Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreanscyaktorzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreanscyaktorzy. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 marca 2017

Rok pełen zmian: Rozdział 12

Rok pełen zmian
Rozdział 12

Luty (Epilog)
        Miłość. Czasem sprawia, że dostajesz skrzydeł i masz wrażenie, że potrafisz latać. Innym razem ukłuje cię pewnego dnia i boli bardzo mocno. Sprawia, że serce chce ci wyskoczyć, kiedy widzisz ukochaną osobę, a jednocześnie drżysz na jej widok. Tajemnicze uczucie, które tak trudno zdefiniować, wyjaśnić.
        Wracałem z Ganeul do domu. Był koniec roku szkolnego. Dla nas także koniec studiów. Zbliżały się walentynki, przez co zastanawiałem się, czy spędzę je sam, czy może poszczęści się i będę mógł zorganizować je z nią. Ona milczała całą drogę. Ciekawiło mnie, czy choć przez chwilę zastanowiła się nad tym, co stanie się z naszą znajomością. Czy w jakiś sposób zależało jej na mnie?
        Przystanęliśmy przed jej mieszkaniem. Patrzyliśmy na siebie nic nie mówiąc. Oboje nie lubiliśmy nic mówić na pożegnanie. A tym razem wypadało. Ona wyglądała, jakby zaraz miała się rozpłakać. Ja w głowie próbowałem ułożyć moją przemowę, którą i tak już dziesięć razy w ciągu dnia zdążyłem zmienić. Stwierdziłem, że nie będę się wahał i powiem co mi leży na sercu, jednak to nie było takie proste.
        Zacząłem od złapania jej dłoni. Wziąłem ją chwyciłem w swoją i zacząłem głaskać kciukiem. Speszyła się na ten gest i wytrzeszczyła na mnie oczy. Oczywiście nie obyło się, bez jej uroczych rumieńców na twarzy. Uśmiechnąłem się. Odwzajemniła to o dziwo. Na dodatek nie był to zwykły uśmiech, był jakiś taki... ciepły? Spojrzałem w jej oczy, które wiele razy mnie rozpraszały. Były tym razem takie piękne. Drugą rękę umieściłem na jej policzku i zacząłem nią go gładzić. Wzdrygnęła się, jak poczuła ten dotyk, ale szybko potem znowu uniosła kąciki ust. Dziwiłem się, że tego nie przerwała. Czyżby Jisoo dobrze mnie naprowadził i ona tylko na to czekała? Zrobiłem krok do przodu. Choć miałem zacząć od słów, to wyszło mi to inaczej. Wystarczyło jedno spojrzenie na jej delikatne i drobne wargi. Nie mogłem dłużej pozwolić, by marzły. Wtopiłem się w nie. Ona zawiesiła nagle ręce na mojej szyi. Trwaliśmy w zachłannym pocałunku. Robiło się mi gorąco i zaczęły pojawiać się problemy z oddychaniem, lecz tak bardzo bałem się to zakończyć. Za to ona zsunęła ręce na moje ramiona i lekko mnie odepchnęła, przez co momentalnie odskoczyłem.
- Czemu? - Zapytała. Nie byłem pewny do czego do końca te pytanie się tyczyło, jednak uznałem, że powiem to co podpowiada mi serce.
- Kocham cię. - Wypowiedziałem na jednym tchu.
        Wyszczerzyła na mnie oczy i nic nie mówiła. Milczała. Ta cisza była dość uciążliwa. Liczyłem na jakąś reakcję. Nawet dostatnie od niej z liścia wydawało się czymś lepszym od tej niepewności, jaką we mnie zasiała swoim zachowaniem.
- Nie zrozum mnie źle. - Postanowiłem wyjaśnić sytuację. - Ja już czuję to długo. Po prostu wcześniej był Jisoo, potem nie wiedziałem co robić. Bałem się odrzucenia. Nie wytrzymałbym na uczelni, jakbyś zaczęła mnie tam ignorować. Na dodatek powiedziałaś, że nie chcesz być z nikim do ukończenia studiów. Dlatego robię to dzisiaj. Wyznaję ci, jak bardzo dla mnie jesteś ważna. Nigdy przy nikim nie czułem się tak, jak przy tobie. Sprawiłaś, że moje życie nabrało sensu. Dla ciebie zrobię wszystko.
        Ona nadal tylko patrzyła nic nie mówiąc. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Widocznie jednak źle to odebrałem. Albo bała się powiedzieć co ona czuje.
- Nie musisz nic mówić. - Stwierdziłem. - Po prostu przyjdź do mnie, jak stwierdzisz, że chcesz mnie zaakceptować, a jeżeli nie przyjdziesz, uznam, że nic nie czułaś. Nie będę cię już nachodził, ani też więcej nie zapytam, czy chcesz ze mną spróbować. Proszę tylko. Przemyśl sytuację. - Powiedziałem co mi ślina na język przyniosła i odszedłem zostawiając ją. Chciałem by była pewna czego chce, bo ja poczułem, że zaraz zachowam się desperacko i coś zepsuje. Musiałem zniknąć z jej oczu, póki była nadzieja na to, że wszystko jest w porządku i zrobiłem to dobrze.

