Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Do. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Do. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 marca 2022

Lekcje miłości: Rozdział 10

Lekcje miłości

Rozdział 10


*Eunmi*


                Byłam zadowolona, że Kyungsoo zaprosił mnie na czekoladę. To było coś, czego bardzo potrzebowałam w taki dzień. Porozmawiać, odprężyć się i zjeść coś pysznego. Nie mogłam zapomnieć o wydarzeniach z rana, a mimo to, wyjście z nim dało mi więcej optymizmu. Zaczynałam się obawiać tego, jak reagowałam na towarzystwo tego chłopaka. Nie chciałam wzbudzać w sobie żadnych uczuć względem niego. Nie powinnam. On po prostu chciał się zaprzyjaźnić i wesprzeć mnie i nie było co liczyć na coś więcej...

— Myślisz, że tam mają dobrą czekoladę? — rzekł do mnie, a ja pospiesznie spojrzałam na to jakie miejsce wskazywał. Znałam dobrze tą pijalnię... Mama kiedyś zabierała mnie do niej co jakiś czas. Przecież byłam kiedyś z nią tak blisko. Kiedy tak się od siebie oddaliłyśmy?

— Uważam, że to dobre miejsce. — Uznałam, że nie będę zdradzać mu, jak bardzo pragnęłam tam wejść i sprawdzić ile zmieniło się od mojej poprzedniej wizyty w tym miejscu. Bałam się, że zobaczę całkowicie inne wnętrze i to uświadomi mnie o tym, jak wiele czasu minęło.

                Musieliśmy przejść na drugą stronę jezdni i ja byłam wtedy bardzo zamyślona. Przypominałam sobie najlepsze chwile spędzone w tym miejscu. Zatęskniłam za tym wszystkim... Niestety szarpnięcie mnie za łokieć do tyłu, wybudziło mnie z tego. Oczywiście to Kyungsoo powstrzymał mnie przed ślepym wejściem na ulicę, kiedy świeciło się czerwone światło. Gdybym szła sama, mogło mnie w tamtej chwili coś rozjechać.

— Jesteś zbyt rozkojarzona, więc poprowadzę cię do pijalni. — Wraz z tymi słowami, chwycił mnie pod ramię, a ja zastygłam. Dawno nikt nie trzymał mnie w ten sposób. Czułam jak moje chore serce przyspiesza na myśl, że mogłabym chodzić w taki sposób codziennie z nim. Musiałam pozbyć się tej myśli, ale nie chciałam. Czy coś złego robiłam mu, wyobrażając sobie takie rzeczy?

                Do naszego celu weszliśmy w milczeniu. Zasiedliśmy przy pustym stoliku na którym leżały menu w kształcie sztabki czekolady.... Wnętrze jednak się nie zmieniło. Zostało tylko delikatnie odświeżone, co mnie uspokoiło. Kyungsoo zajął się przeglądaniem propozycji czekolad wypisanych na karcie, więc i ja spojrzałam na nią. Ceny poleciały u nich w górę, co mnie już nie zadowoliło. Zawsze liczyłam każdy grosz i rzadko wydawałam pieniądze na zachcianki. Mimo to, wstyd byłoby mi się wycofać, więc uznałam, że muszę to przeboleć. Po chwili zjawiła się koło nas ekspedientka.

— Mogę przyjąć państwa zamówienie? — zapytała przyjemnym głosem, na co jej przytaknęliśmy, a Kyungsoo wskazał, bym to ja pierwsza powiedziała swoje.

— Poproszę białą czekoladę z gałką loda kokosowego, z dodatkiem syropu z malin — oznajmiłam, a ona zanotowała wszystko uważnie, wtedy zobaczyłam, iż on się delikatnie zaśmiał.

— Ja także chciałbym to samo. — Dziewczyna na to przytaknęła i udała się zapewne zrealizować to, a ja spojrzałam z lekkim zdziwieniem na chłopaka naprzeciwko mnie. — Nie wierzę, że zapragnęliśmy zjeść to samo — stwierdził, a ja przez to zadrżałam delikatnie z emocji.

— Ja zawsze wybieram to połączenie — wyjaśniłam mu.

— Ja też — odparł szeroko uśmiechnięty, a ja miałam ochotę rozpłynąć się.

                Co raz lepiej dogadywałam się z nim, on doskonale mnie rozumiał, a nasze gusta były takie podobne... Nie wiedziałam, czy odebrać to jako znak, iż pasowaliśmy do siebie. Niestety, nawet jak tak było, to nie moglibyśmy być razem. A szkoda, bo coś czułam, że ja za bardzo angażowałam się w tę znajomość. Nie chciałam skończyć ze złamanym sercem, a to jedyne co mogłoby się wydarzyć, jeżeli rzeczywiście bym się w nim zakochała.

— Co takiego wydarzyło się rano u twojej mamy w szpitalu? — spytał mnie nagle, przez co wróciłam na ziemię.

— Spotkałam mamę z jakimś mężczyzną. Wyglądał na bliższego mojego wieku, a obejmował dłoń mojej mamy i przedstawił się jako jej przyjaciel. Zdziwiło mnie to. Nigdy wcześniej go nie widziałam. Dodatkowo moja mama wolała, by to on został, a ja miałam wyjść, choć dopiero co przyszłam. Czy to nie wydaje się dziwne? — Sama nie wiedziałam, czemu moje słowa tak swobodnie wyleciały. Ostatnio miałam ochotę mówić mu o wszystkim, co działo się u mnie na co dzień, a nie byłam nigdy wylewnym człowiekiem.

— Nie chcę się wtrącać, ale to wygląda tak, jakby twoja mama miała jakiegoś mężczyznę. — Ewidentnie bał się wyrazić swoje zdanie na głos. Pewnie nie chciał mnie lub mojej matki urazić.

— Też tak uważam niestety i mnie to martwi. Nie czuję, żeby on miał czyste intencje względem niej — wyznałam to szczerze zaniepokojona. Widać było, że on rozumiał moje obawy.

— A co z twoim ojcem, jeśli mogę zapytać? — wydukał nieśmiało, a ja posłałam mu delikatny uśmiech, by dodać mu otuchy, że to pytanie było całkiem normalne.

— Po rozwodzie nie rozmawiają z mamą. Ona nie chce go znać, a on nie chciał już się wtrącać w jej życie. Moja mama uważa, że tata ją zdradzał. Miała niby na to dowody... Ja byłam mała i tego nie pamiętam, jednak dziwi mnie to, że skoro miał kogoś rzekomo, to czemu mieszka teraz sam, a nie ze swoją jedną z kochanek? Kiedy odwiedzam go, zawsze jest taki skołowany i nie wiem o czym z nim rozmawiać. Nie miał zakazu widywania mnie, jak byłam jeszcze niepełnoletnia, a nigdy mnie nie odwiedził. To mama podrzucała mnie do niego, jak potrzebowała nade mną opieki, potem jak dojrzałam, to namawiała mnie, bym go odwiedzała i ja posłusznie to robiłam. Niestety... Z wizyty na wizytę jest coraz bardziej zamknięty i czuję się niezręcznie w jego towarzystwie. — Zdziwiłam się po zakończeniu tej wypowiedzi, że wszystko to wyjawiłam mu. Wstydziłam się przez moment tego, iż nie opanowałam swojego języka, a z drugiej strony pragnęłam, by powiedział tylko jedno słowo...

