Pokazywanie postów oznaczonych etykietą D.O.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą D.O.. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 listopada 2016

Miłosny scenariusz: Rozdział 8

Mamy kolejny rozdział. Niby zaczęłam dopiero co to opowiadanie, a już zbliżam się do 10 rozdziału. :O Jak to leci, tak szybko. Dziękuję za każdy komentarz tu i mam nadzieję, że i pod tym rozdziałem mogę na nie liczyć, bo naprawdę kocham je czytać. ^^

Miłosny scenariusz
Rozdział 8


*Junmyeon*

        Wszedłem do wytwórni lekko zestresowany. Nie miałem pojęcia, po co tak nagle zostałem wezwany. Nie sądziłem, bym coś robił źle, a na pewno nie chodziło o nic dobrego. Ruszyłem do pokoju w którym umówiłem się z menadżerem. Był w środku sam. Miał poważną minę jak się ze mną witał. Zero uśmiechu. Przerażało mnie to. Kiedy już usiedliśmy podał mi jakąś dużą kopertę do ręki. Zawahałem się przed otworzeniem jej. Ostateczni wyjąłem powoli jej zawartość, zauważając od razu, że były to zdjęcia. Rozłożyłem je przed sobą. Na wszystkich byłem z Kyurin. Nie robiliśmy na nich nic wielkiego. Jednak samo to znaczyło, że ktoś mnie obserwował.
- Dlaczego się nie maskujesz? Jesteś nieostrożny Junmyeon. – Wyrwał mnie z zamyślenia tą wypowiedzią.
- Przepraszam. Nie wiem, jak to się stało.
- Fanki cię znajdują wszędzie. Dlatego tak ważne jest maskować się. Zawsze byłeś ostrożny, a co to teraz znaczy?
        Sam się zastanawiałem. Przy niej chyba nie myślałem wcale o konsekwencjach. Zapominałem, że jestem idolem. Miałem ochotę uśmiechnąć się na tę myśl. Lecz z uwagi na to, że siedziałem tu z menadżerem, a nie w moim pokoju, gdzie mogłem sobie marzyć, musiałem się powstrzymać.
- Bardzo przepraszam. Poprawię się. Po prostu to były trochę stresujące sytuację i nie przemyślałem co robię.
- Nie umiem ci nawet porządnie wygarnąć tego, bo wiem, że jesteś posłusznym człowiekiem. – Westchnął. – A tak z milszych wieści, to byłem na chwilę na planie zerknąć, jak sobie radzisz i słyszałem same dobre słowa o tobie. Tak trzymaj. – Mówiąc to uśmiechnął się do mnie.
- Dziękuję. A mogę coś pana zapytać? – Wtrąciłem jeszcze. – Widział pan Kyurin na planie?
- Owszem. Ale nie skupiłem się na niej za bardzo. A czemu?
- Bo chciałem wiedzieć, czy miałaby szansę dostać się do SM. – Stwierdziłem niepewnie, bojąc się jego reakcji, a on niespodziewanie zaczął się śmiać. – Coś nie tak powiedziałem?
- Spokojnie. Po prostu… Spodobała ci się? – Przeraziłem się tego pytania. Sam nie potrafiłem określić, czy podobała mi się. Nawet jeśli tak rzeczywiście było, nie mógłbym pozwolić, by to wyszło na jaw w wytwórni.
- Nie. Co pan? Ja tylko pytam, bo uważam, że ma talent i szkoda, by się marnowała. W dodatku przydałby się jej kontrakt z jakąś wytwórnią.
- Jak zabłyśnie po tej dramie to ktoś od nas sam się pewnie do niej odezwie. Zawsze może tu aplikować, a nuż ją przyjmą. A stwierdziłem tak, a nie inaczej, bo pomyślałem, że skoro ci się spodobała, chcesz mieć pewność, że będziesz ją widywał po zakończeniu tej dramy i gdyby tutaj należała, byłoby to bardziej realne.
- Pan ma dziwne myśli. – Udałem, że wcale nie wpadło mi to do głowy.
- Mam nadzieję, że to tylko dziwne myśli, bo lepiej będzie, jak nie będziesz się w nic angażował. Masz dużo na głowie, jako lider sławnego zespołu i to na tym musisz się dla nas skupiać. – Dodał jeszcze.
        Niby wiedziałem to wszystko, ale mimo to uważałem, że przesadzali. Widząc po Lay’u i Krisie, dało się żyć w związku, dobrze ukrywać to i pogodzić z tym karierę. Ja także tego cicho pragnąłem. Nie chodziło mi w tych przemyśleniach konkretnie o Kyurin, jednak całościowo o sytuację w jakiej się znajdowałem.