***

        Kiedy mnie pocałował poczułam ciepło mnie ogarniające i prawie straciłam głowę. Jednak szybko się ocknęłam, przypominając sobie nasz wcześniejszy pocałunek w śniegu. Nie raczył nawet wyjaśnić dlaczego do niego doszło. Miałam potem mętlik w głowie i uspokajałam do tej pory moje serce, że to nic nie znaczyło. Ono dawało już potem znać o sobie każdego dnia. Nie potrafiłam spokojnie się uczyć, spać, funkcjonować. Niecierpliwie czekałam, aż Kangjoon uraczy mnie jakimiś wyjaśnieniami. Miałam cichą nadzieję, że coś do mnie czuł.
        W tamtym momencie znowu mnie całował, a ja postanowiłam, że poproszę o rozjaśnienie sytuacji, zanim się wywinie.
- Czemu? – Tylko tyle oczywiście udało mi się wydusić z siebie. Chciałam zapytać, czemu dopiero teraz, dlaczego nie wcześniej, a on zrozumiał to inaczej.
- Kocham cię. – To jedno wyrażenie sprawiło, że osłupiałam.
Niby na to liczyłam, ale co teraz powinnam była zrobić? W filmach dziewczyna powiedziałaby „Ja ciebie też”. Byłby happy end.. A ja nie potrafiłam nawet zmienić mimiki twarzy, poruszyć się, a co dopiero jeśli chodziło o mówienie.
- Nie zrozum mnie źle. – Kontynuował, więc zamieniłam się w słuch. - Ja już czuję to długo. Po prostu wcześniej był Jisoo, potem nie wiedziałem co robić. Bałem się odrzucenia. Nie wytrzymałbym na uczelni, jakbyś zaczęła mnie tam ignorować. Na dodatek powiedziałaś, że nie chcesz być z nikim do ukończenia studiów. Dlatego robię to dzisiaj. Wyznaję ci, jak bardzo dla mnie jesteś ważna. Nigdy przy nikim nie czułem się tak, jak przy tobie. Sprawiłaś, że moje życie nabrało sensu. Dla ciebie zrobię wszystko. – Mówił, jak nakręcony, przez co ledwo umiałam ogarnąć co słyszę.
        Miałam już się zebrać do odpowiedzi, lecz zaczęłam analizować jego wypowiedź. Pamiętał moją głupią wymówkę, że nie chcę chłopaka dopóki się uczę? Uszanował ją. To trochę zabawne, bo nie chciałam, by uwierzył w takie coś. Mimo to, on to zrobił. A ja głupia głowiłam się tyle czasu, czy mogę go interesować… Nie zdążyłam pozbierać słów do kupy i on znowu przemówił.
- Nie musisz nic mówić. Po prostu przyjdź do mnie, jak stwierdzisz, że chcesz mnie zaakceptować, a jeżeli nie przyjdziesz, uznam, że nic nie czułaś. Nie będę cię już nachodził, ani też więcej nie zapytam, czy chcesz ze mną spróbować. Proszę tylko. Przemyśl sytuację.

Ja chcę cię tu i teraz. Ja cię też kocham. Zaczekaj i daj mi się zebrać by to powiedzieć.

        Niestety nie było happy endu. On po prostu sobie poszedł po tych słowach. Miałam już dzwonić, żeby się zatrzymał, lecz uświadomiłam sobie, że nie mam nawet jego numeru. Nie wiedziałam, czy odważę się przyjść do niego i powiedzieć co czuje. Bałam się, że mogę już zawsze zbierać się do tego, zamiast działać. Czułam się w tamtym momencie strasznie zagubiona.

Czy to koniec mojej szalonej miłości? A może to początek czegoś cudownego, jeżeli się postaram?


Notka tutaj… Tak więc… Tak to koniec… Pierwszej części. Przecież tak tego nie można zostawić. Pewnie zabijecie mnie za ten Polsat. Powiem tak. Druga część pojawi się na pewno wkrótce, ale ciężko dać mi konkretną datę, bo to nie zależy ode mnie, tylko od mojej bety. ^^” Więc prosiłbym was o trochę cierpliwości. Tymczasem możecie mi napisać co sądzicie o tej pierwszej części? Udało mi się pierwszy raz napisać coś w swoim AU, a nie tylko o idolach. :D Jeszcze charakter tego opowiadania jest dość wyjątkowy. Dlatego jestem ciekawa tych opinii. A no i jestem ciekawa co przypuszczacie, że będzie w drugiej części i co zrobiła Ganeul. :D Pozdrawiam ciepło. Dziękuję za czytanie tego i do następnego.



