czwartek, 9 lutego 2017

Rok pełen zmian: Rozdział 4

Jak zwykle jestem ciekawa jaka będzie wasza opinia o rozdziale. Nawet nie wiecie, jak bardzo ja się cieszę każdym komentarzem. Dodają nie tylko motywacji. Poprawiają też humor. :D Życzę miłego czytania.
Ps. Wiem, że się powtarzam.

Rok pełen zmian
Rozdział 4

Czerwiec

        Umówiliśmy się, że w jeden czwartek po zajęciach pójdziemy z Jisoo do niego i zakończymy naszą pracę. I akurat tego dnia Kangjoon nie zjawił się na uczelni. Martwiłam się strasznie, nie wiedząc o co mogło chodzić. Bałam się, że zrobił to specjalnie, by wywinąć się ze spotkania z Jisoo. W końcu był  taki zamknięty w sobie, a jego szczególnie nie lubił. Miałam ochotę odwiedzić go po zajęciach z wymówką przyniesienia notatek. Jednak nie wiedziałam jak to powiedzieć Jisoo.
        Na korytarzu złapałam go podczas jednej z przerw. Nie zauważył mnie, nawet jak pojawiłam się obok niego, ponieważ był zamyślony. Postanowiłam pociągnąć go lekko za rękaw, by na mnie spojrzał. Wystraszyłam go tym gestem i szybko pociągnął swoją rękę do siebie. Spojrzał na mnie szerokimi oczami, lecz po chwili jego wyraz twarzy zmienił się na uśmiechnięty.
- Coś się stało? - Zapytał.

Tak. Spotkajmy się w inny dzień, bo dziś muszę iść do Kangjoona, bo biedak nie zjawił się w szkole, a ja się o niego martwię.

        Gdyby w życiu dało się prosto powiedzieć, to co się myślało. Byłoby o wiele łatwiej. Tymczasem ja patrzyłam na niego i nie wiedziałam, jak zacząć moją wypowiedź.
- Źle się czujesz? - Ponownie zmieniła się jego mimika. Tym razem wyglądał na zmartwionego, więc szybko musiałam rozwiać nieporozumienie.
- Nie. Po prostu Kangjoon dziś nie przyszedł. - Powiedziałam, starając się ukryć moje przejęcie.
- Oh. Tak więc będziemy musieli to załatwić sami. Potem powiemy mu co i jak. Tak może nawet lepiej. Widzisz, że nie przepadamy za sobą. Zresztą wasza dwójka zaczęła to zadanie, to teraz dokończymy je my.
        Jego wypowiedź całkowicie zbiła mnie z tropu. Sensownie wszystko ułożył i nie mogłam niczemu zaprzeczyć. Nie wiedziałam już jak mu odmówić, więc tylko przytaknęłam i wróciłam pod swoją salę po raz kolejny zawiedziona swoją asertywnością, albo raczej jej brakiem.

***

        Po ostatnim wykładzie przed salą czekał już na mnie, oparty o ścianę Jisoo. Uśmiechał się tak szeroko, że nie sposób było tego nie odwzajemnić. Stwierdziłam, że może nie być tak źle i w końcu, jeżeli Kangjoon rzeczywiście chciał się tylko wywinąć z tego, to tak będzie lepiej.
        Szliśmy do jego domu w milczeniu. Brakowało nam nagle tematów do rozmów. Z drugiej strony nie było się czemu dziwić, skoro do tej pory bywaliśmy dla siebie obcymi ludźmi. Choć czułam, że to nie to było powodem. Jisoo wyglądał, jakby się krępował cokolwiek mówić. Przecież już trochę rozmawialiśmy podczas tego roku, więc na pewno było to tylko moje chore spostrzeżenie.

A co jeśli jest smutny? Może powiedział tej dziewczynie co mu się spodobała, co czuje, a ona go odrzuciła? Głupia ja! Czemu w takich momentach myślę na takie tematy?

        Kiedy weszliśmy do jego domu panowała cisza. Widocznie nie było jego rodziców w środku. Ulżyło mi, bo wolałabym nie spotkać tutaj odzwierciedlenia matki Kangjoona. Nie żeby była niemiła, lecz mogłaby mnie niepotrzebnie rozboleć głowa od wiecznego jej nadawania.
- Mamo? - Niepewnie zawołał Jisoo, więc widocznie dziwne było to, iż nikogo nie było.
        Nie zważając na mnie uwagi wszedł do kuchni. Podreptałam za nim i zobaczyłam jak odkleja jakąś karteczkę z lodówki i jego wyraz twarzy zamienił się na ten, którego nie lubiłam najbardziej. Podenerwowany. Mimo to, odważyłam się podejść bliżej i dostałam karteczkę, którą trzymał w dłoń. Spojrzałam na jej zawartość.

