środa, 23 marca 2022

Uczuciowy zawrót głowy: Rozdział 1


Uczuciowy zawrót głowy
Rozdział 1

    Wybiegłam ze swojego pokoju pospiesznie. Chciałam być jak najprędzej na uczelni, żeby nie przegapić niczego pierwszego dnia. Nie miałam zamiaru odstawać od grupy. Zawsze uwielbiałam poznawać ludzi i wiedziałam, że tym razem poznam ich dużo. Miałam także delikatne nadzieje na jakiś romans. Wiedziałam, że nie byłam brzydka, lecz moje wcześniejsze starania kończyły się tylko na kilku randkach. Dużo chłopaków w moim otoczeniu nie miało śmiałości się do mnie zbliżać, bo pewnie myśleli, że już kogoś mam. Na dodatek byłam z natury bardzo miła i dawałam szansę wykazać się osobom, które zniechęcały mnie do siebie po pierwszym spotkaniu . Niektórzy zaczęli wtedy myśleć, że jestem wybredna.

    Zależało mi na pokazaniu się z jak najlepszej strony, dlatego zerknęłam jeszcze w lustro przed samym wyjściem z domu. Poprawiłam kilka razy moją ulubioną błękitną koszulę z gumką ściągającą na jej dole. Czułam, że przyniesie mi ona szczęście i cicho na to liczyłam. Moje włosy delikatnie pofalowałam, bo uważałam, że tak wyglądały najlepiej. Nigdy za to nie lubiłam się malować, więc użyłam tylko błyszczyku do ust.

— Jest przecież idealnie — wtrącił, uśmiechając się do mnie mój starszy brat Seungho, który stał zaraz za mną. - Ja wiem, że studia to ważny czas dla życia towarzyskiego, ale poradzisz sobie na pewno. To nieistotne co będziesz miała na sobie. - Jemu było łatwo mówić... był tak przystojny, że cokolwiek by nie zrobił wyglądał zabójczo.

— Będzie idealnie, jak zacznę w końcu się z kimś umawiać, a nie tylko przyjaźnić — powiedziałam z delikatnym przekąsem.

— Ja uważam, że już kogoś masz. Jisung jest wiecznie obok ciebie.

    Na te słowa kopnęłam go w kostkę, a że miałam pantofelki musiało go to zaboleć, bo zaczął podskakiwać i trzymać się za stopę z krzywą miną. Wiedziałam, że żartował sobie ze mnie. Jisung mieszkał w naszym sąsiedztwie i znaliśmy się aż za dobrze. Randkowanie z nim nie wchodziło w grę. Odrzucała mnie sama myśl o tym. Przyjacielem był świetnym, ale nie pasowaliśmy do siebie w ten sposób. Mój brat też to wiedział, a mimo to często się ze mną tak droczył.

***

    Zdziwiłam się okropnie, że nie było pod moimi drzwiami Jisunga. Nie umawialiśmy się konkretnie o której wychodzimy, bo doskonale wiedzieliśmy ile wcześniej zawsze chcemy być na miejscu. Po prostu znaliśmy się na wylot. Założyłam więc, że może na pierwszy dzień wolał się zjawić oddzielnie, żeby ludzie nie pomyśleli o nas nic specjalnego. Choć z drugiej strony pewnie by mnie uprzedził, gdyby tak chciał zrobić. Mimo tej niepewności nie chciało mi się do niego zadzwonić. Bałam się, że jak to zrobię, to jeszcze się okaże, że nie umiał się wyrobić i musiałabym na niego czekać, dlatego ruszyłam przed siebie nie siląc się na jakiekolwiek wyjaśnienia.

    W głowie układałam sobie różne odpowiedzi na prawdopodobne pytania jakie mogliby zadać studenci z mojego wydziału. Myślałam czy dobrze od razu się tłumaczyć, że poszłam na matematykę, by nauczać w szkole, ale nie byłam pewna, że to właśnie to będę robić po studiach, czy może jakoś inaczej to przedstawić. Z drugiej strony nie chciałam nikogo udawać. Zawsze byłam szczera, a to czasami wiele psuło. Było kilka znajomości, które zachowałabym, gdybym tylko naciągnęła trochę prawdę.

    Próbowałam przejść przez ulicę już niedaleko uczelni, lecz nie rozglądnęłam się tak jak powinnam. Niestety na moje nieszczęście jezdnia nie była całkiem pusta i usłyszałam pisk opon samochodu, który musiał nagle przeze mnie hamować. Jednocześnie poczułam czyjąś rękę w okolicach mojego łokcia, która pociągnęła mnie ponownie na chodnik. To wszystko wydarzyło się tak nagle, że nie zdążyłam sama zareagować. Po chwili moje serce zaczęło walić jak szalone choć już byłam bezpieczna. Mężczyzna z samochodu obtrąbił mnie, a ja bałam się spojrzeć na osobę, która próbowała mi pomóc. Nic by mi się nie stało, bo auto w porę się zatrzymało, jednak nigdy nie wiadomo... To mogło mnie uratować w innej sytuacji.

— Postradałaś zmysły? Chciałaś zginąć? — zadawał mi te pytania dość gruby i męski głos.

— Przepraszam — wyszeptałam i uniosłam w końcu wzrok.

    Zrobiło mi się jeszcze głupiej. Ujrzałam bowiem przed sobą bardzo przystojnego, wysokiego chłopaka. Był ubrany trochę jak gangster na moje oko. Skórzana kurtka, groźnie wyglądające buty, którym miałam okazję dobrze się przyjrzeć, gdy jeszcze pochylałam głowę... Miał nawet kolczyki w uszach. Typowy bad boy. Wiele dałabym, żeby pomogła mi jakaś dziewczyna, a ja zbłaźniłam się przed kimś takim.

— Yah! Nadal bujasz w obłokach? Nawet po tym co się wydarzyło?

    Musiał po mnie widzieć, że się zamyśliłam, ale nie była to już moja wina, tylko jego wyglądu przecież.

— Przepraszam, że sprawiłam ci kłopot. Będę już na siebie uważać. — Mój głos był bardzo cichy przez te emocje.

— Tu nie chodzi tylko o ciebie. Mogłaś spowodować też kolizję. Co, jeżeli za tym samochodem ktoś jeszcze by jechał i nie zdążył się zatrzymać? Albo kierowca chcąc cię ochronić, skręciłby w bok i uderzył w coś lub kogoś?

    Poczułam się skołowana jego słowami. Nie myślałam o tym w ten sposób, bo dopiero co się to wydarzyło i jeszcze po tym nie ochłonęłam. Wiedziałam jednak, że prędzej czy później też miałabym podobne wnioski i czułabym się strasznie. On tylko przyspieszył nadchodzące wyrzuty sumienia.

