piątek, 27 maja 2016

Utracone wspomnienia: Rozdział 14



No i kolejny rozdział. Zapraszam do komentowania. :D

Utracone wspomnienia
Rozdział 14


           Weekend zleciał nieubłagalnie szybko. Musiałam wracać w niedzielę do dormu. Ciężko było się rozstać ponownie z Henrym, ale teraz wreszcie wiedziałam na czym stoimy. Cieszyłam się, że znowu staramy się razem pokonywać przeciwności losu i prosiłam los, aby trwało to już jak najdłużej i nic tego nie zepsuło.
           Kiedy wróciłam do mieszkania naszego zespołu byłam wypoczęta i gotowa na dalszy ciąg codziennego trenowania. W środku zastałam tylko dwie dziewczyny. Minhee i Gayeon zadowolone z moje stanu i z tego, że dogadałam się z Henrym. Brakowało jedynie Miki i reszta podobno nie wiedziała, gdzie się podziała. Wyszła popołudniu i powiedziała tylko, że nie wie o której wróci. Troszkę mnie to zdziwiło, lecz w końcu ma prawo mieć swoje prywatne sprawy. Z drugiej strony jesteśmy także jej przyjaciółkami.
           Wieczorem siedziałyśmy przed telewizorem, rozmawiając o tym co nas czeka. Zachwycałyśmy się także naszym debiutem i moim duetem z Kyungsoo. Dziewczynom marzyło się, żebym zbliżyła się dzięki temu do EXO, bo chciałaby ich bliżej poznać. One to miały wymysły. Byłam szczęśliwa, dzięki tak spędzonemu weekendowi. Naprawdę wiele mi to dało.
           Około 22 wróciła Miki. Przyszła usiąść z nami w salonie. Wyglądała na zmęczoną. Ubrana była jakby na jakąś imprezę. Zastanawiałam się co robiła, a bałam się spytać.
- O której wróciłaś? – Zwróciła się do mnie. – Tęskniłam. – Zrobiła do tego słodką minę.
           Uśmiechnęłam się szczerze w jej stronę.
- Byłam późnym popołudniem.
- Rozumiem. Jestem taka zmachana, że chyba wezmę prysznic i idę spać.
- Dobrze. My też będziemy się zbierać.

***

           Gdy wróciłam z łazienki, Miki czekała na mnie siedząc na łóżku i czytając książkę. Zamknęła ją jak tylko zjawiłam się w pokoju i wyprostowała się. Zgarnęła włosy na prawą stronę, co uwidoczniło jej szyję. Pewnie zapomniała się, że tym sposobem coś przede mną odkryje. Zauważyłam, że ma malinkę. Nie była za duża, jednak widoczna. Powinnam była spytać ją o to, kto jest tym, który to zrobił. Jako liderka i przyjaciółka, mogłabym się zainteresować. Nie miałam odwagi się wtrącić.
- Możemy porozmawiać? – Wyrwała mnie z zamyślenia.
           Ja tylko przytaknęłam. Poklepała miejsce obok siebie. Zasiadłam więc koło niej i nastawiłam się do słuchania.
- Widzisz. Jest jeden chłopak… On był w kimś szaleńczo zakochany i ta osoba nie chciała go. Teraz chce o niej zapomnieć. Zrozumiał, że to nie ma sensu i stwierdził, że mogę mu w tym pomóc.
           Zszokowała mnie. Jedna osoba przychodziła mi na myśl po tym opisie. Zaniepokoiło mnie to.
- On wydaje się zagubiony i potrzebuje mnie. Mimo to, boję się, że wcale mnie nie pokocha. W końcu serce nie sługa. Myślisz, że jakiś jest sens trwania przy nim?
- Nie mam pojęcia. A co jeśli cię tylko wykorzysta i zostawi?
- Sama nie wiem. Pewnie źle się będę z tym czuła. Lecz ja czuję, że chcę spróbować.
- W takich przypadkach najlepiej słuchać własnego serca. Tak myślę, lecz obawiam się o ciebie.
- Domyślam się. Mam prośbę. Nie pytaj się kto to. Choć pewnie się domyślasz. Głupio mi, ale już dawno mi się podobał. Nie zauważał mnie. Teraz mam szansę i nie chcę jej stracić.   
- Rób to co uważasz za słuszne. Tylko pamiętaj, że możesz zawsze mi wszystko powiedzieć, jak coś złego się wydarzy. I ukrywajcie się także dobrze, żeby nie wybuchła kolejna afera.
- Postaram się. Mam nadzieję, że nie zrobię nic głupiego.
- Ja także. Ufam, że jesteś osobą rozważną, jednak i tak będę się martwić.
- To normalne. Kocham cię. Wiesz o tym?
- Tak Miki i ja także cię kocham.
- A jeszcze jedno. Możesz nie mówić o tym dziewczynom?  Boję się ich reakcji.
- Na razie nic nie powiem. Później musimy je wtajemniczyć. W końcu to także sprawa zespołu i po drugie jesteśmy przyjaciółkami.
- Masz rację. – Po tych słowach wyciągnęła szeroko ręce i zawiesiła mi je na szyi.
           Ja odwzajemniłam uścisk. Byłam troszkę zestresowana tą sytuacją, bo nie ufałam Woohyunowi. Mimo to, wiedziałam, że Miki jest silną i ogarniętą dziewczyną i może go sprowadzi do pionu.

