wtorek, 18 kwietnia 2017

Miłość: Level Up!: Rozdział 8

O mały włos, zapomniałabym o tym rozdziale. Straciłam rachubę dni przez te święta. :D Ale na szczęście jestem na czas. Wesołych po świętach wszystkim i życzę miłego czytania. :D

Miłość: Level Up!
Rozdział 8

*Rika*

        Pojawienie się Chanyeola w moim mieszkaniu obudziło we mnie nadzieję, że mu na mnie zależało. Na naszej znajomości rzecz jasna. Nie miałam na myśli niczego więcej. Bałam się zadużenia w nim, ale nie mogłam go przez to całkowicie unikać. Zresztą sama tego nie chciałam już robić. Był bardzo pozytywną osobą i dobrze mi się z nim spędzało czas. To było przyjemne uczucie, a takie rzadkie w moim przypadku. Jeśli zaś chodziło o strach przed tą całą Jumi... Stwierdziłam, że to w niej tkwi problem. Musiałam więc się jej pozbyć. Nie bawiło mnie jej ciągłe wpadanie do mnie, by ponarzekać na przyjaciółki, które nie rozumieją jej miłości do Chanyeola. To nie była dziewczyna w której towarzystwie mogłabym się dobrze czuć. Mój plan pozbycia się jej postanowiłam wdrożyć tego wieczoru. Zaprosiłam ją do siebie i powiedziała, że z chęcią przyjdzie.
        Jak zwykle wparowała do mnie bez żadnego pukania i usiadła na moim łóżku. Choć ja siedziałam przed komputerem. Podeszłam więc do niej i zajęłam miejsce obok niej. Zastawiałam się, jak jej to powiedzieć. Stwierdziłam, że prosto z mostu nie zaszkodzi skoro mi nie zależało. Jednak to ona zaczęła niespodziewanie rozmowę.
- Ja może pierwsza coś powiem. Potem cię wysłucham. Słuchaj. Uważam, że nasza przyjaźń nie ma sensu. - Warto wiedzieć, że to była przyjaźń i miło, że to ja nie musiałam tego mówić. - Nie powiedziałaś mi, że twój brat woli chłopaków! Moja koleżanka, o której ci tyle opowiadałam, teraz płacze w poduszkę. Zraniło ją to. Pewnie nie zainteresowałaby się nim, gdybyś powiedziała mi to od razu. - Robiła mi głupie wyrzuty.
- Mówiłam, że ona na pewno nie jest w jego typie i by się nie wysilała. Ty mnie jednak nie słuchałaś. - Odpowiedziałam beznamiętnie, bo wcale mnie to wszystko nie ruszało.
- Twój brat też zawinił. Był dla niej za miły. Robił jej tym nadzieję. - To już mi się nie spodobało.
- Jakie nadzieje?  Co niby zrobił? - Żądałam wyjaśnień.
- Uśmiechał się do niej często i zgodził się na korepetycje...
- Co w tym niby nadzwyczajnego? Jest po prostu przyjazny. Jak ja się do ciebie uśmiechnę, albo pomogę ci w nauce, to oznaczać będzie, że mi się podobasz?! - Zawrzało we mnie nie na żarty. Zawsze będę bronić braciszka.
- Też jesteś na tyle pokręcona, że lubisz tę samą płeć? Stuknięta rodzina! - Wykrzyczała na mnie, a ja prawie nie wybuchłam na to śmiechem, uznałam też, że nie chce mi się jej wyprowadzać z błędu. - Idę stąd i więcej tutaj moja noga nie postanie! - Mówiąc to wyszła trzaskając drzwiami bardzo mocno.
        Ulżyło mi, że pozbyłam się tego jednego ciążącego problemu. I to w dodatku w tak banalny sposób. Bronienie tajemnicy brata było dla niej karygodnym przewinieniem. Widać było od razu po niej, że nie miała rodzeństwa. Nie wiedziała co to znaczyło.
        Podskoczyłam, kiedy mój telefon wydał dźwięk oznaczający wiadomość na kakaotalku i podbiegłam od razu do niego. Któżby inny to był, jak nie Chan? Zapytał, czy pójdziemy do kina. Przez chwilę się zawahałam. To znowu brzmiało mi na randkę. Bałam się. Za dużo romansów się napatrzyłam, by nie wiedzieć, że od kina się zawsze zaczyna. Czy on był głupi i mnie podrywał ignorując uczucia Sungyoona, czy może naprawdę myślał, że takie zachowanie jest normalne dla przyjaciół, a ja wszystko wyolbrzymiałam? Oczywiście pierwsza opcja wydała mi się mało realna. Nie takie dziewczyny widział na co dzień. Słodkie buźki członkiń girlsbandu przy mojej to niebo, a ziemia. Z nadzieją, że on kieruje się drugą opcją, zgodziłam się. Szczerze to ostatnio byłam w kinie z wycieczką szkolną. Bo z kim miałabym innym tam iść? Dodatkowo przerażała mnie troszkę myśl o tych wszystkich tłumach w takim miejscu. Jednak z myślą, że będę szła tam z Chanyeolem, jakoś się tym nie przejmowałam.