niedziela, 19 marca 2017

Rok pełen zmian: Rozdział 11

Notka na dole. :D

Rok pełen zmian
Rozdział 11

Styczeń

- Szczęśliwego Nowego Roku! - Krzyczała do mnie osoba, która w tym minionym stała się mi najważniejszą .
        Ha Ganeul nie miała z kim spędzać świąt. Namówiłem ją, na to, by dołączyła do mojej rodziny w świętowaniu, choć był to dla mnie trudny okres. Nie wiedziałem jak wytrzymywać jej bliskość. Wiele razy miałem ochotę złożyć na jej ustach pocałunek, wyściskać ją, lub wyznać jej jak wiele dla mnie znaczy. Nie mogłem tego zrobić. Choć byłoby to bardzo romantyczne, gdybym wykorzystał ten wspaniały czas, musiałem poczekać.
- Co jest z tobą? Zamyśliłeś się. - Zaczęła mi machać ręką przed twarzą. - Mam nadzieję, że pomyślałeś jakie postanowienia w tym roku chciałbyś spełnić. - Wypomniała mi.
- Oczywiście, że wiem, co chciałbym zrobić wkrótce. - Wyznać jej uczucia. Jeszcze trochę tylko brakowało do tego czasu, więc musiałem przetrwać.
- I pewnie mi tego nie powiesz? Fakt. Lepiej nie. Musi się spełnić. - Dodała z uśmiechem na twarzy.
        Podczas świąt u nas nie schodził jej prawie wcale z pięknej buzi. Może na początku była troszkę przytłoczona życzliwością mojej rodziny, lecz z czasem rozluźniła się. Na tamtą chwilę miała wielki banan na twarzy, który ustąpił troszkę później zachwytowi nad fajerwerkami pojawiającymi się na niebie. Podbiegła troszkę bardziej przed siebie, jakby to miało pomóc jej je obserwować.
- Widzisz to?! - Zachwycała się.
        Ta odwiecznie poważna i skupiona na nauce dziewczyna, w tamtym momencie skakała z radości jak małe dziecko. Kręciłem głową. Niedowierzałem, że kiedykolwiek zobaczę ją w takim stanie, a po części była to i moja zasługa. Czułem się przyjemnie na tę myśl.
        Nagle obok mnie zjawił się on. Jisoo. Nie miałem już nic do niego. Nawet troszkę go ostatnio polubiłem, zanim ona zerwała z nim kontakt. Po prostu bałem się, że on będzie tym, przez którego stracę Ganeul. Następnie uznałem, że to on miał większe prawa do niej i już się z tym pogodziłem, a wtedy ona nagle zaczęła od niego uciekać, przez co mi ulżyło. Nie wiedziałem, jak zareagować na jego nagłe pojawienie się. Zaczął wraz ze mną obserwować niczego jeszcze nieświadomą dziewczynę. Ta była kawałek przed nami, tyłem odwrócona i dlatego go nie widziała.
- Coś czułem, że zastanę was razem w ten dzień. - Mówił patrząc w przestrzeń nad sobą. - Przeszedłem się, by życzyć wam wszystkiego dobrego w nowym roku. - Stwierdził.
- Miło z twojej strony. - Powiedziałem niepewnie. Sam nie wiedziałem, czy go chciałem widzieć, czy był mi obojętny.
        Wtedy Ganeul przestała wpatrywać się w rozświetlone niebo i odwróciła się w naszą stronę. Ujrzała Jisoo. Przeraziła się? Po chwili jednak wrócił jej uśmiech na twarz i podbiegła do nas.
- Dzisiaj jest tak niesamowicie. - Zwróciła się do mnie, na co lekko się zaśmiałem, choć początkowo martwił mnie jej entuzjazm mimo pojawienia się Jisoo. Miałem nadzieję, że ona naprawdę nic do niego nie czuła. Ogromną.
- Wszystkiego dobrego Ganeul. - Rzekł do niej również z uniesionymi kącikami ust.
- Wzajemnie Jisoo. - Ona wymówiła to unikając jego wzroku.
        Zapadła niezręczna cisza. Ona błądziła oczami na wszystkie strony, on gapił się na nią, a ja nie wiedziałem co powinienem zrobić.
- Powinniśmy wejść już do domu, bo jest zimno. - Zasugerowałem, by przerwać tę sytuację.
- Masz rację. - Pospiesznie zaakceptowała mój pomysł. - Pa Jisoo. - Po tym szybko wbiegła do środka, zostawiając mnie samego z nim.
- Wybacz. Nie chciałem wam przerwać sielanki, ale nie mogłem się powstrzymać, by ją zobaczyć. - Rzekł smutnym już głosem.
        Nie rozumiałem po co mi się tłumaczył. W końcu wiedział, że nie mam nic przeciwko niemu. A w każdym razie próbowałem go w tym ostatnio utwierdzić. Musiało mu być ciężko, że jego uczucia były tak traktowane przez Ganeul. Jak obserwowałem to wszystko z boku, jeszcze bardziej bałem się jej wyznawać cokolwiek.
- Nie rozumiem jednak czemu nadal nie jesteście razem. - Nagle zbił mnie z tropu tą wypowiedzią.
- Jak razem? - Zapytałem, nie ukrywając zaskoczenia.
- Nie mów mi, że ona ci się nie podoba. Kangjoon, nie jestem ślepy. Od obozu to widzę. Tylko, że wtedy jeszcze miałem nadzieję, że to mnie z nią coś łączy. - Westchnął ciężko.
- Spokojnie. Wyznam jej wszystko w odpowiednim czasie. - Uznałem, że mogłem mu bez problemu się zwierzyć, jak on mi wcześniej.
- Mam nadzieję, że to nie będzie za późno. - Zaniepokoił mnie tym zdaniem i poszedł bez dodania więcej.

