poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Utracone wspomnienia: Rozdział 5


Witam moi drodzy. Jak zwykle czekam na opinie w komentarzach. Pozdrawiam. :3


Utracone wspomnienia
Rozdział 5

           Kiedy rozpakowywałam się w jego mieszkaniu byłam całkowicie zestresowana. Nie wiedziałam, gdzie dawać swoje rzeczy. Nie chciałam być niegrzeczna. A on na dodatek w ogóle mi nie pomagał, tylko zajął się Kyuhyunem. Czasami mogłam zauważyć, że mówili coś o mnie. Jednak starałam się to ignorować.
           Gdy już wszystko było mniej więcej porozkładane usiadłam z nimi w salonie. Wtedy Kyuhyun wstał.
- To ja się będę zbierał. Skoro i tak nic na razie nie wskóram. Seolyun? – Zwrócił się do mnie, więc spojrzałam na niego. – Wracaj do siebie. A potem chcę was widzieć z powrotem. Rozumiemy się?
- Dobra idź już, bo przynudzasz. – Rzucił Henry i dał mu kuksańca w ramię. Był nad wymiar szczęśliwy.
           Odprowadził go do wyjścia. Machał mu zamykając drzwi i po zamknięciu ich odwrócił się w moją stronę z bananem na ustach.
- Nareszcie. Że też musiał dziś przyjść.
- Nie lubisz go?
- Uwielbiam. Tylko nie mogę się nacieszyć tym, że tu jesteś.
- Spokojnie. Jutro mam dzień wolny.
- Naprawdę? – Zobaczyłam iskierki w jego oczach.
- Pójdziemy do kina? Albo na lody? Albo i to i to? Już nie musimy się bać twoich rodziców.
           Zaśmiałam się. Jego ekscytacja była zabawna.
- Zrobimy co tylko zechcesz. O ile opowiesz mi wszystko wreszcie. Cały dzień chyba wystarczy?
- Chodzi ci, oto co robiłaś i jak się poznaliśmy?
- Dokładnie.
- Dobrze. Jutro wszystkiego się dowiesz. Dziś jednak odpocznijmy, pooglądajmy coś w telewizji.
- Jasne.
           Wieczór minął nam przyjemnie. Zamówiliśmy jakąś chińszczyznę. Siedzieliśmy na kanapie wtuleni oglądając jakąś komedię. Dużo się przy tym śmialiśmy. W pewnym momencie zaczął mnie też łaskotać. Myślałam, że posikam się ze śmiechu. Przed pójściem spać porozmawialiśmy jeszcze o Super Junior. Opowiedział mi o prawie każdym członku zespołu jaki jest. Szybko zapadła noc, ponieważ jak wiadomo jest ich trochę, a przebywając z nimi na co dzień wiedział o nich dużo.

