Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5urprise. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5urprise. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 marca 2017

Rok pełen zmian: Rozdział 12

Rok pełen zmian
Rozdział 12

Luty (Epilog)
        Miłość. Czasem sprawia, że dostajesz skrzydeł i masz wrażenie, że potrafisz latać. Innym razem ukłuje cię pewnego dnia i boli bardzo mocno. Sprawia, że serce chce ci wyskoczyć, kiedy widzisz ukochaną osobę, a jednocześnie drżysz na jej widok. Tajemnicze uczucie, które tak trudno zdefiniować, wyjaśnić.
        Wracałem z Ganeul do domu. Był koniec roku szkolnego. Dla nas także koniec studiów. Zbliżały się walentynki, przez co zastanawiałem się, czy spędzę je sam, czy może poszczęści się i będę mógł zorganizować je z nią. Ona milczała całą drogę. Ciekawiło mnie, czy choć przez chwilę zastanowiła się nad tym, co stanie się z naszą znajomością. Czy w jakiś sposób zależało jej na mnie?
        Przystanęliśmy przed jej mieszkaniem. Patrzyliśmy na siebie nic nie mówiąc. Oboje nie lubiliśmy nic mówić na pożegnanie. A tym razem wypadało. Ona wyglądała, jakby zaraz miała się rozpłakać. Ja w głowie próbowałem ułożyć moją przemowę, którą i tak już dziesięć razy w ciągu dnia zdążyłem zmienić. Stwierdziłem, że nie będę się wahał i powiem co mi leży na sercu, jednak to nie było takie proste.
        Zacząłem od złapania jej dłoni. Wziąłem ją chwyciłem w swoją i zacząłem głaskać kciukiem. Speszyła się na ten gest i wytrzeszczyła na mnie oczy. Oczywiście nie obyło się, bez jej uroczych rumieńców na twarzy. Uśmiechnąłem się. Odwzajemniła to o dziwo. Na dodatek nie był to zwykły uśmiech, był jakiś taki... ciepły? Spojrzałem w jej oczy, które wiele razy mnie rozpraszały. Były tym razem takie piękne. Drugą rękę umieściłem na jej policzku i zacząłem nią go gładzić. Wzdrygnęła się, jak poczuła ten dotyk, ale szybko potem znowu uniosła kąciki ust. Dziwiłem się, że tego nie przerwała. Czyżby Jisoo dobrze mnie naprowadził i ona tylko na to czekała? Zrobiłem krok do przodu. Choć miałem zacząć od słów, to wyszło mi to inaczej. Wystarczyło jedno spojrzenie na jej delikatne i drobne wargi. Nie mogłem dłużej pozwolić, by marzły. Wtopiłem się w nie. Ona zawiesiła nagle ręce na mojej szyi. Trwaliśmy w zachłannym pocałunku. Robiło się mi gorąco i zaczęły pojawiać się problemy z oddychaniem, lecz tak bardzo bałem się to zakończyć. Za to ona zsunęła ręce na moje ramiona i lekko mnie odepchnęła, przez co momentalnie odskoczyłem.
- Czemu? - Zapytała. Nie byłem pewny do czego do końca te pytanie się tyczyło, jednak uznałem, że powiem to co podpowiada mi serce.
- Kocham cię. - Wypowiedziałem na jednym tchu.
        Wyszczerzyła na mnie oczy i nic nie mówiła. Milczała. Ta cisza była dość uciążliwa. Liczyłem na jakąś reakcję. Nawet dostatnie od niej z liścia wydawało się czymś lepszym od tej niepewności, jaką we mnie zasiała swoim zachowaniem.
- Nie zrozum mnie źle. - Postanowiłem wyjaśnić sytuację. - Ja już czuję to długo. Po prostu wcześniej był Jisoo, potem nie wiedziałem co robić. Bałem się odrzucenia. Nie wytrzymałbym na uczelni, jakbyś zaczęła mnie tam ignorować. Na dodatek powiedziałaś, że nie chcesz być z nikim do ukończenia studiów. Dlatego robię to dzisiaj. Wyznaję ci, jak bardzo dla mnie jesteś ważna. Nigdy przy nikim nie czułem się tak, jak przy tobie. Sprawiłaś, że moje życie nabrało sensu. Dla ciebie zrobię wszystko.
        Ona nadal tylko patrzyła nic nie mówiąc. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Widocznie jednak źle to odebrałem. Albo bała się powiedzieć co ona czuje.
- Nie musisz nic mówić. - Stwierdziłem. - Po prostu przyjdź do mnie, jak stwierdzisz, że chcesz mnie zaakceptować, a jeżeli nie przyjdziesz, uznam, że nic nie czułaś. Nie będę cię już nachodził, ani też więcej nie zapytam, czy chcesz ze mną spróbować. Proszę tylko. Przemyśl sytuację. - Powiedziałem co mi ślina na język przyniosła i odszedłem zostawiając ją. Chciałem by była pewna czego chce, bo ja poczułem, że zaraz zachowam się desperacko i coś zepsuje. Musiałem zniknąć z jej oczu, póki była nadzieja na to, że wszystko jest w porządku i zrobiłem to dobrze.