— Masz dużo racji. Zazwyczaj jestem skupiona. To mój pierwszy dzień na uczelni. Wybacz mi to roztargnienie. — Po tych słowach musiałam już opuścić ponownie głowę, by nie patrzeć na jego twarz pełną wyrzutów.

— Hyunjoo! — usłyszałam nagle i doskonale wiedziałam, co zobaczę. gdy spojrzę w stronę tego głosu. Jisung biegł właśnie do mnie machając.

    Postanowiłam podziękować chłopakowi, który mnie wyciągnął z ulicy, zanim mój przyjaciel do nas dojdzie, ale gdy wróciłam wzrokiem w miejsce w którym przed chwilą stał, jego już tam nie było. Spojrzałam przez ulicę, a on zmierzał w stronę uczelni. Nie wiedziałam kim był, lecz coś czułam, że jeszcze go spotkam.

— Kto to był? — Zaczął dopytywać Jisung, gdy tylko pojawił się obok mnie.

— Chciałabym wiedzieć... - oznajmiłam tajemniczo. Wiedziałam, że on nie odpuści mi szczegółów, wolałam jednak o coś najpierw zapytać. — Czemu dopiero teraz tu jesteś? Myślałam, że nie idziemy dzisiaj razem. - Starałam się brzmieć jak delikatnie oburzona.

— Wybacz, trochę się ociągnąłem i potem na ciebie chwilę czekałem zanim twój brat nie wyszedł mi powiedzieć, że już cię nie ma. To ja powinienem mieć pretensje, że nie wysłałaś mi żadnej wiadomości, iż już poszłaś. I nie zmieniaj tematu. Kto to był? — Przy tym ponownym pytaniu zrobił swoje słodkie szczenięce oczka.

— Już ci wszystko mówię, tylko chodźmy już na uczelnię.

    Opowiedziałam mu wszystko szczegółowo. Nie było za wiele w sumie do mówienia, ale on i tak zadawał mi mnóstwo pytań, na które nie mogłam znać odpowiedzi po tak krótkim wydarzeniu. Zaczęło mnie to irytować, bo sama chciałabym wiedzieć o niektórych szczegółach. Dlatego, jaka była moja radość, gdy weszliśmy na wjazd do uczelni, a z drugiej strony nadeszła bardzo ładna dziewczyna! Uśmiechnęła się do nas, a Jisung złapał mnie dość nagle za łokieć i zaczął szarpać go porozumiewawczo. Jego wzrok patrzył na dziewczynę z ekscytacją. Już wiedziałam co o niej myślał.

— To Jo Woori — wyszeptał, a ja zaskoczyłam się jego wiedzą. — Będzie z nami zaczynać naukę na wydziale. Wczoraj dużo wypowiadała się na forum i podała tam link do swoich portali społecznościowych, jak niektóre osoby. — Po tym wszystko już było klarowne. — Piękna, prawda?

    Przytaknęłam tylko, bo uznałam, że jesteśmy za blisko niej i lepiej nie mówić za wiele już na głos. Szliśmy tuż za nią bo, tak jak my, zmierzała na miejsce zbiórki naszego wydziału.

— A i jeszcze jedno — rzekł Jisung nagle i spoważniał. — Każdemu musimy dawać do zrozumienia, że nic nas nie łączy. Chcę się umawiać z dziewczynami i nie chcę, żebyś jakieś mi odstraszyła.

— Nie przejmuj się. Ja chcę tego samego — odrzekłam krótko i ruszyliśmy przed siebie ponownie.

***

    Podeszliśmy do miejsca zbiórki tuż za piękną Woori. Ona orientując się, że też tam dotarliśmy dość gwałtownie się do nas odwróciła i wyciągnęła do mnie swoją dłoń.

— Jo Woori. Widzę, że będziemy razem na wydziale — oznajmiając to, uśmiechała się bardzo przyjaźnie.

    Chwyciłam jej dłoń i także się przedstawiłam. Jednak śmiałam się w duchu, gdy zobaczyłam reakcję Jisunga. On miał minę zszokowaną, a jednocześnie podekscytowaną, co wyglądało przezabawnie. Może Woori, z takim wyglądem, była przyzwyczajona do takich zachowań, ale jej kąciki i tak się delikatnie uniosły, jakby powstrzymywała się ledwo od śmiechu. W trójkę już podeszliśmy do stolików, przy których siedziały starsze od nas osoby z naszego wydziału. Po usłyszeniu naszych nazwisk dostaliśmy parę potrzebnych rzeczy, w tym identyfikatory, mapki uczelni i tym podobne.

    Następnie odwróciliśmy się do nich tyłem i ujrzeliśmy grupę osób zbitą razem pod transparentem z napisem Wydział Matematyki. Kroczyliśmy w tamtą stronę, a ktoś zaczął do nas machać. To był chłopak o anielskiej wręcz twarzy i dość wysoki. Przez chwilę wydawało się, że właśnie do mnie machał. Miał taki piękny uśmiech... Jego oczy mrużyły się uroczo. Wskazałam na siebie palcem niemo pytając, czy chodzi mu o mnie. On widząc to zakłopotał się ewidentnie i obniżył swoją rękę. Zerknęłam więc za siebie, by sprawdzić kto szedł za mną. To był Jisung, który również do niego machał... Wyszło najwidoczniej na to, że zbłaźniłam się przed przyjacielem Jisunga z liceum. Nie chodziliśmy do tego samego i podobno Jisung się z kimś tam kumplował i ten ktoś miał z nami być na wydziale. Nie wiedzieć czemu nigdy nie poznałam tego chłopaka i w tamtym momencie okropnie tego pożałowałam. Wydawał się sympatyczny, a na dodatek był bardzo przystojny.

    Myślałam, że już dołączymy do reszty ludzi z wydziału i będę mogła unikać spotkania się mojego spojrzenia ze spojrzeniem przyjaciela Jisunga, ale ten idący za mną nagle mnie złapał za łokieć i tym samym zatrzymał w miejscu, po czym zobaczyłam, że machnął w stronę swojego znajomego, by do nas podszedł. Pewnie chciał nas poznać ze sobą, czym od razu mnie zestresował. Na dodatek nie zauważył chyba nawet, że obok nas stanęła też Woori. Coś czułam, że się zaraz skompromituję przed chyba najładniejszymi osobami na naszym wydziale.

    Chłopak o anielskiej twarzy podszedł do nas, a ja zaczęłam skupiać się na moich stopach. Uznałam, że to jedyne wyjście, by nikt nie widział rumieńców, które pojawiły się z zakłopotania na moich policzkach.

