego twarzy znowu wielki banan.
- Jesteśmy na miejscu. – Rzekł wskazując budynek, który był naszym celem.
           Zaczęłam się nagle stresować jeszcze bardziej. Wahałam się przed wejściem tam. Mój towarzysz musiał to wyczuć, bo właśnie objął mnie ramieniem. Spojrzałam na niego i zobaczyłam na jego twarzy wymuszony uśmiech.
- Musimy tam wejść.
           Oczywiście mój telefon musiał zadzwonić w takim momencie. Domyślałam się kto to. Jak spojrzałam na wyświetlacz utwierdziłam się w tym przekonaniu. „Brak numeru” dzwonił. Myungjun zabrał mój smartfon z ręki i widziałam jak naciska czerwoną słuchawkę na ekranie.
- Nie możesz z nim gadać. On będzie chciał cię odwieść od tego. Pewnie nas widzi, skoro jest możliwość taka, że cię śledzi.
- Masz rację. Miejmy to już z głowy.
           Ruszyłam do środka. Zastaliśmy tam zaganianych ludzi. Było ich dość sporo. Pewnie wiele się działo. Szłam równo z Myungjunem i doszliśmy do brązowych krzeseł, prawdopodobnie będących poczekalnią. On mi je wskazał.
- Usiądź tu, ja podejdę zapytać, gdzie mamy iść w celu zgłoszenia czegoś. I ile mamy czekać.
- Dobrze. – Wyszeptałam, jakbym bała się, że nikt nie może tego usłyszeć.
           Kiedy odszedł ode mnie poczułam wibracje w dłoniach. Zerknęłam na urządzenie, które je spowodowało. Jedna nowa wiadomość. Myślałam, czy to otworzyć. Ostatecznie kliknęłam na kopertę.

Nadawca: Brak numeru
Tak ze mną pogrywasz kochana? Ja byłem dla ciebie miły do tej pory. A ty idziesz na policję? Musimy się na jakiś czas pożegnać. Nie złapią mnie tak łatwo.

           Nie miałam pojęcia co przez to rozumieć. Chciał mi dać na jakiś czas spokój? No fakt, jak będzie dzwonił to policja może go namierzyć. Głupi to on nie jest. Ja za to tak, myśląc, że mogą mi tu pomóc.
           Na moim ramieniu pojawiła się dłoń. Oczywiście był to uśmiechnięty MJ.
- Chodźmy. Wiem, już gdzie mamy podjeść. – Cieszyło mnie to, że był tu ze mną, bo ja pewnie sama bym się wycofała.

*Minwoo*
           
Czekałem na ławce w parku na Yurin. Długo się nie zjawiała. Patrzyłem na chmury znajdujące się na niebie. Nic nie wskazywało na zepsucie się pogody tego dnia. Myślałem o tym, zamiast jak przeprosić ją, żeby mi wybaczyła. Mogłem być pewien, że ona będzie bardzo zła.
           Ujrzałem ją w oddali. Szła zapatrzona w swój telefon. Nie zwracała uwagi na otoczenie. Zastanawiałem się, kiedy mnie dojrzy. Uniosła głowę, spojrzała przed siebie i znowu wróciła wzrokiem do urządzenia. Minęła moją ławkę i szła dalej. Wtedy wstałem i zacząłem iść za nią. Zatrzymała się i zaczęła rozglądać na boki. Pewnie mnie szukała. Ja przybliżyłem się do niej i zarzuciłem na nią swoje ramiona.
- Dzień dobry. – Wyszeptałem jej do ucha.
           Czułem jak zesztywniała. Domyśliłem się, że ją zaskoczyłem i zawstydziłem takim zachowaniem, więc wtuliłem się jeszcze bardziej i oparłem swój podbródek na jej główce. Ona nadal się nie poruszyła.
- Chcesz tak stać cały dzień? – Zapytałem i już miałem się od niej oderwać, a ona zatrzymała mnie, łapiąc moje ręce.
- Nie, ale możemy tak chwilę się poprzytulać.
            W tym momencie poczułem straszne ciepło w środku. To było przyjemne uczucie. Cały czas nie mogłem wierzyć, że spotkałem kogoś takiego i ten ktoś może mnie także lubić, lecz na to wszystko wskazywało. Cieszyło mnie to niezmiernie.
           Nagle puściła mnie i odwróciła twarzą w moją stronę. Nie oddaliła się przy tym, więc byliśmy bardzo blisko siebie. Spojrzała na mnie z zamiarem powiedzenia czegoś, jednak tym razem była kolejna okazja na pocałunek, a ja nie zamierzałem jej zmarnować. Złączyłem nasze usta w pocałunku. Był szybki i krótki. Za bardzo się pospieszyłem. Ona uratowała sytuację i odwzajemniła go, a co za tym idzie jej był namiętny i bardzo długi. Przepełniała mnie radość, jakiej chyba nie czułem nigdy wcześniej.