"Synku, pani Seo zadzwoniła do mnie pewnego wieczoru i oznajmiła, że przyjaźnisz się z jej synem, oraz córką państwa Ha, więc postanowiliśmy się także poznać i dzisiaj właśnie ustaliliśmy króciutkie spotkanie. Mam nadzieję, że dasz sobie radę sam po powrocie ze szkoły.
Twoja kochająca mama. "

        Po co moi rodzice im byli? Rozumiałam złość Jisoo. Zostali uznani z Kangjoonem za przyjaciół i na dodatek, dorośli wtrącali się w nasze relacje. Mi także nie podobało się to całe spotkanie. Choć miałam nadzieję, że moi nie zjawią się tam, przez wzgląd na ignorowanie wszystkiego związanego z moją osobą. No chyba, że chcieliby pokazać, iż są kochającymi rodzicami, a to w ich przypadku także było możliwe. Musiałam jednak szybko zejść na ziemię, by uspokoić Jisoo.
- Spokojnie. Nasi rodzice też potrzebują znajomych, więc nic się nie stanie, jak spotkają się z mamą Kangjoona. Może moim to nawet dobrze zrobi. - Sama nie wiedziałam, jak takie słowa wyszły z moich ust, ale ulżyło mi, kiedy zobaczyłam, jak on się uspokajał.
- Masz rację. Niepotrzebnie się stresuję. - Dodał już z promiennym uśmiechem, który tak bardzo zdążyłam ostatnio polubić.
        Zajęliśmy się więc robieniem naszej pracy. Wykonywaliśmy ją w salonie, skoro nikogo nie było w domu. Siedzieliśmy na podłodze po turecku opierając się o kanapę plecami, bo tak było wygodniej. Położyliśmy laptop przed sobą i sprawdzaliśmy wszystko dziesięć razy, by nie można było dostrzec już żadnych błędów, czy w tekście, czy też w estetyce tej prezentacji. W pewnym momencie nachyliłam się nad laptopem zbyt gwałtownie, bo dostrzegłam literówkę i on zrobił to samo równocześnie, w efekcie czego nasze czoła zderzyły. Zabolało mnie to niemiłosiernie, więc złapałam się w miejscu uderzenia i spojrzałam na niego. Był tak blisko, że się przeraziłam. Na dodatek czułam znowu te głupie rumieńce na policzkach. On ani drgnął. Patrzył również na mnie takim głębokim wzrokiem. Jakby chciał zobaczyć moje wnętrze poprzez oczy.

Wiesz, że taka odległość jest niebezpieczna? Nie uczono cię, że w takich momentach dziewczyny dostają ataków serca? Tym bardziej, jeżeli twoja twarz jest tak bardzo idealną twarzą i jesteś chłopakiem, w którym bujałam się swego czasu.

        Wtedy stało się coś, czego nie spodziewałam się nigdy z jego strony. Zmniejszył ta odległość do minimum, tym samym złączając nasze usta pocałunkiem. Pozwoliłam mu na to, bo jaka normalna dziewczyna w takiej chwili, by zaprotestowała. On widząc, że mi to nie przeszkadza, zaczął go pogłębiać i złapał dłonią tył mojej głowy, jakby bojąc się, że zaraz ją odsunę i przerwę to. Drugą ręką chwycił mnie w pasie i pociągnął do siebie, pewnie chcąc zbliżyć mnie bardziej, niestety nie udało mu się to i przez to, że zrobił to gwałtownie oboje przewróciliśmy się. On leżał na plecach, a ja oczywiście na nim. Patrzyłam w jego oczy, które wydawały się w tamtej chwili takie piękne. Dyszeliśmy od emocji jakie w nas wrzały. Dzięki takiemu obrotowi spraw ocknęłam się i szybko podniosłam na równe nogi. On nie zdążył zareagować i powoli wrócił do siadu.
- Coś nie tak? - Zapytał.

Oczywiście, że wszystko jest w porządku. Przecież to był tylko mój pierwszy pocałunek.

- Owszem. Ja uświadomiłam sobie, że powinnam już lecieć. I tak już to wystarczająco dużo razy sprawdziliśmy. Powinno już wszystko grać, najwyżej zerknę na to jeszcze w domu i wydrukujemy sobie to w bibliotece, a potem ustalimy, kto co ma przedstawić. - Mówiłam bez tchu, bo chciałam jak najszybciej od niego wyjść.
        To nie tak, że ta sytuacja jakoś strasznie mi się nie podobała. Nie wiedziałam tylko do czego to miało doprowadzić. Poniosło nas. Stwierdziłam sobie w duchu, że Jisoo może być jednym z tych podrywaczy, którzy myślą, że mogą z każdą się zabawić, więc nie chciałam dalej w to brnąć. Bałam się zranienia. Już chyba wolałabym, by nadal mnie nie widział.