***

           Tej nocy śniłam. W moim śnie zobaczyłam jakieś dwie postacie, których nie kojarzyłam oczywiście. Dwóch mężczyzn. Byłam z nimi znowu na sali z wielkim lustrem. Wygłupiali się, albo tańczyli dziwny układ. Śmiałam się z nich. Czułam, że to nie jest zwykły sen. Po przebudzeniu się myślałam, czy to nie kolejne wspomnienie. W takim razie kim oni byli? Wyglądali na zabawnych. Nie mogłam już potem zasnąć ponownie.
           Poszłam do kuchni nalać wodę. Nie miałam daleko, gdyż leżałam na kanapie w salonie. Uparłam się, że będę tu spać i wygrałam spór z Henrym o to. Była 3 w nocy. Idealna godzina. Postanowiłam iść jeszcze do toalety. Kiedy jeszcze byłam w środku usłyszałam hałas. Przewrócenie szklanki. Moje serce zaczęło mocno bić. Byłam przerażona. Nie wiedziałam czy powinnam była wychodzić z łazienki. Po przemyśleniu sytuacji stwierdziłam, że przecież żyję w realnym świecie i  na pewno z nadmiaru emocji bzikuję. Przesłyszało mi się zapewne.
           Spokojnie nacisnęłam klamkę. Jak tylko otwarłam drzwi, krzyknęłam tak głośno jak potrafiłam. Zaraz za drzwiami był Henry. Dodał szeptem „BU” z wielkim uśmiechem. Chciał, żebym umarła?
- Pogięło cię? – Zapytałam.
- Oj no nie spinaj się tak. Usłyszałem szmery. Pomyślałem, że nie śpisz. Zszedłem, ale byłaś w łazience. Na dodatek ta godzina. Aż się prosiło o wystraszenie ciebie. Czemu nie śpisz?
- Nie umiem już zasnąć, po dziwnym śnie. Możesz mi teraz wszystko opowiedzieć? Proszę. - Spojrzałam na niego maślanymi oczami.
- Dobrze. Od czego by tu zacząć…
- Najlepiej od początku. - Zaśmiałam się.
- Dobrze. Kochałaś K-pop, śpiew, taniec. Choć to ostatnie… Dojdziemy do tego.
- Nie umiałam dobrze tańczyć?
- Nie do końca. Nie przerywaj.
- Przepraszam.
- Pewnego dnia przyszłaś do SM na przesłuchanie. Nie było mnie przy tym, więc nie wiem jak to wyglądało. Jednak byli zachwyceni tobą i przyjęli cię jako trainee.
        Otworzyłam szeroko oczy. Teraz wiedziałam, że to co sobie przypominałam było prawdziwymi moimi wspomnieniami.
- Byłaś niesamowita. Na przesłuchaniu przedstawiłaś podobno taniec do jakieś piosenki Shinee. Nie pamiętam co zaśpiewałaś. W każdym razie zachwyciłaś ich talentem. Z czasem okazało się… Iż lepiej tańczysz męskie układy, niż damskie.
- Naprawdę?
- Tak. Musiałaś dużo ćwiczyć.
        Stąd przypominały mi się chwile, gdy męczyłam się na sali lustrzanej tańczeniem. Wszystko układało się w całość.
- Choreograf był dla ciebie ostry, ponieważ mieli wobec ciebie duże plany. Tylko twoje nieumiejętne tańczenie przeszkadzało.
- Wiesz. Ostatnio pojawiło mi się kilka wspomnień, jak dużo tańczę.
- Cudownie, że coś ci się przypomina. - Nie wyglądał przy tym na szczęśliwego. Może był śpiący.
- Dojdźmy teraz do momentu naszego poznania się.
- Dobrze. - Uśmiechnęłam się.
- Stałem wtedy z Amber i wygłupialiśmy się, jak co dzień. Zobaczyłem biegnącą ciebie przez korytarz z łzami w oczach. Nie zastanawiając się długo oboje pobiegliśmy za tobą. Zatrzymałaś się na jednej z ławek na korytarzu i płakałaś bardzo mocno. Amber popchnęła mnie, żebym to ja podszedł bliżej. Tak też zrobiłem. Próbowałem się przyjrzeć tobie, lecz zakryłaś twarz rękami.
- Czekaj… - Przerwałam, bo w tym momencie wszystko do mnie napłynęło. Cała ta sytuacja pojawiła się w moich myślach.
Byłam zła na siebie. Nie przyłożyłam się znowu na ćwiczeniach. Kolejny raz choreograf krzyczał tylko na mnie. Czy on mnie nienawidzi? Mogłam jedynie płakać. Jestem za miękką osobą. Nie nadaję się tutaj. Dlaczego oni mnie tu przyjęli? I czemu już mnie stąd nie wyrzucą, tylko męczą i męczą? Opłaca im się to? Może lubią znęcanie się nad słabymi ludźmi. Nie powinnam była nigdy marzyć o czymś takim. Najgorsze jest to, że jak już się zacznie to trudno się z tego wywinąć. Już raz chciałam zrezygnować. Nie puścili mnie. Twierdzili, że mam potencjał i podpisałam z nimi umowę. Bali się, że pójdę do innej wytwórni. Dlaczego zachciałam robić coś tak trudnego? Mogłam wymyślić sobie łatwiejsze marzenie. Ale czy wtedy tak miło czułabym się, gdy się już spełni.
Zobaczyłam jakieś nogi, które pojawiły się przede mną. Ktoś się pewnie przyczepi teraz. Uniosłam powoli głowę. Zobaczyłam twarz Henryego z Super Junior. Była strasznie zamazana, przez moje łzy. Co on mógł chcieć? Przecież jestem nikim w porównaniu do niego.
- Halo? - Zwrócił się do mnie. Machał ręką przed moimi oczami.
- Sł..Słucham? - Wyjąkałam z ledwością.
- Nie wolno tutaj płakać. - Super. Przeszkadzam mu.
        Wstałam i chciałam już iść, jednak złapał mnie za nadgarstek.
- Gdzie idziesz? Chyba źle się zrozumieliśmy. Nie chcę, żebyś płakała.
        Doznałam szoku. O co mu chodzi? Odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć.
- Nie znasz mnie nawet.
- Co z tego? Tak ładne dziewczyny nie powinny płakać. Chodź. - Mówiąc to przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
Ja nie byłam obojętna i wtuliłam się także w niego. Pięknie pachniał. Było mi bardzo miło. Mogłam tak stać jeszcze długo, lecz on rozpoczął rozmowę.
- Musisz mi opowiedzieć co się wydarzyło. Dobrze?
        Odsunęłam się i kiwnęłam głową w celu potwierdzenia. Pragnęłam się komuś wyżalić, niestety nie miałam komu. Wskazał mi ręką ławkę z której niedawno wstałam. Zasiedliśmy na niej. Zarzucił rękę na moje ramiona. Nie pozwalał sobie za dużo? Jednak nie przeszkadzało mi to.
- No więc słucham.
- Trener się na mnie wyżywa, bo tańczę za mało płynnie. Lepiej sobie radzę z męskimi układami.
        On na to wybuchł śmiechem.
- Serio? Ale znam kogoś, kto może ci w tej kwestii pomóc. Zawsze wygodniej ćwiczyć z kimś, kto miał ten sam problem.
- Znasz kogoś takiego?
- Jest tu nawet. Amber! - Krzyknął. - Pokaż się nam.
        Zza ściany wyłoniła się Amber z zespołu f(x). Zawsze wyglądała na tomboy’a. Uśmiechnęła się szeroko w moją stronę.
- Witaj! - Zaczęła nie tracąc banana z twarzy.
- Hej. - Byłam lekko zestresowana sytuacją. Oni byli tacy sławni. Ja byłam dopiero szarą małą myszką w porównaniu do nich.
- Oczywiście, że mogę ci pomóc jeśli oto chodzi.
- A co jeśli ja po prostu się nie nadaje? - Zapytałam.
- Nawet tak nie mów. Też byłam tak nastawiona kiedyś. Musisz dać z siebie wszystko. Zobaczysz. Na następnym treningu zauważą różnice, jak się przyłożymy.
        Zrobiło mi się ciepło na sercu, że ktoś chciał mnie wesprzeć i pomóc. Odkąd zostałam trainee nie miałam czasu na przyjaciół. Bardzo mi tego brakowało. To był najpiękniejszy dzień mojego życia. Dzień w którym poznałam tego człowieka.
- Pamiętam to! - Rzekłam zachwycona.
        Oczy Henryego zaświeciły się.
- Świetnie! Ja uważam to za najwspanialszy dzień w moim życiu, bo wtedy poznałem ciebie.
        Zrobiło mi się strasznie ciepło w klatce piersiowej. Serce waliło jak oszalałe. Zbliżyłam się w jego stronę i złożyłam soczysty pocałunek na jego ustach. Trwał jakąś chwilę. Gdy już przystopowaliśmy oboje uśmiechaliśmy się do siebie. Czułam się cudownie w jego towarzystwie. Teraz już wiem, że tak było od momentu poznania go.
        Postanowiliśmy włączyć telewizor i usiąść na kanapie. Wtedy oboje na niej zasnęliśmy.

