niedziela, 26 lutego 2017

Hotel godzien sześciu gwiazd: Rozdział 4

Kolejny rozdział. Jak to szybko leci. :D  Kocham was, pewnie już wam to pisałam? :D Na pewno nie raz. A więc miłego czytania, komentowania. Dzisiaj tradycyjnie, bo brak pomysłów na oryginalną notkę. :D

Hotel godzien sześciu gwiazd
Rozdział 4


*Yeori*


        Rano obudził mnie dźwięk mojego hotelowego telefonu. Znowu ktoś na niego dzwonił? Miałam nadzieję, że to nie chłopcy. Odebrałam i powiedziałam do słuchawki "halo" zaspanym głosem. Jakie było moje zdziwienie, kiedy od razu rozpoznałam ten męski i surowy ton.
- Jeszcze śpisz? - To był tata. Na jego pytanie momentalnie się obudziłam i usiadłam wyprostowana na łóżku.
- Nie, nie, nie. Ja prostu...
- Nie ważne. - Przerwał mi. - Przyjdź za chwilę do mojego gabinetu. Czekam. - Po tych słowach od razu odłożył słuchawkę, więc i ja to zrobiłam.
        Wystrzeliłam z łóżka jak z procy i wzięłam przygotowane na ten dzień moje ciuchy, udając się z nimi do łazienki. Robiłam wszystko w pośpiechu. Nawet przez chwilę nie pomyślałam o zjedzeniu śniadania. Nie miałam czasu. To jakim tonem to mówił oznaczało, że miałam być tam natychmiast.
        Pobiegłam do windy i udałam się nią na odpowiednie piętro. Skręciłam następnie w odpowiedni korytarz na którego końcu znajdowało się pomieszczenie do którego podążałam. Zrobiłam głęboki wdech i wydech, oraz nacisnęłam klamkę.
- Jestem. - Oznajmiłam kłaniając się odpowiednio.
        Zdziwiłam się, kiedy zorientowałam się, że w pokoju tym oprócz mnie stoi młody mężczyzna. Widywałam go ostatnio przelotnie w hotelu. Nie miałam pojęcia kim był, lecz mogłam się domyślić, że jednym z  pracowników. Czyżby ojciec chciał przedstawić mi nowy personel? To było takie miłe z jego strony.
- Jestem Hyejung. - Zwrócił się do mnie chłopak wystawiając swoją dłoń.
        Chwyciłam ją, a on pocałował wierzch mojej. Zaskoczył mnie tym gestem i szczerze troszkę nim zaimponował. Jednak zrobiłam się też podejrzliwa co do tego kim on był w tym hotelu.
- Córeczko. Hyejung pracuje z nami odkąd wyjechałaś na studia. Bardzo dobrze się sprawował i od dziś będzie moim zastępcą, więc jeśli będziesz miała jakieś problemy możesz się do niego zwrócić.
- Zastępcą? - Odpowiedziałam pełna niedowierzenia.
        Ojciec nigdy nie tworzył takiego stanowiska, twierdząc, że da sobie radę sam. Powiedział, że dopiero w przyszłości to ja na takowym zasiądę. Kimże musiał być ten człowiek, skoro przez niego zmienił zdanie? Zaczęłam się denerwować wewnętrznie. Przecież to ja miałam być u boku taty. Co się zmieniło?
- Dyrektor dużo mi o panience opowiedział. Może mi panienka ufać i przychodzić do mnie z każdym problemem dotyczącym hotelu. Nie będziemy wtedy musieli zawracać głowy dyrektorowi. - Oznajmił z czystą powagą. Ja jednak nie zamierzała wcale z nim współpracować. Miałam ochotę tylko wyjść stamtąd i schować się w pokoju, by móc popłakać. Czułam się tak bardzo zdradzona.
- Czemu odnosicie się do siebie tak formalnie? Jesteś w jej wieku. - Zaśmiał się mój rodzic, a chłopak rozpromienił się na te słowa i już chciał coś powiedzieć, lecz przerwałam mu.
- Muszę już iść, skoro to wszystko. Dzisiaj oprowadzam chłopaków po górach i pewnie już na mnie czekają. Do widzenia. - Podsumowałam to oschle i zauważyłam tylko jeszcze kątem oka, jak ten chłopak smutnieje. Może byłam zbyt surowa dla niego. W końcu to nie musiała być jego wina. Mimo to, na chwilę obecną nie chciałam się w to zagłębiać. Poczułam się urażona. Czemu ojciec tak zrobił? Czyżby zmienił zdanie co do mojej przyszłości? Nic nie zrozumiałam z tego. Wiedziałam, że ciężko będzie tego dnia naprawić mój humor, tym bardziej, że troszkę byłam zła na chłopaków ostatnio.