***

        W piątek, dzień po dziwnym zdarzeniu w mieszkaniu Jisoo, unikałam go na korytarzach. Podszedł do mnie w pewnym momencie zapytać, czy Kangjoon jest w szkole, bo w końcu w jego obecności mieliśmy podzielić się prezentacją. Jednak ze smutkiem musiałam oznajmić, że go nie było i potem znowu szybko go spławiłam. Nie chciałam by poruszył temat tego incydentu. Bałam się usłyszeć, że dla niego całowanie dziewczyny to codzienność. Wmawiałam sobie, że muszę zapomnieć o tym co się wtedy wydarzyło, ale to chodziło po mojej głowie cały dzień.
        Na dodatek znowu martwiłam się o Kangjoona. Stwierdziłam, że po zajęciach skseruję wszystkie notatki dla niego i mu je zaniosę. Tak też zrobiłam. Ochoczo udałam się do jego mieszkania, a w drzwiach oczywiście ujrzałam jego rozpromienioną matkę. Wpuściła mnie od razu do środka i dopiero potem zapytała o powód wizyty.
- Skserowałam mu notatki, bo nie było go na zajęciach. - Powiedziałam zgodnie z prawdą, mając nadzieję, że chociaż usłyszę powód jego nieobecności.
- Jakie to urocze, że nasz Kangjoon, ma tak słodką przyjaciółkę. Cieszę się ogromnie. Nie mógł przyjść, bo się rozchorował. Ma taką gorączkę, że nie potrafi wyjść z łóżka. - Rzekła zmartwionym głosem. - Wczoraj było przeziębienie łagodniejsze, lecz dziś się pogorszyło i tylko siedzę przy nim. - Westchnęła.
- Jak pani chce, mogę panią chwilowo wyręczyć. - Palnęłam bez zastanowienia się nad konsekwencjami swoich słów.
- Och. Ja wiedziałam, że cudowna z ciebie dziewczyna. Ile bym dała za taką synową.

Hola, hola. Wybiega pani za daleko w przyszłość. Może tak najpierw niech ja i pani syn wypowiemy się co o tym myślimy?

- Zawstydza mnie pani. - Wydukałam, starając się brzmieć jak najuprzejmiej.
- Jakaś ty urocza. - Zaśmiała się głośno, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię. - Zrobiłabyś mu nowy okład? - Momentalnie zmieniła temat, czym troszkę zbiła mnie z tropu.
- Dobrze. - Wyszeptałam.
        Dostałam od niej chwilę później ręczniczek i miskę z zimną wodą. Udałam się z tym do jego pokoju, lecz zanim do niego weszłam wzięłam głęboki wdech. Stresowałam się troszkę sytuacją. Wiedziałam, jak postępuje się z chorym, bo często zajmowałam się braciszkiem, jak go coś dopadło. Ale coś wywoływało we mnie lęk. Może świadomość, że Kangjoon to chłopak?
        Po cichutku zajrzałam do środka, bo mógł się przecież obudzić i wolałam się upewnić, że właśnie się nie przebiera, czy coś. Na szczęście, czy też nieszczęście nadal spał. Jak weszłam i mu się przyjrzałam, to coś mnie zabolało w środku. Był w opłakanym stanie. Od razu szybko przykucnęłam przy nim, namoczyłam ręcznik w miseczce i ułożyłam go na jego rozgrzanym czole, zamiast tego co leżał na nim do tej pory. Przez chwilę wydawało mi się, że lekko uchylił powieki, aczkolwiek mogło to być tylko złudzenie. Ten zdjęty kawałek materiału, także zamoczyłam w zimnej wodzie dokładnie i zaczęłam nim wycierać jego policzki. Mimo iż był cały czerwonym, nadal wydawał mi się strasznie przystojny. Przełknęłam ślinę.

Nie myśl o głupotach! Ten człowiek jest chory i teraz powinnam mu pomóc, a nie nad takimi rzeczami się zastanawiać. Z drugiej strony, co by było, gdyby to on, a nie Jisoo mnie pocałował? Czy też byłabym tak zakłopotana i uciekła przed nim?

        Pospiesznie potrząsnęłam głową, by odgonić tę myśl. Przecież to był tylko mój... Przyjaciel? Właśnie. Nawet nie byłam pewna, czy uważał mnie za przyjaciółkę. Przypomniałam sobie, jak czułam się tego dnia w szkole unikając Jisoo. Stwierdziłam, że nie chciałabym takiej samej sytuacji przeżywać z Kangjoonem. Na dodatek, potrzebowałam go teraz, bo na uczelni czułam się niezręcznie.
        Byłam trochę śpiąca, bo nie spałam pół nocy i przy takim rozmyślaniu moje zmęczenie upomniało się o swoje. Będąc w momencie kiedy powieki powoli się zamykają, niechcący powiedziałam na głos pewną myśl.
- Kangjoon, proszę wyzdrowiej, potrzebuję cię. - Wyszeptałam i przysnęłam przy nim.

***

        Ktoś lekko szturchnął mnie w ramię, co mnie obudziło. To była jego mama. Kiedy zobaczyłam, że zasnęłam przy łóżku Kangjoona, a ona w takim momencie mnie zastała, momentalnie podskoczyłam i było mi wstyd. Gestem poprosiła, bym wyszła z nią na zewnątrz pokoju. Zrobiłam to posłusznie.
- Zadzwoniłam do twoich rodziców i poprosiłam, byś mogła zostać na noc. – Mówiła cicho. – Stwierdziłam, że troszkę się zasiedziałaś i żal mi cię puszczać tak późno. Nawet nie przypuszczałam, że mogłaś przysnąć. – Zaśmiała się oczywiście na koniec.

Widzę, że bardzo panią dziś bawię swoją niezdarnością. Miło mi.