***
           Nowy dzień pełen wrażeń zaczął się w bardzo szybkim tempie. Nie mogłyśmy spóźnić się na trening. Rano szybko przygotowałyśmy się i wybiegłyśmy z dormu. Najdłużej zajęły przygotowania Miki, bo musiałam pomóc jej zatuszować malinkę różnymi kosmetykami. W końcu lepiej, żeby nikt w wytwórni tego nie zauważył.
           W sali czekał na nas już nasz choreograf. Był w dobrym humorze, więc chwalił nasze postępy z każdym tańcem. Dzięki temu także, pozwolił nam na zakończenie z nim wcześniej i zajęcie się próbami wokalnymi. Wchodząc jednak z pomieszczenia, o mały włos nie wpadłam na Kyungsoo, który próbował wejść do środka.
- Aj, przepraszam. – Westchnęłam.
- To ja za gwałtownie chciałem wejść. – Uśmiechnął się.
- Blokujemy wejście. – Zauważyłam.
- Faktycznie. Ja i tak po ciebie. Musimy iść do gabinetu menadżera, więc choć.
- Dobrze. – Następnie zwróciłam się do dziewczyn. – Dołączę więc do was później.
- Jasne. Leć śmiało. – Dodała rozpromieniona Minhee.
           Ruszyłam zaraz za Kyungsoo. W pewnym momencie zwolnił kroku. Ja wyrównałam z nim i zastanawiałam się nad powodem zmiany tempa.
- Spokojnie. Mamy czas. – Zaczął. – Szczerze to mamy tam być za pół godziny, ale chciałem bardzo z tobą porozmawiać.
- Oj… Dobrze. – Szczerze się zdziwiłam.
- Po pierwsze cieszę się z naszego duetu. Bałem się, że nie zgodzisz się na niego.
- To zaszczyt z tobą zaśpiewać, po drugie, chyba nie pozwolili by mi odmówić.
- Racja. – Zaśmiał się. Spojrzał potem w sufit.
- Mogę o coś zapytać?
- Proszę.
- Czemu uciekłeś ostatnio przed Teayeon?
- Nie chciałem przeszkadzać. – Widać było, że chyba coś zmyślał. - Pewnie masz z nią wiele do obgadania. W końcu też jest liderką girlsbanndu i może wiele cię nauczyć.
- Ona? Raczej tego sobie nie mogę wyobrazić.
- Co masz na myśli?
- Nie lubi mnie. – Nie wiedziałam, czy powinnam była tak nagle mu to mówić, w końcu nie wiedziałam o nim za wiele.
- Co za ulga.
- Słucham?
- Smutne by było, jakbyś się z nią przyjaźniła. Musiałbym uważać na to co mówię. Za mną też nie przepada.
- Dlaczego?
- Nie mam pewności. Nie chcę też roznosić plotek. Zostańmy na tym, że oboje jesteśmy na jej czarnej liście.
           Zaśmialiśmy się. Na swój sposób była to zabawna sytuacja.
- Na dodatek tacy ludzie mnie peszą. – Dodał.
- Rozumiem. A chciałeś jeszcze o czymś pomówić?
- Skoro mogę ci ufać, to chciałbym jeszcze wiele tematów z tobą poruszyć, lecz na to będzie jeszcze czas. Może.. Wyskoczymy dziś wieczorem gdzieś? – Mówiąc to mrugnął do mnie troszkę nieporadnie.
- Aj… - Zestresowałam się. Nie chciałam rozpowiadać o powrocie do Henryego, a nie mogłam także zrobić mu nadziei. Musiałam szybko coś zmyślić. – Wiesz… Teraz trenujemy do późna. Muszę jeszcze nadrabiać zaległości. A przydałoby się też kiedyś odpoczywać. Do debiutu dużo pracy przede mną. – Powiedziałam to jednym tchem.
- Oczywiście… Przepraszam. Nie przemyślałem tego.
           Zaczął drapać się z tyłu głowy. Widocznie biedak się zestresował, bo wyczuł, że go spławiam. Mimo wszystko, co miałam innego zrobić? Na dodatek musiałam się pilnować. Namieszałabym, gdyby przyłapano mnie na spotkaniach z kolejną gwiazdą SM. Jeszcze fanki stwierdziłyby, że jestem jakąś puszczalską, czy coś. Im różne rzeczy przychodziły do głowy.
- Już czas, żeby wejść do gabinetu?
- Jeszcze mamy troszkę czasu. Jednak możemy spróbować, bo może już nie ma nic do roboty i przyjmie nas wcześniej.
           Przytaknęłam na te słowa i ruszyliśmy już szybszym krokiem pod odpowiedni pokój. Zapukałam niepewnie do drzwi. Usłyszałam stłumione „Można”. Tak więc weszliśmy spokojnie do środka.
- Już jesteście, to dobrze. – Rzekł menadżer wskazując nam siedzenia przed sobą.
           Posłusznie zasiedliśmy na nich. Czekaliśmy, aż do nas coś powie. On natomiast zaczął pospiesznie wertować papiery na biurku. Wyciągnął jakieś kilka stron i część dał mnie, a część Kyungsoo. Spojrzałam na to i od razu zauważyłam, iż są to słowa piosenki.
- To ostateczna wersja. Przyjrzyjcie się temu w domu. Od jutra będziecie uczyć się tego. Możecie spróbować opanować już tekst. Macie dwa tygodnie. Za tyle chcemy nagrać to i oczywiście teledysk do tego.
- Tak szybko? – Wyskoczył zdziwiony Kyungsoo.
- Oczywiście. Potem ona już nie będzie miała czasu.
- Ale ona przygotowuje się do debiutu i jeszcze jej dorzucacie takie coś do nauczenia się w krótkim czasie.
- Spokojnie. – Wtrąciłam. – Dam radę.
- Pytałem też trenerów i stwierdzili, że radzi sobie świetnie, więc nie ma co się obawiać moim zdaniem, o gotowość do debiutu.
- Dobrze. Przepraszam, że tak wyskoczyłem.
- Powinieneś zważać na słowa Kyungsoo. – Pierwszy raz usłyszałam tak surowy głos mojego menadżera.
- Przepraszam jeszcze raz. – Mówił, ze spuszczoną głową. Trochę mi zrobiło się go żal, bo w końcu to mnie chciał obronić. To miłe.
- To wszystko chyba co chciałem wam powiedzieć, możecie wrócić do swoich zajęć. I pamiętajcie. Czas nas nagli.
           Ukłoniliśmy się jeszcze na pożegnanie wychodząc z gabinetu. Już miałam pospiesznym krokiem ruszyć do dziewczyn i rzucić do Kyungsoo jakieś krótkie „pa”, ale on złapał mnie nagle za rękę, czym mnie zatrzymał. Spojrzałam na niego zdziwiona. Miał bardzo poważną minę. Przerażał mnie jego wzrok. Wyglądał, jakby nagle wstąpił w niego jakiś demon.
- Jeżeli dowiem się, że jesteś przemęczona, lub nie dajesz rady, a ty mi nic o tym nie powiesz, nie ręczę za siebie. – O co mu chodziło?  Naprawdę się tak martwił o mnie?
- Bywało gorzej. – Starałam się jakoś wybrnąć z tej sytuacji.
- Nie zmienia to faktu, że mogli ten duet zrealizować po twoim debiucie, jak będziesz miała więcej czasu.
- Obiecuję, że dam radę. – Dodałam pewnie i patrząc mu w oczy. Jego wyraz twarzy złagodniał.
- I tak będę się martwił.
- Nawet mnie nie znasz, a tak się mną przejmujesz.
- Znam cię lepiej, niż sobie możesz wyobrazić. – Uśmiechnął się.
- Znałam cię przed amnezją?
- Nie. Ty mnie nie.
- Nic nie rozumiem. – Zaczęło mnie to przerażać.
- Raz przypadkiem usłyszałem cię podczas próby śpiewu. Od tamtej pory bacznie się tobie przyglądałem. Po prostu twój głos mnie przyciągnął. – Mówił to z wyczuwalną radością w głosie. – Pewnie to brzmi dziwnie. Bałem się z tobą porozmawiać. Gdy tylko zapytali, kogo chcę do duetu, stwierdziłem, że nie może to być nikt inny niż ty. Przepraszam, że cię w to wciągam. Ja po prostu tak bardzo chciałem cię poznać.
- Kyungsoo… - Nie wiedziałam co mam powiedzieć. To brzmiało jak jakieś wyznanie miłosne.
- Przysięgam, że wcześniej zaciekawiłaś mnie tylko przez wzgląd na talent. Dopiero ostatnio, ciekawisz mnie… - Chwilę się zawahał i jego policzki zrobiły się różowe. – Jako kobieta.  
           Zamurowało mnie. Tym bardziej, że z bocznego korytarza znajdującego się za nim, wyłonił się Henry. Szybko wyślizgnęłam moją rękę, która Kyungsoo nadal trzymał. Modliłam się tylko o jedno w duchu. Żeby Henry nic nie słyszał.