*Jaehwan*


        Przygotowaliśmy się do wyprawy w góry. Niepokoiło jednak mnie wiele spraw. Pierwszą była atmosfera. Hyuk miał małego focha oto, że nie szukaliśmy go, Ravi był zły za nasze niedojrzałe zachowanie, a Leo ewidentnie coś gryzło. Niby mówił, że jest zły, bo to on dostał ochrzan za porwanie telefonu, ale ja wiedziałem, że musi coś jeszcze być na rzeczy. Jakby się czegoś obawiał. Byłem zły na siebie, że zachciało mi się rozgrzebywać jej prywatność. Miała rację. My zapomnieliśmy co to jest, bo fanki rzadko kiedy szanują naszą prywatność. Potraktowaliśmy ją tak jak one by nas potraktowały. Przecież Hakyeon na jej miejscu dostałby furii. Nie lubił jak zabieraliśmy jego rzeczy. Bałem się też, że Yeori była nadal na nas o to zła i o poprzedni wieczór, przez co mogły być problemy z dogadaniem się z nią. A to było ważne, skoro miała nami przewodzić.
        Ku mojemu zdziwieniu, kiedy do nas zeszła, bo umówieni byliśmy przy portierni, miała na twarzy wypisany smutek. Mówiła nawet do nas w miarę łagodnie, ale nie było ani trochę w niej tej promienności, którą emanowała na początku. Musiało się coś wydarzyć, a ja zapragnąłem ją pocieszyć. W końcu to było to co potrafiłem najlepiej.
        Wyszliśmy za nią grzecznie i ruszyliśmy w stronę szlaku, który zaczynał się tuż za hotelem. Wszyscy szli jak na pogrzeb. Powinienem zaingerować, lecz nie wiedziałem jak. Nagle zobaczyłem jak Hyuk zrywa jakiś kwiatek i leci z nim do Yeori.
- Spójrz Noona. Prawie tak śliczny jak ty. - Uderzyłem się na te jego słowa w twarz. Naprawdę zamierzał ją podrywać tak oczywiście? I to na dodatek... Tak dziecinnie.
        Zmartwiło mnie jednak to, że posłała mu na chwilę sztuczny uśmiech i odwróciła pospiesznie smutny nadal wzrok. Zszokowała go taką reakcją. Nie miałem pojęcia co robię, ale przyspieszyłem kroku, by z nią zrównać.
- Piękna pogoda. Czyż nie? Słońce wyszło. Idealnie na spacer po górach. - Mówiłem od rzeczy, lecz od czegoś trzeba było zacząć.
- Może być. Troszkę za ciepło. - Powiedziała bez żadnych emocji. Zaświeciła mi się lampka.
- Nie jesteś na mnie zła? No wiesz, za ten telefon. - Stwierdziłem, że wolę ją wściekłą niż smutną, a ona odwróciła się do mnie, na chwilę rozszerzyła oczy.
- Oczywiście, że jestem. Po prostu nie mam humoru na denerwowanie się jeszcze wami. - Oburzyła się, a ja widziałem plus. Napomknęła już, że nie ma humoru. To jakiś postęp w wywęszeniu sprawy.
- Dobrze. W takim razie, po pierwsze przepraszam. Zachowałem się dziecinnie i nie pomyślałem nad tym co robię. Wybaczysz mi moją głupotę? - Mówiąc to zrobiłem aegyo z piąstkami przy oczach. Na to ona lekko się uśmiechnęła i tym razem szczerze. Sukces!
- Zrobię to. Tylko następnym razem macie pytać nim coś mojego ruszycie. - Wraz z tymi słowami groziła mi palcem. Na szczęście reszta się za nami wlokła w tyle i żaden się dzięki temu nie wtrącał w naszą konwersację.
- A po drugie. Co cię trapi? - Teraz i ja przybrałem poważny wyraz twarzy, co rzadko robiłem.
- Nic wielkiego. - Zaczęła przy tym kręcić głową. Tak jej nie mogłem pomóc.
- Yeori. Chciałbym wiedzieć co cię trapi. - Stwierdziłem szczerze.
        Musiałem ją zdziwić takim zachowaniem. W telewizji wszyscy widzieli mnie pewnie tylko jako śmieszka. Jednak ja byłem także bardzo uczuciowy. Przed nią nie obawiałem się tego okazać. Miałem nadzieję, że w zamian zwierzy mi się ze swojego problemu.
- Dobra... - Westchnęła głęboko. - Widzisz, ja niedawno skończyłam studia i przyjechałam tu z myślą, że ojciec będzie mnie przygotowywał do zarządzania hotelem w przyszłości. Niby powiedział na początku, że właśnie zostaje waszą służbą po to, by poznać hierarchię tutaj panującą od podszewki. Ale dzisiaj przedstawił mi swojego nowego zastępcę. Ja miałam nim kiedyś zostać. Nigdy takiego stanowiska tu nie było i on zawsze mówił, że czeka ono dla mnie. Nie rozumiem co się zmieniło. Jest mi strasznie przykro, że nie wyjaśnił mi tej sytuacji i od razu postawił przed tym człowiekiem, który jest w podobnym wieku do mnie. - Mówiła bardzo szybko, a do jej oczu zbierały się łzy, jednak widziałem, że powstrzymywała je.
- Nie myśl o tym teraz. Ciesz się chwilą. Porozmawiasz z ojcem może sam na sam niedługo i sobie to wyjaśnicie? Może źle kombinujesz? A co jeśli on chce przygotować go do pomocy tobie w przyszłości? Chce ci pewnie zapewnić podporę w przyszłym prowadzeniu interesu. A ty źle to mogłaś odebrać. Nie smuć się z powodu, którego nie jesteś pewna. - Musiało zadziałać, bo po tej przemowie już uśmiechnęła się szerzej. Otarła oczy, by pozbyć się tego co się jej w nich zebrało.
- Przepraszam. Masz rację. Spanikowałam niepotrzebnie. Yah! - Krzyknęła nagle, co mnie troszeczkę wystraszyło i podskoczyłem. - Trzeba pogonić tych leni. Co oni? Na pogrzeb idą, czy gdzie? - Poczułem ulgę, bo właśnie taką Yeori chciałem zobaczyć. - Wy tam na dole! - Tym razem odwróciła się do tyłu i wydzierała do moich kolegów z zespołu. - Ruszać te tyłki, bo w takim tempie wszystkie atrakcje na szczycie pozamykają zanim tam trafimy.
        Wszyscy zatrzymali się i patrzyli na nią zdziwieni. Hongbin potem odwrócił wzrok na mnie, więc wskazałem mu kciuk do góry, co myślałem, że go zadowoli, a on na to spoważniał i ruszył przed siebie mijając i nas przy okazji. Co tego ugryzło? Zaraz za nim zrobił to samo Taekwoon. Tylko Wonsik, Hyuk i Hakyeon rozpromienili się widząc Yeori w dobrym humorze.
- Noona, czyli możemy nie zjeść waty cukrowej? - Zapytał zawiedziony maknae.
- Jak będziesz szedł tak wolno, to tak. - Powiedziała stanowczo.
        Przeraziła chyba go ta myśl, bo zaczął biec i co najgorsze pociągnął Yeori za rękę ze sobą. Nie spodobało mi się to bardzo. Nie wiedziałem do końca dlaczego. Może chodziło mi o to, że mogła im się tak stać krzywda? Nie, to nie to... Sam chciałbym tak z nią pobiec... Czyżbym był zazdrosny?
- Jak tak będziesz teraz tu stał jak posąg, to nigdzie nie dojdziesz. - Zasugerował mi Wonsik, dzięki temu ocknąłem się.