***

        Kiedy mnie pocałował poczułam ciepło mnie ogarniające i prawie straciłam głowę. Jednak szybko się ocknęłam, przypominając sobie nasz wcześniejszy pocałunek w śniegu. Nie raczył nawet wyjaśnić dlaczego do niego doszło. Miałam potem mętlik w głowie i uspokajałam do tej pory moje serce, że to nic nie znaczyło. Ono dawało już potem znać o sobie każdego dnia. Nie potrafiłam spokojnie się uczyć, spać, funkcjonować. Niecierpliwie czekałam, aż Kangjoon uraczy mnie jakimiś wyjaśnieniami. Miałam cichą nadzieję, że coś do mnie czuł.
        W tamtym momencie znowu mnie całował, a ja postanowiłam, że poproszę o rozjaśnienie sytuacji, zanim się wywinie.
- Czemu? – Tylko tyle oczywiście udało mi się wydusić z siebie. Chciałam zapytać, czemu dopiero teraz, dlaczego nie wcześniej, a on zrozumiał to inaczej.
- Kocham cię. – To jedno wyrażenie sprawiło, że osłupiałam.
Niby na to liczyłam, ale co teraz powinnam była zrobić? W filmach dziewczyna powiedziałaby „Ja ciebie też”. Byłby happy end.. A ja nie potrafiłam nawet zmienić mimiki twarzy, poruszyć się, a co dopiero jeśli chodziło o mówienie.
- Nie zrozum mnie źle. – Kontynuował, więc zamieniłam się w słuch. - Ja już czuję to długo. Po prostu wcześniej był Jisoo, potem nie wiedziałem co robić. Bałem się odrzucenia. Nie wytrzymałbym na uczelni, jakbyś zaczęła mnie tam ignorować. Na dodatek powiedziałaś, że nie chcesz być z nikim do ukończenia studiów. Dlatego robię to dzisiaj. Wyznaję ci, jak bardzo dla mnie jesteś ważna. Nigdy przy nikim nie czułem się tak, jak przy tobie. Sprawiłaś, że moje życie nabrało sensu. Dla ciebie zrobię wszystko. – Mówił, jak nakręcony, przez co ledwo umiałam ogarnąć co słyszę.
        Miałam już się zebrać do odpowiedzi, lecz zaczęłam analizować jego wypowiedź. Pamiętał moją głupią wymówkę, że nie chcę chłopaka dopóki się uczę? Uszanował ją. To trochę zabawne, bo nie chciałam, by uwierzył w takie coś. Mimo to, on to zrobił. A ja głupia głowiłam się tyle czasu, czy mogę go interesować… Nie zdążyłam pozbierać słów do kupy i on znowu przemówił.
- Nie musisz nic mówić. Po prostu przyjdź do mnie, jak stwierdzisz, że chcesz mnie zaakceptować, a jeżeli nie przyjdziesz, uznam, że nic nie czułaś. Nie będę cię już nachodził, ani też więcej nie zapytam, czy chcesz ze mną spróbować. Proszę tylko. Przemyśl sytuację.

Ja chcę cię tu i teraz. Ja cię też kocham. Zaczekaj i daj mi się zebrać by to powiedzieć.

        Niestety nie było happy endu. On po prostu sobie poszedł po tych słowach. Miałam już dzwonić, żeby się zatrzymał, lecz uświadomiłam sobie, że nie mam nawet jego numeru. Nie wiedziałam, czy odważę się przyjść do niego i powiedzieć co czuje. Bałam się, że mogę już zawsze zbierać się do tego, zamiast działać. Czułam się w tamtym momencie strasznie zagubiona.

Czy to koniec mojej szalonej miłości? A może to początek czegoś cudownego, jeżeli się postaram?


Notka tutaj… Tak więc… Tak to koniec… Pierwszej części. Przecież tak tego nie można zostawić. Pewnie zabijecie mnie za ten Polsat. Powiem tak. Druga część pojawi się na pewno wkrótce, ale ciężko dać mi konkretną datę, bo to nie zależy ode mnie, tylko od mojej bety. ^^” Więc prosiłbym was o trochę cierpliwości. Tymczasem możecie mi napisać co sądzicie o tej pierwszej części? Udało mi się pierwszy raz napisać coś w swoim AU, a nie tylko o idolach. :D Jeszcze charakter tego opowiadania jest dość wyjątkowy. Dlatego jestem ciekawa tych opinii. A no i jestem ciekawa co przypuszczacie, że będzie w drugiej części i co zrobiła Ganeul. :D Pozdrawiam ciepło. Dziękuję za czytanie tego i do następnego.