***

        Przebudziliśmy się rano. Trochę niewygodne pozycje sprawiły, że bolały nas kości. Zaczęliśmy więc od wszelkiego rozciągania się. Następnie poszłam do kuchni przygotować jakieś lekkie śniadanie. Byłam prze szczęśliwa. Moje życie jednak było ciekawe. Dążenie do bycia gwiazdą. Idealny chłopak. Czego by tu chcieć więcej. Jedyne czego teraz pragnęłam, to żeby wszystkie moje wspomnienia wróciły. Niestety czułam, że to będzie niemożliwe.
        Gdy zajęłam się krojeniem warzyw Henry objął mnie delikatnie od tyłu i dał całusa w szyje. Ciarki mnie przeszły, ale wydało mi się to bardzo miłe.
- Nie pomyślałem o zapełnieniu lodówki. Tak więc skoczę do sklepu. Już jest otwarte. A ty grzecznie tu na mnie zaczekaj. Dobrze?
- A może ucieknę? – Zaśmiałam się.
- Ode mnie? – Prychnął. – Nie da się.
- Zabawny żart.
        Zebrał się do wyjścia. Ja patrzyłam jeszcze chwilę, za zamykającymi się drzwiami. Jak już go nie było zaczęłam sobie coś nucić pod nosem. Zastanawiałam się, czy miałam szansę na jakiś debiut. Jak fanki akceptowały mój związek z Henrym, czy może się ukrywaliśmy? A co z innymi gwiazdami z SM. Kogoś jeszcze znałam? Pojawiło się w mojej głowie mnóstwo pytań. Lecz miałam cały dzień na poznanie odpowiedzi na nie.
        Nagle zadzwonił telefon. Henry widocznie zapomniał swój wziąć. Leżał na stoliku w salonie. Podeszłam go odebrać, bo mogło to być coś ważnego. Nie spojrzałam nawet kto dzwoni, bo bałam się, że zaraz się rozłączy.
- Halo?
- Kto mówi?
- Park Seol Yun.
- Seol to ty? Naprawdę? – Ten głos wyrażał ewidentne zadowolenie, był damski.
- Tak, a z kim rozmawiam?
- To ja Amber.
- Amber. – Ucieszyło mnie to trochę. – Co się stało, ze dzwonisz?
- Chciałam spytać, kiedy Henry zamierza wrócić do SM. Martwimy się o jego karierę.
- Oj. To przeze mnie nie chce wracać?
- Nie mam pojęcia. Myślałam, że coś wiesz?
- Jeszcze nie znam dokładnego powodu. Widzisz… Straciłam pamięć.
- Co proszę? Żartujesz?
- Niestety to nie żart. Henry pomaga mi wrócić do normalności. Opowiada o przeszłości. Jesteśmy razem.
- Cudownie. Wiedziałam, że nie powinien był wtedy zrywać.
- Zrywać? – Nie rozumiałam. Nie pamiętałam, żeby opowiadał mi coś o zrywaniu.
- Chyba coś powiedziałam za szybko…
- Wyjaśnij mi. – Nie wiem czemu, ale przeraziło mnie to.
- Zanim wydarzyło się to nieszczęście. Nie byliście razem od jakiś kilku tygodni.
Te ostatnie zdanie uderzyło we mnie jak piorun. Chyba powinnam była to wiedzieć, zanim z nim znowu zaczęłam być?




niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozdział 27

Nowy początek

Rozdział 27

Widziałam jak przed dormem Baekhyun zawahał się. Wydawało mi się, że nie chciał tam wchodzić, więc puściłam mu pytające spojrzenie. 

— Wiesz co? Ja się jeszcze gdzieś przejdę. Ty możesz wejść do środka, jak chcesz — zaproponował, a mnie to zastanowiło. Pewnie bał się zobaczyć co wydarzy się w środku między mną i Yixingiem. 

— Dobrze — szepnęłam trochę niepewnie. Było mi go szkoda. Musiał wtedy cierpieć myśląc, że to koniec. Nie mogłam jednak go zatrzymywać. 

Weszłam sama do środka, gdy chwilę popatrzyłam jak się oddala. Zszokowałam się od razu w przedpokoju. Stał tam Jongdae i całował moją przyjaciółkę Kasię.  Gdy usłyszeli dźwięk zamykanych drzwi pospiesznie oderwali się od siebie i odsunęli na bezpieczną odległość. Zmierzyłam ich wściekłym spojrzeniem. Co to miało znaczyć? Mogłam się domyślić, że ta dziewczyna zaszeleje na całego beze mnie, ale że aż tak?

— Kasia, co ty wyprawiasz? Co z Piotrkiem? — oburzyłam się na nią, ona milczała, pewnie nie miała pojęcia jak się wytłumaczyć. 

— Zerwał ze mną dzisiaj. Dureń nie miał odwagi powiedzieć mi tego osobiście, że znalazł sobie nową laskę. Napisał to na Messangerze, wiedział, że jestem tu, to do niego nie przyjdę z pretensjami. — Zrobiło mi się jej żal, gdy tego słuchałam. Wspominała, że się od siebie oddalali. Nie spodziewałam się tylko takiego chamskiego zerwania z jego strony. — Byłam załamana. Przecież tak długo już z nim byłam. Usiadłam sobie tutaj, Chen zauważył, że znikłam z salonu na długo. Poszukał mnie i znalazł. Porozmawialiśmy i rozweselił mnie trochę, a potem... jakoś wyszło, że się pocałowaliśmy. — Kasia mówiła wszystko bardzo szybko i po polsku, więc Koreańczyk patrzył na nas, czekając, aż ktoś mu wyjaśni zapewne, o czym mówimy. Ja nie wierzyłam w to co słyszałam. Rozumiałam owszem, że była smutna, lecz żeby całować się z poznanym dopiero facetem?

— Kasia. Proszę, nie zakochuj się, mieszkasz w Polsce. — Po czym przeszłam na koreański. — A ty? Co to za zwyczaj całowania się pierwszego dnia? — I to jeszcze był ten, który snuł różne podejrzenia co do mojej osoby. Wiedziałam, że był bezpośredni w takich tematach, jednak tu chodziło o moją przyjaciółkę. 