*Kyurin*

        Siedziałam w salonie, kiedy reszta coś bardzo głośno tam dyskutowała. Myśleli chyba nad tym, gdzie wyjdą. Nie umiałam się na tym skupić, bo moje myśli odbiegły daleko stamtąd. Nie wiedzieć czemu zastanawiałam się i głowiłam nad tym co zrobię w następnym tygodniu. Jak znajdę dach nad głową, czy rodzice nie będą mnie szukać. Na dodatek przypominałam sobie o pocałunku z Junmyeonem. Jak mogłam mu go zaproponować? Podobała mi się tamta chwila, choć nie powinna.
Z zamyślenia wyrwał mnie dosiadający się obok mnie Kai. Spojrzałam na niego zaskoczona, a on patrzył na mnie z uśmiechem.
- O czym Noona tak myślisz? – Zapytał.
- O głupotach. Nic ważnego. – Nie mogłam mu powiedzieć prawdy.
- Idziesz z nimi? – Ponownie się zwrócił do mnie.
- Nie. Junmyeon napisał, byśmy mu nie uciekali.
- Racja. Oni ostatnio wcale go nie słuchają. Wszędzie się szwendają. Są jak psy spuszczone ze smyczy.
- Mówisz jakbyś robił inaczej. – Sprostowałam go.
- Racja. Ja także z nimi wszędzie chodziłem. – Zaśmiał się. – Przejrzałaś mnie. Tym razem jednak się nigdzie nie wybieram.
- Czemu? – Zaciekawiłam się.
- Po pierwsze. Nie mam na to humoru. Po drugie. Ktoś musi się tobą Noona zająć, jak będziesz czekać na Junmyeona.
        Mimowolnie się uśmiechnęłam. Miło, że chciał ze mną zostać. Troszkę mnie krępowało jego zachowanie, bo w końcu traktował mnie jakoś wyjątkowo, albo mi się to wydawało. Reszta ludzi szybko zniknęła. Nie wiedziałam nawet gdzie poszli. Zostałam sama z Jonginem. Puściliśmy sobie telewizor i oglądaliśmy jakąś pierwszą znalezioną dramę. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że zauważyłam, iż on nie patrzył w ekran, tylko gdzieś przez okno. Zmartwiło mnie to.
- Hej! Jongin. Taka ważna scena, a ty nie patrzysz. – Postanowiłam go ściągnąć na ziemię.
        Spojrzał się najpierw na mnie zdziwionym wzrokiem, a potem tylko przytaknął i skierował twarz na telewizor, lecz jego wzrok nadal wydawał się nie pochłaniać tego co się na nim wyświetlało.
- Coś się dzieje? – Zapytałam niepewnie.
- Może… - Westchnął. - Co byś zrobiła, gdyby wytwórnia wymagała od ciebie czegoś, co jest sprzeczne z tym co czujesz?
- Nie rozumiem. – Stwierdziłam szczerze.
- Jest pewna dziewczyna, znam ją od niedawna. Ona mi się podoba. – Jakoś poruszyły mnie te słowa. Poczułam się dziwnie. – A wytwórnia chce mnie wplątać w ustawiony związek. Tym sposobem ona pomyśli, że kogoś mam i nie będzie mną już zainteresowana, o ile w ogóle jest.
        Zestresowała mnie jego wypowiedź. Znał mnie od niedawna, zachowywał się dwuznacznie względem mnie. Miałam wielką nadzieję, że się myliłam.
- Noona? Coś nie tak?
- Nie nic.. Powinieneś jej to powiedzieć. – Wystrzeliłam byle co, bez namysłu.
- Tylko co? To co czuje?  Nie jest za wcześnie? Czy to, że będę tylko w udawanym związku?
- Uczucia musisz jej wyznać. – Mówiłam speszona.
        Wybuchł nagłym śmiechem, czym mnie znowu zaskoczył. Wstał ze swojego fotela, podszedł do tego na którym siedziałam i usiadł na jednym z jego oparć. Patrzył się mi w  oczy, co wywołało na moich policzkach różowe wypieki.
- Co cię tak śmieszy? – Z ledwością wydukałam to pytanie.
- Tamto wcześniejsze zdanie zabrzmiało jakby powiedział je Yoda. Słuchaj. Wyznaję jej uczucia. Co dalej?
        Tym razem moje oczy prawie wystrzeliły z orbit. Co proszę? Wyznawał mi uczucia? Musiałam szybko naprostować sytuację.
- Bo widzisz Jongin.. Ty…
        Znowu parsknął głośnym chichotem. Co tym razem?
- Naprawdę pomyślałaś, że chodzi mi o ciebie? Jak to zauważyłem, to postanowiłem się dłużej pobawić, wybacz, to mnie tak śmieszy. Głuptasie! Nie odbiłbym dziewczyny naszemu liderowi. Podoba mi się inna.
        Osłupiałam. Nie odbiłby mnie swojemu liderowi? Co on sugerował? Byłam bardziej zaskoczona jego wypowiedzią, niż przejęta pomocą mu w jego bolesnej, miłosnej sprawie. Musiałam ochłonąć po tym, jak się przed nim wydurniłam.
- Teraz wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha. Co z tobą? – Mówiąc to pomachał mi dłonią przed twarzą.
- Wybacz. Po prostu… Zdziwiłeś mnie stwierdzeniem, że nie zamierzasz mnie odbić Junmyeonowi.
- Aż to takie dziwne? Takich rzeczy nie robi się przyjaciołom. – Mówił poważnie zaskoczony.
        Tym razem to ja się zaśmiałam lekko.
- Wiem, że tak się nie robi, lecz stwierdziłeś tak, jakbym już była jego dziewczyną, albo co najmniej starał się o to.
- On jeszcze tego nie wie, a moim zdaniem podobasz mu się. – Rzekł dumny z siebie.
- Skąd takie wnioski? – Zmierzyłam go podejrzliwym wzrokiem.
- To jak patrzy na ciebie po pierwsze. Po drugie, to jak jest o ciebie zazdrosny. Nie widzisz tego, tylko osoby trzecie już tak. Martwi się o ciebie i stara jak najlepiej przy tobie wypaść. Jeszcze nigdy nie widziałem go, by tak bardzo pilnował się przed popełnianiem gaf. Zazwyczaj to jest bardzo niezdarny.
        Nie potrafiłam zaakceptować wszystkiego co powiedział mi Jongin. Uznałam, że to mu się wydawało. Co ja miałam niby w sobie, że taki ktoś jak lider sławnego zespołu miałby zwrócić na mnie uwagę? Może troszczył się o mnie jak o przyjaciółkę. Nie mogłam liczyć na nic więcej z jego strony. W tamtym momencie wszedł sam zainteresowany do salonu. Nie wiem jak to się stało, że nie usłyszeliśmy jego wejścia do domu. Uśmiechnęłam się szeroko do niego, a on jakby odpowiedział mi troszkę wymuszenie, co mnie zmartwiło. Ja mu naprawdę nie mogłam się podobać. Reagowałby na mnie tak jak ja teraz na niego. Czyli on mi się podobał? Nie znałam się na uczuciach i nie miałam pojęcia, czy tak było.