środa, 8 marca 2017

Rok pełen zmian: Rozdział 9

Po podwójnej dawce z poprzedniego tygodnia, wreszcie kolejny rozdział. :D
Tym razem już nie daję nic do przodu, od razu piszę. :D Czekam na wasze opinie na temat tego co tu porobiłam. :D Pozdrawiam was ciepło. :D

Rok pełen zmian
Rozdział 9

Listopad

        Udało mi się wreszcie około godziny pierwszej w nocy namówić Kangjoona do położenia się na kanapie w salonie. Wcześniej gadał jak najęty o rzeczach, których nawet nie rozumiałam. Nie dało mu się wmówić, że była późna godzina. Warunkiem pod jakim zgodził się pójść spać, było zostanie przy nim, aż zaśnie. Oczywiście nie obyło się jeszcze przez jakiś czas, bez gadania. Gdyby taki otwarty był na uczelni. Albo gdyby wśród tych słów, były takie, które nakierowałyby mnie, czy mam u niego szanse. A on gadał o jakiś filmach, aktorach. Nic nie ogarniałam.
- Po co piliście? – Zapytałam w pewnym momencie.
        Wtedy już był spokojniejszy. Leżał, a ja kucałam przy nim.
- Bo Jisoo było smutno, że z nim nie poszłaś. A ja.. też byłem smutny. – Zastanowiło mnie, czemu się zawahał w połowie zdania.
- Czemu byłeś smutny? – Miałam nadzieję, że to z niego wyciągnę.
- Jakoś tak… - Skłamał oczywiście. Jak na pijanego nieźle kombinował. – Czemu zrezygnowałaś? Przecież prosiłem…
- To nie tak. Nie mam czasu i chęci na imprezy. – Przerwałam mu, również z fałszywymi argumentami. – Na dodatek nie chcę mu dłużej robić nadziei. Za bardzo się na mnie nakręcił. Ja na zbyt wiele mu pozwoliłam.
- Czyli przekreślasz go? – Zdziwił się.
- Nie wiem… Po prostu. Na razie nic z tego nie będzie. Muszę się wycofać. – Miałam ochotę nagle się popłakać. Nie wiedziałam nawet czemu.
- Szkoda, że jestem pijany… - Powiedział jakby do siebie.
- Czemu? – Spytałam ciekawa powodu jego wywodu.
- Chciałbym ci coś teraz powiedzieć, ale nie uwierzysz mi i pewnie nie będę pamiętał. – Powoli seplenił, bo był w takim stanie, że plątał mu się język.
- Myślisz, że nie będziesz nic pamiętał? – Spytałam, ponieważ na coś wpadłam.
- Nie wiem. Nigdy tyle nie piłem. – Stwierdził.
        Byłam pewna, że to szaleństwo. Jednak bardzo pragnęłam coś sprawdzić. Miałam tylko nadzieję, że na drugi dzień wspomnienie o tym wyparuje z niego, inaczej musiałabym się tłumaczyć. Z jednej strony powinnam była się opanować. Z drugiej, długo taka okazja mogła się nie zdarzyć.

Raz kozie śmierć. Albo to teraz zrobię i będę wiedzieć, albo będę żałować przez następne dni mojego życia.

        Przysunęłam się blisko niego. On patrzył uważnie co robiłam. Nie podejrzewał zapewne, że takie coś mogłoby się wydarzyć. Stresowałam się. Moje serce skakało jak szalone. Krew napłynęła do moich policzków. Poczułam momentalnie przypływ gorąca, a jeszcze nie zrobiłam tego, tylko o tym myślałam. Jego oczy wydały mi się nagle jeszcze bardziej hipnotyzujące. Położyłam dłoń na jego licu. Zamrugał zaskoczony. Przysunęłam się jeszcze bardziej. Nachyliłam twarz i dotknęłam ustami jego usta, a to on wyciągnął się bardziej i zaczął mnie całować. Fala dreszczy, spowodowanych nadmiarem emocji ogarnęła mnie. Pogłębiłam szybko pocałunek, jakbym bała się, że zaraz ktoś nam przerwie. Jego dłoń pojawiła się w moich włosach. Miałam ochotę ciągnąć to do rana. Nie potrzebowałam już nic więcej. Zrobiło mi się bardzo przyjemnie. Nawet odór alkoholu nie był dla mnie przeszkodą. Zaczęłam mieć trudności z oddychaniem, lecz bałam się to przerwać. Desperacko próbowałam jeszcze chwilę wytrzymać. Wtedy on sturlał się z sofy i upadł na ziemię.
- Auuu! – Krzyknął dość głośno łapiąc się za rękę, którą się oparł przy upadaniu.
- Nic ci nie jest? – Wydukałam przerażona, obwiniając się oczywiście w myślach.
- Nie, już dobrze. – Powiedział podnosząc głowę i posyłając mi swój najpiękniejszy uśmiech.
        Myślałam, że zaraz zaatakuję go ponownie, bo po prostu wydawało mi się to za krótko. Starałam się otrząsnąć, by nie wyjść na napaloną. Przecież on nawet nie był świadom, dlaczego ja to zrobiłam. Klęknął naprzeciwko mnie. Spojrzał w moje oczy i potarł mój policzek dłonią, po czym delikatnie złożył całusa na moich ustach. Zamurowało mnie. To było takie kochane. Następnie rozłożył ramiona i dał znak swoimi dłońmi, bym się do niego przytuliła. By było nam wygodniej, również klęknęłam przed nim i wykonałam to czego chciał. Opatulił mnie swoimi ramionami, przez co zrobiło mi się przyjemnie na sercu. Oparłam głowę na jego ramieniu i zamknęłam oczy. Pragnęłam, by ta chwila trwała. Niestety to uświadomiło mnie, jak śpiąca byłam.
- Mogę spać przytulony do ciebie? – Wyszeptał mi do ucha.
        W pierwszej chwili chciałam już się zgodzić i cieszyć jego bliskością. Przemyślałam jednak, że lepiej będzie, jak się obudzimy oddzielnie. W końcu nie chciałam, by pamiętał to wszystko. Nie zamierzałam rano się mu tłumaczyć. Musiałam wymyślić z przykrością jakąś wymówkę.
- Niestety ta kanapa się nie rozkłada, a i ona i moje łóżko są dla nas za małe. – Powiedziałam niepewnie.
- Rozumiem. – Dodał smętniejszym głosem. – Niestety długo już tak nie wtrzymam w tej pozycji i zaraz znuży mnie sen, a ciebie pewnie też. Powinniśmy iść spać.
        Miał całkowitą rację. Postanowiłam być tą pierwszą, która się od niego oderwie. Jak ujrzałam ponownie jego twarz coś we mnie znowu wstąpiło. Uświadomiłam sobie, że na drugi dzień może wszystko wrócić do normy, więc pospiesznie pocałowałam go. Była to krótka chwila, ale musiałam to zrobić. Po tym geście uciekłam do siebie do pokoju bez słowa.