*Chanyeol*

        Zgodziła się pójść ze mną do kina! Miałem ochotę wykrzyczeć to światu, ale musiałem się powstrzymać. To nic jeszcze nie znaczyło. W końcu nie tylko na randki chodziło się w takie miejsce. Celem udania się tam faktycznie powinien być film, lecz już się tak przyjęło wśród ludzi, że często zaczynało się od niego randkowanie. Dla mnie znaczyło to właśnie te drugie. Wiedziałem, że trudno będzie pokazać to Rice. Nie byłem obeznany w takich rzeczach, bo do tej pory tego nie potrzebowałem. Teraz pojawiła się ona. Moim marzeniem było uszczęśliwienie jej. Bałem się tylko, że mogłaby uciec po poznaniu moich zamiarów. Dlatego musiałem być ostrożny.
        Kiedy dotarłem pod jej dom zacząłem się uważnie rozglądać. Zawsze gdzieś za rogiem mogła czaić się ta jej sąsiadka, która mnie przerażała. Zadzwoniłem kilka razy w dzwonek do drzwi. Otworzyła jej matka, co mnie troszkę wybiło z rytmu. Nie tego się spodziewałem.
- Ah przyszedłeś. Już wołam Rikę. Jak coś to lubi strasznie czekoladę i lody. - Ostatnie zdanie wręcz wyszeptała do mnie. Przytaknąłem z uśmiechem w celu podziękowania. Nie zaprzeczałem niczemu, bo po tym co Sungyoon ostatnio powiedział mi o swojej matce wiedziałem, że nie miało to sensu.
        Rika bardzo szybko zbiegła na zawołanie swojej rodzicielki i udaliśmy się do kina. Milczeliśmy dość długo. Nie wiedziałem, czemu nagle nie miałem pojęcia co mówić. Czułem się strasznie niezręcznie. Tak bardzo chciałem przerwać ciszę, a nie mogłem się na to zdobyć. Każdy temat jaki przychodził mi do głowy wydawał się nieodpowiedni. W kinie już jednak musieliśmy się odezwać.
- To co oglądamy? – Zacząłem unikając jej wzroku przy okazji.
- Horror? Chociaż..
- Jasne! – Odparłem zanim zdążyła się namyślić. To był świetny pomysł na randkę. Ona przerażona, a ja jej obrońca. To musiało zadziałać na nią.
        Weszliśmy na salę, która na szczęście była praktycznie pusta, więc zdjąłem w środku maskę i kaptur. Usiedliśmy w przedostatnim rzędzie i byłem gotowy na wszystko. Wiedziałem co powinienem zrobić. Widziałem to wiele razy na filmach i w dramach. Skupiłem się na początku na filmie, bo pomyślałem, że zacznie się lekko. Bardzo się myliłem. Wyglądające z ciemnych miejsc istoty przyprawiały mnie o ciarki. Tak wciągnąłem się w fabułę, że zapomniałem o reszcie świata. Bałem się. Kilka razy zakryłem twarz ręką. To był obrzydliwy i okropnie straszny horror.
        Jak jednej bohaterce odpadła głowa, zacząłem krzyczeć przerażony. Spojrzałem na Rikę, a ona tylko wybuchła śmiechem przeze mnie. Nie bała się? Ani trochę? Czyli nawaliłem! No to miałem już pewne, że nabijać się będzie ze mnie na każdym kroku. Jak z tego, że z nią przegrywam w gry. Miałem przechlapane.
- Skoro ja się nie boję to mam cię złapać za rączkę, żeby się nie bał? – Wyszeptała do mnie z chytrym uśmieszkiem.
        Ja za to przemyślałem sprawę. To była szansa wyjścia z tej sytuacji. Postanowiłem udawać głupiego.
- Tak. Bo inaczej będę się bał. – Po tym wyciągnąłem dłoń w jej stronę i spojrzałem na nią wymownie. Ona za to wytrzeszczyła na mnie oczy. Niechętnie, ale bez protestów chwyciła ją, a ja zacisnąłem delikatnie, tak by mi nie uciekła.
        Poczułem się bardzo dumny z siebie. Nawet w tej ciemności widziałem jej rumieńce. Choć tyle udało mi się z niej wyciągnąć. W pewnym momencie niekontrolowanie zacząłem kciukiem głaskać tę jej dłoń.
- Co ty robisz? – Wyszeptała delikatnie jąkając się.
        Spojrzałem na nią i się lekko uśmiechnąłem. Ona z niezrozumieniem wypisanym na twarzy mi się przyglądała. Gdybyśmy nie byli w miejscu publicznym… Musiałem szybko się otrząsnąć. Za szybko nie mogłem działać. Nie chciałem jej przestraszyć. Kiedy wróciłem wzrokiem do ekranu pojawiły się napisy końcowe. Przegapiłem ostatnie sceny. Jakoś tego nie żałowałem. Nie podobał mi się ten horror. Zbyt przerażający. Przez niego się wygłupiłem.
        Wychodząc z sali trzymałem nadal ją za rękę. Ona jej z jakiegoś powodu nie zabrała, a ja nie chciałem puszczać. Mogłem zawsze udawać, że się zapomniałem, a wiedziałem, że nie będzie łatwo taką sytuację wywołać ponownie.
        Na holu zacząłem się rozglądać, czy nie ma czegoś ciekawego w pobliżu. I znalazłem. Fotobudka. Pociągnąłem ją w jej stronę. Nie wiedziałem, czemu ona się nie odzywała. Dopiero kiedy zatrzymałem się przed tym zmyślnym urządzeniem zauważyłem, że Rika miała spuszczoną w dół głowę i jej włosy znowu opadały jej na twarz. Prychnąłem lekko.
- Z czego się śmiejesz? – Oburzyła się podnosząc na mnie wzrok.
- Nie ważne. Chodź zrobić sobie zdjęcie. – Mówiąc to wciągnąłem ją do ciasnego pomieszczenia.
        Delikatnie ją objąłem. Zadrżała na ten mój ruch. Kolejny pożądany efekt. Pozowałem do zdjęć, jak gdyby nigdy nic, a ona siedziała sztywno. Nie mogłem się powstrzymać i do jednej fotki dałem jej całusa w policzek. Wstała na to gwałtownie z miejsca. Przeraziłem się, że zrobiłem coś źle i zamiast się wytłumaczyć… Pociągnąłem ją zbyt gwałtownie w swoją stronę i wylądowała prawie na mnie dociskając mnie do ścianki budki. Nasze twarze się spotkały. Te oczy, ten nosek, te wargi… Znowu mnie poniosło, tym razem gorzej. Musnąłem jej usta delikatnie swoimi. Poczekałem, czy będzie chciała się wyrwać. Ona tylko patrzyła na mnie pytającym wzrokiem, więc pocałowałem ją już normalnie. Byłem mimo wszystko delikatny, by jej do siebie nie zrazić. Udało mi się na szczęście opanować, by też nie był za długi i po chwili odsunęliśmy się od siebie. Doszło do mnie, że mogła tego nie chcieć. Załamałem się swoim zachowaniem.
- Przepraszam, nie powinniśmy. – Wyszeptałem, bo na więcej mnie nie było stać.
- Wiem. – Dodała zaciskając piąstki na swoich kolanach. Nie pierwszy raz to robiła. – Chodźmy lepiej. – Mówiąc to wyszła z budki nie patrząc na mnie.
        Wyszedłbym tuż za nią, ale przypomniałem sobie o zdjęciach. Wziąłem je. Pocałunek też się uwiecznił. Pewnie któreś z nas upadając wcisnęło przycisk. Schowałem więc je do kieszeni, a te które były dość zwyczajne wręczyłem jej do ręki, jak ją dogoniłem, bo szła szybkim krokiem.
- Dziękuję. – Odparła znowu ze spuszczoną w dół głową.
- Rika. Zatrzymaj się na chwilkę. – Poprosiłem. Zatrzymała się oczywiście nie zmieniając kierunku patrzenia. – Proszę, nie krępuj się mnie przez tą sytuację. – Bałem się szczerze, że wszystko zmaściłem. Nie powinienem się był dziwić jeżeli przestałaby się do mnie odzywać znowu. Byłem zbyt niecierpliwy. Chyba jednak się dla niej nie nadawałem. Potrzebowała kogoś kto stopniowo ją do siebie przekonałby. Jak mogłem pocałować ją, kiedy ona nawet jeszcze nie wiedziała, że widziałem w  tym spotkaniu randkę? Byłem taki przerażony swoim zachowaniem.
- Przepraszam, ale nie potrafię się teraz zachować naturalnie. – Oznajmiła. – Muszę ochłonąć. – Wyznała, a ja miałem ochotę zapaść się pod ziemię.
- Wybacz, że mnie poniosło. Czuję się z tym okropnie. – Sam już nie wiedziałem, co powinienem mówić.
- Nie szkodzi. Po prostu, nie wiem, jak się zachować w takiej sytuacji. Mało kiedy wychodzę z domu, nie mam znajomych, przyjaciół, a zaczynam się przywiązywać do ciebie… Tylko tego się nie spodziewałam. Nie wiem co chciałeś tym zyskać. Na koniec dodałeś jednak słusznie. Nie powinniśmy.
Nie wiedziałem co bardziej mnie zabolało. To, że zmieszałem ją okropnie, czy ostatnie zdanie wypowiedziane przez nią. Nie powinniśmy. Powiedziałem to… Choć ja tak nie sądziłem. Miałem prawo polubić ją w ten sposób. Pewnie jeszcze nie zrozumiała, dlaczego ją pocałowałem. Musiałem jej to pokazać, lecz w tamtym momencie zacząłem się obawiać, że ona tego nie będzie chciała. Czułem, że mnie odrzuci, jak przyjdzie co do czego. Nie wiedziałem, czy lepiej nie było się poddać na starcie. Z drugiej strony. Nie zrobiła tego jeszcze. Nie powiedziała definitywnie nie. Na razie nie wierzyła w siebie i moim zadaniem było pokazać jej, że zależy mi na niej i zawalczyć o jej uczucia.