— Dawno miałem to zrobić. I powinienem jeszcze przed naszym pierwszym dniem na uczelni, bo pewnie będziemy super paczką. Hyunjoo, poznaj Dongmina — oznajmił triumfalnie Jisung. Ja chcąc nie chcąc uniosłam wzrok i spojrzałam we wskazane przez niego miejsce, bo mogłoby to być niegrzeczne, gdybym tego nie zrobiła.

    Dongmin chyba aż tak źle nie odebrał mojej pomyłki, ponieważ właśnie w tamtym momencie kierował do mnie uroczy uśmiech... Chyba, że właśnie w duchu się ze mnie śmiał, a to był tylko kamuflaż.

— W końcu mogę cię poznać Hyunjoo. Wiele o tobie słyszałem. — Te słowa mnie trochę zaskoczyły. Mi mówił mało o nim. Nawet nie pamiętałam jego imienia.

— Ja o tobie niewiele — rzekłam szpetem, trochę mając to za złe Jisungowi.

— Jak to? To trochę niesprawiedliwe. — Czułam po tonie jego wypowiedzi, że także się zawiódł.

— Bo chciałem was zapoznać, a ty Hyunjoo zawsze się wymigiwałaś. — Jisung wycedził to przez zęby.

    Gdy tak sobie przypomniałam parę sytuacji, kiedy to Jisung planował wypad naszej trójki, to faktycznie nie miałam nigdy na to czasu. Niestety w liceum średnio mi szła nauka z kilku przedmiotów i musiałam się do nich przyłożyć, by dostać się na studia. Dopiero w tamtym momencie zrozumiałam, że ucierpiało na tym moje życie towarzyskie.

— A mnie możesz też przedstawić koledze? — wtrąciła Woori.

Jisung podskoczył na jej głos. On naprawdę jej nie widział obok siebie? A tak się nią zachwycał i mimo to spuścił z niej wzrok. Cały ciapowaty Jisung.

— Oczywiście. Tylko nie zakochujcie się w sobie piękności. — Byłam w szoku, że tak wprost to powiedział. Jak on to zrobił, nie zawstydzając się przy niej? Jej uroda chyba była tak widoczna, że uznał to pewnie za stwierdzenie faktu, a nie wypowiadanie komplementu.

— Spokojnie. Dla mnie się liczy przede wszystkim charakter — wyznała dziewczyna z delikatnym uśmiechem. Ciekawa byłam, czy ta wypowiedź była szczera. Dużo dziewczyn tak mówiło, a wychodziło potem inaczej.

— Uuuu — zawył z zachwytu Jisung. — To pamiętaj, że mam wspaniały charakter. A to jest Lee Dongmin. Mój przyjaciel z liceum. — Na te słowa widziałam, że Dongmin się znowu uśmiechnął. — A no tak. A to przepiękna Jo Woori. — Zwrócił się jeszcze do Dongmina.

    W tamtym momencie spojrzeli się na siebie, ona wyglądała na zawstydzoną spojrzeniem Dongmina. Cóż, nic dziwnego, jednak chyba zaprzeczało to jej wcześniejszemu stwierdzeniu. Zakłuło mnie coś lekko. Pierwszy chłopak na którego zwróciłam uwagę na uczelni i miałam duże szanse u niego, bo przyjaźnił się z Jisungiem, a już chyba spotkał kogoś bardziej pasującego. Wyglądaliby idealnie razem... Mimo to, nie chciałabym tego. Mogłoby to zranić Jisunga.

— Dobra, chodźmy lepiej do reszty. Bo zostaniemy jeszcze wyrzutkami jakimiś.Czułam w tej wypowiedzi Jisunga, że myślał o tym co ja. Był zazdrosny. Pewnie to widziałam tylko ja, bo znałam go na wylot.

    Już ruszyliśmy ponownie do grupki złożonej z naszego wydziału, ale znowu ktoś mnie zatrzymał. Tym razem Woori, co mnie bardzo zdziwiło.

— Jisung jest twoim przyjacielem? — zapytała szeptem.

— Tak. Od dziecka praktycznie. — Wypowiedź zakończyłam delikatnym uśmiechem.

— To musi być wspaniałe, gdy zna się kogoś tak długo. — I znowu mnie zaskoczyła tymi słowami. Sugerowała chyba, że nie przyjaźniła się z nikim tak blisko. — Nigdy między wami nic nie iskrzyło? - dodała nagle. Zaczęłam myśleć, że źle ją oceniłam. Czyżby zainteresował ją Jisung? Jeżeli tak by było, wiedziałam, że będę się cieszyć jego szczęściem.

— W podstawówce raz uznaliśmy, że możemy wziąć ślub, jeśli nie znajdziemy lepszej drugiej połówki. - Zaśmiałam się mówiąc to. — Jednak szybko zmieniliśmy zdanie i to odwołaliśmy. Nie pasujemy kompletnie do siebie jako para. - Moja wypowiedź była szczera i miałam nadzieję, że Woori to dostrzegła.

— Jakby co, to byłam po prostu ciekawa. Niektórzy uważają, że przyjaźń damsko męska nie istnieje. — Miałam wrażenie, że tylko się tłumaczyła. Urocze to było.

— Mogą mieć rację, ale my w takim wypadku jesteśmy wyjątkiem. — Podsumowałam to i po tych słowach już naprawdę doszliśmy do reszty.

    Wtedy dopiero się zaczęło. Gwizdy, wzdychanie, okrzyki zachwytu. Nikt nie krył się chyba z tym, jakie wrażenie wywarła na nich Woori. Dziewczyny i chłopcy, wszyscy się jej przyglądali. Pewnie każda z dziewczyn chciała się z nią przyjaźnić. Po tej myśli coś do mnie dotarło. Może właśnie dlatego nie miała nikogo tak bliskiego? Każdy przyklejał się pewnie do niej ze względu na wygląd, a taka przyjaźń mogłaby być nieszczera. Jeżeli tak było faktycznie, to byłoby mi jej szkoda. Chciałam się tego dowiedzieć, lecz wiedziałam, że nie zapytam nigdy o to wprost.

    Żadnego imienia nie potrafiłam zapamiętać, każdy przekrzykiwał każdego, czułam, że nasz wydział był pełen żywych ludzi. Czułam też, że Jisung się tam wpasuje doskonale. Widziałam, że dziewczyny próbowały zagadać Woori, a ona rozmawiała bardzo niepewnie z nimi. A niektóre z nich zerkały co chwilę ukradkiem na Dongmina. Ten zaś trochę wyglądał na zagubionego. Jego też każdy chciał poznać i on najwidoczniej za tym nie nadążał.