— Po prostu było mi jej żal, miło się też rozmawiało i jest śliczna. Troszkę mnie poniosło. Nie wiń jej. To ja wyszedłem z tym pocałunkiem — bronił jej, a ja naprawdę zaczęłam się denerwować. 

— Mam nadzieję, że jesteś świadomy jaka odległość was dzieli? — wygarnęłam mu, na co posmutniał. 

— Tak i będę nad tym ubolewał. Moje uczucia zazwyczaj są odrzucane. A tu mogłoby coś wyjść pewnie, gdyby była stąd. 

Słuchanie tego nie dawało mi pozytywnych uczuć. Może i dobrze, że nie mieszkała ona w Korei. Pewnie narobili, by jakiś kłopotów. Oboje byli lekkoduchami, zbyt zwariowanymi. Grom wie, co wynikałoby z takiego połączenia. 

— Idę się przywitać z innymi — mówiłam po angielsku, by oboje rozumieli. — Potem powinnyśmy się zbierać, bo już późno. Jutro znowu przyjedziemy — skwitowałam i udałam się do salonu. 

Nie byłam przez nich gotowa na rozmowę z Yixingiem. Tak mnie to zbulwersowało, że nie był to dobry moment. Choć miałam świadomość, że zwlekanie szło nam na niekorzyść, naprawdę bym się wtedy nie przemogła. 

Zdziwiłam się dodatkowo, gdy zobaczyłam, że Chanyeol grał w Sungyoonem w jakąś grę na konsoli. Widząc mnie kiwnął, żeby podeszła. Nawet nie miałam pojęcia, że przyjaciel tam tego dnia zawitał, ciekawa też byłam od kogo wyszło zaproszenie go.  

— Ty teraz nie nocujesz u nas? — zagadał Chan. 

— Nie, bo nie zmieścimy się wszyscy. A co? — zaciekawiłam się. 

— Widzisz, będzie wolny pokój, to Sungyoon może zostać. Chcemy przejść tą grę i grać w nią do późna. A nie możemy mu pozwolić wrócić w środku nocy — odpowiedział mi raper. 

— Widzę, że się zbliżyliście do siebie — zauważyłam. 

— To tylko przyjaźń! — krzyknęli prawie jednocześnie, na co lekko się zaśmiałam. 

Rozmawiałam jeszcze z każdym po trochu zanim wróciłam do domu. Jedynie krępowałam się odezwać do Lay'a i Luhana. W końcu tak mocno się pomyliłam i narobiłam kłopotów sobie i im i czekało mnie wyznanie. Ten drugi zmierzył mnie czasem nie miłym spojrzeniem i było mi bardzo przykro. 


*Bonusowa scenka pov Yixinga*

Siedziałem sam w salonie, przed telewizorem, bo bałem się udać do łóżka. Ostatnio nie sypiałem za dobrze. Myślałem w kółko o Amelii i rozdzielających nas nieporozumieniach. Obiło mi się też o uszy, że zgodziła się być z Baekhyunem i strasznie mnie to raniło. Kochałem ją, wiedziałem, że ona mnie też. A mimo tego, podjęła pochopną decyzję na podstawie jakiegoś wyobrażenia. Nie rozumiałem, czemu nie chciała mnie słuchać. Byłem już tym zmęczony i jednocześnie nie chciałem się za nic poddawać. Z drugiej strony martwiłem się o Baekhyuna, że ten na tym ucierpi. 

Rozmyślanie przerwał mi dźwięk przekręcanego klucza z przedpokoju, który nie mało mnie zaskoczył. Kogoś nie było o tej porze w dormie? Podbiegłem pod drzwi. Nikt nie wchodził do środka, tylko grzebał w tej dziurce w tą i z powrotem. 

Zmroziło mi krew w żyłach, bo wyobraziłem sobie jakąś psychofankę próbującą się włamać. Postanowiłem mimo to podejść bliżej i zajrzeć przez wizjer, kto był na dworze. 

Jakie było moje zdziwienie, jak ujrzałem Baekhyuna, który próbował się dostać do środka, widziałem, że chwiał się strasznie. Czyżby pił? Dlaczego? Pospiesznie otworzyłem mu drzwi. 

— O! Dziękuję Yixing — odparł nie do końca wyraźnie na mój widok z wielkim bananem na ustach. 

— Co się z tobą dzieje?! — oburzyłem się, wciągając go do środka, zamykając drzwi i sadzając go w przedpokoju. Był jak marionetka, którą można było wszędzie przestawić.  

— Zerwaliśmy… W końcu będziecie szczęśliwi. — Nic z tego nie pojmowałem. Czemu mieliby to zrobić w tamtym momencie? 