*Rika*

        Będąc już sama w pokoju znowu robiłam to, co ostatnio zaczęło być dla mnie codziennością. Siedziałam skulona na moim łóżku i patrzyłam w ścianę. Tylko tym razem czasem się uśmiechałam sama do siebie przypominając sobie pocałunek. Był słodki. Taki jak wyobrażałam sobie w najpiękniejszych snach. Nie przejmowałam się w tamtym momencie tym, że praktycznie dałam mu do zrozumienia, że nie chciałam tego. Wręcz przeciwnie. W momencie kiedy zbliżyliśmy się do siebie, to moje serce zaczęło walić, jak oszalałe i błagało, by to zrobił. Mimo to, powiedziałam mu, że nie możemy tak robić… Dlaczego? Cały czas myślałam, że to może zranić Sungyoona. Nie potrafiłam nie pomyśleć o nim w pierwszej kolejności. Kochałam mojego braciszka. Był delikatny. Dla niego byłabym gotowa zrezygnować nawet z wielkiej miłości. A ta taką chyba jeszcze nie była? Przyznać musiałam, że zawrócił mi w głowie ten człowiek… Od razu zaprzyjaźnił się ze mną w ekspresowym tempie, wiedział jak mnie podjeść, był jeszcze zabawny, okropnie przystojny. To była kwestia chwili, bym zaczęła coś czuć. Bronienie się nic nie dawało. Serce w takiej sytuacji nigdy nie słuchało. Dla dobra brata jednak… Musiałam zrezygnować z niego, zanim cokolwiek się między nami zaczęło. Bałam się, że to mnie w końcu zrani. Tym bardziej, że wychodziło na to, iż nie ubzdurałam sobie tego, że nie byłam mu obojętna. W końcu to on mnie pocałował. Może i nie znaczyło to dla niego wiele.

        Musiałam się jedynie pocieszyć tym, że miałam okazję na taki pocałunek. Tyle mi pozostało. Zapomnienie o nim było prawie niemożliwe, więc by nie popaść w jakiegoś dołka, postanowiłam pozwolić sobie jarać się nim ile się dało. Ale nie mogłam dopuścić do powtórzenia takiej sytuacji i to mnie zaczęło smucić. Trzeba było stać się bardziej stanowczą, choć nie miałam pojęcia, czy potrafiłam.



czwartek, 13 kwietnia 2017

Hotel godzien sześciu gwiazd: Rozdział 11

Kolejny rozdział dla was. ;D Ciekawa jestem jaka będzie wasza reakcja na niego. :D Mam nadzieję, że pozytywna. Czekam na komentarze i dziękuję za waszą uwagę. :3