środa, 25 maja 2016

Kiedy dorosnę: Rozdział 8


Witajcie!  Kolejny rozdział, dla was. Dziękuję za czytanie mojego opowiadania i pozytywne komentarze. Kocham was. :D I zapraszam do dalszego mobilizowania mnie kolejnymi komentarzami. :D

Kiedy dorosnę?
Rozdział 8




*Minhyuk*


           Gdy zorientowałem się, że każdy ma jakieś plany na wieczór wpadłem na pomysł. Wyciągnąłem swój telefon z kieszeni. Chwilę na niego patrzyłem wahając się. Zrobić to, czy nie zrobić. W końcu dała mi po coś ten numer. Odblokowałem ekran. Zacząłem wpisywać w listę kontaktów imię Taerin, gdy nagle stanął za mną Myungjun.
- Do kogo dzwonisz? – Wyskoczył znienacka.
- Nie ważne. Rozmyśliłem się.
- Taerin? Siostra Bory? Ładnie. Chcesz się z nią umówić.
- Mówię, że nie ważne już.
- Przestań się wstydzić. – Klepnął mnie w plecy. – Chwytaj szansę. Ona przyglądała się tobie. Na pewno się jej podobasz. Bylibyście dobrze dobrani razem.
- A co z karierą?
- Taki pracoholik, jak ty też musi czasami odpoczywać. A dziewczyny dają największe ukojenie.
- Może i masz rację. Boję się jednak, że coś popsuję.
- Bez powodu. Jeżeli wam nie wyjdzie, to znaczy, że ona nie jest ci przeznaczona.
- Dobrze. Spróbuję się z nią spotkać. A co z tobą?
- Jak ze mną?
- No nie podoba ci się Bora?
- Daj spokój.
- To nie przeszkadza ci to, że Dongmin poszedł ją odprowadzić do domu?
- Co? Ah ten człowiek. – Widać było po nim złość. Nie rozumiałem, o co mu chodzi. – Nie mam na nic już ochoty. Idę do dormu, bo reszta poszła na jakieś Bubble Tea.
           A takiego MJ’a to jeszcze nie widziałem. Nie miał humoru? Ostatnio tak było jak dostał ochrzan od trenera. Za pięć minut biegał szczęśliwy. Zdziwiło mnie jego zachowanie. Wyszedł z Sali trzaskając drzwiami.
           Ja wróciłem do mojego zmartwienia. Najwyższa pora by nacisnąć zieloną słuchawkę.