        Było mi także troszkę dziwnie, że miałam tam zostać, a z drugiej strony nie tęskniłam nigdy za domem, więc było mi wszystko jedno, gdzie spałam. Mama Kangjoona, przygotowała mi pokój, który mieli wolny, lecz stało w nim łóżko, właśnie na wypadek gości. Dała mi też ze swojej szafki jakąś piżamę w misie. Nie wiedziałam skąd takową miała, jednak nie wtrącałam się i nie wybrzydzałam. Nawet lubiłam misie, bo w życiu miałam ich mało. Moi rodzice nie dawali mi ich, bo ja w końcu nigdy ich nie obchodziłam. Za to mój brat miał ich mnóstwo i pierwszego dopiero od niego dostałam.
        Ułożyłam się szybko do snu i było mi tam tak wygodnie, że nawet nie pamiętałam kiedy mi się zasnęło.

***

Rano przebudziłam się bardzo dobrze wyspana. Jeszcze nigdy tak się nie czułam. Może te łóżko było wyjątkowe? A może to miejsce pałało taką rodzicielską miłością, że aż przyjemnie się tam czułam? Powodów mogło być wiele. Postanowiłam się w nie jednak nie zagłębiać, by nie dojść do dziwnych wniosków. Nagle poczułam piękną woń unoszącą się w powietrzu.

A cóż to za zapach? Naleśniki? Nie. Gofry? Chyba też nie. Zaraz umrę z ciekawości.

Z ekscytacji nie pomyślałam nawet nad tym jak byłam ubrana i że jeśli Kangjoon wstał, to mogłam się z nim spotkać wychodząc z pokoju i zbiegłam pospiesznie w stronę źródła aromatu. Oczywiście dobiegał on z kuchni i kiedy usłyszałam w niej męski głos mojego kolegi, momentalnie się powstrzymałam przed dalszymi krokami.
- Mamo, to bardzo dziwne, ale śniło mi się, że podczas gorączki była u mnie Ganeul. – Słyszałam ze schodów dokładnie jego wypowiedź.
        Jego mama znająca prawda, oczywiście znowu się zaśmiała. Wesoła z niej kobieta była. Szkoda tylko, że dzień wcześniej to ja byłam powodem jej rozbawienia.
- Czemu się śmiejesz? To takie dziwne, że dziewczyna, śni mi się? W końcu spędzam z nią dużo czasu.
- To ci się nie przyśniło. Ona się tobą zajmowała. – Poinformowała go rodzicielka, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Ostatnio zdarzało mi się to dość często.
- Jak to?!
- Widziałam, jak była zmartwiona, że cię nie było w szkole, kiedy przyniosła ci notatki, więc poprosiłam, by cię doglądnęła na chwilkę za mnie…
- Czyli to jak mówiła, że mnie potrzebuje też mi się nie przyśniło? – Mówił zamyślonym głosem, nie zważając na to, że przerwał matce dalszą wypowiedź.

Kurcze flaczki! Słyszał to!

        Ja za to już całkowicie się pogrążyłam. Mówiłam te słowa przysypiając. Kojarzyłam to ledwo i miałam nadzieję, że tylko wydawało mi się, że wypowiedziałam je na głos. W tamtym momencie pragnęłam mu to wyjaśnić, by nie doszło do nieporozumień, lecz nie mogłam się przyznać, że podsłuchiwałam. Cichym krokiem postarałam się wycofać z miejsca przestępstwa. Będąc już w pokoju pospiesznie się przebrałam i zbiegłam na dół z nadzieją, że będę mogła wyjść bez zbędnego tłumaczenia. Oczywiście kimże byłaby matka Kangjoona, nie chcąc mnie zatrzymać.
- Chciałabym wyjść. I cieszę się, że z Kangjoonem już lepiej. – Stwierdziłam, że zachowam pozory i udam, że nic nie słyszałam i po prostu chciałam wrócić do domu, bo tak bardzo go uwielbiam.
        Jak się okazało idealnie minęłam się z Kangjoonem i w kuchni była chwilowo tylko jego mama. Widocznie poszedł się przebrać, czy skorzystać z łazienki, czy jeszcze coś innego zrobić. Kiedy dotarło do niej, że uciekam, podbiegła do mnie z pojemnikiem wypchanym racuchami.
- W takim razie weź to. Upiekłam z rana. Mam nadzieję, że lubisz.
        Oczy na widok tych słodkich placków zaświeciły mi się. To była jedna z najwspanialszych rzeczy, które jadłam. To się udało jego mamie trafić w moje gusta.
- Dziękuję. Bardzo lubię racuchy, więc na pewno zjem ze smakiem. – Odrzekłam uprzejmie i już miałam wychodzić.
- Jesteś pewna, że nie chcesz zobaczyć się z Kangjoonem przed wyjściem? – Zasugerowała kobieta.
- Wolę go zobaczyć w poniedziałek zdrowego na zajęciach. – Wymyśliłam na poczekaniu i zwiałam.