Hotel godzien sześciu gwiazd
Rozdział 11


*Hakyeon*

        Jak się zdenerwowałem kiedy Jaehwan przyszedł do hotelu z pijaną Yeori. Oni byli jacyś nierozważni? Co jakby ktoś go rozpoznał? A ludzie z hotelu lepiej, żeby też nie widzieli jej w tym stanie. Przecież jej ojciec mógł nas wywalić stąd, a nawet narobić nam problemów. Te dzieci nie rozumiały powagi sytuacji. I kto oczywiście postanowił ich ogarnąć? Ja! Musiałem odprowadzić Jaehwana do jego pokoju i ułożyć do łózka. Coś majaczył do mnie, lecz mnie to nie interesowało. Stwierdziłem, że rano zrobię mu niezłe kazanie.
Następnie poszedłem po Yeori. Zostawiłem ją w pokoju z śpiącym już Leo. Bałem się trochę, że mu nahałasuje nim tam wrócę, ale na szczęście siedziała grzecznie na podłodze patrząc na jego łóżko. Nawet nie poruszyła się, kiedy wszedłem. Podszedłem do niej i chwyciłem ją za ramię, żeby podnieść ją. Jednak okazała się nie tak lekka jak się spodziewałem. Więc jedynie udało mi się unieść jej rękę.
- Wstań. Musisz wrócić do pokoju. – Oburzyłem się.
- Nie chce mi się. Ta podłoga jest wygodna. – Powiedziała tonem małego dziecka. Tego mi tylko brakowało. Zbuntowanej i pijanej Yeori.
- Proszę cię. Odprowadzę cię do siebie. – Starałem się być łagodny, by ją przekonać, choć wewnętrznie wrzałem.  
- A poczekasz aż zasnę?  - Spojrzała na mnie wielkimi oczami. Chyba właśnie zrozumiałem jak działały oczy kota w butach w Shreku.
- Dobrze. – Rzekłem od niechcenia.
        Tym sposobem wstała gwałtownie, a ja od razu chwyciłem ją pod ramię widząc, że zachwiała się. Nie chciałem, żeby upadła z powrotem na ziemię. Prowadziłem ją tak przez korytarze troszkę przerażony. Bo co bym zrobił, jak jej brat wyskoczyłby nagle gdzieś zza rogu? Nie znali się długo, ale na pewno miał instynkt braterskości w sobie i zabiłby mnie uznając, że to ja jestem winny jej stanu. Byłem tego prawie pewien.
        Na szczęście w windzie nie zrobiło się jej niedobrze i jakoś dotarliśmy szczęśliwie pod drzwi jej pokoju. Długo szukała karty, by otworzyć pokój i niestety nie pozwoliła mi zajrzeć do swojej torebki, więc zdążyłem się znowu zdenerwować. Gdy już byliśmy w środku ulżyło mi. Zrzuciła z siebie płaszcz, buty i torebkę cisnęła gdzieś w kąt. Szorując nogami doszła z moja pomocą do łóżka. Wszystko szło do tamtej pory w dobrym kierunku, lecz los musiał ze mnie zadrwić. Nie wiem, czy zrobiła to ona specjalnie, bo pod wpływem alkoholu jej odbiło, czy może to był przypadek, ale popchnęła mnie na materac mebla tak, że wylądowałem na plecach, a ona położyła się zaraz na mnie. Miałem ochotę już po niej krzyczeć.
- Dobranoc. – Wymamrotała i postanowiła chyba sobie tak na mnie zasnąć! To było zbyt wiele. Mimo to… Nie chciałem jej zrzucać i krzyczeć po niej.
        Pomyślałem, że może nic złego się nie stanie, jak tak zaśnie i potem jakoś ją sturlam z siebie. Objąłem więc ją jakoś odruchowo. Czekałem, aż usłyszę jakieś chrapanie, niestety długo takowe nie nastąpiło. Zacząłem odczuwać niezręczność. Pierwszy raz jakaś dziewczyna była tak blisko mnie, pierwszy raz kogoś tak obejmowałem, pierwszy raz byłem w łóżku z inną kobietą niż moja mama! Serce moje zaczęło mocno walić. Nie mogłem się zawstydzać! To była Yeori przecież. Ona… Właśnie… Co było z nią nie tak? Była bardzo śliczną i uroczą dziewczyną. Często się sprzeczaliśmy. Jednak takie kłótnie były zabawne na swój sposób. Chwila! Stop! O czym ja zacząłem wtedy myśleć? Przekręciłem ją na bok, żeby swobodnie wyjść. Musiałem stamtąd uciec. Nie dane jednak mi było nawet zdążyć się podnieść, bo ona chwyciła moją dłoń.
- Mamo…. Nie zostawiaj mnie już. – Wymamrotała najwidoczniej przez sen.
        Poczułem się dziwnie. Nie chciałem, by pomyślała, że jestem jej mamą która ją opuszcza. Zrobiło mi się jej żal, więc położyłem się na prawej stronie, by leżąc móc patrzeć na nią. Wyglądała żałośnie. Włosy na twarzy, usta ułożone w dziubek i lekko otwarte, na policzkach rumieńce symbolizujące duże upojenie. Jeszcze trzymała kurczowo moją dłoń. Słodka. Nie mogłem już odgonić tego od siebie. Miała w tej chwili jakiś magnes w sobie, który sprawiał, że pragnąłem się nadal w nią wpatrywać. Nie ruszała się, a ja obserwowałem ją. Moje kąciki ust uniosły się machinalnie. Czemu tak się zachowywałem? Gubiłem się powoli. Z takimi to przemyśleniami chyba zasnąłem.
***
        Kiedy otworzyłem oczy ona nadal spała, lecz była zdecydowanie bliżej mnie niż kiedy zasypialiśmy. Jej twarz dzieliły milimetry od mojej. Spanikowałem. To było za dużo. Na dodatek przygniatała mi głową rękę, więc nie mogłem po prostu uciec. Jak tylko zaczęła mrugać oczami przeraziłem się, że zaraz spojrzymy sobie w oczy. Oczywiście tak się stało. Ona była bardzo zdziwiona, ja miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Jak to wyglądało?
- Co tu robisz? – Wyszeptała jeszcze sennym głosem.
- Bo ty nie chciałaś mnie puścić. – Odpowiedziałem szybko, jak błyskawica.
        Wytrzeszczyła oczy na mnie. Pewnie nie spodziewała się tego po sobie. Miło, bo ja po sobie też nie spodziewałem się tego wszystkiego co zrobiłem. Nie byłem sam. Jedyna różnica to taka, że ona mogła to wytłumaczyć promilami we krwi, a ja czym?
- Przepraszam, pewnie sprawiłam problemy. – Czy ona jeszcze musiała do tego wszystkiego być miła i tak delikatnie szeptać do mnie z rana? Naprawdę zaczynałem się bać tego co się przez nią ze mną działo.
- Spokojnie. Nie z takimi sobie radziłem. – Pomijając, że z tamtymi męskimi problemami było łatwiej. Nie czułem się przy nich tak jak w tamtej chwili.  
- Powinniśmy chyba wstać. – Zasugerowała.
- Ja pierwszy to zrobię. Przyniosę ci wodę, tylko oddaj moją rękę.
        Uniosła głowę z wielkim trudem, sądząc po jej skrzywionej minie. Ja za to dzięki temu mogłem rzeczywiście wstać. Udałem się do jej małej kuchni jaką miała w pokoju. Wziąłem szklankę z suszarki, nalałem do niej wody i wróciłem do dziewczyny.
- Pewnie cię suszy. – Oznajmiłem, a ona na to przytaknęła siadając powoli.
Kiedy tak piła wodę jej telefon pokojowy zadzwonił. Uznałem, że to może chłopaki mnie szukają, więc bez zastanowienia odebrałem. Przerażenie mnie ogarnęło po zrozumieniu co narobiłem.
- Yeori. Przyjdź za chwilę do mnie. – Oznajmił jej ojciec jak domniemałem. – Słyszysz mnie?! – Oburzył się, bo się nie odzywałem. Pospiesznie więc podałem jej słuchawkę.  
        Chwyciła ją troszkę przerażona. Przyłożyła do ucha i czekałem co powie.
- Tak tato? Teraz? Daj mi chwilkę. Z kim? O czym mówisz? Dobrze. Nie złość się. – Tyle tylko słyszałem, bo jej taty już nie.
- I co powiedział? – Zapytałem spanikowany widząc jej zmartwioną twarz.
- Mam iść z tobą do niego. – Rzekła spuszczając wzrok, a ja o mały włos nie pisknąłem z przerażenia.
        Mój koszmar się ziścił. Ktoś musiał nas widzieć i umierałem w tamtym momencie ze strachu. Nie chciałem poznawać jej taty w takiej sytuacji.