— Chyba bredzisz… — wymamrotałem zniechęcony, bo nie chciałem dostawać żadnych złudnych nadziei. 

— Ani trochę. Ja zerwałem i ona też. Jednocześnie, haha — zaśmiał się, choć pewnie nie było mu do śmiechu z tym. 

— Niby dlaczego? — zdziwiłem się, choć miałem mieszane uczucia, czy powinienem rozmawiać z nim w tym stanie. Nie mogłem jednak powstrzymać swojej ciekawości w tym temacie tak ważnym dla mnie. 

— Ja zerwałem, bo wiem, że nie łączy cię nic z Namjun, Sumin mi powiedziałam, ale obiecała, że nie powie do końca mojej randki z Amelią! A ona już wiedziała i też chciała zerwać po randce. To było takie śmieszne. — Było mi go bardzo żal, wyglądało, że on ustąpił mi, a Amelia o wszystkim wiedziała? Czemu tylko ze mną nie porozmawiała?

— Ktoś wiedział, że wyszedłeś pić? — dodałem niepewnie, bo w sumie nie wyglądało, by ktoś miał o tym pojęcie. Jego współlokator musiał wcześnie paść. 

— Nikt, więc szalałem, bo trzeba uczcić wasz związek! — krzyknął radośnie, a ja musiałem go jakoś uciszyć, by nie pobudził wszystkich. Nie chciałem by oberwał od naszego lidera za swój stan. To nie była jego wina, że się tak załamał. Wszyscy mieszaliśmy strasznie zamiast rozmawiać wprost od początku. Najwyższy czas nastąpił na sprostowanie wszystkiego. Wiedziałem dobrze, że Namjun, od tamtej pory nie zamierzała mieszać. Może to nawet ona poinformowała Amelię, jak obiecała? Musiałem obmyślić plan z Luhanem, jak połączyć się ostatecznie z moją ukochaną. Tak, by nikt więcej nie przeszkodził nam w zejściu i ze sobą. 


*pov Amelii*

Szykowałam się do spędzenia kolejnego dnia w dormie. Postanowiłam, że porozmawiam tam najpierw z Luhanem. Ostatnio nie za bardzo się dogadywaliśmy i brakowało mi go, w końcu wspierał mnie w ciężkich chwilach. Miał też rację w wielu sprawach, a ja namieszałam strasznie, zamiast go słuchać. Kasia też uważała, że powinnam się z nim pogodzić jak najszybciej, mimo to, denerwowała się, że jeszcze nie rozmawiałam z Lay’em. Ja używałam jej zachowania jako wymówki. 

Nagle zadzwoniła moja komórka. Zobaczyłam, że to numer Baekhyuna. Odebrałam pospiesznie, trochę zestresowana czego chciał i zmartwiona. Nie było go, gdy wracałyśmy do domu. 

— Hej, o której wczoraj wróciłeś? — zaczęłam od razu, zmartwiona jego stanem. 

— Hej, nie wiem o której wrócił Baekhyun... — odezwał się głos Jongdae, co mnie tym bardziej zdziwiło. — Ja nie miałem ani twojego numeru, ani Kasi. Postanowiłem, że skorzystam z jego telefonu, kiedy śpi. — Nie podobało mi się, że to zrobił. Na dodatek martwiło mnie, że mój już były chłopak nadal spał. 

— A coś się stało? — spytałam. 

— Teoretycznie nic. Chce wyjść gdzieś z Kasią dzisiaj i postanowiłem, że zapytam, czy ona będzie chciała. — Zaskoczyło mnie to co powiedział. 

— Według mnie to zły pomysł, żebyście się zaczęli umawiać. — Byłam szczera, bo nie do końca byłam pewna, co mogło z tego wyniknąć. 

— To będzie wakacyjny romans bez zobowiązań. Obiecuję, że jej nie skrzywdzę — odpowiedział pewien siebie. 

— Nie wiem, czy prędzej nie obawiać się, żeby to ona ciebie nie skrzywdziła. — Zaśmiałam się mówiąc to. Kasia bywała nieobliczalna. — Nie mam innego wyjścia, jak przekazać jej o co pytałeś. Oddzwoni, jeżeli się zgodzi, bo teraz bierze prysznic — podsumowałam. 

Pożegnaliśmy się i rozłączyłam się z uśmiechem na ustach. 