*Eunwoo*

           Po całej kłótni i wybiegnięciu MJ’a nie mogłem się ogarnąć w żaden sposób. Zresztą każdy z nas był w złym humorze. Jinwoo zadzwonił do trenera, że dziś jesteśmy bardzo zmęczeni i chcielibyśmy odpocząć i ten się bez problemu zgodził. Gdy tylko się o tym dowiedziałem ogromnie mnie to ucieszyło i pobiegłem przodem na portiernie. Nie ujrzałem Bory, co mnie zmartwiło. Podszedłem do jej zmienniczki i zapytałem, gdzie ta się podziewa. Dowiedziałem się, że wyszła z Myungjunem.  To mnie bardzo zabolało. Poszła z nim na posterunek? Miała pójść ze mną. Nie powinienem tym się przejmować, a tym, aby jej dobrze poszło i znaleźli drania, niestety zazdrość zjadała mnie od środka. Bez namysłu pobiegłem do najbliższego komisariatu. Nie miałem pojęcia, czy będą akurat w tym. Po prostu tam ruszyłem.

***

Jak tylko byłem na miejscu ujrzałem wychodzącą Borę i MJ’a. Głupio było mi do nich podejść. Widać było, że są zadowoleni. Może dobrze poszło. Bałem się przerwać tę scenę. W końcu ona się uśmiechała do niego. Nie potrafiłem nic zrobić i postanowiłem wrócić do dromu i darować sobie tym razem. Aczkolwiek strasznie zazdrość mnie opanowywała.
Usłyszałem dźwięk przychodzącego sms’a. Odebrałem go. Był od niej.

Nadawca: Bora
Przepraszam, że nie poczekałam i poszłam z MJ’em. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz, bo skończyłam wcześniej i chciałam mieć to po prostu już za sobą.

Odpisałem tylko, że nie ma sprawy. Miło, że napisała. Musiałem się ocknąć, bo za dużo negatywnych emocji dopadało mnie tego dnia. Postanowiłem, że przemyślę moje zachowanie i znajdę jakieś rozwiązanie, by to wszystko się nie powtórzyło.