— Rozumiem... — wraz z tym upragnionym wyrazem, dotknął mojej dłoni i delikatnie ją pomasował, co wywołało u mnie przyjemne dreszcze i znowu pobudziło moje krążenie. — Może powinnaś wprost zapytać swojego ojca, czy zdrada była prawdziwym powodem rozwodu? — Miał rację, mogłam to dawno zrobić. Mimo to, uznawałam to za nieistotne do tej pory. Miałam wątpliwości, lecz nie widziałam sensu ich rozwiania. Dopiero teraz, gdy doznałam dziwnego zachowania mojej mamy, wiedziałam, że poznanie prawdy mogło wiele wyjaśnić.  

— Zrobię tak. Mógłbyś udać się do niego ze mną? — Dopiero jak zadałam to pytanie uświadomiłam sobie to, jak głupie to było. Odwiedziny ojca z jakimś mężczyzną mogłyby zostać odebrane jednoznacznie, a tego nie chcieliśmy... — Przepraszam to głupi pomysł. — Szybko się poprawiłam, a on ewidentnie poczuł ulgę. Zrozumiałam, że było ze mną coraz gorzej. Przywiązywałam się do niego w zły sposób. Bałam się, że w końcu to mnie zaboli, a i tak wiedziałam, że nie odważę się wycofać z tej znajomości.

 

*Anri*

 

                Nie mogłam się doczekać spotkania z Sehunem. Nie miałam pojęcia, jak odebrać jego zaproszenie. Widocznie chciał się ze mną zaprzyjaźnić, co mi schlebiało. Chłopak wydawał się naprawdę w porządku, a w dodatku byliśmy w tym samym wieku. Mimo to, czasem jeszcze dobijała mnie myśli, że wolałabym, by to Baekhyun zaproponował mi taki wypad. Wiedziałam niestety, że on nie był mi pisany i musiałam sobie wybić z głowy to, że kiedykolwiek gdzieś się ze mną wybierze w takim charakterze w jakim bym chciała.

— To co, idziecie dziś do nas? — zapytał mnie i siostrę Baek z szerokim uśmiechem. Wiedziałam, że zależało mu bardziej na obecności mojej siostry, mimo to, musiałam i tak się udać do dormu, by tam spotkać się maknae zespołu.

— Ja nie wiem jak Anri, lecz ja muszę udać się dziś do domu. Mam dużo nauki i muszę to wszystko ogarnąć. — Widziałam jak na to zareagował. Posmutniał momentalnie... Między nimi coś się zaczynało, a ja zamiast im pomagać, to tylko myślałam o swojej zazdrości. — Jeszcze chciałam ci podziękować, że zaopiekowałeś się mną, jak byłam pijana — dodała to w bardzo nieśmiały i uroczy sposób. Z takiej strony, ja jej jeszcze nie widziałam..

— Nie ma sprawy — odpowiedział jej drapiąc się w tył głowy, jakby z zakłopotania... Im naprawdę przydałaby się pomoc, bo oboje wyglądali na jakichś nieporadnych kochanków.

                Po chwili pożegnali się, a ja szeroko uśmiechnęłam się do Baekhyuna. Czekała nas samotna podróż do jego dormu i coś czułam, że będzie niezręcznie. On naprawdę chciał z nią spędzić dzień, a ja jechałam po prostu by zobaczyć się z Sehunem. Chciałam też o nim zapomnieć, więc nie zamierzałam w drodze do ich mieszkania odezwać się nawet słowem.  Musiałam przez jakiś czas się od niego odizolować. Niestety nic nie szło po mojej myśli. Wracając to on zaczął konwersację.

— Może zagramy w coś dzisiaj? — zaproponował, a ja miałam ochotę na to przystać, jednak nie miałam zamiaru wystawić jego kolegi.

— Przykro mi, jadę z tobą tylko dlatego, że umówiłam się, iż wyjdę gdzieś z Sehunem. — Czułam się dumna z siebie, że to powiedziałam wprost.

— Oh czyli romans się nam zaczyna kolejny? — stwierdził z cwaniackim uśmiechem, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Czemu niby tak pomyślał? Przecież ja ani trochę nie wyglądałam na zainteresowana tamtym, a już na pewno nie podobałam się jemu.

— To nie tak jak myślisz. — Byłam bardzo oburzona mówiąc to, nie życzyłam sobie dopowiadania niczego do tego spotkania.

— Wiesz, że tak się to zaczyna? Najpierw dwójka osób sobie powtarza: to nie tak jak myślicie... A potem są parą. — Miałam nadzieję, że żartował sobie w tamtym momencie. Mimo to, nabrałam ochoty na odwet.

— A ty i Shinra? Co na to powiesz? — wygarnęłam mu to, bo czułam, że odpowie to samo i nie przyzna mi się do tego, czy mu się podoba.

— Owszem, jest w moim typie i chciałbym z nią być, lecz nie spieszę się, bo wiem, że niedawno wiele przeszła przez chłopaka. — Tego się nie spodziewałam. Był szczery ze mną do bólu. Z jednej strony cieszyło mnie to, że nie owijał dłużej w bawełnę. Na pewno ona potrzebowała kogoś takiego jak on. Z drugiej strony... To uczucie zazdrości samo się pojawiało. Nie potrafiłam kontrolować tego, że mnie to zasmuciło. — Ja powiedziałem prawdę, więc ty też przestań siebie i innych oszukiwać i przyznaj...

— Nie mogę. Naprawdę chodzi mi o zwyczajne spotkanie. To on mnie zaprosił pewnie, by mnie pocieszyć, po tym jak martwiłam się o Shinrę. — Oczywiście musiałam ominąć tę część, że tak naprawdę w pewnym sensie wygadałam mu, iż byłam zazdrosna o niego i chyba bardziej przez to Sehunowi było mnie żal. Nie mogłam przyznać się do tego.

— Jak wolisz... Ja tam uważam, że nasz maknae nie zaprosiłby cię nigdzie bez powodu. Nawet jak się zaprzyjaźniał z jakimiś dziewczynami, to rzadko z nimi wychodził. Wtedy po prostu spędza z nimi czas w naszym gronie i tyle. To jest randka. Jak nie dla ciebie, to chociaż dla niego.

                Wypowiedź Baeka bardzo mi się nie spodobała. Wmawiał mi na siłę charakter tego spotkania. A co jeśli bym była naiwna, uwierzyła mu, a okaże się inaczej? Może akurat Sehun nabrał ochoty na wypady z nowo poznaną osobą, by się z nią zaprzyjaźnić? Nie musiała to zaraz być randka i wolałam, by nią nie była. W końcu ja byłam pogubiona w uczuciach i mogłabym przypadkiem zranić chłopaka, a tego wolałabym uniknąć.

 

*Sehun*

 

                Byłem, aż za bardzo podekscytowany, gdy Anri pojawiła się w progu naszego dormu. Nawet nie rozbierała butów, tylko czekała, aż z nią wyjdę, a ja już od dawna stałem gotowy w przedpokoju. Czemu emanowałem taką euforią? Przecież to było spotkanie, które zaproponowałem w celu pocieszenia jej. Może i zaczynałem powoli w niej widzieć dziewczynę, która była moim typem, owszem, lecz znaliśmy się jeszcze słabo i mogłem się mylić. Z drugiej strony, ona coś czuła do Baekhyuna i nawet jeśli było to delikatne zauroczenie nim, to nie było szans, bym to ja wybił jej go z głowy. Nie znałem się na podrywaniu dziewczyn za dobrze. W końcu Namjun sama do mnie przyszła i to ona pierwsza powiedziała co czuje. Ja ukrywałem się, bo myślałem, że nie odwzajemniała nic... A może i nie odwzajemniała... Znowu poczułem smutek na myśl, że zepsuliśmy naszą przyjacielską relację.