***

        Następne dni na uczelni były strasznie krępujące. Musieliśmy uzgodnić, do kogo należała, która część prezentacji, a co za tym idzie. Musiałam spędzać czas z tymi dwoma chłopakami. Jeden mnie pocałował, a przed drugim się pogrążyłam. Świetnie. Zauważyłam, że Jisoo starał się być delikatny i mało kiedy się odzywał, jak nie musiał. Kangjoon za to jeszcze bardziej nie odstępował mnie na krok, a ja czułam się w jego towarzystwie zakłopotana. Cała nasza trojka milczała w jakimś temacie, które pewnie poruszylibyśmy, gdybyśmy potrafili mówić o uczuciach i robiło się często przez to sztywno. Na szczęście nadszedł dzień samej prezentacji i miałam wielką nadzieję, iż to spowoduje urwanie kontaktu z Jisoo. Nie żebym była bardzo na niego zła, czy go nienawidziła. Jednak od tego felernego dnia nie potrafiłam z nim normalnie porozmawiać, a także zapomnieć, o pocałunku.
        Prezentacje miały być przedstawiane przed całą szkołą. Najbardziej chyba stresowało to Kangjoona, ale poprosiłam, by wyobraził sobie, że wszyscy uczniowie to drzewa i wcale się na niego nie patrzą. Twierdził, że mu to pomogło, bo rzeczywiście bardzo dobrze mu poszło. To Jisoo, tak gadatliwy na co dzień jąkał się trochę. Mimo wszystkich tych czynników nasza wykładowczyni była zaskoczona naszą współpracą i dostaliśmy rekordową ocenę na jej zajęciach. Byłam w lekkim szoku. Chłopcy byli zadowoleni, a najbardziej chyba Jisoo, bo nagle odżył.
- Wiecie co? Jestem szczęśliwy, że daliście mi szansę do was dołączyć, a na dodatek po zalaniu laptopa nie wypięliście się na mnie… - Coś czułam, że specjalnie przeciągnął ostatni wyraz, by dodać, iż także po pocałunku nie kazałam mu spadać na drzewo.
        Uśmiechnęłam się lekko do niego, by pokazać, że nic do niego nie mam. Nawet Kangjoon mu przytaknął, jakby już nie był na niego zły.
- Co powiecie na zjawienie się na mojej imprezie urodzinowej?

Waaa! Impreza urodzinowa u Jisoo! Zawsze chciałam na nią pójść.

        Co roku organizował huczną imprezę na którą przychodzili nawet jego wrogowie, by dobrze się zabawić. Wiele dziewczyn błagało, by ktoś je na nią zabrał, bo według nich było tam wspaniale. Miałam kiedyś marzenia, że chciałabym się na niej zjawić, zaproszona przez niego, kiedy podobał mi się.
- Nie mogę. – Powiedziałam półgłosem. – Wybacz, muszę iść do domu. – Rzekłam i ruszyłam do wyjścia, a Kangjoon chyba zaraz za mną. Nie odwracałam się, by nie zobaczyć twarzy Jisoo, po tym jak zostawiłam go bez żadnych wyjaśnień. Jednak uważałam, że tak będzie najlepiej.

Zbliżają się wakacje przed drugim semestrem. W tym czasie pewnie i tak o mnie zapomni.


poniedziałek, 6 lutego 2017

Miłosny scenariusz: Rozdział 18

Bez przedłużania. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników. Kocham was i liczę na opinie na temat rozdziału. :D

Miłosny scenariusz

Rozdział 18


*Kyurin*

        Oglądałam z rana telewizję.  Nic mi się nie podobało.  Przełączałam z kanału na kanał. Jooseung siedział obok mnie i zajadał jakieś kanapki.  Widziałam, że co jakiś czas patrzy na mnie z skrzywionym wyrazem twarzy.  W końcu chyba się zniecieprliwił i wyrwał mi pilot z ręki.  Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem.
- Zaraz wciśniesz wszystkie przyciski i zepsujesz tym pilot.  - Mówił to oburzony i z pełną buzią, a mi wydało się to zabawne, więc zaczęłam się śmiać. - Życie ci niemiłe. Nabijasz się ze mnie?.
- Wybacz.  - Zaczęłam powoli powstrzymując śmiech.  - Tylko czy nie o to chodziło? Chciałeś od kilku dni bym się przestała smucić. A teraz jesteś za to zły.  Jak tu cię rozumieć? - Postanowiłam się z nim trochę podroczyć.
- Yah! Dlaczego ja mam być ofiarą? Oglądamy program muzyczny. Zarządzam jakiem Panem tego domu. - Oznajmił z udawaną wyniosłością.
        Przeraziłam się, kiedy na ekranie ujrzałam Junmyeona.  Leciał akurat teledysk do piosenki "Growl".  Poczułam się źle w jednej chwili.  Tak bardzo chciałam być wtedy blisko niego. Nawet telewizor nie chciał pomóc mi zapomnieć bólu, jaki sprawiało mi uczucie tęsknoty.  Dlaczego tak piękne były piosenki i filmy o miłości skoro ona tak bolała?
- Czemu płaczesz? - Zapytał mnie nagle mój współlokator.
- Płaczę? - Wtedy uświadomiłam sobie, że miał rację.  Płakałam.  Łzy wypływały z moich oczu niekontrolowanie. Wytarłam je pospiesznie.
- To dlatego, że go widzisz w telewizji? Nie pamiętasz poprzedniego wieczoru? - Ostatnie pytanie mnie sprowadziło na ziemię.
- Nic, a nic.  - Powiedziałam szczerze zaskoczona.
- Ah to niedobrze.  Ja nie wiem dokładnie co się stało. Jednak powiem ci tyle, musisz z nim pogadać. Nie odrzucaj jego połączeń. Jesteś dorosła i powinnaś wiedzieć, że unikanie problemów to żadne wyjście. - Oznajmił mi te mądre słowa, a ja nie wiedziałam co miałam na nie odpowiedzieć. Byłam przerażona.  
- M... Mu... Muszę się przejść. - Wyjąkałam.
        Potrzebowałam świeżego powietrza. Musiałam pomyśleć nad kilkoma sprawami. Faktycznie nie potrafiłam sobie poradzić z uczuciem, które żywiłam do Junmyeona. Myślałam, że będzie łatwo. A tymczasem za bardzo zaczęło mi na nim zależeć. Dodatkowo to co powiedział Jooseung, utwierdziło mnie w przekonaniu, że miałam kontakt z Junmyeonem pod koniec imprezy. Nie wiedziałam, czy nie powiedziałam mu za dużo, czy nie zrobiłam niczego głupiego. To było uciążliwe. Powinnam była zadzwonić, zapytać. Bałam się dowiedzieć co nawyrabiałam. Mogłam pod wpływem alkoholu wiele zrobić.
        Joo nie zatrzymał mnie. Wiedział pewnie dlaczego to robię. Wzięłam też ze sobą portfel z myślą o zakupach. Na pewno takowe mi by się przydały.