Teraz już chociaż wiem na czym stoję i co czuję. Muszę tylko jakoś przyzwyczaić się do tej myśli.

***

Rano chciałam iść przygotować śniadanie Kangjoonowi i sobie. Miałam nadzieję, że będzie spał dłużej ode mnie skoro był w złym stanie wieczorem. Po cichutku podreptałam do kuchni. Zobaczyłam tam mamę. Przeraziłam się, że uczepi się tego, że Kangjoon był na noc. Ona uśmiechnęła się do mnie i pomachała jakąś karteczką w moją stronę.
- Twój kolega rano się spieszył i zostawił to.
        Wyrwałam jej to wręcz z ręki. Bałam się na to spojrzeć. Pewnie uciekł, bo wszystko zapamiętał i przeraził się mnie. W końcu on taki nieśmiały. Zerknęłam jednak na świstek papieru.

„Wybacz, że na ciebie nie poczekałem. Musiałem pobiec do domu szybko przeprosić rodziców za kłopot. Dziękuję za przenocowanie mnie i przepraszam. Mam nadzieję, że nie zrobiłem nic złego po pijanemu, bo kompletnie nic nie pamiętam. Nawet tego jak się u ciebie znalazłem. Jeżeli coś było nie tak, możesz mnie skarcić na uczelni.”

Dlaczego czuję pustkę? Przecież tego chciałam? Miał nie pamiętać. A z jakiegoś powodu smuci mnie to.

***

Od Halloween starałam się unikać Jisoo. Wiedziałam, że powinnam była go przeprosić, tylko nie starczało mi na to odwagi. Bałam się, że znowu będzie próbował mi wyznać uczucia, pocałuje mnie i tym podobne, a ja zamiast powiedzieć mu, że tak nie powinno być, to pewnie pozwoliłabym mu na wszystko. O ile uświadomiłam sobie uczucia do Kangjoona, nie mogłam zaprzeczyć, iż Jisoo działał na mnie jak narkotyk. Niby mówiłam sobie, że już nie zrobię nic głupiego i nie pozwolę mu na więcej, jednak jakby przyszło co do czego oddałabym się pożądaniu. To nie było zdrowe zachowanie ani trochę.
Niestety tego jednego dnia, kiedy Jisoo postanowił nie dać za wygraną, nie było na uczelni Kangjoona. Miał wizytę kontrolną u jakiegoś lekarza, którego nazwy spamiętać nie potrafiłam. Siedziałam wtedy na korytarzu, na ławce, kiedy nagle miejsce koło mnie zajął pan przystojniaczek. Od razu pobladłam. Miałam ochotę wstać i odejść, a sparaliżowało mnie. Stwierdziłam, że będę odważna.
- Powinnam przeprosić. Wystawiłam cię w bardzo głupi sposób. – Zaczęłam, co nie łatwo przeszło mi przez gardło.
- Nie szkodzi. Bardziej boli mnie to, że unikasz mnie jak ognia. Czy coś zrobiłem nie tak? Wiem, że ostatnio przesadziłem…
        Położyłam palec na jego ustach, przez co znowu poczułam się niezręcznie, ale chciałam go uciszyć.
- To nie o to chodzi. Ja po prostu. Czułam się źle z tym jak cię potraktowałam i nie odważyłam się na rozmowę z tobą.
        Chwycił mi tę dłoń, którą jeszcze chwile miałam w powietrzu, choć odsunęłam ją od jego warg. Przeszył mnie dreszcz. Bałam się co nastąpi.
- W takim razie musisz mi to zrekompensować. Pójdziemy coś zjeść po zajęciach. – Zasugerował, a ja poczułam, że nie miałam wyboru i musiałam się na to zgodzić.
- Dobrze. Zjemy coś.

Jeżeli miałoby się coś wydarzyć, to powiem mu całkowitą prawdę o moich uczuciach. Wyznam… Właściwie co? Może i jestem pewna, że coś czuję do Kangjoona, a co z jego uczuciami? Co jeśli mnie nawet nie chciał? Może w jego sercu jest ktoś inny, może traktuje mnie jak siostrę?