                Szybko jednak się ocknąłem, bo Anri zaczęła nieśmiało się kiwać stojąc naprzeciwko mnie. Pewnie wyglądałem dziwnie, patrząc się na nią tak zamyślony. Wyglądała bardzo ładnie tego dnia. Pewnie nikt nie zauważył zmiany u niej, ale na jej twarzy pojawił się lekki makijaż. Włosy miała jakieś wyjątkowe tego dnia, choć rozpuszczone jak zawsze. A sukienka, którą ubrała dodawała jej uroku osobistego, którego miała bardzo dużo. Czy ona zrobiła to specjalnie na nasze spotkanie? A może chciała imponować tego dnia Baekhyunowi podczas lekcji? Wiedziałem, że uważała, iż była zawsze w cieniu siostry i że musiała się postarać by to zmienić. A według mnie tak być nie powinno. Każdy człowiek musiał wiedzieć, że jest na swój sposób wyjątkowy i pragnąłem to udowodnić Anri, zajmując się tylko nią.

— Gdzie się wybieramy? — zapytała cichutko, jakby bojąc się, że ktoś z głębi dormu nas usłyszy i coś skomentuje.

— Na piknik — powiedziałem to, starając sie jednocześnie jak najlepiej uśmiechnąć. Wiedziałem, że ten gest nie zawsze wychodził mi najlepiej. Wiele razy ćwiczyłem przed lustrem uśmiech, lecz zawsze wydawało mi się, że robiłem to nadal dziwnie.

                Wyruszyliśmy do wyjścia i wpuściłem ją do samochodu, otwierając jej drzwi. Pewnie zaskoczyło ją to, że wybieraliśmy się pojazdem na taki wypad, ale nie mogłem pozwolić, by po drodze ktoś nas rozpoznał. Na dodatek to miejsce było trochę oddalone, bo wiedziałem, że tam dużo ludzi nie przebywa i byliśmy tam bezpieczniejsi. To nie tak, że wiele razy miałem tam spotkanie z Namjun. Bałem się trochę, bo ona nie przepadała za tym miejscem. Zawsze narzekała, że musieliśmy się tam spotykać. Teraz dopiero widziałem, jak bardzo się od siebie różniliśmy. Miałem nadzieję, że Anri się tam spodoba.

                Dotarliśmy nad moją polankę, którą tak uwielbiałem. Cisza i spokój, które ją ogarniały to coś, co każdy idol doceniał w dużym stopniu. W końcu codzienny zgiełk, otoczenie przez fanki, potrafiły wykończyć każdego człowieka. Nawet takiego co żył dzięki tym fanom i czerpał radość z każdego spotkania z nimi, męczyło czasem takie coś. Anri wyglądała za to, jakby była delikatnie zestresowana i rozglądała się wokół, a jednocześnie widziałem, jak jej oczy błyszczały się obserwując niektóre piękne drzewa, znajdujące się wokół nas. Rozłożyłem koc między dwoma kwitnącymi wiśniami, bo uznałem, że to najlepsze wyjście, a następnie przyniosłem koszyk pełen jedzenia. Ona dalej jednak była zahipnotyzowana, więc pomachałem jej ręką przed twarzą przez co spojrzała na mnie gwałtownie. To był błąd. Jedno spojrzenie w jej maślane i rozmarzone oczka sprawiło, że zadrżałem. To nie tak, że właśnie naszła mnie ochota na odgarnięcie jej kosmyka włosów za ucho, który zasłaniał mi za dużo jej słodkiej twarzyczki. Wszystko skończyłoby się dobrze, gdybym tego właśnie nie zrobił, co pomyślałem i ona nie zarumieniła się na ten gest, bo przecież przy okazji moja dłoń musnęła delikatnie jej policzek.

                Zrobiło mi się głupio, gdy pospiesznie po tym wszystkim usiadła na kocu. Pewnie przytłoczyłem ją tą sytuacją, a ja sam nie wiedziałem co we mnie wstąpiło. Przecież sam sobie wmawiałem wcześniej, że chcę tylko ją pocieszyć, a zachowywałem się jak nastolatek na pierwszym spotkaniu z dziewczyną.

— Wow! Zrobiłeś sam te wypasione kanapki?

                Jej słowa zachwytu zwołały mnie na ziemię. Spojrzałem jak zajadała moje wypchane warzywami po brzegi kanapki i byłem zachwycony. Coś czułem, że jedzenie to coś, co ta dziewczyna lubiła. Nie sugerowałem oczywiście, że jest jakaś przy tuszy, czy coś. Po prostu widać było po niej, że to sprawiało jej przyjemność. Nie umiałem sobie wyjaśnić skąd wyciągałem takie wnioski.

— Starałem się, żebyśmy spędzili miło czas i nie byli przy tym głodni. — Zaśmiałem się przy tym delikatnie, siadając od razu obok niej. Poczułem, że to ją ponownie skrępowało. Chyba popsułem naszą luźną atmosferę moim wcześniejszym wybrykiem.

— A ty nie jesz? — Zdziwiła się, unikając mojego wzroku jednocześnie.

— Trochę najadłem się robiąc te kanapki, zjem więc później — wyjaśniłem jej szczerze i przyglądałem się dumnie, jak zjada moje dzieło.

— Dzisiaj Baekhyun przyznał się, że podoba mu się Shinra. — Zaskoczyła mnie tym co mi oznajmiła. Więc już ostatecznie było wiadome, że teraz on będzie nią zaślepiony, zrobi dla niej wszystko, nawet jakby na koniec miał zostać odrzucony. Zaczynało się znowu... Mimo to, życzyłem mu szczęścia, choć wiedziałem, że Anri będzie przez to lekko cierpieć. Postanowiłem jednak, że nią zaopiekuję się ja. Jakkolwiek by to nie brzmiało.

— On zawsze stawia kawę na ławę w uczuciach. Gdy latał za Amelią też pierwszy jej to wyznał niż Yixing. Potem ostatecznie został odrzucony, choć dzielnie o nią walczył. Twoja siostra trafiła dobrze. — Czy ja byłem na tyle głupi, by mówić co mi ślina na język przyniosła? Przecież powinienem się domyślić, że to zrani Anri. Zawiesiła się i na chwilę przestała jeść swoją kanapkę... Posmutniała, a miałem ją pocieszyć na tym spotkaniu.

— Szkoda, że nikt na mnie tak nie patrzy, jak on na nią. — Miałem ochotę w tamtym momencie po prostu ją przytulić. Szybko szukałem w głowie jakiegoś innego rozwiązania, które nie zabije znowu atmosfery.

— Jeszcze przyjdzie na to czas, że ktoś spojrzy... Może nastąpi to wkrótce. — Aż chciało się dodać, że ja na nią tak patrzę, ale przecież dopiero co tego popołudnia się do niej próbowałem zbliżyć po raz pierwszy. Nie znałem jej za dobrze i na tyle długo. A na dodatek dopiero co skończyłem jeden związek, więc nie rozumiałem w tamtej chwili samego siebie i tego co się ze mną właśnie działo.