    Usłyszeliśmy dźwięk pędzących nóg gdzieś za mną i wszyscy spojrzeli, kto to biegnie. Była to dość ładna, ale ewidentnie roztrzepana dziewczyna. Ubrana bardziej w luźnym stylu z rozczochranymi włosami. Co nie było dziwne, jeśli biegła już jakiś czas.

— Wybaczcie spóźnienie. — Wraz z tymi słowami stanęła obok i się oparła o mnie. — Mój chłopak uparł się, że mnie podrzuci i prawie spowodował wypadek. Musiałam ogarnąć sytuację między nim i kierowcą drugiego samochodu. - Mówiła bardzo szybko, a każdy patrzył na nią z zaskoczeniem wypisanym na twarzy.

    Pewnie nie każdy odważyłby się to wszystko powiedzieć na pierwszym spotkaniu z ludźmi, z którymi miało się od tamtego momentu spędzić dużo czasu przez kilka lat. Podziwiałam jej odwagę i bezpośredniość. Z drugiej strony znałam podobną osobę. Zachowała się jak damska wersja Jisunga i ta myśl bardzo mnie rozbawiła. Po chwili przedstawiła się jako Dahyun.

    Widać było, że rozbawiła niektórych ta sytuacja, jednak jedna osoba, na którą wcześniej nie zwracałam uwagi jakoś zmierzyła ją nieprzyjemnym wzrokiem. Chyba ktoś przedstawił ją jako Nara wcześniej. Miała bardzo zimne spojrzenie i już czułam wtedy, że jej nie polubię.

***

    Potem ruszyliśmy na spotkanie organizacyjne dla wszystkich nowych studentów, gdzie zapowiedziano nam kiedy i gdzie możemy przyjść na integrację naszych wydziałów. Nasza, miała mieć miejsce następnego dnia i zaczynać się na sali gimnastycznej. Trochę ekscytowało mnie to, że coś takiego organizowano. Mówiono też co najlepiej ze sobą przynieść oraz dostaliśmy ciepłe powitalne słowa jak i przekazano nam kilka ważnych informacji. Co potrzebowałam to zapisywałam. Wiedziałam, że będzie też z tego korzystał Jisung. Zawsze był zbyt leniwy, by coś zapisać i liczył, że o wszystkim ja mu przypomnę.

    Gdy zbieraliśmy się do wyjścia, wychodziłam z sali z Jisungiem, Dahyun i Dongminem. Ja i Dongmin milczeliśmy, a tamta dwójka nawijała na temat spotkania integracyjnego z dużą ekscytacją. Normalnie pewnie bym dołączyła do tej rozmowy, ale rozmowa przy Dongminie mnie krępowała. Dodatkowo widziałam jak inne dziewczyny oblegały Woori i jakoś z tyłu głowy się nią zamartwiałam, bo wyglądała przez to na zmęczoną. Nie wiedzieć czemu przejmowałam się nią. To zamyślenie sprawiło, iż nie wiedziałam nawet o tym, że rozwiązała się sznurówka w moich pantofelkach i ją nadepnęłam, a co za tym szło... Prawie się przewróciłam. Prawie, bo ktoś mnie złapał za ramiona od tyłu. Nie był to nikt z naszej paczki, co mnie zmartwiło. Znowu się wygłupiłam? Gdy ten ktoś mnie gwałtownie puścił, wcześniej doprowadzając mnie do pionu, pospiesznie postanowiłam spojrzeć kto to. Jakie było moje zaskoczenie, że to ponownie był ten chłopak wyglądający na chuligana.

— Czemu znowu się zamyśliłaś? — brzmiał jak oburzony. — Mówiłaś, że nie zdarza ci się to normalnie, a to drugi raz dzisiaj, gdzie nie mamy jeszcze południa.

    Zdenerwowało mnie to już. Miał prawo mieć do mnie pretensje, że trochę nie uważam, jednak mógł być milszy. Czuł się lepszy od innych czy jak?

— Mam prawo do pomyłek i błędów. Trzeba było mnie nie łapać. Skoro tak przeszkadza ci moje roztargnienie, to po co mnie łapiesz? — Miałam ochotę wygarnąć mu jeszcze więcej. Czułam na sobie wzrok każdego w najbliższym otoczeniu, jednak nie chciałam się tym przejmować. On zaś był zdziwiony moim wybuchem. Widocznie nikt jeszcze mu nosa nie utarł odpowiednio.

— Zero wdzięczności - wymamrotał. — Dobrze, następnym razem będę się przyglądał jak zrobisz sobie krzywdę i będę się tym chełpił. — Po tych słowach chyba chciał odejść i już mnie wymijał, ale ponownie się zatrzymał.

    Spojrzałam za siebie, by ujrzeć co go zatrzymało. Tym powodem jednak był ktoś, po kim bym się tego nie spodziewała. Stał przed nim właśnie Dongmin z poważną miną. Można było się nawet jej przestraszyć. Nie wiedziałam, że ktoś z tak delikatnymi rysami twarzy może wyglądać tak groźnie.

— Mógłbyś być bardziej uprzejmy? — wycedził przez zęby, a ja nie rozumiałam wcale tej sytuacji.

— Będę miły dla kogo zechcę. Nie rozkazuj mi proszę.

    Spojrzałam na Jisunga i Dahyun. Oglądali scenę z otwartymi buziami. Byli w szoku jak i ja. Chłopcy zaś mierzyli się zabójczym spojrzeniem i bałam się co miało z tego wyniknąć.

CDN

Proszę nie zabijać mnie za takie zakończenie




Nowe opowiadanie: Uczuciowy zawrót głowy

 Uczuciowy zawrót głowy

 Hyunjoo wraz ze swoim wieloletnim przyjacielem rozpoczyna nowy rozdział w życiu. Studia. Ma nadzieję, że spotka tam nie tylko wiedzę, potrzebną jej na przyszłość, ale także jakiegoś chłopaka. Niestety los jest dla niej zbyt łaskawy i do jej serca zapuka więcej niż jeden kandydat, co może przysporzyć jej wielu krępujących sytuacji...

Gatunek:  Romans, Hetero, Fanfik, K-pop.
Sławni Koreańczycy, którzy występują: Lee Dongmin z Astro, Kwon Hyunbin, Yoon Jisung i wielu innych, bo skład mieszany


Na wstępie zaznaczę, że to opowiadanie jest obmyślone na bazie moich emocji po obejrzeniu dwóch dram z Dongminem jako głównym bohaterem. Więc będzie typowo dramowo jak to u mnie bywa zresztą. :D Sama jeszcze nie wiem z kim bohaterka "skończy". Myślę, że właśnie takie opowiadania fajnie się piszę, gdzie sama mam dylemat kogo wybrać, więc zobaczymy co z tego wyniknie.