*Junmyeon*

        Wszedłem do dormu z nadzieją, że wszystkich zastanę w nim. Oczywiście, jak zawsze się przeliczyłem. Kiedy otwarłem drzwi odpowiedziała mi cisza, co nie zdarzało się, jak wszyscy byli w mieszkaniu. Poszedłem więc w stronę salonu. Zanim do niego wszedłem zajrzałem do mojej pachnącej reklamówki. Miałem w niej babeczki z pobliskiej piekarni, które tak smakowały ostatnio chłopakom. I komu je miałem dać? Przeszedłem przez próg i zobaczyłem Kyurin siedzącą na fotelu oraz Kaia, siedzącego na jednym z oparci tego mebla. Poczułem się dziwnie. Jakbym nakrył ich na czymś. Byli tak blisko siebie w końcu.
        Ona uśmiechnęła się szeroko do mnie, ale ja musiałem się zmusić, by jej tym samym odpowiedzieć. Czyżbym był zazdrosny? Pięknie. Wiedziałem, że tak to się skończy. Jongin się do niej zbliży i owinie sobie wokół palca, a ja będę się patrzył tylko. Czarno to widziałem na tamten moment, lecz nie chciałem się wtrącać. Sam ją przyprowadziłem tu na weekend i mogłem przewidzieć, że się do siebie zbliżą.
        Kyurin podeszła do mnie z zmrużonymi oczami. Zastanawiałem się, czemu mnie tak badała wzrokiem.
- Co ci powiedzieli w tej wytwórni, że tak marnie wyglądasz? – Zaskoczyła mnie takim pytaniem i poczułem się od razu przyjemniej, że się tym zainteresowała.
- Nic takiego. – Zaśmiałem się nerwowo, drapiąc w tył głowy.
- Kłamiesz. – Stwierdziła machając na mnie palcem. – Mów tu nam zaraz.
        Zacząłem się zastanawiać, czy Rin czasem nie powinna wiedzieć, że nakryli nas. W końcu to także po część tyczyło się jej. A co jak to były jakieś fanki i będą ją prześladować? Wiedziałem, że powinienem ją ostrzec.
- Masz rację. Jest coś. Widzieli nas. Zrobili nam zdjęcia, bo ja głupi zapomniałem o maskowaniu się. Jakoś te zdjęcia trafiły do naszego menadżera. Zostałem tylko poproszony, bym bardziej uważał.
        Spojrzała na mnie z niepokojem. Nie wiedziałem co powiedzieć, by ją uspokoić. Nic się nie stało. Dlaczego ona tak patrzyła?
- Wybacz, że przeze mnie musisz się tłumaczyć. – Spuściła wzrok. – Nie powinnam tu przychodzić na weekend.
- Daj spokój. – Powiedziałem bardzo poważnie. – To moja wina, że byłem nieostrożny. Ty nic nie zrobiłaś. To mój wybór, że chcę ci pomóc. Jasne? – Mówiąc to podniosłem jej podbródek ku mnie.
        Jej oczy sprawiły, że przypomniałem sobie o naszym pocałunku. Tak bardzo chciałem go powtórzyć w tamtym momencie, lecz czyjeś odchrząknięcie sprowadziło mnie na ziemię. Przypomniało także o tym, że nie byliśmy sami w pokoju.
- Najchętniej bym wam nie przesKadzał, ale ktoś do Kyurin dzwoni. Jakiś Jooseung.
        Odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. Ona podeszła do telefonu i zrobiła zdziwioną minę. Widoczne nie spodziewała się od niego połączenia. Odebrała i przyłożyła urządzenie do ucha.
- Słucham? Co się stało?
        Nie było słychać, co mówił do niej nasz kolega, niestety nie było to nic miłego, skoro zrobiła nagle przerażoną twarz.
- Za chwilę tam będę. – Rzuciła i zakończyła połączenie. – Możesz mnie zawieść do szpitala? – Zwróciła się do mnie nie zmieniając ani na chwilę wyrazu twarzy.
- Coś mu jest?
- Ciężko mi wywnioskować z tej rozmowy. Poprosił tylko bym przyjechała do szpitala i płakał…
- Dobra to jedźmy.

        Oboje zapomnieliśmy, że Jongin był w pokoju. Wyszliśmy bardzo szybko i udaliśmy  do samochodu bez zbytecznych słów.  