***

        Na uczelni aż wrzało. Nerwy związane ze zbliżającym się końcem tego roku, ogarniały każdego. Ja i Ganeul byliśmy już na ostatnim roku, więc był to dla nas podwójny problem. Od naszych wyników zależała nasza przyszłość. Mimo to, ciągłe tylko wkuwanie, mogło wykończyć człowieka. Stąd wpadliśmy tamtego dnia na pomysł wypadu z jej braciszkiem w celu ulepienia bałwana. Pomysł okropnie się spodobał małemu.
        Idąc do parku Sungjeon wskakiwał do dużych zasp. Przez to Ganeul krzyczała po nim zdenerwowana, że zanim dojdziemy do odpowiedniego miejsca, on już wszędzie będzie miał śnieg. Wyglądało to zabawnie, więc całą drogę śmiałem się głośno, nie zważając na to, czy zdenerwuję ją tym bardziej.  Zawsze chciałem mieć duże rodzeństwo, bo nigdy nie miałem przyjaciół. Wyprawa na bałwana nie była tylko pretekstem do spędzenia z nią czasu, a także dla dobrej zabawy z dzieciakiem.
        W pewnym momencie, niespodziewanie oberwałem kulką śniegu od niego. Zaczęliśmy więc bitwę. Kiedy raz odchyliłem się przed pociskiem od niego, zamiast mnie oberwała Ganeul. Zapadła cisza i wszyscy wyglądaliśmy jakbyśmy zatrzymali się w czasie. Najgorsze było z tego wszystkiego to, że śnieżka wylądowało na jej twarzy.
- Yah! - Krzyknęła. - Teraz to pożałujecie!
        No i tym sposobem wszyscy byliśmy praktycznie wykończeni bieganiem, rzucaniem śniegiem i wszelkimi unikami. Mimo to, mały nie pozwolił nam wrócić i doszliśmy wreszcie do parku, by ulepić tego nieszczęsnego bałwana. Skończyło się jednak na tym, że ja z Ganeul usiedliśmy na ławce, a mały przyłączył się do innych dzieci tworzących budowle ze śniegu. Rozmawialiśmy sobie o głupotach. Staraliśmy się unikać stresujących tematów, bo przecież mieliśmy się rozluźnić. Nie zauważyliśmy, jak maluch zniknął nam z oczu. Ganuel przeraziła się uświadamiając sobie, że nigdzie go nie widać. Podpytaliśmy jego kolegów, a oni nie mieli pojęcia gdzie się podział. Postanowiliśmy więc rozdzielić się w celu poszukiwania go. Bałem się, że mógł ktoś go porwać. Różne rzeczy słyszało się w telewizji. Czułem się troszkę winny temu wszystkiemu z jakiegoś powodu.
        W pewnym momencie zobaczyłem Ganeul biegnącą w moją stronę z telefonem w ręku. Wymachiwała nim do mnie i miała radosną buzię. Zrozumiałem, że czegoś się dowiedziała.
- On jest u pani Lim!  Zadzwoniła, że jej syn go przyprowadził, by się bawić i powiedział jej nagle, że zapomniał mi powiedzieć, że tam chce iść! - Krzyczała już z daleka.
        Pod śniegiem musiał być niezły lód, bo kiedy już była blisko mnie poślizgnęła się z impetem do tyłu, ja chcąc pomóc jej przeskoczyłem zaspę dzielącą mnie z nią i sam wylądowałem prosto na niej, bo oczywiście nie pomyślałem, że ja także mogę się poślizgnąć.
- Wszystko w porządku? - Zapytałem zaniepokojony.
        Byłem tak wystraszony, że przez pierwszy moment nie dotarło do mnie jak nasze twarze były blisko siebie, a kiedy sobie to uświadomiłem, zamurowało mnie. Zobaczyłem, że na jej policzkach pojawił się odcień różu. Tak uroczo wyglądała, kiedy się peszyła. Nic nie odpowiadała. Musiała także być przytłoczona tą sytuacją, lecz nie wyglądało na to, że stała jej się krzywda. Wtedy zrobiła coś, czego nie powinna w mojej obecności. Przygryzła wargi. Ten gest sprawił, że bez zastanowienia wtopiłem się w nie. Tym razem nie tylko musnąłem usta, a zamieniłem gwałtownie ten gest w namiętny pocałunek. Miałem ochotę przelać w niego wszystkie moje uczucia. Jej delikatne usta, malutkie i takie słodkie w smaku, dotykające moich, to coś o czym marzyłem od dawna. Zaczęła swoją ręką gładzić moje włosy. Myślałem, że po prostu odpłynę. Czułem cudowne ciepło ogarniające mnie, mimo tego, że leżeliśmy właśnie w śniegu. Chciałem na chwilę się oderwać od niej, a ona przyciągnęła mnie z powrotem. Na tamten moment nawet nie przeszło mi przez myśl, czy coś to znaczyło. Po prostu kontynuowałem tę przyjemność. Nie wiedziałem ile to jeszcze trwało, ale jak się oderwaliśmy od siebie, zaczęliśmy głęboko i szybko oddychać, jak po wynurzeniu z wody. Patrzyłem w jej pytający wzrok. Bałem się cokolwiek jej tłumaczyć. Musiałem szybko coś wymyślić. Poderwałem się pospiesznie i wstałem. Ona nie wiedziała co się dzieje. Podałem jej rękę, którą szybko chwyciła i pomogłem jej wstać. Patrzyła nadal na mnie z szerokimi oczami i lekko rozdziawioną buzią. To było takie urocze.
- Przepraszam. Poniosło mnie. - Stwierdziłem.
- Nie szkodzi. - Wydusiła z siebie, po czym zaczęła się trzepać ze śniegu. - Wracamy? - Zasugerowała po prostu.
        Ja nie wiedziałem co o tym myśleć. Nie chciała o tym gadać, bo bała się, że będzie musiała mnie odrzucić? A może coś też czuła i właśnie tego bała się, że nie będzie potrafiła rozmawiać o uczuciach. Albo po prostu pomyślała tylko, że tylko hormony dały górę? Tak bardzo chciałem wiedzieć, o czym myślała, a jednocześnie tak bardzo bałem się o to zapytać.