Niektórzy znali mnie ze ścisłej regularności w dodawaniu rozdziałów. Tu tego na pewno nie będzie. Kilka rozdziałów może się pojawi dość szybko. Niestety nie jestem w stanie przewidzieć jak będzie z kolejnymi mi się kulało. Mimo to, mam nadzieję, że nie będę wam robić dużych polsatów. :D Postaram się włożyć dużo serduszka w to opowiadanie, bo koncept bardzo mi się podoba i uznałam, że dobrze będzie od tego zacząć udostępnianie czegoś całkowicie nowego. Mam nadzieję, że przyjmiecie ten fanfik ciepło.

Ps. Wiem, że beznadziejna okładka, jednak zawsze robiła mi je siostra, więc muszę sobie jakoś teraz radzić. :D

Ps2. W nawiasach będą aktorzy/piosenkarze użyci do roli jaką tu grają, choć w większości przypadków nie będzie nawiasu, ponieważ będę używać ich prawdziwych imion i nazwisk w opowiadaniu.


Najważniejsi bohaterowie

Lee Hyunjoo

Kwon Hyunbin

Kwon Hyunbin

Lee Dongmin (Lee Dongmin/Cha Eunwoo)

Lee Dongmin (Lee Dongmin/Cha Eunwoo)

Lee Dongmin (Lee Dongmin/Cha Eunwoo)

Yoon Jisung

Yoon Jisung

Jo Woori

Kim Dahyun

Kim Dahyun

Yang Hongseok

Yang Hongseok

Yoon Seungwan (Shon Seungwan/ Wendy)

Yoon Seungwan (Shon Seungwan/ Wendy)

Yoon Seungwan (Shon Seungwan/ Wendy)

 Kwon Nara

Mniej ważni bohaterowie - jedni z nich będą na krótko, inni będą gdzieś tam w tle, a jeszcze inni nie mam pojęcia ile razy się pokażą, ale póki co mam dla nich małą rolę

Mniej ważni bohaterowie - jedni z nich będą na krótko, inni będą gdzieś tam w tle, a jeszcze inni nie mam pojęcia ile razy się pokażą, ale póki co mam dla nich małą rolę

Baek Junho (Baek Junho/Zuho)

Baek Junho (Baek Junho/Zuho)

Lee Seungho (Yoo Seungho)

Lee Juri (Stephanie Young Hwang)

Lee Juri (Stephanie Young Hwang)

Lee Juri (Stephanie Young Hwang)


Shin Jaeha

Noh Seorin (Kim Jiyeon/Bona)

Noh Seorin (Kim Jiyeon/Bona)

Noh Seorin (Kim Jiyeon/Bona)

 

czwartek, 17 marca 2022

Lekcje miłości: Rozdział 13

 

Lekcje miłości

Rozdział 13


 

*Anri*

 

                Siedziałam sobie na uczelni cały dzień pisząc wiadomości z Sehunem. Dziwiłam się, że miał tak dużo czasu dla mnie. Jednocześnie cieszyło mnie to wszystko. On ostatnio spędzał ze mną chyba każdą wolną chwilę i skupiał na mnie swoją uwagę. Wiedziałam, jak bardzo się poświęcał, bo przecież powinien wtedy skupiać się przede wszystkim na odpoczynku. Zastanawiałam się, czy naprawdę robił to wszystko by się ze mną przyjaźnić. Momentami zaczynałam myśleć, że może mu się spodobałam. Uznałam jednak, że nie powinnam sobie robić nadziei. Wystarczyło, że przez wcześniejsze moje pochopne lokowanie uczuć musiałam unikać pewną osobę.

                Nagle podszedł do mnie jeden kolega z roku. Dziewczyny bardzo dużo o nim mi opowiadały, bo podobno był bardzo przyjemnym chłopakiem, mimo, iż był bardzo przystojny. Przyjrzałam mu się lepiej, kiedy stanął naprzeciwko mnie. Jego wygląd rzeczywiście zawsze robił niezłe wrażenie.... Ale to nie to w tamtej chwili było dla mnie najważniejsze.

— Notowałaś coś może na zajęciach z socjologii? — zapytał mnie dość nieśmiało, a ja mu przytaknęłam pospiesznie i bez słów wyjęłam moje notatki, wręczając mu je od razu. — Oh jak ty dobrze mnie rozumiesz. — Zachichotał mówiąc to, a ja już chciałam zająć się odpisywaniem na kolejną wiadomość Seheuna, co zostało mi przerwane. — Może podałabyś mi przy okazji numer telefonu? — dodał, a mnie zatkało. On mnie podrywał? Pewnie każda dziewczyna piszczałaby w tym momencie z radości, ja za to byłam trochę niepewnie nastawiona do tego wszystkiego.

                Stwierdziłam, że podanie numeru jeszcze nikogo nie zabiło, a wolałam potem nie żałować tego, że się nie zgodziłam na poznanie go bliżej. Dodatkowo opisałam sytuację Sehunowi. Oczekiwałam, że pewnie mi pogratuluje jak na przyjaciela przystało. Niestety on się oburzył na mnie, że byle komu rozdaję numer telefonu... Zdziwiło mnie to zachowanie. Potem ciężko się z nim pisało. Odpowiadał krótko, bez żadnych emotek, których normalnie nadużywał. Moje podejrzenia w tamtym momencie znowu się obudziły, choć próbowałam ich nie roztrząsać. A co jeśli ja mu się spodobałam naprawdę?

 

* Kyungsoo*

 

                Zgoda Eunmi, bym udał się z nią do kobiety, która wiedziała wiele o mężczyźnie intrygującym ją ostatnimi dniami nie była dla mnie zaskoczeniem. Widziałem, że stresowała się okropnie całą sytuacją i potrzebowała wsparcia. Dodatkowo cieszyło mnie to, że byłem w tamtej chwili najbliższą jej osobą. Już nie potrafiłem zaprzeczyć temu co do niej czułem. Przemyślałem to dokładnie i uznałem, że gdy pozbędziemy się całego stresu, wszystko jej wyznam. Zaakceptowałbym odrzucenie nawet, bo w końcu bycie z idolem wymaga poświęceń. Mimo to, nie mogłem trzymać wszystkiego w sobie. Trzeba było próbować, by przekonać się co będzie dalej.