*Yeori*


        Byłam zła trochę na Hyuka za takie nagłe szarpnięcie mnie i pociągnięcie w stronę szczytu. Ja rozumiem, że mogło mu zależeć na wacie i bał się, że sam się zgubi, ale mógł trochę łagodniej to zrobić i trochę wolniej biec. W końcu nie byłam w tak dobrej formie jak oni. Czy ja wyglądałam na kogoś kto ćwiczył dniami i nocami? Na szczęście on także się zmęczył i w pewnym momencie nasza ucieczka zmieniła się w swobodny spacer.
- Przez ciebie chłopcy są w tyle. - Zauważyłam.
- Nie ma co się przejmować. Oni potrafią korzystać z oznakowania szlaku. Gorzej ze mną. Znając mnie, to skręciłbym gdzieś niepotrzebnie i tyle mnie widzieliście. Dlatego zaopiekuj się mną Noona. - Mówiąc to znowu chwycił moja dłoń.
        Zawstydzał mnie takimi gestami, a go jakby nie wzruszały. Postanowiłam zabrać moją rękę, ale trzymał ją tak, że jak pociągnęłam, to on poleciał także w moją stronę. Prawie byśmy się przewrócili, a tego nam brakowało.
- Noona, co ty tak ostro? Nie musisz mnie zmuszać bym na ciebie leciał. - Zaśmiał się zadowolony z swojego tekstu, a mi się on nie spodobał. Co to miało znaczyć? Twierdził, że mu się spodobałam? Znał mnie kilka dni!
- Nie chcę byś na mnie leciał, tylko byś puścił moją rękę. - Oznajmiłam szczerze, starając się nie podnosić głosu.
- Dla.. dlaczego? - Powiedział to już z smutnym wyrazem twarzy i pożałowałam przez to, że nie ugryzłam się w język. Musiało go to dotknąć.
- Przepraszam. Po prostu... Czuję się niekomfortowo. - Mówiąc to ostatnie poczułam ciepło na moich policzkach. Znowu te głupie rumieńce.
- Dobrze Noona, już puszczam. - Dodał zakłopotany i rzeczywiście oswobodził mnie z uścisku.
        Nagle pojawili się koło nas Hakyeon, Wonsik i Jaehwan. Dogonili nas widocznie.
- Jest. Mamy was. - Rzekł lider. - Bałem się, że nasz przewodnik jeszcze zostanie stracony przez Hyuka, na szczęście jakoś sobie z nim poradziłaś. - Oznajmił z ironicznym uśmieszkiem w stronę samego zainteresowanego.
- A tak w ogóle to co z Taekwoonem i Hongbinem? Biegliście, a wcale ich nie dogoniliście? Dziwne to trochę. - Stwierdził słusznie raper. Zaniepokoiło mnie to także.
- Ja proponuje dojść na szczyt i jak ich tam nie zobaczymy to zadzwonić do któregoś. - Oznajmił Ken i wszyscy mu przytaknęliśmy. To było jedyne rozwiązanie jakie nam przyszło do głowy.


***


        Na szczęście na miejscu nie było zbyt wiele tłumów i od razu ujrzeliśmy naszą zgubioną dwójkę przy jednym ze straganów. Podeszliśmy do nich, co ich zaskoczyło, bo pewnie spodziewali się, iż dłużej nam to zajmie. My za to wypytaliśmy ich jak to możliwe, że aż tyle udało im się nas wyprzedzić i okazało się, że Taekwoon był już kiedyś w tych górach i znał jeden ze skrótów, dlatego podążyli nim razem z Hongbinem. Zauważyłam też, że zachowywał się dziwnie. Unikał spotkania się naszych oczu i ignorował większość moich pytań. Zrobiło mi się z tego powodu smutno, więc podeszłam porozmawiać z nim, jak stał sam.
- Hej. Jesteś na mnie zły, że cię okrzyczałam? - Zapytałam niepewnie. - Przepraszam. - Dodałam, bo miałam nadzieję, że to załagodzi sytuację, a on milczał i ani drgnął. - Odezwij się proszę. Nie wiem, czemu tak dziwnie się zachowujesz. - Powiedziałam tonem marudnego dziecka.
- A jak mam się zachowywać przy naszej wielkiej fance? - Powiedział to całkowicie spokojnie, a we mnie to uderzyło.
- Moja wina? Nie mam prawa was lubić? Staram się jak mogę, by czuliście się przy mnie komfortowo. Nie piszczę, nie rozpowiadam nikomu, nie przeszukuje waszych rzeczy, w przeciwieństwie do was. A ty masz pretensje do mnie, bo zachwyca mnie wasz głos i uważam was za utalentowanych przystojniaków? To chyba dobrze, że pozytywnie o was myślę. Mimo to wiem, że jesteście ludźmi. Czy gdybym uważała was za coś innego, to krzyczałabym na Hakyeona tak swobodnie? Byłabym na was obrażona za telefon? Jakoś nie widzę, bym robiła to co psychofanki, więc nie rozumiem, co cię boli. Nie jestem groźna i miło byłoby jakbyś mi zaufał, bo jeszcze dużo czasu tu spędzicie. - Trochę może mnie poniosło, lecz nie mogłam znieść tego, że to właśnie jemu przeszkadzało.
        Nie wiedziałam, czy milczał dlatego, że myślał nad tym co powiedziałam. Bałam się jednak, że zaraz znowu usłyszę coś niemiłego od niego i ciężkim krokiem opuściłam go, a przez to, że nie do końca zwracałam uwagę na otoczenie, prawie zderzyłam się z Kenem, który szybko uniósł do góry swoje ręce, w których miał lody. Gdyby nie to, pewnie byłyby właśnie na moim odzieniu.
- Przepraszam, byłam troszkę roztrzęsiona i...
- Nie szkodzi. - Przerwał mi. - Sytuacja opanowana. Na dodatek pojawiłaś się tuż przede mną, jak potrzebowałem cię znaleźć. Ten jeden jest dla ciebie. - Powiedział, podając mi do ręki rożek z dwiema gałkami, zieloną i różową.
- Oh dziękuje. - Odrzekłam zaskoczona pozytywnie i tym sposobem drugi raz Jaehwan odciągnął mnie od problemu. Byłam mu wdzięczna, więc posłałam mu najszczerszy uśmiech, jaki potrafiłam, co odwzajemnił od razu.
- Może usiądziemy na tamtej ławce? - Wskazał jedną stojącą przed końcem urwiska. Ładny z niej był widok, więc chętnie się zgodziłam.
        Na początku milczeliśmy. Ken usiadł bardzo blisko mnie i stykaliśmy się przez to ramionami, chociaż mógł równie dobrze usiąść z lekkim odstępem, bo ławka nie była za wąska, czy coś.
- Za co tak lubisz Taekwoona? - Zadał pytanie, którego nie spodziewałam się usłyszeć.
- Podoba mi się strasznie jego głos... Nie tylko jak śpiewa, ale to jak mówi jest muzyką dla mych uszu. - Rozmarzyłam się. - A na dodatek ten jego tajemniczy charakterek. Zawsze takie osoby przyciągały mnie do siebie i miałam ochotę je rozszyfrować.
- Masz teraz ku temu okazję. - Zaśmiał się. - Co prawda, nawet my czasem go nie rozumiemy. Jednak jak pewnie się domyślasz, ten człowiek ma wielkie serce, tylko tak groźnie wygląda. - Powiedział to tak, że miałam pewność, iż był ze mną szczery.
- Wierzę. Dlatego wolałam chować przed wami informacje jak was uwielbiam. Nie chciałam takich sytuacji. - Posmutniałam i jednocześnie poczułam rękę na moim podbródku. Oczywiście należała do Kena, który tym sposobem uniósł mi głowę i obrócił w swoją stronę.
- Tylko bez takich min proszę. Chciałbym, byś uśmiechała się na nasz widok tylko. Możesz to zrobić? Nie przejmuj się nim. Przejdzie mu, o ile już to się nie stało, bo przygląda ci się od jakiegoś czasu. - Stwierdził to, a mnie speszyła szczególnie ta ostatnia wiadomość. Kiedy odwróciłam się, rzeczywiście ujrzałam Leo wpatrzonego we mnie, jednak szybko się odwrócił, by nie pokazywać pewnie tego, gdzie się gapił. Uśmiechnęłam się w duchu, bo liczyłam na to, że Jaehwan miał rację.