— Może. Tylko znając mnie, ja to przegapię wtedy... — Wiedziałem o czym mówiła. Mogła być spokojna, choć nie mogłem jej tego powiedzieć. Jeżeli tak dalej pójdzie i naprawdę rozwinę uczucia do niej, nie pozwolę jej ich przegapić. Choćbym miał prosić o rady resztę chłopaków nie zmarnuję tego, co się zaczyna między nami pojawiać.  Musiałem bliżej ją poznać, przekonać się, że to nie chwilowy impuls i postarać się o jej względy. Anri zasługiwała na miłość i ja chciałem być tym, który jej to udowodni.

 


 

 

Przełamałam się i dodałam. I jak się podoba wam mój powrót w tym opowiadaniu?  10ty okrągły rozdział, to uznałam, że musi się podziać. I tak oto mamy Sehuna, który bardzo szybko zauważa potencjał Anri. Myślicie, że naprawdę coś z tego się rozwinie?

Znowu oczywiście plączę z rodzicami bohaterów. Macie jakieś pomysły na matkę i ojca Eunmi? Wiecie co jest nie tak w ich historii?

I co sądzicie o wyznaniu Baeka przed Anri? Dobrze zrobił, że sprowadza ją za wczasu na ziemię, czy może to było według was wredne?

 

 



czwartek, 22 czerwca 2017

Diagnostyka serca: Rozdział 4

Rozdział 4, którym najbardziej się stresuję. Mam nadzieję, że wam się spodoba i nic nie zmaściłam w nim. :) Czekam na wasze opinie w komentarzach.