        Przekreślenie Jisoo nie było do końca dla mnie pozytywnym pomysłem. Chłopak się starał jak mógł, bym czuła się przy nim dobrze. Momentami było świetnie i może gdyby nie pojawił się Kangjoon… Zgubiłam się. O ile kilka minut wcześniej wiedziałam czego chce, tak w tamtej chwili wszystko się na nowo pokomplikowało.

***

Po zajęciach Jisoo czekał pod uczelnią na mnie. Opierał się o murek szkolny. Miałam już do niego podejść, lecz ktoś wymijając szturchnął mnie ramieniem i zatrzymałam się. Była to jedna z takich ładniutkich dziewczyn. Podskakując pojawiła się przed Jisoo i wręczyła mu kartkę. On wyglądał na zdezorientowanego, ona speszoną. Pobiegła potem gdzieś przed siebie. Ja podeszłam do niego już mniej pewnie. Spojrzałam na świstek zastanawiając się, czy coś mi powie.
- Patrz jak jestem rozchwytywany. To już kolejny numer dzisiaj, jaki dostałem.
        Poczułam się dziwnie. Chciał pewnie bym poczuła się zazdrosna. A ja bardziej zastanawiałam się, czy jeśli go totalnie odrzucę, to skorzystałby z jakiegoś z tych numerów. W tamtym momencie skierował rękę z tą kartką w stronę kosza na śmieci. Szybko wyrwałam mu ją i wcisnęłam do kieszeni w jego koszuli.
- Zostaw w razie czego. Nigdy nie wiadomo, kiedy ci się czyjś numer przyda. – Zmyślałam na poczekanie wymówkę.
        On zrobił zdzwioną minę, lecz nic na to nie odpowiedział. Pewnie nie wiedział za bardzo co. Między nami zapanowała niezręczna cisza. Szliśmy do najbliższej jadłodajni. W wejściu powitała nas przyjemna pani wskazując wolne miejsca przy jednym ze stolików. Zasiedliśmy na nich również bez słów. W karcie dań ujrzałam pozycję wydającą mi się dobrym rozwiązaniem i postanowiłam ją zamówić. Po jakimś czasie kelnerka zapytała co wybraliśmy i po podaniu jej tego, on wreszcie przemówił.
- Posłuchaj… Ja myślę, że skoro już całowaliśmy się i robiliśmy inne rzeczy, moglibyśmy chodzić ze sobą. – Chciałam mu szybko przerwać, ale uznałam, że będzie to niegrzeczne. – W końcu dochodzi między nami do różnych sytuacji, a tak byłyby naturalne i może wtedy łatwiej poczułabyś coś do mnie.
        Ostatnie zdanie przez moment zabrzmiało jak wybawienie. Niestety szybko uświadomiłam sobie, że to nie tak powinno być. Jeżeli jednak, coś Kangjoon do mnie czuł, nie wybaczyłabym sobie, że zdecydowałam się na próbę zapomnienia o nim, a na dodatek nie mogłam wykorzystywać Jisoo do zapomnienia o Kangjoonie. Wiedziałam już co powinnam była powiedzieć.
- Ja uważam inaczej. Już za długo cię zbywam. Boję się, że nic z tego nie wyjdzie, a po pozwoleniu ci na tak wiele, jeszcze mocniej cię zranię, jeżeli zechcę to zakończyć. Dlatego… - Chwilowo się wahałam, bo jak się domyśliłam ostatnio byłam troszkę egoistyczna, lecz nadszedł czas to zakończyć. – Nie możemy więcej się tak zachowywać. Powinniśmy zdystansować, a ty poszukać sobie lepszej drugiej połówki, która doceni twoje uczucia.
- Jesteś pewna, że to jest to czego chcesz?

Nie jestem…

- Owszem. Tak będzie dla nas najlepiej.

Miałam nadzieję, że nie będę żałować tej decyzji.



piątek, 17 lutego 2017

Rok pełen zmian: Rozdział 5

Oto i nowy rozdział. Nie jestem pewna, czy wgl zauważyliście, że opowiadanie to polega na przedstawieniu kilku wydarzeń w jednym rozdziale z danego miesiąca bohaterów. Zaczęliśmy z lutym, a mamy lipiec. Wolę to napisać dla jasności. :D

Rok pełen zmian
Rozdział 5

Lipiec

        Siedziałam wpatrzona w iskrzące się ognisko. W głowie miałam mętlik. Ignorowałam otaczające mnie zimno, jednak moje ciało mówiło za mnie. Dygotałam i szczękałam zębami. Wszystko przez to, że nie chciało mi się iść po głupią bluzę. Nagle takowa pojawiła się na moich ramionach. Spojrzałam nad siebie i ujrzałam uśmiechniętego do mnie Jisoo. Oczywiście, któż by inny jak nie jeden z tych dwóch chłopaków chciał się o mnie zatroszczyć. Jak na zawołanie pojawił się obok mnie Kangjoon z wyciągniętym w moją stronę termokubkiem.

Skąd wytrzasnąłeś wrzątek? Ty to zawsze będziesz mnie zaskakiwał.