czwartek, 23 lutego 2017

Rok pełen zmian: Rozdział 6

Wow już 6 rozdział. :D Jestem w szoku. Cały czas myślę, że zaczęłam je pisać z jakiś tydzień, dwa temu. :D  Z drugiej strony się cieszę, bo zbliżamy się do czegoś. :D Dobra. Nie ważne. :D Miłego czytania. ^^

Rok pełen zmian
Rozdział 6

Sierpień


        Mijały kolejne dni na obozie. Spędzałam już je tylko z Kangjoonem. Było troszkę niezręcznie. Często reagowałam speszona na jego czyny. Nie wiedziałam co się ze mną działo i nie rozumiałam swojego zachowania. Często też czułam na sobie wzrok Jisoo. Wiedziałam, że nie było mu łatwo. Mimo to, nie zbliżał się do mnie. Widocznie szanował moją decyzję. Aż do tamtego dnia.
- Jisoo! - Zawrócił się do niego psycholog. - Musisz pójść do sklepu oddalonego dość spory kawałek od obozowiska. Damy ci tylko mapę. Możesz wziąć jedną osobę ze sobą. Kto to będzie?
- Ganeul. - Wypowiedział bez wahania moje imię, na co zadrżałam.

Daj mi święty spokój człowieku. Jest tyle dziewczyn, a ty nękasz mnie.

- Dlaczego ona? - Zapytał niespodziewanie terapeuta.
- Musimy sobie coś wyjaśnić. A ona nie słuchałaby mnie w innej sytuacji. - Rzekł stanowczo.
- Rozumiem. Podjedźcie oboje. Ty wyciągnij prawą, a Ganeul lewą rękę.
        Wykonałam polecenie pełna obaw. Jak się wkrótce okazało słusznych. Zamykałam oczy, nie wiedzieć czemu. Bałam się i może dlatego. Na moim nadgarstku poczułam zimną stal i usłyszałam zatrzaśnięcie się jakby zamka. Otwarłam oczy i zobaczyłam, że złączono nas kajdankami.

Pan ma jakieś chore fantazje, czy jak?! Otaczają mnie zboczeńcy! Pomocy!

- Tym sposobem ona musi iść z tobą. Na dodatek musicie współpracować w sklepie i w drodze. Myślę, że to dobrze wam zrobi, by się dogadać. - Zasugerował ten chory człowiek.
        Nie miałam siły protestować. Ujrzałam, że Jisoo uśmiechnął się, zapewne zadowolony z siebie. Spojrzałam jeszcze na Kangjoona przepraszającym wzrokiem. On również uniósł kąciki ust, jakby chcąc powiedzieć : "Nie ma sprawy, to nie twoja wina".
        Szliśmy początkowo w milczeniu. Mapa pokazywała jakiś czas drogę przez las, więc musieliśmy podążać wyboistymi ścieżkami. Patrzyłam na moje stopy, aby o nic się nie potknąć, bo z moim talentem, to było bardzo prawdopodobne. W pewnym momencie Jisoo splótł nasze dłonie, te które były zamknięte w kajdankach. Zatrzymałam się przez ten gest z szokiem na twarzy. On na to zaś zaśmiał się i stał, czekając aż raczę się ruszyć.
- Tak będzie przyjemniej. - Stwierdził, a moje serce znowu robiło swoje. - Chciałbym codziennie trzymać w ten sposób twoją dłoń. - Powiedział to, a następnie zbliżył się do mnie.
        Stał bardzo blisko i przyglądał się mojej twarzy. Drugą dłoń uniósł i zgarnął moje włosy za ucho, przez co zadrżałam. Jego wzrok i dotyk peszyły mnie. Mimo wszystko nie bałam się go, tak jak myślałam. Czułam, że mi krzywdy nie zrobi. Nie wiedziałam, czy się poddać, bo domyślałam się do czego zmierzał. Ostatecznie nie potrafiłam się wycofać, a on ku mojemu zaskoczeniu przybliżył swoją twarz do mojej, zatrzymał się będąc już bardzo blisko, a następnie musnął lekko moje usta i gwałtownie się wyprostował. Byłam zaskoczona? Zawiedziona? Nie wiedziałam co myśleć.
- Chciałabyś prawdziwego pocałunku. Widzę to. - Mówił pewien swego. - Nie dziś. Chcę ci tylko pokazać, jak bardzo mi zależy. Nie unikaj mnie już, bo cierpię. - Ostatnie zdanie było przepełnione smutkiem. Czułam to.

Skup się Ha Ganeul. Rozum mówi "Spadaj, bo jesteś tylko durnym agresorem!", a serce "On też ma uczucia! On cię kocha, a ty tego pragniesz, być kochana". Nie wnikam, że jeszcze hormony podpowiadają mi "Bierz go tu i teraz!". Więc za którym głosem iść? Pewne, że nie za tym ostatnim. Nie chcesz stracić dziewictwa w lesie!