*Junmyeon*

        Znowu czekałem na mojego menadżera. Musiałem załatwić tę sprawę z nim. Nie rozumiałem po co te zdjęcia wrzucili wreszcie do gazety. Cicho liczyłem, że to wcale nie ich sprawka, tylko fotograf chciał zarobić i sprzedał je jakiejś gazecie, lecz wiedziałem, że nie zleciliby takiego zadania, komuś niezaufanemu.
        Pewnie ktoś mógłby powiedzieć, że niepotrzebnie się staram i wszystko stracone. W końcu Kyurin była wcześniej na mnie zła nawet o to, że z nią najpierw nie porozmawiałem. Jednak jej zachowanie po pijanemu mówiło mi coś zupełnie innego. Potrzebowała mnie. Nie chciała mnie zostawić, a przede wszystkim kochała mnie i tego nie mogłem zaprzepaścić. Było jeszcze co ratować. Na dodatek rozmowa z Jooseungiem bardzo mnie rozjaśniła.

        Wprowadziłem Kyurin do mieszkania. W drzwiach czekał na nas Joo i szybko ją chwycił z drugiej strony. Oboje przetransportowaliśmy ją do jej sypialni. Coś tam jeszcze sobie bełkotała, ale szybko położyła się spać. Ulżyło mi, że była już bezpieczna.
- Znowu przegięła z alkoholem. - Marudził nasz przyjaciel.
- A ty znowu powierzyłeś mi ją w takim stanie. - Zaśmiałem się. - Przepraszam. Tym razem także przeze mnie się upiła. - Dodałem już poważniej.
- Daj spokój. - Powiedział klepiąc mnie mocno w plecy. - Chodź z tego pokoju.
        Wraz z jego poleceniem udaliśmy się do salonu, gdzie wskazał mi, bym przysiadł na kanapie. Chciał mnie ochrzanić? W końcu dobrze widziałem, jak często się o nią martwił. Dobry z niego był przyjaciel dla niej. Choć początkowo byłem zazdrosny, to teraz żywiłem do niego wdzięczność za opiekę nad Kyurin.
- Musimy porozmawiać. Otóż... Junmyeon. Nie zrozum mnie źle. Kyurin mi także się podoba od początku. Żywię do niej duże uczucia. - I czar prysł, bo okazało się, że nie była to zwyczajna przyjacielska troska. - Dawno też się poddałem. Kiedy uświadomiłem sobie, że przegrałem z tobą. - Te zdanie zakończył smutnym uśmiechem, przez co zrobiło mi się go żal. - Dlatego też... Powierzam ci Kyurin. Cokolwiek się nie stanie. Masz się nią zająć. Odciągnąć od niej wszystkie cierpienia. Ona na to zasługuje. Nie mogłem na nią patrzeć przez te kilka dni, kiedy chodziła po domu jak jakiś duch. Bałem się o nią i pragnąłem zrobić cokolwiek, by jej pomóc, ale czułem się bezradny, bo tylko ty mogłeś ją wyciągnąć z tej sytuacji.
        Poczułem się dziwnie. Jakby był starszym bratem Kyu i prosił mnie o opiekę nad nią. To było niesamowite z jego strony. Potrafił się tak poświęcić. Ja byłem przy nim taki mały. I nie chodziło tu o różnicę wzrostem, czy wiekową, jakie nas dzieliły.