piątek, 27 maja 2016

Utracone wspomnienia: Rozdział 14



No i kolejny rozdział. Zapraszam do komentowania. :D

Utracone wspomnienia
Rozdział 14


           Weekend zleciał nieubłagalnie szybko. Musiałam wracać w niedzielę do dormu. Ciężko było się rozstać ponownie z Henrym, ale teraz wreszcie wiedziałam na czym stoimy. Cieszyłam się, że znowu staramy się razem pokonywać przeciwności losu i prosiłam los, aby trwało to już jak najdłużej i nic tego nie zepsuło.
           Kiedy wróciłam do mieszkania naszego zespołu byłam wypoczęta i gotowa na dalszy ciąg codziennego trenowania. W środku zastałam tylko dwie dziewczyny. Minhee i Gayeon zadowolone z moje stanu i z tego, że dogadałam się z Henrym. Brakowało jedynie Miki i reszta podobno nie wiedziała, gdzie się podziała. Wyszła popołudniu i powiedziała tylko, że nie wie o której wróci. Troszkę mnie to zdziwiło, lecz w końcu ma prawo mieć swoje prywatne sprawy. Z drugiej strony jesteśmy także jej przyjaciółkami.
           Wieczorem siedziałyśmy przed telewizorem, rozmawiając o tym co nas czeka. Zachwycałyśmy się także naszym debiutem i moim duetem z Kyungsoo. Dziewczynom marzyło się, żebym zbliżyła się dzięki temu do EXO, bo chciałaby ich bliżej poznać. One to miały wymysły. Byłam szczęśliwa, dzięki tak spędzonemu weekendowi. Naprawdę wiele mi to dało.
           Około 22 wróciła Miki. Przyszła usiąść z nami w salonie. Wyglądała na zmęczoną. Ubrana była jakby na jakąś imprezę. Zastanawiałam się co robiła, a bałam się spytać.
- O której wróciłaś? – Zwróciła się do mnie. – Tęskniłam. – Zrobiła do tego słodką minę.
           Uśmiechnęłam się szczerze w jej stronę.
- Byłam późnym popołudniem.
- Rozumiem. Jestem taka zmachana, że chyba wezmę prysznic i idę spać.
- Dobrze. My też będziemy się zbierać.

***

           Gdy wróciłam z łazienki, Miki czekała na mnie siedząc na łóżku i czytając książkę. Zamknęła ją jak tylko zjawiłam się w pokoju i wyprostowała się. Zgarnęła włosy na prawą stronę, co uwidoczniło jej szyję. Pewnie zapomniała się, że tym sposobem coś przede mną odkryje. Zauważyłam, że ma malinkę. Nie była za duża, jednak widoczna. Powinnam była spytać ją o to, kto jest tym, który to zrobił. Jako liderka i przyjaciółka, mogłabym się zainteresować. Nie miałam odwagi się wtrącić.
- Możemy porozmawiać? – Wyrwała mnie z zamyślenia.
           Ja tylko przytaknęłam. Poklepała miejsce obok siebie. Zasiadłam więc koło niej i nastawiłam się do słuchania.
- Widzisz. Jest jeden chłopak… On był w kimś szaleńczo zakochany i ta osoba nie chciała go. Teraz chce o niej zapomnieć. Zrozumiał, że to nie ma sensu i stwierdził, że mogę mu w tym pomóc.
           Zszokowała mnie. Jedna osoba przychodziła mi na myśl po tym opisie. Zaniepokoiło mnie to.
- On wydaje się zagubiony i potrzebuje mnie. Mimo to, boję się, że wcale mnie nie pokocha. W końcu serce nie sługa. Myślisz, że jakiś jest sens trwania przy nim?
- Nie mam pojęcia. A co jeśli cię tylko wykorzysta i zostawi?
- Sama nie wiem. Pewnie źle się będę z tym czuła. Lecz ja czuję, że chcę spróbować.
- W takich przypadkach najlepiej słuchać własnego serca. Tak myślę, lecz obawiam się o ciebie.
- Domyślam się. Mam prośbę. Nie pytaj się kto to. Choć pewnie się domyślasz. Głupio mi, ale już dawno mi się podobał. Nie zauważał mnie. Teraz mam szansę i nie chcę jej stracić.   
- Rób to co uważasz za słuszne. Tylko pamiętaj, że możesz zawsze mi wszystko powiedzieć, jak coś złego się wydarzy. I ukrywajcie się także dobrze, żeby nie wybuchła kolejna afera.
- Postaram się. Mam nadzieję, że nie zrobię nic głupiego.
- Ja także. Ufam, że jesteś osobą rozważną, jednak i tak będę się martwić.
- To normalne. Kocham cię. Wiesz o tym?
- Tak Miki i ja także cię kocham.
- A jeszcze jedno. Możesz nie mówić o tym dziewczynom?  Boję się ich reakcji.
- Na razie nic nie powiem. Później musimy je wtajemniczyć. W końcu to także sprawa zespołu i po drugie jesteśmy przyjaciółkami.
- Masz rację. – Po tych słowach wyciągnęła szeroko ręce i zawiesiła mi je na szyi.
           Ja odwzajemniłam uścisk. Byłam troszkę zestresowana tą sytuacją, bo nie ufałam Woohyunowi. Mimo to, wiedziałam, że Miki jest silną i ogarniętą dziewczyną i może go sprowadzi do pionu.