*Myungjun*

           Na komisariacie wypisaliśmy zgłoszenie. Ja również zeznałem, choć byłem tylko raz świadkiem, jak ten mężczyzna dzwonił i na dodatek nie odebraliśmy. Mimo to, zebrali wszystko co potrzebne. Powiedzieli, że na razie dużo nie wiadomo, dlatego dali podsłuch do telefonu Bory. Jeżeli ten człowiek zadzwoni mogliby namierzyć jego numer oraz miejsce pobytu w czasie rozmowy. Niestety jak się okazało, chłopak jest bardzo sprytny i domyślił się, jak będzie teraz wyglądać sytuacja i zapewne nie zadzwoni za szybko. Byłem i tak spokojny, bo wiedziałem, że teraz zaopiekujemy się Borą. Nie pozwolimy jej wracać samej do domu i najlepiej jakby sama też z niego nie wychodziła. Dlatego też zadzwoniłem wtedy do Kangjoona, aby ten po nią rano przyjeżdżał. Zgodził się bez problemu. Miałem nadzieję, że albo ten się znudzi, albo nie będzie miał okazji jej skrzywdzić.
           Odprowadziłem ją pod drzwi mieszkania i bardzo chciałem się na chwilę zatrzymać. Niestety musiałem wracać. Miałem zamiar pogadać z resztą o tym co się wydarzyło na treningu. Chciałem przeprosić i dogadać się z nimi. Nie mogliśmy się kłócić z takich powodów, bo w końcu nie jesteśmy tylko zespołem, lecz także przyjaciółmi.
           Na pożegnanie staliśmy przed wejściem i chwilę jeszcze rozmawialiśmy. Udało mi się także ją rozbawić i upewnić, że nikomu nie sprawia kłopotów. Taka wystraszona Bora mnie martwiła i jednocześnie była bardzo słodka. Nawet nie zauważyłem, że zaczęliśmy spoglądać sobie głęboko w oczy. Już miała się odwrócić, a ja tak bardzo pragnąłem ją zatrzymać. Przytuliłem się do niej. Trzymałem ją mocno, w obawie, że zaraz mi ucieknie.
- Myungjun, ja… puść mnie.
- Za mocno? – Mówiłem delikatnie się odsuwając.
- Nie, tylko… - Nie potrafiła się wysłowić.
           Ujrzałem, że jej policzki są różowe. Od samego przytulania? To było dla mnie troszkę dziwne i zabawne. Wyszczerzyłem się więc, jak to miałem w zwyczaju. Ona spojrzała tylko ze zdziwieniem. Nie rozumiała chyba co mnie śmieszy.
- Rumienisz się. – Rzekłem, na co ona złapała się za policzki, jakby myślała, że je tak ukryje.
- Nie prawda. – Powiedziała z słodkim oburzeniem.
- To co to za różowe plamy? Gorączka?
- Jestem zdrowa. – Brakowało tylko tupnięcia nogą.
- Idź lepiej wypocząć. – Mówiłem, starając się cały czas nie śmiać.
- Dobrze. – To już dodała z większą pewnością w głosie.
           Roztrzepałem jej włosy na co ona się znowu zdenerwowała i ja wybuchłem rechotem. Czekałem potem, aż wejdzie do środka, by mieć pewność, że już nic złego jej się nie stanie.

*Sanha*

           Po zakończonym treningu, nikt oprócz Minhyuka i mnie nie chciał rozmawiać i wygłupiać się. Moonbin i Jinwoo chodzili podenerwowani. Nie mieliśmy też pojęcia, gdzie podziali się Myungjun i Dongmin, a ja bardzo chciałem iść na moje Bubble Tea. Nie mogłem przegapić okazji zobaczenia się z Seorin. Bałem się jednak nawet zapytać, czy mogę wyjść. W pewnym momencie, ktoś zauważył, że jestem niespokojny.
- Czemu jeszcze tu jesteś? – Zwrócił się Bin do mnie. – Seorin będzie się martwić, jak się nie zjawisz. – Z tymi słowami uśmiechnął się do mnie.
- Mogę? – Zapytałem niepewnie.
- Oczywiście. Jinwoo przejdzie. Zamierzam z nim dziś jeszcze porozmawiać. Możesz być spokojny. A i poinformuj ją, że jutro nie będzie cię, bo wiesz, że występujemy.
- Jasne. Dzięki.
- Nie ma sprawy.
           Pełen radości wziąłem swoja kurtkę i wybiegłem z dormu najszybciej jak potrafiłem.