                Umówiliśmy się na szczęście w mieszkaniu tej kobiety. Może to było równie ryzykowane co spotkanie w miejscu publicznym, bo nigdy nie wiadomo, czy jej córka, albo ktokolwiek z tego domostwa, nie był psychofanką, czy też antyfanką naszego zespołu. Tego brakowałoby nam do wszystkiego, by taki ktoś dowiedział się o tym, że wspierałem jakąś kobietę. Otworzyła nam pani w średnim wieku, a w każdym razie na taką wyglądała, witając nas jednocześnie szerokim i ciepłym uśmiechem.

— Rozumiem, że to pani chciała ze mną porozmawiać? — zwróciła się do Eunmi, na co ta przytaknęła jej nieśmiało.

                Po przywitaniu się odpowiednio zasiedliśmy w salonie na kanapie, bo tam zostaliśmy skierowani. Czekaliśmy, aż kobieta zacznie mówić. Nie popędzaliśmy jej, ani nic z tych rzeczy, bo przecież byłoby to niegrzeczne z naszej strony. Mimo to, niecierpliwiliśmy się.

— Yeonseo, bo tak zwie się ten idiota, wykorzystuje naiwność kobiet... Ja jestem po burzliwym rozwodzie. Często dobijał mnie fakt, że czułam się jak niechciana przez nikogo kobieta. Wtedy poszłam po kredyt do banku. Potrzebowałam trochę pieniędzy dla mojej córki i tam go poznałam. W banku w którym pracował.

                Zaskoczyło nas to. W sumie to nie wiedzieliśmy kompletnie kim był ten człowiek, więc mógł pracować wszędzie. Jednak pozycja bankiera nie powinna być czymś, co robił oszust.

— Namówił panią na jakiś kredyt, który był dla pani niekorzystny? — zapytała niepewnie Eunmi.

— Nie, moja droga. Dostałam to czego chciałam w banku... Dopiero jak z niego wyszłam wszystko się zaczęło. Mężczyzna zadzwonił do mnie i zaprosił mnie na kawę. Oczywiście, gdyby ktoś wiedział, że użył do celów osobistych numeru telefonu z wniosku kredytowego, pewnie nie uszłoby mu to na sucho, ale w tamtym momencie cieszyłam się, że to zrobił, więc nawet nie myślałam o jakieś skardze. Byłam szczęśliwa, bo zwrócił uwagę na mnie jako kobietę... Tak bardzo się myliłam.

                Te słowa mnie zmartwiły. Czułem, że dowiemy się czegoś niedobrego, a tej kobiecie na pewno nie było łatwo o tym mówić. W końcu dała się wykiwać obcemu człowiekowi, była naiwna i zdesperowana, co doprowadziło zapewne do popełnienia przez nią błędów. Kto chciałby opowiadać takie coś obcym ludziom?

— Uwiódł mnie. Mówił, że lubi starsze od niego kobiety, bo przecież są takie dojrzałe. Zapewniał, że byłam wyjątkowa dla niego. Twierdził, że mój mąż wiele stracił, a dzięki temu on zyskał... Wszystko brzmiało pięknie, wydawało się czymś niesamowitym. — Kobieta westchnęła głęboko, a my wyczekiwaliśmy najważniejszego, by dowiedzieć się, co z nim nie tak. — Wtedy zaczął mówić ze mną o tym, że potrzebuje kredytu, by leczyć swoją schorowaną matkę i żaden bank nie chce mu takowego dać,  bo nie miał odpowiedniej zdolności.* Wierzyłam, że był w ciężkiej sytuacji. Pieniądze o jakich mówił były ogromną sumą. Byłam gotowa wziąć na siebie ten kredyt, a on miał zamiar go spłacać... Uznałam, że warto byłoby mu pomóc.

                Domyślałem się dalszego ciągu, lecz chciałem dowiedzieć się kiedy kobieta zorientowała się o wszystkim. Jeżeli to wszystko było prawdą, musieliśmy powstrzymać omamianie matki Eunmi przez tego mężczyznę.

— Ja oczywiście nie przedstawiłam go mojej córce. Uważałam, że wyśmiałaby mnie, że jestem z chłopakiem troszkę od niej starszym tylko. Nie chciałam jej też stresować. Zazwyczaj dzieci nie lubią, gdy rodzice znajdują sobie nową osobę. Tak więc do ich spotkania doszło przypadkiem. Miała być na delegacji, więc zaprosiłam go do siebie. Jednej nocy musiałam udać się do pracy na wieczorną zmianę. Nie przypuszczałam, że córka wróci wcześniej. Poznała go. Przedstawił się jej podobno jako mój przyjaciel... Jak przyszłam do domu rano, nakryłam ich w jednym łóżku.

                Tego nie spodziewaliśmy się kompletnie. Ja i Eunmi patrzyliśmy z rozszerzonymi oczami na nią, a w jej spojrzeniu ujrzeliśmy zawód, smutek, złość. Wszystkie negatywne emocje.

— Uwiódł moją córkę jakimś cudem. Wiedziałam, że moja córka łatwo ulegała urokowi mężczyzn, chociaż nie przypuszczałam, że mogłaby oddać się komuś kogo znała od niedawna. Byłam wściekła na nią, a on tłumaczył się, że to nieporozumienie... Chciał mi wmówić, że wcale ze sobą nie spali w takim sensie jak myślałam, na szczęście moja córka nie dała mu już mnie oszukać. Wyrzuciła go i potem przepraszała mnie, bo  nie wiedziała, że ten mężczyzna był dla mnie kimś więcej. Tak się cieszę, że nie zdążyłam zaciągnąć na niego tego kredytu... Przecież na pewno nie miał nawet schorowanej matki.

                To było jasne. Wiele razy słyszało się o takich naciągaczach, a ten mężczyzna najwidoczniej doskonale znał się na uwodzeniu kobiet, skoro każda tak mu zawierzała. Wiedział gdzie uderzyć, by dostać to czego chciał. Eunmi musiała teraz wykonać niełatwe zadanie... Udowodnić matce, że ten mężczyzna nie było tym, za kogo ona go uważała.


***


                Wróciłem z Eunmi do jej domu, ponieważ widziałem, jak bardzo się wszystkim stresowała. Nie mogłem jej zostawić samej. Musiałem znaleźć jakiś sposób na ukojenie jej nerwów. Siedząc w jej kuchni przyglądałem się jej twarzy. Była cały ten czas pogrążona w myślach. Chciałem się w nie wtrącić, ale nie umiałem przerwać ciszy, która panowała wokół nas. Dopiero po chwili udało mi się cokolwiek zrobić. Chwyciłem jej dłoń i zacząłem delikatnie masować. Ona na to zadrżała i spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.