        Początkowo przeraziłam się, kiedy rodzice oznajmili mi, że wysyłają mnie na obóz psychologiczny, za radą mamy Kangjoona. Otóż nasze mamuśki wymyśliły spisek podczas tego całego wspólnego wieczorku. Moja mama uznała, że nie mam przyjaciół, Jisoo rodzicielka, że jest zbyt agresywny względem rówieśników, więc jednogłośnie ustalono, że mamy problemy z funkcjonowaniem w społeczeństwie. Pani Seo opowiedziała więc o obozie, na który wysyłała syna co roku. O ile mama Jisoo może i martwiła się o niego to moja miała na względzie pozbycie się mnie na czas  wakacji. Byłam tego pewna. A jaki był cel pani Seo w namawianiu naszych matek? Towarzystwo dla Kangjoona. Uznawała nas za jego przyjaciół, więc stwierdziła, że taki układ dobrze mu zrobi.
        Jak już się znalazłam na miejscu, strach uciekł. Bałam się wcześniej spotkania Jisoo i niemożliwości unikania go. Dodatkowo spędzanie czasu z Kangjoonem, też nie było ostatnio najłatwiejsze. Mimo moich obaw, było pozytywnie początkowo. Oboje traktowali mnie bardzo dobrze. Czułam się jak jakaś księżniczka. Nie czułam tej samej krępacji co na uczelni. Ktoś powiedziałby, że mogłam nie jechać. Byłam pełnoletnia. Zrobiłam to tylko dlatego, że właśnie mama Kangjoona wszystko opłaciła, bo moi rodzice ponarzekali, że są biedni i ich nie stać. Już na samym obozie przestałam żałować wyboru. Dobrze się bawiłam z chłopakami, a dodatkowo odpoczywałam od mojej dziwnej rodzinki.
        Obozowi psycholodzy pozwalali nam robić wszystko razem, co było z jednej strony dziwne, bo w końcu, miał on na celu przełamania bariery poznawania nowych ludzi. Z drugiej strony mi to było na rękę.
        Tego wieczoru była nasza kolej na dołożenie drewna do ogniska, więc cała nasza trójca ruszyła w głąb lasu. W pewnym momencie rozgadałam się z Jisoo i nie zwracałam uwagi na otoczenie, co było błędem. Powinnam była patrzeć pod nogi. Wystarczyła chwila i już zahaczyłam prawdopodobnie o jakiś wystający korzeń. Upadłabym twarzą w błoto, gdyby Jisoo nie złapał mnie w pasie. Pociągnął mnie z powrotem do pionu i jak się okazało dzieliła nas przez to mała odległość. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. W moim brzuchu pojawiło się dziwne uczucie. Przełknęłam ślinę i myślałam, że za chwilę on mnie pocałuje, albo nawet na to czekałam, lecz jak postawiłam stopę na podłożu, tę którą zahaczyłam poczułam ból i wydałam z siebie delikatny jęk. Jego wyraz twarzy zmienił się momentalnie na zmartwiony.
- Usiądź na tym pniu. - Mówiąc to kiwnął głową wskazując przestrzeń za mną.
        Odwróciłam się i rzeczywiście był tam jakiś pień. Posłusznie zasiadłam na nim. On kucnął tuż przede mną, chwycił delikatnie moją nogę i równie subtelnie zdjął mi buta, co także nie obyło się bez malutkiego bólu. Zaczął gładzić moją stopę, co przyprawiło mnie o przyjemne dreszcze. Jednak zaraz po tym poruszył nią i już zacisnęłam zęby, przygotowując się na ból, a nic takiego nie poczułam.

Yah! Jak zawsze spanikowałam. Głupia ja.

- Oh. Chyba już ok. - Stwierdziłam szeptem, bo przez jego bliskość, głos mi ugrzązł w gardle.
- Ulżyło mi. - Wypuścił powietrze. - Nie chcę byś była zraniona. - Powiedział czule, co dźgnęło mnie delikatnie w serce.
        Chciałam szybko wstać, ale zostałam przez niego zatrzymana. Dłonią chwycił moje ramię i z powrotem posadził na konarze.
- Zgubiliśmy Kangjoona, więc skorzystam z okazji i o coś zapytam. - Powiedział poważnym tonem, co mnie przeraziło.

Kangjoon gdzie jesteś, kiedy cię potrzebuję?!

- Czemu unikałaś mnie po naszym pocałunku? - Wystrzelił nagle i bez żadnej krępacji, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię. - Chciałem ci powiedzieć, że od jakiegoś czasu myślę o tobie, nie tylko jako koleżance z uczelni. Ty uciekłaś i potem nie było nigdy okazji, by o tym porozmawiać.

Myśli o mnie? Przesłyszałam się, czy może to sen? Przed chwilą bolała mnie stopa, więc chyba nie. Ratunku! On właśnie sprawił, że serce mi zaraz wyskoczy. Boję się!