***

        Nie rozmawialiśmy wcale o naszym pocałunku. Dla mnie było to troszkę na rękę, a z drugiej strony byłem ciekaw, co ona o tym myślała. Stwierdziłem, że skoro już tyle wytrzymałem z moim wyznaniem, to jeszcze kilka tygodni mnie nie zbawi. Zamierzałem jej w końcu wszystko powiedzieć w dzień zakończenia naszego roku. Uznałem, że to najlepsze wyjście. Jeżeli mi odmówi, nie będzie między nami niezręcznie na uczelni. Po prostu zerwiemy kontakt. Ja będę musiał się z tym pogodzić. A jeżeli mnie zaakceptuje, będziemy musieli postarać się o nasze uczucie. Na dodatek była jeszcze kwestia, którą pamiętałem od obozu. Mówiła wtedy, że nie chce się z nikim umawiać, dopóki nie skończy nauki. Miałem to na uwadze, powstrzymując się za każdym razem, przed zbyt wczesnym przyznaniem się do tego co czułem.
        Z dnia na dzień było to coraz trudniejsze. Niezręczne sytuacje nagle zaczęły się pojawiać coraz częściej. Czy to przypadkowe dotknięcie ręki, czy to nieplanowane zbliżenia. Nasze wzajemne spojrzenia nas peszyły. Dziwnie się czułem. Nigdy nie miałem dziewczyny. Bałem się, że nie nadam się dla niej, że nie zasługuję na nią. Mimo to, liczyłem, że los się do mnie uśmiechnie i będę mógł się nią cieszyć już niedługo w pełni.
        Siedziałem tego dnia na bibliotece sam. Ona obiecała mamie, że odbierze braciszka z przedszkola. Ja postanowiłem się nadal uczyć. Nic nie wchodziło mi do głowy, bo cały czas myślałem, jak to do niej tęskniłem. Już przeszło mi przez myśl, że się zbiorę i podaruję na ten dzień. Jednak pojawił się na siedzeniu obok Jisoo, ewidentnie chcący porozmawiać.
- Słuchaj. - Zaczął. - Ty nadal z nią nie jesteś?  - Zapytał jak gdyby nigdy nic.
        Denerwowało mnie to, że tak bardzo się interesował moją sytuacją. Co on się tak uczepił?
- Ja wiem, kiedy mam uderzyć. Daj mi spokój. - Oburzyłem się.
- Spokojnie. - Rzekł klepiąc mnie po ramieniu. - Po prostu chcę powiedzieć, że jak wam nie wyjdzie, to ja znowu wrócę do gry. Więc lepiej się o nią postaraj. - Rzekł z chytrym uśmiechem. - Nie mogę znieść tego, że mnie odrzuciła. Wiem, że jak nie byłoby ciebie, byłaby ze mną. Czuję to. Więc jak zawalisz, to ja się koło niej zakręcę. Kocham ją i nie pozwolę jej być samej.
        Miałem ochotę na niego wybuchnąć, lecz uznałem, że będzie lepiej, jak nie będę na niego szarpał nerwów. Co on sobie wyobrażał? I mówił tak, jakby ona coś do mnie czuła. Zastanowiło mnie to. Czyżby moje bycie z nią, nie było tak abstrakcyjnym marzeniem, jakim wydawało mi się wcześniej? Poczułem większa pewność siebie.

Mam nadzieję, że ten rozdział wam wiele wyjaśnił i zaskoczyłam was perspektywą naszego Kangjoona? :D Przyznaje, że to mój ulubiony rozdział. :D Czekam na wasze opinie :D


czwartek, 16 marca 2017

Rok pełen zmian: Rozdział 10

Witam was z tym mroźnym rozdziałem. :D Ciekawa jestem, czy domyślacie się, że zbliżamy się do końca…. Pierwszej części. :D Tak będzie część druga. Musi być. A to dowiecie się czemu wkrótce. Na razie cieszcie się tym co macie. :D

Rok pełen zmian
Rozdział 10

Grudzień

        Nastał grudzień. Zrobiło się chłodno na dworze, ale miałam poczucie, że nie tylko tam. Moje serce przeżywało również zimę. Oddaliłam Jisoo od siebie całkowicie. On wiele razy jeszcze prosił mnie o rozmowę. Dzwonił, a ja odrzucałam jego połączenia.  Miły prezent zrobiłam mu na zbliżające się święta. Właśnie. Święta... Kolejny powód od którego robiło mi się smutno. Rodzinny czas... A jak go spędzać z taką rodziną jak moja? Wiedziałam, że tym razem wcale nie będą one obchodzone, bo matka co chwile kłóciła się z ojcem. W takiej atmosferze nie dało się nic zrobić. Mogła pojechać na ten czas do babci, lecz byłam ciekawa, czy mnie wtedy zabierze ze sobą. Pewnie nie... Jakby tego było mało, Kangjoon i ja mieliśmy mniej czasu. Skupialiśmy się na nauce i większość czasu milczeliśmy. Czasem przyłapywałam się, że przyglądałam mu się i odpływałam. Tym razem to ja pragnęłam przerywać tą cisze, niestety nie umiałam znaleźć odpowiedniego momentu.
        Wtedy znowu siedzieliśmy razem w bibliotece. Mieliśmy przed sobą stos książek. Nagle Kangjoon zaczął nerwowo drapać się po głowie. Spojrzałam na niego zaskoczona. Zauważył to.
- Zaraz głowa mi eksploduje od nauki. Poróbmy coś. - Wystrzelił nagle, jak filip z konopi.