*Yeori*

        Siedzieliśmy przerażeni w gabinecie mojego ojca. On długo wpatrywał się w nas zabójczym wzrokiem. Widziałam, jak po Hakyeonie zlatywał pot z czoła zapewne spowodowany stresem. Nie dziwiłam mu się. Mój rodzic potrafił być przerażający.
- Żądam wyjaśnień! – Krzyknął nagle, aż podskoczyliśmy. – Najpierw ty Yeori. Co to ma znaczyć, że jednej nocy śpisz w pokoju jednego z nich. Ochrona widziała cię jak wychodziłaś nad ranem z niego. Potem idziesz z jednym gdzieś i wracać późno, pijana, a ten oto tu człowiek, u którego w pokoju prawdopodobnie spałaś noc wcześniej, odprowadza cię i zostaje znowu u ciebie na noc?! Możesz mi wyjaśnić kim jest dla ciebie ten człowiek? Myślałem, że to twój idol i klient naszego hotelu. Jeżeli odpowiesz, że jest kimś innym niż twoim chłopakiem, to wiesz, że to się źle skończy?
        Spojrzałam na tatę z niezrozumieniem. Czyli jakby to był mój chłopak to on to zrozumiałby? Fakt, byłam dorosła. Nigdy nie czepiał się moim chłopaków i ich nie kontrolował, ani też mnie jak z nimi byłam. Myślałam, że spanie w jednym pokoju będzie dla niego już całkowitym przegięciem i że nie chciałby, bym była z jakimś idolem. Zaskoczył mnie pozytywnie, mimo iż był bardzo wściekły. Miałam ochotę opowiedzieć prawdę. Tata mi ufał… Bałam się jednak, że i tak mi nie uwierzy. Postanowiłam mimo to spróbować.
- To nieporozumienie. Noc wcześniej jego sąsiad z pokoju był chory, więc zawołali mnie i zaopiekowałam się nim. Robiłam mu okłady. Nic więcej. A wczoraj byłam troszkę przytłoczona wszystkim, więc poszłam z jednym z nich się rozerwać. Stąd też alkohol. Wróciłam nie do końca kontaktując, więc Hakyeon był na tyle miły, że dopilnował bym dotarła do pokoju. W środku błagałam go, by nie zostawiał mnie majacząc przez sen i zaczekał aż zasnę, ale nie przewidział, że sam też go zmorzy. – Wymyśliłam na poczekanie wyjaśnienie nie wiedząc ile z tego mijało się z prawdą.
- Przestań kombinować wymówki na poczekaniu. Przecież widzę, że kłamiesz. – Ale nie do końca przecież mówiłam nieprawdę. W większości się zgadzało. – Dla mnie wszystko jest jasne. Tamten co się z nim upiłaś pewnie wysłuchał twoich problemów, a ten tutaj jest twoim chłopakiem. Który zaraz pewnie zejdzie nam na zawał. Tylko dlaczego musicie już spać w jednym pokoju? Ta młodzież jest ostatnio za szybka. – Nie miałam siły protestować, tym bardziej, że musiałam to robić sama, bo mojego towarzysza zamroziło. – Nie mam nic przeciw wam. Wolałbym jednak wiedzieć. Ja podejrzewałem, że tak się to skończy. – Znowu niedowierzałam w to co słyszę. -Dziewczyna zajmująca się całymi dnami sześcioma chłopakami... Tylko pamiętaj Yeori, że bycie z idolem nie jest sielanką…. – Jego gadanie zaczęło mnie irytować. Przecież nie byłam nawet jego dziewczyną!
- Ja przepraszam pana. - Wydukał N. – My naprawdę nie jesteśmy razem.
        Ojciec zerknął podejrzliwie to na mnie, to na niego. Chyba zaczął pojmować, że naprawdę źle nas osądził.
- Na pewno żaden z nich nie jest? – Dodał niepewnie. – Nawet ten którym zajęłaś się w chorobie rzekomo, ani ten z którym piłaś? – Zaczął dopytywać się więcej.
- Nie. Żaden z nich nim nie jest. Po prostu się z nimi zaprzyjaźniłam.
        Odchrząknął głośno. Ulżyło mi, bo dotarło do niego wszystko. Zaczynał chyba to trawić, bo chwilę milczał. Czekałam na odzew jeszcze jakiś czas.
- Dobra. W takim razie tym razem was puszczam wolno. Jednak mam ostrzeżenie. Jeżeli któryś z was chce być z moją córką mam wiedzieć o tym. – Głupio mi było z powodu tej uwagi. – Ja nie gryzę, choć na takiego wyglądam. Ja po prostu lubię wiedzieć kto jest blisko z moją córką. Jest w końcu moim oczkiem w głowie. – Ostatnie zdanie strasznie mnie dotknęło. Naprawdę mnie kochał. Ja to wiedziałam.
        Po tych słowach zostaliśmy puszczeni wolno. Dopiero po wyjściu z gabinetu widać było, że Hakyeon się uspokoił. Naprawdę musiał się przestraszyć mojego taty. Współczułam mu i czułam się winna tej sytuacji.
- Przepraszam. – Z tymi słowami zaczęłam klepać go po ramieniu.
        Posłał w moja stronę lekki uśmiech. On się do mnie uśmiechał! Wypadałby to gdzieś zanotować. Na co dzień się kłóciliśmy, ale od oddania mi lusterka zaczęłam postrzegać go całkowicie inaczej. To nie tak, że się nie lubiliśmy. Po prostu oboje mieliśmy powściągliwe charakterki.
- Dziękuję ci też. – Wystrzeliłam zaskakując go chyba, bo zmarszczył czoło. – Dzięki tobie spałam spokojnie. – Taka była prawda. Gdyby nie on pewnie leżałabym gdzieś na korytarzu. Jaehwan też przestał myśleć racjonalnie w pewnym momencie. Nie pamiętałam momentu, jak zostałam odprowadzona do pokoju i co się tam stało. Miałam tylko pewność, że byłam pod dobrą opieką mamy i lidera zespołu, który tak bardzo kochałam.
- Daj spokój. Zrobiłabyś to samo w moim przypadku… - Dodał to niepewnie. I słusznie. Nie znał mnie na tyle. Lubiłam się pastwić na pijanych ludziach i pewnie, jakbym to ja zastała go pijanego, to bardziej skupiłabym się na zrobieniu mu jakiegoś kawału na złość niż opiece nad nim, ale na szczęście tego nie wiedział.