Diagnostyka serca
Rozdział 4


*Juniel*
               Przechodziłam obok mojej szafki i uderzyłam się w otwarte drzwiczki z niej. Znowu. Bolało okropnie. Ale nie wiem czy bardziej fizycznie, czy psychicznie. Miałam dość tego stanu. Ciemność otaczała mnie z każdej strony. To było tak uciążliwe. Nie mogłam przywyknąć do tego. Tyle lat, a ja nadal miałam nadzieję, że pewnego dnia stanie się cud i obudzę się widząc mój pokój. Niestety. Życie nie daje mi tak miłych niespodzianek. Tylko ciągle spotykają mnie przykrości od tego felernego wypadku.
Nawet poznanie jego… Minseok. On bardzo chciałby mnie poznać. A ja boję się, że kiedy dowie się, że jestem ślepa ucieknie. Nie mogłam wpaść na niego później? Jak wreszcie będzie stać mnie na operację w Chinach. Będę pewnie po niej mogła zobaczyć go. Wydawał mi się strasznie miły. Może był też przystojny. Zajmował się muzyką. Z chęcią bym się do niego zbliżyła, ale nie mogłam. Ogarniał mnie strach na myśl, że mogłabym mu sprawić kłopot swoim upośledzeniem.
Czemu tak wiele w tym świecie zależało od pieniędzy? Mawiają, że zdrowia się nie kupi. A ja musiałam liczyć na to, że w końcu będzie mnie stać na nie. To było takie niesprawiedliwe. Powinnam się cieszyć, że przeżyłam tamtego dnia, a jednak, jakoś nie potrafiłam. Od tamtej chwili nie zobaczyłam już nikogo i niczego.
Siedziałam na kanapie z kolanami podkulonymi pod brodę. Obejmowałam sobie moje nogi. Płakałam znowu. Jak za każdym razem, gdy dopadały mnie takie nostalgiczne myśli. Poczułam jak mokry nos mojego psa dotyka moich stóp. Zachichotałam przez łzy, bo to mnie załaskotało. Zaczęłam ją mocno głaskać.
- Sunny. Ty psia oszustko. – Mówiłam do mojej suni. – Miałaś być wytrenowana na psiego przewodnika, a ty jesteś nieposłuszna. Ale mnie oszukali. – Zaśmiałam się. Ślepego każdy oszukiwał. Jednak nie miałam serca oddać jej. Zakochałam się. I to była jedyna istota, która wspierała mnie w tym stanie.
               Wstałam z miejsca i chciałam pójść po mleko do lodówki. Wymacałam wszystkie półki. Nigdzie go nie było. Jak to możliwe? Byłam pewna, że powinnam mieć jeszcze jedno. Znowu źle policzyłam. Westchnęłam głęboko. Musiałam pójść do sklepu, albo nici z płatków. Wzięłam jakąś reklamówkę, bo nie lubiłam ich kupować w sklepie, a miałam ich zapas w jednej szafce. Poszłam do wyjścia i wiedziałam, że Sunny idzie za mną.
- Nie ma mowy. Idę do sklepu. Zostań. – Oznajmiłam, a ona posłusznie poczłapała do pokoju, mogłam to wnioskować tylko słysząc jej kroki.
               Schodziłam po schodach od niechcenia. Czułam, że przez okna dostają się promienie słońca. Chociaż pogoda dopisywała. Na zewnątrz jednak uderzył we mnie silny wiatr. Niedobrze. Nie narzuciłam nic na sukienkę, więc wiedziałam, że będzie mi chłodno. Mimo to, nie zamierzałam się wracać. Nagle poczułam, jak na moich ramionach pojawia się jakiś sweterek sądząc po materiale.
- Wieje okropnie. Musisz o siebie dbać. – Usłyszałam ciepły głos starszej kobiety. Znałam ją stąd, że często coś do mnie mówiła jak wychodziłam z domu. Nie wiedziałam, czy była moją sąsiadką, czy po prostu siadała na pobliskiej ławce. Uśmiechnęłam się na jej miły gest. – Pewnie jeszcze tu będę, jak będziesz wracać, wtedy mi oddasz mój sweter.
- A pani nie jest zimno? – Zmartwiłam się.
- Spokojnie. Mam na sobie coś. Nie przejmuj się. – Nie wnikałam w to, że nie mogłam pojąć skąd więc wzięła ten sweter.
               Poszłam wreszcie do sklepu. Stwierdziłam, że im szybciej wrócę tym lepiej. Humor mi się zdecydowanie poprawił przez tę kobietę, więc szłam trochę pewniej. Wtedy jednak usłyszałam, jak za mną woła ktoś „Juniel!”. Oczywiście rozpoznałam głos. Minseok. Czy on czekał, aż będę wychodzić i czaił się w pobliżu? Bo takie czasem miałam wrażenie.         Zatrzymałam się, by nie być niegrzeczną, choć bałam się, że znowu będzie zamierzał się wprosić.
- Gdzie idziesz? – Powiedział już stojąc prawdopodobnie koło mnie, więc ruszyłam.
- Do sklepu. – Odpowiedziałam krótko i poczułam nagle pod stopami miękkość. Weszłam widocznie z tego wszystkiego na trawę, bo nie skupiłam się na drodze. Jak tak dalej pójdzie, to on dowie się wszystkiego.
- Dobrze się czujesz? – Zapytał niespodziewanie. No tak, pewnie dziwnie wyszło to moje zboczenie z drogi. – Pójdę z tobą i dopilnuję, byś wróciła cała do domu. – Chciałam coś odpowiedzieć, ale nie wiedziałam co. Zrobiło mi się ciepło. To było miłe z jego strony… Tylko, że ja bałam się nadal, że za bardzo się mną interesował.
- Dam sobie radę. – Próbowałam jakoś się wymigać od tego, by nie szedł ze mną.
               Poczułam gwałtowne szarpnięcie za rękę i pisk opon, trąbienie. Przeraziłam się. Zupełnie jak wtedy. Wchodziłam zamyślona na jezdnię? Jak to możliwe, że nie wyczułam zejścia z chodnika?
- Jakoś tego nie widzę. Chyba się troszkę źle czujesz. – Słyszałam przejęcie w jego głosie i byłam załamana tym, że przeze mnie się martwił.
- Wszystko w porządku. Zamyśliłam się. – Chciałam odpowiedzieć wymijająco.
- Powiedz mi jedno. Czy ja ci przeszkadzam? – Wystrzelił z tym nagle. Mogłam odpowiedzieć tak i mieć spokój. Jednak nie chciałam chyba, by dał mi spokój... Podobało mi się to, że się zainteresował moją osobą. Nie wiedziałam co powinnam zrobić. – Boisz się mnie?
- Nie. – Odpowiedziałam bez zastanowienia. – Ja po prostu… - Jestem ślepa. To powinnam powiedzieć. Nie potrafiłam.
- Proszę cię, nie uciekaj ode mnie. Nie zamierzam cię skrzywdzić. – Brzmiał bardzo szczerze. Wierzyłam mu, tylko ja się bałam go skrzywdzić. Musiałam w końcu się na coś zdecydować. Przeze mnie pewnie ten chłopak myślał, że coś robi nie tak.
- Jest coś, co muszę ci powiedzieć, jeżeli chcesz mnie bliżej poznać. Lecz ciężko mi to tak po prostu wyjawić. – Powiedziałam wreszcie coś prawdziwego, jednak on zamilkł. Pewnie nie do końca rozumiał o co mi chodzi.
- Rozumiem. – Dodał po chwili. – W takim razie będę cierpliwy. A teraz wybacz, ale nie puszczę twojej ręki, aż do sklepu, bo idziesz troszkę chwiejnie i niepewnie. Boję się, że zaraz możesz upaść. – Przez tą wypowiedź zorientowałam się, że trzymał moją rękę w zgięciu od czasu odciągnięcia mnie od jezdni. Ja nie miałam nic przeciwko. Ostatnio tak oddalałam się od ludzi, że taka bliskość była mi wręcz potrzebna.
               W dalszej drodze, oraz wracając rozmawialiśmy o zmieniającej się pogodzie, zwierzętach i ich psotach, oraz co lubimy jadać na obiady jako samotnie mieszkające osoby. To niby były takie codzienne tematy, a jednak brzmiały tak ciekawie kiedy z nim o nich rozmawiałam. Wiedziałam, że nie pozbędę się  tej znajomości i muszę zrobić krok w przód, więc odezwałam się do niego, jak staliśmy już pod moim blokiem.
- Może wpadniesz jutro do mnie na obiad?  Skoro nie lubimy gotować oboje dla jednej osoby, to może dla dwóch będzie lepiej? – Zasugerowałam. Skoro on wyszedł ostatnio z inicjatywą spotkania, mógł tego nie ponowić po moim odrzuceniu, więc była moja kolej na zaproszenie.
- Oczywiście, że skorzystam. Akurat jutro sobota, to będę mógł być około piętnastej. Co ty na to? – Mówił to z wielkim entuzjazmem, co i mnie ucieszyło.
- Pasuje mi. Postaram się wszystko przygotować na tą godzinę. – Odpowiedziałam najmilej jak potrafiłam, ale starając się powstrzymać ekscytację.
               Kiedy się pożegnaliśmy zdjęłam sweterek z ramion i stałam chwilkę, czekając aż miła pani go odbierze, co oczywiście uczyniła. Pewnie jak się domyślałam, już dawno przejrzała mnie i wiedziała, że nie widzę.
- Przystojniaczek. – Oznajmiła nagle zaskakując mnie. Widziała go? To była moja szansa.
- Tak pani sądzi? – Zagadałam. – Jak wygląda? – Ciekawość mnie zżerała.
- Ma pojedynczą powiekę, ale dość duże oczka. Świeciły się wręcz jak na ciebie patrzył. Szeroko i szczerze się uśmiechał do ciebie. Ogólnie to jego twarz wygląda troszkę kobieco, bo jest delikatna, a także taka pulchna. Jego policzki, aż się proszą do chwycenia ich. Od razu też widać, że chłopak jest dobrze zbudowany mimo niskiego wzrostu.
               Byłam w szoku, że ta kobieta wyłapała tyle detali i cieszyłam się niezmiernie, że mi go opisała. Mogłam chociaż w pewnym stopniu sobie go wyobrazić. Miło też było poznać jej opinię, dzięki której byłam pewna swego. Nie mogłam zaprzepaścić tej znajomości. To był bardzo kochany człowiek. Zasłużył na poznanie prawdy. Postanowiłam mu ją powiedzieć następnego dnia podczas obiadu.
*Jongin*
               Byłem strasznie zmęczony. Siedziałem w salonie dormu i przełączałem kanały w telewizji. Obok na fotelu siedział Kyungsoo, ale on czytał jakąś mangę. Dlatego siedzieliśmy w ciszy. Zastanawiałem się nad tym co narobiłem dnia wcześniejszego. Teoretycznie zadeklarowałem się, że będę się starał o Jiwon. Nie miałem pojęcia co mi odbiło. Chciałem pokazać, że znam się lepiej na podrywie od tamtego faceta? Nie to nie było to.
               Już na sesji coś sprawiało, że ta dziewczyna przyciągnęła mój wzrok. Chciałem stać przy niej, rozmawiać z nią, a później uzyskać z nią jakiś kontakt. Stąd chciałem spotkać się z nią wieczorem. I do czego to doprowadziło? Oszalałem. To było pewne. Albo ona źle na mnie działała. Ta znajomość bardzo szybko się rozwinęła w ciągu jednego dnia. Byłem przerażony całą sytuacją.
- Coś cię trapi. – Rzekł mój towarzysz. Jak on mnie dobrze znał.
- Możliwe… - Nie chciałem chyba mu się z tego na razie zwierzać. Sam nie potrafiłem zrozumieć siebie, więc ciężko byłoby wyjaśnić mu, jakie mam zamiary względem tej dziewczyny.
- Słucham cię uważnie, więc opowiadaj. – Zachęcał mnie Soo, a ja nie wiedziałem, jak się wymigać.
- Na razie nie mam co. – Stwierdziłem. Choć na pewno pocałunek nie był niczym, to było coś… Pragnąłem go nawet szybko powtórzyć.
               Musiałem się otrząsnąć. Ledwo ją znałem. Co ja o niej wiedziałem? Miała ciekawy charakterek, ładnie tańczyła, była piękna… Dobra, trochę już się na niej poznałem. Na dodatek dało się z niej czytać jak z książki, więc nie było z tym problemu. Postanowiłem, że będę jak najczęściej ją widywać w wolnym czasie, to poznam ją na tyle dobrze, by przekonać się, czy moje pierwsze wrażenie nie było mylne. Jeśli nie… Można powiedzieć, że zauroczyłem się od pierwszego wejrzenia.
               Na szczęście zażyczyłem sobie jej numeru. Od razu do niej napisałem, by spytać, co robiła wieczorem. Odpowiedziała mi szybko, że jest zajęta, ale ma czas następnego dnia po pracy. Idealnie. W soboty kończyłem treningi wcześniej, a przez to, że musiałem się trochę jeszcze oszczędzać, to w ogóle miałem skrócony go. Wychodziłem wcześniej od innych, więc uznałem, że nawet nikt nie przyłapie mnie na wyjściu. Dobrze się złożyło. Tego wieczoru mógłbym narazić się na tysiące pytań ze strony Kyungsoo. On zawsze wiedział najwięcej o mnie, bo był dociekliwy jako mój współlokator.
*Jongdae*
               Jak ja nie lubiłem jak ktoś mnie ignorował. Dzień wcześniej Chayeon oznajmiła, że kończy pracę około godziny piętnastej, więc o takowej napisałem jej wiadomość tekstową. Zwykłe zapytanie, jak się ma. Niestety o szesnastej zniecierpliwiłem się trochę i napisałem czy wszystko gra, że nie odpisuje. Nadal nie uzyskałem odpowiedzi, a była już osiemnasta i właśnie skończyliśmy trening. Miałem dość tego. Wiedziałem, że coś musiało być u niej nie tak. Pewnie znowu gdzieś płakała w kącie, a ja nie chciałem na to pozwolić.
               Wcisnąłem przy jej imieniu zieloną słuchawkę i przyłożyłem dzwoniące urządzenie do ucha. Czekałem kilka sygnałów i usłyszałem tylko sekretarkę "Twoja rozmowa została odrzucona". Co proszę? Odrzucała mnie? Mnie? Miałem ochotę wybuchnąć, lecz uznałem, że skuteczniejsze byłoby dzwonienie do niej, aż odbierze, więc ponowiłem wcześniejszą czynność. Tym razem po pierwszym sygnale się rozłączyła. Cwaniara. Nie zamierzałem się łatwo poddać i eureka. Odebrała trzecie połączenie, ale odpowiedziało mi tylko pociąganie nosem. Miałem więc pewność. Płakała.
- O nie, pomyliłam przyciski. - Oznajmiła jakby nie wiedząc, że to słyszę.
- Ani mi się waż rozłączać bekso. - Zaprotestowałem i na szczęście chyba to poskutkowało. - Czemu płaczesz? Tak bardzo chciałabyś mnie zobaczyć? - Zażartowałem, by rozładować od razu atmosferę. Nie musiałem znać powodu, bo nie byliśmy tak blisko, ale miałem obowiązek ją pocieszyć. Co tam, że sam sobie go wymyśliłem.
               Znowu dopiąłem swego, bo lekko zachichotała i pociągała jeszcze trochę nosem, jednak wpadłem na coś szalonego, za co pewnie mi się oberwie w najbliższym czasie.
- Gdzie mieszkasz? W sensie nie chodzi mi o dokładny adres, tylko w jakiej okolicy. - Szybko wystrzeliłem z tym i chwilę czekałem, aż cisza zostanie przerwana. Cały czas obawiałem się, że naciśnie ona na czerwoną słuchawkę.
- Zaraz koło parku Cheongdam. - Odpowiedziała bez problemu, lecz wyczułem zdziwienie w jej głosie.
- To bardzo bliziutko wytwórni, a tak się składa, że jeszcze pod nią stoję. Podaj mi jakiś punkt, pod który będzie najlepiej podjechać taksówką. - Miałem nadzieję, że nie odmówi mi, bo to wiązałoby się w porażką mojego planu. Zawsze mogłem tam pojechać i jej szukać, ale okolica nie była taka mała.
- To może niech stanie przy Family Mart*. To jeden z tych sklepów całodobowych, a ja tam podbiegnę. - Oznajmiła to bardzo ochoczo, przez co mogłem zrozumieć, iż spodobał jej się mój pomysł.
- Cieszę się, że nie protestujesz. - Zaśmiałem się. - O jedzie jakaś taksówka, więc się rozłączam i widzimy się za chwilę.
               Oczywiście postanowiłem poinformować chłopaków o mojej ucieczce dopiero, jak wsiądę w taksówkę, by nikomu nie przyszło do głowy zaniechać moją próbę dostania się do tej dziewczyny. Pragnąłem ją pocieszyć koniecznie i osobiście, nikt nie mógł mi tego zabronić. Gorzej, jak menadżer, czy ktokolwiek inny z wytwórni przyłapałby mnie. Nie mógłbym się wywinąć. Cieszyłem się ogromnie, kiedy siedziałem w złapanym pojeździe i już nikt nie mógł mnie powstrzymać.