***

           Siedziałem przy wolnym stoliku, wypatrując ją co kilka sekund. Martwiło mnie to, że zazwyczaj już była o tej porze. Czas leciał, a ja  nadal nie widziałem jej nawet w oddali. Smutniałem coraz bardziej. Czyżby coś jej się stało? Miałem nadzieję, że to tylko chore przypuszczenia. Praktycznie już leżałem na blacie stolika, gdy przede mną pojawił się podawany tu napój. Z nadzieję spojrzałem na osobę stawiającą go i była to tylko pani, która normalnie stoi za ladą. Zdziwiłem się.
- Lubisz taką? – Zapytała.
           Pokiwałem głową. To była moja ulubiona. Mango z truskawkowymi bąbelkami. Zastanawiałem się, dlaczego mi ją podała.
- Moja córka prosiła, żebym ci dała taką. – Rzekła z uśmiechem, a ja zacząłem myśleć, kto jest jej córką. – Mówię o Seorin. Jestem jej mamą. Stąd jest tu codziennie.
- O rozumiem. – Oświeciło mnie.
- Codziennie dostaje darmową Bubble Tea, a raz namówiła mnie na taką dla ciebie. Dziś masz po prostu jej porcję. Jest chora, więc nie mogła przyjść.
- To coś poważnego? – Zapytałem przerażony, że wywołałem to moimi czarnymi myślami.
- Zwykłe przeziębienie, lecz pewnie nie zjawi się z tydzień. Jak chcesz możesz przychodzić napić się.
- Ja podziękuję. Przychodziłem tu ze względu na nią.
           Ona na te słowa się zaśmiała. W końcu właśnie jakiś chłopak, jej powiedział, że lata za jej córką. Brawo, Sanha. Mogę być dumny ze swojego nietaktu. Wziąłem napój w rękę, grzecznie podziękowałem i pożegnałem się wychodząc. Było mi tak głupio, że musiałem zwiać. Z drugiej strony byłem szczęśliwy, bo wiedziałem już trochę więcej o niej.

*Taerin*

           Zadzwoniłam do mojej siostrzyczki i umówiłam się, że do niej wpadnę. Nie mówiłam jej tylko, o tym co się dowiedziałam. Pewnie bałaby się ze mną o tym rozmawiać, a tak nie będzie się spodziewać, że coś wiem. Chciałam z niej wiele tego wieczoru wyciągnąć i powiedzieć o mnie i Minhyuku.
           Gdy zamykałam drzwi domu, bo mama była akurat w pracy, usłyszałam głos zza siebie.
- Taerin! – Odwórciłam się powoli, by ujrzeć kto mnie wołał.
           Ujrzałam chłopaka dość szczupłego i wysokiego. Miał jakieś znajome rysy twarzy. Jego czarna grzywa opadała na jego oczy prawie je zasłaniając, co trochę utrudniało mi przypomnienie kim jest. Mrużyłam oczy, marszczyłam czoło, a to nie pomagało.
- Nie pamiętasz mnie? – Mówił zawiedzionym głosem. – Chudy Jin? Mówi ci to coś?
           Teraz zrozumiałam, że to kolega mój i Bory. Lee Jinsu. Bawiłyśmy się z nim od małego. Mówił, że ożeni się z Borą, a ona mu tłumaczyła, że to niemożliwe, bo jest dla niej jak brat. Często się kłócili. A mnie traktował, jak małe dziecko, którym zresztą byłam. Tyle wspomnień miałyśmy z nim związanych. Od kiedy jego tata wysyłał go do szkół w innym mieście, gdzie mieszkał w akademiku nasza przyjaźń się posypała. Nie wiem w sumie czemu, nie widywaliśmy się w wakacje, jakoś nawet nie spotykałam go na ulicach.
- Co się tyle czasu z tobą działo?
- Bardzo dużo. W roku szkolnym siedziałem w akademiku, w wakacje wycieczki po świecie na które wysyłał mnie tata. – Uzyskałam odpowiedź. - Chciał mnie odciąć od tego miasta i chyba od siebie. Nie ważne. Wróciłem już na stałe. – Rzekł rozciągając się. – I gdzie jest Bora?
- Oj. Ona już tu nie mieszka, a ja właśnie do niej idę.
- To cudownie. – Wtrącił. – Pójdę z tobą i będzie niespodzianka.
- Wiesz… Nie wiem czy to dobry pomysł. – Zaczęłam. – Chciałam z nią porozmawiać na poważne tematy.
- To ja wyjdę wcześniej. Chcę zobaczyć jej minę na mój widok.
           Pomyślałam, że to może jej poprawić humor. I na dodatek znając go nalegał by dość długo, więc zgodziłam się. Miałam nadzieję, że będę mogła rzeczywiście potem pogadać z Borą.