- Poprawię się dla ciebie jak mogę. - Wyskoczył nagle. - Dziś jeszcze nie zasługuje na ciebie. Jestem tego świadom. Dlatego będę nad sobą pracował, tylko proszę cię, by nasze relacje wróciły do normy. Bez ciebie nie poradzę sobie ze zmianami. Potrzebuję twojego wsparcia.
        Poczułam się przyjemnie. Zależało mu naprawdę bym była przy nim. Z drugiej strony obiecałam coś Kangjoonowi. Nie chciałam by ten się zawiódł na mnie. Oberwał i to przeze mnie, bo byłam delikatnym tematem dla Jisoo. Ta rozmowa mnie co do tego przekonała.
- Muszę porozmawiać z Kangjoonem o tym. Obiecałam mu, że będę się trzymać od ciebie z daleka. - Powiedziałam z powagą.
- Dobrze. Choć nie rozumiem, co mu do naszej relacji, ale skoro liczysz się z jego zdaniem, to ja to uszanuję. - Dodał na końcu swój wspaniały uśmiech, który odwzajemniłam.
        Później ruszyliśmy w dalszą wyprawę do sklepu rozmawiając już na normalne tematy i mieliśmy zdecydowanie lepsze humory.

***

        Wieczorem przy ognisku, poprosiłam Kangjoona, by ten się ze mną przeszedł. Musiałam z nim porozmawiać. Nie potrafiłam mówić o uczuciach i potrzebach, więc przychodziło mi to z trudem. Nie mogłam tego tak zostawić, bo nie chciałam olać tego, co powiedział mi Jisoo. Kangjoon szedł w ciszy i cierpliwie czekał, aż zacznę temat. Ja za to nie wiedziałam jak dobrać odpowiednie słowa.
- Byłam z Jisoo w tym sklepie. - Zaczęłam, a nie wiedziałam jak mam to rozwinąć.
- Pewnie chciał cię namówić, do wybaczenia mu? - Prawie zgadł.
- Coś w ten deseń. Chce by nasze relacje były takie jak wcześniej. Ja sama już nie wiem... - Próbowałam przedstawić to tak, by myślał, że się waham.
- Spokojnie. - Przerwał mi wypowiedź. - Jeżeli chcesz nadal mieć z nim kontakt, przyjaźnić się, czy tym podobne, nie mogę ci tego zabronić. Martwię się o ciebie i chcę także cię chronić. Jednak to ty musisz decydować o tym z kim się zadajesz. Jeżeli uważasz, że nie grozi ci wiele z jego strony i pragniesz znowu z nim rozmawiać, nie będę ci tego zabraniał. Wręcz przeciwnie. Będę cię wspierał w tej decyzji i czuwał, by przypadkiem nic ci się nie stało. Ja wiem, że on cię nie zrani fizycznie, boję się tylko o twoje serce. Wydajesz się mało wiedzieć o uczuciach.
        W tym momencie mnie zatkało. Po pierwsze. Był idealny. Nigdy nie spotkałam kogoś tak wyrozumiałego. Po drugie nie rozumiałam tej jego troski o mnie, jaki w niej był jego cel. A po trzecie... Jak mógł tak dobrze mnie znać?
- Odezwał się specjalista od uczuć. - Prychnęłam żartobliwie. - Ty nie potrafisz z nikim rozmawiać w szkole.
- Ah tak. - Teraz to on się zaśmiał. - To, że jestem nieśmiały nie ma nic do rzeczy. Wiem, co czuję i nie mylę tego. Ty masz za to inaczej i już dawno to zobaczyłam. Kiedyś odtrącisz osobę, którą kochasz. - Spojrzał na czubki swoich stóp i po chwili kontynuował. - Muszę ci coś powiedzieć, lecz najpierw zadam ci pytanie. Czemu odrzucasz wyznania Jisoo?
        Nie rozumiałam po co ta wiedza była mu potrzebna. Bardziej martwiło mnie, że nie miałam pojęcia co odpowiedzieć. Sama zadałam sobie to pytanie i miałam pustkę w głowie.
- Nie chcę teraz chłopaka. - Palnęłam byle co. - Muszę skupić się na nauce, by skończyć szkołę z jak najlepszym wynikiem.

Brawo! Wymówki pierwsza klasa. Na pewno ci uwierzy!

- Rozumiem, więc nie powiem ci tego dzisiaj. - Stwierdził.

Uwierzył? Powinnam teraz dostać Oscara za aktorstwo!

        Do końca dnia zastanawiało mnie, co mógł chcieć mi powiedzieć. Nie byłam w stanie tego przeanalizować. Na ognisku czas już spędzałam i z nim i z Jisoo, ale byłam umysłem nieobecna wśród nich.

***

        Autokar odwiózł nas na najbliższy przystanek autobusowy w naszym mieście. Nasza trójka wysiadła zadowolona, że to już koniec tej męczarni. Mimo to, w drodze uznaliśmy, że nie było tak źle i momentami dobrze się bawiliśmy. Nie czekał nikt na nas. Nawet rodzice Kangjoona po niego nie przyjechali, ale go to nie dziwiło, więc musieli to wcześniej z nim ustalić. Chłopcy uparli się nad odprowadzeniem mnie i niesieniem moich toreb. Czułam się z tym dziwnie, lecz nie potrafiłam im tego zabronić, bo próba wyrwania im ich z ręki spełzła by na niczym przy ich sile fizycznej. Pod moimi drzwiami chciałam się z nimi pożegnać i życzyć im dobrego wypoczynku, bo w końcu został nam tylko miesiąc do powrotu na uczelnie. Rozproszył mnie jeden dziwny dźwięk. A mianowicie Kangjoon dostał czkawki. Śmialiśmy się z Jisoo z niego, bo brzmiało to zabawnie. Jemu za to nie było wesoło. Zaproponowałam, żeby wszedł do mnie, by mogłam mu nalać wody, więc ostatecznie tylko Jisoo z nami się pożegnał.
        W środku panowała cisza. Rodzice widocznie szarżowali gdzieś poza domem. Jedynie gdzieś z głębi korytarza przybiegł mały berbeć zwany moim bratem. Zostawili go sami w domu, jak prawdziwi, odpowiedzialni rodzice. Byłam załamana tym, że tak zrobili i że Kangjoon to widział.
- Siostrzyczko tęskniłem. - Mówił przytulając się do mojej nogi. - Rodzice się tylko kłócili, jak ciebie nie było i przemeblowali całe mieszkanie.
        Spojrzałam na niego zaskoczona. W końcu salon, kuchnia i przedpokój wyglądały tak samo. Miałam na nie wgląd, bo nie dzieliła tych pomieszczeń żadna ściana. Kangjoonowi chyba przeszła czkawka w momencie przejścia przez próg, bo zapomniałam nawet, że stał obok mnie.
- Nie widzę żadnych zmian. - Odparłam zdziwiona.
- Tu nie przecież! - Mówił jakby to było oczywiste. - Przenieśli ci pokój i w twoim będzie mieszkać mama, a w sypialni rodziców tata!
- A co z moim pokojem?
- Zrobili ci zamiast graciarni! Fajnie, co nie? Ja tam chciałem mieć pokój, ale mama uważała, że ty i tak się niedługo wyprowadzisz, to wtedy znowu wróci graciarnia, tylko ja nie chcę, żebyś się wyprowadziła, dlatego płakałem potem cały dzień. - Mówił jak katarynka Sungjeon.
- Jak tam zmieściłoby się moje biurko i łóżko jednocześnie?!
- Biurko potrzebuje mama i masz już tylko łóżko. - Odrzekł bez krępacji, a we mnie powoli coś zaczynało się gotować.