*Sanha*


           Udało mi się po treningu ubłagać Jinwoo, żeby wziął mnie na Bubble Tea. Dawno nie piłem jej i naszła mnie straszna ochota. Moonbin przyłączył się do nas, ponieważ nie miał co porabiać. Cieszyłem się. Miałem nadzieję, że pójdziemy wszyscy razem, ale inni znaleźli jakieś plany, lub im się nie chciało. Ostatnio niektórzy zachowywali się inaczej niż to robią na co dzień. Tylko ja Moonbin i Jinwoo zostawaliśmy chyba przy zdrowych zmysłach. Czyżby tamci dorastali, a my nadal byliśmy dziećmi? Wątpię, że to oto chodziło, jednak nie można było wykluczyć żadnej opcji.
           Na miejscu zastaliśmy kolejkę i pełne stoliki. A chciałem wypić ją na spokojnie siedząc. Moonbin stwierdził, że załatwi nam coś. Podszedł do pewnej dziewczyny, będącej do nas tyłem. Spytał ją, czy jest sama i przytaknęła. Potem zadał kolejne pytanie, czy będziemy mogli się dosiąść i się zgodziła. To było bardzo miłe z jej strony.
           Po zakupieniu wybranych przez nas napoi zasiedliśmy przy jej stoliku. Wtedy ją ujrzałem z bliska i z przodu, bo usiadłem naprzeciwko niej. Zacząłem się przyglądać uważnie. Słodka twarzyczka z nieśmiałym uśmiechem przyciągnęła mój wzrok. Prawdopodobnie miałem w tej chwili rumieńce na twarzy patrząc tak na nią. Miała krótko ścięte włosy, lecz to dodawało jej uroku.
- Dziękuję, że pozwoliłaś nam tu usiąść. – Skierował się do niej lider. Byłem zły na siebie, że się nie odezwałem pierwszy.
- Co tu dzisiaj tak wielki ruch? – Zapytał Moonbin.
- Wyprzedaże są w centrum obok i dużo ludzi zachodzi się tu czegoś napić. – Odrzekła miło brzmiącym głosikiem.
           Nagle wstała z miejsca, wzięła pusty kubek do ręki i zasunęła krzesło.
- Przepraszam, ale muszę się zbierać. – Mówiła kiwając głową.
- Nie zatrzymujemy cię. – Dodał Bin z swoim wspaniałym uśmiechem.
           Ja niestety takiego nie miałem. Nie chciałem jej pokazać zębów, na których jest aparat. Na dodatek nie umiałem wydusić z siebie słowa, a tak bardzo chciałbym poznać jej imię. Chyba nie było mi to dane. Postanowiłem sobie, że muszę więcej chodzić na Bubble Tea. Może uda mi się ją jeszcze spotkać.


*Minwoo*


           Dziewczyna wydawała się ciekawa. Mimo to, nie pasowała mi do Kangjoona. Jakoś nie widziałem jej z nim w związku. Bardzo lubiłem mojego przyjaciela i martwiłem się nim. Zawód miłosny to nic ciekawego. Musiałem mu pomóc, bo wkrótce, może pojawić się jakiś chłopak z którym Bora będzie chciała być i on się załamie. Wcześniej myślałem, żeby o nią trochę powalczył, lecz teraz nie widziałem już w tym sensu. On natomiast nie odrywał od niej wzroku. Uśmiechał się wiecznie do niej. Wczytać można było wszystko z niego jak z książki. Było bardzo źle.
           W pewnym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Zdziwiłem się kto mógł o tej porze wpaść.  Wychyliłem się do przedpokoju, jak tylko Bora tam pobiegła. Ujrzałem w wejściu śliczną i uśmiechniętą od ucha do ucha dziewczynę. Zaciekawiło mnie od razu kim jest i po co przyszła, a co ważniejsze na ile zostaje. Coś w niej było takiego, że zechciałem ją poznać od razu.