***
           Nowy dzień pełen wrażeń zaczął się w bardzo szybkim tempie. Nie mogłyśmy spóźnić się na trening. Rano szybko przygotowałyśmy się i wybiegłyśmy z dormu. Najdłużej zajęły przygotowania Miki, bo musiałam pomóc jej zatuszować malinkę różnymi kosmetykami. W końcu lepiej, żeby nikt w wytwórni tego nie zauważył.
           W sali czekał na nas już nasz choreograf. Był w dobrym humorze, więc chwalił nasze postępy z każdym tańcem. Dzięki temu także, pozwolił nam na zakończenie z nim wcześniej i zajęcie się próbami wokalnymi. Wchodząc jednak z pomieszczenia, o mały włos nie wpadłam na Kyungsoo, który próbował wejść do środka.
- Aj, przepraszam. – Westchnęłam.
- To ja za gwałtownie chciałem wejść. – Uśmiechnął się.
- Blokujemy wejście. – Zauważyłam.
- Faktycznie. Ja i tak po ciebie. Musimy iść do gabinetu menadżera, więc choć.
- Dobrze. – Następnie zwróciłam się do dziewczyn. – Dołączę więc do was później.
- Jasne. Leć śmiało. – Dodała rozpromieniona Minhee.
           Ruszyłam zaraz za Kyungsoo. W pewnym momencie zwolnił kroku. Ja wyrównałam z nim i zastanawiałam się nad powodem zmiany tempa.
- Spokojnie. Mamy czas. – Zaczął. – Szczerze to mamy tam być za pół godziny, ale chciałem bardzo z tobą porozmawiać.
- Oj… Dobrze. – Szczerze się zdziwiłam.
- Po pierwsze cieszę się z naszego duetu. Bałem się, że nie zgodzisz się na niego.
- To zaszczyt z tobą zaśpiewać, po drugie, chyba nie pozwolili by mi odmówić.
- Racja. – Zaśmiał się. Spojrzał potem w sufit.
- Mogę o coś zapytać?
- Proszę.
- Czemu uciekłeś ostatnio przed Teayeon?
- Nie chciałem przeszkadzać. – Widać było, że chyba coś zmyślał. - Pewnie masz z nią wiele do obgadania. W końcu też jest liderką girlsbanndu i może wiele cię nauczyć.
- Ona? Raczej tego sobie nie mogę wyobrazić.
- Co masz na myśli?
- Nie lubi mnie. – Nie wiedziałam, czy powinnam była tak nagle mu to mówić, w końcu nie wiedziałam o nim za wiele.
- Co za ulga.
- Słucham?
- Smutne by było, jakbyś się z nią przyjaźniła. Musiałbym uważać na to co mówię. Za mną też nie przepada.
- Dlaczego?
- Nie mam pewności. Nie chcę też roznosić plotek. Zostańmy na tym, że oboje jesteśmy na jej czarnej liście.
           Zaśmialiśmy się. Na swój sposób była to zabawna sytuacja.
- Na dodatek tacy ludzie mnie peszą. – Dodał.
- Rozumiem. A chciałeś jeszcze o czymś pomówić?
- Skoro mogę ci ufać, to chciałbym jeszcze wiele tematów z tobą poruszyć, lecz na to będzie jeszcze czas. Może.. Wyskoczymy dziś wieczorem gdzieś? – Mówiąc to mrugnął do mnie troszkę nieporadnie.
- Aj… - Zestresowałam się. Nie chciałam rozpowiadać o powrocie do Henryego, a nie mogłam także zrobić mu nadziei. Musiałam szybko coś zmyślić. – Wiesz… Teraz trenujemy do późna. Muszę jeszcze nadrabiać zaległości. A przydałoby się też kiedyś odpoczywać. Do debiutu dużo pracy przede mną. – Powiedziałam to jednym tchem.
- Oczywiście… Przepraszam. Nie przemyślałem tego.
           Zaczął drapać się z tyłu głowy. Widocznie biedak się zestresował, bo wyczuł, że go spławiam. Mimo wszystko, co miałam innego zrobić? Na dodatek musiałam się pilnować. Namieszałabym, gdyby przyłapano mnie na spotkaniach z kolejną gwiazdą SM. Jeszcze fanki stwierdziłyby, że jestem jakąś puszczalską, czy coś. Im różne rzeczy przychodziły do głowy.
- Już czas, żeby wejść do gabinetu?
- Jeszcze mamy troszkę czasu. Jednak możemy spróbować, bo może już nie ma nic do roboty i przyjmie nas wcześniej.
           Przytaknęłam na te słowa i ruszyliśmy już szybszym krokiem pod odpowiedni pokój. Zapukałam niepewnie do drzwi. Usłyszałam stłumione „Można”. Tak więc weszliśmy spokojnie do środka.
- Już jesteście, to dobrze. – Rzekł menadżer wskazując nam siedzenia przed sobą.
           Posłusznie zasiedliśmy na nich. Czekaliśmy, aż do nas coś powie. On natomiast zaczął pospiesznie wertować papiery na biurku. Wyciągnął jakieś kilka stron i część dał mnie, a część Kyungsoo. Spojrzałam na to i od razu zauważyłam, iż są to słowa piosenki.
- To ostateczna wersja. Przyjrzyjcie się temu w domu. Od jutra będziecie uczyć się tego. Możecie spróbować opanować już tekst. Macie dwa tygodnie. Za tyle chcemy nagrać to i oczywiście teledysk do tego.
- Tak szybko? – Wyskoczył zdziwiony Kyungsoo.
- Oczywiście. Potem ona już nie będzie miała czasu.
- Ale ona przygotowuje się do debiutu i jeszcze jej dorzucacie takie coś do nauczenia się w krótkim czasie.
- Spokojnie. – Wtrąciłam. – Dam radę.
- Pytałem też trenerów i stwierdzili, że radzi sobie świetnie, więc nie ma co się obawiać moim zdaniem, o gotowość do debiutu.
- Dobrze. Przepraszam, że tak wyskoczyłem.
- Powinieneś zważać na słowa Kyungsoo. – Pierwszy raz usłyszałam tak surowy głos mojego menadżera.
- Przepraszam jeszcze raz. – Mówił, ze spuszczoną głową. Trochę mi zrobiło się go żal, bo w końcu to mnie chciał obronić. To miłe.
- To wszystko chyba co chciałem wam powiedzieć, możecie wrócić do swoich zajęć. I pamiętajcie. Czas nas nagli.
           Ukłoniliśmy się jeszcze na pożegnanie wychodząc z gabinetu. Już miałam pospiesznym krokiem ruszyć do dziewczyn i rzucić do Kyungsoo jakieś krótkie „pa”, ale on złapał mnie nagle za rękę, czym mnie zatrzymał. Spojrzałam na niego zdziwiona. Miał bardzo poważną minę. Przerażał mnie jego wzrok. Wyglądał, jakby nagle wstąpił w niego jakiś demon.
- Jeżeli dowiem się, że jesteś przemęczona, lub nie dajesz rady, a ty mi nic o tym nie powiesz, nie ręczę za siebie. – O co mu chodziło?  Naprawdę się tak martwił o mnie?
- Bywało gorzej. – Starałam się jakoś wybrnąć z tej sytuacji.
- Nie zmienia to faktu, że mogli ten duet zrealizować po twoim debiucie, jak będziesz miała więcej czasu.
- Obiecuję, że dam radę. – Dodałam pewnie i patrząc mu w oczy. Jego wyraz twarzy złagodniał.
- I tak będę się martwił.
- Nawet mnie nie znasz, a tak się mną przejmujesz.
- Znam cię lepiej, niż sobie możesz wyobrazić. – Uśmiechnął się.
- Znałam cię przed amnezją?
- Nie. Ty mnie nie.
- Nic nie rozumiem. – Zaczęło mnie to przerażać.
- Raz przypadkiem usłyszałem cię podczas próby śpiewu. Od tamtej pory bacznie się tobie przyglądałem. Po prostu twój głos mnie przyciągnął. – Mówił to z wyczuwalną radością w głosie. – Pewnie to brzmi dziwnie. Bałem się z tobą porozmawiać. Gdy tylko zapytali, kogo chcę do duetu, stwierdziłem, że nie może to być nikt inny niż ty. Przepraszam, że cię w to wciągam. Ja po prostu tak bardzo chciałem cię poznać.
- Kyungsoo… - Nie wiedziałam co mam powiedzieć. To brzmiało jak jakieś wyznanie miłosne.
- Przysięgam, że wcześniej zaciekawiłaś mnie tylko przez wzgląd na talent. Dopiero ostatnio, ciekawisz mnie… - Chwilę się zawahał i jego policzki zrobiły się różowe. – Jako kobieta.  
           Zamurowało mnie. Tym bardziej, że z bocznego korytarza znajdującego się za nim, wyłonił się Henry. Szybko wyślizgnęłam moją rękę, która Kyungsoo nadal trzymał. Modliłam się tylko o jedno w duchu. Żeby Henry nic nie słyszał.