        Wspomnienie poprzedniego wieczoru przerwało mi pojawienie się menadżera. Był jakby troszeczkę zdegustowany, że mnie widzi. Nie obchodziło mnie to. Musiałem to rozwiązać. Wszedłem z nim do środka. Usiadłem na tym samym miejscu, na którym ostatnio często zasiadałem. Spojrzałem na niego całkowicie poważnie i zacząłem.
- Musicie sprostować plotki na temat Kyurin. Zrujnowaliście jej właśnie karierę. - Zacząłem oskarżając ich, bo byłem prawie pewny, że to ich wina.
- A co jeśli tego nie zrobimy? Przecież nie odejdziesz. Zresztą po co mamy to robić? To nie jest nasza artystka. A gniew skupił się na niej, nie na tobie, więc nie widzę problemu. - Powiedział to całkowicie spokojnie, a ja miałem ochotę wybuchnąć, bo wszystko się we mnie gotowało.
- Ona nic złego nie zrobiła. A wy mścicie się tak po prostu na niej? Dlaczego? - Zacząłem robić mu wyrzuty.
- Nie mogę odpowiedzieć na twoje pytanie. Za to mogę coś zaproponować. Dostanie drugą szansę dołączenia do wytwórni. Wtedy jakoś wszystko wyjaśnimy i ogłosimy tak jak należy. - Wyjaśnił mi, a mi zaświeciła się lampka w głowie.
- Chce pan powiedzieć, że nadal wszystko skupia się na jej dołączeniu do SM? Wiedzieliście, że przyjdę o to błagać? - Zacząłem zadawać szybko pytania.
- Nie. Nie chodziło nam o to, ale pewnie tam u góry ucieszą się, jak uda nam się ją sprowadzić. - Dodał dumny ze swojej wypowiedzi.
- Dobrze. - Westchnąłem ciężko. - Porozmawiam z nią, co o tym myśli.
- Tylko się pospieszcie. Bo z każdym dniem będzie coraz trudniej odkręcić to wszystko.
        Przytaknąłem i pospiesznie pożegnałem się z nim. Musiałem jak najszybciej udać się do Kyurin i z nią porozmawiać. Nie mogłem z tym zwlekać, a na szczęście w ten dzień nie miałem treningów, ani nic z tych rzeczy. Byłem też bardzo zainteresowany, czy pamiętała ona o jej wyznaniach po pijanemu, lecz byłem nastawiony z moim fartem, że wszystko zapomniała.

***

        Wchodząc do bloku Jooseunga zdziwiłem się, kiedy mnie prawie wyminął nie zauważając. Szybko go chwyciłem za rękę, żeby zatrzymać. On wytrzeszczył oczy na mnie, na szczęście po chwili pojawił się na jego twarzy szczery uśmiech.
- Kyurin wyszła na chwilę. Ja też muszę, ale możesz na nią poczekać. Jej mama cię wpuści. To dziś jakiś dzień odwiedzin chyba. - Zaśmiał się.
- Mówisz mama? - Byłem zdziwiony, z drugiej strony sam je pogodziłem. To chyba naturalne, że się o nią martwiła. Tylko, czy nie przyszła czasem w sprawie plotek z gazet? Miałem nadzieję, że w nie nie wierzyła.
- Tak. Spokojnie. Była miła, więc chyba nie chce niczego złego. - Uspokoił mnie tymi słowami.
        Pożegnałem się z nim, bo prawdopodobnie nie mieliśmy się już tego dnia spotkać i ruszyłem na odpowiednie piętro windą. Wahałem się przed użyciem dzwonka do drzwi. Spotkanie z jej mamą stresowało mnie bardzo. W końcu przeze mnie oczernili Kyurin. Jednak wykonałem wreszcie ten ruch i wtedy pospiesznie otwarła mi drzwi ta kobieta. Najpierw spojrzała na mnie skrzywionym wzrokiem, po chwili dopiero odsunęła się, by mnie wpuścić. Przywitałem się z nią grzecznie i głęboko ukłoniłem. Czułem jej zimne spojrzenie i panicznie zacząłem się bać.
- Po co tu jesteś? - Fuknęła na mnie, aż zadrżałem.
- Muszę porozmawiać z Kyurin. - Powiedziałem pospiesznie.
- O czym niby? O tym, jak przez ciebie jest teraz traktowana? Jak mogłeś powiedzieć, że cię uwiodła, by dołączyć do wytwórni?
        Ona myślała, że to ja powiedziałem? Musiałem szybko odkręcić to nieporozumienie. Nie chciałem, by miała złe o mnie zdanie. W końcu w pewnym sensie miałem zamiar być jej zięciem.
- Przepraszam, ale to nie ja. Próbuję właśnie coś z tym zrobić. Ja... - Chwilę się zawahałem. - Kocham pani córkę. Jest dla mnie bardzo ważna. - Widziałem, że analizowała moją wypowiedź. - Po prostu moja wytwórnia chciała, by Kyurin podpisała z nimi kontrakt i zrobili nam dwuznaczne zdjęcia. Zaproponowali, że jak ona dołączy do nich, to ogłoszą nasz związek. Nie chciałem by się dla mnie poświęciła. Niepotrzebnie zadziałałem na własną rękę, a w efekcie tego oni podali te zdjęcia gazetom.
        Widziałem, że jej surowy wzrok zmienił się na łagodny i smutny. Ulżyło mi, bo wychodziło na to, że mi uwierzyła. Jednak cisza, która panowała między nami troszeczkę mnie niepokoiła. Chciałem znać już jej zdanie.
- Wybacz za pochopne wnioski. Mam nadzieję, że uda wam się to odkręcić. I cieszę się, że żywisz takie uczucia do niej. - Poczułem wszechogarniające mnie ciepło. Takich słów potrzebowałem.