*Yurin*


           Dotarłam nareszcie pod wskazany adres. Błądziłam wcześniej, bo nie znałam za bardzo okolicy. Choć tak naprawdę często zdarza mi się gubić. Mieszkanie z zewnątrz wyglądało ciekawie. Nie wiem jak ją było na nie stać. Musiała dużo zarabiać w nowej pracy. Byłam z niej dumna. Może początkowo jej zazdrościłam, jak dostała propozycję, bo ja byłam dłużej fryzjerką, lecz szefowa miała rację. Nie potrafiłabym pracować z gwiazdami. I teraz szkoda mi było jej jak ją wylali.
           Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Szybko się otwarły i zobaczyłam moją przyjaciółkę uśmiechniętą na mój widok. Jednak moją uwagę przykuło coś innego. Jakiś człowiek wychylał się z innego pomieszczenia i gapił na mnie jakby zobaczył ducha, czy coś. Co ona sobie mężczyzn tutaj przyprowadzała? Nieźle.
- Witaj! – Krzyknęłam rzucając jej się na szyję, po czym wyszeptałem. – Co to za jeden?
- Zaraz ci ich przedstawię.
- Ich? – Piskłam. Czyżby załatwiła nam podwójną randkę? Jakie to urocze.
- W środku jest jeszcze jeden. Wchodź. Mam ci wiele do opowiedzenia.
           W salonie do którego mnie wprowadziła siedział nie kto inny, jak aktor Seo Kangjoon. Wielbiłam go. Często oglądałam coś ze względu na to, że on tam był. Wszystko o nim widziałam. Każdy pikantny szczególik. Miałam ochotę skakać do sufitu na jego widok, ale nie chciałam się wygłupić.
- Jestem Minwoo. – Wyciągnął w moją stronę rękę ten drugi.
Uśmiechnął się ukazując przy tym głębokie dołeczki. Szczerze nie był też taki zły. Mimo to. Kangjoon, to Kangjoon.
- A ja Yurin. Miło cię poznać. – Uścisnęłam na chwilkę jego dłoń i podeszłam do Kangjoona.
- Witam. – Rzekłam do niego i tym razem to ja podałam rękę.
- Jestem…
- Kangjoon. – Przerwałam pospiesznie. Na mojej twarzy pojawiły się zapewne rumieńce.
           Nagle pomiędzy nami pojawił się Minwoo.
- To jego znasz, a mnie nie? – Oburzył się.
Przyjrzałam mu się uważniej. Rzeczywiście nie zwróciłam wcześniej uwagi, że także jest aktorem. Park Minwoo. Co ci ludzie robią w mieszkaniu Bory? Byłam w szoku i nie mogłam wydusić z siebie słowa.
- Przepraszam. Teraz przypomniałam sobie kim jesteś.
- Zawsze jestem tym mniej ważnym. Przyzwyczaiłem się. – Zrobiło mi się głupio po tej jego wypowiedzi.
           Wtedy uświadomiłam sobie, że Kangjoon ma zawieszony wzrok na Borze. Wyglądało to tak, jakby była jego boginią. Czyli moją randką był Minwoo? Też dobrze. Ucieszyłam się w duchu. Spełniał wszystkie moje wymagania i wyglądał przeuroczo.
- Usiądźmy. – Zaproponowała moja przyjaciółka. – Muszę ci wiele wyjaśnić.
- Spokojnie. Wszystkiego się domyśliłam i twierdzę, że to cudowny pomysł.
- Co masz na myśli? – Zdziwiła się.
- Głupio mi tak powiedzieć bezpośrednio.
- Powiedz, bo nic nie rozumiem.
- No cieszę się, że wymyśliłaś podwójną randkę.
           Wtedy Kangjoon wypluł wodę, której brał łyka jak to mówiłam i zaczął kaszleć. Minwoo wybuchł śmiechem. Zaś Bora popatrzyła na mnie z szokiem wypisanym na twarzy.
- To nie jest randka! – Wybuchła. – Oni przyszli tu bez wcześniejszej zapowiedzi. Inaczej uprzedziłabym ich o spotkaniu z tobą. Na dodatek zapomniałaś, że tacy chłopacy jak oni nie są w moim typie. – Dodała.
           Ja po tych słowach zerknęłam na reakcję Kangjoona. Spuścił wzrok i przyglądał się podłodze. Było mi  go strasznie żal.
- Przepraszam. Nie pomyślałam. – Nie potrzebnie wypowiadałam na głos moje przypuszczenia. Trzeba było najpierw wysłuchać Borę.
- Chcesz wiedzieć, jak to się stało, że tu mieszkam?
- Zamieniam się w słuch.
           Bora zaczęła mi potem opowiadać o tym, jak dogadywała się ostatnio w pracy z młodszymi członkami zespołów. Potem skupiła się na szczegółowym opisaniu poznania zespołu Astro co okazało się w dalszej historii istotne. Mówiła o tym jak została zwolniona, bo nie mogła wcześniej opowiedzieć mi szczegółów. Byłam zaciekawiona jej przygodami. Potem wyjaśniła mi, że to mieszkanie jest Kangjoona i że jak się podniesie to poszuka coś swojego. Dodała jeszcze, że często odwiedza ją ktoś z Astro i bardzo lubi te dzieciaczki.
           Kiedy już znałam jej całą historię z ostatnich dni zaczęliśmy integrować się z panami, którzy tam z nami byli. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach. Ja bałam się, że Kangjoon zauważy mój wzrok na sobie, lecz on był zaślepiony Borą. Tak bardzo chciałam wiedzieć czy ona mu się podobała.
           Gdy zrobiło się późno i zaczęłam się zbierać Minwoo zaproponował odprowadzenie mnie. To miłe z jego strony. Mimo to, obawiałam się, że po prostu chce zostawić Kangjoona z Borą sam na sam. Gdyby on jeszcze podobał jej się także nie martwiłabym się tak. Wyszłam jednak z moim nowo poznanym znajomym.


*Taerin*
           Byłam taka szczęśliwa, kiedy telefon zadzwonił i wyświetliło mi się na nim zdjęcie Minhyuka. Znalazłam je w Internecie i było takie urocze. Odebrałam szybciutko, żeby nie musiał czekać. Usłyszałam jego wspaniały głosik, który zaproponował mi spotkanie i prawie się rozpłynęłam. Ledwo poznałam go, a nie mogę o nim przestać myśleć od spotkania u mojej siostry. Bałam się, że nie zadzwoni, bo był nieśmiały z tego co widziałam. Na szczęście się odważył.
           Szykowałam się dość długo do wyjścia. Nie potrafiłam zdecydować się co ubrać. W końcu chciałam mu się bardzo spodobać. Mama też nie pomogła. Stwierdziła, że we wszystkim wyglądam ślicznie i nie potrafiła zrozumieć mojego przejęcia. Biegałam z kąta w kąt. Wreszcie znalazłam sukieneczkę, którą uwielbiałam. Dobrze się w niej czułam, a jej pastelowe kolory idealnie pasowały do mojej cery. Założyłam ją pospiesznie i zbiegłam na dół, bo jak się okazało pojawił się Minhyuk.
           Stał z białym misiem w ręce i wyciągnął go w moją stronę, jak wyszłam. To było takie kochane. Jeszcze ten jego uśmiech. Oddałabym wszystko, żeby zachował go tylko dla mnie. Niestety skoro jest celebrytą na okrągło musiał go używać.
           Podbiegłam do niego i chwyciłam pod rękę, na co on zagregował zaskoczeniem. Szliśmy tak w milczeniu przez chwilę. Widocznie znowu odebrało mu mową. Musiałam przejąć pałeczkę.
- Dzisiaj znowu miałeś ciężki trening.
- Nie był tak ciężki. Bardzo lubię trenować.
- Pracuś z ciebie? – Zażartowałam.
- To nie tak.
- Jak to? Słyszałam, że gwiazdy takie jak wy mają wyczerpujące zajęcia. A ty to lubisz.
- Po prostu podchodzę do tego z pasją.
           Spojrzałam na jego oczy. Świeciły się, gdy mówił o tańcu i pracy. Rzeczywiście musiał to kochać.
Reszta wieczoru zleciała szybko. Jednak było warto. Mogłam bliżej poznać Minhyuka i z minuty na minutę coraz bardziej go lubiłam. Był ideałem, jakich mało.