poniedziałek, 16 maja 2016

Utracone wspomnienia: Rozdział 11

Mamy kolejny rozdział. :D Zapraszam do komentowania. ^^ I dziękuję za ponad 5000 wyświetleń bloga. :D



Utracone wspomnienia
Rozdział 11

               Wieczór był bardzo ciężki. Chciałyśmy dokończyć robienie kolacji, ale Woohyun cały czas nam przeszkadzał. Nie pomogło usadzenie go na kanapie w salonie, bo przecież, czemu miałby siedzieć w miejscu. Przychodził co jakiś czas do kuchni i narzekał, że mu się nudzi. Ja wtedy szłam z nim do pokoju, siadałam chwilowo obok, a on przysypiał, więc znowu wracałam do dziewczyn. Żałowałam, że nie odezwałam się, gdy zgadzały się na jego zostanie. Byłam troszkę okrutna, lecz denerwowała mnie strasznie jego osoba.
           Po zjedzeniu zaczęłyśmy powoli się zbierać do snu. Oczywiście przed wejściem do pokoju, zatrzymał mnie Woohyun. Złapał za rękę, przyciągnął i przytulił. Nie miałam siły mu się wyrwać. Pozwoliłam mu na to, bo w końcu żadnej krzywdy mi nie robił.
- Przepraszam. - Wyszeptał mi do ucha. - Za wszystko.
           Był pijany, więc te słowa mnie nie ruszały. Na trzeźwo znowu pewnie mnie wkurzy.
- Czas iść spać. Ty też pewnie jutro masz trening. A my jeszcze będziemy rozmawiać o comebacku. Więc nie możemy tak stać całą noc.
- Dobrze. - Odrzekł odsuwając się lekko ode mnie. - Odprowadź mnie do salonu.
           Z ciężkim westchnięciem ruszyłam obok niego do pokoju. Męczył mnie. Położył się i przykrył kocem, który dostał od Miki. Chciałam już iść do siebie, niestety złapał mnie za dłoń.
- Zaczekaj. Ja się boję.
- Czego niby? - Oburzyłam się wyrywając swoją rękę.
- Zasypiać w samotności.
           Byłam chyba tego wieczoru zbyt litościwa. Usiadłam więc na podłodze w celu poczekania, aż zaśnie. Patrzyłam cały czas na niego. Kiedy zamknął oczy wyglądał troszkę jak dziecko. Jego kruczoczarne włosy opadły mu nieregularnie na czoło. Po chwili na jego ustach pojawił się błogi uśmiech. Co go tak cieszyło?
           Sama zaczęłam przysypiać na siedzący. Co jakiś czas próbowałam się ocknąć. Po jakimś czasie zauważyłam, że on chyba już śpi, więc wreszcie mogłam udać się do Miki, która swoją drogą pewnie już chrapała.