*Kyurin*

        Spacerowałam między półkami, szukając mąki ryżowej. Nienawidziłam, jak przestawiano asortyment w sklepach. Gubiłam się wtedy i potrafiłam kilka razy przejść sklep i nie wiedzieć, gdzie przestawili szukany przeze mnie produkt. Tak było i tym razem. Błądziłam.
- Kyurin?! - Usłyszałam okrzyk obok mnie.
        Spojrzałam na osobę, która go z siebie wydała. Nie kojarzyłam tego mężczyzny, czy też chłopaka. Jego wzrok był pełen nienawiści. Czego on ode mnie chciał?
- Ty jesteś aktorką z tej nowej dramy? - Ah więc o to mu chodziło.
        Przytaknęłam niepewnie, bo w końcu nie wiedziałam, jak miał zamiar się dalej zachować.
- Chodziliśmy do jednego liceum. - Zaskoczył mnie tym, choć z drugiej strony, szkoła to duży budynek i mogliśmy się nie znać. - Kiedyś mi się podobałaś i ucieszyłem się słysząc, że zagrasz w dramie. - Niby powinnam się czuć miło. Jednak mówił to dziwnym tonem, jakby kpiącym. - A teraz zrobiłaś takie coś? Naprawdę zachowujesz się jak dziwka? Myślałem, że jesteś mądrzejszą dziewczyną i wszystko zdobywasz umiejętnościami i intelektem, a nie w tak bezwstydny sposób. - Poczułam ukłucie w sercu.
        Nie wiedziałam co powinnam była zrobić. Moje oczy zrobiły się momentalnie mokre. Ludzie wierzyli przecież w te brednie. Byłam przerażona jego wybuchem. Był na mnie zły za to. Co ja mogłam zrobić? Mogłam zaprzeczyć, lecz pewnie by nie uwierzył. Mogłam na niego nakrzyczeć, by się odczepił, ale to wyglądałoby jak przyznanie się do winy. Byłam w kropce. Nagle on chwycił moje ramię i zaczął mną szarpać, a jego uścisk mnie bolał.
- Taka odważna jesteś? Płaczesz po takich słowach. A to czysta prawda o tobie. - Plunął na mnie. - Takie kobiety powinny być tępione.
        Miałam ochotę wybuchnąć głośnym szlochem. Ręka bolała mnie przeraźliwie, a jeszcze bardziej moje nieszczęsne serce. Ochroniarz przybiegł i rozdzielił nas. Mówił coś do mnie, a ja ledwo kontaktując udałam się do kasy. Byłam załamana. Najchętniej skoczyłabym z mostu do rzeki Han, ale nie mogłam przecież tak łatwo się poddawać.

***

        Kiedy otwarłam mieszkanie doznałam szoku. Na kanapie siedziała moja mama i Junmyeon. Wstali momentalnie na mój widok. Czemu oboje tu przyszli? Mama pewnie czytała gazety i nie byłam pewna, czy przyszła w dobrej mierze. A Jun chciał pogadać może o poprzednim wieczorze? Zestresowałam się. Nie byłam w humorze na takie rozmowy.
- Córeczko. - Odezwała się pierwsza mama i podbiegła do mnie.
        Przytuliła mnie, co mnie zaskoczyło. Przyszła mnie wesprzeć? Poczułam się od razu lepiej. Przynajmniej ona wiedziała, że nic nie zrobiłam. Odwzajemniłam uścisk.
- Przyszłam ci pomóc z sprostowaniem tego wszystkiego, lecz ten młodzieniec też działa w tej sprawie, więc jednak może lepiej, jak sami się z tym uporacie. - Wyszeptała mi. - Widzę, że bardzo się tobą przejął. Miły z niego chłopak. Twój współlokator także. Mam nadzieję, że ułoży ci się wszystko. - Uspokajały mnie jeszcze bardziej jej słowa. - Wpadnę jakoś na dniach to jeszcze pogadamy, a teraz już wam nie przeszkadzam. Kocham cię. - Po tych słowach dała mi buziaka w czoło, puściła mnie i wyszła.
        Zamurowało mnie. Czekała mnie teraz rozmowa z Junmyeonem. Bałam się szczerze. Mimo to, musiałam temu sprostać. Jeżeli dobrze zrozumiałam mamę, on miał jakiś pomysł na uratowanie jeszcze wszystkiego. Czułam, że nie zostawi mnie samej i prędzej, czy później się zjawił. W końcu on już taki był. Na pierwszym miejscu inni, potem on. Uśmiechnęłam się do siebie w duchu.