Aż tak bardzo im przeszkadzam? Graciarnia? Jestem ich gratem?!

- Idź się pobawić do swojego pokoju. - Powiedziałam drżącym głosem. - Chcę sama zobaczyć mój nowy pokój.
        On posłusznie przytaknął i w podskokach uciekł w stronę wspomnianego pomieszczenia. Jak zniknął miałam już ruszyć w głąb korytarza, ale Kangjoon przypomniał mi o swojej obecności, chwytając moje ramię.
- Wejdę tam z tobą. - Oznajmił, na co tylko kiwnęłam głową na zgodę.
        Otworzyłam drzwi odpowiedniego pomieszczenia i łzy same poleciały z moich oczu. Miałam bowiem w nim wstawione łóżko, które idealnie mieściło się na długość, a przy nim szafkę nocną z małą lampą, bo światła nie było nigdy w tym pomieszczeniu. Upadłam na kolana z bezradności i zaczęłam szlochać ukrywając twarz w dłoniach. Poczułam jak Kangjoon obejmuje mnie od tyłu, co mnie troszkę uspokoiło. Mimo to i tak byłam w rozsypce.
- Odwróć się do mnie. - Szepnął.
        Wykonałam polecenie. Klęczałam na przeciw niego, a on spojrzał w moje oczy. Chwycił twarz w swoje dłonie, które swoją droga były bardzo duże. Zarumieniłam się, bo oczywiście nie byłabym sobą, gdyby wypieki nie pojawiły się na mojej twarzy. Nie zauważyłam nawet, że przestałam płakać. Ukoił mój smutek jednym spojrzeniem. Już chciałam zamknąć oczy i wydąć usta do pocałunku. Byłam na to gotowa, moje serce tego zapragnęło, a on nagle przycisnął moją głowę do klatki piersiowej i oparł brodę na jej czubku.
Oto prosty przykład, jak życie lubi robić mnie w konia.
- Nie patrz tak na mnie. - Mówił niespokojnie, a ja mogłam w tej pozycji dokładnie słyszeć, jak jego serce mocno zaczęło bić. - Łudzę się wtedy, że coś do mnie czujesz.
        Te słowa uderzyły we mnie jak piorun. Tym razem to ja dostałam palpitacji serca i nie chciałam nawet podnosić głowy, bo ujrzałby moją czerwoną jak burak twarz.

Czy to znaczyło, że miał rację? Coś do niego czułam? W takim razie co z Jisoo? Za dużo pytań za mało odpowiedzi... Uczucia rzeczywiście są dla mnie trudnym tematem.