                Widząc jej zakłopotanie wszystko we mnie się pobudziło. Chęć opieki nad nią, chęć zbliżenia się. Wszystko to potęgowało i właśnie pod wpływem tej chwili zrobiłem coś, czego bałem się, że będę potem żałować.

— Chciałbym, żebyś została moją dziewczyną... Chcę cię wspierać będąc najbliższą osobą twojemu sercu, lecz nie wiem czy ty podzielasz moje uczucia.

                Jej usta zadrżały, jakby próbowała udzielić odpowiedzi, a nie potrafiła, spojrzała następnie na nasze dłonie. Splotła je ze sobą, czym mnie zaskoczyła. Ewidentnie zastanawiała się nad odpowiedzią, co mogło znaczyć, iż nie byłem jej obojętny. Uniosła na mnie wzrok ponownie i przyglądała się mi badawczo. Po chwili przybliżyła się do mnie i niespodziewanie musnęła swoimi ustami moje. Zaskoczyła mnie tak, że prawie pozwoliłem się jej odsunąć z rumieńcami na twarzy. Na szczęście w porę się zorientowałem co się dzieje i tym razem to ja nachyliłem się do niej, by potem ucałować jej mięciutkie wargi. Pogłębiłem pocałunek, tak szybko, jak tylko mi na to pozwoliła. To była chwila pełna emocji dla mnie. Zdawało mi się, że wszystko wokół się zatrzymało i liczył się jedynie nasz namiętny pocałunek. Tak oto moje uczucia zostały zaakceptowane pierwszy raz w życiu.

 

*Shinra*

 

                Kiedy pojawiłam się na uczelni, uświadomiłam sobie, jak bardzo bałam się Jaemina. Czułam, że to nie koniec walki z nim i byłam niby na to gotowa. Z drugiej strony wiedziałam, że był nieobliczalny i mogłam się po nim spodziewać wiele. Momentami zastanawiałam się, co ja w nim widziałam. Dlaczego uległam jego sztucznemu urokowi osobistemu i byłam jak ci wszyscy ludzie teraz, którzy jeszcze wierzyli mu? Nie mogłam jednak sobie tego wyjaśnić. Popełniłam ogromny błąd ufając mu i musiałam zmierzyć się z konsekwencjami tego, jakiekolwiek by nie były.

                Wielkim plusem było to, że nie byłam z tym wszystkim sama. Tata chciał mi pomóc i wiedziałam, że był gotowy nawet na problemy w układach z rodzicami Jaemina. Nie chciałam mu ich sprawiać, czułam jego wielkie wsparcie i to mi wystarczało. Wiedziałam też, że rodzice Jaemina nie byli złymi ludźmi, czy też zaślepionymi miłością do syna. Wręcz przeciwnie, wiele mieli mu za złe.

                Ojciec opowiedział mi o spotkaniu i wyznał, że bardzo uważnie go wysłuchali. To co im powiedział od razu zaakceptowali jako prawdę i przepraszali mojego ojca za swojego syna. Uznali, że znajdą mu odpowiednią karę i porozmawiają z nim poważnie. Czułam, że to mało i jednocześnie byłam im wdzięczna.

                Tak jak przypuszczałam Jaemin pojawił się na uczelni i gdy przechodziłam niedaleko niego korytarzem, musiał mi zagrodzić drogę. Czekałam, aż zamachnie się na mnie ręką, a tego nie zrobił. Chwycił za to moją dłoń w swoją i pociągnął gdzieś. Nie opierałam się, bo chciałam usłyszeć co miał do powiedzenia i jednocześnie zrealizować mój plan, gdyby tak zrobił coś nieodpowiedniego. Starałam się iść bardziej za nim niż koło niego, dzięki czemu nie zauważył, że wyciągnęłam telefon z kieszeni, nastawiłam w nim funkcje nagrywania, a potem schowałam ponownie, gotowa na usłyszenie od niego wiele.

                Zaciągnął mnie pod główne schody uczelni, miejsca, w którym często właśnie można było znaleźć ciszę i spokój na jakieś poważne rozmowy. Często je w takim miejscu z nim prowadziłam... Miałam nadzieję, że ta nie skończy się źle.

— W co ty pogrywasz? Skarżysz się ojcowi, że cię prześladuję, że jestem niebezpieczny? Boisz się mnie? — mówił to o dziwo spokojnie.

— Tak. Pojawiasz się cały czas koło mojego domu, uważasz, że powinnam do ciebie wrócić, po tym jak mnie zdradziłeś. Rozumiałabym, gdybyś poprosił o to raz, a nie biegał za mną, groził mi, uważał, że jestem twoją własnością nadal... Nie mogę tego dłużej znieść. Musisz się ocknąć. Zachowujesz się psychicznie. — Starałam się jak mogłam, by mój głos nie zadrżał. Byłam przerażona widząc, że podnosiłam mu ciśnienie tą wypowiedzią.

— Co mam ci powiedzieć, żebyś w końcu zrozumiała, że ty należysz do mnie? Nasi rodzice mają wspólne interesy, dobrze razem wyglądamy, a ty zyskasz wiele będąc ze mną. Przyjrzyj się uważnie... Miałaś nawet koleżanki na uczelni, a teraz jesteś dla nich nikim, bo wierzą w to, że byłaś okropna względem mnie. — On naprawdę musiał mnie uważać za idiotkę, jeśli te słowa miały mnie do czegokolwiek przekonać.

— Gdzieś mam takie znajomości. Dla mnie to ty już jesteś nikim. Kochałam cię, a ty byłeś ze mną, bo ładnie razem wyglądamy, bo pasuję do twojego świata, a jednocześnie zabawiałeś się z innymi pannami, bo przecież one dawały ci to czego chciałeś... Byłam tylko na pokaz, by dać ci alibi, iż jesteś grzecznym dzieckiem i masz ułożoną dziewczynę. Nawet nie wiesz, jak bardzo czułam się upokorzona przez ciebie, jak cierpiałam. — Mimowolnie zaczęły lecieć mi łzy... Przypomniało mi się to, jakiego doznałam szoku uświadamiając sobie, że dla niego to była wszystko gra. Ja naprawdę wierzyłam wcześniej, że to miłość i przeznaczenie nas łączyły. — Nienawidzę cię po stokroć. Brzydzę się twojego dotyku i twoich wymuszonych pocałunków. W dodatku byłeś w stanie mnie uderzyć. Jak mogłabym do ciebie wrócić po tym wszystkim? — Nie interesowało mnie to, że wyglądałam pewnie przed nim żałośnie. Wychodziłam na tą naiwną istotę, która nabrała się na wszystko... To tak mnie bolało.