***

           Rano czułam się okropnie. Głowa mi pękała. Nie wiedziałam co było powodem. Może zaraziłam się kacem od Woohyuna, który niedługo po mnie zjawił się w kuchni z tą samą dolegliwością.
           Wszedł jak gdyby nigdy nic bez koszulki, wziął szklankę z szafki nalał wodę z kranu. Przyglądałam się mu z niedowierzaniem. Jak mógł się tak bezczelnie zachowywać w naszym dormie? Ktoś musiał mu coś powiedzieć.
- Woohyun. - Spojrzał na mnie. - Mole zaatakowały cię w nocy?
- Nie, a macie tutaj? - Rzekł z szczerym zdziwieniem. Widocznie nie zrozumiał aluzji.
- Nie. Tylko brakuje ci koszulki.
- Ah przeszkadza ci to? Kiedyś tak nie było.
- Czasy się troszkę zmieniły, jak jeszcze nie zauważyłeś.
- Niestety nie da się tego nie zauważyć. - Prychnął.
- Nie tylko ja tu jestem. Są też inne dziewczyny.
- Założę się, że z chęcią sobie popatrzą. Boisz się, że którejś mogę się spodobać? Zazdrość?
- Co proszę? - Teraz to przesadził. - Ubierz się i mnie nie denerwuj. Zaraz wszystkie wstaną.
- Zaraz się ubiorę, ale na początek... Porozmawiajmy.
- Nie mam ochoty.
- Proszę. Jest coś co muszę ci wyjaśnić.
           Klapnęłam od niechcenia na jednym z krzeseł znajdujących się w kuchni. On zrobił to samo. Patrzyłam na niego i czekałam, aż zacznie rozmowę.
- Widzisz. Chcę przede wszystkim przeprosić cię. Ostatnio byłem za bardzo nerwowy.
- No dobrze, wybaczam. Tyle?
- Nie. Jest jeszcze coś. Wiesz... Chcę wyjaśnić, czemu nie było mnie przy tobie po wypadku.
           Niekoniecznie chciałam to słuchać, jednak stwierdziłam, że chyba chłopak potrzebuje się wygadać, więc dałam mu szansę.
-  Taeyeon... Nagadała mi głupot. Że oszukałaś mnie i tak naprawdę Henry z tobą nie zerwał. Po prostu bardziej zaczęliście się ukrywać, a ja, żebym był dobrą przykrywką miałem wierzyć, że jesteśmy prawdziwą parą. Uwierzyłem w to wszystko, bo miała wiele dowodów. Tylko szkoda, że wszystkie były zmyślone. Nie powinienem był jej słuchać. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, jak bardzo cię nie lubiła.
- I nadal nie lubi. Groziła mi ostatnio.
- Naprawdę?! - Podniósł sie gwałtownie.
- Nie przejmuj się. I tak nie jestem teraz z Henrym, więc może się uspokoi.
- Jak to nie jesteś?
- Wolimy się nie rzucać na razie w oczy, póki jest cisza wokół nas. Może uda nam się wrócić do siebie po debiucie, jak już będę bardziej znana.
- Przecież to jeszcze sporo czasu. Nie powinniście się tak zachowywać.
- Też mi się to nie podoba. Boję się to powiedzieć jemu. Nie chcę kłótni.
- Czemu zaraz myślisz o kłótni?
- Bo ja...
- Powinnaś mu mówić to co czujesz. To nie tylko on decyduje o was. Takie rzeczy musicie razem obgadywać.
           Zdziwiłam się, lecz poczułam, że ma rację. Musiałam przyznać, że bardzo nie odpowiadało mi to rozstanie. W końcu dopiero sobie wszystko wyjaśniliśmy. Zrobiło mi się smutno, że wcześniej nie myślałam o rozmowie i dopiero ktoś taki jak Woohyun mnie uświadomił. Przyznałam się w duchu do popełnienia błędu i postanowiłam go jeszcze dzisiaj naprawić, choć jeszcze nie wiedziałam jak.
- Teraz idź się już ubrać, jak powiedziałeś co miałeś.
           Miał już coś odpowiedzieć, lecz usłyszeliśmy czyjeś kroki. To była Miki. Patrzyła na nas zaskoczona. Zrobiła się czerwona jak burak. Chciało mi się troszkę z niej śmiać. Widocznie zawstydził ją widok chłopaka bez koszulki. Na mnie jakimś cudem to nie działało. Uświadomiłam sobie, że musiałam widzieć Henryego w takim skąpym stroju już nie raz.
- Ja może.. Pójdę najpierw... Do łazienki? - Wydukała z pytającym spojrzeniem.                        
           Chciałam już powiedzieć, ale zobaczyłam jak Woohyun wstaje i podchodzi do niej, na co ona jeszcze bardziej wytrzeszczyła oczy.
- Spokojnie. Ja już idę się przebrać, więc możesz tu zostać.
           Pokiwała twierdząco głową do niego, a jej wzrok podążał za nim jeszcze jakiś czas po tym jak wyszedł i zawiesił się na wejściu do salonu w którym znikł. Zaczęłam się o nią martwić.
- Miki? - Odchrząknęłam, żeby zwrócić jej uwagę na siebie.
- Tak? - Rzekła odwracając bardzo powoli twarz w moją stronę.
- Co się dzieje?
- Bo ja...
- Nie widziałaś chłopaka bez koszulki...
- Widziałam. - Przerwała mi wypowiedź i zszokowała jednocześnie.
- Jak to?
- Powiedziałabym nawet, że nie jednego. Byłam modelką chwilowo i no miałam zdjęcia z przystojniakami.
           Przez to zastanowiłam się, dlaczego więc reagowała w ten sposób na Woohyuna. Czyżby jest coś o czym nie wiem? Jako liderka powinnam z nią poważnie porozmawiać, jednak brakowało mi odwagi i nie chciałam jej stawiać w niezręcznej sytuacji. Troszkę też mnie to bawiło. Ten człowiek tak bardzo uganiał się za niedostępną dla niego mną, a miał słodką Miki postawioną przed nosem.
           Miki tak troszkę nieobecna zaczęła robić sobie kanapeczki na śniadanie. przyglądałam się jej uważnie, czy nie robi sobie krzywdy i powstrzymywałam się od śmiechu. Była bardzo ładna. Jej blond pofarbowane włosy, aż prosiły się o dotykanie, gdyż wyglądały na przyjemne w dotyku. Zaś wysoka i szczupła figura udowadniała to, że była by niezłą modelką. Za to jej walory kobiecości nie były tak nikłe, jak u większości Koreanek. Na dodatek, wydawała się strasznie miła i urocza. Teraz tylko sprawić, żeby Woohyun to zauważył i może coś z tego by wyszło.
           Stwierdziłam, że muszę wprowadzić w życie mój niecny plan zaraz po tym jak ułożę swoje sprawy z Henrym. Lecz tego dnia było jeszcze coś ważnego. Rozmowa z menadżerem o naszym debiucie i nie dało się tego zapomnieć. Bardzo się tym stresowałam i z tego powodu uciekałam myślami na te bardziej błahe problemy. Niestety za chwilę musiałam się zmierzyć z wytycznymi dotyczącymi naszej przyszłości.