- Ja nie wiem co mam powiedzieć... Myślałam... - No właśnie nie wiedziałam co myślałam.
- Cokolwiek to było, pragnę utwierdzić cię w przekonaniu, że nie miałem złych intencji. Zależy mi na tobie. - Te ostatnie zdanie uderzyło we mnie.
        Pojawiła się ogromna fala gorąca. Już wiedziałam, że odpowiedzenie czegokolwiek sprawi mi trudność. Nie umiałam poruszyć językiem w celu mówienia. Czułam się zdrętwiała i oniemiała. Czemu to musiało tak mnie sparaliżować? To były zwykłe słowa, a tak zadziałały. Nie wiedziałam ile tak siedziałam osłupiała, bo czas nagle zatrzymał się dla mnie. Jisoo wstał i spojrzał gdzieś w górę, dzięki czemu mogłam się otrząsnąć. Musiałam coś odpowiedzieć.
- Nie do końca rozumiem. - Zaczęłam, przez co znowu utkwił we mnie wzrok. - Jeżeli podobam ci się trochę, to mam nadzieję, że szybko zapomnisz o mnie. Nie mogę się z tobą umawiać. - Mój rozum podpowiedział mi te słowa.

Brawo Ganeul! Spławiasz największego przystojniaka na uczelni.

        Gryzłam się sama z sobą. Lecz coś podpowiadało mi, że tak będzie najlepiej. Nie mogłam się łudzić, że coś z tego będzie. Ja nie pasowałam do jego świata. Otaczało go wiele pięknych dziewczyn, a przy mnie mógł się zmarnować. Nie mogłam pozwolić sobie na zakochanie w nim. Kiedy ujrzałam jego zszokowaną minę, coś we mnie pękło. Poczułam się okrutnie. Bałam się, że będę musiała mu się tłumaczyć więcej i wstałam i po prostu pobiegłam z łzami w oczach. Oczywiście biegnąc ze spuszczoną głową wpadłam na kogoś. Poznałam po zapachu. Kangjoon... Mogło to wyglądać dziwnie, ale zmarszczyłam w dłoniach materiał jego bluzy i zaczęłam głośniej płakać. A on niespodziewanie objął mnie ramionami.
        Zatrzymałam płacz. Moje policzki zaczęły mnie piec, a ja doznałam szoku, że poczułam się tak przyjemnie w jego objęciu. Szczerze, to pierwszy raz ktoś mnie przytulał od bardzo dawna. Chciałam tak zostać na dłużej. Wtedy odwróciłam głowę w bok i zobaczyłam leżące gałęzie. Przez to przypomniałam sobie co robiliśmy w lesie. Mieliśmy szukać drewna. Oderwałam się pospiesznie od niego i chwyciłam część gałęzi w ręce.
- Gdzie Jisoo? - Zapytał Kangjoon.
- Został w tyle. - Stwierdziłam spuszczając wzrok, bo głupio się poczułam.
- Rozumiem. - Odparł krótko i wróciliśmy do ogniska.

***

        Siedziałam przed namiotem rysując patykiem na piasku misie. Nudziło mi się, bo nie potrafiłam iść spać. Myślałam o słowach Jisoo, oraz moim okrutnym potraktowaniu go, jak i uczuciu, które poczułam przytulona do Kangjoona. Nie wiedziałam co się ze mną działo. Serce biło mi jak oszalałe na widok uśmiechu i dotyku Kangjoona, a na Jisoo patrzyłam tylko z poczuciem winy, bo zrobił się niemrawy. Także zaczął się znowu więcej denerwować błahymi rzeczami. Martwiłam się, że znowu będzie agresywny.
        Nagle usłyszałam dziwne krzyki nauczycieli dochodzące z miejsca, w którym chłopacy mieli rozstawione namioty. Kiedy do moich uszu dotarły słowa "Jak możecie się tu bić!" coś mną zatrzęsło i poderwałam się, by pobiec w tamtą stronę. Duży tłum zasłaniał mi co się działo. Przecisnęłam się miedzy jakimiś dziewczynami i zobaczyłam stojącego Jisoo, oraz leżącego na połamanym namiocie Kangjoona. Krew leciała mu z wargi. Przeraziłam się i już łzy napływały mi do oczu. Nie zważając na nic podbiegłam do niego i kucnęłam przy nim.
- Nic ci nie jest? - Wyszeptałam załamanym głosem.
- Spokojnie. Bo zaraz serce ci wyskoczy. Aż pobladłaś. - Zwrócił się mnie i poczułam się, jakby uważał, że to ja byłam bardziej poszkodowana.
        Jego uśmiech trochę mnie uspokoił i dotarło do mnie, że wszyscy się na nas gapili.
- Ja... ja przepraszam. - Z tymi słowami kucał już koło mnie Jisoo, a kiedy na niego spojrzałam miał zaszklone oczy.
        Zawrzało we mnie. Dotknął mojego ramienia, a ja je pospiesznie strąciłam. Nie obchodziło mnie już co sobie ludzie pomyślą. Musiałam wybuchnąć.
- Nie dotykaj mnie! - Krzyknęłam. - Czy on cię uderzył pierwszy? - Zapytałam zbijając go tym z tropu, lecz już po chwili pokręcił głową przecząco. - Obraził cię? - Znowu zaprzeczył.

Dlaczego więc taki jesteś? Jak mam zaakceptować to, że ci się podobam, skoro jesteś tak agresywny. Boję się ciebie.