*Family Mart - ten sklep naprawdę znajduje się w tej dzielnicy, bo przestudiowałam Google Maps, by wszystko się zgadzało.  



niedziela, 19 marca 2017

Miłość: Level Up!: Rozdział 4

Tadam. To opowiadanie leci mi bardzo szybko. :D 4 rozdział, a dopiero co z nim ruszyłam. Masakra. :D Mam nadzieję, że spodoba się wam ten rozdział. :) Miłego czytania i komentowania. :D

Miłość: Level Up!
Rozdział 4

*Chanyeol*

- Jak to Kyungsoo z nami idzie?! - Wydarłem się na Baekhyuna.
        Nic nie miałem do D.O., tylko dlaczego miałby się wybierać z nami do Sungyoona? Ustaliłem w końcu, że przyjdę tylko z Baekiem, ze względu na to, by ją bardziej rozluźnić, a ten mnie właśnie poinformował, że nasz inny kolega chciał iść z nami. Po pierwsze po co, po drugie nie mogłem zapraszać kogo popadnie do nie swojego domu. Jeszcze akurat osobę, przy której Sungyoon czuł się niezręcznie. W przeszłości coś się wydarzyło, w co nie wnikałem, że zaczęli siebie unikać wzajemnie i mało kiedy się do siebie odezwali. Nie istotny dla mnie był powód, lecz uważałem, że to niemiłe przyprowadzać taką osobę mu do domu. Co odbiło Kyungsoo, że nagle zachciał tam iść?
- No opowiadałem mu o twoim poznaniu Riki i stwierdził, że może być ciekawie. - Tłumaczył się niewinnie mój przyjaciel.
        Wtedy zszedł ze schodów sam zainteresowany uśmiechnięty do mnie od uch do ucha. Nic z tego nie rozumiałem.
- Naprawdę chcesz iść? - Zapytałem na początek łagodnie.
- Owszem. Nie chcę przegapić tego wszystkiego. - Oznajmił złośliwie.
- Niby czego? - Spytałem niepewnie.
- Nieistotne. Chodźmy już. - Stwierdził, jakby wiedział gdzie miał iść.
- Co ci Baek nagadał? Odpowiadaj! - Nie słuchali mnie już, tylko wyszli z dormu.
        Czy oni mieli jakiś spisek, żeby mnie irytować? Bo na to mi wyglądało. Na dodatek zauważyłem, że dzwonił do mnie Sungyoon. Jakoś w duchu zachciałem, by zamierzał odwołać nasze spotkanie. Nie widziałem tego już w dobrym świetle.