Nie wiedziałam, co mnie tak śmieszyło w tej sytuacji. Może po prostu byłam tak szczęśliwa, że wszystko mnie radowało na każdym kroku? Oczywiście Kaśka zgodziła się na wyjście z Chenem, choć przyznała, że ciężko im się rozmawia po angielsku. Tłumaczyła za to, że język miłości im pomoże. To stwierdzenie nie spodobało mi się, lecz wolałam to przemilczeć. Nie byłam najlepszą osobą do oceniania cudzych relacji. Musiałam przecież porządek zrobić w tych swoich i nie mogłam długo z tym zwlekać. 

***

Byłam od niedawna w dormie i jakiś czas rozmawiałam z Sumin o różnych rzeczach. Jednych mniej, jednych bardziej ważnych. Co jakiś czas zerkałam w stronę Yixinga i Luhana. Chciałam podejść do przyjaciela. Jednak bałam się. Wiedziałam, jak mocno nawaliłam i ile błędów popełniłam. Zasługiwał na porządne przeprosiny, bo gdy próbował mi pomóc, ja to zignorowałam. 

Baekhyun zdawał się za to być podenerwowany i do tego jakby przemęczony. Chodził z kąta w kąt. Martwiło to mnie, bo przypuszczałam, że to z mojego powodu. Nie mogłam mimo to mu pomóc. Wiedziałam, że moja litość mogłaby go jeszcze bardziej ranić. 

W pewnym momencie zgłodniałam, więc udałam się do kuchni. Ktoś za mną szedł. Czułam to. Gdy dotarłam do pomieszczenia odwróciłam się, by sprawdzić kim była ta osoba. Ujrzałam Luhana, więc ulżyło mi. 

— Chciałabyś pogadać? — zapytał poważnym tonem. 

— Bardzo. Skąd wiedziałeś? — zdziwiłam się i martwiłam przez jego nastawienie. 

— Gapisz się co chwilę na mnie. Na początku myślałem, że na Lay’a, lecz nie — burknął, a mi było przykro, że był na mnie zły nadal. 

— Nie miałam pojęcia jak do ciebie zagadać — wyjąkałam niepewnie, bo peszył mnie, gdy się tak zachowywał. Nigdy nie przypuszczałam, że będę się bać Luhana, gdy znałam go tylko jako idola. 

— Po prostu to zrobić i tyle, przecież ja nie jestem potworem i nie potrafię się obrażać na długo. — W tamtym momencie na jego twarzy pojawił się uśmiech, co mnie pocieszyło. — Głuptasie. Ile zamierzałaś czekać, aż się odezwę? — oznajmił żartobliwie, a mnie zatkało trochę. — Chodź tu do mnie. — Mówiąc to, pokazał gest palcem, bym się zbliżyła.

Zrobiłam kilka kroków i wtedy on przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Naprawdę w tamtym momencie dodało mi to ukojenia i odwagi. Pragnęłam takiego czegoś. Jego przyjaźń była bezcenna. Nie mogłam dłużej jej zaprzepaszczać.

— Tęskniłem, za rozmową w nocy z tobą — wyszeptał. 

— Ja też — odparłam bez wahania. 

— Wiem, że teraz nie nocujesz tu i nie nastąpi szybko taka rozmowa. Po prostu następnym razem nie zapomnij o tym — zasugerował radośnie. 

— Oczywiście. — Nie mogłam się doczekać najbliższej okazji na pogawędkę. 

— Kochasz Lay’a? — wyskoczył z tym nagle, jednak jakoś mnie to nie zaskoczyło, to był temat, który nurtował wiele osób. 

— Tak. — Nie chciałam już owijać w bawełnę. 

— Nie zawahałaś się nawet przed odpowiedzią. Musicie być razem — mówił stanowczo. — Z jednej strony to on jest mężczyzną i powinien się ruszyć. Z drugiej, to on ci wyznał uczucia, które odrzuciłaś i powinnaś w sumie ty to odkręcić. Wasz relacje są bardzo skomplikowane. — Opisał to idealnie. Moglibyśmy ustawić taki status na Facebooku. Rozbawiły mnie moje myśli, lecz nie zaśmiałam się z tego, bo dziwnie wyglądałoby, gdy o tym rozmawialiśmy. 

— Wiem, zbieram się, żeby coś zrobić. Trochę boję się, że i tak coś znowu nam przeszkodzi. Zawsze, gdy ja byłam pewna swego, coś się działo. — To był fakt, że przez to został we mnie jakiś drobny lęk.  

— Moim zdaniem powinniście skorzystać z tego, że jest w miarę spokojnie póki co. Jak wejdziemy w wir pracy taki, że ani weekendów wolnych nie będzie i zaczną się trasy koncertowe, to będzie wam ciężko — jęknął, bo pewnie miał powoli dość naszych wymijanek. 