No dobrze, berek, czy chowanego?

- A co chcesz robić? - Zapytałam niepewnie.
- Pójdźmy na gorącą czekoladę do tej kawiarni obok. - Zaproponował.
- To niegłupi pomysł. - Stwierdziłam szczerze. - W takim razie pozbierajmy te książki i chodźmy. - Dodałam z lekkim uśmiechem.
        Było mi to na rękę. Bardzo chciałam się rozluźnić i jeszcze mogłam spędzić z nim czas nie tylko ślęcząc nad książkami. Poszliśmy tam gdzie zasugerował. Dużo miejsc było zajęte, bo w tak chłodne dni, to był najczęstszy punkt spotkań młodych ludzi. Udało nam się na szczęście znaleźć wolny stolik, choć był dla czterech osób. Kangjoon usiadł od razu obok mnie. Bardzo blisko mnie. Za blisko. Uśmiechnął się szeroko, jak się na niego spojrzałam, co mnie strasznie speszyło. Podeszła do nas kelnerka i zapytała o zamówienie, więc poprosiliśmy o dwie czekolady. Kiedy już je dostaliśmy zaczęliśmy ogrzewać dłonie od kubków. Oboje nie nosiliśmy rękawiczek, więc były trochę zmarznięte.
- Chciałem cię już dawno o coś zapytać. - Powiedział niespodzianie, co mnie troszkę zaskoczyło. Jak wszystko tego dnia.
- Wal śmiało.
- Czemu kompletnie zerwałaś kontakt z Jisoo? Podobno po imprezie Halloweenowej unikałaś go, a kiedy mieliście się pogodzić, poprosiłaś o zdystansowanie, a znowu nie pozwalasz mu nawet porozmawiać.  Żalił mi się i zastanawia mnie, czemu tak nagle się zachowujesz?

Znalazł się obrońca uciśnionych.

        Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Bo przecież nie przyznałabym się, że coś do niego czuję, a Jisoo za bardzo mnie pociąga i źle się czułam z tym, że nie mogłam mu odmawiać przyjemności, typu pocałunki. Spuściłam wzrok na mój kubek. Patrzyłam się w niego zamyślona.
- Tam nie znajdziesz odpowiedzi. - Mówił pukając palcem moje ramię, co mnie ocknęło.
        I wtedy naprzeciw nam zasiadł właśnie sam Jisoo. Miałam ochotę podnieść się natychmiast i wyjść. Nie mogłam tego zrobić, bo Kangjoon blokował mi wyjście. Przeraziłam się, bo wyglądało mi to na jakiś spisek. Dużo się nie myliłam.
- Musicie jeszcze porozmawiać. - Zarządził mój wspaniały towarzysz. - Proszę cię byś tu została i pogadała z nim. Dobrze? - Poczułam się po tych słowach, jak małe dziecko pouczane przez rodzica.
        Kiwnęłam mu głową. Wiedziałam, że zdolny był zmusić mnie do rozmowy przy nim, gdybym się nie zgodziła, a tego nie potrafiłabym zrobić. Bałabym się mówić Jisoo o moich uczuciach, kiedy słyszałby o nich Kangjoon. Westchnęłam głęboko, kiedy tamten wyszedł i zostawił mnie z uśmiechniętym naprzeciw mnie przystojniakiem.
- Przepraszam. - Wypowiedziałam szeptem to słowo, choć nie miałam pojęcia czemu.
        Znowu patrzyłam się na dno mojego już pustego kubka. Wtedy poczułam, jak jego dłoń unosi mój podbródek. Spojrzał mi prosto w oczy. Przeszył mnie dreszcz. Nie chciałam tego. Zmuszał mnie do zaglądania w jego hipnotyzujący wzrok.
- Ha Ganeul. - Zaczął. - Nie masz za co przepraszać, jednak... Wyjaśnij mi co się dzieje. Nic kompletnie nie rozumiem. Wyglądało, jakbyś zaczynała się do mnie przekonywać, a nagle uciekłaś. Kocham cię i boli mnie to. Chcę wiedzieć wszystko dokładnie, czarno na białym.
- Kocham innego. - Wystrzeliłam prosto z mostu. - Wiesz, ty mi się kiedyś podobałeś. Jak jeszcze mnie nie zauważałeś. Dlatego twoje zainteresowanie mną schlebiało mi. Dobrze się przy tobie czułam. Mimo to, nie potrafiłam nic poczuć, bo jak się okazało ktoś inny skradł moje serce. - Dziwiłam się, że potrafiłam tak obrać to w słowa. Bardzo chciałam mu wszystko wyjaśnić, tak  by więcej nie miał wątpliwości, że bez powodu od niego się odizolowałam. - Pociągałeś mnie i działałeś na mnie w dziwny sposób, więc uznałam, że dalsza nasza znajomość źle się skończy.
        Wiedziałam, że te słowa go bolały. Nie miałam jednak pojęcia, jak delikatniej mu to powiedzieć. Miałam tylko nadzieję, że wreszcie wszystko zrozumie.
- To Kangjoon? - Tego pytania się nie spodziewałam.
        Ciężko było także zaprzeczyć, bo przecież tylko z nimi się zadawałam. Musiałam albo się przyznać, albo stwierdzić, że to nie on i narazić się na to, że Jisoo nie uwierzy w tę wymówkę. Druga opcja sprawiłaby, że nadal uciążliwie próbowałby o mnie walczyć, a tego nie chciałam. Miałam ochotę uciec, lecz musiałam być silna.
- Tak. - Po tym puścił mój podbródek, a ja szybko uciekłam wzrokiem.
        Bałam się, że zobaczę jego cierpienie na twarzy. Nie miałam zamiaru tego oglądać. Wiedziałam, że to trochę chłodne z mojej strony. Nie mogłam się nad nim zlitować. To byłoby gorsze.
- A co jeśli on nic do ciebie nie czuje?
        Wtedy mnie zamurowało. Często myślałam, że tak jest. Oznaczałoby to, że albo musiałabym się pozbyć tego uczucia, albo zaakceptować je i zostać starą panną przez nie. Nie wiedziałam co było gorszą, a co lepszą opcją. Te pytanie było dla mnie strasznie ciężkie do odpowiedzenia. Przerażało mnie.
- Nie wiem. - Wyszeptałam.
        Podniosłam się z siedzenia, podeszłam do kasy zapłacić za siebie i wyszłam. Uznałam, że to był koniec rozmowy. Nie miałam nic więcej do wyjaśnienia mu. Wiedział już co czuję i to powinno było mu wystarczyć. Ja dłużej nie potrafiłabym nic sensownego mu powiedzieć. Z moich oczu pociekły malutkie łzy. Czemu ja znowu płakałam?