poniedziałek, 20 lutego 2017

Miłosny scenariusz - Rozdział 20

Zapraszam do czytania, komentowania, a właściwa notka będzie na dole. :D


Miłosny scenariusz
Rozdział 20

*Kyurin*

        Rozpakowywałam rzeczy z kartonów do nowego mieszkania. Były w nich przedmioty, które przywiozła mi mama, a które musiałam zostawić wcześniej, jak śpieszyłam się, by wynieść się z domu rodziców. Miał mi pomóc w tym wszystkim Junmyeon, ale spóźniał się, bo pewnie przedłużyli mu trening. Przyzwyczajałam się do myśli, że często będziemy na siebie czekać dłużej niż się umawialiśmy. Dlatego też zaczęłam bez niego, bo nie miałam pojęcia ile mu się przedłuży to wszystko.
        Wtedy usłyszałam, jak ktoś wchodzi przez drzwi wejściowe. Zostawiłam je specjalnie dla niego otwarte i on o tym wiedział. Uśmiechnął się do mnie swoim zabójczym uśmiechem. Podeszłam go przywitać i złożyłam na jego ustach w tym celu krótki pocałunek.
- Zaczęłaś beze mnie? - Zaskoczył się.
- Musiałam. Nie miałam pojęcia ile jeszcze mam na ciebie czekać. - Odpowiedziałam spokojnie, by nawet na chwilę nie pomyślał, że miałam do niego jakieś pretensje.
- Już trudno. Muszę nacieszyć się tym co zostało.
        Junmyeon bardzo się uparł, że chce zobaczyć wszystkie moje rupiecie. Uważał, że dzięki nim jeszcze więcej się o mnie dowie i w jakiś sposób mnie pozna bliżej. Nie wiedziałam, czy rzeczywiście coś mu w tym pomoże, bo nie byłam zwolennikiem kolekcjonowania jakiś dziwnych pamiątek i temu podobnych rzeczy.
        Jakie było moje zdziwienie, kiedy w jednym z kartonów znalazłam dobrze znany mi rysunek. Za każdym razem jak go widziałam, chciało mi się płakać. Nie pamiętam kiedy go stworzyłam. Wiedziałam jedynie, że była na nim moja prawdziwa matka i moi obecni rodzice. Napisałam też na nim "Kocham całą rodzinkę". To tak bolało. Byłam mała i wiele nie rozumiałam.
- Czemu narysowałaś tu dwie kobiety? - Przeraziłam się jego słowami, bo nie zorientowałam się, kiedy pojawił się koło mnie.
- To moja prawdziwa matka. - Wskazałam na postać, które włosy były pokolorowane żółtą kredką.
- Jak to się stało, że z nią nie mieszkasz? - Wiedziałam, że kiedyś nastąpi ten moment, kiedy będzie chciał się tego dowiedzieć.
        Zaczęłam się zastanawiać, czy mu opowiedzieć wszystko. Był kimś dla mnie ważnym. Jednak, mało komu opowiadałam swoją przeszłość, ponieważ dawno zostawiłam ją za sobą. W końcu niewiele też z niej pamiętałam.
- Jestem córką prostytutki. - Oznajmiłam prosto z mostu, przez co spojrzał na mnie zaskoczony, a ja wcale mu się nie dziwiłam. - Wiesz, ona nie była złą kobietą. Jako małe dziecko nie widziałam, by było coś z nią nie tak. Po prostu często gościła mężczyzn. Tyle o problemie wiedziałam. W pewnym momencie podobno ktoś zgłosił to na policję. Podejrzenia padły na plotkarską sąsiadkę. Zabrali mnie matce, bo według nich niszczyłam sobie dzieciństwo widząc co moja matka czyni. Tylko, że ona była dyskretna. Ja wcale nie widziałam nic. Zostały odebrane jej prawa do mnie. Stwierdzili, że nie nadaje się na rodzica. Płakałam w domu dziecka często, aż pojawili się oni i zabrali mnie do siebie. Od razu nazywałam ich mamą i tatą jak mnie poprosili i zaczęłam się przyzwyczajać do myśli, że oni nimi teraz będą.  Z czasem jednak coraz częściej prosiłam o spotkanie z mamusią. Zgodzili się. Pozwolili jej się ze mną widywać. Opowiedziała im, że chciała porzucić to co robiła, ale przez to, że dużo zarabiała na tym, a to jedyne co jej się udawało, nie potrafiła. Nie chciała mnie nigdy krzywdzić. Pewnego dnia już nie przyszła na umówioną godzinę. Więcej się nie zjawiła. Znikła bez słowa.
        Słuchał mnie uważnie, nie zadawał pytań. Byłam mu wdzięczna. Chciałam mu wszystko opowiedzieć i mieć to z głowy. Bolała mnie bardoz moja przeszłość.
- Po jakimś czasie, chyba dwóch latach pojawiła się znowu. Moja obecna matka wygarnęła jej, jak może tak nagle się zjawiać, po tym jak zniknęła bez słowa i mnie zraniła. Zakazała jej się więcej pojawiać w moim życiu. Wtedy ta wybuchła i powiedziała, że wcale nigdy nie chciała mnie. Że zajmowała się mną z litości. Starała się, bym nie miała zniszczonego przez nią życia, ale nawet mnie nie kochała. Cieszyła się z tego zakazu. Przynajmniej dostała usprawiedliwienie na to, że przestanie się mną interesować. Potem wyszła, a ja płakałam… Wszystko słyszałam, bo uchyliłam wtedy drzwi mojego pokoju. Jako dziecko nie mogłam tego zrozumieć i byłam załamana. Teraz tylko się zastanawiam, czy było tak naprawdę, czy powiedziała to w przypływie furii. I czemu znikła? Miała problemy?
Poczułam na moich policzkach łzy, a obiecałam sobie, że nie będę płakać z tego powodu już nigdy. Za każdym razem to łamałam. W końcu czułam się taka niechciana przez moją rodzicielkę całe życie. Choć nowi rodzice starali się jak mogli mi ją zastąpić, to ja bałam się często, że przyjdzie dzień, że i oni się odwrócą. Doczekałam się w połowie tego. Ojciec nie chciał chyba mnie już znać.
Wtedy na moim licu pojawiła się jego dłoń. Ścierał kciukiem moje łzy nie pierwszy raz. Dotknęłam jego ręki i pogładziłam. Tak wiele mu zawdzięczałam. Tyle już przeszliśmy i jeszcze pewnie razem przejdziemy. Mogłam być wdzięczna losowi, że to z nim grałam w tej dramie.
Zbliżył się do mnie. Wtopił delikatnie w moje usta. Chciałam tego. To był subtelny pocałunek, wypełniony po brzegi naszą miłością.

*Junmyeon*

        Opierałem się właśnie o barierkę mostku, nad jednym z Seulskich stawów. Obok mnie w podobnej pozycji była moja Kyurin. Moja. Mogłem to mówić już bez problemu. Przyglądałem się jej. Patrzyła w przestrzeń przed sobą. Jej mimika wyrażała spokój i odprężenie. Miała taką bladą skórę na twarzy. Taka chyba już była jej natura.
        Wzięła w rękę bułkę, którą ze sobą przyniosła. Zaczęła ją kruszyć i rzucać do kaczek. Pełno zleciało się w miejsce w którym pojawiały się okruchy. Ona za to uśmiechała się przy tym tak pięknie. Miałem ochotę uwiecznić ten uśmiech. Wyjąłem powoli telefon z kieszeni. Skierowałem na nią. Stała bokiem do mnie, więc nie była skupiona na tym, co ja robiłem. Wtedy udało mi się. Zdjęcie wyszło cudownie. Ona jednak przy tym zrozumiała co zrobiłem.
- Yah! Chcesz zginąć? – Oburzyła się. – Czemu robisz mi po kryjomu zdjęcia?
- Tak ładnie się uśmiechałaś. – Zacząłem moje tłumaczenie. – Wręcz musiałem no. Mam teraz nową wspaniałą tapetę. – Dodałem przepełniony wielką radością.
- Nie lubię zdjęć z ukrycia. Nie wychodzę na nich najlepiej. – Mówiła to już spokojniej, ale nadal jakby troszkę zła.
        Stwierdziłem, że trzeba ją jakoś udobruchać. Podszedłem do niej i objąłem ją od tyłu. Poczułem jak drgnęła na to. Podobały mi się jej takie reakcje. Złożyłem całusa na jej szyi i mogłem po tym dostrzec ciarki, które ją przeszły.
- Posłuchaj. – Szeptałem jej do ucha. – Kocham cię. Dla mnie jesteś najpiękniejszą osobą chodzącą po tej planecie i nie obchodzi mnie twoje zdanie na ten temat.
        Chyba nie wiedziała co odpowiedzieć, bo chwilę staliśmy tak w milczeniu. Mi to wcale nie przeszkadzało. Mogłem z nią tak spędzać całe dnie. Kochałem ją przytulać, dotykać, być blisko niej. Pragnąłem, by mieć taką możliwość już zawsze. Nie chciałbym, by ktokolwiek nas rozdzielił. Byłem gotowy, że momentami będzie ciężko ze względu na nasze kariery, ale nie zamierzałem się nigdy poddać.  