*Bora*


           Jak tylko Yurin i Minwoo wyszli postanowiłam porozmawiać z Kangjoonem.
- Czy jesteś blisko z Eunwoo?
- Tak. A coś z nim nie tak?
- Właściwie nie wiem. Jak was zobaczył pod mieszkaniem dziwnie się zachowywał. Był jakby zły i myślał, że mi przeszkadza.
- Rzeczywiście coś nie tak. Porozmawiam z nim później. Jest dla mnie jak młodszy braciszek.
- Dziękuje. Będę spokojniejsza, jak to zrobisz. – Liczyłam  na niego. – A i jeszcze jedno. Yooil to  wścibski typ.
- Oj coś chciał od ciebie?
- Wypytywał o powód odrzucenia. – Może za mało łagodnie to powiedziałam, bo zauważyłam jak smutek wypisał się na jego twarzy.
- Wybacz za niego. Jemu też powiem co o tym myślę.
- Nie musisz. Zdenerwował mnie tym, dodatkowo dlatego, że nie byliśmy sami.
- Co za..
- Spokojnie. Załatwiłam to po cichu. – Uspokoiłam go.
- To dobrze. Ja się zbiorę, żeby jeszcze wejść do Dongmina.
- Jasne. – Odrzekłam.
           Odprowadzałam go do wyjścia. Wziął swoją kurtkę po czym odwrócił się gwałtownie znowu w moją stronę, a że szłam i nie spodziewałam się, że on zatrzyma się byliśmy nagle blisko siebie. Odległość była niebezpieczna. Zauważyłam, że wystraszył się. Potem zaczął zniżać swoją twarz ku mojej. Wiedziałam co się święci. Zrobiłam więc krok do tyłu. Czy on nie rozumiał mnie? Mi było trudno w takiej sytuacji. Pocałunków mu się zachciewa. Widząc mój ruch w tył ocknął się chyba bo zaczął drapać się w tył głowy i wyprostował się.
- Przepraszam. – Rzekł i zakręcił się wokół własnej osi.
           Następnie szybko otworzył drzwi i wyszedł. Mogłam tylko jeszcze patrzeć na jego oddalającą się zakłopotaną sylwetkę. Wpadł na jakąś kobietę przez przypadek i przepraszał i nie wiem czemu rozśmieszyło mnie to. Chyba nie byłam zbyt okrutna?





poniedziałek, 23 maja 2016

Utracone wspomnienia: Rozdział 13



Zapraszam do czytania i komentowania. Pozdrawiam moich kochanych czytelników. :D

Utracone wspomnienia
Rozdział 13

           Bałam się odebrać ten telefon. Na dodatek moje serce mocniej biło z powodu burzy. Wreszcie zdecydowałam. Nacisnęłam zieloną słuchawkę. Na początku nie usłyszałam nic. Zdziwiło mnie to i już miałam się rozłączyć.
- Gdzie jesteś? – Zapytał nagle.
           Nie miałam pojęcia co odpowiedzieć. Po pierwsze, wystrzelił z tym niespodziewanie. Po drugie nie do końca wiedziałam, gdzie jestem.
- Nie za bardzo wiem, jak mogłabym wyjaśnić miejsce mojego pobytu. – Zdałam się na szczerość.
- Nie rozumiem.
- Jak zaczęła się burza weszłam, do pierwszej lepszej kamienicy.
- A na jakiej ulicy to było?
- Skąd takie szczegółowe pytania?
- Jadę po ciebie.
- Jak to jedziesz?
- Wytłumaczę ci na miejscu. Dokąd szłaś, albo skąd wracałaś?
- Wracałam z najbliższego hipermarketu.
- Dobrze. Rozłączę się i zaraz będę.
           Następnie usłyszałam dźwięk rozłączonego połączenia. Nic nie pojmowałam. Czemu się odezwał? Dlaczego po mnie jedzie?  I jak tu trafi? Nasuwały mi się jedynie pytania. Stałam tak jeszcze krótką chwilę. Zmoknięta i zmarznięta. Byłam jeszcze zmęczona fizycznie i psychicznie tym dniem. Najchętniej zasnęłabym tu, lecz strach sprawiał, że budziła się we mnie czujność.
           Drzwi wejściowe otworzyły się, a w nich zobaczyłam jego. Miał tylko lekko zmokniętą grzywkę. Wyglądał na przerażonego, ale po zobaczeniu mnie, zawitał u niego uśmiech. Od razu rzucił się na mnie w celu przytulenia. Ściskał mnie mocno, jakby chciał połamać mi wszystkie kości, a ja nie chciałam mu tego mówić, bo bałam się, że wtedy przestanie mnie tulić. Tak bardzo kochałam jego zapach. Mogłam teraz powdychać go głęboko. Mogłam poczuć ciepło, jakim mnie obdarzał. Nie wiedziałam skąd taka nagła zmiana i nie obchodziło mnie to.
           Takie chwile nie trwają wiecznie. W pewnym momencie odsunął mnie od siebie. Złapał moją twarz w swoje dłonie. Patrzył mi prosto w oczy, jakby czegoś w nich szukał.
- Musimy iść do auta.
- Ale burza…
- Spokojnie. – Przerwał mi. – Mam je pod samymi drzwiami tego budynku.
- Jak mnie znalazłeś?
- Zaglądałem do każdej kamienicy na tej drodze. A raczej zamierzałem tak zrobić. Na szczęście byłaś w tej pierwszej. Choć już.
           Złapał mnie pod rękę i wyciągnął na zewnątrz. Samochód rzeczywiście stał bardzo bliziutko, więc pospiesznie otworzył mi drzwi pojazdu i weszłam do środka.
W drodze panowała między nami długa cisza. Bałam się odezwać. Nie wiedziałam także co mam powiedzieć. Chciałam go o tak wiele zapytać. Na dodatek byłam strasznie przemęczona. Nie mam pojęcia kiedy zasnęłam.