***

        Tego dnia Kangjoon i ja zostaliśmy zwerbowani do dekoracji jednej z sal. Po prostu w godzinach, kiedy wszyscy pouciekali już do domu, my nadal chodziliśmy korytarzami uczelni i natrafiliśmy na nieszczęsną pannę Shin. Ona zawsze miała pomysły nie z tej ziemi. A tym razem przyszło jej do głowy ozdobienie sal. Wycinałam jakieś choinki w kolorowym papierze. Dużo się go zmarnowało, przez moją nieporadność w tej dziedzinie. Nożyczki i ja, to nie było nic pożytecznego.
- Pokaże ci jak jest łatwiej. - Zasugerował Kangjoon, wyrywając mi kartkę i narzędzie do cięcia z rąk.
        Złożył papier na pół i wycinał połowę drzewka, dzięki czemu wyszło bardzo symetryczne, bo po rozłożeniu była to cała choinka.  Z zachwytem na to spojrzałam, myśląc sobie, jak głupia byłam, że na takie coś nie wpadłam sama. Podziękowałam więc mu za radę i kontynuowałam, tylko tym razem zerkając na niego ukradkiem.  Zauważyłam, iż wszystko robił z wielką pasją. Najwidoczniej kochał święta. W przeciwieństwie do mnie.
        Kiedy przyszedł czas powieszenia łańcuchów, wzięłam sobie krzesełko i na nie się wspięłam. Przerażało mnie to, że bardzo mocno ono się chwiało. Poczułam nagle czyjeś dłonie na moich nogach. Przeszedł mnie dreszcz. Zerknęłam na dół, gdzie stał uśmiechnięty Kangjoon. Nie spodobało mi się to. Za bardzo się bałam, że będę jeszcze bardziej roztrzęsiona, ale nie ze strachu tym razem.
- Spokojnie. Trzymam cię mocno. - Zapewnił mnie.
        Powiesiłam pospiesznie łańcuch, odwróciłam się do niego przodem, więc puścił mnie i nadal miał wyciągnięte ręce w razie czego. Zeskoczyłam z krzesełka i tak się okazało, że wylądowałam tak, że nasze twarzy dzieliły milimetry. Jego wyciągnięte ręce złapały moje ramiona. Oczywiście moje serce omal nie wyskoczyło z klatki piersiowej, przez tę odległość. Powróciły wspomnienia tej pamiętnej nocy u mnie w domu. Pocałunek, tak cudowny, tak upragniony. Byliśmy sami na sali. Mogło się to powtórzyć, jednak tym razem nie miałam odwagi na pierwszy krok. Smutno mi się zrobiło po uświadomieniu sobie, że za chwilę odsuniemy się od siebie i będziemy udawać, że wszystko w porządku. Na szczęście stało się coś niespodziewanego. On delikatnie dotknął swoimi wargami moich. Czułam, jak robi mi się gorąco i miałam ochotę podskoczyć ze szczęście, że tym razem to on wykonywał ten ruch. Niestety na tym delikatnym dotknięciu się skończyło. Szybko się cofnął. Popatrzył na mnie przerażony, a ja na niego z niezrozumieniem wypisanym na twarzy.
- To nie powinno mieć miejsca. - Wyszeptał.

A właśnie, że nie musiałeś się wycofać. Pragnę byś całował mnie jak szalony, tu i teraz.