***

           Zestresowane siedziałyśmy przed pokojem menadżera nie mając pojęcia, za ile minut, czy godzin nas wpuści. Był strasznie zajęty załatwianiem wielu spraw, więc co jakiś czas wychodził z gabinetu i powtarzał na pocieszenie "Jeszcze tylko chwilka". To nie ułatwiało sprawy. Chciałyśmy mieć to za sobą.
           Minhee oddychała bardzo głęboko, jakby ćwiczyła jogę. Gayeon udawała , że jest opanowana i rozwiązuje krzyżówki, lecz widać było jak trzęsie się i zawiesza nad niektórymi hasłami. Miki nerwowo tupała nogami i była wpatrzona w drzwi, jakby za nimi znajdował się jakiś raj. Ja natomiast miałam nałożone słuchawki na uszach i starałam się zatracić w muzyce, tylko że kompletnie nie potrafiłam się na niej skupić. Moje myśli zagłuszały ją całkowicie.
           Wreszcie menadżer wrócił znowu. Już myśleliśmy, że wejdzie do siebie bez słowa, a nam przyjdzie dalej tu siedzieć. Jednak on spojrzał na nas i zwrócił się z uśmiechem na ustach.
- Możecie teraz wejść moje perełki.
           To znacząco poprawiło humor każdej z nas. Pospiesznie zasiadłyśmy na przeciwko jego biurka. On także zajął swoje krzesło. Wziął do ręki jakąś stertę papierów, głęboki wdech i zaczął monolog.
- Zacznijmy od tego, że już raz byłyście bliskie debiutu. Przez takie, a nie inne okoliczności zostało to odłożone w czasie i wasz skład troszkę się zmniejszył. Musieliśmy troszkę pozmieniać przez to wasze funkcje, lecz nie ma się czym przejmować. Co do waszych piosenek. Ostatnio mieliście przygotowane takie, które mogłyby być hitami. Nie ma sensu tego zmieniać. Szkoda by było ich nie wykorzystać. Na dodatek będzie wam teraz łatwiej się przygotować, bo wszystko znacie. Myśleliśmy więc o skróceniu przygotowań do debiutu. Teraz jest to kwestia powtórzeń i ewentualnie nadrobienia zaległości u Seolyun. Z tego co słyszałem dobrze sobie radzi na śpiewie i innych zajęciach, więc myślę, że to tylko kwestia czasu. W ramach rekompensaty za przeciwności losu, jakie zdołała pokonać, chciałbym jej coś zaproponować. Ale to później. Pewnie chcecie wiedzieć w końcu na kiedy planujemy debiut? - Przytaknęłyśmy wszystkie zgodnie. - Za miesiąc. Nie będzie może łatwo. Mimo to, czujemy, że podołacie.
           W naszych głowach wątpię, żeby pojawiło się jakiekolwiek zwątpienie. Wytwórnia w nas wierzyła, a my jak najbardziej w siebie nawzajem również. Nie mogłyśmy się doczekać tej chwili, kiedy już będą o nas mówić w radiu, telewizji i internecie. Kiedy zaczną się występy, spotkania z fanami i wiele innych przyjemności z życia gwiazd. Przeszłyśmy już daleką drogę i czułyśmy, że będzie już tylko lepiej.
- Teraz prosiłbym, żeby Seolyun została, a wy wyjdźcie i zabierajcie się powoli za ćwiczenia.
- Dobrze. - Rzekły wszystkie równocześnie i nim się obejrzałam już ich nie było.
- To teraz przejdźmy do twojej sprawy. Otóż wpadliśmy na pomysł duetu twojego z innym artystą SM. Pokaże to twój talent zanim zdążycie zadebiutować i możliwe, że troszkę oczyści twoją przeszłość. Pewnie rozumiesz, o czym mówię.
- Tak proszę pana. A z kim byłby ten duet?
- Z Kyungsoo z zespołu EXO. Myślę, że idealnie dobiorą się wasze głosy. Piosenka jest już praktycznie gotowa, lecz nie potrafiliśmy znaleźć nikogo odpowiedniego.
- To zaszczyt.
           Zaśmiał się lekko. Rozbawiłam go chyba takim stwierdzeniem.
- Mam nadzieję też, że nie będzie to dla ciebie dodatkowy ciężar. Lecz teledysk nie będzie wymagający. Nie potrzebujesz do niego układu. Wystarczy, że nagrasz tą piosenkę, a potem z kilka dni zajmie nagranie teledysku i myślę, że wszystko pójdzie łatwo i przyjemnie. Myślisz, że jesteś w stanie to zrobić?
- Oczywiście. Nie zawiodę pana. - Na te słowa znowu uniósł kąciki ust.
- Niestety obiecałem, że porozmawiamy jeszcze na jeden temat.
- Słucham.
- Chodzi o ciebie i Henryego.

           W tym momencie troszkę się przeraziłam. Myślałam w końcu, że sprawa na razie jest zamknięta. Nie spodziewałam się takiej nagłej zmiany tematu. Bałam się, co ma mi do przekazania mój menadżer.