- Lepiej idź do chłopaków, bo możliwe, że się zastanawiają co z tobą. Ja idę się ogarnąć. Dzisiaj mamy w planach coś aktywnego z tego co kojarzę. Muszę więc zażyć jakieś ziółka, bo kac morderca nie ma serca i nie czuję się najlepiej. – Wypowiedziałam to bardzo szybko i pobiegłam do siebie.



sobota, 8 kwietnia 2017

Miłość: Level up!: Rozdział 7

Nie wiem co napisać w notce. Znowu. Pozdrawiam wszystkich ciepło i czekam na opinię. :D

Miłość: Level Up!
Rozdział 7

*Chanyeol*

        Tego dnia to ja miałem ochotę skrzywdzić Baekhyuna. Chodził za mną na okrągło i wypytywał o Rikę. Czy to z nią spędziłem noc? Co robiliśmy? Spaliśmy, całowaliśmy się? A może graliśmy tylko, co byłoby do nas podobne. Twierdził, że nie zamierzam mu odpowiadać, bo do czegoś na pewno doszło. Powtarzał, że w końcu sobie kogoś znalazłem i cieszy go to, ale mówił bym porozmawiał z Sungyoonem. Irytowało mnie to, jednak wolałem ignorować jego głupie teksty. Jakbym powiedział mu prawdę o tym co wydarzyło się po przebudzeniu, nie dałby mi żyć. Postanowiłem poczekać, aż znudzi mu się dręczenie mnie. On naprawdę był gorszy od kazania lidera.
        Ale dopiero za chwilę przeraziłem się okropnie, gdy na moim wyświetlaczu w telefonie pojawiło się imię Sungyoona. Wiedziałem, że coś było nie tak, bo nigdy nie dzwonił podczas moich treningów. Miałem przerwę i spokojnie mogłem odebrać, lecz strasznie się wahałem. Jeszcze obok mnie na ławce siedział Baek i nie chciałem, by coś z tego słyszał. Ostatecznie wstałem i wyszedłem z sali odbierając.
- Słucham? – Zacząłem dość niepewnie.
- Chanyeol… Czy my możemy pogadać po twoim treningu? Nie mam wieczorem za dużo czasu, ale mógłbym przyjść pod wytwórnie i przeszlibyśmy się na chwilę. – Czułem, że mogło chodzić o Rikę. Bałem się, że dowiedział się o moim nieplanowanym noclegu w jego domu.
- Spotkajmy się, tak jak proponujesz. – Musiałem zachować się odważnie, jak na mężczyznę przystało. Pomyślałem, że przy okazji zobaczę co o tym wszystkim Sungyoon sądzi. Musiałem się upewnić, czy byłby zazdrosny, lub czy to go by dotknęło, jakby coś działo się coś między mną i Riką. Mogło się okazać zawsze, że wszystko wyolbrzymiałem.
        Po chwili rozłączyłem się i wróciłem trenować.

***
        Troszkę wiał chłodny wiatr. Rozglądałem się za Sungyoonem na boki. Bałem się także, czy gdzieś nie czai się jakaś fanka. Często zakradały się blisko wytwórni. To mnie przerażało.
        Na moje szczęście zobaczyłem szybko Sungyoona. Ruszyłem mu naprzeciw i przywitaliśmy się przybiciem sobie piątki. Zazwyczaj tak robiliśmy.
- Ciężki trening? – Zapytał mnie na wstępie.
- Tak szczerze to nie. Baekhyuna było ciężej znieść. – Zażartowałem i ruszyliśmy przed siebie.
- Zacznę prosto z mostu. Jakie masz tak naprawdę zamiary względem mojej siostry? – Przeraziło mnie to pytanie. – Nie pytam jako twój przyjaciel, czy jako fan, ani jako… chłopak któremu się podobałeś. Pytam jako jej brat. Tylko i wyłącznie. Oczekuję od ciebie szczerości. – Mówił to całkiem poważnie. My rzadko kiedy byliśmy poważni razem, więc mnie to podwójnie dołowało.
- Ja… Nic między nami nie ma. Ja wyjaśnię co się stało. – Spanikowałem i postanowiłem nie przyznawać się do jakiegokolwiek uczucia względem Riki.
- Posłuchaj. – Przystanął patrząc przed siebie. – Ja nie pytam czy coś się stało. Pytam co ty czujesz. – Wtedy odwrócił się do mnie i uśmiechnął. – Mną się nie przejmuj. Ja już sobie kogoś innego znalazłem do wzdychania. Ale z tego już może coś być. Zależy na ile się odważę. Więc nie patrz na mnie. Mów. Jak jest. – Poczułem wielki kamień spadający mi z serca.
        Miałem tylko nadzieję, że nie mówił tego, bym poczuł się swobodniej, a wcale takiego kogoś mogło nie być. Nie mogłem jednak go okłamywać. Zastanawiało mnie, skąd on wysnuł te podejrzenia? Byłem strasznie ciekaw.
- Co się tak upierasz przy tym, że coś jest na rzeczy? – Zagaiłem.
- Widzę, że sam jeszcze nie jesteś świadom co się dzieje. Cóż… Moja mama uważa, że widać było po tobie na pierwszy rzut oka, że jest coś między wami. Jest psychologiem od terapii dla par. Wyczuwa takie sprawy, wie jak badać ludzkie zachowanie względem drugiej osoby.
        Nie miałem już jak się wymigać. Mogłem mówić, że coś zostało źle zrozumiane. Sam siebie oszukiwałem. Rika stawała się mi coraz bliższa ze spotkania na spotkanie. Wiedziałem do czego to zmierzało, jednak nie chciałem tego potwierdzać. Łudziłem się, że mi przejdzie.
- A co jeśli zaczyna mi się podobać? – Postanowiłem zaryzykować.
- To wtedy będę was mocno wspierać. – Zaśmiał się, a ja wyczułem w jego wypowiedzi szczerość, przez co poczułem się lepiej. Tego mi było trzeba. Potwierdzenia od Sungyoona, że nic złego się nie działo. Wiedziałem już czego chciałem.