*Rika*

        Szłam sobie jak gdyby nigdy nic do kuchni po kolejną porcję lodów. Objadałam się nimi tego dnia, bo taką miałam ochotę. Nikt mi też tego nie bronił. Jednak po drodze mój słuch wyłapał coś, co przykuło moją uwagę. Mój brat rozmawiał przez telefon.
- Chanyeol? Gdzie jesteście? - Zapytał osoby po drugiej stronie połączenia.
        Mnie zamurowało. Wybierał się do niego? Co oni nagle zachcieli się spotykać w tym domu. I czy ja dobrze rozumiałam? Powiedział "jesteście"? Czyli kto jeszcze miał się zjawić? Takie myśli nagle pojawiły się mojej w głowie. Przeraziłam się, że przyjdzie tu  więcej jego kumpli. Nie było mi to na rękę. Myśl, że miałoby się krzątać w jednym domu ze mną, mnóstwo chłopaków. W dodatku takich chłopaków. Jak widziałam ich w tym całym programie, to większość z nich była bardzo przystojna i towarzyska. Czułam, że nie zaznałabym spokoju. Musiałam się dowiedzieć, kto się do nas wybierał.
- Sungyoon. - Zwróciłam się do brata delikatnie, bo zauważyłam, że już nie rozmawiał przez telefon i o dziwo przez moje zamyślenie się, nie słyszałam dalszego ciągu rozmowy.
- Słucham? - Zwrócił się najpierw troszkę nieobecny i nagle drgnął. - Dobrze, że jesteś. - Dodał.
        Nie spodobało mi się to. Czułam, że oznaczało to coś niekomfortowego dla mnie.
- Czemu? - Lekko zawahałam się wypowiadając to pytanie.
- Wiesz, Chanyeol przyjedzie. Weźmie ze sobą Baekhyun i Kyungsoo. Zaproponował byś przyłączyła się do nas. Co ty na to? - Przez chwilę zastanowiłam się co do mnie mówił.
        Bałam się poznać Baekhyuna. Wydawał się ciekawą osobą, ale co za tym idzie, nieodpowiednią do kontaktu ze mną. Tacy ludzie nigdy za mną nie przepadali. Byłam dla nich za nudna. Przerażona byłam myślą, że znowu się zawiodę. A co do Kyungsoo. Ten nie wydawał się osobą rozrywkową, więc pocieszałam się tym, że może bym z nim znalazła jakąś nić porozumienia. Mimo to, nie chciałam z nimi spędzać czasu.
- Wolałabym zostać w pokoju w takiej sytuacji. - Stwierdziłam. - Wiesz, dla mnie to za dużo. Czułabym się źle w ich towarzystwie. Bawcie się dobrze.
        Po tych słowach podreptałam do kuchni, lecz kątem oka widziałam jak mój brat westchnął pewnie zawiedziony. Przykro mi się zrobiła, ale nie chciałam już zmieniać podjętej decyzji.

***

        Siedziałam w pokoju na swoim łóżku i wpatrywałam się w sufit. Nogi miałam podwinięte i opatulałam je rękami. Nie potrafiłam się nawet skupić na graniu, bo moją głowę zaprzątał jeden fakt. Chodziło o trzech chłopaków z mojego salonu. Miałam ochotę przez moment przejść się do kuchni, by chociaż na nich zerknąć. Czułam się tak, jakbym marnowała jakąś okazję. A i tak bałam się podjeść tam, bo czułam, że nie pozwoliliby mi tylko przejść sobie tamtędy.
        Nagle pukanie do drzwi mnie przeraziło. Miałam nadzieję, że to Sungyoon, więc powiedziałam po prostu "proszę". A jakie było moje zdziwienie, kiedy przez nie wszedł Baekhyun i zamknął je od razu za sobą.
- Hej, hej. - Rzucił radośnie w moją stronę. - Czemu jesteś jakby przerażona? - Zapytał delikatnie.
- Bo nie ciebie się spodziewałam. - Wydusiłam jakimś cudem z siebie.
- Wolałabyś Chanyeola? - Dodał z cwaniackim uśmieszkiem na ustach, aż miałam ochotę mu go zetrzeć.
- Nie. - Odfuknęłam. - Miałam na myśli mojego brata. - Nie wiadomo czemu zabrzmiałam troszkę chamsko. Rzadko się tak zachowywałam na żywo.
- Rzeczywiście twarda z ciebie sztuka. - Powiedział to raczej do siebie.
        W tym momencie nie zdążyłam odpowiedzieć, bo nagle oberwał drzwiami, gdyż te się otworzyły. Zabolało go to chyba nieźle, bo złapał się za głowę, marszcząc twarz, a w moim pokoju już był ten cały Kyungsoo. Jak dobrze, że obejrzałam ten program z nimi, znałam już ich imiona.
- Przepraszam. - Rzekł w stronę Baeka, ale ukradkiem śmiał się. Faktycznie wyglądała sytuacja przezabawnie z punktu widzenia osoby trzeciej. Tylko, że Kyungsoo był sprawcą, więc ten śmiech nie brzmiał dobrze.
- Yah! Pukaj jak wchodzisz. - Oburzył się poszkodowany.
- Wybacz. Myślałem, że zrobię ciekawe wejście i widzę, że mi się udało. - Oznajmił chichocząc.
- Tak cię to śmieszy?! - Uszy mnie zabolały przez wrzask Baekhyuna.
        Lubiłam ciszę, a on ją gwałcił swoim głosem. Zmieniłam zdanie w momencie. Baekhyun nie był ciekawy, tylko irytujący. A Kyungsoo zaczynał mnie przerażać. Miał w oczach błysk niegrzecznego chłopaka. Może takowym był. Tylko dobrze się krył na wizji. Nagle jednak coś mnie olśniło. Po licho sobie przyszli do mojego pokoju i skąd wiedzieli, że właśnie ten jest mój, oraz kto im o mnie opowiadał? Brat, czy Chanyeol?
- Po co tu wleźliście? - Wystrzeliłam. Kurczę, ten Baekhyun źle na mnie działał.
- Zobaczyć cię. Byliśmy ciekawi, jaka musi być osoba, przez którą Chanyeol śmieje się do telefonu. - Spojrzałam na nich z niedowierzaniem. Co oni kombinowali?
- Zobaczyliście, to możecie iść. - Odpowiedziałam szybko.
- Zaczynam wątpić, że ona do niego pasuje, Baekhyun. - To zdanie mnie zaskoczyło. Czyli uważali, że Chanyeol mnie podrywa.
- A  skąd wiesz? Masz pojęcie jakie dziewczyny są w jego typie, jak żadnej nie przyprowadził nigdy do dormu? - Wcale nie przejmowali się tym, że wszystko słyszałam.
- A może jest gejem? - Wypaliłam. Bo widocznie nie wiedzieli wszystkiego. Nie chciałam go pogrążyć, tylko wyprowadzić ich z mylnej teorii.
        Oni za to wybuchli śmiechem. Nie wiedziałam jak miałam to odebrać. Byli tacy dziwni.
- Może jeszcze z Sungyoonem są parą? - Zapytał mnie Baekhyun.
- A nie? - Odparłam zaskoczona ich postawą.
- Skąd ten pomysł? - Zapytał już poważniej Kyungsoo. - Twój brat wyznał Chanyeolowi kiedyś, iż ten mu się podoba. Mimo to, Chan jest zdecydowanie hetero. Bał się początkowo, że ten może mu coś zrobić i kilka razy dochodziło do niezręcznych sytuacji. Jednak między nimi jest teraz czysta przyjaźń. Nic poza tym. - Wyjaśnił, a mnie zatkało.
        Byłam cały czas w błędzie myśląc, że Sungyoon i Chanyeol są razem? Sherlockiem to ja nie jestem najwidoczniej. Sama sobie mogłam pogratulować głupoty.
- Najwidoczniej się pomyliłam. Wielkie mi halo. - Mówiłam to pod nosem, tak aby zrozumieli jak najmniej, bo było mi wstyd.
- Jesteś zabawna. - Stwierdził Baekhyun, a we mnie coś zadrżało. Jeszcze nikt nigdy, tego nie powiedział w moim kierunku. Naprawdę taka mogłam być?
        Po pokoju rozległo się kolejne pukanie. Kyungsoo uchylił drzwi i tym razem byli to Chanyeol z moim bratem. Spojrzeli zaskoczeni to na mnie, to na swoich kolegów.
- Co wy tutaj wyprawiacie? - Zdziwił się Chan. - Kto wam tu pozwolił wchodzić i nachodzić biedną Rikę?
        Biedną? Mało powiedziane. Z drugiej strony cieszyłam się, że wyjaśnili mi te nieporozumienie, bo głupio byłoby jakbym strzeliła jakąś gafę przy samym Sungyoonie, jeżeli rzeczywiście podobał mu się tamten bez wzajemności. Postanowiłam ich wybronić.
- Spokojnie. Wcale mi nie przeszkadzają. - Wydukałam. - Miło było ich poznać.
        Musiałam bardzo zdziwić tym brata, bo zaczął mrugać oczami z niedowierzania.
- Musimy się zbierać. - Chanyeol powiedział to jakby z lekką nutą obrazy w ich stronę.
- Chwileczkę. - Wtrącił Baek, po czym podszedł do mnie i wręczył jakiś świstek papieru.
- Co tam jej dałeś? - Zaciekawił się Yeol, ale ten wypchał go z pokoju machając do mnie i reszta wyszła za nimi.
        Rozwinęłam więc karteczkę i przeczytałam co było na niej napisane.