***
Ocknęłam się, kiedy samochód zatrzymał się i Henry wyszedł z niego. Przetarłam oczy i wyjrzałam za okno. Byliśmy pod jego mieszkaniem. Tym w którym chwilowo z nim mieszkałam. Zdziwiło mnie to bardzo. W końcu chciałam zrobić dziewczynom ten deser.
           Kiedy podszedł otworzyć mi drzwi, dopiero zauważył, że się przebudziłam i uśmiechnął się, tym uśmiechem, który tak strasznie mi się podobał. Nic nie rozumiałam, a nie pytałam o nic, by nie psuć chwili.
- Dobrze, że się ocknęłaś, bo nie wiem, czy mam na tyle siły, żeby cię wnosić, a szkoda było cię budzić.
- Henry, dlaczego…
- Wejdźmy najpierw do środka. Dobrze? - Przerwał mi.
- Jasne. - Zgodziłam się i odpięłam pasy.
           Weszliśmy szybko do środka. Zauważyłam od razu na wejściu, że w kuchni leżał brudny talerz. Nie jestem pedantką, czy coś. Jednak było dla mnie dziwne to, bo przecież ostatnio ja tu spędzałam czas, a na pewno po sobie sprzątałam. Postanowiłam, że poczekam aż może to samo się wyjaśni.
- Nie chcesz najpierw odświeżyć się w łazience po tym przemoknięciu i przebrać się?
- Może to dobry pomysł. Mam nadzieję, że nie unikasz rozmowy.
- Spokojnie. Nie unikam. - Po tych słowach znowu uniósł kąciki ust.
- Tylko, że ja wzięłam wszystkie ciuchy do dormu.
- Możesz ubrać moje dresy. Weź sobie z szafy z mojego pokoju, jeżeli to nie problem.
- Nie ma sprawy. - Dodałam zadowolona.
           Nie wiem, co mnie tak cieszyło. Może myśl, że będę mogła poczuć jego zapach, napatrzyć się na niego i spędzić z nim czas? Nawet nie wiedziałam, czemu tu jestem.
           Jego pokój był duży i przytulny. Czasami do niego wchodziłam, jak nie było go. Wszystko co znajdowało się w tym pomieszczeniu, było w odcieniach brązów i szarości. Ogromne łóżku musiało być strasznie wygodne, lecz bałam się na nim nawet usiąść. Gdy gładziłam na nim pościel, znowu napłynęło do mnie wspomnienie.

           Siedziałam na tym łóżku z Henrym. Miałam opartą głowę na jego ramieniu i trzymałam je swoją ręką. On miał na nogach laptopa i pisał w nim, jakieś ważne pismo do SM.
- Henryyyy. - Przeciągnęłam jego imię i obróciłam się tak, by widzieć jego reakcję.
- Słucham skarbie.
- Dziś znowu będzie burza. Strasznie się boję. - To było mało powiedziane.
- To tylko zjawisko pogodowe.
- Wiem… - Spuściłam wzrok.
           Westchnął i odłożył sprzęt na szafkę nocną. Złapał moją twarz w dłonie i ścisnął policzki. Przez to usta ułożyły mi się w dziubek. Bolało to troszkę. On zaczął się śmiać, prawdopodobnie z tego, jak wyglądałam.
- Cfo tfy lobis? – Ledwo wysepleniłam.
           Puścił mnie, ale nadal patrzył mi w oczy z bananem na ustach.
- Śpij tutaj dzisiaj. Będziesz mogła się do mnie wtulić, jak będziesz się lękać.
           Moje oczy zaświeciły się, a jednocześnie zawstydziłam się i oblały mnie różowe rumieńce.
- Jesteś pewien?
- Oczywiście. To będzie na pewno przyjemne. – Mówiąc to uniósł wzrok ku sufitowi. Jakby się rozmarzył.
           Przyglądałam się mu jeszcze. Lubiłam patrzeć na jego twarz, szczególnie jak był zamyślony. Wiedział o tym, bo kiedyś mu to powiedziałam . Nagle wybuchnął śmiechem. Nie wiedziałam co tym razem go rozśmieszyło.
- Co znowu?
- Specjalnie udałem zamyślenie, żeby sprawdzić, czy będziesz się na mnie gapić.
           Zdenerwowałam się i lekko uderzyłam go pięścią w ramie.
- Aua. Przepraszam. – Rzekł łapiąc się za miejsce w które go trafiłam. – Coś ci obiecam.
- Słucham cię uważnie.
- Już w żadną burze nie zostawię cię samej. Zawsze będę się zjawiać.
- Przecież nie za każdym razem będziesz w pobliżu.
- Nie istotne. To chociaż zadzwonię, czy coś.