- Więc jakim prawem go uderzyłeś?!
- Mówił, bym trzymał się od ciebie z daleka! Dobrze wiesz, że ja tego bym nie zniósł. Uważał, że cię ranię. Przecież ja chcę dla ciebie dobrze. Nie skrzywdziłbym cię.
        W jego głosie była czysta desperacja. Normalnie zrobiłoby mi się go żal, jednak nie po tym, jak kogoś uderzył. Nie umiałam tolerować agresji. Na dodatek już wierzyłam, że się zmienił, a ponownie mnie zawiódł. Czułam się zdradzona. Głupie uczucie, do którego nie potrafię się przyzwyczaić, choć czasem łudziłam się, że już mnie nie zaskoczy.
        Wstałam i wyciągnęłam rękę do Kangjoona, by także pomóc mu się podnieść. Wyminęłam Jisoo i zobaczyłam jak wszyscy się na nas gapią, więc spuściłam wzrok. Tak uniżona podeszłam do opiekunów.
- Mogę skorzystać z apteczki i opatrzyć rany kolegi? - Zapytałam niepewnie.
        Przytaknęli mi szybko głową i jedna z pań pokazała gestem ręki, bym za nią poszła w stronę ich namiotów.

***

        Moczyłam w wodzie kawałek gazy i przyłożyłam do rozciętej wargi Kangjoona. Zastanawiałam się, czy bardzo go to bolało, bo nawet nie drgnął. Kiedy jednak skupiłam swój wzrok na jego ustach, zamurowało mnie. Zrobiło mi się gorąco i zaczęłam się zastanawiać, co gdyby mnie nimi pocałował. Potrząsnęłam szybko głową na boki, by się ocknąć. Moje serce i tak zaczęło już mocniej bić, więc starałam się dobrze to ukryć. Usłyszałam rozbawione prychnięcie z jego strony i spojrzałam mu w oczy tym razem. Te piękne, czekoladowe oczy. Czułam się, jakbym zaglądała w jego duszę. Przeszła mnie fala gorąca. Miałam nieodpartą ochotę dotknąć jego policzka dłonią i...
- Jak będziesz się tak zawieszać, to jeszcze zamienisz mi się w posąg. - Wyrwał mnie z moich myśli tym zdaniem.
        Spuściłam wzrok i zaczęłam pakować apteczkę, bo bałam się, że zaraz zapyta, o czym myślę. Wtedy zapadłabym się pod ziemię i zaczęła jąkać. Nie chciałam tego.
- Gdzie będziesz spał? - Zmieniłam temat.
- Nie wiem. - Odpowiedział wydymając wargi. - Miałem sobie znaleźć wolne miejsce w innym namiocie, ale jedyny chłopak, który je miał przygarnął Jisoo.
- Ja teoretycznie mam wolne miejsce. - Wypaliłam nagle bez namysłu.

Co? Ja to powiedziałam? Chcę popełnić samobójstwo emocjonalne?!

        Spojrzałam na niego z przerażeniem, a on się do mnie uśmiechnął. Miałam nadzieję, że nie odebrał tego jako zaproszenia.
- Jak będę grzeczny, to mogę się z tobą położyć? - Zaproponował.
        Kiwnęłam nieśmiało głową. Sama to zaczęłam, więc głupio było powiedzieć nie. Powinnam była. Lecz z drugiej strony, to tylko leżenie obok siebie, niby nic takiego. Czego ja się bałam?

***

        Próbowałam zasnąć. Zaciskałam powieki, bo oczy nie chciały mi się zamknąć. Leżałam na boku, by być obrócona do niego tyłem, a i tak byłam speszona. Nagle poczułam jak jakaś ręka oplata moją talię. Wiadomo, że nie była to byle jaka ręka, tylko jego. Pisnęłam łapiąc się jednocześnie za buzię, żeby nie usłyszał mnie. Byłam w szoku. Cała się gotowałam. Poczułam jego oddech na mojej szyi i przeszły mnie ciarki. Serce tym razem myślałam, że wyskoczy mi z klatki piersiowej.
- Myślałem, że śpisz. Przepraszam. - Wyszeptał cicho, co znowu przyprawiło mnie o dreszcze, lecz bardzo przyjemne.
- Nie... nie szkodzi. Możesz się przytulać. - Na te słowa poprawił rękę i przysunął się jeszcze bliżej mnie. Tak, że w tamtym momencie całe nasze ciała się stykały.
- Mogę cię jeszcze o coś prosić? - Wymruczał, co oczywiście nie obyło się także bez mojej reakcji na to.
- Słucham. - Wyszeptałam ledwo słyszalnie, bo nie potrafiłam wydobyć z siebie pełnego głosu.
- Unikaj Jisoo. On jest niebezpieczny i będę się martwił o ciebie. - Mówił to takim udawanym smutnym głosikiem.
- Dobrze. - Odpowiedziałam, bez wahania. Sama się go w końcu bałam.
        Zrobiło  mi się gorąco. Ktoś się mną przejmował, ktoś był przy mnie, po raz kolejny mnie przytulał... Dziwne uczucia ogarnęły mnie. Nie znałam ich.

Czy mogę to nazwać szczęściem? Czy on sprawił, że go zaznaje w tym momencie?