— Ja myśle, że chyba jestem gotowa na wszystko — przyznałam pewna swego. 

— Nawet na atak fanek jak coś wycieknie? — zażartował, a mi przestało być do śmiechu na chwilę. 

— I co wtedy może się stać? — zapytałam lekko przestraszona.  

— Wytwórnia będzie wściekła, fanki będą wrzały. I wiele innych rzeczy się skomplikuje — wyjaśnił ze stoickim spokojem. — Myślę, że ty i Lay dacie radę przetrwać wiele. — Próbował dodać mi otuchy. 

— Tak uważasz? Przecież nie potrafimy się nawet ze sobą zejść — zaśmiałam się. 

— Mimo to wierzę, że jak w końcu będziecie razem, to nic was nie rozłączy. — Brzmiało to jak zakończenie jakiejś bajki. 

— Skąd ten wniosek? 

— Jesteście stali w uczuciach — podsumował. To mi się zgadzało. Żadne z nas nie zmieniło ich w trakcie tych wszystkich nieporozumień. 

Po tym odsunęliśmy się od siebie i przez jakąś chwilę rozmawialiśmy. Gdy już sobie zjadłam, wróciliśmy do salonu. Wszyscy byli tam bardzo szczęśliwi z niewiadomego powodu. 

— Co się stało? — zarzucił zdezorientowany Luhan. 

— Mamy urlop. Tydzień urlopu! — krzyknął Jongdae. — A potem wielkie przygotowania do comebacku. 

— Naprawdę? — dodał Chińczyk z entuzjazmem. 

— Menedżer zadzwonił. Mamy porządnie wypocząć, bo zacznie się ciężka praca. — Powiedział całkiem poważnie Junmyeon. 

— Ja proponuje w poniedziałek zrobić imprezę z tej okazji — oznajmił Chanyeol. — Mamy teraz dużo znajomych. Niech wpadnie ta koleżanka od was ze szkoły. Jak jej było? 

— Minzy? — zapytałam dla pewności, czy o nią chodziło. 

— Tak! No i będziecie wy z tą całą Kasią i Namjun. Oczywiście Sungyoon też musi przyjść. — Wszyscy pytająco spojrzeli na Chanyeola, a ten zaczął się drapać za głową nerwowo. — I możemy zaprosić jeszcze dziewczyny z f(x), czy chłopaków z Shinee. Wiecie o co chodzi? — Rozkręcił z tymi planami niesamowicie. 

— Niby fajny pomysł — powiedziała to Sumin. — Tylko im więcej tym ciaśniej — zauważyła i była cały czas jakaś markotna. 

— Na urodzinach Amelii daliśmy radę to i ponownie damy — rzekł Kris. — Będziemy świętować na całego. 

— A czemu poniedziałek? — zaciekawił się zmieszany Tao. Czasami miałam wrażenie, że on wszystko przesypiał.

— Bo rano w poniedziałek Lay’owi ściągną gips — dodał Suho. — Nie możemy świętować bez niego przecież. 

Każdemu spodobał się pomysł. Ja troszkę się stresowałam co się wydarzy i równocześnie cieszyłam, że zobaczę niektóre osoby. Wszyscy zaczęliśmy przygotowania do świętowania. Ludzie dzwonili zapraszając innych. Junmyeon wraz z Jongdae pojechali po zakupy. A my wzięłyśmy się za ogarnianie dormu. Na takich czynnościach płynął nam weekend. Przy okazji wygłupialiśmy się, graliśmy w różne gry i śpiewaliśmy na karaoke. Ja szukałam odpowiedniego momentu na rozmowę z Yixingiem i oczywiście jak na mnie przystało, nie znalazłam go. Zamieszanie w dormie działało na naszą niekorzyść. Za każdym razem, gdy mieliśmy w końcu do siebie podejść, ktoś do nas dołączał. To było już chyba jakieś fatum. 

***

Po południu w poniedziałek w dormie zjawiłam się z całą paczką dziewczyn. Sumin, Namjun, Minzy i Kasia weszły jako pierwsze. Za nimi weszłam zawstydzona ja, ponieważ pozostałe wcześniej wystroiły mnie rzekomo na bóstwo. Zrobiły mi loki i wybrały najładniejszą sukienkę. Czułam się trochę nieswojo, lecz uznałam, że to będzie w końcu ten dzień. Byłam tego całkowicie pewna. Gdy Lay mnie ujrzał, ewidentnie zatkało go. Ja puściłam mu nieśmiały uśmiech, który odwzajemnił ukazując tak lubiane przeze mnie dołeczki. On chyba też wiedział, że w końcu nam się uda.