           Nie mogłam przypomnieć sobie co było dalej. A tak bardzo tego chciałam. Wydawało mi się, że była to wspaniała chwila. Szkoda, że moja pamięć była tak nieposłuszna. Zamyśliłam się. A więc, może dlatego przyjechał? Przypomniała mu się obietnica? Ciekawe. Postanowiłam szybko się przebrać i dowiedzieć się tego.
           Kiedy już podeszłam w jego ciuchach do kuchni było tam przygotowane jakieś jedzenie wydające przesmaczny zapach. Zbliżyłam się. On stał i doprawiał jeszcze to co znajdowało się na talerzu. Następnie nalał do szklanek soku z czarnej porzeczki.  Wziął do ręki jeden talerz i szklankę, a ja zabrałam drugi zestawi i usiedliśmy na kanapie kładąc swoje kolacje na stole.
- Tak więc pewnie zastanawia cię czemu tak nagle się zjawiłem i czemu jesteśmy tutaj?
- Dokładnie.
- A więc.. Zjawiłem się, bo coś sobie uświadomiłem. Złamałem wszystkie dane ci obietnice. Przecież powtarzałem,  że już zawsze będę przy tobie, że się nie rozstaniemy i nie oddalimy od siebie. A na dodatek, że w każdą burzę się zjawię obok ciebie. Właśnie dzięki tej burzy wszystko zrozumiałem. Próbowałaś do mnie dotrzeć i to wyjaśnić, a ja byłem uparty. Chcę cię bardzo przeprosić i błagam o wybaczenie.
- Głuptasie. Jasne, że ci wybaczę. Jednak to twoja ostatnia szansa.
- Dlaczego? – Mówiąc to zrobił minę zbitego psa.
- Ja strasznie się czułam po tym co wymyśliłeś. Nie chciałam zawieść dziewczyn, więc jakoś się trzymałam. Nie umiem sobie wyobrazić, żebyśmy mieli nie widywać się dwa miesiące.
           Zaśmiał się. Coś za bardzo było mu tego dnia do śmiechu. Pewnie dlatego, że znowu spędzaliśmy razem czas.
- Jesteś ode mnie uzależniona. A wiesz, czemu cię tu zabrałem?
- Nie do końca.
- Dzwoniłem do dziewczyn, powiedziały, że przydałby ci się odpoczynek.
- Jak to? Przecież pracuję tyle samo co one.
- Nie prawda. W dormie nie masz chwili wytchnienia podobno. Tańczysz po kątach i gotujesz. Tutaj masz odpoczywać przez ten weekend skoro już dali ci go wolny.
- Kiedy ja muszę…
- Umiesz już zapewne wszystko perfekcyjnie. Przestań się przemęczać. Trzeba czasami dać odpocząć swojemu organizmowi. W ten sposób szybko trafisz do szpitala.
- Henry… - Wyszeptałam.
- Ja siedzę w tym dłużej, więc wiem co mówię.
- Dobrze. – Spuściłam głowę, a on złapał mnie za podbródek i z powrotem uniósł do góry.
- Wolę jak patrzysz na mnie, a nie na podłogę. – Rzekł znowu uśmiechnięty.
- Mam jeszcze jedno pytanie. – Znowu przypomniało mi się to, co nurtowało mnie od dłuższego czasu. – Czy my… - Nie potrafiłam tego po prostu powiedzieć.
- Czy co?
- Czy… kochaliśmy się? – Jednocześnie oblałam się rumieńcami.
- Oczywiście. Darzyliśmy się ogromnym uczuciem. Skąd to pytanie? – Oczywiście odebrał to inaczej.
- Widzisz… Źle mnie zrozumiałeś.
- Wyjaśnij mi.
- Chodzi mi oto, czy miałam już za sobą swój pierwszy raz.
           Wytrzeszczył na mnie oczy. Potem zaczął nimi mrugać. Pierwsza myśli jaka mi przyszła, to ta, że robiliśmy to, a on jest w szoku, że tego nie pamiętam.
- Nie. – Nagle wystrzelił. – Nie chciałaś tego jeszcze robić. Nie byłaś gotowa.
- Ufff. Ulżyło mi.
- Czemu?
- Bałam się, że nie pamiętam takiego czegoś.
           Spojrzał na mnie radośnie. Ja trochę zawstydzona tym pytaniem szybki zmieniłam temat.
- Czy ktoś tu przesiadywał ostatnio?
- W jakim sensie?
- Widziałam brudny talerz. A ja pomyłam po sobie.
- Ah. No widzisz, bo ja przychodziłem tu, jak było mi źle i smutno, bo nie chciałem martwić chłopaków.
- Było ci źle?
- Bo nie miałem, jak spędzać z tobą czasu. – Uśmiechnął się szeroko, a ja odpowiedziałam tym samym.
- Coś jeszcze może chcesz wiedzieć?
- Raczej nic na razie mi do głowy nie przychodzi.
- Dobrze. W takim razie. Pójdźmy już spać.
- Mogę znowu z tobą zasnąć?
- Znowu?
- Przypomniała mi się ta burzliwa noc, w którą obiecałeś być przy mnie w każdą taką pogodę, jak byłam w twoim pokoju.
- Dobrze. W takim razie, będziemy dzisiaj razem spać. – Przy tych słowach pogłaskał mnie po policzku.
Po skończonej kolacji, odnieśliśmy naczynia do kuchni. Chwilę jeszcze rozmawialiśmy, bo przecież tyle czasu się nie widzieliśmy. Opowiedziałam mu również, o sytuacji z Taeyeon. Był zły, lecz nie miał co na to poradzić, więc ochłonął. Potem poszłam wziąć jeszcze prysznic, a on czekał na mnie w łóżku.
           Kiedy weszłam do jego pokoju chwilowo się zachwiałam. Niby z nim już spałam i zdarzyło nam się zasnąć na kanapie, ale jakoś dziwnie byłam zestresowana sytuacją. On leżał i rozwiązywał krzyżówkę i nie zwrócił uwagi, że stoję jak słup soli, zamiast się koło niego położyć. Przełamałam się w pewnym momencie i powoli najpierw zasiadłam na legowisku. On poczuł widocznie to, odłożył momentalnie krzyżówkę i położył się bardziej. Poklepał miejsce obok siebie, żebym się zbliżyła. Dosunęłam się troszkę bliżej, lecz bałam się całkowicie blisko. Leżeliśmy wpatrzeni w siebie. On się uśmiechał, ja byłam osłupiała. Zaczął mi gładzić ręką twarz. Czułam, że robię cała czerwona, więc pośpiesznie wtuliłam się niego chowając ją w jego torsie. Na szczęście miał na sobie koszulkę, bo bym nie zniosła tego. On tylko się zaśmiał i dał buziaka w czubek głowy. Chyba zasnęłam w tej pozycji czując się bezpiecznie.