— Nie wiesz co tracisz. Teraz muszę uważać, by nie nakryto nas razem, bo moi rodzice zagrozili mi dużymi konsekwancjami, jeżeli zobaczą mnie w twoim pobliżu. Jednak mogę cię zniszczyć tutaj na uczelni. To będzie zemsta za odrzucenie mnie i wplątanie w to wszystko moich rodziców. Powinnaś wiedzieć, że jesteś nikim i to ja ci to udowodnię. Dobrze wiesz, że wszyscy mi wierzą i mogę powiedzieć im wszystko.

                Po tych słowach po prostu poszedł, bym nie zdążyła mu na to odpowiedzieć. Chwyciłam szybko telefon, by sprawdzić, czy miałam coś nagrane. Udało się. Czas nagrania wskazywał na to, że miałam całą tą rozmowę. Wiedziałam więc, że mogłam go dzięki niej zrujnować. Wystarczyło udać się do jednego pomieszczenia. Uznałam, że zniszczenie go to mój priorytet. Przecież po usłyszeniu tego wszystkiego ludzie w końcu mogliby zrozumieć kim tak naprawdę był Jaemin. Nie zaprzeczył niczemu, wyjawił jakie były jego intencje i co dla niego się liczyło... Mogłam uratować swoją opinię i jednocześnie pogrążyć jego. Obecnie zależało mi na tym drugim. Nie interesowały mnie znajomości na uczelni, które nie były nic warte.

 

*Chanyeol*

 

                Rika zaprosiła mnie do siebie, bo kupiła sobie okulusy, dzięki którym mogła grać w gry 3D.  Chciała je testować razem ze mną, więc urwałem się wieczorem do niej. Okazało się, że byliśmy sami w domu, co mnie ucieszyło. Nie bałem się jej rodziców, tylko jej mama bywała czasem uciążliwa. Sungyoon najwidoczniej wybrał się gdzieś ze swoją drugą połówką, więc mogliśmy się skupić na sobie. I oczywiście na grze.

                Na wejściu moja dziewczyna przywitała mnie uśmiechem. Byłem szczęśliwy, że mogłem kolejny raz spędzać z nią czas. W środku czekał już na mnie podłączony do konsoli gadżet, a ona z ekscytacją opowiadała mi o nowym nabytku. Dodała potem, że właśnie próbowała włączyć nową grę i chciałaby, żebym to ja ją przetestował. Była ciekawa mojej reakcji, a ja zgodziłem się bezproblemowo. Ani przez chwilę nie wyczułem podstępu.

                Gra zaczęła się spokojnie. Pomyślałem, że to jakiś kryminał... Dopiero jak kazano mi zejść do kanałów, by kogoś szukać, zacząłem się niepokoić. Nie podobała mi się mroczna melodia, która tam leciała, oraz czasami coś mi tam mignęło. Jakby coś biegało w tych tunelach. I nagle w pewnym momencie wyskoczył mi ogromny pająk, który prawie przyprawił mnie o zawał. Zacząłem krzyczeć i ściągnąłem z głowy pospiesznie urządzenie. Oczywiście w pokoju ujrzałem śmiejącą się ze mnie Rikę, co sprawiło, iż we  mnie zawrzało. Byłem cierpliwym człowiekiem, ale miarka się przebrała.

— Znowu robisz sobie ze mnie pośmiewisko? — rzekłem oburzony, a ona na te słowa spoważniała momentalnie. — Tak cię bawi to, jak wychodzę na sierotę przed tobą? — Widziałem, że była w szoku, jednak nie mogłem dłużej milczeć... Można się było pośmiać raz czy dwa, lecz tego było za wiele.

— Chan... Przecież śmiech to zdrowie — mówiła to całkiem luźno. Na nic był mój wcześniejszy gniew. Ona nie rozumiała jak ja się czułem.

— Wiesz jakie to dziecinne? Naśmiewanie się ze mnie z byle powodu... Nie jestem twoim nadwornym błaznem.

                Spojrzała z niedowierzaniem. Nic dziwnego. Nigdy nie odnosiłem się do niej tak szorstko jak tego dnia. Może to efekt tego, że zbyt często ostatnio się tak zachowywała. Czułem się bardzo idiotycznie przez to wszystko.

— Jestem dziecinna, masz rację. Taką sobie dziewczynę wybrałeś... Czego oczekiwałeś? Że za kilka miesięcy się zmienię? — Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. — Może i przesadzam, mimo to nie mogłeś delikatniej mi to wyjaśnić?

                Miała rację. Przesadziłem. Wybuchłem na nią nagle, a dawno mogłem to na spokojnie załatwić. Musiałem sprawić, by już się na mnie nie gniewała, bo na drugi dzień żałowałbym tego niesamowicie. Zadziałałem wcześniej zbyt impulsywnie i trzeba było teraz to odkręcić.

— Przepraszam, masz rację, że przesadziłem. Poniosło mnie, wybaczysz mi, prawda? — Spojrzałem na nią łagodnie, by dać jej do zrozumienia, że cała złość ze mnie uciekła, a ona westchnęła głęboko.

— Nie wiem, muszę też ochłonąć, bo bardzo się zdenerwowałam tą sytuacją — oznajmiła niechętnie, a ja wiedziałem, że musiałem użyć sztuczek.

— Nie bądź taka — wymruczałem delikatnie jej do ucha, jednocześnie obejmując ją swoimi ramionami. Następnie spojrzałem jej w oczy... Chciała coś jeszcze powiedzieć, więc pospiesznie zamknąłem jej usta w szczelnym pocałunku, który szybko przerodził się w coś cudownego, pełnego emocji.

                Oboje często zachowywaliśmy się jak dzieci w naszym związku. Mieliśmy wiele małych i większych sprzeczek za sobą, ale mimo to nasze uczucie przybierało na sile. Coraz bardziej czułem, że nie potrafiłem bez niej oddychać i stawała się coraz ważniejszą osobą dla mnie każdego dnia. Dopasowaliśmy się bardzo dobrze i miałem nadzieję, że to wszystko zaowocuje w przyszłości naszym szczęściem.

 

 

 

 

Zapytam jak zwykle… Czy ten 13 rozdział jest pechowy? :D 


Anri zaczęła szybko snuć podejrzenia. Myślicie, że uda jej się zapomnieć dzięki temu o Baekhyunie?

 

Eunmi dowiedziała się kim jest mężczyzna, który omamił jej mamę i została dziewczyną Kyungsoo. Co wy na to?

 

A Shinra ma plan. Jak myślicie co zrobi z nagraniem?

 

I jak podobało wam się nawiązanie do przygód Rikii i Chanyeola? Tęskniliście za tą dwójką?