*Kyurin*

        Przechodziłam korytarzem wytwórni, w ręku miałam scenariusz do jednej z dram w których grałam. Szłam na spotkanie z moją menadżer, by uzgodnić kilka kwestii. Zostałam zatrzymana niespodziewanie, chwycona przez kogoś za rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego szeroko Luhana, co mnie od razu uspokoiło, bo szczerze się przestraszyłam.
- Mogę zająć ci chwilę? – Zapytał grzecznie.
        Przytaknęłam. Usiedliśmy na jednej z ławek. Czekałam, aż on coś powie. W końcu to on mnie zaczepił. Nie miałam pojęcia, o co mogło mu chodzić. Ostatnio często odwiedzałam dorm Exo, gdzie czułam się bardzo dobrze, tylko on jakoś mało ze mną rozmawiał.
- Wiesz, ja chciałem cię przeprosić. – Zaczął, a ja nie rozumiałam, co miał na myśli. – Widzisz… Ja kilka razy wam niepotrzebnie coś powiedziałem. Najpierw prosiłem ciebie byś była stanowcza względem naszego lidera, a potem to ja zachwiałem jego pewność. Radziłem, by nie kazał ci dołączać do wytwórni. Miałem wtedy ciężki okres. Dość tego wykorzystywania. Podupadałem. Poniosło mnie. Nie chciałem dla was źle. Ja nie powinienem był tak mówić.
- Posłuchaj teraz ty. – Wtrąciłam się. – To już przeszłość. Jak widzisz przetrwaliśmy wszystko. Nic co powiedziałeś nie narobiło zamieszania. Po prostu dużo się wydarzyło, lecz nic z twojej winy. Nasz związek musiał przejść przez kilka prób i już jest dobrze i nie masz o co się obwiniać. – Podsumowałam wszystko szczerze, na co on się szeroko znowu uśmiechnął.
- Dziękuję ci za te słowa. Ulżyło mi. – Dodał już ewidentnie w lepszym humorze. – A jak ci się powodzi u nas? Słyszałem, że nagrywasz dwie dramy jednocześnie. Nie jest ci za ciężko? – Mówił takim przejętym głosem.
Luhan był cudownym przyjacielem dla kolegów z zespołu i roztaczał taką aurę dla wszystkich ludzi. Zauważyłam to już po pierwszej konwersacji z nim. Widać było też ostatnio po nim, że coś go niepokoiło i próbował to dobrze ukryć. Na szczęście chyba było już z nim lepiej.

*Junmyeon*

- No to gdzie masz scenariusz? – Zapytałem Kyu, a ta wskazała mi na stolik w jej salonie.
        Zasiadłem więc na kanapie przy nim i wziąłem do ręki gruby plik kartek. Otworzyłem je tam, gdzie była założona karteczka samoprzylepna z datą tego dnia. Na niej była scena, którą chciała przećwiczyć ze mną. Byłem ciekaw co w niej jest i zacząłem ją czytać w myślach. Ona usiadła w tym czasie koło mnie stawiając dwa kubki z ciepłą herbatą. Kiwnąłem jej na podziękowanie i wróciłem do przeglądania tekstu.
        Wyszczerzyłem oczy w pewnym momencie. Scena kończyła się pocałunkiem. Nie spodobało mi się to. Nie mogłem jednak dać tego po sobie poznać. Zazdrość to wróg wszystkich związków. Nie zamierzałem się poddać temu uczuciu. Mimo to, myśl, że jakiś inny mężczyzna i na dodatek przystojny będzie z nią nagrywał tę scenę nie dawała mi spokoju. Bałem się, że ona zauważy, że coś jest ze mną nie tak.
- To co? Ćwiczymy? – Wybudziła mnie tym z moich chorych przemyśleń.
        Tak więc zacząłem czytać jej kwestie, które powinny być wypowiadane przez drugiego aktora. Ona bardzo się wczuwała w każdą wypowiedź. Szło jej świetnie, ja za to czytałem te kwestie niepewnie. Cały czas się stresowałem. Kiedy byliśmy przy końcu sceny nie wytrzymałem. Wręcz rzuciłem się na nią z pocałunkiem. Robiłem to natarczywie. Jak nie ja. Ona za to poddała się temu bez problemu. Pewnie nie rozumiała mojego zachowania, ale spodobało jej się to. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, oboje ciężko oddychaliśmy, bo trochę trwała ta nasza przyjemność.
- Dlaczego tak nagle? – Zapytała mnie zaskoczona, a ja nie mogłem się napatrzeć na jej oczy.
- Zapamiętaj proszę mój pocałunek i jak będziecie dziś kręcić tę scenę, nawet na chwilę nie myśl o tym aktorze w nieodpowiedni sposób. – Na te słowa ona wybuchła śmiechem, co mnie trochę zawstydziło. Znowu wyszedłem na ciapę.
- Jesteś zazdrosny kochanie? – Zapytała ironicznie. – Przecież wiesz, że aktorzy tylko udają pocałunki, nie są one prawdziwe. Na dodatek… Jak może mi się spodobać ktoś inny? Pomyśl troszkę. – Mówiła to z ewidentnym rozbawieniem, a ja czułem się zażenowany swoim zachowaniem.
        Miała czystą rację. Aktorzy nie całowali się nawet naprawdę. Jednak to chyba był taki normalny odruch. W telewizji ma to wyglądać, jakby ona kochała tamtą postać, a nie mnie.. O czym ja myślałem? Skarciłem się w myślach za to co mi przez nie przeszło.




    Po pierwsze przepraszam, że nie ma tradycyjnie bonusu do dwudziestego rozdziału, bo rozdział sam w sobie jest pewnym bonusem.


No i mamy zakończenie. Trochę się wahałam nad zrobieniem sad endingu, ale nie potrafiłam. Musiałam wszystko naprostować. :D Za delikatna jestem. :D Opowiadanie miało być krótsze, ale jakoś nie zmieściłam, bo pojawiły się nowe pomysły na akcję. :D Niby mogłam zakończyć to w poprzednim rozdziale, ale skoro dwadzieścia jest okrągłą liczbą, ładniej to wygląda i miałam ochotę na pokazanie kilku lekkich scen z nimi po tylu dramatach. :D I jak podobało się wam to opowiadanie?

Chcę serdecznie podziękować każdemu kto je czytał. Wylałam tu wiele swoich emocji. Wy dodawaliście mi ich bardzo dużo swoimi komentarzami. Strasznie chciałam też nim przyciągnąć ludzi do kochania Suho, bo on na to zasługuje.

Polecam jego stację, która skradła moje serce i ja widzę w tym teledysku rzeczy powiązane z moim opowiadaniem, ale to taka moja chora głowa. :D


Przy okazji zareklamuje, że za tydzień rusza opowiadanie “Miłość: Level Up!” z Chanyeolem w roli głównej. :D Mam nadzieję, że także wzbudzi ono czyjeś zainteresowanie. ;D