"Jakbyś potrzebowała pomocy z Chanyeolem, to pisz do mnie. Mój nick na kakaotalku to: byunbaekhyunexooo. Tak wiem, kreatywnie. "

        Chwilę wpatrywałam się jeszcze w tą kartkę. Co to miało znaczyć? Serio uważali, że mam się ku sobie z Chanyeolem. Zaczęło mnie to śmieszyć. Nawet jeśli spodobałby mi się ten człowiek, a ja jemu, nie moglibyśmy być razem. To mogłoby być niewygodne dla Sungyoona. Odłożyłam więc tę kartkę gdzieś na biurku, ale nazwę i tak sobie dodałam na kakao, bo w końcu nie wiadomo, czy nie przyda mi się kiedyś.

*Chanyeol*

        Byłem zawiedziony. Liczyłem na to, że Rika do nas wyjdzie i będzie się dobrze z nami bawić, a ona siedziała w pokoju całe popołudnie. Chłopcy jeszcze zdenerwowali mnie, że do niej poszli, lecz najbardziej irytował mnie Baekhyun. Mówił, że zadziorną wybrałem sobie dziewczynę i nie chciał zdradzić, co jej napisał na karteczce, którą jej wręczył przed wyjściem. Nie lubiłem, gdy knuł coś za moimi plecami. Miał czasem szalone pomysły. Już chciałem powiedzieć, że chociaż Kyungsoo się jakoś zachowywał, a ten nagle wystrzelił coś głupiego.
- Rozmawiałeś z Sungyoonem, co będzie, jak spodoba ci się Rika?
        Po pierwsze. Uparli się jak jakieś osły, że coś z tego będzie, a po drugie, niepotrzebnie się mieszali. Miałem tego dość.
- Jesteście uciążliwi. Nawet jeśli powiedziałby, że daje nam błogosławieństwo nie mogę z nią być. To nie wypada. Na dodatek. Nici z tego. Ciężko będzie ją uspołecznić, a wy jeszcze chcielibyście ją wplątać w związek. Z gwiazdą. Gdzie fanki mogłyby pogorszyć jej stan. Wtedy już w ogóle nie wychodziłaby z domu.
        Zamilkli, więc chyba trafiłem w sedno. Oni chyba czasem zapominali kim byliśmy. To, że innym się udawało być z kimś w  naszym zespole, nie znaczyło, że każdy był na to gotów. Poświęcenie dziewczyny, która chciałaby być z kimś takim jak my, musiało być ogromne. A w naszym przypadku musieliśmy uważać, bo inaczej nasza kariera, budowana przez tyle lat, ległaby w gruzach.
        Na szczęście dotarłem do nich, bo tego dnia dali już mi święty spokój. Miałem ochotę od razu iść spać, by być wypoczęty na kolejny dzień treningów, jednak nie potrafiłem zasnąć. Odwracałem się z boku na bok i myślałem, co może robić Rika i jak tak naprawdę odebrała najście chłopaków. Może chciała być miła i dlatego ich wybroniła? Musiałem do niej napisać, bo nie dawało mi to spokoju.

real_pcyyy: Śpisz?

littleprincessinbigworld55: Nie.

real_pcyyy: Wybacz za moich kumpli. Czasem są bardzo nieznośni.

littleprincessinbigworld55: Rozumiem to. Nie przejmuj się. Jakoś przeżyłam ich natarcie.

real_pcyyy: Nie mówili ci nic głupiego?

littleprincessinbigworld55: Uważali, że mamy się ku sobie. Trochę mnie to zdenerwowało. Nic poza tym.

        Coś we mnie drgnęło. Wiedziałem, że nic między nami na razie nie ma. Mimo to, jej podejście było troszkę bolesne. Jednak mogłem dzięki temu stwierdzić, że miała te same podejście, co ja. Nie myślała o mnie, jako o obiekcie westchnień i to mi się podobało. Stwierdziłem, że nie mam się więc o co obawiać.

real_pcyyy: Nadal uważasz Baeka za najciekawszego?

littleprincessinbigworld55: Nie. Irytująca istota. A Kyungsoo przeraził mnie.

        Zaśmiałem się na to jej podsumowanie ich.

real_pcyyy: To kto teraz jest następny w kolejności do bycia twoim faworytem?

littleprincessinbigworld55 :  Sehun.

        Znowu mnie zaskoczyła. Ona specjalnie się ze mną droczyła? Dlaczego nie uważała mnie za kogoś fajniejszego?

real_pcyyy: Chcesz go także poznać na  żywo i przekonać się, że nie jest taki sam?

littleprincessinbigworld55: Chcesz mnie zniechęcić do wszystkich członków, by sam być tym najlepszym? Cwaniaczek z ciebie.

        Znowu się wyszczerzyłem na jej odpowiedź.

littleprincessinbigworld55: Zadufany w sobie jesteś? Nie rozumiem co Sungyoon w tobie lubi.

        Wpadłem nagle na coś, co mi wydało się niesamowite, a inni pewnie znowu to źle mogliby odebrać.

real_pcyyy: Jutro popołudniu pokażę ci co jest we mnie fajnego. Spotkajmy się w tym parczku niedaleko waszego domu około godziny siedemnastej. Wtedy będę po treningu.

        Chwilę czekałem zanim odpowiedziała. Pewnie się wahała, czy powinna.

littleprincessinbigworld55: Zgoda…

        Coś czułem, że niepewna była swojej odpowiedzi. W końcu nie lubiła tłumów. Nie potrafiła też z nikim się zaprzyjaźnić, z tego co mówił mi Sungyoon. Jednak jej wyrażenie tej zgody oznaczało jedno. Tak naprawdę chciała kogoś poznać bliżej, lecz pewnie się bała. Musiałem być więc delikatny podczas spotkania z nią i zarazem sprawić, by spodobał jej się czas spędzony ze mną.