*Rika*

        Odkąd Chanyeol wyszedł z naszego domu byłam atakowana przez mamę pytaniami. Na dodatek nie rozumiałam wiele rzeczy. Czemu zaraz po przebudzeniu wydawało mi się, że zaraz się pocałujemy? Dlaczego ja tego pragnęłam i czekałam na to? Tak nie mogło być. Musiałam nabrać dystansu, bo sprawy nabierały za szybkich obrotów. Nie uśmiechało mi się skończyć ze złamanym sercem. Siedziałam z kolanami przy brodzie na łóżku. Nie miałam nawet ochoty na granie. Patrzyłam się tylko w ścianę i ubolewałam nad sobą.
        Nagle do mojego pokoju wparował ktoś z impetem. To była ta cała moja sąsiadka… Jak jej tam było? Jumi chyba. Była jakaś podenerwowana. Rzuciła jakąś torbę na ziemię i klapnęła koło mnie na łóżku. Nie za dużo ona sobie pozwalała? Nie żeby coś. Coraz mniej już ją lubiłam. Nie wiedziałam jak mam z nią postępować. Bałam się też wchodzić przy niej na tematy Chanyeola.
- Moja przyjaciółka powiedziała, że twój brat dzisiaj się do niej uśmiechnął! – Wykrzyknęła nagle radośnie. – Może coś z tego wyjdzie.
        Biedna łudziła się. Ostrzegałam. Przecież nie mogłam powiedzieć o nim prawdy, bo nie każdy mógłby zareagować pozytywnie. Zawsze będę pamiętać jedną historię… Napisał kiedyś w pamiętniku, że podoba mu się jeden chłopak w klasie. Przyszedł do domu z limem pod okiem zapłakany. Podobno jakaś dziewczyna do niego zagadywała i upuścił przy niej swój notes w którym to napisał. Ona potem przeczytała to na głos kilku chłopakom, w tym i tamtemu. To on go tak urządził. Sungyoon obiecał, że więcej nawet nie spojrzy w jego stronę. To było okropne, bo dla mnie wydawało się ich zachowanie nieludzkim, a on uznał wtedy, że on jest nienormalny. Na szczęście powiedziałam o tym mamie i przepisała go do innej klasy i jakby nie pomogło to zamierzała mu zmienić szkołę, by nie miał problemów. Na szczęście tamten chłopak chyba nie chciał przyznawać się do takiej sytuacji. Po prostu dał nauczkę Sungyoonowi i to mu wystarczyło. I skończyło się tylko na tej zmianie klasy. To już było dawno temu, ale od tamtej pory chroniłam ściśle sekretów mojego brata nawet jak ktoś snuł podejrzenia, a nie byłam tej osoby pewna.
- Wyglądałaś na zdenerwowaną. Domyślam się, że nie dlatego. – Wolałam zmienić temat.
- Ah tak. Chanyeol! Słuchaj. Na jednym z meetingów narysował serduszko takiej  dziewczynie na płycie. Mi nie zrobił tego nigdy mimo próśb! Denerwowało mnie to jak się tym szczyciła. Więc pokazałam jej gdzie jest jej miejsce. Mam teraz problemy, bo moja mama się dowiedziała wszystkiego i jęczy, że jestem niewychowana i wstydzi się mnie. Ale nie żałuję tego co zrobiłam.
        Przeszły mnie ciarki. Co ona by zrobiła jakby wiedziała, że ja rozmawiałam z jej wielkim Chanyeolem? Spaliśmy razem na kanapie. Byłam z nim w cudownej restauracji a na dodatek mój brat się w nim podkochuje. Zabiłaby mnie. Wypatroszyła moje wnętrzności, czy coś. Albo gdyby znała moje myśli z przed chwili, te o pocałunku… Wiedziałam jedno. Musiałam przy niej być bardzo ostrożna. Uznałam, że najbezpieczniej byłoby się od niego oddalić. Choć miałam pojęcia jakie to będzie trudne. Zaczynałam przywiązywać się do niego i jego otwartości względem mnie, oraz nie nowością była jego upartość. Byłam świadoma, że łatwo nie odpuści.

*Chanyeol*

        Od kilku dni Rika nie odpisywała mi na żadną wiadomość. Jak na złość nie miałem w tych dniach nawet czasu, by do niej wparzyć, albo zadzwonić do Sungyoona i spytać co z nią. Martwiłem się. Po pierwsze mogło być tak, że speszyła się po ostatnim dniu. W końcu prawie doszło do pocałunku, co mam nadzieję nie zauważyła i spaliśmy oparci o siebie. Na to wspomnienie zrobiło mi się ciepło na sercu. To mimo wszystko było ciekawe przeżycie i romantyczne. Ale była też inna opcja. Coś mogło jej się stać. Choroba, wypadek, a ja nawet takiej rzeczy nie mogłem się wywiedzieć. Z jednej strony wolałem by to tylko było ignorowanie mojej osoby, bo wiedziałem, że dam radę ją najść niedługo, czy coś podobnego. Z drugiej wolałbym, by odpisała normalnie. Przecież widziała, że chcę nadal kontaktu, więc chyba powinna była zrozumieć, że według mnie jest dobrze.
        W ten dzień mieliśmy mieć wyjątkowo wolny wieczór. Ostatnio przygotowania do comebacku były strasznie wykańczające. Każdy z zespołu myślał o odpoczynku. Tylko nie ja. Pragnąłem odwiedzić Rikę. Bez zapowiedzi, żeby przypadkiem nie wymyśliła czegoś głupiego, jeżeli mnie unikała.
- Chłopcy, ja idę na miasto. – Rzuciłem do reszty i już miałem wybiec z szatni, ale zatrzymał mnie Baek chwytając za dłoń.
- Znowu do niej? Proszę, wróć na noc do dormu, a nie to co ostatnim razem. – Powiedział to cicho na moje ucho, by nikt nie usłyszał. Zaśmiał się potem, a ja miałem ochotę go walnąć, lecz szkoda mi było czasu.