- Dlaczego? - Zapytałam niepewnie mając na myśli, dlaczego to zrobił.
- Ponieważ to niestosowne robić takie rzeczy w tym miejscu, a na dodatek ja nie mogę tego zrobić. Chodźmy już. Praktycznie skończyliśmy, a nie możemy zostać do późna w szkole. - Mówił bardzo szybko, przez to, że się stresował. Widać to było po nim.
        Miałam nieodpartą ochotę kontynuować to za niego. Tylko, że w jednym miał racje. Nie powinniśmy się tak zachowywać w sali do której mogła wtargnąć nasza wykładowczyni w każdej chwili. Zasmuciło mnie to strasznie, lecz nic nie mogłam już poradzić. Z drugiej strony, co mu miałam powiedzieć? Musiałabym mu wyznać uczucia, gdyby doszło do pocałunku. Tak było zdecydowanie lepiej.

***

        Święta, święta i po świętach. Tak brzmiało bardzo znane przysłowie. A dla mnie wyglądało to zdecydowanie inaczej. Święta, dłużące się chwile, w których uświadamiałam sobie, że nikt mnie nie kocha. Dwa dni przed całym Bożym Narodzeniem, moja mama uciekła z braciszkiem do babci, więc moje przypuszczenia okazały się trafne. Zostawiła mnie samą z moim ojczymem. Bez żadnego prezentu, bez życzenia mi wesołych świąt. Po prostu samą jak palec. Byłam tego dnia na zakupach. Przechadzałam się między półkami sklepu szukając dżemu porzeczkowego. Miałam na niego straszną ochotę, a nie było go już w żadnym sklepie. W pewnym momencie oglądając już kolejny raz tę samą półkę zostałam oślepiona czyimiś dłońmi, zasłaniającymi moje oczy. Stwierdziłam, że tylko jedna osoba mogła do mnie podejść, bo w końcu nie miałam za dużo znajomych, więc zgadnięcie kto nią jest nie było trudne.
- Kangjoon. - Powiedziałam pewnie.
- Błąd. - Zażartował sobie, ale ja już poznałam go po głosie. Był wyjątkowy dla mnie, więc nie było opcji, bym go nie rozróżniała od innych.
- Więc kto? - Postanowiłam pociągnąć jego zabawę dalej.
        Zapadła cisza. Po chwili z bezradności chyba, odsunął swoje dłonie, a ja odwróciłam się do niego, by spojrzeć na niego. Był zakłopotany, pewnie tym, że nie wyszedł mu żart. Bawiło mnie to, bo przez to był strasznie uroczy.
- Co tu robisz? Nie pomagasz mamie w przygotowaniu świąt? Tylko jakieś słodkości oglądasz. - Wytknął mi.
- Mojej mamy obecnie nie ma w mieście. Pojechała z bratem do babci i zostawiła mnie z... - Nie wiedziałam, czy powinnam nazwać tego człowieka tatą. - Ojczymem na święta.
- Jak tak można? Przecież wy ze sobą nie gadacie. - Zdziwiłam się, że o tym pamiętał.
- Widocznie nie obchodziło ją, jak spędzę ten czas i czy mam uczucia. - Rzekłam beznamiętnie, bo takie zachowanie nie robiło na mnie większego wrażenia już.
- W takim razie zabieram cię na święta do siebie. - Zadecydował nagle, czym mnie zaskoczył.
- A co powie twoja mama?
- Ucieszy się, bo cię lubi. - Odrzekł zadowolony z siebie.
        Nie wiedziałam, czy był to dobry pomysł. Z jednej strony pragnęłam spędzić z kimś ten okres. Chciałam poczuć się lepiej. Z drugiej.. Bycie blisko Kangjoona w tym czasie mogłoby być niebezpieczne. Mimo to, zgodziłam się szybko, jakby bojąc się, że jak będę zwlekać, to wycofa się z tej propozycji.

***

        Tak jak Kangjoon przypuszczał, jego mama była w siódmym niebie, bo usłyszeniu informacji, że zaprosił mnie na święta. W wigilię przejadłam się najsmaczniejszymi potrawami, jakie w życiu mogłam skosztować. A potem dostałam nawet prezent od jego rodziców. Milusi w dotyku, różowy sweterek, którego początkowo nie chciałam przyjąć, bo nie byłam przygotowana na wymianę prezentami. Jednak nie miałam już potem wyjścia, jak się uparli. Założyłam go, by sprawić jeszcze większą radość tym uroczym ludziom i tak też siedziałam na kanapie z Kangjoonem, przy choince, której lampki były jedynym źródłem światła w tym pomieszczeniu. Nastrój był bardzo romantyczny. Miałam ochotę się rozpłynąć. Nagle pojawiła się przed nami jego mama z aparatem. Kangjoon objął mnie ramieniem, przez co poczułam, jak zrobiło się niespodziewanie gorąco i pewnie byłam cała czerwona, a ta kobieta cyknęła nam takie zdjęcie. Po tym wybiegła, z powrotem zostawiając nas samych.
- Co to było? - Zapytałam speszona tą sytuacją.
- Nie robi ci nigdy nikt zdjęć?
- Szczerze? To nie zdążyłam ogarnąć, kiedy twoja mama pojawiła się, zrobiła je i wyszła. To było zbyt szybko.
- Oj tam. Na pewno dobrze razem wyszliśmy. - Uśmiechnął się pewien siebie.

Razem. Jak ja bardzo zapragnęłam w tamtym momencie, by te słowo znaczyło więcej także dla niego.