***

        Zadzwoniłem kilka razy do drzwi. Bałem się, że nie otworzy. Chwilę czekałem. Usłyszałem potem żeński głos, niestety nie jej, za sobą.
- Mogę wiedzieć kim jesteś? Bo posturą nie przypominasz Sungyoona.
        Miałem porządne kłopoty. Zestresowałem się nie na żarty. Nie chciałem się odwracać przodem bo spod czapki widać było moje oczy. Jedynie jeszcze twarz miałem przykrytą maską. Jeżeli to była ta sąsiadka, mogła mnie rozpoznać. Stać tak też nie mogłem, a ona jak na złość nie otwierała.
- O jesteś kochanie! – To był głos Sungyoona, który strasznie mnie wybił z tropu. Do kogo on mówił?
- Kochanie? – Spytała niepewnie dziewczyna.
- Mam prawo chyba mieć chłopaka? Zestresowałaś mi go. – Mówiąc to pojawił się koło mnie i położył mi ręce na ramionach. – Już otwieram.
        Dziewczyna chyba była zbyt zszokowana tym co zrobił. Nie odzywała się długo, a ja z ciekawości nie mogłem nawet spojrzeć. Czułem się z tym dziwnie.
- Przecież moja przyjaciółka się w tobie buja. Nie możesz jej tego zrobić. – Oburzyła się nagle, a ja wstrzymałem oddech czekając na najgorsze.
- Kto powiedział, że muszę być z kimś komu się podobam? Ja mam inne priorytety. – Wygarnął odwracając się do niej, a po chwili szybko przekręcił klucze w zamku i otworzył drzwi. – Wejdź. – Wskazał mi ręką przedpokój, więc szybko wślizgnąłem się do środka z wielką ulgą. Jednak nasłuchiwałem dalszej rozmowy. – A ty lepiej idź do domu. Pewnie chcesz powiedzieć swojej przyjaciółce, że nie ma się co łudzić, skoro jej obiekt westchnień kocha inaczej. – Czułem, że na jego twarzy pojawił się cwany uśmiech, ale były to tylko spekulacje. Po tym wszystkim wszedł do środka.
- Jeden problem z głowy. Teraz chodź pogadać z tą małą larwą. – Powiedział ocierając o siebie ręce. – Siedzi w pokoju od kilku dni. Domyślam się, że do ciebie się nie odzywała? – Wyczuł sytuację chyba. – Nie musisz nic mówić. Wiem co się dzieje. Próbuje się wycofać, bo boi się angażować w tę znajomość.
        Zrobiło mi się smutno z tego powodu. Wiedziałem jednak, że nie zamierzam się łatwo poddać. Teraz już nie chodziło jedynie o pomoc jej. Chciałem się do niej zbliżyć z własnego powodu. Podobała mi się. To było nie do zaprzeczenia i nie zamierzałem tego zaprzepaścić. Chyba, że odrzuciłaby mnie.
        Poszedłem grzecznie do jej pokoju za Sungyoonem. Kiedy weszliśmy do niego, nawet nie spojrzała na nas. Była zapatrzona w ekran z grą i miała ubrane słuchawki na uszach. Jej pokój za to wyglądał jak siedem nieszczęść. Pełno papierków, paczek po chipsach, puszek po napojach. Po prostu jeden wielki śmietnik. Rzeczywiście musiała się zaszyć w pokoju.
- Masz gościa. – Powiedział Sungyoon zdejmując jej słuchawki. – Przez to, że nie słyszałaś dzwonka naraziłaś go prawie na zdemaskowanie przez sąsiadkę. – Mówiąc to roztrzepał jej włosy. Ona o mało nie zabiła go wzrokiem, lecz po chwili spojrzała na mnie z przerażeniem. – Zostawiam was samych.
        Jak powiedział tak zrobił. Wyszedł. A ja nagle spanikowałem. Pierwszy raz widziałem ją w pełni świadomy tego co chciałem. Odwróciła się na krześle w moją stronę i patrzyła na mnie wyczekująco.
- Nie odezwałaś się to musiałem przyjść. – Zacząłem od tłumaczenia.
- A może ja nie jestem w humorze, by cię widzieć? – Nie powiedziała tego pewnie, wręcz przeciwnie. Dało się wyczuć zachwianie w jej głosie.
- Skoro nie masz humoru to pograjmy w coś na rozluźnienie. Masz joysticki do komputera? – Mówiąc to podszedłem do niej bliżej i szeroko się uśmiechnąłem.
- Dobrze. – Wyszeptała ledwo słyszalnie.
        I tak oto wybraliśmy jakąś dziwną dziką grę. Siedzieliśmy na podłodze po turecku, bo tak było nam wygodnie.  Skakanie po platformach, bieganie, zbieranie monetek. Byłem w tym lepszy, albo ona była bardziej rozkojarzona. Przegrała każdą rozgrywkę. Po piątej przegranej rzuciła swoim kontrolerem.
- Nie gram już. – Powiedziała jak małe obrażone dziecko. Chciało mi się zaśmiać z niej, lecz nie mogłem. Wiedziałem, że potrzebowała powiedzieć co ją trapi.
- Co się dzieje? – Zagadałem.
- Chciałam z tobą zerwać kontakt, zdystansować. – Powiedziała ze spuszczoną głową i zaś miała fryzurę jak rodem z horrorów, lubiłem to. – Nie potrafię jednak. Tęskniłam za twoim śmiechem. – Nadal miała smutny ton, lecz ja byłem szczęśliwy. To był bardzo dobry znak. Troszkę mnie nim zaskoczyła.
        Spojrzała na mnie. Jej oczy się szkliły. To już nie było pozytywne. Miałem już położyć dłoń na jej policzku, choć nie byłem świadomy do końca w jakim celu chciałem to zrobić, bo jeszcze nie płakała, gdy do pokoju wparował Sungyoon.
- Wiecie co? Są mistrzostwa Lola. Oglądacie ze mną? – Ocknąłem się i starałem się przetrawić co do nas powiedział.
- Jasne! – Rzekła już promienna Rika i podskoczyła do pozycji stojące. Następnie wyciągnęła do mnie rękę. – Chodź. Nie możemy tego przegapić.
        Cel osiągnięty. Rika się uśmiechała. Może i chciałbym, żeby Sungyoon nam nie przerwał. Jednak i tak było bardzo dobrze. Wieczorem oczywiście nie obyło się bez wywiadów ze strony Kyungsoo i Baekhyuna, a ja ich już nie słuchałem. Przed oczami miałem tylko ten jej uroczy uśmiech, który udało mi się przywrócić na miejsce.